Gry dalekie od ideału, ale fajne; niedoceniane itp.
#41
Kane & Lynch 2 ogrywam w oczekiwaniu na dostawę GTA5. I jeśli GTA5 nie będzie naprawdę w pytę, to KL2 pozostanie najlepszą gierką gangsterską poprzedniej generacji. Po prostu rewelacja, którą zjechano jak burą sukę za... w sumie nie wiem za co. Grafika jest przepiękna i pełna szczegółów; nigdy nie widziałem tak żywego, prawdziwego odwzorowania realnego świata. Fabuła ponura i brutalna. Postaci i dynamika między nimi - cymes. Voice acting - jeden z najlepszych w grach. Strzelanie bardzo satysfakcjonujące. No i Lynch to Waingro. 10/10

[Obrazek: 1221475-kl2_dec_02.jpg]

Odpowiedz
#42
To ja może wspomnę o Severance: Blade Of Darkness z 2001 roku (w Hiszpanii znana pod tytułem Blade: The Edge Of Darkness). Wiele osób zna tą grę, sporo z nich ją ceni, ale i tak rzadko kto o niej wspomina. Hiszpanie z Rebel Act Studios wyczarowali prawdziwą perłę, która w tamtych czasach biła wszystkie gry z tego gatunku na głowę, wyprzedzając je o lata.

Po pierwsze - klimat. Wspaniałą atmosferę buduje tutaj muzyka, świetnie dobrana do tego brutalnego świata. Jej twórca - Oscar Araujo - doskonale uchwycił temat i dał nam score, który przesiąknięty jest lochami, grozą, stalą, fortecami i krwią. Pamiętam, że muzyka zrobiła na mnie takie wrażenie, że odnalazłem ją w folderze z grą i wypaliłem sobie na płytkę. Do niektórych utworów do dziś wracam z przyjemnością.

Po drugie - imponujące efekty graficzne, potęgujące tenże klimat. Nie chodzi tutaj wcale o to, że ogólnie grafika stała na niebotycznym poziomie. Sama w sobie nie była może aż tak świetna, gdyby nie to, że świetne były zawarte w niej detale. Dynamiczne cienie, fizyka, oświetlenie oraz woda (spójrzcie na te odbicia) - kto grał, ten wie, że to wszystko stało na najwyższym poziomie i wciągało w świat gry jeszcze bardziej, przy okazji dając nieźle popalić ówczesnym kartom graficznym. Była to jedyna gra, która osiągnęła tak zaawansowane efekty graficzne, wykorzystując DirectX 7.

Po trzecie - system walki. Mieliśmy cztery postacie do wyboru, każda rzecz jasna preferowała inny styl i miała inny zestaw ruchów oraz inne możliwości. Już samych ciosów zwykłych było kilka, każda postać posiadała też ciosy specjalne, poza tym różne bronie miały różne kombosy - wszystko to oferowało multum możliwości. Nasza postać dostawała punkty expa za ubitych wrogów i poprzez levelowanie dostawaliśmy dostęp do coraz to mocniejszych ciosów i kombinacji. Sama walka była krwawa i brutalna, możliwe było odcinanie kończyn czy też dekapitacje, robiło się także uniki, lock-on na przeciwniku, blokowało tarczą i bronią - po prostu cymes z gęsto lejącą się juchą. Otoczenie w postaci skrzyń i beczek było zniszczalne, same tarcze także ulegały zniszczeniu, a no i przedmiotami dało się rzucać (np. mogłeś zatłuc zombiaka dopiero co odciętą mu łapą, rzucać odciętymi głowami, podpalić wroga rzuconą pochodnią). Samo strzelanie z łuku było ciekawie rozwiązane, nie było żadnego celownika, trzeba więc było dobrze wyczuć cel, a strzał nie mieliśmy nigdy za wiele. W tym miejscu chcę tylko nadmienić, że do tej pory w grach ciężko znaleźć tak spójny i ciekawy system walki. Dwa tytuły są tutaj na równi z Blade Of Darkness - Dark Souls oraz Dark Messiah Of M&M, ale nie zapominajmy, co było pierwsze. Gdybym miał opisać system walki jednym słowem, byłoby to słowo satysfakcjonująca. Jak diabli.

Po czwarte - świat gry, czyli same pyszności. Zwiedzimy starodawne, zapomniane fortece, lochy, jaskinie, tajemnicze świątynie, zamki, kuźnie, grobowce - miód i malina. Level design z malutkimi wyjątkami stoi na wysokim poziomie od początku do samego końca, widać tu mnóstwo solidnej pracy i jeszcze więcej włożonego serca. Dodać też należy, że każda postać posiada inną lokację startową. Poza tym nie tylko napotkani wrogowie stanowili problem, samo otoczenie też nam nieraz dawało popalić.

[Obrazek: 766672.gif]

Po piąte - przeciwnicy. Nie ma niezliczonej ilości udziwnionych wrogów, są za to dobrze wykonani i potrafią nieźle walczyć. Przeciwko nam staną łucznicy, ogromna ilość orków, kościotrupy, zombie, rycerze, gobliny, golemy. Głównie klasyka, przełamywana czasem czymś bardziej egzotycznym. Są też rzecz jasna bossowie, ale tutaj nie chcę spojlerować, powiem tylko tyle, że potrafią zaskoczyć. AI wrogów jest chaotyczne, raz działa nieźle - atakują w trójkę i każdy z innej strony, innym razem kiepsko - naparzają przypadkowo w siebie, po czym zaczynają walczyć sami ze sobą.

Po szóste - brak prowadzenia za rączkę. Narrator coś tam napomknie o celu, zostajesz rzucony na głęboką wodę bez zbędnych wyjaśnień i...baw się dobrze. Szukaj. Eksploruj. Morduj. Giń. Ucz się. Znowu zabijaj. Coś wam to przypomina?

Ciekawostka: Severance posiada ciekawy system sejwów. Czym częściej zapisujesz, tym mniejszą ocenę końcową dostaniesz, więc to jest swoisty sposób motywacji na rzadszy checkpoint, ale możesz rzecz jasna zapisywać kiedy się żywnie podoba. To taki Dark Souls dziesięć lat wcześniej, na poziomie easy.

Co sprawiło, że gra nie odniosła oczekiwanego sukcesu i nie było o niej bardzo głośno? To, co prawie zawsze drodzy panowie - słaby marketing. Studio spędziło także nad grą zbyt wiele czasu, w Hiszpanii porównywali tą sytuację do powstającego w męczarniach DNF. Kilka elementów było wyraźnie niedokończonych, planowano wdrożyć magię i ulepszyć samą fabułę. No właśnie - fabuła jest tutaj kiepszczawa i w takiej formie jest tylko pretekstem do przechodzenia kolejnych poziomów. Nie liczcie więc na pochłaniającą historię, ta gra buduje przywiązanie poprzez czysty gameplay. Ot, znaleźć klucz do wielkich wrót, przenieść jakiś element, przesunąć dźwignię, zabić tych i tamtych, powtórzyć w nieco innej formie - tak to wygląda, ale w końcu to action hack&slash. Wielu graczy odbiło się od gry, stwierdzając, że jest zbyt trudna i ma zbyt wysoki entry-level, wielu recenzentów nie doceniło tego dzieła, wystawiając średnie noty. Jasne, nie jest to gra idealna, AI nie jest idealne, historia jest do dupy, kamera w trakcie walki potrafi czasami zaszaleć, zakończenie ssie, ale na Odyna - dajcie jej szansę, a nie pożałujecie (tym bardziej, jeśli kochacie Rune). Tylko nie porównujcie jej do obecnych tytułów, to byłoby wysoce krzywdzące, sami wiecie najlepiej ile się w tej branży pozmieniało od 2001 roku. Podsumowując, dla mnie w top 15 najlepszych gier w jakie kiedykolwiek grałem, marzy mi się porządnie wykonany remake. Prawdziwy underdog classic.

Samo studio Rebel Act już nie istnieje, jednakże chłopaki się skrzyknęli i po jakimś czasie utworzyli w San Sebastian MercurySteam, dając nam takie gry jak Scrapland czy też serię Castlevanii (i tu uwaga - ten sam kompozytor muzyki co przy Severance). Reszta ekipy utworzyła Digital Legends i robią głównie jakieś popierdółki mobilne (m.in. przenoszą Battlefielda na iPhone'a).

Gra jest całkiem modowalna i dziś, choć nie zestarzała się tak bardzo jak inne tytuły sprzed 14-15 lat, potrafi po ulepszeniu wyglądać tak:

[youtube]http://www.youtube.com/watch?v=Kr8_j-kaW3A[/youtube]

Zagrajcie, a możliwe, że przejdzie wam dreszcz po plecach, gdy będziecie w ciemnym tunelu, brnąc w wodzie po pas, powoli przedzierać się z pochodnią w ręku i zobaczycie nagle w oddali wyłaniające się spod powierzchni wody zombie.



Listen to them. Children of the night. What music they make.

Odpowiedz
#43
Dziwie sie sobie, ze jeszcze nie napisalem tutaj o Vampire the Masquerade: Bloodlines, bo to idealny kandydat na grę pozornie daleką od ideału. Jeden z najlepszych cRPGów jakie kiedykolwiek powstały, a przy tym zdecydowane TOP 3 moich ulubionych i czasem zastanawiam się czy nie zajmuje w tym zestawieniu miejsca pierwszego.

[Obrazek: Vampire_-_The_Masquerade_%E2%80%93_Blood...verart.png]

Nie chce sie rozpisywać za dużo, bo podejrzewam, ze kto ogarnia RPGi to juz gral, a kto nie to pewnie po to nie sięgnie. Gra ma dużo błedów, które musieli poprawiać fani (Activision popędzało twórców, Troika Games, przy tworzeniu, a ostatecznie studio upadło), niedoskonały system walki, kiepawe zakończenie (obstawiam, że skończyła się kasa na dopracowanie), a etap w kanałach to mordęga.



ALE MA TYLE ZALET DOBREGO RPGA, ŻE BANIA MAŁA.

Przede wszystkim gra jest na silniku Source, więc mamy wspaniale animowane twarze - chyba do dziś nie widziałem równie ekspersywnych, a przy tym i charakterystycznych gęb w grach. Mało tego - bohaterowie gestykulują! Brzmi to jak nic, ale rzadko w RPGach FPP spotykam coś takiego, jak postacie gestykulujące, ruszające się, machające głową czy patrzące nagle spode byka w jednej rozmowie. Zwykle mimika twarzy jest w miare dobrze oddana, ale nie ma w niej duszy i życia, którego w postaciach z Bloodlines jest mnóstwo. Co jest zabawne, bo gra opowiada głównie o wampirach.







No i wlasnie. Umiejscowienie akcji w ponurym wspołecznym Los Angeles na mapie z papierowego RPG Świata Mroku było strzałem w dziesiątke. Ja zdecydowanie wole klimat współczesności - bliska przeszłość, bliska przyszłość, teraźniejszość. Los Angeles w VTMB jest niewątpliwie wykręcone - poza oczywistymi żyjącymi tu i ówdzie wilkołakami, wampirami różnego rodzaju, duchami czy jeszcze innymi potworami, można się natknąć na przeróżnych dziwaków, nie tylko psychopatów, ale również tych poczciwych z mniej nikczemnymi zamiarami.

Wszystko oczywiście dzieje się w nocy oświetlone jedynie sztucznym światłem, na ulicach stoją prostytutki, a w wielopiętrowych garażach gangi robią swoje interesy. Przemierzając świat pełen szarych, ciemnych ulic i kolorowych neonowych klubów, z głośników w świecie gry dobiegają nas często kawałki z gatunków, których zwykle nie trawie w stylu goth metal, ale i tych, które trawie bardziej czyli różnego rodzaju elektronika. Do tego jest też świetny klimatyczny OST uzupełniający niepokojącą atmosferę pogrązonego w mroku miasta.



Bo tutaj zawsze czuć niepokój i tajemnice. Niewazne czy gadasz z dowcipnym, karykaturalnym grubasem sprzedającym broń z vana, czy z wampirem, który ongiś walczył w armii Napoleona. Zawsze jest to poczucie, że coś się ma zaraz wydarzyć – najczęsciej coś złego. Fascynujące uczucie wiszącego nad naszą głową wielkiego topora – zagrożenia, które może przyjść w każdej chwili.

Mimo to gra ma mnóstwo humoru. Często czarnego jak smoła, czasem mniej. Twórcy tej gry to Jason Anderson, Leonard Boyarsky i Tim Cain (ten trzeci najmniej), czyli wszyscy panowie, którzy pracowali przy Falloutach. Także podobnie jak w Falloutach znajdziemy tutaj satyre na życie, polityke, bunt, nawiązania do filmów i popkultury ogółem. Czasem też humor jest bardziej absurdalny (np. gdy gra się wampirem reprezentującym klan Malkavian, którzy są szaleńcami i w grze przyjdzie nam na przykład nawiązać ze znakiem Stop dialog który przerodzi się w kłótnie). Wspominałem o problemie z zakończeniem i jego wadą jest to, że też jest nieco żartobliwe i, z braku lepszego określenia, trollingowe. Choć ono rónież jest pewnym komentarzem, niemniej chyba nie do końca efektywnie zrealizowanym.

Oprócz tego, że postacie dzieki technologii ożywają, to gigantyczną zaletą Bloodlines są dialogi. Tak dobrze napisane rozmowy widziałem w mało której grze. Postacie mówią naturalnie, realistycznie i w specyficzny sposób – każda ma swój własny charakter i czuć go w każdym zdaniu. Ich teksty bywają bardziej poetyckie, ale w taki sposób, jak bywają dobre dialogi w filmach. Tworcy nie boją się też popieprzyć i doprowadzić wymiany zdań soczystą „kurwą” albo innym równie smacznym bluzgiem. Nigdy nie brzmi to sztucznie, a właśnie idealnie uzupełnia Świat Mroku.

Mógłbym jeszcze napisać o takich rzeczach, jak fajne wykorzystanie umiejętności (np. mozliwość manipulacji wampirzą magią podczas rozmów), czy całkiem przerażające niektóre misje, ale to wszystko to, co powinniście odkryć sami, bo gra jest pieprzonym arcydziełem, które ma pare rys na okładce.

[Obrazek: 3v61.jpg]
Ja nie mam tego problemu – gry po prostu nigdy nie usuwam z komputera. :)
#ChristopherLOLan #ChristopherTrollan


Odpowiedz
#44
Aż muszę zawtórować, bo Bloodlines, to absolutna czołówka rolplejów mojego życia. Odkryłem go stosunkowo późno, ale emocje, jakie we mnie wzbudził, są nie do podrobienia. Zazwyczaj tego typu odczucia są związane z nostalgią do danego tytułu (over the top emocje itd.), ale w tym przypadku to całkowita zasługa absolutnie genialnej atmosfery. Jest to jedna z 2-óch (słownie: dwóch) gier, która sprawiła, że zapragnąłem żyć w jej świecie. Tą drugą jest "Deus Ex" - swoją drogą mającą niejedną cechę wspólną z Bloodlines.

Gra ma setki pomniejszych smaczków, ale zdecydowanie wybija się klimat. Świat wampirów jest niemalże namacalny. Faktycznie można poczuć, że funkcjonuje się w tym uniwersum. Także za sprawą tego, że, jak za starych dobrych czasów, nikt nie prowadzi gracza za rączkę. Złapałem się na tym, że faktycznie musiałem kombinować, jak rozwiązać pomniejszy tylko quest. Doszło do włamywania się do biur, szperania w komputerach, namierzania NPC-ów, itp. Satysfakcja z rozwiązania takiego zadania jest jedyna w swoim rodzaju. A propos zadań, są fajnie zróżnicowane i wciągające jak diabli. Misji w opuszczonej posiadłości nie zapomnę jeszcze bardzo długo (mocniejsza niż nie jeden dreszczowiec z wyższej półki).

No i muza. Crov zapodał wyżej dobry kawałek, ale moim ulubionym jest ten:

I do not believe in the creed professed by the Jewish Church, by the Roman Church, by the Greek Church, by the Turkish Church, by the Protestant Church, nor by any church that I know of. My own mind is my own church

Odpowiedz
#45
A mnie się zawsze wydawało, że ta gra jest mocno doceniona, zebrała raczej bardzo dobre oceny i teraz jest pozycją klasyczną :)

Odpowiedz
#46
Moze ty ją doceniłeś? ;) Próżno jej szukać w mejnstrimowych zestawieniach najlepszych RPGów (zwłaszcza na wyższych miejscach; np. tutaj jej nie ma W OGOLE http://uk.ign.com/top/rpgs/100 choc sa naparwde dziwne tytuly), a i sukcesu kasowego nie odniosła (o czym świadczy zamknięcie Troika Games). W niszowym świecie fanów prawdziwych RPGów (mam na myśli ludzi, którzy mówiąc "świetny RPG" nie myślą np. "Fallout 3" czy "Mass Effect") moze i jest znany, ale to tyle. No i ma wady - głównie techniczne. Jest piękna merytorycznie, ale jej mechanika i realizacja nie jest idealna (aczkolwiek ja ją kocham pomimo tych wad, albo moze nawet dzięki nim :P).
#ChristopherLOLan #ChristopherTrollan


Odpowiedz
#47
Tak, doskonale kojarzę Vampires, także Redemption. Przy pierwszym podejściu nie skończyłem gry z powodu błędów technicznych, przy drugim (jakieś 4 lata temu) zainstalowałem ten fanowski patch i było już o wiele lepiej. Prawdziwe rpg pełną gębą, z jednym z ciekawszych drzewek rozwoju jakie widziałem. Wciągający świat, dobrze napisane postacie, różnorodne zadania i niezła intryga główna. Gorzej już pod względem mechaniki rozgrywki, po przejściu około 3/4 gry odczuwałem spore znudzenie repetytywnością gejmpleju. Problemem jest także to, że nie przepadam za wampirami jako tematem ogólnie, więc dla mnie to była raczej gra w stylu przejść i odhaczyć (co innego Deus Ex). Ktoś przeszedł grę jako kanalarz-Nosferatu? :)

@Crov IGN to nie jest poważny portal o grach.
Listen to them. Children of the night. What music they make.

Odpowiedz
#48
Za wiki:

Cytat:In 2004, IGN named Bloodlines the Best PC RPG of that year and GameSpy called the "Ocean House Hotel" quest the Level of the Year.[64] In 2005 Computer Gaming World called it the Role Playing Game of 2004, saying that it offered "a deep, balanced character creation system, a truckload of interesting quests, a good story and great NPCs to interact with."[65] In 2006 PC Zone listed Bloodlines the seventh-best PC game which people were unlikely to have played, calling it the "best buggy game ever released".[66] In 2007 the game was 80th on PC Gamer '​s list of its top 100 games, and in 2013 PCGamesN called it the seventh-best PC role-playing game

Czyli dobrze pamiętam, że gra została odpowiednio doceniona, natomiast w czasie premiery była dziurawa jak fabuły filmów Nolana, stąd raczej różne oceny. Tytuł na liście "kiedyś wypadałoby".
Im częściej na mnie kamieniem rzucicie,
sami złożycie stos - - stanę na szczycie.


Grastroskopia - Bortal dobrze wpływa na trawienie gier


Odpowiedz
#49
(12-11-2014, 17:31)Fanatik napisał(a): Tak, doskonale kojarzę Vampires, także Redemption. Przy pierwszym podejściu nie skończyłem gry z powodu błędów technicznych, przy drugim (jakieś 4 lata temu) zainstalowałem ten fanowski patch i było już o wiele lepiej.
No i wlasnie, dziękuje. Stąd jej miejsce w grach "dalekich od ideału, ale niedocenianych". :) W ogole przy oryginalnej pudelkowej wersji gry nie dało się tej gry nawet przejść, bo po jednej misji wszystko się psuło. No cóz, Troika to ludzie, którzy stawiali na merytoryczną stronę większy nacisk. Mysle, ze ostatecznie jednak to zaplusowało.

Generalnie dla mnie nie ma znaczenia, czy będziemy teraz dochodzić co to znaczy "niedoceniane", grunt, zebyscie grali w VTMB. ;)

(12-11-2014, 18:24)Gambit napisał(a): Możecie mi podpowiedzieć jak się nazywa ten fanowski patch do Bloodlines? No i czy gra pójdzie jakoś na win7?
No mnie chodziła na Win 7 bez problemów. A co do patcha to z tego co pamietam robi go Wesp5 i mozna go znalezc tu: http://www.patches-scrolls.com/vampire_bloodlines.php Ale chyba sa juz nawet nowsze wersje, w tym takze jakies ze spolszczeniem. Wystarczy wpisac w google tytuł + unofficial patch i znajdziesz szybko.

#ChristopherLOLan #ChristopherTrollan


Odpowiedz
#50
Z tego co pamiętam, to Redemption było konkurencją dla Diablo 2, więc gra przeszła niezauważona, zgnieciona została przez diablo . Grałem i w sumie się nie dziwię, bo o ile wykonanie i fabuła nie była taka zła, to system walki był do dupy, do tego mnóstwo błędów. Znudziła mnie.

Jeśli chodzi o VTMB, to gra przezajebista, niestety nie ukończyłem z powodu beznadziejnego kompa i optymalizacji samej gry, za bardzo się cięła, odbierało to przyjemność z gry, więc zostawiłem sobie ją na później, do dzisiaj nie wróciłem, ale kiedyś ją jeszcze odpalę. Ambitne to studio było.

Lokację z nawiedzonym hotelem pamiętam do dzisiaj:).

Odpowiedz
#51
Wszyscy łupią w Wiedźmina, a ja sobie przycinam w Dragon's Dogma i dziwię się, że nikt nie próbował podrobić / powielić rozwiązań z tej gry. Bo choć technicznie czy nawet projektowo jest daleka od ideału, to ma parę takich patentów, które powinny być standardem.

Przede wszystkim system "pawnów", czyli swoistych "golemów" - niby-ludzi bez własnej woli. Jednego takiego tworzy się jako towarzysza na całą grę; opcji tak samo dużo jak przy budowie własnej postaci. Mnie na przykład towarzyszy Christopher Walken. No i gość to taki pomagier z bardzo dobrym AI, ale najlepsze jest to, że można go "wypożyczać" online i pożyczać innych cudzych pawnów, a potem odsyłać z prezentem czy podziękowaniem dla właściciela. Najlepsze, że będąc na misjach, pawny uczą się tego, co widzą - mogą więc wrócić z lepszą znajomością taktyk na jakiegoś przeciwnika czy wskazówką o tym, gdzie leży skarb. To jest GENIALNE i powinno być wszędzie.

Inna rzecz: ogromni bossowie. Ich nie tnie się po kostkach, jak w Dark Souls. Trzeba (można) się na nich wspiąć i np. tłuc w rękę albo gardło. Bez QTE - wszystko w real time! Genialny, przegenialny system. Mozna wskoczyć na smoka i zostać wyniesionym na parę km w górę - lepiej wtedy nie spaść z grzbietu.:) Nigdy nie widziałem lepiej rozegranych bossów.

Jest też nietypowy system levelowania (leveluje się klasy, czyli "powołania", które z czasem można zacząć dowolnie zmieniać, i umiejętności w tych klasach). Jest mocno zręcznościowa, szybka walka. Pierdyliard przedmiotów do znalezienia i połączenia w inne przedmioty. Jest dość ciekawy punkt wyjścia dla fabuły (smok wyrywa ci serce, odzyskaj je). Jest świat teoretycznie trochę mniejszy niż Skyrim, ale wydający się o wiele większy dzięki temu, że nie trafiamy co pięć kroków na kolejne Ważne Miejsce. Jak już trafiamy do miasta, to to jest MIASTO, duże miasto, a nie jak w Skyrimie - wiocha z pięcioma domami udająca metropolię. Jest wreszcie NOC, która jest NOCĄ - ciemno w chu, niebezpiecznie, trzeba mieć latarnię (!) i uzupełniać ją olejem (!!), bo inaczej przerąbane. Klimat jak skurwesyn.

Wady też są. Widoki są fajne, ale szczegóły rysują się zbyt blisko (poza trawą - jej rysowanie naprawdę dobrze zaprogramowano, nie jak w TES, gdzie rysuje się ściana trawy na 10 m przed postacią). Dialogi są skąpe, ale to mi się w sumie podoba, bo nie lubię przegadanych gier. Miasta są trochę martwe - za mało tu efektów dźwiękowych, które ożywiłyby te miejsca. Muzyka jest świetna - kiedy jest, bo włącza się (zbyt) rzadko. Jest cykl dobowy, ale pogoda się nie zmienia. Szybka podróż niby jest, ale droga jak cholera - choć jeszcze mi to nie przeszkadza...

Ogólnie: mnóstwo tu wad, ale ta gra nieziemsko wciąga, ma klimat, można się w niej poczuć jak podróżnik. To nie ideał - dałbym z 7+/10, może 8 - ale ma patenty tak absolutnie świetne, że choćby Wiesiek powinien je bezczelnie zerżnąć. Bo to właśnie w Dragon's Dogma można ZAPOLOWAĆ na potwory, naprawdę się z nimi zmierzyć i poczuć, jak inna jest walka z nimi od walki z innymi przeciwnikami.

Słowem: polecam. Nawet mimo tego, że na ekranie tytułowym gra przezabawnie tandetny j-pop (po którym nie ma śladu we właściwej grze).

[Obrazek: 2012_5_31_16_45_15.jpg]
[Obrazek: 14.jpg]
[Obrazek: 1947451-626515_20120530_001.jpg]
[Obrazek: Dragons-Dogma-1.jpg]

Odpowiedz
#52
sadzac po jpopie w menu glownym obstawiam, ze grasz w zwykle dragon's dogma, ktore jest gorsze do wydanego pozniej dark arisen. glownie ze wzgledu na to, ze szybka podroz jest cholernie droga, a z czasem staje sie to prawdziwym utrapieniem, jak trzeba dymac przez cala mape, by wykonac questa. w dark arisen ceny kamieni sa duzo tansze, wiec nie stanowi to wiekszego problemu, chociaz i tak szybka podroz mozna bylo rozwiazac lepiej. oprocz tego sam dodatek dark arisen jest fajny, bo zawiera klimatyczna miejscowke z nowymi bossami :P no i title theme bardziej pasuje do klimatu gry:

a sama gra oczywiscie bardzo fajna. nie liczac drobnych wpadek, jeden z lepszych rpgow poprzedniej generacji, ktorego konczylem z przyjemnoscia, cieszac sie jak dziecko podczas ogladania efektow rzucanych czarow (tornado miotajace przeciwnikami, czy deszcz meteorytow to cos pieknego).

Odpowiedz
#53
Ano w zwykłego, jak zamawiałem to nie wiedziałem że jest coś takiego jak Dark Arisen. Nie wiesz, czy da się przejść na DA i kontynuować tą samą postacią i od tego samego miejsca?

Odpowiedz
#54
w internetach pisza, ze sie da, ale osobiscie nie moge tego potwierdzic, bo od razu gralem w dark arisen. zreszta dark arisen to po prostu dodatek do podstawki (ze startowej wioski wyplywasz noca z molo na wyspe dodatku), tyle ze jak to capcom ma w zwyczaju, wydany na plycie wraz z podstawka po pelnej cenie. niezgodnosc bylaby pewnie gdybys gral w wersje cyfrowa, a przesiadl sie na plytowa, bo akurat z niewiadomych przyczyn wiele gier tak ma, ze obie wersje traktowane sa jak odrebne tytuly (fuck logic).

jesli dopiero zaczales, to serio lepiej przyatakuj DA, bo w pozniejszej fazie gry bedziesz sie cholernie frustrowal, juz w DA ta slabo rozwiazana szybka podroz boli, wiec w podstawce to musi byc tragedia (wystarczy poczytac komentarze, ludzie na to strasznie psioczyli).

ps. nie wiem, czy dbasz o pucharki, ale jesli lubisz wyciskac z gry, co tylko sie da i nie pomijasz dodatkowych questow, to zawczasu zaopatrz sie w poradnik, bo tutaj cala mase questow mozna zwyczajnie przeoczyc (wraz z postepami w fabule blokuje sie dalszy dostep do nich), a ze czesc zadan laczy sie ze soba tworzac poboczne watki, to bardzo latwo stracic cala dodatkowa sciezke fabularna, ktora sie z nich sklada.

Odpowiedz
#55
Fuck, dopiero co wydałem 30 peelenów na podstawkę, DA kosztuje 50-60... Chyba pomęczę się.:) A tę szybką podróż to powinni po prostu patchem załatwić, skoro chodzi tylko o cenę tego kamienia teleportacji.

A co do poradników, to nie przepadam. Wolę sam zwiedzać i odkrywać. Musiałbym się gdzieś zaciąć, żeby szukać wskazówek.

Odpowiedz
#56
opchnij podstawke, kup DA :)

a co do poradnikow, to mnie tylko chodzi o to, bys sobie sprawdzil, na jakim etapie fabuly masz dostep do danych questow, bo wierz mi, bardzo latwo je przeoczyc. wykonasz 1-2 pierwsze zadania fabularne i juz tracisz kilka questow dodatkowych, ktorych nie da rady wykonac, az do ponownego rozpoczecia przygody. dodatkowo pominiecie tych pierwszych questow blokuje dostep do kolejnych, ktore byly z nimi powiazane, co z kolei prowadzi do tego, ze do niektorych miejscowek zwyczajnie nie wejdziesz :)

Odpowiedz
#57
Czyli innymi słowy mówisz, żebym najpierw robił misje poboczne, a potem fabularne?:) Poszukam takiego poradnika, czemu nie.

Odpowiedz
#58
mniej wiecej :) tutaj masz ladnie rozpisane, kiedy dane questy sie aktywuja i dezaktywuja: http://dragonsdogma.wikia.com/wiki/Category:Sidequests

Odpowiedz
#59
Szukam jakiegoś fortu położonego daleko poza znanymi mi terenami. Sporo trudnych wrogów. Do celu jeszcze spory kawałek. Zapada wieczór. Wracać czy nie? Daleka droga z powrotem... Co tam, ryzykuję. Może się uda. Ściemnia się, więc zapalam kaganek. Wkrótce jest tak ciemno, że widzę tylko na kilka metrów przed siebie - gdzieś tam daleko ledwo widać czarne zarysy drzew na niemal równie ciemnym niebie. Drogą się rozdziela; nie wiem, która ścieżka zabierze mnie do celu. Ryzykuję - idę w prawo. Okazuje się, że wchodzę w gęsty las; ciemność dookoła jest totalna. Idę praktycznie na oślep. Nagle zatrzymuję się. Coś majaczy kilka metrów przede mną. Skała? Dotarłem do nieprzekraczalnej przeszkody? Podchodzę trochę bliżej...

O do kroćset fur beczek!, TO GŁOWA SMOKA WIELKIEGO JAK SKURWYSYN!

Potwór budzi się, zauważa mnie, wzbija się w powietrze i zionie strumieniem ognia, oświetlając las i podpalając krzewy. Kiedy ogień gaśnie, wraca ciemność. Słyszę trzepotanie ogromnych skrzydeł, ale nie wiem, gdzie skurczybyk jest. Uciekam na oślep. Mój towarzysz pada, wracam żeby mu pomóc, uciekamy dalej.

W końcu udało się. Bezpieczne miejsce. Czekam do świtu, nie warto zapuszczać się w las nocą.

Wspominałem już, jaka zajebista jest Dragon's Dogma?:) Takich wrażeń podczas eksploracji i starć z potworami powinien dostarczać Wiedźmin. Jeśli tego nie robi - jest gorszy niż DD. I tyle. BTW: efekty świetlne w nocy, zwłaszcza ziejący ogniem smok, są powalające. Gra pozwala robić screeny - żałuję, że nie pomyślałem o tym, ale byłem zbyt zajęty spieprzaniem.

 

 

Odpowiedz

Digg   Delicious   Reddit   Facebook   Twitter   StumbleUpon  








Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości