Aktorstwo/Szkoła filmowa
#1
KMF, czyli Klub Miłośników Filmu jak sama nazwa mówi jest to forum głównie filmowe. Każdy zalogowany ma prawo napisać coś o swoim ulubionym filmie, a każdy niezalogowany ma prawo o swoim ulubionym filmie coś poczytać. Jesteśmy największym i najlepszym polskim forum filmowym, nie tylko ze względu na ilość użytkowników i postów, ale również dzięki klimatowi, który ciężko jest opisać słowami. W każdym razie, każdy bardziej znany film ma swój temat i prawie każdy znany aktor ma swój temat. Bo o tym też jest to forum. O pisaniu o daniu głównym kina, czyli aktorach. Ludziach, którzy dostarczają nam emocji, ludziach, którzy przekazują nam to, co chce pokazać reżyser. Aktor jest nieodłączną częścią kina, nieważne jakiego rodzaju byłby to film. Mimo, że jest to ogromne forum, brakowało mi tu jednego, moim zdaniem ważnego tematu, czyli o aktorstwie. Jednak nie o aktorstwie w ogóle, lecz o naszym. Tak, naszym, bo wśród wielu kinomanów marzeniem było zostać właśnie aktorem, bądź reżyserem.

O byciu aktorem marzyłem już w podstawówce. Filmy uwielbiałem zawsze, a zwłaszcza "Gwiezdne Wojny", za których pokazanie będę dozgonnie wdzięczny moim braciom. Po prostu już wtedy magia kina, a zwłaszcza wymyślone fantastyczne światy mnie pochłaniały. Już w podstawówce znałem wielu znanych aktorów i reżyserów nie tylko zagranicznych ale i polskich(dzięki rodzicom, którzy za każdym razem w TV oglądali Bareję, Machulskiego, Samych Swoich, Franka Dolasa, Janosika itd. itd.). W gimnazjum aktorstwo nadal było moim zainteresowaniem ale traktowałem to już bardziej jako mrzonkę, planowałem już wtedy dziennikarstwo muzyczne jako bardziej realny cel. No i tak teraz mi mija liceum. O dziennikarstwie już nie myślę, bo jest wiele opinii, że to strata czasu,a sam myślę, że nie jestem na tyle dobry w pisaniu, żeby tam się pchać. Ostatnio miałem wiele czasu na autorefleksje na temat kim chcę być, czego naprawdę chcę i kim ja właściwie jestem. Teraz mam wybór czy udać się na studia na Administrację do Gdańska, który jest moim idealnym miejscem do mieszkania, czy próbować coś z tym aktorstwem. Problem jest taki, że najbliższa szkoła aktorska, a raczej studium jest w Olsztynie, w którym żyć mi się za bardzo nie widzi. O samym studium nie widziałem żadnych opinii, ale jakaś laska w 2013. pisała na jakimś forum, że absolwenci z tego studium są traktowani jak z dłuższych warsztatów aktorskich. Perfekcją byłoby dla mnie to, gdyby w Gdańsku, lub ogólnie Trójmieście była szkoła aktorska, byłbym wtedy spełniony, a jest tam niestety tylko reżyserka. Inne miasta z aktorstwem jak Warszawa lub Łódź nie są mi w ogóle znane, więc zagubiłbym się tam w dodatku bez żadnej znajomej duszy. Ale no właśnie, sama szkoła aktorska. Nie lubię teatru. Nie wiem czemu, ale zawsze wydawał mi się sztuczny. Aktorzy mówią jak najgłośniej i jak najdokładniej żeby widownia wszystko usłyszała, co nie jest moim zdaniem naturalne. Poza tym zawsze górowało dla mnie kino, z którym właśnie się zżyłem. Więc nawet jakbym po takiej szkole miał grać w teatrze to tylko po to, żeby potem z doświadczeniem grać w filmach. Przy szkole aktorskiej spodziewałbym się nawet nieprzyjęcia, gdyż zapewne oczekiwaliby już ode mnie perfekcyjnej dykcji, gestykulacji, a mi się wydaje, że właśnie od tego jest szkoła. Żeby nie przychodzić tam gotowym tylko po to, żeby się uczyć. W każdym razie mam jeszcze trochę czasu do namysłu, a spróbować zawsze warto.

A jak było z aktorstwem, bądź innym kinowym zawodem u Was? Myślę, że takie pytanie skierowane do kinomanów ma sens, gdyż każdy chyba podczas oglądania któregoś swojego ulubionego filmu pomyślał: "Chciałbym tam być!". Nawet jeśli to nie były jakieś realne plany zawodowe to miło byłoby zapoznać czyjeś (choćby i dziecinne) marzenia. Mam nadzieję, że na starcie nikogo nie odrzuci moja dłuższa forma wypowiedzi :)

Odpowiedz
#2
Dwójka moich znajomych z liceum całkiem nieźle sobie poradziła - chłopaki nie z rodzin aktorskich czy artystycznych, bez większego jakiegoś zaplecza finansowego, poszli na PWST i jeden z nich zagrał prawie lead w ostatniej wersji Kamieni na Szaniec (Marcel Sabat) a drugi między innymi w Czasie Honoru, ale skupia się na teatrze (Paweł Janyst). 

Jeśli o mnie chodzi, to też mnie ciągnęło ale z powodu dykcji zawsze jakoś odrzucałem myśl, że mógłbym być chociażby brany na poważnie (nie umiem zrobić twardego R, wychodzi mi coś pomiędz ł a francuskim r). Co bardziej zabawne, teraz pracuje w radiu : )
- I don't advise a haircut, man. All hairdressers are in the employment of the government. Hairs are your aerials. They pick up signals from the cosmos, and transmit them directly into the brain. This is the reason bald-headed men are uptight.
- What absolute twaddle.  

Odpowiedz
#3
Cytat: marzeniem było zostać właśnie aktorem, bądź reżyserem.

Jedyne "aktorstwo/reżyseria/scenopisarstwo" jakie zdarzyło mi się uskuteczniać, to RPGi na żywo. To mi się podobało, świetna zabawa, świetny klimat (z muzyką filmową w dodatku), ale już teatr - meeeeeeeeeh, nie tykam kijem i przez szmatę, a jeszcze brać w tym udział, dajcie spokój :)

Poza tym nie mógłbym być aktorem, załóżmy, że ktoś by ode mnie wymagał, żebym obciął do roli włosy albo zgolił brodę i co ja na to? GTFO :) Co innego montaż (w co się po amatorsku lubię bawić) reżyseria czy scenariusz, ale szczerze mówiąc to już wolę pisać prozę.
Najlepsze filmy 2017: 1. Blade Runner 2049   2. Thor: Ragnarok  3. Sztuka kochania

http://filmozercy.com/

Odpowiedz
#4
Nie zauważyłem wczesniej tego tematu, moze juz troche pozno, ale napisze Ci co wiem ze swojego doswiadczenia i moich znajomych. :)

(25-02-2017, 00:45)Krismeister napisał(a): Teraz mam wybór czy udać się na studia na Administrację do Gdańska, który jest moim idealnym miejscem do mieszkania, czy próbować coś z tym aktorstwem.
Jeśli bardzo chcesz to masz w Akademii Muzycznej wydział wokalno-aktorski, ale on jest dość wymagający, więc jeżeli interesuje Cie po prostu aktorstwo filmowe to nie będzie to raczej dla Ciebie. Ale generalnie jeżeli interesuje Cie aktorstwo filmowe i serialowe to studia nie są ważne.

Co innego jeżeli chciałbyś grać w teatrze - wiele teatrów (troche ku mojemu zdziwieniu) bardzo zwraca uwage na papier. (Do tego stopnia, ze moi znajomi po Amuzie maja czasem problem, bo sa aktorami musicalowymi, a nie teatralnymi.) Ale jak rozumiem nie bawi Cie teatr, wiec niewazne.

Ja chciałem, kiedyś iść na studia aktorskie, potem na reżyserie, ale dziś wiem, że miała to byc dla mnie tylko taka proteza. Coś, co sprawi, że poczuje, że robię coś w stronę swoich marzeń. Odwlekając studia z róznych powodów, powoli sobie uświadamiając, że i tak chce to robić, po prostu zacząłem to robić. ;)

Uwazam, ze studiowanie sztuki to raczej strata czasu w dzisiejszych czasach, kiedy dostęp do wiedzy masz bezproblemowy i jedyną barierą jaką możesz mieć jest język (jeśli masz problemy z angielskim).

A co najwazniejsze: przede wszystkim masz publiczność na wyciągnięcie ręki. Chcesz być aktorem? To bądź. :) Załóż kanał na jutubie i bądź aktorem. Jak masz małe nakłady finansowe i jesteś z tym sam - zacznij robić vloga wcielając się w jakąś postać. Odgrywaj scenki. Recytuj wiersze, śmieszne monologi, próbuj robić stendap, co tam tylko chcesz. A jak masz znajomych, których też to jara i lepszy sprzęt to spróbuj zrobić film krótkometrażowy, skecze, teledyski - co tylko chcesz.

Nic nie sprawi, że będziesz się chciał doskonalić bardziej niż świadomość, że ktoś Cię zaczął oglądać. Nawet jeżeli to jest pięć osób, które kliknęło w link, bo macie wspólnych znajomych. Ale jeżeli będziesz robił to regularnie i z głową - oglądał siebie, zastanawiał się, co robisz dobrze, co źle; a do tego będziesz się edukował - to będziesz lepszym aktorem i generalnie twórcą. A ewentualnie pozytywnym efektem ubocznym może być to, że będziesz miał na jutubie czy fejsbuku widownie. No i mało rzeczy lepiej buduje pewność siebie i świadomość tego, czego naprawde chcesz niż porządny Internetowy hejt i wyzwiska bez powodu, które się otrzymuje pod filmami :P

Także jak dla mnie lej na szkołe aktorską, rób filmy i edukuj się we własnym zakresie. :P Zobaczysz, co z tego wyjdzie, ale nie poddawaj sie po roku. Pomysl o tym jak inwestowaniu w biznes czy pojsciu na studia - prawdziwe, powazne efekty tej pracy mozesz realistycznie zobaczyc dopiero za 3-5 lat. (Warto jednak miec samoswiadomosc i miec na uwadze to, ze moze nie jestes w tym dobry - plus jest taki, ze moze sie okazac, ze nie jestes swietnym materialem na aktora, ale np. jestes zabawny jako komik przed kamerą i z tego też moze wyjsc cos fajnego. :))

Chyba, ze potrzebujesz bata nad sobą to moze wtedy szkoła jest więcej warta. Ale jezeli wiesz, ze to jest to to po prostu to rób. Idz ewentualnie na jakies normalne studia, które mogą Ci dać plan B na życie (ja tego nie zrobiłem, ale tak ludzie zawsze gadajo, wiec powtarzam, zeby nie bylo, ze Ci tylko studia odradzam :P) i w tym czasie rób też swoje.

Powodzenia. :)

Aha, no i poza tym kolejna, dodatkowa droga, to chodzenie na castingi. W Gdańsku masz dwie spore agencje, wiec masz szanse zalapac sie do reklam itp. Z papierem chyba masz wieksze szanse na role aktorskie (np. w Boliłudzkim hicie :)), ale też jeżeli jestes amatorem, ktory coś umie/ma jakies portfolio to też zdarza się, że jestes zapraszany razem z aktorami z wykszalceniem.
#ChristopherLOLan #ChristopherTrollan


Odpowiedz
#5
Wow Crov, późno ale za to jak obficie! Dzięki za konstruktywną wypowiedź :)

Na razie postanowiłem iść na filologię ang do Poznania i w międzyczasie będę chciał zahaczać o jakieś castingi, i po roku może spróbuję z Łódzką albo Krakowską szkołą. Po roku mieszkania w miejscu oddalonym o 435km od domu pewnie już nie będzie takiego lęku przed nieznanym i dalekim miastem, poza tym sam jestem ciekaw jakie będę miał nastawienie do aktorstwa po roku studiowania. Ostatnio jestem fanem powiedzenia, które coraz częściej wykorzystuję: "Czas pokaże" :)

Odpowiedz
#6
Filologia angielska to super kierunek, bo jest raczej lajtowa. :P Więc tym bardziej polecam Ci coś swojego zacząć robić regularnie. Zwłaszcza, że w pewnym momencie czas może pokazać Ci, że nagle masz zwykłe życiowe przeszkody, które staną Ci na drodze. ;) Nie mówiąc już o rozleniwieniu. No chyba, ze widzisz swoja przyszlosc rownie mocno w filologii angielskiej to luz. :)

Tak czy siak, wciaz, powodzenia.
#ChristopherLOLan #ChristopherTrollan


Odpowiedz
#7
jest jeszcze pewna ważna rzecz. fajnie się mówi, rób swoje i pierdol szkołę itd, ale polska to nie stany i u nas samouków się w głównej mierze olewa. aktorzy bez szkół z jakimkolwiek sukcesem to są małe procenty, a reżyserzy to promile (właściwie kojarzę jedynie vegę). teraz pytanie, czy w polsce nie ma 'kultury' robienia swojego i wszyscy pędzą do szkół i tylko absolwenci coś znaczą czy też są też skreślani z miejsca przez producentów/innych współpracowników.

ja też się przymierzam na reżyserię do katowic. spróbuję w tym roku, jak się nie dostanę to trudno będę szedł drogą crova i robił swoje rzeczy :D czekam aż u nas zaczną się pojawiać ludzie typu tarantino, smith, kubrick czy spielberg (najbliżej tego był chyba grzegorz lipiec, ale też nie można raczej mówić o jakimś wielkim sukcesie).

podsumowując: wydaję mi się, że w polsce aby osiągnąć jakiś sukces papier ze szkoły jest istotny. do szkół tego typu warto iść też dla znajomości i poznania ludzi z tą samą pasją. ostatnio oglądałem jakiś wywiad z pazurą na yt z jego kanału i mówił, że no warto by było mieć dyplom.

Odpowiedz
#8
(22-08-2017, 00:23)smackey napisał(a): jest jeszcze pewna ważna rzecz. fajnie się mówi, rób swoje i pierdol szkołę itd, ale polska to nie stany i u nas samouków się w głównej mierze olewa. aktorzy bez szkół z jakimkolwiek sukcesem to są małe procenty, a reżyserzy to promile (właściwie kojarzę jedynie vegę). teraz pytanie, czy w polsce nie ma 'kultury' robienia swojego i wszyscy pędzą do szkół i tylko absolwenci coś znaczą czy też są też skreślani z miejsca przez producentów/innych współpracowników.
Jedyne, co mozesz zrobić by zmienić taki stan rzeczy to zacząć go zmieniać. :) Promile są sukcesem, bo zawsze niewiele osób może osiagnąc duży sukces. Tym bardziej na tak małym rynku jak Polska. Ale przede wszystkim: to jest naprawde trudne. Trudno jest być własnym napędem, zwłaszcza jeżeli chcesz być reżyserem, a nie tylko aktorem.

Czy w Polsce nie ma kultury robienia swojego? Wydaje mi sie, ze bardziej chodzi o to, ze trzeba dużo poświęcić, żeby móc zrobić coś w taki sposób. Czasu i pracy. A ludzie mają różne priorytety. Wielu lubi robić filmy, ale jest dla nich ważniejsza rodzina albo imprezy albo po prostu spokojne życie. A jeszcze inni po prostu nie mają dość talentu. Jest dużo ludzi, którzy chcą coś robić (aktorów, operatorów, dźwiękowców, itp.), ale brakuje im reżysera - takiego, który to ogarnie i będzie całą akcję ciągnął jak koń pociągowy.

Jest tak jak w tym wierszu Bukowskiego ;)



Betonowanie środowiska, PISF, itp. nie pomagają. Dlatego drogą są właśnie nowe media jak YouTube, Facebook, Vimeo, VOD. Do tego dochodzą kickstartery, polakpotrafi, patronajty. Producent czy krytyk moze Cie olac, bo jestes amatorem, ale jezeli masz do pokazania cos, co nie wyglada jak totalna amatorka to nikt Cie nie zapyta o dyplom.

Inna rzecz, ze ja sie dziwie, ze w Polsce nie zrodziła się model "filmów za tysiąc dolarów" propagowany przez Duplassa i Swanberga. Zastanawia mnie, dlaczego tego brakuje. Brak pasji do tworzenia? Zbyt wryte w ojropejską mentalność są schematy sztuki jako czegoś elitarnego?


#ChristopherLOLan #ChristopherTrollan


Odpowiedz
#9
Z tego co zaobserwowałem, w Polsce filmy robią prawie tylko reżyserzy po szkołach, dlatego że finansowanie sztuki jest takie a nie inne. Student filmówki kończy z dyplomem głównie dlatego, że kadra nauczycielska go zaakceptowała. To w prostej linii przekłada się na to, że wstawiają za nim przy składaniu wniosków o kasę. To jest mniej więcej taki model. Jak czasami patrzę na środowisko, to mam wrażenie, że pomysł jest na dość odległym miejscu. Liczy się kto podpisze list intencyjny, kto kogo zna w jednej czy drugiej instytucji czy urzędzie. Beton jest bardzo twardy. To dość zniechęcające niestety. Jednak nie piszę tego w celu demotywacji, a wręcz przeciwnie. Warto działać oddolnie, żeby ten beton rozbijać, kierować uwagę na coś ciekawego i pomysłowego.

Ogólnie to Łódzka Szkoła pod tym kątem jest bardzo toporna. Tam jeżeli nie idziesz conajmniej w 95% po linii ideowej wyznaczonej przez w swoim mniemaniu nadludzi, czyli kadrę, to jej nie skończysz. Może nawet wlepią wilczy bilet, a w Polsce to niestety ciągle robi szkodę. Niemniej warto walczyć o swoje.

Poza Vegą był przez chwilę jeszcze Niewolski. Też z tego co pamiętam gość bez szkoły, a coś tam wyszło.

Ogólnie też prościej trochę jest w pionach technicznych, czy nawet operatorsko-montażowych. Tutaj jednak chcą fachowca a nie pupila profesora, który nie umie ustawić ekspozycji. Najgorzej mają scenarzyści, reżyserzy i aktorzy.
srebrnik, proud to be a member of Forum KMF Film.org.pl since Nov 2014.

Odpowiedz
#10
Studiowałem prawo.
Cigarettes and coffee, man. That's a combination.

Odpowiedz
#11
Podzielę się tutaj wrażeniami z dnia na "Kamerdynerze". Do godziny, nie wiem, 15-16 nie robiłem kompletnie nic. Byłem już tak znudzony i myślałem, że żadne pieniądze nie są tego warte. Potem było jakieś 1,5h przebierania (ta sama pani przebierała mnie chyba 3 razy śmiejąc się tym samym z własnych wcześniejszych wyborów ubioru). No i potem zaczęły się zdjęcia. Obecni byli Daniel Olbrychski, Łukasz Simlat, Marcel Sabat, Sebastian Fabijański, Borys Szyc, Anna Radwan, Marianna Zydek i Adam Woronowicz. Oczywiście byli też Filip Bajon, drugi reżyser Bartek, Łukasz Gutt (miał świetne zdjęcia w "Jezioraku"). Z ciekawszych doświadczeń to: życzyłem panu Marcelowi dzień dobry, oczywiście odpowiedział, siedziałem z Borysem na jednej ławce, niezależnie od tego jaki będzie w filmie, na planie był mega wyluzowany. Po przebraniu się udało mi się jeszcze podejść do Sebastiana i powiem Wam, że serio nie obchodzi mnie, czy nawet by mi już przesłali te 100zł czy nie. 2-3 minutowa rozmowa z człowiekiem, którego uważa się za jednego z najlepszych aktorów w Polsce, a na pewno najlepszego jego pokolenia, spojrzenie mu w oczy i usłyszenie z jego ust "dziękuję" dały mi więcej niż jakakolwiek materialna rzecz. Przez cały dzień powtarzałem sobie, że nigdy więcej nie pojadę na taki event, ale teraz na wiadomość o kolejnym dniu zdjęciowym odpowiem bez zastanowienia.

Może to się wydawać banalne, ale dla młodego człowieka, lekko zagubionego w życiu takie spotkanie naprawdę daje sporo motywacji i satysfakcji.

Odpowiedz
#12
Marcel Sabat to tak btw kolega mojego przyjaciela, kończyli to samo liceum co ja i jakiś czas może nie kolegowaliśmy się, ale spotykaliśmy w niedużym gronie. :) 

Jak tam, był sympatyczny?

Fajnie że tak to odczuwasz, trzymaj się tej pasji i tylko więcej takich spotkań i doświadczeń Cię czeka, czas na znalezienie się będziesz miał potem.

W ogóle u mnie tak właśnie wyjątkowo bo miałem dwóch kolegów którzy spróbowali się z aktorstwem i im się udało, właśnie Marcel i Paweł Janyst który bardziej udziela się teatralnie i na scenie jest doskonały, ale też gra, możecie go kojarzyć jako Mickiewicza z Czasu Honoru-Powstanie. Paweł to kiedyś jeden z moich bliższych przyjaciół, w liceum mieliśmy świetną, zgraną ekipę. Fajnie, że żadnemu z nich nie uderzyła sodówa do głowy (szczególnie Marcelowi) i że robią takie fajne rzeczy.

Krismeister, wspieram i kciuk w górę!

A, ja też kiedyś statystowałem, w odcinku Ojca Mateusza (44 odcinek, Skradzione Serca czy jakoś tak, pamiętam do dziś) kręconym w Kielcach, ale to było 7 lat temu. Najlepszy był sposób w jaki załapaliśmy się ze znajomymi na tę fuchę. Siedzieliśmy w barze przy kieleckim deptaku, ulicy Sienkiewicza (gdzie kręcone były sceny) i oglądaliśmy mecz, chyba Holandia grała i w przerwie widząc zamieszanie na ulicy, która cała stała się planem filmowym podeszliśmy do kolesia krzatającego się tam pośrodku.
- Przepraszam, czy nie potrzebowałby pan 3 statystów? (pewnie odwaga z piw wypitych podczas meczu płynąca, tak się chcieliśmy zakręcić, jakoś połowa liceum to była)
Okazało się, że akurat potrzebował. Zagrałem w końcu w 3 scenach, jedna wymagała przebrania się w garnitur i zamiast za 1 dzień zdjęciowy to zapłacono mi za 3. Przepraszam TVP.
- I don't advise a haircut, man. All hairdressers are in the employment of the government. Hairs are your aerials. They pick up signals from the cosmos, and transmit them directly into the brain. This is the reason bald-headed men are uptight.
- What absolute twaddle.  

Odpowiedz
#13
Marcel na planie wyglądał na bardzo skromnego, nie wychylał się, czasami śmieszkował z resztą obsady (w ogóle na planie było wesoło), spokojny gość. A na "dzień dobry panie Marcelu" odpowiedział z uśmieszkiem, więc był sympatyczny :D Z tego co widziałem na grupie aktorskiej do castingów itp. organizuje warsztaty aktorskie, więc to również na plus.

Ogólnie teraz tak rozmyślam, że to zabawne, że po myślach o zostaniu dziennikarzem muzycznym, trenerem personalnym, kulturystą(wtf), krytykiem filmowym, pracownikiem administracyjnym, wracam do dziecięcych marzeń.

Odpowiedz
#14
Szkoda, że nie zatrzymałeś się w połowie kroku i nie zostałeś prawnikiem-kulturystą :)

Odpowiedz
#15
No czyli tak jak mowilem. :) Ale fajnie, ze sobie pogadales z Fabijańskim i bylo spoko.

I nie zostawaj krytykiem filmowym, rob lepiej filmy :P
#ChristopherLOLan #ChristopherTrollan


Odpowiedz
#16
Wydaje mi się, że zawód krytyka filmowego jest już na wymarciu, a szczególnie w Polsce, bo zagranicą jest takie RT. Poza Raczkiem nikogo nie kojarzę z krytyków, którzy piszą, a na youtubie aż mi oczy wypalają krytycy, którzy oceniają wszystko na poważnie, z grobową miną.

Odpowiedz

Digg   Delicious   Reddit   Facebook   Twitter   StumbleUpon  






Podobne wątki
Wątek: Autor Odpowiedzi: Wyświetleń: Ostatni post
  Akademia Multi Art – reżyseria filmowa, sztuka operatorska oraz nowe kierunki: dokume Akademia Multi Art 0 832 18-05-2012, 17:53
Ostatni post: Akademia Multi Art
  Gatunkowość filmowa JohnBerebere 13 2,291 12-04-2010, 20:57
Ostatni post: arnoldlayne
  Filmowa dewaluacja śmierci military 54 7,114 04-11-2007, 00:50
Ostatni post: Crov



Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości