Gangi Nowego Jorku - Kino konceptualne technicznie.
#26
Jakuzzi napisał(a):wysmienitym storytellerem

dzisiaj to chyba taka wdechowa moda, żeby posługiwać sie angielszczyzna kosztem polszczyzny. Jakuzzi, storyteller to cie robil i jak widać nie dorobił :)

Odpowiedz
#27
Anglizmy staram sie ograniczac do minimum. A storyteller to pewien ukuty juz zwrot, ktory w kontekscie warsztatu filmowego okresla dana ceche lepiej niz jego polski odpowiednik. Takze ssij. :)

Odpowiedz
#28
Jest polski odpowiednik?
Jest.

Ale ciekawiej jest użyć angielskiego, hinduskiego lub mongolskiego.
To takie barwne. Takie akuratne i precyzyjne.


@Glut - więc jak będzie z tym 'kinem konceptualnym technicznie'?
Brzmi to jak brednie któregoś z tych postmodernistycznych oszołomów, piszących rozwlekłe dzieła wypełnione terminologią używaną na przekór tak logice, jak i poruszanemu tematowi.

Odnośnie samego filmu: Scorsese wpadł w pułapkę 'złotego środka'. Wymieszał zbyt wiele różności, nie skupił się na tych najbardziej interesujących. Tak jak napisał Des:

desjudi napisał(a):jakby cała historia nie służyła temu, co chciał w ambitny sposób powiedzieć Scorsese. Że Ameryka rodziła sie w bólach i na krwii emigrantów? Ok, mamy. Zemsta, śmierć, grzech odwrócą się zawsze przeciwko tobie? Też mamy, ładne i bystre, tak samo jak to, że dopiero na gruzach zbrodni został zbudowany ten niesamowity kraj. Brakowało mi jakiegoś spoiwa emocjonalnego, bardziej czytelnego niż to, co zostało podane. Chodzi o ukazanie pewnych wartości wspólnych dla współczesnych mieszkańców Wielkigo Jabłka i dla tych, którzy je tworzyli 150 lat temu. Jest za to religia, są gangi, jest brud, smród i ubóstwo. Jest piękne ujęcie na koniec - pomost między przeszłością a teraźniejszością. Działania Leosia są jednak oderwane od socjologicznego (?) przekazu, który aż prosił się o częste/wyraźniejsze zaistnienie.

Odpowiedz
#29
Tytułu tematu nie zmienię. Zmieniłbym jakby ktoś delikatnie zasugerował. Teraz jego zmiana równałaby się przyznaniu do błędu. Nie lubię się przyznawać do błędów. :)

Cytat:Wymieszał zbyt wiele różności, nie skupił się na tych najbardziej interesujących.

A która różność była najbardziej interesująca? Martin skupił się dokładnie na tym co mnie najbardziej interesowało, bez większej żenady olewając zbędną fabularno/klimatycznie resztę. Odsiał plew z wprawą mistrza. No dobra, tylko ten wątek miłosny mógłby wydupcyć. :)
Bodie: He's a cold motherfucker.
Poot: It's a cold world Bodie.
Bodie: Thought you said it was getting warmer.
Poot: The world goin' one way, people another yo'.

Odpowiedz
#30
D'mooN napisał(a):Jest polski odpowiednik?
Jest.

Ale ciekawiej jest użyć angielskiego, hinduskiego lub mongolskiego.
To takie barwne. Takie akuratne i precyzyjne.

Eh...

Odpowiedz
#31
Eh urself, biatch;)
Makaronizmy są po to aby używać ich w ostateczności, a nie z lenistwa:)


@ Glut - po pierwsze: nikt nie każe Ci przyznawać się do błędu. Przecież tak robią tylko emo i fani Eltona Johna;)

Która różność jest interesująca? Ano aspekty socjologiczne całej historii, nie bez kozery Desa zacytowałem.

Odpowiedz
#32
To się nie przyznam i nie zmienię.

A aspekty socjologiczne są zarysowane w sam raz. Są ale nie nużą. Mi starcza. Rozumiem że komuś nie. Dlatego świat jest piękny, wszyscy się różnimy, mam odmienne gusta i poglądy. Czyż to nie wspaniałe? :)
Bodie: He's a cold motherfucker.
Poot: It's a cold world Bodie.
Bodie: Thought you said it was getting warmer.
Poot: The world goin' one way, people another yo'.

Odpowiedz
#33
D'mooN, powiem ci, jak to jest z tym Jakuzzim - to taki modelowym pracownik młodzieżowej firmy, zarządzanej przez dwudziestokilkuletniego szefa, w której mówienie po polsku traktowane jest jak obciach :) "Hello", "How are you?", What's up?" :)

ps: laska na twoim avatarku prezentuje sie wyjątkowo niekorzystnie. jakby miala żółtaczkę albo coś gorszego :) poprzednie były lepsze i dyskretnie sugeruje, abyś do nich wrócił :)

Odpowiedz
#34
D'mooN napisał(a):Jest polski odpowiednik?
Jest

Odkąd zainteresowałem się tą tematyką (ponad 10 lat temu) w środowisku erpegowym słyszę nieustannie o strytellereach i storytellingu, bo polski odpowiednik jest o kant czterech liter. Może by tak podpalić budynek, w którym odbędzie się najbliższy elo konwent?

Jakoś trailera, teasera, spin-offu, cross-overa i milionów innych użytych na tym forum nikt się nie czepia.

EDIT:
O avatarku, o którym pisze Mental nawet nie wspomnę. A ta ksywka! Mental! No na stos z nim. ;)

Odpowiedz
#35
straszny offtop i do tego pojawiający się coraz częściej przy okazji prawie każdego tematu 8)
wracając do GoNY – nie, Wojskowy, nie chcę bergmanowskiego dramatu, tylko czegoś znacznie ambitniejszego od kina gangsterskiego, tym bardziej, że Scorsese chciał pokazać coś więcej niż kilka krwawych bijatyk.

Odpowiedz
#36
Daniel Day Lewis lepszy niż film. Nie lubię filmów, które są popisem jednego aktora (ki) - gdzie generalnie aktorstwo przewyższa całość.
Uważam, że podobnie było przy okazji np. "Picasso" , "Piękny Umysł".
A DiCaprio ?.Grał, ale u Hallstroma, tu został zmieciony z powierzchni planu przez Lewisa.

Odpowiedz
#37
są pewne granice offtopów. ja je widzę, bardzo proszę administratora o bardziej wytężony wzrok. połowa tematu na tematy doskonale niezwiązane z GoNY. w ten sposób 1) ginie coś, co jest istotne przy omawianiu jakiegokolwiek filmu 2) ginie dyskusja. szkoda.

Rację masz Des.

Część offtopowych postów została usunięta, część została zostawiona, aby dyskusja posiadała jaką taką ciągłość.

Ale od tego momentu, w tym temacie dyskutujemy TYLKO o filmie Scorsese.

Odpowiedz
#38
film ma jedną zaiste genialną scenę oraz jedną genialną postać.

co do postaci, to chyba wiadomo, o kogo chodzi - a chodzi oczywiście o Tima Pigott-Smitha w roli kalwińskiego ministra, pojawiającego się na 10 sekund w dwóch ujęciach.

żartowałem.

chodzi o niego:

[Obrazek: tumblrkox1v9pjuo1qzlp2h.jpg]

brak mi słów, by oddać w niedoskonałej mowie zajebistość tej postaci. najlepsza scena w całym filmie to ta, w której Bill 'Rzeźnik' Cutting rzuca tasakiem w Waltera 'Mnicha' McGinna (swego oponenta w wyborach), tasak wbija się Mnichowi centralnie w plecy, Rzeźnik pochyla się nad pół-żywym przeciwnikiem i mówi: To się nazywa głos mniejszości, po czym dobija kolesia jego własnym kijem.

poza tym film jest cienki jak sproszkowany barszcz z Biedronki i nie dziwie sie, czemu Akademia go olała w oskarowych rozdaniach. po zobaczeniu ostatnich ujęć zmieniającego się Nowego Jorku oraz podniosłej gadki z offu o tym, jak miasto się rodziło w bólach, też doszedłbym do wniosku, że Scorsese próbuje mi tu wcisnąć epickość w mega rzewno-łzawej formule.

z innych minusów ujemnych:

- Cameron Diaz;
- kompletnie niepasująca do epoki muza przygrywająca podczas pierwszej walki plus kijowy montaż tejże walki;
- Di Caprio wyrzucający Biblie do wody, a potem modlący się i przyjmujący komunie z rąk katolickiego księdza - nie wiem, co ta scena miała oznaczać w kontekście późniejszych scen; obstawiam, że odrzucenie jarzma protestanckiej placówki, w której bohater spędził 16 lat żywota, ale i tak gest wywalenia Biblii do rzeki jawi mi się jako bezsens, żeby pokazać widowni, jaki to bohater nie jest cool wyzwolony od przesądów;
- wszystkie sceny z Cameron Diaz (wiem, byłoooo!)
- Di Caprio stający na czele buntu - Scorsese wyraźnie stracił panowanie nad historią począwszy od sceny zdemaskowania Vallona - całość nabiera wówczas nieprzyjemnego pośpiechu i robi się - znowu to słowo - bezsensownie;

ok, teraz w telegraficznym skrócie plusy dodatnie:

+ Daniel Day-Lewis jako Rzeźnik;
+ scena postrzelenia Daniela Day-Lewisa w teatrze (do złudzenia przypominająca zamach na Lincolna, który kiedyś widziałem zainscenizowany);
+ Daniel Day-Lewis walący z dynki w dynke Di Caprio;
+ Daniel Day-Lewis domagający się wykrycia sprawcy wypatroszenia królika;
+ Daniel Day-Lewis pokazujący Vallonowi, jak zadawać ciosy nożem, żeby powodować śmierć i żeby jucha tryskała z nerek - a wszystko to na półtuszy zwisającej z haka;
+ Daniel Day-Lewis leniwie wstający z wyra w otoczeniu trzech nagich dziwek;
+ Daniel Day-Lewis mówiący: I killed the last honorable man 15 years ago.

4/10

Odpowiedz
#39
Jak dla mnie najlepszą sceną jest poranna rozmowa Leosia z Danielem (owiniętym zresztą w amerykańską flagę), w której ten drugi mówi ile ma lat i dlaczego tak długo żyje - coś pięknego.
Don't play with fire, play with Mefisto...
http://www.imdb.com/user/ur10533416/ratings

Odpowiedz
#40
Mental napisał(a):- kompletnie niepasująca do epoki muza przygrywająca podczas pierwszej walki plus kijowy montaż tejże walki

Do epoki to może ona nie pasuje, ale do samej sceny jak najbardziej. A montaż to kwestia gustu, mi się akurat podobał, szczególnie, że wyraźnie widać tam inspiracje Eisensteinem. Thelma z resztą sama o tym mówi - KLIK

Odpowiedz

Digg   Delicious   Reddit   Facebook   Twitter   StumbleUpon  






Podobne wątki
Wątek: Autor Odpowiedzi: Wyświetleń: Ostatni post
  Troja. I nowe kino sandałowe. Itd. Itp. Kakapo 97 7,183 19-04-2016, 14:39
Ostatni post: Gieferg
  K-PAX(SPOILERY)-Genialne kino Danus 14 2,408 06-07-2013, 09:51
Ostatni post: patyczak
  Kino francuskie B2Ka 38 6,980 23-01-2010, 17:07
Ostatni post: Mefisto



Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości