Ankieta: Remake'i s
W niekt
[Wyniki ankiety]
 
 





ALARM! NADCHODZI KOLEJNY REMAKE! czyli wszystko o remake'ach
#21
Cytat:- The Ring - amerykańska wersja japońskiego hitu może i ustępuje oryginałowi pod względem zawartości grozy, ale co tu dużo mówić - jest po prostu lepszym filmem, i co ciekawe, nie stanowi prostej kopii, ale raczej inne spojrzenie na tę historię. Świetny scenariusz, obsada, piękne zdjęcia i muzyka.
Nie wiem jak możesz tak bluźnić już na samym początku postu. Amerykańska wersja The Ring lepsza? Chyba tylko pod względem CGI. Gorszego remake'u w życiu nie widziałem i wystrzegam się go jak tylko mogę. Ani trochę nie trzyma klimatu japońskiego oryginału.

Odpowiedz
#22
Nad tym, które zombiaki są lepsze można debatować całymi dniami i nocami, ale:

wolne, są właśnie za wolne. Nie wyobrażam sobie jak mógłbym przed nimi nie uciec w prawdziwym życiu. Te szybkie przerażają mnie bardziej, bo po stu metrach ucieczki wyplułbym moje przepalone płuca :)
Aktualnie rządzi: ja

Odpowiedz
#23
lepiej niż Hitch nie da się wytłumaczyć fenomenu "powolności". dla mnie przewaga wolnych nad szybkimi jest bezdyskusyjna.

Odpowiedz
#24
Człowiek z Blizną - remake bardziej znany niż oryginał, a czy lepszy tego niestety nie wiem ;)
www.filmweb.pl/user/Azgaroth_2

Odpowiedz
#25
Mental napisał(a):lepiej niż Hitch tego się nie da wytłumaczyć. dla mnie przewaga wolnych nad szybkimi jest bezdyskusyjna.

No niech Ci tam będzie, ale nie powiesz mi chyba, że szybcy zombie to nie jest ciekawa opcja :)
Aktualnie rządzi: ja

Odpowiedz
#26
to bardzo dobra opcja, bo sensowna i świeża (tj. była świeża, teraz robi się pomału nudna - czas na triumfalny pochód powolniaków:))

Odpowiedz
#27
Mush Room możesz uciec przed wolnymi zombie...ale gdzie? Zaszyjesz sie w jakiejs chacie to zdechniesz w koncu z glodu.
W swiecie gdzie 95% populacji to zombie to nawet to ze sa powolne nie zmienia faktu ze maja przewage i ze sa doslownie wszedzie.
Zywe trupy to jedna z opcji apokalipsy. To koniec dla ludzkosci. Mozesz sie chowac po chatach, obskurnych hotelach czy domach handlowych ale nie uciekniesz od tego.
Taki pozytywny wydzwiek maja filmy Romero :)

Bieganie w filmach o zombie to zbedny dodatek patrzac, ze zawsze jest to zaraza na skale swiatowa.
Postępować należy tak, aby niczego nie robić, a wtedy panować będzie ład.
--
Laozi

Odpowiedz
#28
demen napisał(a):Nie wiem jak możesz tak bluźnić już na samym początku postu. Amerykańska wersja The Ring lepsza? Chyba tylko pod względem CGI. Gorszego remake'u w życiu nie widziałem i wystrzegam się go jak tylko mogę. Ani trochę nie trzyma klimatu japońskiego oryginału.
Widać nie oglądasz zbyt wiele remake'ów, nie mówiąc już o tym że The Ring bije na głowę 99,9% wchodzących na ekrany kin horrorów pod każdym względem.

Odpowiedz
#29
Hitch, jestem w szoku, że to mówię, ale... właściwie to NAWET jestem skłonny przyznać Ci rację :) może to też dlatego, że myśląc o szybkich zombie przychodzi mi na myśl świt żywych trupów, a myśląc o wolnych - resident evil (grę) :) no a w RE jebs z shotguna i droga wolna :)
Aktualnie rządzi: ja

Odpowiedz
#30
Mierzwiak napisał(a):Widać nie oglądasz zbyt wiele remake'ów, nie mówiąc już o tym że The Ring bije na głowę 99,9% wchodzących na ekrany kin horrorów pod każdym względem.
Woah, a z czego wywnioskowales ze nie ogladam zbyt wiele remake'ow? "Aka Ringu" bije na głowę 99,99% wchodzących na ekrany kin horrorów pod każdym względem. Kto da więcej. Może przytocze kilka 'ale' dotyczących amerykańskiej wersji, uwaga, cytuje:

Cytat:W wersji japońskiej nie wiemy co oznacza "ring" - może krąg ludzi zaangażowanych bezwolnie w działanie Sadako? W wersji amerykańskiej krąg zostaje dokładnie wyjaśniony - to obraz otworu studni oglądany przed śmiercią przez dziewczynkę. Całkiem interesujące wyjaśnienie, ale znowu - po jego obejrzeniu tajemnica znika, zatem
Cytat:Ze wspomnianej różnicy podejścia bierze się także różnica tempa prowadzenia opowieści. Film Nakaty powolutku dostaje się pod skórę, drażni nerwy i coraz mocniej przyciska za gardło, aż do samej najmocniejszej końcówki - to przykład przypalania widza na wolnym ogniu. I to przypalania za pomocą prostych środków aktorskich i realizacyjnych. Film Gore'a Verbinskiego powstał dla widza z założenia mniej cierpliwego, wiec od początku musi walić po głowie i dźgać w oczy obrzydliwymi obrazami w nagłych zbliżeniach. I znowu - to bywa efektywne, ale raczej na krótszą metę.
Cytat:Znacznie prostsze chwyty Nakaty - dziwny wyraz twarzy, cisza na ścieżce dźwiękowej - wydawały mi się jednocześnie dużo bardziej niepokojące, niż "straszny" makijaż trupów i nagłe hałasy w filmie Amerykańskim. W tym przypadku dużo większy budżet (film amerykański kosztował 35 razy więcej niż japoński) zaowocował osłabieniem efektu.

Wiele wiele więcej pod tym linkiem
Artykuł - http://esensja.pl/magazyn/2002/10/iso/12_01.html

Odpowiedz
#31
Azgaroth napisał(a):Człowiek z Blizną - remake bardziej znany niż oryginał, a czy lepszy tego niestety nie wiem ;)

równie dobry, choć trudno porównywać oba filmy. Remake jest luźno powiązany z pierwowzorem. Opowiada tą samą historię w innych realiach i to jest w nim najlepsze.

Jeśli chodzi o Infiltrację to nie umywa się do Infernal Affairs. Nie rozumiem zamieszania wokól Infiltracji. Mnie ten film zupełnie nie ruszył. Żadna scena nie zapadła mi w pamięci. Kompletnie zero. Może to wina DiCaprio który dla mnie choć nie wiem jak byłby poważny wygląda dla mnie niepoważnie. Może to wina Nicholsona za którym nie przepadam. W sumie podzielam zdanie @dillingera

Odpowiedz
#32
demen napisał(a):Woah, a z czego wywnioskowales ze nie ogladam zbyt wiele remake'ow?
Może z tego że jest kilkadziesiąt fatalnych remake'ów, przy których The Ring to najlepszy film wszech czasów?

Artykuł w Esensji czytałem kilka lat temu i nie rozumiem co chciałeś osiągnąć przez zacytowanie CZYJEJŚ OPINII. Nie jest to prawda objawiona i nie uważam, by autor miał rację, chociaż podał sensowne argumenty.

Odpowiedz
#33
Po co miałem się wysilać i przytaczać identyczne argumenty skoro mogłem skopiować (częściowo) treść artykułu. Nie żyjemy w średniowieczu, chyba nie oczekiwałeś że ci wyryje "czemu Aka Ringu jest lepszy od The Ring" na kamiennej płycie. Nie powiedziałem że The Ring to fatalny film/horror, bo potrafi wystraszyć, ale jako remake jest słaby. Plusując go od razu na 1. miejscu spośród tylu remake'ów musisz mieć b. dobry powód aby uważać go za lepszy, kiedy moim skromnym zdaniem takim nie jest. Dlatego chciałbym wiedzieć co było wg. ciebie lepsze w amerykańskiej wersji. Oczywiście mam nadzieję że japońską wersję widziałeś ;).

Odpowiedz
#34
Zgadzam się - Ring amerykański ustępuje japońskiej produkcji (choć ci się potem sami pogrzebali robiąc 50 sequeli), ale nie jest to najgorszy remake.
Do tych już bardziej klasyfikowałby się Człowiek w czerwonym bucie - zupełnie nietrafiony remake francuskiego geniuszu, któremu nie pomógł nawet Tom Hanks będący w swojej najlepszej komediowej formie (tzn w tamtych latach, nie w tym filmie). Porównywać go do Pierre Richarda nawet mija się z celem.
Za to amerykanie wysmażyli przynajmniej 2 inne komedie, które biją na głowę ich francuski odpowiednik.
Mam na myśli przede wszystkim Oscara, gdzie w oryginale miotał się zupełnie niesmiesznie De Fuines, natomiast w produkcji USA genialnie wypada cała obsada na czele ze Sly'em, który jest po prostu kapitalny jako Provolone :D No i in plus powiększenie humoru słownego, który w oryginale praktycznie nie istniał.
Drugą pozycją jest Klatka dla Ptaków. Pozycja francuska jest śmieszna miejscami, a poza tym nuda. Natomiast amerykańska to przecudny popis Williamsa, Hackmana i Lane'a. Polecam.



Mierzwiak napisał(a):- King Kong - z jednej strony to "tylko" nowa wersja oryginalnego filmu, nawet dziejąca się w tych samych czasach, ale z drugiej Peter Jackson stworzył zapierające dech w piersiach, poruszające widowisko.

hmm...dla mnie bez zmian - po prostu dobrze odświeżony film, zrobiony lepszą techniką - choć kilka scen maksymalnie niepotrzebnych i głupich, a reszta trąci myszką, także technicznie


Cytat:- The Departed - oryginału jeszcze nie widziałem, ale poziom Infiltracji sprawia, że nie mogę o niej nie wspomnieć. Kapitalnie zagrane, bardzo dobre kino.

oryginał jest świetny, na pewno lepszy, ale remake posiada kapitalną obsadę aktorską, która jest klasą samą dla siebie i już dla nich wystarczy zobaczyć tą powtórkę. Poza tym, jak zawsze, amerykanie uraczyli nas kilkoma lepszymi scenami, niż w oryginale

Cytat:- The Mummy - stworzenie takiego filmu w naszych czasach mogło wydawać się niemożliwe, a jednak. Czerpiąc z najlepszych wzorców Stephen Sommers stworzył staroświecki, uroczy film.

o klasę lepszy od wszystkich poprzednich Mumii - może dlatego, że nie mamy w końcu faceta w bandażach, który snuje się po muzeum, tylko realne zagrożenie, ale też okraszone niezgorszym humorem. Dla mnie superos.

Cytat:- Italian Job - I znowu, oryginału nie widziałem, ale film z którym miałem do czynienia to kawał znakomitej, lekkiej, całkowicie pozbawionej jakichkolwiek pretensji rozrywki.

dla mnie na podobnym poziomie - hollywoodzki remake jest po prostu żywszy i bardziej efekciarski od angielskiego pierwowzoru, ale tak to bez większych zmian.

Co bym dodał jeszcze?
- Spider-man - nie jest to typowy remake, ale jednakoż w latach 80 zrobiono filmik o Człowieku-pająku. Nie pytajcie - porażka. I choć Raimi wg mnie spartolił temat (szczególnie w ostatniej części), to jedynkę ogląda się przyjemnie i jest na pewno lepsza od wspomnianego koszmarku :D
- Hitcher - remaku nie widziałem i nie chcę widzieć, bo oryginał to film, który nie potrzebuje nowej wersji i tyle
- Miasto Aniołów - można zachwalać fenomenalny skądinąd film Wendersa, ale wersja z Cagem po prostu zrobiona jest przecudnie, a ogląda się o niebo nad berlinem lepiej niż niemieckiego smutasa. Oba klasa sama w sobie i oba stanowią idealny przykład potrzebnych remaków, bo to po prostu zupełnie inne spojrzenie na tą samą historię
- Noc żywych trupów - obie wersje różnią się właściwie tylko kolorami, bo poza tym są niesłychanie równe w klimacie i w sposobie realizacji. Trudno wybrać lepszy moim zdaniem.
- Świt żywych trupów - tu zdecydowanie remake, bo oryginał po prostu się zestarzał. Temat zachował aktualny, ale reszta z deka niemrawa. Choć ogląda się bez większego bólu.
- The Grudge - dla mnie oba filmy to kupa gnoju, choć japoński ma oczywiście większy klimat. Amerykański może poszczycić się jedną super sceną (kiedy na ekranie jest i Pullman i Geller) i właściwie tyle.
- The Thing - tu niestety oryginału nie widziałem, ale remake jest tak kapitalny, że trudno wyobrazić mi sobie coś lepszego w temacie
- Inwazja Porywaczy Ciał - film idealny, bo ma 2 ramaki i każdy równie dobry i równie inny, choć mówią o tym samym. Wprawdzie teraz przerwano ponoć dobrą passę robiąc kupę z panną Kidman, ale jeszcze nie widziałem, to się nie wypowiem. Jak dotąd jednak najlepsze remaki pod słońcem.
- Afera Thomasa Crowna - oryginał mnie uśpił niemalże, choć jest całkiem sympatyczny. Bardziej jednak podobała mi się wersja nowsza.
- The Getaway - to samo. Wprawdzie stara Ucieczka to niezapomniany klasyk, ale nowsza daje mi lepszego kopa
- Ocean’s Eleven - cóż, stara wersja to film legendarny, bo panowie zrobili sobie niekończącą się imprezkę na planie. Przy okazji zrobili film, który dziś można obejrzeć jedynie z sentymentu, bo trąci maksymalną myszką i jest po prostu za długi i za nudny. Zdecydowanie bardziej rozrywkowy jest remake
- Romeo + Juliet - mówcie co chcecie, ale remake Luhrmana jest najlepszy. Pozostałe ogląda się dobrze, ale co z tego - są do bólu klasyczne i przeiwidywalne, podczas gdy nowa wersja zaskakuje choćby i wykonaniem
- Hamlet - pomijam fakt, że to dzieło ogólnie trudne i chwilami cholernie nudne, to jednak najlepiej podszedł doń Branagh, zresztą większość Szekspirowskich ekranizacji właśnie jemu wyszła najlepiej. To samo tyczy się zjechanego Frankensteina
- 12 gniewnych ludzi - choć klasyk nic a nic się nie zestarzał, to jego telewizyjny remake mnie absolutnie zaskoczył. Niby powtórka z rozrywki w każdym calu, ale ogląda się tak samo dobrze
- Alamo - to też filmy siebie warte, bo dla mnie warte niewiele. W obu gloryfikowany jest do bólu amerykański patos. Może tylko oryginał broni się dobrą rolą Duke'a i tyle
- Assault on Precinct 13 - zdecydowanie oryginał. Remake nie jest zły, ale to już po prostu nie to samo. Prostotę zastąpiono akcją i nie do końca wyszło dobrze
- Bad News Bears - remake ma Thorntona i już wiadomo kto wygrał :D
A bardziej serio: remake to odjechana komedia, która mnie bardziej śmieszyła niż oryginał (mimo oczywistych stereotypów) - no, ale może miałem dobry humor :D
- Bedazzled - j.w. tylko tu mamy Liz Hurley, która jest kapitalna! To samo Frasier! Oryginał mnie znudził swego czasu, bo lekko trąci mychą, a humor ma nieciekawy.
- Bourne Identity - zdecydowanie remake. Może nie wyszedł najlepiej i oryginał ma więcej wspólnego z książką, ale nowa wersja po prostu nadaje się do oglądania, podczas gdy przy oryginalne trzeba porządnie zapić aby zrozumieć choćby sam fakt występu Chamberlaina...
- Carrie - błagam, oczywiście, że oryginał :D
- Siedmiu Wspaniałych - kolejna przeróbka klasyka, która stała się klasykiem sama w sobie. Oba świetne, oba niezapomniane, oba trzeba zobaczyć :D To samo tyczy się A Fistful of Dollars - Yojimbo
- The Fly - przed chwilą mi wyskoczyło, że ma być nowa wersja. Po co? Zresztą już stara wersja jest nową wersją starej wersji. Wolą Cronenberga rzecz jasna - klimat nie do podrobienia i przynajmniej nie śmiejemy się widząc naukowca z głową muchy, jak w oryginale. Chociaż ten oryginał ma świetne zakończenie imho.
- Gloria - dla mnie wygrywa Sharon Stone. Może zabrakło jej nieco klasy, ale w oryginale akcja toczy się lepiej, a mały tak nie drażni i w ogóle wszystko to jakoś lepiej pokazane.
- Godzilla - w oryginale facet w gumowym kostiumie z widocznym suwakiem. W ramaku stwór, którego nie widać w ciemnościach, a jak widać to wygląda jak T-rex po eksperymentach naukowych nie w tą stronę co trzeba. Dla mnie Godzilla to kupa od początku - amerykańska wersja ma przynajmniej fajny trailer :D
- House Of Wax - pomijając, że oba mnie nie kręcą, to w oryginale nie było przynajmniej Paris Hilton i był z deka mniej głupawy
- Szakal - zdecydowanie oryginał z dopiskiem Dnia. Choć film z Brucem ogląda się dobrze, to jest to jedynie przeciętny akcyjniak
- Goście goście - francuska wersja była czymś nowym i zabawnym. Wersja amerykańska była o dziwo mniej głupia (ten francuski humor chwilami męczy). Dla mnie 1:1
- Indianin w paryżu/Z dżungli do dżungli - tu na francuskiej wersji brechtałem jako młokos. Amerykańska w ogóle mnie nie ruszyła poza paroma scenami, które zrobiono bardziej efektownie. No i Tim Allen niestety drażni...
- The Ladykillers - tu także remake mnie drażni swoim humorem, ale obie wersje warto zobaczyć, przede wszystkim dlatego, że różnią się aktorsko i pewnymi rozwiązaniami

Uff na razie tyle - temat rzeka :P
Don't play with fire, play with Mefisto...
http://www.imdb.com/user/ur10533416/ratings

Odpowiedz
#35
Hitch napisał(a):Mush Room możesz uciec przed wolnymi zombie...ale gdzie? Zaszyjesz sie w jakiejs chacie to zdechniesz w koncu z glodu.

Zawsze można jeść zombie. Oczywiście usmażyć ich mięso przed spożyciem.

A dla mnie najbardziej przerażające są zombi z Return of the Living Dead Dana O'Bannona (scenarzysty Aliena, jakby ktoś nie wiedział). To jeden z najlepszych filmów o zombi. Nakręcony w połowie 80's, a trupy biegają. :) Co więcej - nawet gadają, porozumiewają się, planują, robią zasadzki. Co jest w nich strasznego? A to, że nie da się ich zabić. W żaden sposób. Nawet jeśli pociąć je na kawałki, to każdy kawałek będzie żył własnym życiem. Przy takiej epidemii zombi ludzie mają naprawdę przesrane - czuć, że nie ma wyjścia z sytuacji, nie można uciec, nie można się zabarykadować, nie można przeczekać.

A co do remake'ów, to fakt, zapomniałem o The Thing. Najlepszy remake w historii. :)

Odpowiedz
#36
Milton, troche powagi...
Postępować należy tak, aby niczego nie robić, a wtedy panować będzie ład.
--
Laozi

Odpowiedz
#37
Hitch, jestem absolutnie poważny. TUTAJ masz różne smaki lodów, m.in. smak surowego końskiego mięsa. Skoro można jeść to, to czemu nie zombiaki?

Odpowiedz
#38
Porównuje tylko te, które widziałem w obu wersjach (oryginalnej i zrimejkowanej)

Najlepsze:
Świt Żywych trupów (zdecydowane odświeżenie gatunku)
King Kong (klasyczne kino przygodowe wykonane perfekcyjnie)
Za garść dolarów (dowód na to, że oryginał i podróbka mogą być filmami wybitnymi)

Najgorsze
Miasto Aniołów (romantyczno-mistyczna rzygowina)
Omen (realizacyjne dno i chamska ultrakomercyjna napaść na oryginał)
Godzilla (film głupi, w przeciwieństwie do głupkowatego oryginału)

Odpowiedz
#39
demen napisał(a):Plusując go od razu na 1. miejscu spośród tylu remake'ów musisz mieć b. dobry powód aby uważać go za lepszy
Kolejność była celowo bez numerków, a napisałem go jako pierwszy bo od razu przyszedł mi do głowy.

Cytat:Dlatego chciałbym wiedzieć co było wg. ciebie lepsze w amerykańskiej wersji. Oczywiście mam nadzieję że japońską wersję widziałeś ;).
Tak, widziałem oryginał, nawet dwa razy. To bardzo dobry horror, klimatczny, momentami przerażający. Scena wyjścia Sadako z telewizora pod względem grozy biję tę z remake'u na głowę. Ale remake podoba mi się bardziej ogólnie, jako film. Nie mówię horror, bo The Ring to bardziej dla mnie thriller.

Co jest lepsze? Praktycznie wszystko, ale głównie:
- Rachel - ha! postać nie wykracza poza schematy i nie jakaś nie-wiadomo-jak-ciekawa, ale dzięki Naomi szybko zyskuje sympatię. Bohaterka z oryginału wydała mi się nieciekawa i taka... sam nie wiem. Jak większość z japońskich filmów? :roll:
- Fabuła - remake więcej wyjaśnia, ale fabuła poprowadzona jest ciekawiej, jest też ciekawie zmodyfikowana przez co nie można mówić o prostym odtworzeniu fabuły japońskiego filmu. Wielkie barwa za motyw koni.
- Strona techniczna, wiadomo, Amerykanie mają tu przewagę, ale bardzo cenię sobie stronę wizualną filmu i The Ring jest pot tym względem dla mnie znakomity. uwielbiam jego kolorystykę i bardzo dobre zdjęcia.
- Muzyka - co tu dużo mówić? Fantastyczna robota Zimmera.

Japoński Ring wydaje mi się też zimny, i poza grozą powodowaną kasetą, oferuje niewiele w kwestii kibicowania bohaterom czy sympatii dla nich. Może to kwestia odbioru japońskich filmów, które przecież są aż tak inne kulturowo, aktorsko itd od produkcji zachodnich.

Odpowiedz
#40
Mierzwiak napisał(a):Nie mówię horror, bo The Ring to bardziej dla mnie thriller.

Zaś dla mnie musical psychologiczny.
Give me a break...

Odpowiedz

Digg   Delicious   Reddit   Facebook   Twitter   StumbleUpon  






Podobne wątki
Wątek: Autor Odpowiedzi: Wyświetleń: Ostatni post
  Krótka piłka, czyli mini-recenzje D'mooN 8,759 1,115,554 9 godzin(y) temu
Ostatni post: nawrocki
  Prekognicja, czyli oceń film, który zaraz obejrzysz military 79 14,815 04-03-2017, 00:43
Ostatni post: Juby
  Dłuższa piłka, czyli coś dla kino maniaków od kino maniaków wika 3 2,607 02-12-2013, 19:10
Ostatni post: Bucho
  Prawdziwy film, czyli istota kina Bodzio 26 4,152 07-08-2011, 20:23
Ostatni post: MauZ
  Starocie filmowe, czyli trochę klasyki Eorath 45 9,624 20-12-2010, 19:03
Ostatni post: szopman
  Krótka piłka, czyli mini-recenzje military 6,551 379,708 11-04-2009, 16:35
Ostatni post: Negrin
  I'll be back, czyli powrtót po latach Phil 74 10,389 27-07-2008, 20:42
Ostatni post: Oconnel
  Parada banału, czyli wpływ formy filmu na odbiór fabuły;) Mental 167 12,923 26-03-2008, 09:55
Ostatni post: D'mooN
  z-remake-uj się salad_finger 11 1,298 06-02-2008, 18:27
Ostatni post: Hitch
  [oddzielony] Krótka piłka, czyli mini-recenzje 0 12 Mniej niż 1 minutę temu
Ostatni post:



Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości