Chris Taylor - Gwiezdne wojny. Jak podbiły wszechświat?
#1
[Obrazek: 9788324034246.jpg]

Wiem, że w związku z zamieszaniem związanym z premierą nowego epizodu GWIEZDNYCH WOJEN również polscy wydawcy zwęszyli możliwość zarobienia dodatkowych pieniążków i na naszym rynku pojawiły się już (i pewnie pojawiać się będą kolejne) książki związane z tą tematyką. Oprócz nowej książki autorstwa Carrie Fisher ("Księżniczka po przejściach. Nie tylko o Gwiezdnych Wojnach") pojawiła się w języku polskim oczekiwana przez wielu fanów (i nie tylko fanów) tego uniwersum doskonale oceniana książka "Gwiezdne wojny. Jak podbiły wszechświat?" pióra Chrisa Taylora.

Dość bezprecedensowym - w moim przypadku - faktem, jest to, że po przeczytaniu zaledwie 1/4 tej książki chciałbym GORĄCO ODRADZIĆ Wam nabywanie tej książki. Nie chodzi tu bynajmniej o treść oryginału, bowiem autor, Chris Taylor, wykonał znakomitą, popartą solidnym "researchem" pracę. Oryginał napisany jest lekko, z dużym polotem. Autor jest wieloletnim fanem i bywalcem konwentów, ale jego spojrzeniu na franczyzę nie umykają jej problemy. Krótko mówiąc - polecam zakup tej książki w dowolnej formie, w eBooku, czy na papierze. Pod warunkiem, że będzie to wydanie anglojęzyczne (lub inne, w zależności od tego, jakim językiem obcym operujecie).

Polskie wydanie pozbawione zostało jakiejkolwiek korekty (łącznie z merytoryczną) a autorka tłumaczenia udowadnia wielokrotnie, że nie ma nie tylko zielonego pojęcia o tym, co przyszło jej tłumaczyć, ale również NIE CHCE jej się uzupełnić licznych braków w tej wiedzy - co mogłaby uczynić korzystając z tak banalnych narzędzi, jak chociażby Wikipedia. Brakuje jej też wiedzy z szerszego spektrum popkulturowego i umyka jej w translacji masa odniesień, które są istotne. Prowadzi to do licznych błędów rzeczowych, merytorycznych i - po prostu - do dezinformacji mniej obeznanego z popkulturą czytelnika. Krótko mówiąc, z powodu braku wiedzy tłumaczki wielokrotnie pojawiają się w "Gwiezdne wojny. Jak podbiły wszechświat?" informacje, które nie są prawdziwe, lub zostały przez tłumaczkę "zmyślone" w miejsce tego, co pisał autor.

Nie będę się rozwodził nad stylem pisania, składnią i gramatyką bo i na tym polu to tłumaczenie zwyczajnie leży. Czyta się to źle! Lektura męczy! Głównie dlatego, ze w wielu przypadkach pozostawiono składnię noszącą znamiona budowy zdań w języku angielskim. Używanie stosowanych w języku polskim w mowie potocznej anglicyzmów jest tu nagminne ("randomowy"!?). Całości obrazu nędzy i rozpaczy dopełniają literówki i pozostawione w tekście zdania, które noszą znamiona niepoprawnego tłumaczenia automatycznego przez jedno z narzędzi translatorskich (Google?). To jest po prostu SKANDAL!

Jeśli nie wierzycie polecam ten wątek na FB: https://www.facebook.com/197132843720791/photos/a.303127216454686.54340.197132843720791/719472694820134/?type=3&comment_id=720162618084475&notif_t=photo_reply

Autor na bieżąco uzupełnia znajdowane w tekście przeinaczenia i błędy (jest tego całkiem spora lista, a dotarł chyba dopiero do 4 rozdziału). W komentarzach ludzie dodali kilka dodatkowych potknięć. Wypowiedziała się też sama Autorka tłumaczenia, która mówi że się "starała", i że to wina braku korekty i w ogóle. Ja w tekście jej starania nie widzę! Z takim czymś wstyd mi by się było pokazać w internecie za darmo, a co dopiero wziąć za to pieniądze. Wydawnictwu zresztą też się należy. Totalny brak profesjonalizmu i pośpiech, żeby zdążyć na "hajp" przed premierą filmu robią swoje.

Tak więc kochani, jeśli kupiliście komuś, na kim Wam zalezy niniejszą książkę w formie prezentu na Święta, to jeszcze nie jest za późno, żeby zastanowić się nad innym wyborem. Dajcie zarobić Chrisowi Taylorowi i kupcie to w oryginale, bo niewątpliwie mu się należy. A Pani Agnieszce i wydawnictwu Znak Horyzont już podziękujemy...
"...matka rodzi człowieka, matka go karmi. Potem karmi go ziemia i ziemia go przenika, za każdym razem zostawiając szczyptę pyłu, aż w końcu człowiek nie jest już dzieckiem matki, lecz ziemi."

R.S. Bakker - "Mrok, który nas poprzedza"

https://thetwilightarea.wordpress.com/ - strona poświęcona serialowi "The Twilight Zone"

Odpowiedz
#2
Uuu, to słabo, ja sugerowałem się anglojęzycznymi recenzjami i kilkoma opiniami polskich czytelników i wszystko wydawało się ok. Spaprane tłumaczenia to bardzo przykra sprawa, no bo co zrobić - oryginalna wersja jest zazwyczaj droższa i trudniej dostępna, poza tym o ile ja bym sobie z czytaniem pewnie poradził, to trudniej taką książkę komuś pożyczyć. Można albo obejść się smakiem i nie czytać, albo jednak zacisnąć zęby i zapłacić za spartaczoną robotę.
Inna kwestia, że czytałem już kilka książek, które miały podobno kiepskie tłumaczenie i dla mnie były to zaledwie zgrzyty, które, owszem, wnerwiały, ale przeczytać przeczytałem i mam nadzieję, że tak samo będzie tym razem - książka jako jedyna pozycja o Star Wars w bibliotece powinna spełniać swoją rolę.

Odpowiedz
#3
Ja dostałem tę książkę i od samego początku widać - tam nie ma korekty. Źle odmienione imiona i nazwiska, "Superman" pisany przez "e" czy zjedzony wyraz. Ale pomyślałem sobie - spieszyli się na premierę, trudno. Nie spodziewałem się takich kwiatków jak "jetpack" tłumaczony na "plecak". Ale co zrobić. Przeczytałem już z dwa-trzy rozdziały i mimo wszystko to fascynująca historia i wciągająca książka, no i prezent ;).

Odpowiedz
#4
Mi ta książka, poza wymienionymi wadami, nie leży pod względem konstrukcji zdań (czy raczej ich nieporadnego "przekładu") i czasami muszę niektóre z nich czytać po 2-3 razy, żeby zrozumieć ich sens. Jak już wspomniałem, zdecydowanie widać tu pośpiech i skąpstwo ("najtańsza tłumaczka w mieście"?) ze strony Wydawcy. Dwie sprawy - jedna taka, że im więcej wiesz o uniwersum, Lucasie i wzmiankowanych dziełach poprzedzających, lub wpływających na twórców, tym częściej łapiesz się za głowę a im mniej wiesz na ww. tematy, tym gorzej - nabywasz bowiem "wiedzę" na podstawie niezgodnych z rzeczywistością (przeinaczonych przez tłumacza) "faktów". :)
"...matka rodzi człowieka, matka go karmi. Potem karmi go ziemia i ziemia go przenika, za każdym razem zostawiając szczyptę pyłu, aż w końcu człowiek nie jest już dzieckiem matki, lecz ziemi."

R.S. Bakker - "Mrok, który nas poprzedza"

https://thetwilightarea.wordpress.com/ - strona poświęcona serialowi "The Twilight Zone"

Odpowiedz
#5
Ło matko, przecież błąd jest nawet na tym obrazku wklejonym w pierwszym poście:

narAdziła się legenda

Straszne biorąc pod uwagę, jaka odległość na klawiaturze dzieli "o" i "a". Autokorekta zadziałała?

Odpowiedz
#6
Haha, aż sobie zaraz sprawdzę jak jest na moim egzemplarzu, bo po wpisaniu w google znajduje zdjęcia zarówno okładki z błędem, jak i poprawną pisownią.

Odpowiedz
#7
Rotfl. Mierzwiak, dobre oko.
"What writer wants to make compromises with story? Story is the only reason you're in it."
David Simon

Odpowiedz
#8
Nie mogę z tego tłumaczenia...

wersja oryginalna napisał(a):In cheesy Frank Frazetta–style, it showed a youth with his shirt open and some kind of sword made of light, a young woman with a gun, and behind them a spectral apparition with a face that looked like a cross between a samurai, a wolf, and a gas mask.

wersja polska napisał(a):W kiepski sposób, stylem przypominający Franka Frazettę, pokazywała ona młodzieńca z rozchełstaną koszulą, jakiś rodzaj miecza wykonany ze światła, dziewczynę z pistoletem, a za nimi uduchowioną postać, której twarz wyglądała jak krzyżówka samuraja, wilka i maski gazowej.

Albo "profetyczne" w kontekście trylogii prequeli (a może to celowy żart autorki tłumaczenia?):

wersja angielska napisał(a):(...) and “Luke’s mind was as muddy as a pond laced with petroleum.”

wersja polska napisał(a):"(...) umysł Lucasa był błotnisty jak sadzawka zanieczyszczona ropą."

Chrystusie!
"...matka rodzi człowieka, matka go karmi. Potem karmi go ziemia i ziemia go przenika, za każdym razem zostawiając szczyptę pyłu, aż w końcu człowiek nie jest już dzieckiem matki, lecz ziemi."

R.S. Bakker - "Mrok, który nas poprzedza"

https://thetwilightarea.wordpress.com/ - strona poświęcona serialowi "The Twilight Zone"

Odpowiedz
#9
Ja jestem po 3 rozdziałach i o ile nie mogę zwrócić uwagi na sporo błędów bez porównania z oryginałem, tak wielokrotnie zastanawiam się o co chodziło w poprzednim zdaniu, bo bardzo często są strasznie pokracznie ułożone, no ale nie zastanawiam się nad tym i lecę dalej, bo cóż innego zrobić? Sama treść wydaje się fajna, ale tłumaczenie chyba najgorsze z jakim się spotkałem.

I na moim egzemplarzu na okładce nie ma błędu.

Odpowiedz
#10
Przypadkiem na nieprzeczytane natknąłem się na świeżutkie 2 wydanie - znacznie obszerniejsze (556 stron), no ale najważniejsze, żeby tłumaczenie było poprawione.

Odpowiedz

Digg   Delicious   Reddit   Facebook   Twitter   StumbleUpon  








Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości