China Miéville
#1
[Obrazek: Down-to-a-science---three-008.jpg]

Urodzony 6 września 1972 w Norwich - angielski pisarz fantastyczny i polityk, z wykształcenia antropolog. Jego utwory, łączone z nurtami New Weird, urban fantasy i steampunk, zawierające też elementy noir, były wielokrotnie nagradzane najważniejszymi nagrodami na polu fantastyki. W swoich wypowiedziach określa się mianem socjalisty[2]. Zwolennik marksizmu, działacz Socialist Workers Party.

Parę dni temu skończyłem czytać Bliznę, drugą część trzyczęściowego (póki co) cyklu o świecie Bas-Lag, w skład którego wchodzą jeszcze Dworzec Perdido (1) oraz Żelazna Rada (3).

I cóż mogę napisać? Zarówno Blizna jak i Dworzec Perdido, ze wskazaniem na to pierwsze, to niesamowity popis wyobraźni autora, który stworzył fantastyczny świat, któremu daleko do czegokolwiek, co pojawiło się do tej pory w literaturze fantasy. Ilość znakomitych pomysłów chwilami wręcz przeraża, a ja, jako czytelnik, wielokrotnie czułem się przytłoczony ogromem wizji Mieville'a. I o ile Dworzec, przy całej genialnie wykreowanej scenografii, nieco rozczarowuje fabularnie, to już w Bliźnie China naprawia ten błąd, serwując niesamowicie wciągającą i na wielu płaszczyznach bardzo oryginalną historię.

Żelaznej Rady jeszcze nie zaliczyłem, ale świeży egzemplarz już czeka na półce.

Oczywiście, jak ktoś chce szerzej o fabule ww. pozycji, odsyłam do google'a, bo nieświadomie mógłbym komuś popsuć zabawę (chociaż, uczciwie trzeba oddać, wydający książki Mieville'a w Polsce Zysk i S-ka dawkuje informacje o fabule w rozsądny sposób).

Inne książki Mieville'a, które dotąd zdążyłem przeczytać, rozgrywają się w zupełnie innych realiach, niż ww., co nie znaczy, że jakoś znacząco obniża w nich poziom. Pozwolę sobie wkleić swoje opinie, które walają się gdzieś w ogólnym temacie o książkach:

Cytat:Kraken - mój drugi Mieville, po Mieście i Mieście. Natłok wykręconych motywów, wciągająca historia i świetni bohaterowie (na czele zdecydowanie Tatuaż oraz Goss i Subby). Niestety, miejscami byłem trochę zmęczony lekturą, szczególnie pod koniec. Takie słabe 8/10
Dodam może, że wśród fanów Mieville'a Kraken nie cieszy się takim poważaniem, jak reszta jego bibliografii, ba!, jest wręcz uważana za jego najsłabszą pozycję. Co nie zmienia faktu, że to fajna książka. Jednak radziłbym ją czytać po oswojeniu się ze stylem Mieville'a.

Cytat:Miasto i Miasto - mało zaskakujący, ale rozgrywający się w znakomicie wykreowanej scenerii kryminał, który pomimo braku jakiejś wywalającej schematy do góry nogami fabuły, miażdży czaszkę gęstym, ponurym klimatem. Konkretny, w miarę realistyczny, z kultowym głównym bohaterem, który mi praktycznie od razu skojarzył się z McNultym z "The Wire".
Świetna lektura, cholernie miło spędziłem czas.

Poza tym, chłop ma na koncie jeszcze nie wydane w Polsce King Rat, która jest jego debiutem, LonNiedyn, która jest skierowana do młodszych czytelników (ale pomimo to zbiera bardzo pochlebne recki), oraz Embassytown, której wydanie przez Zysk cały czas się opóźnia, a która to jest uznawana za powrót Mieville'a do najwyższej formy.

Ogólnie, polecam całą twórczość tego gościa, bo w podgatunku fantasy, który reprezentuje (i który notabene sam współtworzył) nie ma sobie równych, a i na szerszym polu ma mało konkurentów w tej chwili.

Odpowiedz
#2
O, świetny temat, o znakomitym pisarzu!

Ja swego czasu byłem zauroczony Miéville i wszystkie jego powieści pochłaniałem z rozdziawioną gębą. Znakomita, bardzo nietuzinkowa kreacja świata, świetnie nakreślone postaci, ras jakże odmiennych, nietypowych, mimo, że korzeniami sięgające do najlepszych wzorców.

Teraz z perspektywy czasu najlepiej jednak wspominam chyba "Dworzec Perdido" - było to dla mnie swego rodzaju szok, spowodowany pierwszym zetknięciem z nurtem New Weird w fantastyce. Wcześniejsze obcowanie racze z klasycznym, mniej lub bardziej epickim fantasy, a tu nagle takie "niewiadomoco", ale jakże urzekające, jakże klimatyczne, a przy tym z tak pochłaniającą fabułą (która notabene nabiera tempa dopiero, gdzieś po 1/3 książki, ale mi to w ogóle nie przeszkadzało, bo całkiem zatopiłęm się w klimacie).

Swoją drogą nie wiem, czy wiecie, ale moim zdaniem, jakkolwiek bluźnierczo to nie zabrzmi, "Inne pieśni" Dukaja, które czytałem później, zdały mi się totalną zrzynką ze China Miéville. I przy całym szacunku i "lubieniu" przeze mnie tej pozycji naszego pisarza, fabuła w "...pieśniach". Jest zdecydowanie słabsza niż w, hm, oryginale, że tak to po chamsku ujmę ;-) No, ale u Dukaja raczej się nigdy za bardzo o treść nie rozchodziło, prawda?

Zresztą zdaje mi się, że sam Dukaj był świadomy, ze bardziej obeznany z gatunkiem czytelnik znajdzie masę nazbyt czytelnych analogii pomiędzy twórczością Miéville, a jego "Innymi pieśniami" i kiedyś popełnił taki oto, asekuracyjny, imo, artykuł:

http://dukaj.pl/czytelnia/publicystyka/CzasHybryd

A jako, że z natury leniwy jestem, to sobie pozwolę przytoczyć kilka moich wcześniejszych opnii o poszczególnych książkach Miéville

Bezcelowy napisał(a):Dworzec Perdido

Od pierwszych stron "Dworca Perdido" miałem przeczucie, że oto zetknąłem się z fantastyką nietuzinkową, wykraczającą daleko poza wszystkie, tonące w morzu stereotypów, pozycje tego gatunku. Zdziwił więc mnie trochę fakt, że wątek dotyczący twórczości w China Miéville, choć liczy sobie prawie 3 lata, jakoś nie zachęcił nikogo do zapoznania się z, bodajże, najlepszym autorem współczesnej fantastyki (a może zniechęciły Was jakieś zależałe urazy do autora wątku, hę?...;--).

Wszystkich, którzy do tej pory z różnych przyczyn nie sięgnęli po twórczość pana Miéville, zachęcam do szybkiego naprawienia tego błędu.

"Dworzec Perdido" to w moim odczuciu dzieło doskonałe, które łączy w sobie niesamowitą pomysłowość kreacji świata, który aż kipi życiem i niemal przytłacza rozmachem, z świetnie opowiedzianą, wciągającą historią. Jej bohaterowie to menażeria równie niesamowita, jak świat, w którym przyszło im egzystować. Żadna z ras, którą poznacie w "Dworcu Perdido" nie ma odzwierciedlenia w szeroko pojętej fantastyce - wszystko tutaj tchnie nowością a przy tym toczy się według genialnego konceptu na, między innymi, inteligentną grę analogiami do naszej rzeczywistości.

Miasto-państwo Nowe Crobuzon, które jest areną toczących się wydarzeń, jest jednym z najwspanialej wykreowanych światów (choć niezupełnie można nazwać je światem, zdaje się być jednym z najważniejszych "elementów" krainy Bas-Lag), jaki dane mi było poznać. Miéville udało się to, co zdarza się tylko nielicznym - nieco steampunkowy świat, w którym swoista odmiana magii łączy się zaawansowaną technologią jest opisany w sposób tak plastyczny i przekonywujący, że długie opisy dotyczące wyglądu miasta i życia codziennego w Nowym Crobuzon czyta się z równym zainteresowaniem, jak, momentami zapierające dech w piersiach, sceny - nazwijmy to - akcji, których też w "Dworcu Perdido" niemało.

Wspomniałem już o rasach mieszkających w Nowym Crobuzon. Ich różnorodność jest wręcz porażająca. Autor, co jakiś czas zaskakuje czymś nowym - kiedy myślimy już, że o danej postaci wiemy już wszystko, następuje coś, co sprawia, że postrzegamy ją zupełnie inaczej. A o panteonie głównych postaci mogę powiedzieć, że od tej pory są dla mnie ulubionymi bohaterami literatury fantasy - kojarzący się z herbertowskimi Fremenami, człowiek-ptak Yagharek, niesamowity wielowymiarowy pająk, zwany Tkaczem, czy jakby brutalna wersja pratchettowskiego Patrycjusza, czyli Burmistrz Bentham Rudgutter, to postaci, które na długo zapadają w pamięć...

Naprawdę ciężko w kilku słowach opisać ogrom wizji Miéville - roboto-podobne konstrukty, groteskowo-makabryczni prze-tworzeni, tajemniczy Piekielni... Ech, dużo tego i długo by jeszcze pisać :--)

Powiem tak, moi drodzy forumowicze, jeśli zaufacie mi i sięgniecie po "Dworzec Perdido", na pewno się nie zawiedziecie.
Jeśli jednak stwierdzicie, że ufać mi nie warto, cóż... ominie Was przyjemność przeczytania najlepszej powieści fantasy XXI pierwszego wieku :--)

Bezcelowy napisał(a):"Blizna"

O tym, że pierwszy tom z cyklu o Bas Lag diablo mi się podobał, pozwolę sobie tylko wspomnieć. Było to dla mnie starcie z literaturą o sile rażenia podobnej tej, jaką odczułem podczas pierwszego spotkania z prozą Franka Herberta. W pierwszej powieści Mieville'a wszystko było idealne: od znakomicie opisanego świata, poprzez niesamowitą galerię postaci, na wciągającej fabule skończywszy. Dlatego, bez większych obaw o to, czy jej kontynuacja sprosta debiutowi, podszedłem do drugiej części serii, czyli do "Blizny". I... lekko się zawiodłem.

"Blizna" jest powieścią autonomiczną - tzn. jej akcja osadzona jest w tym samym świecie, i istnieją subtelne nawiązania do pewnych wątków z "Dworca Perdido", ale czytelnik nieznający poprzedniego tomu nie będzie czuł zagubiony. Mieville swoją drugą powieścią niejako przekonstruował świat, ale na podobnych zasadach, jak w swojej pierwszej książce. Odnosi się niemal wrażenie, że zmieniły się co prawda realia, otoczenie i klimat, ale wszystko opiera się na tym samym szablonie.

Tłem wydarzeń jest tym razem Armada, pływające pirackie miasto. Niby zupełnie inne a jednak bardzo podobne do Nowego Crobuzon. Po raz kolejny zapoznawani jesteśmy z nietuzinkowym przekrojem społecznym i politycznym - tym razem wodnej - metropolii, które oprócz przedstawicieli ras znanych z Nowego Crobuzon, nosi na swoich zasymilowanych pokładach wampiry, nieumarłych i zbieraninę z całego niemal Bas Lag. Pomysłowość autora w tej materii zdaje się nie mieć końca, jakkolwiek w pewnym momencie robi się to nieco drażniące, w myśl zasady "co za dużo to niezdrowo".

Ciekawym natomiast elementem, jest rozbudowanie mitologii, historii i geografii Bas Lag. Chociaż nadal tło wydarzeń niemal w całości ogranicza się do przyprawiającej o klaustrofobię przestrzeni Armady, to tym razem zdecydowanie więcej dowiadujemy się o uniwersum, w którym toczy się akcja. Opisy z przeszłości Bas Lag i opowiadane ustami bohaterów mity i legendy, to w moim odczuciu najlepszy element "Blizny".

Co do postaci, cóż, również tym razem nie można niczego im zarzucić. Są świetnie skonstruowane a ich zachowanie i motywacje bywają niejednoznaczne i często nieprzewidywalne, jakkolwiek trudno tu wyodrębnić jakichś zdecydowanych faworytów, czy bohaterów o takiej sile oddziaływania, jak chociażby Yagharek z "Dworca Perdido". Jedyną naprawdę wybijającą się ponad swoistą przeciętność jest tajemniczy Uther Doul. Może lekko przesadzam, bo jest też kilka innych, z pewnością nietuzinkowych postaci - przynajmniej oceniając w obrębie gatunku tej literatury - ale, oględnie mówiąc, to już nie to samo, co w "Dworcu Perdido", gdzie każdy z bohaterów wywoływał silne, choć częstokroć ambiwalentne emocje.

Jednak najsłabszym ogniwem tej części cyklu jest fabuła, która, po prostu rozłazi się w szwach, choć lepszym stwierdzeniem byłoby, że jest strasznie nierówna. Ma elementy szalenie ciekawe i z pewnością jest przemyślana. Na przykład końcówka jest dość zaskakująca i szalenie niejednoznaczna. Przez większość historii jednak niewiele się dzieje i trudno zgadnąć do czego wszystko to, czego jesteśmy świadkami może prowadzić. Brak tu jakichś większych zwrotów akcji. Momentami wydawało mi się, że autorowi idei wystarczyło tylko na obmyślenie postaci i świetnego tła powieści. Po prostu fabuła "Dworca Perdido" wypada bez porównania lepiej.

Mimo wad "Blizna" nadal pozostaje powieścią niebanalną i oryginalną a China Mieville nadal plasuje się w mojej ścisłej czołówce pisarzy fantasy / science-fiction. Z niecierpliwością czekam na "LonNieDyn", nową powieść spoza cyklu Bas Lag - myślę, że tym razem zawód będzie nieco mniejszy, bo lekko skorygowałem swoje oczekiwania...

Bezcelowy napisał(a):"Żelazna Rada", czyli kolejna prześwietna powieść z cyklu osadzonym w świecie Bas - Lag, opowiada historię pewnej rewolucji. W mieście - molochu, Nowym Crobuzon wrze od niepokojów. Wszystkie rasy, ramię w ramię (lub odnóże w odnóże) stają przeciwko niesprawiedliwości rządu i milicyjnego terroru. A wieści o tym, że Żelazna Rada wraca do miasta by wspomóc insurekcjonistów dodają wszystkim otuchy i nadziei na to, że - być może - ich powstanie przeciw nieugiętej machinie rządowej nie jest z góry skazane na klęskę...

"Żelazna Rada", nowa książka China Mieville jednak rewolucji z sobą nie niesie. Świat Bas - Lag wciąż poraża pomysłowością i bogactwem wizji autora, ale niczym nowym nie zaskakuje. Pisarz po raz kolejny buduje historię z tych samych "klocków", więc jest oto grupka bohaterów, której czyny w dużym stopniu kształtują historię, a jednak w ostatecznym rozrachunku pozostają one w cieniu spraw, które były motorem ich działań. Szkoda jednakowoż, że postaci te - mimo ich różnorodności, zarówno pod względem charakterów, jak i przynależności rasowej - nie mogą się równać z tymi z pierwszego tomu cyklu, czyli ocierającego się o ideał "Dworca Perdido".

Innym "stałym" już motywem w powieściach Mieville jest kolejne niesamowite miasto. Tym, którzy czytali "Dworzec Perdido" i oczarowała ich wizja gigantycznej, wielorasowej metropolii, albo wywołała chorobę ;-) morską opowieść o złożonym z setek statków i okrętów mieście, zwanym Armadą ("Blizna") z pewnością spodoba się kolejne niesamowite polis, szczegółów powstania którego nie podam, bowiem byłby to kolosalny spojler. Można tu zarzucić autorowi pewną wtórność (ech... kolejne dziwaczne miasto?...), ale z pewnością w tej "wtórności" nie brak inwencji i pomysłowości.

Gatunkowo - poza korzeniami tkwiącymi głęboko na pograniczu science - fiction i fantasy, książka bliska jest westernowi i taki właśnie klimat, w połączeniu z nietypowym - nawet jak na warunki fantastyki - światem, okraszony niesamowicie wciągającą i pełną zwrotów akcji fabułą, sprawia, że po prostu nie sposób sie od książki oderwać. Moim zdaniem lektura o oczko lepsza niż "Blizna" (choć też o oczko słabsza niż "Dworzec Perdido"), takoż wszystkim znającym i nie znającym wcześniejszych książek autora, gorąco polecam!

Bezcelowy napisał(a):"LonNieDyn" to - dosłownie - zupełnie inna bajka niż wyżej opisane pozycje. I nie chodzi tylko o to, że autor oddalił się w odlegle od świata Bas-Lag regiony, ale lekko skorygował styl i zmienił głównego adresata. Tym razem mamy do czynienia z powieścią dla... dzieci. Może nie tych najmniejszych szkrabów, ale - na moje oko - młodszych nastolatków. Nie znaczy to przynajmniej, że tylko dzieciaki mogą mieć frajdę z czytania tej książki, ale zważywszy na ton tej opowieści z pewnością one będą miały radochę największą. Dla weterana na polu literatury fantasy opowieść ta nazbyt często zmierza w tereny cechujące się lekką infantylnością, czy wręcz naiwną bajkowością.

Oczywiście, nie jest tak, że Miéville kompletnie porzuca wszystkie te cechy swojej twórczości, za które tak bardzo się go ceni. Co to, to nie. Po raz kolejny udowadnia, że na polu kreowania najbardziej nawet wykręconych baśniowych miejsc i postaci mało kto jest mu w stanie dorównać. Punktem odniesienia do tej kreacji - czy raczej re-kreacji świata - jest, jak pewnie każdy się domyślił po tytule, miasto Londyn. Powiedzieć o NieLonDynie, że jest zwierciadlanym odbiciem tego "realnego" to za mało. Po prostu, LonNieDyn jest wszystkim tym, czym Londyn nie jest :--)

Jest wiele dróg, prowadzących do NieLonDynu. Jedną z nich - przekręcając "magiczny" zawór - w wyniku poprzedzających ten moment niesamowitych okoliczności, przedostają się do NieMiasta dwie dziewczynki, Zanna i Deeba. Pierwsza z nich, według pradawnych przepowiedni, ma być wybranką, która ocali ten - z braku lepszych określeń - "czarodziejski" świat przed okrutnym Smogiem. Brzmi typowo, prawda? Ileż było takich opowieści wcześniej!? I ja tak pomyślałem, aż do momentu, w którym autor wywija całkiem niegłupiego twista, po którym, jak się okazuje nic nie jest takim, jakim się wydawało i wszystko zdarzyć się może.

Przygoda toczy się krętymi ścieżkami i jak na opowieść dla dzieci jest pod tym względem całkiem nietuzinkowa. Innym walorem jest - wspomniany wyżej - świat wykreowany. Kilka przykładów: przydasiowe domy, zbudowane, na przykład z samych płyt winylowych, starych pralek, albo w kształcie akwarium na złotą rybkę. Słynne London Eye jest tutaj źródłem energii. Opactwo Westminsterskie to zamieszkałe przez okrutne oknotule (nie pytajcie ;--) Opactwo Siećminsterskie. Most, który może pojawić się wszędzie i połączyć jedno miejsce z drugim, a nawet dwa różne światy. Postaci? Gadająca księga, smrodoćpuny, krwiożercze żyrafy, chodzące śmieci (w tym jeden uroczy, niczym chihuahua, kartonik po mleku, o imieniu Kwaśny), bełkotki, smombie, Jasnodzieje, rapasole... Uch! Długo by wymieniać.

Książka sprawia wrażenie, mówiąc kolokwialnie "dowalonego do pieca" trybutu do opowieści takich, jak "Alicja W Krainie Czarów" (naprawdę masa nawiązań, w tym chyba najbliższe temu to rozmowa z dwoma "szachowymi" księżmi, czy przepychanka słowna z panem Tubą), "Opowieści z Narnii" (w stopniu zdecydowanie mniejszym), oraz chyba najbliższemu fabularnie i stylistycznie "Nigdziebądź" Gaimana.

Jak już wspomniałem, książka dla młodszego czytelnika, jakkolwiek nie tak całkiem banalna. Jest to bajkowość na poziomie autorów takich, jak wspomniany Neil Gaiman (którego, moim skromnym zdaniem Miéville przewyższa), czy Terry Pratchett (choć nieco mniej humorystyczne). Jeśli macie młodsze rodzeństwo, tudzież pociechy, to zdecydowanie jedna z tych lektur, które mogą skierować ich uwagę w okolice fantastyki a nawet horroru, który w delikatnej formie, również w "LonNieDynie" się objawia. A kto wie, może i sami skorzystacie, kiedy młodzian, ten czy ów, skończy czytać i udostępni Wam swój egzemplarz? Z odpowiednim nastawieniem, nikt - duży czy mały - na pewno się nie zawiedzie.

Ponadto - zachęcam do dyskusji :--)

Bezcelowy napisał(a):"Miasto i miasto"

Przyzwoity, acz niepowalający kryminał, którego niewątpliwą zaletą jest osadzenie akcji na ciekawym a przy tym dość karkołomnym koncepcie, który nawet po skończeniu lektury było mi równie trudno okiełznać, niczym wzmiankowane w "Ślepowidzeniu" Wattsa, przednią i tylną ścianę kostki Neckera, jednocześnie.

Fabularnie poprawnie, jakkolwiek "scenariusz" nie nazbyt zaskakujący a zakończenie mocno średnie. Bohaterowie, cóż, w drugiej połowie książki pojawia się pomocnik protagonisty, który - używając terminologii filmowej - zawłaszcza sympatię czytelnika do tego stopnia, że z żalem rozstaje się z nim w trzeciej partii książki.

Podsumowując, książka dobra, czerpiąca z wzorców które lubię i autorów, których poważam, ale nie wnosząca (poza koncepcją dwóch, nałożonych na siebie miast) niczego nowego do gatunków, z których poszczególne jej elementy się wywodzą. Lektura nie najgorsza, ale jest to zdecydowanie najsłabszy Miéville, jakiego dane mi było czytać.
"...matka rodzi człowieka, matka go karmi. Potem karmi go ziemia i ziemia go przenika, za każdym razem zostawiając szczyptę pyłu, aż w końcu człowiek nie jest już dzieckiem matki, lecz ziemi."

R.S. Bakker - "Mrok, który nas poprzedza"

https://thetwilightarea.wordpress.com/ - strona poświęcona serialowi "The Twilight Zone"

Odpowiedz
#3
Cytat:Swoją drogą nie wiem, czy wiecie, ale moim zdaniem, jakkolwiek bluźnierczo to nie zabrzmi, "Inne pieśni" Dukaja, które czytałem później, zdały mi się totalną zrzynką ze China Miéville. I przy całym szacunku i "lubieniu" przeze mnie tej pozycji naszego pisarza, fabuła w "...pieśniach". Jest zdecydowanie słabsza niż w, hm, oryginale, że tak to po chamsku ujmę ;-)
Czy ja wiem? Inne Pieśni czytałem niedługo po Dworcu i jakoś nie miałem poczucia totalnej zrzynki. Owszem, było kilka podobnych elementów, ale zrzucam to na karb tego, że po prostu Dukaj chciał pobawić się stylistyką New Weird, a że jej głównym przedstawicielem jest Mieville właśnie, stad pewnie uczucie zrzynania. I nie powiedziałbym też, że w Innych jest słabsza fabuła. Mniej precyzyjna i bardziej oszczędna w znakomite pomysły kreacja świata, tutaj owszem, wygrywa Mieville zdecydowanie, ale już jeśli chodzi o historię, obaj panowie raczej skręcają w pewnym momencie na zupełnie inne ścieżki i trudno tutaj dokonywać porównań.

Odpowiedz
#4
Widzisz, może dlatego, że czytałeś "Inne pieśni", krótko po "Dworcu..." byłeś w stanie wychwycić różnice. U mnie minęło trochę czasu pomiędzy obiema pozycjami, i z tej perspektywy wydał mi się nadzwyczaj podobny w stylu Dukaj do Mieville... Owszem, historia skręca w zupełnie innym kierunku, ale sposób narracji, kreacji świata, w wielu punktach zaskakująco zbliżony. To była moja pierwsza powieść Dukaja, swoją drogą i właśnie dlatego go polubiłem, przewrotnie, z powodu tych podobieństw do prozy Anglika. :)
"...matka rodzi człowieka, matka go karmi. Potem karmi go ziemia i ziemia go przenika, za każdym razem zostawiając szczyptę pyłu, aż w końcu człowiek nie jest już dzieckiem matki, lecz ziemi."

R.S. Bakker - "Mrok, który nas poprzedza"

https://thetwilightarea.wordpress.com/ - strona poświęcona serialowi "The Twilight Zone"

Odpowiedz
#5
Cytat:oraz Embassytown, której wydanie przez Zysk cały czas się opóźnia, a która to jest uznawana za powrót Mieville'a do najwyższej formy.
No wreszcie, coś się ruszyło:
http://www.zysk.com.pl/pl/Zapowiedzi/Ambasadoria_-_China_Mieville

Opis fabuły brzmi świetnie.

Poza tym, dlaczego w tym wątku jest tak pusto?!

Odpowiedz

Digg   Delicious   Reddit   Facebook   Twitter   StumbleUpon  








Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości