Gry
#61
A ja wkleję tutaj moją recenzję "Psychonauts", którą napisałem jakoś ostatnio, przy okazji starania się o posadkę recenzenta gdzieśtam :P Chce się komuś czytać?

"Od urodzenia posiadasz specjalny dar, ale ludzie na Twój widok przeklinają? Boi się ciebie własna matka, a ojciec patrzy ze wstydem w oczach? Przyjedź na letni obóz dla psioników i udowodnij wszystkim, na co cię stać! W domu, twoja czyni Cię samotnikiem, wyrzutkiem, cyrkowym dziwolągiem, ale w naszym dojo, naszym mentalnym dojo zrobimy z ciebie bohatera!"

Mózg, najważniejszy ludzki organ, centrum sterowania całego organizmu, odpowiedzialny za niemal wszystkie procesy w nim zachodzące, nasz organiczny komputer oraz projektor myśli i snów. Ten składający się około tysiąca kilometrów włókien synaptycznych, ważący średnio półtora kilograma stosik marzeń, od wieków stanowi obiekt badań neurologów, psychologów i psychiatrów. Rzadko kiedy za sprawy związane z mózgiem biorą się ludzie postronni. Jeszcze nigdy natomiast mózg nie był jednym z głównych bohaterów gry komputerowej. Teraz jednak, za sprawą Tima Schafera, twórcy niezapomnianej, jedynej w swoim rodzaju przygodówki „Grim Fandango”, mózg stał się polem bitwy, ostateczną bronią, lub jak kto woli, wielopoziomowym platformerem z elementami przygodowymi.

Bohaterem „Psychonauts” jest pewny siebie młodzian imieniem Razputin, dla przyjaciół Raz, który odnalazłszy w sobie mentalne zdolności ucieka z będącego dla niego domem cyrku, by zapisać się na obóz w Whispering Rock bez wiedzy rodziców. Tamże, młode, obdarowane przez naturę parapsychicznymi mocami istotki szkolone są w zawodzie psychonauty, czyli po naszemu, psycho-nurka, do którego zadań należy m.in. ratowanie ludzkiej psychiki przed przeróżnymi zmartwieniami. Jednak wydarzenia na obozie przyjmują nieoczekiwany obrót, gdy coponiektórym uczestnikom zaczyna brakować… mózgów. Ktoś pod osłoną nocy wykrada zgromadzonym na obozie milusińskim to, bez czego nie mogą normalnie funkcjonować. Pytanie tylko, kto? Zadaniem głównego bohatera, a zarazem gracza będzie więc nie tylko znalezienie zagubionych szarych komórek, ale także odpowiedzi. I nie tylko.

Głównym, a przez większą część gry w zasadzie jedynym zadaniem gracza w „Psychonauts” jest znajdowanie, a raczej zbieranie – wytworów wyobraźni (dwuwymiarowych strachów pałętających się na wszystkich niemal poziomach), psionicznych kart pomagających w rozwoju postaci, fioletowych piórek stanowiących podstawową walutę, czy pajęczyn, często blokujących dostęp do niektórych lokacji. Są też i tzw. „challenge markers”, dzięki którym rośnie ranga sterowanej przez nas postaci, a wraz z nią jej umiejętności przez co zyskuje ona możliwość stosowania coraz to różniejszych parapsychicznych mocy (takich jak np. telekineza, pyrokineza, niewidzialność), dzięki którym możemy dalej zbierać i zbierać. Wydawałoby się więc, że z biegiem czasu żmudne odnajdywanie kolejnych kolorowych przedmiotów zacznie nudzić, ale nawet tak banalnie skonstruowana akcja ani na moment nie siada. Otóż oprócz tak niskiego poziomu skomplikowania fabuły, mimo uderzającej po oczach banalności, „Psychonauts” ma do zaoferowania coś jeszcze – świetnie nakreślone postacie, doskonałe dialogi oraz humor w wielu odcieniach czerni. To nie wszystko - wygląd skonstruowanych z niesamowitym pietyzmem, fantazją i wizjonerstwem lokacji i plenerów, krótko mówiąc miażdży. Z każdym kolejnym poziomem do którego się udajemy (a każdy z poziomów osadzony jest w umyśle innej postaci – wymóg zawodu psycho-nurka) nasz podziw, a przede wszystkim poziom zaskoczenia rośnie. Wyobraźnia Tima Schafera nie ma chyba żadnych granic – to po prostu trzeba zobaczyć.

Wymagania sprzętowe nie są jednak zatrważające – grać można już na komputerze wyposażonym zaledwie w 1Ghz procesor, 256MB pamięć i 64MB kartę graficzną. Wszystko pięknie nam śmiga, a i grafika nie kuleje. Jednak by w pełni docenić geniusz Schafera i zespołu grafików z Double Fine Productions, należy grać w „Psychonauts” na komputerach przynajmniej dwa razy silniejszych. W zamian otrzymamy trzynaście najpiękniejszych wizualnie poziomów jakie kiedykolwiek stworzono na potrzeby gry platformowej. Trzy z nich osadzone są w normalnym świecie, w obozie Whispering Rock, a także jego okolicach. Natomiast pozostałych dziesięć, w świecie snów, marzeń i urojeń, czyli w umysłach poszczególnych bohaterów gry. Każdy z poziomów po prostu powala rozmachem i pomysłowością, każdy jest inaczej przemyślany i zorganizowany, każdy stanowi prawdziwe wyzwanie dla gracza. „Psychonauts” nie nudzi. „Psychonauts” powala.

Sama gra jest niestety konsolową konwersją, pierwotnie wydaną na XBOXa i PlayStation 2. I o ile grafika i płynność animacji są momentami zdecydowanie lepsze niż na wspomnianych maszynkach do grania, tak sterowanie woła o pomstę do nieba. Bywają poziomy, na których trzeba się nieźle nagimnastykować by dotrzeć do określonego celu (setki drabin, trapezów, tyczek, lin, trampolin, ścian do wspinaczek itp. skutecznie nam to utrudniają), co wraz z dość duża ilością klawiszy jak na platformer (duża ilość parapsychicznych mocy = dużo wciskania i klikania) oraz źle ustawiającą się momentami kamerą, może prowadzić do lekkich frustracji. Wiele razy łapałem się na tym, że podenerwowany uderzałem pięścią w blat biurka – z szacunku jednak dla stanowiska pracy postanowiłem zainwestować kilkadziesiąt złotówek w pada i moje poirytowanie skończyło się jak ręką odjął. Granie w „Psychonauts” bez klawiatury to czysta przyjemność, zwłaszcza, jeśli posiadamy kontroler o podobnej ergonomii co pad od PlayStation. Kamera przestaje uciekać, gdyż ku naszemu zaskoczeniu zyskujemy nad nią znacznie większą kontrolę. Ponadto poprawia się nasze wyczucie, a przede wszystkim nie musimy wykonywać skomplikowanych manewrów wciskając kombinacje klawiszowe na niewygodnej klawiaturze. Prawdę mówiąc, do takich gier jak ta producenci powinni dołączać odpowiednie kontrolery by nie zabijać przyjemności płynących z grania.

Na zakończenie, warto podkreślić, że „Psychonauts” to gra wyjątkowa. Ba! Jedyna w swoim rodzaju. Urzekająca. Magiczna. Zabawna. Tim Schafer po raz kolejny udowodnił, że tworzenie gier to coś na czym się naprawdę zna. To jego pasja. Pasja, którą dzieli się z nami. W 1998 roku „Grim Fandango” zostało uznane za grę roku. „Psychonauts” jako platformer raczej tego sukcesu nie powtórzy, ale na pewno przejdzie do annałów jako jedna z najlepszych gier w swojej kategorii wagowej w historii. Gorąco polecam!

9,5/10

Odpowiedz
#62
Ja to chcę! :shock:

BTW, seria 'Monkey Island' i 'Grim Fandango' to jedne z moich ulubionych gier - nie wiem, czemu tak długo zwlekałem z 'Psychonauts'! Uwielbiam ten humor, te genialne dialogi, klimat, muzykę, fantastyczny dubbing... eh ;).

Odpowiedz
#63
Przeczytałeś moje wypociny? :)
No to jak mówiłem, zostaw mi na privie adres, a w przyszłym tygodniu sobie pograsz :)

Odpowiedz
#64
Tak, przeczytałem. Przyjęli cię? I gdzie właściwie chciałeś się dostać? :)

Wysłałem przez PM. Dzięki! Czekam, czekam :).

Odpowiedz
#65
Nadal czekam na ostateczną odpowiedź, także pochwalę się, jak już mnie oficjalnie nie przyjmą ;)

Płytka poleci w poniedziałek. Czy tam pojedzie. Czy tam na piechotę pójdzie. Wszystko zależy od widzimisie Poczty Polskiej niestety ;)

Odpowiedz
#66
CArbon czyli ostatnia odsłona z pod znaku NFS, moja recepta na nudne jesienne wieczory. Ciekawe co bedzie za rok NFS Calcium ???
,,Nawet kałuże odbijają Słońce''

Odpowiedz
#67
Właśnie po dłuższym okresie w nic nie grania przeszedłem sobie F.E.A.R. Co prawda gierka S.T.R.A.C.H.U. nie wywołała ale trochę emocji dostarczyła, a przede wszystkim sprawdziła się jako strzelanka.

Odpowiedz
#68
odkąd miałem na czym grać grałem najwięc ej w:

- Commodore64 - Dizzy 8)
- Amiga (wciąż ją mam :mrgreen: ) - Mortal Kombat 1&2, Sensible World Of Soccer, Gunship 2000, Worms i pare innych (np Cannon Fodder) :lol:
- PSX (też wciąż mam) - Soul Blade, Tekken 2&3, Tenchu 1&2, Gran Turismo a przede wszystkim Final Fantasy VII
- a odkąd mam kompa a mam go dwa lata, grałem na nim tylko w Heroes of Might & Magic 3, Battle of MiddleEarth i (chyba najwięcej) Alien Vs Predator 2 na sieci (i mnie kusi żeby sobie jeszcze w to pograć :] bo gra jest świetna ) i to w zasadzie wszystko. Już mnie niezbyt ciągną gry komputerowe :?

Odpowiedz
#69
Gry strategiczne z serii Europa Universalis- uwielbiam. A zwłaszcza Hearts of Iron 1 & 2. Polecam wszystkim którzy chcieliby pisać własną, alternatywną historię. Szczegółowo dopracowane jednostki, możliwość rozwoju swojego państwa i prowadzenie polityki zagranicznej umożliwiają ekspansję praktycznie na cały świat. Czasem zdarzają się drobne przekłamania (zawsze można zainstalować patcha), jednak nie psuje to zabawy z grą, która jest po prostu arcygenialna.

Odpowiedz
#70
A tu małe conieco dla fanów Maxa Payne'a i zarazem rozczarowanych grą Enter the Matrix i Path of Neo ;)

http://maxpayne.levels4you.com/cdc/trw_matrix/
Postępować należy tak, aby niczego nie robić, a wtedy panować będzie ład.
--
Laozi

Odpowiedz
#71
A ja chciałem zemulować sobie Alien Resurrection z PSX na PC, bo mi w konsoli czytnik pada, ale na PC często mi się robi tak, że mimo że jakiś przełącznik nacisnę, to się drzwi nie otwierają. I się blokuję. Ktoś wie czego to wina i jak to obejść?

Odpowiedz
#72
Cóż jedyne co moge doradzić to emulator ePSXe. Sam emuluje nim tylko Tekken 3 raz na dwa lata i działa, wiec o jakis skomplikowanych sprzetowych niewiadomoco sie nie wypowiem ;)
Postępować należy tak, aby niczego nie robić, a wtedy panować będzie ład.
--
Laozi

Odpowiedz
#73
najlepszy byłby emu z obsługą PSXowej myszki bo na dualu to cięzko pograć w AR , oj cieżko. epsxe ma taką możliwość?
get ready for suprise...

Odpowiedz
#74
A nie wiem nie wiem. Nie tykalem tego dwa lata ;) trzeba sprawdzic na necie w FAQ czy cus.
Postępować należy tak, aby niczego nie robić, a wtedy panować będzie ład.
--
Laozi

Odpowiedz
#75
Na ePSXe zacina się w 1 misji (ale się nawet nauczyłem na klawiaturze grać!:) ), na PSXeven w 3 misji...

Odpowiedz
#76
A teraz poużalam się troszkę nad czymś co mnie niezmiernie wku... denerwuje.

Mianowicie poszedłem pewnego sobotniego popołudnia do Media Markt z zamiarem przekopania wszystkich płyt dvd w poszukiwaniu tej jednej, godnej zakupu (btw nie wiedziałem nawet, że trylogia Indiany Jonesa potaniała do 150 zł). Traf chciał, że zawędrowałem również w okolice półek z grami komputerowymi. I co tam zobaczyłem? "Reservoir dogs". Własnym oczom nie wierzyłem póki nie dotknąłem tego czegoś. Powiedzcie mi, po jaką cholerę mam wiedzieć co tak naprawdę się wydarzyło podczas napadu na jubilera, skoro cały film opierał się na tym, że dokładnie nie wiadomo co tam się stało? (Tak wiem, jeżeli nie wiadomo o co chodzi, to chodzi o pieniądze). A tagline owej gry już kompletnie zbił mnie z tropu: "Wciel się w psychopatę lub profesjonalistę" (mamo ratuj...). Przecież to istny gwałt na fabule filmu. I czego możemy się jeszcze spodziewać po idiotycznych adaptacjach "Ojca chrzestnego" i "Człowieka z blizną" na komputery i konsole? "Goodfellas" ? Czy może "Dawno temu w Ameryce", czyli co robił Noodles w trakcie 35 lat swojej nieobecności? Najgorsze jest to, że twórcy gier wywęszyli tu żyłę złota i nic nie zapowiada tego, aby zaprzestali tych bezeceństw...

A może to po prostu moje urojenia? Poprze mnie ktoś?

Odpowiedz
#77
Z zasady jest tak: gry na podstawie filmów są równie denne, jak filmy na podstawie gier. Wiem, bo gram sporo i sporo oglądam.

Odpowiedz
#78
Gra nie wyjaśnia tak wiele. Jest moment gdy ginie Eddi Bunker, jest porwanie gliniarza i wyjazd po frytki Mr Blonda :twisted: . Nie wiem o co te pretensje, nie chcesz to nie grasz. Robią gre - ok, ale przyznasz że sam film to troche za mało żeby oprzyć na tym nawet głupią strzelankę. Musieli dodać coś od siebie (niektóre dialogi mogłyby się znaleźć w filmie, są naprawde niezłe). A tak wogóle to wyszła gierka bardzo średnia, ma zaledwie kilka fajnych patentów i mnóstwo błędów. Za to zaletą jest soundtrack, podczas etapów jeżdżonych (kiepskich) słychać kazdy utwór z filmu. No i jeszcze ta bezsensowna brutalność (zgadnijcie co z zakładnikiem robi Blond). Mnie jakoś dziwnie wciagnęło pokazanie historii każdego z gangsterów osobno i chyba o to chodziło.
get ready for suprise...

Odpowiedz
#79
Cytat:Nie wiem o co te pretensje, nie chcesz to nie grasz.

Tego typu gry burzą według mnie całą fabułę filmu, misternie układaną przez scenarzystów. Mr Blond po napadzie zdążył kupić frytki i colę, ba! nawet zabrać ze sobą gliniarza jako zakładnika. W filmie czuję pewien podziw dla niego, tym bardziej, że zastanawiam się jakim cudem on to zrobił, w grze podali mi wszystko jak na tacy. Ale masz rację- nie chcę to nie gram, mogę jedynie wyrazić swój negatywny stosunek do tego typu projektów (czyli m.in. dalszych losów Tony'ego Montany w grze "Scarface").

Odpowiedz
#80
Wieść gminna niesie, że Michael Mann osobiście nadzoruje produkcję "Gorączki" na konsole i PC. Sflaczałem po usłyszeniu tej nowiny.

Odpowiedz

Digg   Delicious   Reddit   Facebook   Twitter   StumbleUpon  








Użytkownicy przeglądający ten wątek:
Bea, yawning, 1 gości