Gry
Jak ja nienawidzę wykorzystywania psychologii/socjologii/AI/innych zoobyczy techiki i nauki do takiej taniej manipulacji, do tego w takim fajnym medium jak gry. Jakbym musiał przesiedzieć przez całe to smutne spotkanie to nawet wizja nowego jachtu nie powstrzymałaby mnie przed samobójstwem.

Na szczęście oprócz zaszlachtowanego uniwersum Mass Effect EA nie ma mi nic do zaoferowania, a, że rynek chłonny to jest miejsce dla takich firm jak Larian i małych cudów typu Divinity 2.

Odpowiedz
Nigdy nie wydałem nawet grosza na jakieś usługi / dodatkową zawartość. W gry EA nie gram. Jestem typowym graczem single player, z jednym wyjątkiem w postaci Rocket League. Dlatego zawsze ciężko mi było zrozumieć ludzi którzy potrafią się do tego stopnia uzależnić, żeby pomimo obrzydzenia tą firmą, nabijać jej nadal kabzę.

Niech zdycha, naprawdę sprawiłoby mi przyjemność gdyby ta korporacyjna karykatura zaczęła bankrutować.

Odpowiedz
(16-01-2018, 10:45)zdzichon napisał(a): Jak ja nienawidzę wykorzystywania psychologii/socjologii/AI/innych zoobyczy techiki i nauki do takiej taniej manipulacji
Czyli po prostu nienawidzisz marketingu lub, idąc odrobinę dalej, świata :)

Wiem że nigdy do tego nie dojdzie, ale moim zdaniem wszelkie mikrotranzakcje czy płatne dodatki do gier (w sensie nie pełnoprawne jak np. Krew i wino ale jakieś zbroje, bronie itp) powinny być prawnie zakazane. Prawdopodobnie poskutkowałoby to podniesieniem cen gier, przynajmniej tych wydawanych przez najgorsze firmy w branży pokroju EA.

Odpowiedz
Dlaczego? EA i tak robi półprodukty, jak chcą psuć swoje gry to ich sprawa. Zresztą to chyba najbardziej nieprzyjemny przykład, bo pozostałe firmy (np. Ubi) raczej starają się balansować lepiej tego typu rzeczy, bo gracze tego zwyczajnie nie lubią.
#ChristopherLOLan #ChristopherTrollan


Odpowiedz
Tymczasem na E3 może pojawić się grywalne demo i/lub nowy zwiastun CP77:

https://www.gry-online.pl/S013.asp?ID=107410

Odpowiedz
Sorry, ale za stan współczesnego rynku gier są w 100% odpowiedzialni sami gracze. Gdyby nikt tego syfu nie kupował, to by tego po prostu nie było. I tyle.
For my ally is the Force, and a powerful ally it is.


Odpowiedz
(16-01-2018, 11:07)Mierzwiak napisał(a):
(16-01-2018, 10:45)zdzichon napisał(a): Jak ja nienawidzę wykorzystywania psychologii/socjologii/AI/innych zoobyczy techiki i nauki do takiej taniej manipulacji
Czyli po prostu nienawidzisz marketingu lub, idąc odrobinę dalej, świata :)

Egzakili :)


Cytat:Dlaczego? EA i tak robi półprodukty, jak chcą psuć swoje gry to ich sprawa. Zresztą to chyba najbardziej nieprzyjemny przykład, bo pozostałe firmy (np. Ubi) raczej starają się balansować lepiej tego typu rzeczy, bo gracze tego zwyczajnie nie lubią.

Pogadamy jak kupią twoją ulubioną markę i wstrzykną w nią lootboxy ;)

A co do balansu, to jest to klasyczne gotowanie żaby. Niestety wystarczy popatrzyć na rynek mobilny żeby zobaczyć przyszłośc AAA
3 gatunki na krzyż oparte na tych samych kasynowych mechanizmach, wszystko "za darmo" i ściągnięcia idące w dziesiątki milionów.

Tyle dobrze, że niszowe/mniejsze produkcje (w które głównie gram) wydają miec się nieźle i trzymają starych metod zarabiania.

Odpowiedz
Cytat:Dlaczego? EA i tak robi półprodukty, jak chcą psuć swoje gry to ich sprawa. Zresztą to chyba najbardziej nieprzyjemny przykład, bo pozostałe firmy (np. Ubi) raczej starają się balansować lepiej tego typu rzeczy, bo gracze tego zwyczajnie nie lubią.

Nie psują tylko swoich gier, bo dają przykład całej branży. Kiedy firma zarabia na mikrotransakcjach i DLC więcej niż na sprzedaży gier, to daje bardzo jasny sygnał innym i cierpi na tym cała branża i gracze.

Cytat:Sorry, ale za stan współczesnego rynku gier są w 100% odpowiedzialni sami gracze. Gdyby nikt tego syfu nie kupował, to by tego po prostu nie było. I tyle.

Przecież to nie jest taka prosta sprawa. Równie dobrze można powiedzieć, że w 100% odpowiedzialni są producenci, bo gdyby nie produkowali syfu, to nikt by go nie kupował. Ludzie kupują, bo nie mają świadomości, bo im to nie przeszkadza i mają to gdzieś, bo chcą zagrać w pełną grę (i pewnie woleliby, żeby wszystko było w niej  zawarte od razu) lub to kwestia marketingu, manipulacji, itd., ale nie można zrzucać (całkowicie) odpowiedzialności na graczy. Chodzę czasem do kina na słaby film, ale czy to znaczy, że płacąc za bilet daję twórcom przyzwolenie na kręcenie szitu i jestem odpowiedzialny za gorszą jakość blockbusterów? W jakimś sensie pewnie tak, ale myślę, że nie będzie to 100 procent :D

Kupuję sobie gierkę i nagle okazuje się, że jeżeli nie wykupię jakichś skrzynek za prawdziwą kasę, to czeka mnie nudny 50 godzinny grind, żeby ujrzeć finał i poczuć, że produkt jest kompletny i wyciągnąłem z niego wszystko, co się dało. Jak dla mnie to podchodzi pod jakieś przymuszanie i psychologiczną manipulację. To nie jest dowolna pierdółka, którą kupuje się dla czystej przyjemności i zachcianki. Dlatego nie sądzę, że mikrotransakcje to jest 100 procentowa wina graczy.

Odpowiedz
Cytat:A co do balansu, to jest to klasyczne gotowanie żaby.

W sensie, że mit, bo żaba zawsze wyskoczy? ;)

Kopać bezmózgich graczy multi, którzy dopiero przy ostatnim Battlefroncie podnieśli larum. Pewnie tylko dlatego, że EA nie użyło lubrykanta i weszło na pełnej petardzie ;]
Dla mnie gry to do zawsze przede wszystkim porządny singiel z naciskiem na ciekawą mechanikę i historię, a multi to jedynie dodatek. Fajny, ale tylko w wydaniu kanapowym, żeby mieć okazję na spotkaniem z kumplami.
"Let's talk about this plan of yours. I think it's good, except it sucks. So let me do the plan, and that way, it might be really good."

IMDB rating

Odpowiedz
(16-01-2018, 11:48)patyczak napisał(a):
Cytat:Dlaczego? EA i tak robi półprodukty, jak chcą psuć swoje gry to ich sprawa. Zresztą to chyba najbardziej nieprzyjemny przykład, bo pozostałe firmy (np. Ubi) raczej starają się balansować lepiej tego typu rzeczy, bo gracze tego zwyczajnie nie lubią.

Nie psują tylko swoich gier, bo dają przykład całej branży. Kiedy firma zarabia na mikrotransakcjach i DLC więcej niż na sprzedaży gier, to daje bardzo jasny sygnał innym i cierpi na tym cała branża i gracze.
Jasne, rozumiem, ale sądzę, że to jednak bardziej skomplikowane. Nie wszyscy w branży gier są tacy ślepi, by myśleć krótkoterminowo. Markę buduje się odpowiednią jakością, a nie samą sprzedażą. EA rozmieniło swoją markę na drobne w ciągu ostatniej dekady. Mają szczęście, że rynek casualowy tak się rozwinął, i na tym jadą.

Czy szkodzą branży? Myślę, że to trochę jak z "Transfomers" w świecie filmu. Bay wyprodukował film, którego modelu produkcji nie da się po prostu skopiować. Bo abstrahując od jego umiejętności, trafił w dobry moment z dobrymi składnikami. Mimo to wcale nie są to jedyne blockbustery produkowane obecnie, a te, które próbował skopiować "Transformers" poległy sromotnie. (Innym przykładem może być "Marvel", którego też wszyscy próbują kopiować, a który wyszedł zwycięzko z "walki" z "Transformers" robiąc coś swojego, a nie kopiując).

Branża cierpi raczej w tym sensie, że miliony nie są pompowane w jakościowe gry o ciekawych konceptach, tylko odgrzewane kotlety - no ale to normalne. Bo mamy każuali, którzy w nie grają - gdyby ich nie było, nie byloby tych gier, nie byloby takiej EA i nie byłoby aż tylu miliardów dolarów.


Cytat:Ludzie kupują, bo nie mają świadomości, bo im to nie przeszkadza i mają to gdzieś, bo chcą zagrać w pełną grę (i pewnie woleliby, żeby wszystko było w niej  zawarte od razu) lub to kwestia marketingu, manipulacji, itd., ale nie można zrzucać (całkowicie) odpowiedzialności na graczy.
Masz całkowitą rację, jednak to, jak wygląda ten rynek to jest właśnie przecież kwestia napływu każualowego gracza, który nie ma świadomości i po prostu chce sobie pograć. Rynek się po prostu powiększył.

Cytat:
Cytat:Sorry, ale za stan współczesnego rynku gier są w 100% odpowiedzialni sami gracze. Gdyby nikt tego syfu nie kupował, to by tego po prostu nie było. I tyle.

Przecież to nie jest taka prosta sprawa. Równie dobrze można powiedzieć, że w 100% odpowiedzialni są producenci, bo gdyby nie produkowali syfu, to nikt by go nie kupował.
Cytat:Chodzę czasem do kina na słaby film, ale czy to znaczy, że płacąc za bilet daję twórcom przyzwolenie na kręcenie szitu i jestem odpowiedzialny za gorszą jakość blockbusterów? W jakimś sensie pewnie tak, ale myślę, że nie będzie to 100 procent :D
Rozumiem, co masz na myśli, ale spójrz na to z innej strony w takim razie: jak inaczej wpływasz na twórce czegoś niż kupując jego produkt? Jeżeli zrobisz brzydki rysunek, a ja dam Ci za niego 20 złotych to jaka będzie twoja reakcja? Pomyślisz: "o, to znaczy, że warto robić takie rysunki". Albo: "o, frajer się znalazł, kupił taką żenadę, spróbuję wcisnąć mu więcej". Czy raczej: "to był jakiś przypadek, nigdy więcej". :)

Dlatego IMO najlepszym sposobem na wspieranie jakościowej kinematografii to polecanie dobrych filmów i ignorowanie złych (bo odradzanie i "znecanie się", co jest ostatnio bardzo popularne, często zachęca do oglądania).

Cytat:Kupuję sobie gierkę i nagle okazuje się, że jeżeli nie wykupię jakichś skrzynek za prawdziwą kasę, to czeka mnie nudny 50 godzinny grind, żeby ujrzeć finał i poczuć, że produkt jest kompletny i wyciągnąłem z niego wszystko, co się dało. Jak dla mnie to podchodzi pod jakieś przymuszanie i psychologiczną manipulację. To nie jest dowolna pierdółka, którą kupuje się dla czystej przyjemności i zachcianki. Dlatego nie sądzę, że mikrotransakcje to jest 100 procentowa wina graczy.
Jak najbardziej to jest manipulacja. Wiele gier jest opartych o techniki manipulacyjne, po to żeby gracz przy nich został na dłużej (sam mechanizm nagradzania punktami przecież to to - czy tym bardziej RPGowy system rozwoju, ktory teraz jest w co drugiej grze). Grunt to mieć tego świadomość, a nie narzekać, że gra x ma teraz punkciki, które Cię programują do robienia więcej rzeczy.
#ChristopherLOLan #ChristopherTrollan


Odpowiedz
Cytat:Branża cierpi raczej w tym sensie, że miliony nie są pompowane w jakościowe gry o ciekawych konceptach, tylko odgrzewane kotlety - no ale to normalne.

Też. Gorzej że potencjalnie bardzo dobre gry, są psute kasynowymi mechanikami.
Pograłbym w nowego Need for Speeda, bo bardzo lubię tą serię mimo wahnięć jakości (sporych), ale nie pogram, bo mój progres zależy tam od losowania po wyścigu. To ma mi dać motywację do następnych?

Odpowiedz
Cytat:Grunt to mieć tego świadomość, a nie narzekać, że gra x ma teraz punkciki, które Cię programują do robienia więcej rzeczy.

Odnośnie świadomości, to przede wszystkim chciałbym, żeby branżowe media zwracały na to wszystko uwagę i piętnowały (nawet te mniej szkodliwe praktyki, bo akceptując pierdółki, podwyższamy próg akceptacji dla większego szitu). Bo mamy takiego "Battlefronta 2" i wielki krzyk, serwisy o grach trochę ponarzekały i zaraz wszyscy o tym zapomną i kolejne gierki z mikrotransakcjami będą dostawały oceny 8/10.

Fajnie, że EA dostało trochę po tyłku w kontekście premiery BF2, ale myślę, że to bardziej kwestia klikalności - bo afery z mikrotransakcjami fajnie się klikają - niż jakiegoś autentycznego poczucia odpowiedzialności mediów growych za dziedzinę, którą się zajmują. Niestety.

Odpowiedz
A najlepsze jest to, że SW:BF2 wcale nie był i nie jest taki jak go w mediach obsmarowano. Nie ma tam P2W, a same lootboxy dają niezauważalnie mało bonusów. Sam progres daje dużo więcej i jest niemal w 100% zależy od skilla i włożonego w grę czasu (liczba zabić, trafień w głowę, itd.).
Przy czym chwilę wcześniej na rynku pojawiło się takie NBA 2k18, gdzie płacić trzeba absolutnie za wszystko i gra zebrała super recenzje. Podobnie najnowsza gierka ze Śródziemia, gdzie nawet wątek fabularny zawierał element wymagający mikrotranzakcji lub grubego grindu.

Odpowiedz
To dlatego, że EA ograniczyło i poprawiło pod wpływem oburzenia system punktów i zdobywania bonusów, jak widać dość znacząco.
http://huntersky.deviantart.com
''WHATTUP, BIOTCH!" - Harrison Ford

RIP Star Wars
1977 - 2005 (+ 2016)

Odpowiedz
Cytat: Nie ma tam P2W, a same lootboxy dają niezauważalnie mało bonusów. Sam progres daje dużo więcej i jest niemal w 100% zależy od skilla i włożonego w grę czasu (liczba zabić, trafień w głowę, itd.).

No to na początku było wręcz przeciwnie - progres całkowicie uzależniony od mikrotransakcji. A jeśli nie chciałeś płacić, to przykładowo odblokowanie jednej z wielu postaci miało zajmować nawet 40 godzin.

Odpowiedz
Cytat:Podobnie najnowsza gierka ze Śródziemia, gdzie nawet wątek fabularny zawierał element wymagający mikrotranzakcji lub grubego grindu.

RIP gry wideo, jeśli branża to zacznie forsować. Pozostanie wyciągnąć GameBoy'a ;)
"Let's talk about this plan of yours. I think it's good, except it sucks. So let me do the plan, and that way, it might be really good."

IMDB rating

Odpowiedz
Ale panowie, graliście w grę od premiery i w betę, czy tylko czytaliście? Bo z tego co widzę to to drugie.

Nie było tam P2W nigdy, nawet przed poprawkami. Odblokowanie postaci nie dawało żadnej przewagi na polu bitwy i nie ma tu żadnego znaczenia, czy do odblokowania potrzeba 40, czy 5 godzin gry jak po poprawkach. Dlaczego?
A no, bo nie wiem też czy wiecie, że jednocześnie na mapie może być tylko jeden bohater i trzeba na niego "zarobić" killami w danym meczu. Początkujący gracz przez cały mecz nie uzbiera punktów na bohatera i może se mieć kupione wszystkie postaci, ale nimi nie zagra. No i każda ze stron ma bohaterów odblokowanych od początku, żeby dobry gracz, który uzbiera punkty jako pierwszy miał co wybrać nawet jeśli nie otworzył choćby skrzynki powitalnej.

Do tego postaci bohaterów różnią się niuansami. Ci najdrożsi nie są lepsi od tańszych. To czy do walki po jasnej stronie wkroczy w połowie meczy Luke, czy Rey nie robi różnicy. Grasz mało? Odblokuj sobie Rey po 5 godzinach. No life? Odblokuj Luka po 40.

Co zmienia mocno rozgrywkę? Bronie! A te są za progres, ale o tym już pisałem.

Aha. Match maker dobiera ludzi doświadczeniem... Także ten, nawet seal clubbingu nie ma.

Odpowiedz
A karty z bonusami, które miały dawać zauważalną przewagę? Do tego te 40 godziny miały być poświęcone tylko na odblokowanie jednej postaci, bez dodatkowych rzeczy jak karty czy części, co jest kuriozalne. W najlepszym multi jaki grałem, czyli Modern Warfare 2, osiągnięcie maksymalnego poziomu doświadczenia to była kwestia 40 godzin, a my mówimy o jednym unlocku.
http://huntersky.deviantart.com
''WHATTUP, BIOTCH!" - Harrison Ford

RIP Star Wars
1977 - 2005 (+ 2016)

Odpowiedz
Ja przyznaję, że tylko czytałem, a czytałem o tym, że progres nie był powiązany z rozgrywką. Dostawało się przedmioty losowe, niezwiązane z klasą, którą się grało, co premiowało tych, którzy płacili.

Ale nie będę się wykłócał, bo tylko czytałem i widocznie wszyscy zmyślali albo źle zrozumiałem :D

Jednak nie zgadzam się z taką postawą, że "te mikrotransakcje nie są takie złe, więc nie krytykujmy". Nie powinno być ich w ogóle, chyba że w grze free-to-play.

Odpowiedz
Oczywiście ziarno prawdy w tym co piszecie jest, ale to są rzeczy, które na rozgrywkę mają wpływ minimalny.

Karty dają mało. I dają do zdolności specjalnych, które są baaardzo sytuacyjne i trzeba ich umieć użyć.
Jak jesteś cienki to Ci nic nie da. Jak jesteś cwaniak to radzisz sobie i tak doskonale bez tego.
Zauważalna przewaga? Jaasne.
Jak zginiesz to widzisz pełny ekwipunek zabójcy, łącznie z kartami. Tak się dziwnie składa, że korelacji między jakością kart, a miejscem w rankingu nie zauważyłem.

I to wszystko o czym jest mowa byłoby może pewnym problemem w meczach 1vs1. Nie dużym, ale jakimś tam.
A gra się 20vs20.

Żeby było jasne. Nie bronię mikrotranzakcji, bo to gówno niemiłosierne.
Ale wypłynęło to gówno nie z tej kanalizy co trzeba. Jest wiele gier, gdzie ten problem jest poważniejszy.

Odpowiedz

Digg   Delicious   Reddit   Facebook   Twitter   StumbleUpon  








Użytkownicy przeglądający ten wątek:
2 gości