Cormac McCarthy
#1
W związku z przeczytaniem przeze mnie powieści "Suttree", rzeczonego w temacie, znakomitego pisarza, postanowiłem zebrać do kupi kilka Waszych (plus jedną moją) opinii o jego twórczości - jeśli kogoś pominąłem, dajcie mi znać - aby zamiast suchych notek z Wikipedii posłużyły za posta otwierającego temat jemu poświęcony.

Strummer napisał(a):Cormac McCarthy - "Dziecię Boże"
To mój pierwszy kontakt z tym pisarzem i już teraz wiem, że mam ochotę na więcej. Mocna i brutalna powieść, która jest świetnym materiałem do ekranizacji. Atmosferę można ciąć nożem, a wszystko opisywane chłodnym i bardzo prostym językiem. Rozwaliła mnie końcówka -


Ktoś zna twórczość Cormaca i poleci coś co mnie powali na glebę?

patyczak napisał(a):Niewiele przeczytałem książek, które przede wszystkim urzekły mnie formą i sprawiły, że zachwycałem się pojedynczymi słowami i zdaniami, a nie fabułą. Jedną z tych książek jest "Ferdydurke", drugą "Droga" McCarthy'ego, a trzecią jego "Krwawy Południk".

Nie przepadam z poezją, ale właśnie ta poetyckość zachwyciła mnie w "Krwawym Południku". Fabuła jest prosta, nie ma żadnych zwrotów akcji - banda ściągająca skalpy z Apaczów wędruje po pustkowiach. Po prostu tyle:) Bohaterowie niby są. Nie można powiedzieć, że są papierowi, bo nie są, ale McCarthy nie skupia się na nich (oprócz jednego albo raczej dwóch, ale o tym zaraz). Nie znamy nawet imienia bohatera, który przez kawał książki wydaje się tym głównym.

Najważniejszymi bohaterami książki są Zło i sędzia Holden, który je utożsamia. Holden to jedna z najbardziej fascynujących postaci, o których czytałem. Gdyby zliczyć jego uczynki, to pewnie okazałoby się, że wcale nie zabił więcej osób niż inni z bandy, a w niektórych momentach wręcz załagadzał spory, które mogły skończyć się rozlewem krwi. Ale ZŁO emanuje z niego na każdym kroku. Najgorsze jest to, że Holden choć wydaje się doskonały (jest erudytą, szalonym filozofem, zna się na wszystkim, z drugiej strony jest potężnym silnym mężczyzną) nie jest wcale dobry. Zło nigdy nie kojarzy się z doskonałością i dlatego Holden (zupełnie jak Lecter) jest tak przerażający.

Z kartek książki wylewa się krew i przemoc. Ciągle ktoś ginie, ktoś zgniata o siebie czaszki niemowląt, mordowane są całe wioski. Ale nie jest to tanie szokowanie, bo zło w "Krwawym Południku" nie szokuje wcale. Staje się czymś codziennym, kolejnym mieszkańcem dzikich pustkowi, tuż obok kojotów i jaszczurek. Ten efekt jest potęgowany przez prostą, wręcz banalną fabułę, która bardziej przypomina pamiętnik z codziennymi zapiskami niż literacką powieść z początkiem, rozwinięciem i zakończeniem. Normalnie, czytając książkę spodziewamy się końca historii, bohaterowie mają motywacje, zmierzają do celu. Tutaj po prostu wędrują i nie wygląda na to, żeby ta wędrówka miała doprowadzić ich do jakiegoś satysfakcjonującego ich finału.

Na 2011 rok zapowiedziany jest film, ale nie wiem czy wyjdzie z tego coś dobrego. Filmując "Krwawy Południk" pozbawia się go największej siły - literackiej formy. I szkoda, że za reżyserię nie zabrał się Andrew Dominik, bo gdy myślę o ekranizacji książki McCarthy'ego to wyobrażam sobie bardzo krwawe "Zabójstwo Jesse'ego Jamesa przez tchórzliwego Roberta Forda".

military napisał(a):Cormac McCarthy - Przeprawa - książka nie do czytania. Do odłożenia na bok, jeśli czytało się Rącze konie, bo przez pierwsze 100 stron mamy zasadniczo to samo. Znów 16-latek, znów jazda do Meksyku, znów spotkania z tamtejszymi rolnikami, znów uwielbienie do zwierzęcia - tyle że tu miejsce konia zajmuje wilk. I znów zwierzę zabierają źli policjanci i znów trzeba je odbijać. Znów kupa nadętych, nieprawdopodobnych dialogów. W ogóle dialogi w westernach McCarthy'ego to kupa straszliwa, bo dzielą się na dwa rodzaje (w obu rozmawiają wieśniacy bez szkoły i dzieci).

1.

- Spójrz w księżyc. On jest jak dusza orła, która szybuje nad prerią, wolna i niezgłębiona, i ty też jesteś wolny, ale czy jesteś wolny jak orzeł, czy raczej jak wróbel, który żywi się dżdżownicami na tle zielonego słońca? - powiedział chłopiec (lub wieśniak), całą duszą odczuwając wiatr na skórze, chłonąc go, pożerając, zamykając w sobie, na zawsze, na wieki, by nigdy już nie wypuścić tego uczucia z niezgłębionych głębin swego umysłu.

2.

- Wiesz co?
- Nie, nie wiem co.
- Koń idzie.
- Idzie?
- Idzie. Patrz.
- Widzę. Koń idzie.
- Idzie. No.
- To dobrze.
- Chyba.
- Na pewno.
- Mowa.
- No - przytaknął i zapalił papierosa.


Podczas czytania Przeprawy uśmiechałem się bardzo często, zawsze, zdaje się, wbrew zamierzeniom autora.

military napisał(a):No i skończyłem Drogę... Bardzo dobra książka, choć nie mogę powiedzieć, żeby mnie zachwyciła. Klimat niesamowicie sugestywny, ale styl narracji... cóż, jestem zwolennikiem klasycznego podejścia. Poza tym widzę dwie wielkie wady: po pierwsze całość jest króciutka, a po drugie... nie pokazuje niczego nowego. Jest dla dzieł postapokaliptycznych tym, czym Dead Space dla gatunku "potwory na statku kosmicznym" - przedstawicielem doskonałym, ale pozbawionym krzty oryginalności. Bo Droga to w zasadzie klasyczna opowieść o zombi - bez zombi. A tyle już się tego naczytałem / naoglądałem, że naprawdę nie robi na mnie wielkiego wrażenia.

Poza tym Droga powiela największą wadę wszystkich dzieł tego typu: otwarte zakończenie. Jak zwykle akcja się urywa bez jakiegokolwiek rozwiązania. Klasyczne zagranie w gatunku - tak ograne, że aż wkurzające. Naprawdę mam serdecznie dość opowieści survivalowych, w których nic nie wiadomo i z których nic nie wynika. O globalnej zagładzie wynikłej ze z grubsza nieznanych przyczyn traktowało już z milion utworów. I 99% z nich kończyło się jak Droga. McCarthy nie wykazał się oryginalnością, ale cóż - w swojej klasie stworzył majstersztyk. 8/10

Bezcelowy napisał(a):"Suttree"

Rzecz wywołująca masę sprzecznych uczuć, jednocześnie będąca bodajże najbardziej przystępną z powieści McCarthy'ego. Każdy, kto zna twórczość tego pisarza, nie będzie zaskoczony jedynym w swoim rodzaju połączeniem stylistyki naturalizmu z poetycką głębią narracji. W pewnym sensie mamy tu do czynienia z odbarwieniem etosu cudownych lat Ameryki, dokonanym przez zabieg ukazania tych, budzących zazwyczaj nostalgię czasów, przez pryzmat ludzi z warstw najniższych, "(...) złodziei, bezdomnych, niegodziwców, pariasów, tchórzy, nicponi, gburów, prostaków, morderców, hazardzistów, rajfurek, kurew, sprzedajnych dziewek, zbójów, pijaków, moczymordów, opojów i arcyopojów, gamoni, kobieciarzy, renegatów, hulaków, a także innych rozmaitych przestępczych rozpustników". Pisarz nie ocenia, nie analizuje przyczyn upadku, po prostu w godny geniusza sposób odmalowuje ten świat, tworząc z tytułowego Buddy'ego Suttree neutralnego obserwatora, niejednoznacznego w uczynkach i przekonaniach, a jednocześnie typa w jakiś niesamowity sposób tajemniczego, dotkniętego dziwnym, okrutnym fatalizmem.

Znakomita, acz raczej przygnębiająca - choć momentami bawiąca raczej czarnym humorem - powieść. Jak wszystkie książki McCarthy'ego, i tą trzeba koniecznie przeczytać. I gorąco polecać!

Ocena: 8/10
"...matka rodzi człowieka, matka go karmi. Potem karmi go ziemia i ziemia go przenika, za każdym razem zostawiając szczyptę pyłu, aż w końcu człowiek nie jest już dzieckiem matki, lecz ziemi."

R.S. Bakker - "Mrok, który nas poprzedza"

https://thetwilightarea.wordpress.com/ - strona poświęcona serialowi "The Twilight Zone"

Odpowiedz
#2
Droga mi się podobała. Sugestywny klimat, świetne uchwycenie tematu, nietuzinkowa narracja. Bardzo dobra rzecz.
Krwawy południk mnie wynudził. Pitupitu o niczym, zero zainteresowania bohaterem i jego podróżą. Nie polecam.

To nie jest kraj dla starych ludzi wypada lepiej na ekranie, poza tym, styl jakim została napisana (a trzeba zauważyć, że w każdej z książek jest diametralnie różny) przypomina bardzo dokładny scenariusz. Bardzo dokładnie zresztą zaadaptowany przez Coenów. W sumie czytało się nieźle, fajne były zwłaszcza przemyślenia szeryfa.
Ogólnie co do prozy McCarthy'ego - przerost formy nad treścią.
Im częściej na mnie kamieniem rzucicie,
sami złożycie stos - - stanę na szczycie.


Grastroskopia - Bortal dobrze wpływa na trawienie gier


Odpowiedz
#3
Przeczytałem chyba większość książek Cormaca wydanych w Polsce i uwielbiam go. Choć "To nie jest kraj dla starych ludzi" zawodzi. I "Dziecię Boże" jest przeciętne. Takie to fragmentaryczne, kilkanaście scen, które same w sobie nie są jakieś świetne i nie łączy się to w jakąś sensowną całość.

Odpowiedz
#4
Mam dziwne wrażenie, że opisy jego książek, są ciekawsze od nich samych. Jak na razie odbiłem się od Przeprawy i Krwawego południka. Może jeszcze kiedyś wrócę do tego autora, chociaż jak na razie się na to nie zanosi :)

Odpowiedz
#5
Przeczytałem niemal wszystko, co kiedykolwiek napisał. "Przeprawa" była pierwsza, potem - Bogu niech będą dzięki - bracia Coen zrobili "To nie jest..." i Cormac na stałe zagościł na półkach księgarni obok.

Zdecydowanie najlepszy jest "Krwawy południk". Monumentalna podróż przez Stany tak Zjednoczone, jak i Duchowe. Polecam dwie pierwsze powieści: "Strażnik sadu" i "W ciemności", które chwytają za serce i ściskają, ściskają... "Droga" jest przepiękna i bardzo oszczędna, tak jak i oszczędny w kolorach i zawartości jest świat weń opisany. No i "Przeprawa". Wilczyca rządzi.

Kurczę, to mój ulubiony pisarze ;)

Odpowiedz
#6
Na pewno jeden z moich ulubionych autorów, uwielbiam jego styl, szczególnie przypasował mi w Krwawym południku i Drodze - minimalizm w dialogach, dużo opisów, spora doza brutalności, mnóstwo ciekawych przemyśleń na temat natury człowieka. Do tej pory przeczytałem 5 jego książek - oprócz ww. były to Strażnik sadu, W ciemność oraz Suttree.

Odpowiedz
#7
Nie powiem, żeby był to mój ulubiony pisarz, ale na pewno jeden z najbardziej intrygujących, oryginalnych i bezkompromisowych, jacy tworzą (tudzież jakich wydają). Droga jest kapitalna, Dziecię Boże dobre, a NCFOM średniackie z momentami. Aktualnie męczę Krwawy południk - nie jest zły, ale ciężki, dość długi jak na ten rodzaj pióra i z bohaterem, do którego słowo "lubić" to ostatnia rzecz, jaka pasuje. Ale przeczytam :)
W kolejce czeka wszystko inne, a więc: Rącze konie, W Ciemności, Suttree (które chyba najbardziej mnie ciekawi) oraz Starżnik Sadu.
Don't play with fire, play with Mefisto...
http://www.imdb.com/user/ur10533416/ratings

Odpowiedz
#8
ale co by o gościu nie mówić, to w Polsce przepięknie go wydają:

[Obrazek: cormac-mccarthy-przeprawa-the-crossing-c...kladka.jpg]

No, może jedynie Rącze konie nieco odstają poetyzmem.

[Obrazek: racze_konie.jpg]

A szkoda, bo mogły wyglądać tak:
[Obrazek: 432003_168326193281081_164176290362738_2...7784_n.jpg]
Don't play with fire, play with Mefisto...
http://www.imdb.com/user/ur10533416/ratings

Odpowiedz
#9
I tak najlepsza z najlepszych to okładka Suttree:
[Obrazek: suttree_cormac-mccarthy.jpg]

Odpowiedz
#10
Zgadzam się, jest piękna.

Dzięki za przypomnienie o "Przeprawie":)

Odpowiedz
#11
(12-09-2012, 12:31)nawrocki napisał(a): I tak najlepsza z najlepszych to okładka Suttree

Można polemizować:
[Obrazek: 85040_krwawy-poludnik_400.jpg]
Don't play with fire, play with Mefisto...
http://www.imdb.com/user/ur10533416/ratings

Odpowiedz
#12
Jestem za Mefistem, Południk ma naj naj.

Odpowiedz
#13
Za to jedyne co łączy okładkę "Suttree" z zawartością to woda.

Odpowiedz
#14
Jedyne? Woda to spory procent tej zawartości:)

Odpowiedz
#15
Taa, ale ani romantyczny klimat ogólny, ani sceneria (okoliczności przyrody), ani scenografia (idylliczna barka) - nijak nie pasują do tego co jest w powieści.

Osobiście za najlepsze uważam "Południk" i odrzuconą grafikę do "Rączych koni". "Sodoma i Gomora" też ma epę, a "W ciemność" - pasujący do powieści grząski klimat. Za to "Przeprawa" trochę pachnie wilczycą na rykowisku. Ale ogólnie cała seria prezentuje się zdecydowanie wyjątkowo.

Odpowiedz
#16
bardzo fajne teorie co do zakończenia Południka - plus nie wiedziałem, że wyszła płyta inspirowana knigą
Don't play with fire, play with Mefisto...
http://www.imdb.com/user/ur10533416/ratings

Odpowiedz

Digg   Delicious   Reddit   Facebook   Twitter   StumbleUpon  








Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości