Analiza 12 małp Kelleya - dyskusja.
Głupio tak trochę po niewczasie, ale dopiero co obejrzałem 12 małp- Kelley, analiza równie
mocno zmuszająca do myślenia jak sam film 10/10, i żałuje, że więcej dać nie można. <ok>

[ Dodano: Pią Wrz 25, 2009 22:42 ]
Phlogiston2 napisał(a):Głupio tak trochę po niewczasie, ale dopiero co obejrzałem 12 małp- Kelley, analiza równie
mocno zmuszająca do myślenia jak sam film 10/10, i żałuje, że więcej dać nie można. <ok>


Edit: Dzisiaj napiszę więcej; niezaprzeczalnymi plusami tej produkcji są:
-chyba najlepsza rola willisa ever; scena słuchania "What a wonderful world" w samochodzie dr.Reilly to bariera, której bruce już raczej nie przekroczy.
-świetna Maddeleine Stowe i kurewsko przekonujący jako psychol Pitt.
-twist fabularny;(a konkretnie tożsamość sprawcy apokalipsy i kwestia Armii 12 małp) twórcy naprawdę mnie zaskoczyli.
-chory sposób filmowania- kamery patrzy raz z wyższością, raz stoi uniżenie pod bohaterem, czasem zaczyna scenę od filmowania jakiegoś przypadkowego(?) przedmiotu, po czym mamy właściwą scenę. działa na psychę:)
-ani przez chwilę nie mamy pewności, czy to co się dzieje to normalna rzeczywistość, czy rzeczywistość przerobiona przez spaczony umysł Cole'a
-fianałowy punkt za to, ze ten film jest realistyczny(naznaczony surrealizmem Gilliama, ale realistyczny). Uwielbiam te chwile, kiedy w pozorny realizm wkrada się nieokreslony chaos :twisted:
-Fakt
Everything is so dense, every single image has so many things going on...

Odpowiedz
Phlogiston2 napisał(a):-ani przez chwilę nie mamy pewności, czy to co się dzieje to normalna rzeczywistość, czy rzeczywistość przerobiona przez spaczony umysł Cole'a

Jak widziałem film za pierwszym razem, to nie miałem wątpliwości. Mimo wszystko wydaje mi się, że wcale nie został zrobiony tak, że rzeczywiście nie wiemy co się dzieje naprawdę. Wystarczająco mocno jest sugerowane, że jest to SF. Oczywiście różne zabiegi jakie są w filmie - jak podane właśnie przez Kelleya - dodają dwuznaczności, lecz nie na tyle, aby nie wiedzieć co jest prawdziwe, o ile się wcześniej nie czytało tego wątku czy analizy Kelleya;). Owe dwuznaczości nie są widoczne na pierwszy rzut oka - przynajmniej dla mnie. Tzn są, ale nie na tyle, żebym to JA miał zwątpić co jest jakie. W filmie mógłby wystąpić jakiś twist, pokazujący że może jest inaczej a widz dał się nabrać. Jednak nie ma i wcale nie jest z tym źle. Gra niejednoznaczności, wątpliwości pojawiają się dopiero po chwili i całkiem zgrabnie się mieszają:)

Hah, świetny Willis, lecz też rewelacyjny Brat Pitt i jego teorie... :)

Najmocniejszym powodem, by utrzymać prawo do posiadania i noszenia broni przez ludzi jest to,
że stanowi ono dla nich ostateczny środek do obrony przed tyranią rządu.
-- Thomas Jefferson

Odpowiedz
Analiza Kelleya się nie klei z dwóch powodów. Skoro sen Cole'a zaczyna się dopiero na lotnisku, a pozostałe jego majaki to tylko przyszłość, zaś teraźniejszość (1996 r.) jest obiektywna, to:

1. Dlaczego Cole znał co do słowa wiadomość zostawioną przez panią doktor na automatycznej sekretarce, a także drogę rozprzestrzeniania się wirusa, pokrywającą się z trasą jego nosiciela?

2. Jak wytłumaczyć zniknięcia Cole'a, których świadkiem przecież była pani doktor, cały personel szpitala psychiatrycznego i oddział policji?

Te dwie rzeczy sprawiają, że jednak dla mnie Cole pozostaje człowiekiem z przyszłości. Analogie zaś to... analogie. Nic więcej. Ot, po prostu "niewiele się zmieniło", ciągle ten sam koszmar itp.

Natomiast argument Kelleya o zacofaniu technologii (technologia przyszłości jest tylko projekcją wiedzy Cole'a o aktualnej technologii) wydaje mi się zupełnie chybiony. Przecież o to chodziło - technologia jest zacofana, bo ludzkość tkwi w więzieniu. Skąd niby mieliby brać środki na jej rozwój?

Enyłej, jesli Kelley wyjaśni dwie wymienione wątpliwości, bez problemu przyznam mu rację, ale jak na razie one nie pozwalają mi uwierzyć, że to tylko wymysł szaleńca. Największą wątpliwość budzi we mnie widok pani doktor z przyszłościowej komisji na lotnisku - jej wiek nie zmienił sie od katastrofy...

No ale może to taka chamska zagrywka Gilliama, którego celem było wzbudzenie wątpliwości bez możliwości ich rozwiania.

A nie wiecie, co o filmie mówi sam reżyser?

Odpowiedz
Autor umarł, reżyser nie żyje :razz:
DON'T BLINK AND TURN LEFT.

Odpowiedz
military napisał(a):1. Dlaczego Cole znał co do słowa wiadomość zostawioną przez panią doktor na automatycznej sekretarce, a także drogę rozprzestrzeniania się wirusa, pokrywającą się z trasą jego nosiciela?

Military, gdybys przeczytal caly topic oraz uwaznie suplement do analizy, nie zadawalbys tego pytania. ;)

Odpowiedz
Jeśli chodzi o to:

Cytat:niekonsekwencje są wyprodukowane przez umysł Cole'a, którego schizofrenia popycha do konstruowania "rzeczywistości" podporządkowanej jego logice.

to mnie to nie przekonuje.:) Bo Kelley w swojej interpretacji jasno oddzielił jawę od majaków: jawą jest każda część, w której nie ma Cole'a. I mnie takie rozumowanie bardzo odpowiada - to jest część obiektywna, nieskalana zwidami, i dlatego bardzo różni się od paranoicznych scen z Colem. Tylko że w tej obiektywnej części, nawet jeśli uznamy że w końcu pani doktor też popada w paranoję, jest też analiza kuli i jest wiadomość na sekretarce.

Natomiast wycofuję zarzut o poznanie trasy rozprzestrzeniania się wirusa - skoro całe lotnisko było snem, to i nosiciel wymieniający kolejne miasta też był snem. Problemu nie ma.:)

Odpowiedz
military napisał(a):A nie wiecie, co o filmie mówi sam reżyser?

W making-of (długim zresztą bo trwa 1,5h) często gadają, że w filmie chodzi o to żeby było dwuznacznie. Sam Gilliam mówi tak: "My intention is to let the audience maintain a total uncertainty about his mental state whether the future was in his mind or was real."
Ale ma jednak opory: "I'm pulled, cause on the one hand I don't want to confuse people unnecessarily. On the other hand, I don't want to explain things too much. We're fighting that right now."

Ale Gilliam mówi też, że chciał skończyć film sceną jak mały Cole widzi własną śmierć na lotnisku (ostatnie ujęcie to najazd na oczy małego Cola, czyli to samo ujęcie które otwiera film - taka klamra). Ale producenci kazali zrobić tak jak było w scenariuszu, czyli skończyć sceną na parkingu, poprzedzoną jeszcze sceną spotkania w samolocie dr Petersa z panią astrofizyk (tak babę z komisji nazywa Gilliam i tak nazywa się ta postać w napisach końcowych - "Astrophysicist")

Gilliam tak mówi o tej scenie: "Dr Peters and his viruses meet the astrophysicist and we know that somehow the astrophysicist will get the virus and will be able to save the human race."

A potem mówi dlaczego się nie zgadzał z producentem co do tego zakończenia: "There was na argument that we needed thet scene because otherwise Cole's death would have been in vain, that he wouldn't have achieved anything.This way the audience can see that he has achieved something that his death has led them to the virus, and he saves the future. I was convinced that was all nonsense anyway and unnecessary and it would weaken the emotional ending (czyli to ujęcie z oczami chłopca - przyp. Battonsson)"
[ktoś inny z ekipy tak żartował na temat sceny z dr Petersem i Panią astrofizyk: "Does this almost sort of suggest a sequel?"]

Moim zdaniem skoro mówi, że widzowie mają wiedzieć, że jego śmierć nie poszła na marne i że "uratował przyszłość" to znaczy, że przyszłość istniała, takoż wirus i wszytko inne. Jeżeli wszystko byłoby tylko w jego głowie, to nie umarłby, a nawet jeśli to jego śmierć byłby bez sensu. Taka jest moja interpretacja jego wypowiedzi, ale tak czy inaczej sprawa nie jest oczywista.
| Pereant qui ante nos nostra dixerunt |

Odpowiedz

Digg   Delicious   Reddit   Facebook   Twitter   StumbleUpon  






Podobne wątki
Wątek: Autor Odpowiedzi: Wyświetleń: Ostatni post
  Analiza: Neo nie jest Mesjaszem (dyskusja) słupszczanka 7 2,844 04-04-2010, 20:53
Ostatni post: Don Vito



Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości