Żółty Szalik (2000r. reż. Janusz Morgenstern)
#1




Na Facebooku oraz YouTubie viralem stała się scena przedstawiająca pana Janusza Gajosa, który przy stole, w restauracji pokazuje dwóm młodym ludziom jak pije się alkohol. Zamawia on pięćdziesiąt gramów czystej substancji oraz lód do osobnej szklanki. Postać grana przez Gajosa spokojnie czeka na swoje zamówienie, a gdy ono już przychodzi, ten się cieszy. Przed wypiciem dwóch kieliszków wódki, gryzie kostkę lodu, aby ochłodzić ścianki przełyku, w celu wydobycia mocy ze spożywanego trunku. Co widzimy na tym około dwuminutowym filmie? Widzimy tylko Janusza Gajosa, elegancko ubranego, z klasą pijącego alkohol i dającego przykład młodym ludziom. Aby wgłębić się w kontekst tej sceny musimy dowiedzieć się skąd ona pochodzi.

Viral ten ma swoje źródło w filmie Janusza Morgensterna pt. „Żółty Szalik”. Produkcja ta miała premierę w 2000 roku, lecz tylko w odbiornikach telewizyjnych.

Film rozpoczyna swoją akcję dzień przed wigilią Bożego Narodzenia. Główny bohater (bezimienny), grany przez wspomnianego wcześniej Janusza Gajosa, jest dyrektorem dobrze zarabiającej firmy. Z rzeczy materialnych nie brakuje temu człowiekowi nic. Ma pieniądze, przez co nie może odmówić sobie kupna kolejnych butelek gorzały, kupuje byłej żonie najdroższe kolczyki, jest elegancko ubrany, a wozi go sam Marcin Dorociński grający wynajętego kierowcę. Sam film rozpoczyna się spotkaniem zarządu firmy, gdzie zasiada również główna postać. On jednak kompletnie nie myśli o tym posiedzeniu, nie słucha i nerwowo tylko czeka aż się skończy. Osoba siedząca obok mogłaby pomyśleć, że Bohater jest aż tak przejęty tym zgromadzeniem, lecz my jako widzowie widzimy pot na twarzy dyrektora tudzież słyszymy, że żadne słowa już do niego nie docierają. Najważniejszy jest już dla niego tylko jak najszybszy łyk wódki. Przed wigilią ma on za zadanie dać prezent byłej żonie, spotkać się z synem, udać się na firmowy bankiet oraz pojechać do matki na święta. Firmowa impreza jest ogromnym wyzwaniem dla Bohatera, gdyż przed nim obiecał swojej obecnej partnerce, że nie tknie już ani grama alkoholu. Najbardziej emocjonalny jest trzeci akt, czyli wspólna wigilia alkoholika i jego matki. Duet stworzony z Janusza Gajosa oraz śp. Danuty Szaflarskiej z świąteczną otoczką w tle to pierwsza rzecz w tym filmie, którą możemy nazwać piękną. Widzimy tutaj głównego bohatera, który razem z mamą przeżywa święta. Z mamą, która kocha swojego syna, nie zważając na jego stoczenie się. Jest to obraz, przy którym ma się łzy w oczach. Dopiero tutaj widzimy główną postać szczęśliwą i wolną od cierpienia i nałogu.

Wróćmy do sceny w restauracji, która stała się viralem. Wcześniej mogłoby się nawet wydawać, że „poradnik picia alkoholu przez Janusza Gajosa” jest wzięty z jakiejś komedii, lecz po seansie nie widzimy tu nic humorystycznego. Widzimy ojca, który nawet przy spotkaniu z synem oraz jego narzeczoną musi wypić wódkę. Widzimy syna, który wstydzi się za ojca-alkoholika, oraz narzeczoną, której sytuacja jest niezręczna, gdyż to pierwszy raz, gdy widzi swojego przyszłego teścia, a już poznała go z alkoholicznej strony. Teraz widok Bohatera cieszącego się dwoma kieliszkami wódki staje się wręcz patologiczny. Tu pojawia się geniusz tej sceny. Po obejrzeniu całego filmu ten fragment pozostaje taki sam, ale to my się zmieniamy. Zmienia się nasze spojrzenie na ten obraz.

O czym jest ten film? O alkoholu? O wywracaniu się na podłogę kompletnie pijanym? To dzieło jest przede wszystkim o człowieku. Człowieku, który mając wszystko powoli traci całe swoje życie. Film świetnie przedstawia temat nałogu, ale alkohol moglibyśmy zamienić nawet na używki, a problematyka mogłaby pozostać ta sama. Janusz Morgenstern ukazał nam człowieka staczającego się w otchłań, ciemność. Główna postać traci kontakt z rzeczywistością na rzecz alkoholu, co więcej, on nie chce być trzeźwy, bo wtedy nie mógłby być na równi z otaczającymi go ludźmi. Rewelacyjną robotę robi tu również scenariusz Jerzego Pilcha, dzięki któremu bohater grany przez Gajosa jest świetnie napisany. Nie ma w nim żadnego przejaskrawienia, co często widać w telewizyjnych serialach. W popularnych tasiemcach widz musi mieć wprost podane na tacy bolączki alkoholików, że muszą im najczęściej słownie tłumaczyć ich całe cierpienie. W „Żółtym Szaliku” czegoś takiego nie ma. Tutaj nie ma żadnego fałszu. Bohater nie mówi nam od kiedy pije, ile dziennie pije i jaki sprawia mu to ból. My po prostu widzimy i dzięki grze Janusza Gajosa czujemy jego udręki.

Przejdźmy do samego tytułu: Żółty Szalik, co nam ten tytuł mówi? Przed seansem kompletnie nic, a skoro jest to film o alkoholiku, to twórcy mogli pójść po linii najmniejszego oporu. Mogliby nas poczęstować artystycznymi tytułami jak np. Ostatnia butelka alkoholu, Kropla śmiertelnego trunku, Cierpienia bogatego alkoholika, aby przyciągnąć więcej widzów, ale nie. Twórcy wybrali „Żółty Szalik”, a nie mogłoby być bardziej treściwego tytułu. Główny bohater uwielbia żółte szaliki, lecz zawsze je gubi. W ciągu filmu gubi szaliki oraz dostaje nowe. Za każdym razem jak go zgubi, wraca do nałogu. Zguba żółtego szalika jest symbolem powrotu do nałogu, a nowy, ofiarowany w prezencie jest szansą na lepsze życie. Póki Bohater nie przestanie gubić tytułowego ubioru, alkohol będzie wracał.

„Żółty Szalik” jest jednym z tych filmów, które mają szczególne miejsce w kinematografii oraz moim sercu. Jest to produkcja, którą się ogląda, a po zakończeniu w milczeniu odchodzimy od ekranu, a w ciągu następnych kilku dni cały czas o nim myślimy. Nie jest to blockbuster, który za zadanie ma spełnić nasze zachcianki audio-wizualne z masą efektów specjalnych. Jest to dzieło, które zostawia nam refleksję. Refleksję o filmie, jego bohaterze, oraz o nas samych, gdyż w życiu często trafiamy na problem alkoholizmu. Janusz Morgenstern tym tworem uczynił coś niesamowitego, zmieścił esencję kina w pięćdziesięciu dziewięciu minutach filmu. Tym samym nie czujemy żadnego przyspieszenia, tylko spokojne prowadzenie historii. Jestem wdzięczny twórcom i obsadzie za ten obraz, a szczególnie za emocje z nim związane. Jest to godzina kina, na którą każdy znajdzie czas. Pamięć po „Żółtym Szaliku” jednak zostanie na dłużej.

Najlepszy polski film, jaki widziałem. Ocena poza skalą.

Odpowiedz
#2
Wciąż nie mogę się nadziwić jak świetnie Janusz Gajos zagrał tę rolę. Ale co tu się dziwić skoro Gajos to ekstraklasa wśród polskich aktorów.
Stąd też niedawno robiłem powrótkę tego filmu. Przy okazji machnąłem jeszcze dwa tytuły z cyklu Święta Polskie, do którego to cyklu należy
"Żółty szalik" - Cud purymowy i Biała sukienka. I nie żałuję włożonego w polski film czasu.

Gajos gra tutaj rolę nałogowca alkoholika! I jak napisałeś wyżej można wpisać tutaj każdy rodzaj uzależnienia i zrobić na tym film i bedzie pasować.
Ze swojego punktu widzenia jest on tutaj królem swojego życia, a raczej panem swojego nałogu.  Pamiętna scena
z koroną na głowie, kiedy uzupełnia on sobie karafkę alkoholem znakomicie to podkreśla. Ale tym życiem jest nałóg. Wydaje mu się że to on decyduje
i on rozdaje karty. Ale w rzeczywistości nie ma nad sobą żadnej kontroli. No bo co po mentalności pijaka kiedy oceniają nas inni? i z tej strony widać
tutaj jak mało sam o sobie decyduje.
Ręka do góry tych, którzy nie ocierają się o nałogi. No więc film dla każdego.

A ten watek z żółtym szalikiem na końcu kiedy znowu go gubi, zostawiając u mamy, po czym wraca po niego, czyli tym razem nie zgubił! to takie
pozytywne wedle mnie zakończenie, że znów dostał szansę i po raz kolejny ma szansę się podnieść z nałogu.
Tylko że tutaj to akurat historia pijaka niezwykłego, bo znajdującego się w najlepszej z mozliwych sytuacji materialnej i socjalnej.
Ile może dostać takich szans od losu zwykły pijak zanim całkiem się stoczy?

Film absolutnie dla wszystkich lektura obowiązkowa
Nie lubię snobów, hipsterów i internetowych cwaniaków

Odpowiedz

Digg   Delicious   Reddit   Facebook   Twitter   StumbleUpon  








Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości