Geneza planety małp - Patrick Doyle
#1
Dawno mnie tu nie było. I na szczęście, mam powód aby coś napisać. OST z Genezy... Jest takie coś w filmie, co sprawia, że po wyjściu film staje przed oczami, widać sceny, widać postaci, widać historię. Czasem jest to muzyka. W "Genezie...", po raz pierwszy od lat, zwróciłem uwagę na postękiwania w kadrach. Wpierw pomyślałem "sztuczny patos", ale w miarę upływu seansu, zobaczyłem muzykę ilustracyjną, ale nie tylko - coś świeżego, choć na poły wtórnego. Bo nie wiem, jak nazwać szarpanie na skrzypcach tak rytmiczne, że aż nudne? To już było - ale zwróciłem uwagę na jeszcze inny aspekt ścieżki - połączenie z obrazem. Film kreuje, bardzo stopniowo, pewien wizerunek. Toteż muzyka, na szczęście!, jest tego wizerunku uzupełnieniem.

Motyw przewodni (są dwa, choć zbieżne) został klasycznie rozpisany na trzy tempa. Każde odpowiada konkretnym scenom. Dużym akcentem smyczkowym podkreślona została akcja, natomiast bas stanowi tło uzupełniające. Z trzeciej odsłoy wypływa element mechaniczny, czyli dźwięki otoczenia wplecione w rytm. One spełniają tło. Całość przypomina mi klasykę, czyli najlepsiejszy OST z Polowania na Czerwony Październik w wykonaniu Basila Poledoriusa. Może nie jest tak przewrotny, tak zróżnicowany, nie mniej słucha się go doskonale. Tworzy wspaniałą kompozycję z obrazem, i taki OST właśnie jest w moim mniemaniu idealny.

Nie wystawię w tej chwili oceny - ale zapodam linka do kompilacji.


EDYTKA: Wpierw krótkie wyjaśnienie, bo trzeba. Mam na składzie 18 CD ze ściżkami (Howard Shore przewodzi). Zakochalem się onegdaj w OST z Avatara. Ciągle słucham OST z IML (wiem, kurfa, gupi jestem, ale to kocham), codzennie wysłuchuję OST z TRFów 1, na dobranoc słucham HftRO (znam na pamięć hymn), ale ta muzyka mnie zdominowała. Tak bardzo, że przerosła Splata z GwtPE. A, że gram sobie czasami, to już wiele zdziałała. RoftPoA rządzi. Serio. OSt jest kurfa genialny!!! Za to kocham kino!!!
loading podpis...

Odpowiedz
#2
OST-ik odsłuchany :). Zachęcony dającym po garach podkładem do świetnej Genezy, sięgnąłem po muzę w oderwaniu od obrazu. Co tu dużo mówić - nie jest to jakaś oryginalna czy wybitna partytura, ale na pewno bardzo solidna robota. Motyw główny to drugi najlepszy taki motyw po Carlito's Way, jaki stworzył Doyle. Mnóstwo tu powera, dynamiki, niemal w każdym utworze napędzane konkretną perkusją. Za najlepsze utwory uważam: Off You Go (Cezar wspinającym się na wielkie drzewo w Czerwonym Lesie - ach, te początkowe "etniczne" chórki), Golden Gate Bridge (ofensywa małp - aż chce się złapać za właz od kanału i przypieprzyć w policyjną sukę :) no i przejmujący Cezar & Buck (scena śmierci i pożegnania xxx) :(

Gdybym miał wystawić ocenę za OST w KMF, to z czystym sumieniem byłaby to mocarna "czwórka" (na pięć możliwych gwiazdek).

Odpowiedz
#3
Muir Woods wg mnie najpiękniejsza (ale krótka), zaś Golden Gate Bridge mocne! Ale mógłbyś nie rzucać spoilerem (dość ważnym) w opisie! ;/



loading podpis...

Odpowiedz
#4
Bez przesady, muzyka z Genezy to żadne mistrzostwo:) Jest po prostu dobra.

Odpowiedz

Digg   Delicious   Reddit   Facebook   Twitter   StumbleUpon  








Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości