Assassin's Creed
Ja przez starożytny Rzym miałem na myśli miasto + inne rejony, tak jak to jest w "Origins" z Aleksandrią, Memfis i całą resztą. "Brotherhood" i "Revelations" było mocno oparte na "II", a "Black Flag", "Liberation" i "Rogue" na "III". "Syndicate" to w zasadzie rozbudowane i naprawione "Unity". W "Origins" jest za dużo rzymskich projektów, aby teraz to olać i sequel robić od zera, więc biorąc pod uwagę zakończenie, to właśnie starożytny Rzym wydaje się logicznym następstwem.

A "Origins" jest u mnie blisko okrzyknięcia najlepszą częścią gdyby nie dwa problemy - średnia fabuła (to ten mniejszy) oraz fatalny system walki. Są jeszcze badziewne wyścigi rydwanów, ale to jest tak wybitnie opcjonalne, że już tego nie liczę.
For my ally is the Force, and a powerful ally it is.


Odpowiedz
Podpisuję się pod postem Kheta - najlepsza część. Owszem, dalej jest to dość powtarzalne, ale chyba nie da się zrobić sandboxa, który w jakimś stopniu taki by nie był. Jestem fanem serii, ale Unity i Syndicate nie ukończyłem, bo bieganie po cudownie wykreowanym Londynie i Paryżu dość szybko zaczynało nudzić. Tutaj jest inaczej. Egipt zachwyca wielkością, pięknem i zróżnicowaniem (np. udało się tutaj zawrzeć sporo starożytnej Grecji i Rzymu: zachwycające), a aktywności poboczne są jakby naturalniejsze - znajdziek szukałem po to, żeby rozwinąć postać i znaleźć lepszą broń, a nie dlatego, że ktoś sobie wymyślił, żeby pokryć mapę znakami zapytania i uznał, że to wystarczy. Najlepszą decyzją było ograniczenie dystansu pomiędzy światem a graczem. Gry Ubisoftu nigdy nie pozwalały zapomnieć, że bawimy się w symulacji, że jesteśmy trochę obcy. Rytm rozgrywki zaburzało podzielenie produkcji na kolejne sekwencje, efekty graficzne sugerowały, że to rzeczywistość wirtualna, dostawaliśmy misje, w których mieszały się epoki (Paryż Rewolucji i ten w czasie IIWŚ). Ogólnie mówiąc, czuło się umowność, fasadowość świata przedstawionego. Egipt jest dużo bardziej spójny, autentyczny i nie licząc paru elementów można zapomnieć, że to AC (nie pojawiają się nawet takie nazwy jak "Templariusze" i "Asasyni", ale mamy krótki wątek współczesny). Jest sporo zadań pobocznych i choć nie są może rewelacyjne, są mocno powiązane ze światem gry i sensowne w jego ramach, sprawiając, że Egipt wydaje się bardziej żywy i interesujący. Chce się je wykonywać, bo można trafić w ciekawe miejsce, dowiedzieć się czegoś z historii Egiptu albo po prostu z chęci niesienia pomocy uciśnionym. Główny bohater jest spoko i jakoś bardziej niż poprzednio rozumiem jego motywację - tak jak Geralt musiał ratować wieśniaków z racji swojej profesji i charakteru, tak i dla Bayeka jest to sytuacja całkiem naturalna. Czego nie można powiedzieć o poprzednich bohaterach serii i zbyt często wszelkie aktywności poboczne wydawały się czymś sztucznym, narzuconym, a ich wykonywanie było nieangażującym odbębnianiem kolejnych pytajników na mapie.

Nowa mechanika walki jest ok, a skradanie jest dużo bardziej komfortowe i płynniej przychodzi rozgrywka "po cichu" (gry z serii zawsze miały z tym problem, skradanie zdawało się wymuszonym, obcym elementem rozgrywki). Fabuła nie jest wybitna, ale angażuje.

Odpowiedz
Tym bardziej upewniacie mnie, że trzeba się wreszcie za tą grę wziąć :D
Dla mnie osobiście w AC najważniejsze było aby historia angażowała oraz protagonista był ciekawy. Zresztą to są dla mnie wyznaczniki w każdej grze. Jeśli fabuła jest przyjemna, wartka, ma dobre dialogi, postacie i angażuje to nie musi być nawet niesamowicie ambitna, wzruszająca i rozbudowana. A jeśli bohater jest ciekawy, mogę się z nim utożsamiać, posiada cechy które go wyróżniają na tle wszystkich innych to przetrwam każde błędy fabularne. Dlatego m.in bardzo lubiłem trylogię Ezio, lubiłem też ACIII które mimo średniego Connora miało masę innych dobrych postaci, świetne tempo historii i była cholernie klimatyczna. Za to nie znoszę Unity i to nie z powodu kiepskiej opowieści, bugów czy beznadziejnych misji a tego, że Arno to kompletnie bezpłciowa, wkurzająca i nudna postać ever. Znacznie lepiej grało mi się już w mega powtarzalne "Rogue" bo lubiłem Shaya.

Dlatego liczę na przynajmniej okej bohatera którego historia mnie zaciekawi i zaangażuje, potem oczywiście klimat i ciekawy świat, reszta ma znacznie drugorzędne. A czytając recenzje i opinie wnioskuje, że istnieje duża szansa na to, że się nie rozczaruje!

Odpowiedz
Fabularnie to do trylogii nowego świata nie ma startu. Tam było więcej nieoczywistych, pamiętnych postaci i fajnych zwrotów akcji. Fakt, jest lepiej od tego czymkolwiek miało być "Unity", a tym bardziej od głupkowatego "Syndicate", ale biorąc pod uwagę, że mamy do czynienia z prequelem całej franczyzy, to jednak liczyłem na coś więcej niż "zemsta, bractwo, coś tam, coś tam, zdrada". Przerabialiśmy to z Ezio już trzy razy. Bayek jest niby ok, ale
For my ally is the Force, and a powerful ally it is.


Odpowiedz
Z systemu walki jestem akurat zadowolony. Pierwszy raz od czasów AC1 mam jakąkolwiek kontrolę nad tym co robię i nie ograniczam się jedynie do klepania kontr. W ogóle od czasów Wieśka 3 z żadną inną grą nie spędziłem tyle czasu. W Origins mam chyba ponad 90h na liczniku. O dziwo nie doskwierała mi powtarzalność - w tym wypadku Ubi zrobiło chyba wszystko co mogło. Zwłaszcza, że większość zadań ma jednak za sobą jakieś fajne i ciekawe tło fabularne.

Odpowiedz

Digg   Delicious   Reddit   Facebook   Twitter   StumbleUpon  








Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości