Odpowiedz 
26 WFF
08-10-2010, 10:31 PM
08-10-2010 10:31 PM
26 WFF
Tworzę nowy temacik na poczet kolejnej edycji - w sumie nie wiem po co, ale żeby się potem nie mieszało z poprzednim. Tym razem bez ankiety, bo TAK.

Tyle tytułem wstępu - o samym festiwalu niewiele nowego da się napisać. Jak na razie mija mi bardzo bezboleśnie, a jedynym do czego mógłbym się doczepić, to brak możliwości zwrotu biletu - niby jest to jakoś tam zrozumiałe, niemniej dalej wydaje się głupie.

A co do filmów...

Robert Mitchum Is Dead - francuskie kino drogi w lwiej części zrobione w Polsce i z udziałem kilku naszych. Z początku zabawne, z sympatycznymi bohaterami. Niestety z każdym przebytym przez nich kilometrem staje się to film coraz bardziej wymuszony, bez żadnej puenty, metamorfozy postaci i w ogóle bez czegoś więcej. Niektórym taki stan rzeczy sie na pewno spodoba, mnie końcówka mocno wynudziła, a wiele wątków było z dupy totalnie. Na plus świetna postać Murzyna.

5/10

The Woman with a Broken Nose - przesympatyczne kino bałkańskie, z humorem, ale i z zadumą o życiu codziennym. Jasne, kilka scen celowo przejaskrawionych lub odrealnionych, a przypadkowość i zależność głównych bohaterów w tak dużym mieście przypomina polskie Zero (czyt. jest niemożliwa). Ale na to akurat można przymknąć oko. Poza tym bardzo ciepła, fajna opowieść (czy też raczej kilka historii w jednym). Jeden z takich filmów, z których nie sposób wyjść przed końcem. Polecam.

skromne 7/10, bo jednak ileż to już razy widzieliśmy podobne mozaiki, a i w paru scenach całość popada w bolesne schematy

Thieves by Law a.k.a. Vory v Zakonie, czyli dokument o tym, co Cronenberg próbował nam całkiem niedawno sprzedać w formie fabularnej. Dokument łagodny, bo jest to spojrzenie na rosyjską mafię po latach, gdy już dojrzała, ustatkowała się i jest cywilizowaną instytucją, której członkowie wspierają kulturę i prawo i cieszą się ogólnym szacunkiem i uwielbieniem zwykłych ludzi. Niemniej dokument mocny, bo pokazujący nie tylko, jak to się można urządzić pokazując środkowy palec ogólnoprzyjętemu porządkowi i tak zwanej moralności (bez kitu, tak jak ci bossowie żyją jest momentami nie do pojęcia), ale i choćby to, że - było nie było - są oni potrzebnym ogniwem, który napędza niejedną gospodarkę. I co ciekawe mają oni więcej honoru, niż niejeden stróż prawa. Oczywiście trudno powiedzieć na ile ten dokument był "nadzorowany" przez występujących w nim bossów, ale nie sądzę by wiele przekłamywał, czy przejaskrawiał. Warto.

7/10

Don't play with fire, play with Mefisto...
http://www.imdb.com/mymovies/list?l=27018617
Odwiedź stronę użytkownika Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
09-10-2010, 10:21 PM
09-10-2010 10:21 PM
 
Dokładam moje pierwsze dwa obejrzane filmy:

Draquilla. Wstrząsy we Włoszech.
Włoski "Fahrenheit 9/11" o Silvio Berlusconim i jego polityce wykorzystywania katastrofy narodowej do podreperowania swojego nadszarpniętego m.in. seks-skandalami wizerunku. Przez większość czasu film ogląda się dobrze z uwagi na dynamiczny montaż. Momentami jednak są sceny niepotrzebnie przeciągnięte i niewiele wnoszące (szczególnie pod koniec). Myślę, że film miałby większą siłę gdyby był bardziej skondensowany. Inną sprawą jest jego wiarygodność i to czy rzeczywiście śmiała teza postawiona w filmie ma odzwierciedlenie w rzeczywistości. Jako że jednak jest to już drugi film dokumentalny nt Berlusconiego w tym roku (pierwsza to w podobnym stylu zrobiona "Wideokracja") to można się zastanawiać czy nie jest to jednak coś więcej niż "propaganda obrażająca prawdę i całą populację Włoch" (jak twierdzi włoski minister kultury).7/10


Behind Blue Skies
Obejrzałam ten film ze względu na zamiłowanie do filmów skandynawskich. W przeciwnym razie raczej bym się na niego nie wybrała. I pewnie wiele bym nie straciła. Owszem. Film dość sympatyczny i nostalgiczny (może dla fanów kultury lat 70tych i szwedzkiej przyrody), ale na pewno nie pozostający na dłużej w pamięci. W skrócie można powiedzieć, że historia inicjacyjna młodego człowieka w dorosłość, opowiedziana z humorem (mimo, że o sprawach poważnych), ale ogólnie też nieco łopatologicznie i bezpłciowo (na plus za to gra aktorów).6/10
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
09-10-2010, 10:54 PM
09-10-2010 10:54 PM
 
No właśnie, takie filmy na tym WFF, same 6, 7/10, dlatego nie chce mi się tam iść :P
Odwiedź stronę użytkownika Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
09-10-2010, 11:23 PM
09-10-2010 11:23 PM
 
A dziś pierwszy skandal na festiwalu :D W ostatniej chwili odwołano seans Never let me go, gdyż jak to być może, żeby to właśnie Warszawa pokazała ten film po raz pierwszy (londyńska premiera miała zdaje się miejsce parę godzin później). Żenada.

The Edge - dobre, mocne kino rosyjskie, które lubię z prostego powodu: tak jak my traktują przemoc i nagość jako coś naturalnego, ale robią znacznie lepsze widowiska. I Kray (jak to w oryginale) takim widowiskiem właśnie jest. W roli głównej niesamowity Vladimir Mashkov, niektórym na forum znany z roli bad guya w Behind enemy lines. W rolach drugoplanowych kilka mocarnych lokomotyw i parę co ładniejszych pań. Jak dotąd najlepszy film festiwalu. Solidne 8/10 i chętnie bym to kiedyś kupił, bo lubię takie klimaty "na krańcu świata".

Childhood - muszę się w końcu nauczyć, żeby trzymać się z dala od kina meksykańskiego. Ciągle tylko jakieś patologie i inne denne klimaty. Ten film zły by nie był, gdyby trwał jakieś 20 minut krócej. Niestety nie trwa. Dodatkowo reżyser włączył do prostej w sumie historii wątki fantastyczne i jakieś dziecięce fantazje, które względem reszty wypadają wręcz kuriozalnie.

4/10

Do It Again - dokument. Koleś chce reanimować zespół The Kinks. Problem w tym, że on sam jest w sumie nikim, a członkowie grupy szczerze się nie cierpią. Potencjał był spory. Skończyło się na masie gwiazd, z którymi bohater się spotyka, traumatycznych wspomnieniach z dzieciństwa tegoż i tym, że nawet nie udało mu się pogadać z frontmanem grupy. Muzyka spoko, trochę historii muzyki też w tym jest, ale można się wynudzić.

5/10

Don't play with fire, play with Mefisto...
http://www.imdb.com/mymovies/list?l=27018617
Odwiedź stronę użytkownika Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
09-10-2010, 11:50 PM
09-10-2010 11:50 PM
 
Mefisto napisał(a):A dziś pierwszy skandal na festiwalu :D W ostatniej chwili odwołano seans Never let me go, gdyż jak to być może, żeby to właśnie Warszawa pokazała ten film po raz pierwszy (londyńska premiera miała zdaje się miejsce parę godzin później). Żenada.
A miałam bilet jutro na 13:30 :(
Oczywiście mieli grać na jedynce w waginiastych - podobno będzie jeden pokaz, o 23 w piątek, i to w Kinotece (!!). Krew zalewa.

Oczywiście na stronie WFFu żadnej informacji na ten temat (gdyby nie kumpel, wybrałabym się jutro i robiła głupią minę), podobnie na Facebooku. W przypadku Nowych Horyzontów coś takiego nie miałoby prawa się zdarzyć - kiedy były jakieś zmiany, info szło do neta, do gazet. Jeszcze jeden powód, by kibicować Romanowi :D

DON'T BLINK AND TURN LEFT.
Odwiedź stronę użytkownika Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
10-10-2010, 01:36 AM
10-10-2010 01:36 AM
 
Artemis napisał(a):podobno będzie jeden pokaz, o 23 w piątek, i to w Kinotece (!!). Krew zalewa.

No właśnie - dlatego ja swój bilet zwróciłem. Obejrzę sobie na spokojnie w oficjalnej dystrybucji.

Cytat:kiedy były jakieś zmiany, info szło do neta, do gazet. Jeszcze jeden powód, by kibicować Romanowi :D

Trudno mi się do tego odnieść, bo w momencie zmiany oglądałem Edge właśnie, więc nie byłem niczego świadom aż do wyjścia z sali, ale ponoć to zostało zrobione w ostatniej chwili dosłownie. Sądzę, że ma to związek ze sponsorami - Era jest zdaje się bardziej niezależna.

Don't play with fire, play with Mefisto...
http://www.imdb.com/mymovies/list?l=27018617
Odwiedź stronę użytkownika Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
10-10-2010, 10:31 AM
10-10-2010 10:31 AM
 
Mefi, mi chodzi o Internet, o sposób, w jaki informacje docierają do widzów. Porównaj strony ENH i AFF z WFF - to są dwie różne bajki...

DON'T BLINK AND TURN LEFT.
Odwiedź stronę użytkownika Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
10-10-2010, 11:32 AM
10-10-2010 11:32 AM
 
Cytat:Childhood - muszę się w końcu nauczyć, żeby trzymać się z dala od kina meksykańskiego. Ciągle tylko jakieś patologie i inne denne klimaty.

Obejrzyj Nad Jeziorem Tahoe, kino meksykańskie pozbawione patologii :)

...
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
10-10-2010, 11:44 AM
10-10-2010 11:44 AM
 
No ale tam jest
więc na to samo wychodzi

DON'T BLINK AND TURN LEFT.
Odwiedź stronę użytkownika Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
10-10-2010, 11:48 AM
10-10-2010 11:48 AM
 
To jest dość naturalne zjawisko, a nie patologiczne :)

...
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
10-10-2010, 11:55 AM
10-10-2010 11:55 AM
 

DON'T BLINK AND TURN LEFT.
Odwiedź stronę użytkownika Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
10-10-2010, 12:00 PM
10-10-2010 12:00 PM
 
Ale to żadna patologia tylko naturalny proces, więc ty nie marudź :)

...
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
15-10-2010, 12:29 AM
15-10-2010 12:29 AM
 
Abel - bardzo sympatyczny, świetnie zagrany debiut Diego Luny (i przy okazji kino meksykańskie, w którym patologia jest, ale za to podana w taki sposób, że aż miło - inna sprawa, że trudno mi patrzeć na Lunę jak na typowego filmowca meksykańskiego). Zaczyna się jak Omen (małe dziecko, które wygląda jakby w nocy miało wszystkich zabić), potem dostajemy świetną tragikomedię i na końcu solidny dramat. Szkoda, że zakończenie takie bez wyrazu i powracamy do punktu wyjścia.

7,5/10

Historia jednego dnia - dokument. Rewelacyjny...na usypianie. Bez kitu jeden z najnudniejszych filmów ever. W momencie gdy napisy końcowe pojawiły się na ekranie cała sala odetchęła z ulgą i od razu padło też kilka pytań bez odpowiedzi, w stylu "dlaczego na to przyszliśmy?", "dlaczego nie wyszliśmy wcześniej?", etc.. Ten film mnie fizycznie bolał.

2/10 - bo jednak jakieś tam walory poznawcze ma, jest też parę magicznych ujęć

Elvis & Madona - sztampowa, naiwna i cukierkowa historia miłosna, zapodana w oryginalny, kolorowy sposób. Ona jest transem, on jest oną, tj. babą, która zachowuje się jak chłop (przeurocza Simone Spoladore, która przypomina nieco Ellen Page, ale jest bardziej hmm... dojrzała). Można się solidnie pośmiać.

6/10

Nyman in progress - sympatyczny film o tym wspaniałym kompozytorze i jego poza filmowych pracach oraz inspiracjach i twórczym sposobie. Sprawnie zrobiony, dużo muzyki, generalnie dla fanów, bo resztę może znudzić.

6/10

One Day - Incepcja w wydaniu romantycznym. Początkowo film jest zakręsony jak ogon świni i z każdą kolejną sceną pojawia się WTF?. Ale im dalej w las, tym lepiej, a zakończenie, choć proste, to taka mała perełka, która przewyższa zakończenie hollywoodzkiego hitu jakieś 150 razy (a jest przy tym bardziej dosłowne). Naprawdę fajny film, choć przyznam, że montażowo jednak trochę przegięty - można to było nieco lepiej wyklarować względem kolejnych scen.

7/10

Third Star - Miłe zaskoczenie. Bardzo ciepła i jednocześnie prawdziwa w wyrazie opowieść o umieraniu, a przy okazji o życiu. Świetnie zagrany. Kilka scen co prawda nieco irytuje (choćby tym, że każdy kolejny problem rozwiązywany jest przez bohaterów jakąś śmieszną uwagą), ale generalnie ogląda się z zainteresowaniem. Sporo emocji. Całość mnie jakoś wielce nie porwała, ale podobała mi się. W roli głównej najnowszy Sherlock Holmes.

7/10

Clash - Cóż... jeśli ten film miał być zgrywą, to swoje zadanie spełnia niemal doskonale. Mam jednak wrażenie, że został zrobiony na poważnie, przynajmniej po części (za dużo tu elementów dramatycznych podanych na serio) - w takim wypadku mamy do czynienia z bardzo, bardzo, bardzo złym miksem Ronina z Infliltracją. Tanie efekty, złe aktorstwo, beznadziejne dialogi, przerysowany bad guy i cała masa innych kretynizmów sprawiają, że to świetny film na piwko z kumplami, ale jakim cudem znalazł się na festiwalu tego nie wiem. Bawiłem się co prawda nieźle (pomijając wspomniane dramtyczne momenty, które nudzą niebagatalnie), ale na tym się kończy. Warto zobaczyć właściwie tylko dla Ngo Thanh Van (która jest po prostu niesamowicie piękna i seksowna i ma kapitalną scenę w czerwonej sukni), oraz dla widowiskowych scen walk, które choć maksymalnie debilne, to cieszą oko i zawstydzają Matrixa (kilku aktorów to zresztą kaskaderzy, którzy pracowali przy wielu hollywoodzkich tytułach, także choreografia jest bezbłędna).

ocena wartości filmu: 1/10
ocena walorów rozrywkowych: 5/10
ocena tak złe, że aż dobre: 6/10
ocena tak złe, że aż złe: 2/10
ocena finalna: 4/10

[Obrazek: 09-NgoThanhVan02.jpg]

Trzecie piętro - zaskakująco dobre, dynamiczne kino irańskie z niebanalnym problemem. Teatr dwóch aktorek (z czego jedna, Mahnaz Afshar ma niesamowicie magnetyzującą urodę), ale ogląda się bardzo dobrze. Końcówka troszkę kuleje, jest kilka baboli, ale generalnie warto.

7,5/10

Above the Street, Below the Water - duńska mozaika filmowa o związkach i pożyciu, czyli coś co widzieliśmy już tryliard razy. Ale film ogląda się naprawdę nieźle. Większych zaskoczeń brak, ale zagrany i wyważony jest bardzo dobrze (Knudsen - notabene kolejna piękna, dojrzała dama - w szczególności mnie ujęła). Jak ktoś lubi takie opowieści z przymróżeniem oka, to warto.

7/10

Beware the Gonzo - kino młodzieżowo-szkolne oparte na faktach. Obsadzone bardzo dobrze, zagrane przyzwoicie i takoż opowiedziane. Ale czegoś mi tu zabrakło - historia, choć z humorem, jest mega sztampowa i przewidywalna, nic nie zaskakuje, niewiele porusza. Taki pustawy w sumie ten film, nie wiem o co tyle szumu. Ale przyjemny.

6/10

Tilva Ros - to miał być Jackass z ambicjami (dwójka przyjaciół odwala coraz to bardziej zakręcone akcje, w których umyślnie robią sobie krzywdę), ale na zamiarach się skończyło. Choć główni aktorzy (chyba naturszczyki) mają charyzmę, to nie zostali należycie wykorzystani. Film jest przegadany, przydługi (wszelkie akcje są pokazane niemal w całości, w wielu scenach widać brak zdecydowania w montażowni), a bohaterowie ani się nie zmieniają (w tle pojawia się dziewczyna, ale niewiele wnosi do filmu), ani trudno tu o jakiś przekaz. W ogóle wygląda to na dokument, który po drodze przeistoczył się w fabułę. Gwoździem do trumny jest muzyka - opowieść o deskorolkowcach, którzy odwalają akcje rodem z MTV za oprawę dostaje jakieś mdłe ballady popowe, piosenki o miłości i takie tam lekkie nuty, które pasują jak pięść do nosa. Odradzam.

4/10

Palm Sunday - na siłę zamotany, słabo zagrany, przeciągnięty w nieskończoność kryminał południowoamerykański. Błahe to to jak cholera.

4/10

Infiltracja - historia oddziału wojska izraelskiego sformowanego z osób chorych i w jakiś sposób ułomnych. Bardzo dobry film, którego jedyną wadą zdaje się być... brak widocznych ułomności żołnierzy. Poza kilkoma osobnikami robiącymi za tło, cała reszta wygląda i zachowuje się w miarę normalnie. Generalnie żadna rewelacja, ale to naprawdę dobry film w klimatach wojennych (choć wojny tu nie uświadczymy).

7/10

Air Doll - A.I. w wersji seksownej. Pomysł wyjściowy i realizacja bardzo ok. Całość niesamowicie poetycka, słodko-gorzka. Niestety historia ta jest wielce naiwna (dużo scen i sytuacji wymaga od widza zawieszenia wiary) i niewykorzystuje potencjału. W dodatku końcówka wlecze się niemiłosiernie, zwyczajnie nie potrafiąc się skończyć. W wersji amerykańskiej dostalibyśmy pewnie podobny "banał" skumulowany do jednej, mocnej sceny. U Japończyka ta scena rozciąga się na 10 innych, w rezultacie czego finał mocno kuleje i przynudza. Ale i tak podobał mi się ten film.

6/10

Sound of noise - REWELACJA!!! Na to czekałem! Kapitalny, pięknie zakręcony film z magicznym finałem i rewelacyjnym soundtrackiem. Warto!

9/10

The Day the World Turned Dayglo - ciekawe spojrzenie na świat arabski i stosunki pomiędzy jego mieszkańcami, a przebywającymi tam ludźmi zachodu, tuż po 9/11. Fajnie zrobiony, sporo ciekawych rzeczy i kilka zastanawiających wniosków. Bez szału, ale dobry film.

7/10

Outrage - Kitano w formie... przynajmniej wizualnej. Jak zawsze nie brakuje jego autorskich sztuczek. Gorzej z fabułą - to wszystko już widzieliśmy setki razy, w większości w lepszej, czytelniejszej i subtelniejszej formie. Dla fanów.

6/10

My Kidnapper - w jakiś czas po uwolnieniu zakładników, jeden z porywaczy zaczyna z kilkoma z nich korespondować mailowo. W końcu postanawiają się spotkać. Dość osobisty film człowieka, który potrafił zmierzyć się raz jeszcze z miejscem swojego koszmaru, rekonstruując fakty i próbując uzyskać odpowiedź na pytanie dlaczego tak się stało. Dupy mi nie urwało - wolałem Proof of Life mówiąc szczerze, ale ten dokument też się broni. No i dobitnie pokazuje, że gorsze od terrorystów są... rządy własnych państw.

7/10

Don't play with fire, play with Mefisto...
http://www.imdb.com/mymovies/list?l=27018617
Odwiedź stronę użytkownika Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
15-10-2010, 08:59 PM
15-10-2010 08:59 PM
 
Kaboom - mindfuck, który trudno sklasyfikować. Tatalnie porypana, gejowsko-lesbijska, a do tego narkotyczna wizja (?) końca świata. Jest tu wszystko i dosłownie nic nie ma sensu :) Nie wiem co twórca brał, ale wyszło mu coś tak kuriozalnie dziwacznego, że choć w jakimś stopniu odrzuca swą głupowatością, to jednocześnie magnetyzuje. A ostatnia scena mnie po prostu rozpierdoliła :) Tego filmu nie da się zdrowo ocenić.

Bibliothèque Pascal - i kolejne kuriozum, choć tym razem z konkretną treścią. Mamy problem handlowania kobietami i prostytucji. Sęk w tym, że problem ten zapodany jest w tak bajkowo-fantastycznej i groteskowej oprawie, że trudno się nim na serio przejąć. Film nie do końca udany, to na pewno - szczególnie, że wspomniany problem zostaje przedstawiony w drugiej połowie filmu, podczas gdy pierwsza to wesoła wariacja na temat wcześniejszych perypetii bohaterki. Nie można odmówić twórcom pomysłów i oprawy, a nawet drobiazgowości, ale za dużo wrzucono tu do jednego wora. Twór tyleż odrzucający, co w jakiś sposób fascynujący. Daję bezpieczne...

5/10

Littlerock - przyjemny, ulotny, nieco smutny obyczaj, potroszę kino drogi. Ciepły, delikatnie zarysowany klimat emigrantów (w tym wypadku z Japonii) w USA i paru innych rzeczy. Niezobowiązujące, ale i ujmujące kino.

7/10

Don't play with fire, play with Mefisto...
http://www.imdb.com/mymovies/list?l=27018617
Odwiedź stronę użytkownika Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
16-10-2010, 01:11 AM
16-10-2010 01:11 AM
 
Mefisto napisał(a):Kaboom - mindfuck, który trudno sklasyfikować. Tatalnie porypana, gejowsko-lesbijska, a do tego narkotyczna wizja (?) końca świata. Jest tu wszystko i dosłownie nic nie ma sensu :) Nie wiem co twórca brał, ale wyszło mu coś tak kuriozalnie dziwacznego, że choć w jakimś stopniu odrzuca swą głupowatością, to jednocześnie magnetyzuje. A ostatnia scena mnie po prostu rozpierdoliła :) Tego filmu nie da się zdrowo ocenić.
Oczywiście, że się da. Zabawa na całego, kąciki pyska bolą od uśmiechu :D
I fajnie ten film oglądać z kimś, najlepiej w grupie zróżnicowanej płciowo i orientacyjnie;)

Cytat:gejowsko-lesbijska
Stosunków heteroseksualnych nie zauważyłeś? A spaghetti? ;)

DON'T BLINK AND TURN LEFT.
Odwiedź stronę użytkownika Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
17-10-2010, 12:28 AM
17-10-2010 12:28 AM
 
Artemis napisał(a):Oczywiście, że się da. Zabawa na całego, kąciki pyska bolą od uśmiechu

Ale z drugiej strony tak niesamowity kicz, że oczy bolą :>

Cytat:Stosunków heteroseksualnych nie zauważyłeś? A spaghetti? ;)

Marginalne rzeczy - czepiasz się.

We Are What We Are - rodzina kanibali traci ojca-żywiciela, więc do roboty muszą się zabrać synowie. Zmarnowany potencjał - mogło być ciekawie, groteskowo i śmiesznie, a jest nudno, nijako, bezpłciowo. Napięcie pojawia się dopiero w samej końcówce (która notabene jest tak idiotyczna, że hej) i całości nie ratuje nawet użyty w kulminacji fajny motyw z karteczką. No i ten epilog... masakra.

4/10

American Jihadist - dokument o amerykańskim zabijace, który przerzucił się na Islam. Nudnawe i w sumie nijakie. Koleś sporo przeżył i w pewnych względach absolutny szacun, ale raz, że trudno z tego filmu coś wynieść i się do niego jakość odnieść, a dwa, że przez cały seans mamy niemal tylko gadające głowy i torsy. Liźnięty temat.

5/10

Freakonomics - j.w. aczkolwiek tu mamy do czynienia w kilkoma krótszymi spojrzeniami na różnorakie tematy pod wspólną nazwą. Realizacyjnie bez zarzutu, ale tematycznie jest zbyt duża rozbieżność, a i jakieś to takie beznamiętne, więc gdzieś w połowie człowiek zaczyna myśleć o gołych dupach, żeby czymś zająć umysł.

5/10

Boogie - świetna, bezkompromisowa kreskówka argentyńska na podstawie tamtejszego komiksu. To zapewne na tej postaci Miller wzorował Marva z Sin City, bo podobieństwa są aż nadto widoczne. Jedyna różnica polega na tym, że Boogie nie liczy się absolutnie z niczym i potrafi zabić każdego, tylko dlatego, że ten śmiał się doń odezwać. Mnóstwo ciętych dialogów, świetne gagi (aczkolwiek kilka, jak np. odniesienie do westernów to ograne suchary) i gwarantowany banan przez półtorej godziny. Zero świętości. Porządna, niegłupia rozrywka.

8/10

Don't play with fire, play with Mefisto...
http://www.imdb.com/mymovies/list?l=27018617
Odwiedź stronę użytkownika Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
17-10-2010, 06:22 PM
17-10-2010 06:22 PM
 
Mefisto napisał(a):
Artemis napisał(a):Oczywiście, że się da. Zabawa na całego, kąciki pyska bolą od uśmiechu

Ale z drugiej strony tak niesamowity kicz, że oczy bolą :>
Nie z drugiej, bo dokładnie z tej samej! :D

DON'T BLINK AND TURN LEFT.
Odwiedź stronę użytkownika Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
17-10-2010, 09:25 PM
17-10-2010 09:25 PM
 
odsyłam do recki Negrina, z którym zgadzam się w pełni - szczególnie do końcówki:
http://www.ofilmie.pl/wff/kaboom/

The Sun - gówno. Po prostu. Najgorszy film jaki widziałem od kilku ładnych lat i zdecydowanie najgorszy film festiwalu (jak on się tam dostał?!). Kreska jest okropna i nierówna, humor toporny, często silący się na irracjonalne sceny w rodzaju Monty Pythona, które nijak nie przystają do reszty fabuły, denni bohaterowie, denne, niekończące się, pełne przekleństw, nieśmieszne dialogi i całe morze bezsensownych trupów. I właściwie nic z tego nie jest śmieszne - chyba tylko raz, na kartoflach, wybuchnąłem faktycznym śmiechem. Dno.

1/10

Rubber - ponoć już kultowy tytuł. Film faktycznie fajny i odjechany, ale bez przesady, więc jeśli ktoś spodziewa się bóg wie czego, to lepiej podejść do tego ostrożnie, na luzie. Humor bardzo fajny, świetnie przedstawiony "dialog" z widzem, a i duży plus za to, że nie jest to tylko i wyłącznie film o oponie i jej morderstwach (to zresztą, paradoksalnie, najmniej angażujące momenty filmu, które po jakimś czasie zaczynają nużyć). Jest nieźle, ale bez rewelacji.

7/10

For Once in My Life - prosty dokument, który po prostu śledzi pewien okres z życia zespołu, w którym grają i śpiewają sami niepełnosprawni. Historia wielkiego ducha, po której ma się ochotę tańczyć i śpiewać, a chęć do życia wzrasta o +20. I za to...

8/10

Oko nad Prahou - zwycięski film jest faktycznie zwycięski, bo pokazuje ogromne samozaparcie i walkę jednostki z absurdem polityki, która wciąż, pomimo demokracji, ogranicza wolność obywateli. Nie powalił mnie jednakże ten film - może czegoś zabrakło? Nie wiem. Warto jednak spojrzeć nań w całym kontekście tej jakże prawdziwej, choć surrealistycznej w sumie historii prawdziwej, która wciąż trwa.

7,5/10

A jako, że to ostatni dzień festiwalu, to pora na jakieś skromne podsumowanie. Odczucia mam nieco gorsze, jak rok temu - nie względem organizacji i tego typu spraw, bo to mniej więcej pozostało bez zmian (żenadę z Never let me go litościwie przemilczę). Zmienił się jednak poziom filmów. Tak, jak w zeszłym roku udało mi się obejrzeć sporo niebanalnych, pięknych, pamiętnych filmów, tak w tym przeważały filmy średnie, słabe, a nawet gnioty. I już nawet trudno zwalić mi tu na dobór własny wybranych tytułów (bo to zawsze pewne chybił-trafił), ale niektóre z nich zwyczajnie nie powinny znaleźć się w repertuarze. Co gorsza, w tym roku nic mnie jakoś wyjątkowo nie poruszyło, co w zeszłym miało miejsce wielokrotnie. A poza jedną pozycją nie było też specjalnych zachwytów (inna sprawa, że nie widziałem właściwie żadnego ze zwycięzców, więc bardzo możliwe, że to, co najlepsze mnie ominęło).

Tym samym lista best of, będzie bardzo krótka:

- Sound of noise - to właśnie ten zachwyt, film absolutnie mistrzowski w formie i przekazie.

- The Edge - na dobrą sprawę kino mało festiwalowe, ale mało mnie to obchodzi, zarzuty o hollywoodzkości również mnie nie interesują, bo to po prostu dobre kino.

- Boogie - bezpretensjonalna, absorbująca rozrywka i świetny rozruch przepony. W końcu.

- One Day - ze wszystkich pozostałych ten najbardziej zapadł mi w pamięć, więc zamyka tą skromną stawkę. Film-puzzle, którego cała esencja widoczna jest dopiero po końcowej scenie. Magiczny film, choć może nie do końca udany i ciutkę zbyt zamotany miejscami. Przy okazji ocena wędruje pół oczka w górę.

Don't play with fire, play with Mefisto...
http://www.imdb.com/mymovies/list?l=27018617
Odwiedź stronę użytkownika Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
17-10-2010, 09:30 PM
17-10-2010 09:30 PM
 
Obejrzałbyś Social Network, a nie jakieś WFFy :P
Odwiedź stronę użytkownika Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
08-10-2011, 04:57 PM (Ten post był ostatnio modyfikowany: 08-10-2011 04:58 PM przez Mefisto.)
08-10-2011 04:57 PM
RE: 26 WFF
Kij, nie będę tworzył kolejnego tematu - doczepię się do tego, tym bardziej, że w tym roku jakoś mocno mnie nie ciągnie i zobaczę niewiele filmów w sumie (ale może do nastu dobijemy) :P

Najpierw więc ładnie oddzielimy, o tak:

--------------------------27 WFF--------------------------

i jedziem:

List do Momo - czyli typowo japońska bajka, oparta o ichniejsze wierzenia. I, jak zwykle wyszło bardzo dobrze - poziom filmów Ghibli to co prawda nie jest, ale blisko, miejscami naprawdę blisko. Oczywiście, jak na japońską kulturę przystało, trafiło się parę scen niejednoznacznie seksualnych, choć nie wiem czy to było zamierzone. Trafiło się też parę scen o poziomie Jackass (czyt. chamskich i nieco kłócących się z resztą filmu), ale tragicznie nie jest. Klasykiem to-to raczej nie będzie, niemniej i kreska i historia są bardzo fajne, z humorem i czarem.

8 / 10

Buck - dokument o gościu, który zainspirował książke/film Zaklinacz koni. Dokument bardzo fajny, z humorem, acz lekko nierówny, przypominający sinusoidę. Ponieważ jednak jestem wielbicielem ww tytułu, toteż trudno mi spojrzeć w pełni obiektywnie na Bucka. Niemniej film zrobiony z pasją i opowiadający o pasji powinien spodobać się nie tylko miłośnikom koni.

7.5 / 10

Don't play with fire, play with Mefisto...
http://www.imdb.com/mymovies/list?l=27018617
Odwiedź stronę użytkownika Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
08-10-2011, 05:20 PM
08-10-2011 05:20 PM
RE: 26 WFF
List do Momo - (...) Klasykiem to-to raczej nie będzie, niemniej i kreska i historia są bardzo fajne, z humorem i czarem.

Zapomniałem Cię poprosić, żebyś mi to nagrał kamerką :D
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
08-10-2011, 05:23 PM
08-10-2011 05:23 PM
RE: 26 WFF
Mogę Ci narysować - nie będzie to to samo, ale zawsze coś :)

Don't play with fire, play with Mefisto...
http://www.imdb.com/mymovies/list?l=27018617
Odwiedź stronę użytkownika Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
10-10-2011, 02:17 PM (Ten post był ostatnio modyfikowany: 10-10-2011 02:19 PM przez picek.)
10-10-2011 02:17 PM
RE: 26 WFF
Beast
Podobno reżyser miał kilka tygodni na stworzenie tego filmu i minimalny budżet, dlatego im dłużej się zastanawiam na tym filmem to zauważam więcej wad i banały filmu, ale za to efekt zaraz po obejrzeniu to jedno wielkie WOW!. Genialna gra emocjonalna, która wyświechtała mną kompletnie, tak, że przez ostatnie kilkanaście minut miałem szczękę otwartą. Niesamowita atmosfera i genialne dialogi na temat miłości. W sumie rzadko spotykam tak dojrzałe (?) konwersacje. BARDZO mi się podobał.

Majid - fajna naturalistyczna przygoda chłopca, która przybliża nam klimat Maroka. Film trwa prawie 2 godziny, a ani razu nie ziewnąłem, co mi się rzadko zdarza - świetnie się ogląda, bez jakiegoś efekciarstwa, ale też nie jakoś sterylnie zrealizowany. Trochę przypomina mi Slumdoga, ale zdecydowanie wolę takie filmy jak Majid.

Palacz - fajny, irracjonalny portret z świetnym poczuciem humoru. Pięknie sfotografowana Rosja i niepowtarzalny klimat. Przez pół filmu bohaterowie po prostu się przemieszczają (idą z jednego miejsca do drugiego) ale przedstawione jest to w taki sposób, że zawsze przyjemnie się to ogląda. Fabuła tutaj nie ma większego znacznie, ale kilmat z jajem fajny - po prostu :)

Oddech - niby taki zwykły film i dla mnie nic nowego (po obejrzeniu 6 sezonów Six feet under), ale wciąż mam w głowie parę niesamowitych scen i nie mogę ich zapomnieć. Tak naprawdę, ten film najmniej mi się podobał, ale teraz, po jakimś czasie, najwięcej do niego powracam pamięcią i coraz bardziej go doceniam.

picek
Odwiedź stronę użytkownika Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
10-10-2011, 02:46 PM
10-10-2011 02:46 PM
RE: 26 WFF
Six feet under ma 5 sezonów:P

http://patyczak.deviantart.com/
Odwiedź stronę użytkownika Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
11-10-2011, 01:55 AM
11-10-2011 01:55 AM
RE: 26 WFF
Oddech jeszcze przede mną, za to Beast sobie darowałem, bo jestem na bakier z tym twórcą - niemniej miło wiedzieć, że ktoś jeszcze chodzi :)

Spots a.k.a. Fleke - skrzyżowanie Thelmy i Louise z każdym filmem o młodych ludziach, który opowiada o jednej nocy w danym mieście, podczas której dzieje się tyle, że hej-ho. I to właściwie zabija ten film, bo mając w pamięci setki innych wg dokładnie tego samego schematu da się go przewidzieć w 100% (w dodatku twórcy zaspoilerowali wszystko jak leci w animacji ubarwiającej napisy początkowe). Dosłownie nic tu nie zaskakuje, więc choć dwie młode dziewczyny starają się, jak mogą i czuć między nimi chęmię, to trudno naprawdę się przejąć. Często robi się też trywialnie. Generalnie więc solidne, ale nie mające nic nowego do zaoferowania kino.

6 / 10

PS. Przyznam, że końcowe ujęcie rozwaliło mnie swym klimatem i prostotą - dla takich momentów warto czasem największe ścierwa przeboleć.

Don't play with fire, play with Mefisto...
http://www.imdb.com/mymovies/list?l=27018617
Odwiedź stronę użytkownika Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
Odpowiedz 




Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości