Homofobia, tolerancja, ustrój i Bóg - wątek światopoglądowy
Jezeli chodzi o media to jeszcze bonus od JBP:



Everything is far right.

Tutaj musze natomiast poklepac Guardiana po plecach:

There is much more to be said about Jordan B Peterson. He is a strange mixture of theologian, psychologist, conservative, liberal, wit and lay preacher. He’s a powerful advocate of the scientific method who is not a materialist. He can go from cuddly to razor sharp in a beat. His primary concern, however, which underpins nearly everything about him, is the defence of the individual against groupthink, whether on the right or the left.

https://www.theguardian.com/global/2018/jan/21/jordan-peterson-self-help-author-12-steps-interview#comments

(ok)
I drive truck, break arms, and arm wrestle. It's what I love to do, it's what I do best.

Odpowiedz
(11-02-2018, 08:00)Bucho napisał(a): Te same media, ktore propsuja wsrod progresywnych niedojebow wersje, ze "Trump is literally Hitler" bija gromkie brawa dla podlanego krwia milionow zamordowanych obywateli komuszo-totalitarnego wiezienia, ktorego przedstawicielka jest Pani Muminkowa. Piekne :)

No, to propsowanie siostry Kima, to jest jeden z najbardziej karykaturalnych i depresyjnie wręcz absurdalnych przykładów hipokryzji mainstreamowych mediów.

Ten moment, gdy Twoje partisan zjebanie jest tak silne, że chcąc dojebać konserwatywnemu prezydentowi, propsujesz rodzinkę totalitarnego reżimu. Opression radar komuś się wyraznie zjebał. Bo z jeden strony siostra tyrana i członkini dynastii mordującej ludzi na skalę przemysłową i zakładających Gulagi. A z drugiej kobieta, reprezentant anty-kapitalizmu i ktoś za pomocą kogo, mozna dowalić Trumpowi. Wskazniczek na radarze "virtue signal" wyraznie nie wiedział, w którą stronę się przechylić.
This is not Warcraft in space!

Odpowiedz
Ale przynajmniej nie jest białym heteroseksualnym mężczyzną, więc co z niej za Hitler!
#ChristopherLOLan #ChristopherTrollan


Odpowiedz
Bo mamy 2018 rok. Jeżeli Marvelowski Thor może być kobietą, to Hitler może być azjatycką babą ;)
This is not Warcraft in space!

Odpowiedz
So you're saying all Asian women are like Hitler?
#ChristopherLOLan #ChristopherTrollan


Odpowiedz
A Jednostka 731 i Nankin to co :)?

Odpowiedz
(11-02-2018, 02:55)Bucho napisał(a): @@@

"Kurdowie wzięli do niewoli 15 obywatelek Niemiec, które walczyły w Syrii po stronie tzw. Państwa Islamskiego. W kurdyjskich obozach jenieckich przebywa już ponad 800 cudzoziemek, które z bronią w ręku wspierały islamistów. Organizacja Human Rights Watch apeluje o to, by kobiety mogły wrócić do swoich krajów.
Jakie to piękne :)

"Oprócz Niemek w obozie jenieckim w północnej Syrii przebywają też Francuzki, Brytyjki, obywatelki Belgii i Turcji, a nawet Kanady i Australii. Wiele trafiło do niewoli razem z małymi dziećmi, których los - według działaczy praw człowieka - jest szczególnie ciężki."



Jak ja cię dzieciak rozumiem, hej, usłysz mnie Khamûl mordo,
raz chciałem zrobić replikę Lothlórien, co wyszło? Wyszedł mi Mordor.


Odpowiedz


Trudeau robi to z premedytacja, on dobrze zdaje sobie sprawe co islamisci soba reprezentuja...tylo, ze on i jemu podobnym, krwistoczerwonym lewakom jest to na reke, bo oni nienawidza zachodu (yep) nie mniej niz islamisci wlasnie. Dla nich zachod = imperializm, a wiec z zalozenia traktuja muzoli jak swoisty proletariat walczacy z zachodnia bestia.


Co do Kim Yo-jong jeszcze to byloby zabawnie, gdyby KimDzo ja odjebal, bo uznal medialne propsowanie jako oznake jej zdrady/ze strachu, ze jej popularnosc doprowadzi do proby jego obalenia - jak wiadomo juz nie takie rzeczy mialy miejsce w Dolinie Muminkow:

http://www.telegraph.co.uk/news/2017/08/24/did-kim-jong-un-kill-uncle-brother-coup-plot-involving-china/
I drive truck, break arms, and arm wrestle. It's what I love to do, it's what I do best.

Odpowiedz
(09-02-2018, 21:11)Crov napisał(a):
(09-02-2018, 21:01)Quay napisał(a): Jeśli jest po szkole/studiach, pracuje i sama decyduje o swojej rozrodczości, to trudno sobie wyobrazić, żeby nie była feministką. Dostęp do nauki i pracy zawdzięcza właśnie zdobyczom sufrażystek/feministek na przestrzeni lat, podobnie jak prawo do stosowania antykoncepcji. Przynajmniej jeśli chodzi o "feminizm" zgodny ze słownikową definicją - czyli jako ruch równouprawnienia kobiet, a nie ten pojęciowy pierdolnik, który występuje w tym temacie.
*który występuje w tych czasach

W tym hasztagu na tłiterze też widziałem podobne odpowiedzi, gdzie ludzie pisali o tym, że jak nie jestes feministką to oddawaj dostęp do nauki i tak dalej. To mocno chochołowate. Zdecydowana większość ludzi, która deklaruje nie bycie feminist(k)ą to nie są ludzie, którzy są przeciwko dostepowi kobiet do nauki czy pracy. A pisanie o zasługach oryginalnych feministek w kontekście tego, co się dzieje w XXI wieku to trochę jak pisanie o zasługach kościoła katolickiego w skali historii świata by uzasadnić wartość bycia katolikiem dzisiaj. To, że były jakieś zasługi i wyniknęły z nich dobre rzeczy, nie znaczy, że coś nie zostało wypaczone albo nie stalo się bez sensowne.

Ale to, że coś zostało gdzieś wypaczone, nie znaczy, że oryginalne, słownikowe i prawdziwe pojecie feminizmu należy właśnie tylko temu wypaczeniu przypisać.


(09-02-2018, 22:49)Mental napisał(a):
Crov napisał(a):Zdecydowana większość ludzi, która deklaruje nie bycie feminist(k)ą to nie są ludzie, którzy są przeciwko dostepowi kobiet do nauki czy pracy.

Ustalmy najpierw coś - ZDECYDOWANA większość ludzi w ogóle NIE utożsamia się z pojęciem feminizmu.

Zdecydowana większość ludzi popiera natomiast równe prawa, czyli dostęp do nauki, pracy etc.

Jeśli ktoś popiera "równe prawa [kobiet i mężczyzn], czyli dostęp do nauki, pracy etc.", to jest feministą.

(10-02-2018, 06:37)Capt. Nascimento napisał(a): Moim zdaniem feministki zbyt często popadają w seksizm. Często słyszałem z ich strony takie zdanie, że kobieta opiekująca się domem i dziećmi to leń, niedołęga i patologia. Że "prawdziwa" kobieta musi pracować.

I paradoks jest taki, że niby taka feministka walczy o wolność i prawa dla kobiet, ale... sama próbuje kobietom je odebrać - prawo do właśnie siedzenia w domu, opieki nad dziećmi, podczas gdy facet zajmuje się utrzymaniem. Szczególnie, że dla wielu kobiet bez wykształcenia dającego pracę, jeśli mają okrojony przedział możliwych zawodów... czasem bardziej atrakcyjne jest siedzenie w domu, pranie, prasowanie, gotowanie, zajmowanie się dziećmi... Dla faceta z kolei ten plus, że może się zajmować na full karierą.

"Masz prawo do wolności... o ile będziesz robić to, co uważam za słuszne w MOJEJ ideologii". I dalej leci shaming. Niedawno rozmawiałem z jedną znajomą na ten temat i jak stwierdziłem - tylko i wyłącznie - że zajmowanie się domem i dziećmi też ma swoje plusy i niektóre kobiety to preferują - to nazwała mnie seksistą. A ja jej mówię: chwila, przecież ja jestem za wolnością dla kobiet, TY im ją próbujesz odebrać. No i zdębiała kompletnie.

Twoja znajoma tylko myśli, że jest feministką, a tak naprawdę nie rozumie tego pojęcia. Feminizm = wybór i wolność. Jeśli kobieta wybiera pracę - ok. Jeśli wybiera niepracowanie i zajmowanie się domem i dziećmi - też ok. Chodzi o to, żeby nikt jej takiej, a nie innej roli nie narzucał i nie kwestionował jej wyboru, bo "prawdziwa kobieta to powinna to i tamto". Tak że to ty zajmowałeś w tej rozmowie stanowisko feministyczne. Good for you :)

(10-02-2018, 06:37)Capt. Nascimento napisał(a): Wczoraj w pubie usłyszałem takie zdanie, że porażka Korwina w wyborach nie miała NIC wspólnego z jego kontrowersyjnymi wypowiedziami - że te teksty o Hitlerze, kobietach i niepełnosprawnych w ogóle nie wpłynęły na jego wynik. I że w kolejnych wyborach Korwin przejmie wyborców Kukiza i wejdzie do sejmu z bardzo dobrym wynikiem (około 10%).

Sam się z powyższym kompletnie nie zgadzam, ale ciekaw jestem, co uważacie na ten temat?

Odżywająca nadzieja kucriebiaty, taka piękna :D

(10-02-2018, 17:09)Vesper Lynd napisał(a): Nie ma to jak odwracać kota ogonem. A kiedy to kobiety nie pracowały? dawniej pracowały nie tylko kobiety, ale również dzieci, ale lepiej klepać za Korwinem, że dawniej kobiety nie pracowały. 

Zasadniczo to pan Janusz wyraża pogląd, że kobiety pracują nie dlatego, że chcą, tylko że czują, muszą, bo są indoktrynowane przez lewacką propagandę (tfu!) i koedukacyjne szkolnictwo, gdy tymczasem każda z nich w głębi serca czuje "naturalną" chęć zajmowania się domem i dziećmi. Wyjątkiem są kobiety o tzw. męskim umyśle, które faktycznie lepiej się sprawdzają jako pracownice niż żony i matki, ale na szczęście takich jest niewiele (uff!). Ale spoko, już niedługo wszystkie "prawdziwe kobiety" zagłosują na partię Korwina, która z pewnością wygra wybory i normalność zostanie przywrócona. :)
"Jedyne, co może uratować śmiertelnie rannego kota, to maleńki łyczek benzyny". 

Odpowiedz
(11-02-2018, 19:10)Quay napisał(a):
(09-02-2018, 21:11)Crov napisał(a):
(09-02-2018, 21:01)Quay napisał(a): Jeśli jest po szkole/studiach, pracuje i sama decyduje o swojej rozrodczości, to trudno sobie wyobrazić, żeby nie była feministką. Dostęp do nauki i pracy zawdzięcza właśnie zdobyczom sufrażystek/feministek na przestrzeni lat, podobnie jak prawo do stosowania antykoncepcji. Przynajmniej jeśli chodzi o "feminizm" zgodny ze słownikową definicją - czyli jako ruch równouprawnienia kobiet, a nie ten pojęciowy pierdolnik, który występuje w tym temacie.
*który występuje w tych czasach

W tym hasztagu na tłiterze też widziałem podobne odpowiedzi, gdzie ludzie pisali o tym, że jak nie jestes feministką to oddawaj dostęp do nauki i tak dalej. To mocno chochołowate. Zdecydowana większość ludzi, która deklaruje nie bycie feminist(k)ą to nie są ludzie, którzy są przeciwko dostepowi kobiet do nauki czy pracy. A pisanie o zasługach oryginalnych feministek w kontekście tego, co się dzieje w XXI wieku to trochę jak pisanie o zasługach kościoła katolickiego w skali historii świata by uzasadnić wartość bycia katolikiem dzisiaj. To, że były jakieś zasługi i wyniknęły z nich dobre rzeczy, nie znaczy, że coś nie zostało wypaczone albo nie stalo się bez sensowne.

Ale to, że coś zostało gdzieś wypaczone, nie znaczy, że oryginalne, słownikowe i prawdziwe pojecie feminizmu należy właśnie tylko temu wypaczeniu przypisać.
Dlatego przed zabraniem głosu w dyskusji warto określić kontekst i definicje. Dziś nazywanie siebie feministą, bo chce się by kobiety miały dostęp do nauki i pracy jest raczej bez sensu, bo, tak jak wspomniałem, generalnie nie ma raczej ludzi, którzy by im tego odmawiali. Dziś jeżeli ktoś nazywa siebie feministą albo antyfeministą to nie chodzi o walkę o to, czy kobieta może iść na uniwersytet, czy nie. Słowa zmieniają znaczenie, ewoluują albo są wypaczane. To nieuniknione.

Ja, jeżeli zdarzy mi się gadać z jakąś osobą określającą się mianem feministki/y to zwykle prosze o to, by zdefiniowała, co to oznacza, bo inaczej trudno o rozmowę (tym bardziej, że mogą potem wyjść takie glupoty, jakie wypisuje Vesper). Acz nie spotkałem jeszcze żadnej chyba, która mówiłaby, że kobietom brakuje prawa do nauki albo pracy, bo zwyczajnie je ma.

Inną rzeczą jest interpretacja definicji. Bo niektórzy np. uważają, że różnica płac mężczyzn i kobiet to coś, co jest niedoregulowane prawnie, albo wliczają w "równe prawo do nauki i pracy" parytety i ogólnie "dyskryminacje pozytywną". Także ty możesz nazwać nas wszystkich feministami (mnie osobiście to nie przeszkadza, jeżeli chcesz to definiować tak, jak pisał Mental), ale ludzie przewodzący ruchom feministycznym na świecie zwykle mają nieco bardziej złożoną interpretacje definicji.

I jeżeli widzisz w tym temacie kogoś nabijającego się z feministek czy krytykującego feminizm to zapewne zazwyczaj nie chodzi mu o to, że kobieta powinna tylko siedzieć w kuchni, być niepiśmienna i umieć czytać tylko książkę kucharską i poradnik rodzica. Choć mogę tutaj mówić tylko za siebie ;)
#ChristopherLOLan #ChristopherTrollan


Odpowiedz
(11-02-2018, 19:40)Crov napisał(a): Dziś nazywanie siebie feministą, bo chce się by kobiety miały dostęp do nauki i pracy jest raczej bez sensu, bo, tak jak wspomniałem, generalnie nie ma raczej ludzi, którzy by im tego odmawiali. Dziś jeżeli ktoś nazywa siebie feministą albo antyfeministą to nie chodzi o walkę o to, czy kobieta może iść na uniwersytet, czy nie. Słowa zmieniają znaczenie, ewoluują albo są wypaczane. To nieuniknione.

Generalnie tego dostępu do nauki i pracy nie odmawia się kobietom żyjącym na Zachodzie. Co prawda wciąż mogą sobie one gdzieniegdzie rozbić łeb o szklany sufit, ale ok - przyjmijmy że jest to mniej więcej równe. Natomiast np. w Indiach czy Pakistanie sytuacja jest zupełnie inna - i tam feminizm ma bardzo wiele do zrobienia. Właśnie feminizm zgodny ze swoją oryginalną definicją. Podobnie wiele do zrobienia ma także u nas jeśli np. chodzi o kwestię prawa do aborcji. To, że niektórym osobom peron odjeżdża, nie oznacza, że ma się im podporządkować pojęcie feminizmu, godzić się na "zmiany znaczenia", dezawuować to pojęcie w internetach, pisać o jego "nieaktualności". Owszem, może być dookreślane, rozszerzane, ale pierwotne znaczenie musi być zrozumiałe dla każdego, bo inaczej wszyscy będą ze sobą gadać jak gęś z prosięciem.



(11-02-2018, 19:40)Crov napisał(a): Ja, jeżeli zdarzy mi się gadać z jakąś osobą określającą się mianem feministki/y to zwykle prosze o to, by zdefiniowała, co to oznacza, bo inaczej trudno o rozmowę (tym bardziej, że mogą potem wyjść takie glupoty, jakie wypisuje Vesper).

Przykład "antyfeministki" podany przez Vesper doczekał się tu sporo krytyki, ale bynajmniej nie jest tak, że takiego myślenia wcale u nas nie ma - tzn. takiego, że to chłop powinien zarabiać, umieć prowadzić auto itd., a kobita jest od prac domowych i bawienia dzieci - i ten  sztywny podział ról niektórzy mają mocno wdrukowany, zwłaszcza po wsiach, w Polsce powiatowej, w której żyję na co dzień. Na szczęście dotyczy do przede wszystkim starszego pokolenia, młodsze już w miarę ogarnia dupę i mam nadzieję, że takie antyfeministycze myślenie za parę lat odejdzie w zapomnienie.
"Jedyne, co może uratować śmiertelnie rannego kota, to maleńki łyczek benzyny". 

Odpowiedz
Quay napisał(a):Jeśli ktoś popiera "równe prawa [kobiet i mężczyzn], czyli dostęp do nauki, pracy etc.", to jest feministą.

Zatem wedle tej definicji, ja jestem największym feministą ze wszystkich feministek i feministów, bo popieram też szeroki dostęp do broni palnej dla kobiet i zachęcam je do uzbrajania się. Handlujcie z tym dziwki! :)

Odpowiedz
(11-02-2018, 20:25)Quay napisał(a): Co prawda wciąż mogą sobie one gdzieniegdzie rozbić łeb o szklany sufit, ale ok - przyjmijmy że jest to mniej więcej równe.


Rozumiem, ze faceci o ten szklany sufit sobie glow rozbic juz nie moga, tak?


(11-02-2018, 20:25)Quay napisał(a): Natomiast np. w Indiach czy Pakistanie sytuacja jest zupełnie inna - i tam feminizm ma bardzo wiele do zrobienia


No dobrze, ale czy tej oczywistosci ktos zaprzecza?

Zreszta, ten najglosniejszy, agresywni, zachodni, mainstreamowy feminizm ma gleboko w dupie co sie dzieje w Pakistanie i Arabii Saudyjskiej, i zamiast zajmowac sie tymi wlasnie problemami (przywleczonymi z krajow islamskich i Afryki takze do Europy) to walczy z absurdami typu Bialy Patriarchat i White Male Rape Culture.

Dla pojebanych postmodernistycznych feministek niqab i burka to oznaka emancypacji - nie wiem o czym tu wiecej gadac, nasiaknieta marksizmem III fala feminizmu (absolutny i przewazajaca wiekszosc) to rak.


(11-02-2018, 20:25)Quay napisał(a): To, że niektórym osobom peron odjeżdża, nie oznacza, że ma się im podporządkować pojęcie feminizmu, godzić się na "zmiany znaczenia", dezawuować to pojęcie w internetach, pisać o jego "nieaktualności".


Jakim "niektorym", skoro mowa o absolutnym mainstreamie? Feminizm, ten prawdziwy w Swiecie Zachodnim jest martwy. To akurat odbije sie im czkawka, ale to nie bedzie z winy boogeymana zwanego "White Patriarchy".


(11-02-2018, 20:25)Quay napisał(a): Podobnie wiele do zrobienia ma także u nas jeśli np. chodzi o kwestię prawa do aborcji.



Nie wiem czy w ogole powinno sie mieszac prawo do aborcji z feminizmem. Nie wiem tez ile w Polsce jest do zrobienia w sprawie aborcji.
I drive truck, break arms, and arm wrestle. It's what I love to do, it's what I do best.

Odpowiedz
(10-02-2018, 06:37)Capt. Nascimento napisał(a): Moim zdaniem feministki zbyt często popadają w seksizm. Często słyszałem z ich strony takie zdanie, że kobieta opiekująca się domem i dziećmi to leń, niedołęga i patologia. Że "prawdziwa" kobieta musi pracować.

I paradoks jest taki, że niby taka feministka walczy o wolność i prawa dla kobiet, ale... sama próbuje kobietom je odebrać - prawo do właśnie siedzenia w domu

Mi nie przeszkadzają kobiety siedzące w domu, których jedynym efektem ich pracy jest listonosz biegający z paczuszkami alliexpres, tylko w momencie kiedy mąż je zostawi, to przejdą na utrzymanie państwa, bo wielu facetów nie chce płacić alimentów nawet na swoje dzieci, a co dopiero na byłe żony.

@Bucho, o psychotropach wiem wszystko właśnie od moich niepracujących znajomych.

@Crov, posługuję się właściwą definicją feminizmu, bo nie interesują mnie te youtubowe idiotyzmy, którymi żyjecie.

Cytat:a kobita jest od prac domowych i bawienia dzieci - i ten sztywny podział ról niektórzy mają mocno wdrukowany, zwłaszcza po wsiach

nie tylko właśnie, patrząc po wypowiedziach niektórych użytkowników tego tematu, Korwin jednak wypaczył sporo młodych mózgów :)
Raven True

Odpowiedz
Pytanie tylko, czy biora psychotropy, bo zajmuja sie domem, czy maja naturalne predyspozycje do problemow emocjonalnych/psychologicznych/psychicznych. Do tego piszesz o nie pracujacych znajomych, zona/matka zajmujaca sie domem torche jednak tej pracy ma i nudzic sie raczej nie moze.

Znam duzo kobiet, ktorych "zawodem" jest/bylo bycie gospodynia domowa (witamy na wsi) i jakos sobie radza/radzily bez psychotropow i antydepresantow.


(11-02-2018, 22:40)Vesper Lynd napisał(a): Crov posługuję się właściwą definicją feminizmu, bo nie interesują mnie te youtubowe idiotyzmy, którymi żyjecie.


Jakie jutubowe idiotyzmy, skoro feminizm, ktory tutaj krytykujemy jest obecnie na zachodzie absolutnym mainstreamem. Sorry, ale wydajesz mi sie kumata laska, ktora ma na polce ksiazke o feminizmie z lat 60/70. i mysli, ze ideolo stoi w miejscu.
I drive truck, break arms, and arm wrestle. It's what I love to do, it's what I do best.

Odpowiedz
Teraz kobiety mają tylko jedno lub dwójkę dzieci, co przy braku pracy zawodowej oznacza spędzanie głównie czasu na fejsbuku, allegro i alliexpres.

@Bucho, nie interesuję się historią feminizmu, odnoszę się wyłącznie do waszych wypowiedzi o kobietach i podejściu do tematu.
Raven True

Odpowiedz
(11-02-2018, 20:25)Quay napisał(a): Generalnie tego dostępu do nauki i pracy nie odmawia się kobietom żyjącym na Zachodzie.
Czarnym kobietom owszem :)

Odpowiedz
(11-02-2018, 22:51)Vesper Lynd napisał(a): Teraz kobiety mają tylko jedno lub dwójkę dzieci, co przy braku pracy zawodowej oznacza spędzanie głównie czasu na fejsbuku, allegro i alliexpres.


To chyba zalezy od kobiety, jej priorytetow i tego jak chce swoje dzieci wychowac.


(11-02-2018, 22:51)Vesper Lynd napisał(a): Bucho, nie interesuję się historią feminizmu, odnoszę się wyłącznie do waszych wypowiedzi o kobietach i podejściu do tematu.

No ok, ale nasze wypowiedzi odnosza sie do czegos, a wiec zanim zaczniesz na slepo krytykowac same wypowiedzi sprawdz wpierw do czego pijemy piszac takie, a nie inne rzeczy. Mowiac, ze my sobie komentujemy jutubowe filmiki kompletnie ignorujesz problematyke o ktorej tutaj mowimy.

Powtorze, feminizm, o ktorym tutaj piszemy i ktory tutaj krytykujemy to obecnie absolutny mainstream, a nie jak to napisal Quay, odjezdzajacy peron pojedynczych przypadkow.
I drive truck, break arms, and arm wrestle. It's what I love to do, it's what I do best.

Odpowiedz
Cytat:Mi nie przeszkadzają kobiety siedzące w domu, których jedynym efektem ich pracy jest listonosz biegający z paczuszkami alliexpres

LOL. Próbowałaś z tym tekstem wyskoczyć do jakiejś kobiety siedzącej w domu?

Moja żona siedzi w domu (jedno dziecko - a jedno bywa w pewnym wieku bardziej absorbujące niż dwójka) i jakoś nie mogę oprzeć się wrażeniu, że ma gorszy zapieprz, niż ja w robocie (w każdym razie nie chciałbym się zamienić). W ogóle mam wrażenie, że nie masz bladego pojęcia jak wygląda sytuacja gdy ma się dziecko. Przynajmniej z tych twoich bredni tak by wynikało.
Nie interesuje mnie kino ogólnie, a jedynie filmy o tym, co mnie interesuje.

Odpowiedz
(11-02-2018, 22:13)Bucho napisał(a): Zreszta, ten najglosniejszy, agresywny feministyczny, zachodni mainstream ma gleboko w dupie co sie dzieje w Pakistanie i Arabii Saudyjskiej i zamiast zajmowac sie tymi wlasnie problemami (przywleczonymi z krajow islamskich i Afryki takze do Europy) to walcza z absurdami typu Bialy Patriarchat i White Male Rape Culture.  
Krytykowanie Saudów i próbowanie wymuszania na nich zmiany polityki, prawodawstwa, mentalności jest z góry skazane na porażkę, bo oni mają głęboko gdzieś co sądzą o nich zachodnie feministki, więc żadna z nich nawet nie próbuje. Pomimo postępującej globalizacji, to tam jest jednak inny świat (nawet wizy tam nie dostaniesz ot tak sobie, żeby pooglądać, musisz mieć jakiś biznesowy albo religijny powód) i dopóki Araby mają ropę, to będą sobie żyli po swojemu, a jak komuś to nie pasuje, to może lać do swojego samochodu wodę :P

Gieferg napisał(a):Moja żona siedzi w domu (jedno dziecko - a jedno bywa w pewnym wieku bardziej absorbujące niż dwójka) i jakoś nie mogę oprzeć się wrażeniu, że ma gorszy zapieprz, niż ja w robocie (w każdym razie nie chciałbym się zamienić)
Intensywność wysiłku związana z wychowaniem dziecka zależy od tego jakie dziecko się trafi - jedne płaczą przez pierwszy rok jakieś 18 godzin na dobę, a czasami się trafią spokojne jak aniołki; mój siostrzeniec nie sprawiał żadnych problemów, jego rodzice opowiadają, że hardcore'owych nocy, gdy nie zmrużyli oka było może kilka, a tak to było zaskakująco bezproblemowo. Istotne jest też podejście samych rodziców, jedni podchodzą dosyć luźno, a inni panikują o byle pierdołę, z tym drugim podejściem bardzo łatwo się zajechać.
Co do porównania zapieprzu w robocie i przy dziecku - nawet jak się konstruuje rakietę, to praca zawodowa ma to do siebie, że jest stabilna, można ją zaplanować, zostawić i zrobić sobie przerwę, wziąć wolne, czy cokolwiek, a chowanie dziecka jest dużo prostsze w danym momencie, ale masz je non-stop 24/7 z malutkimi przerwami na oddanie go komuś innemu, więc ciężko rozstrzygnąć co jest cięższe, zależy od osoby i dziecka/pracy.

Odpowiedz

Digg   Delicious   Reddit   Facebook   Twitter   StumbleUpon  






Podobne wątki
Wątek: Autor Odpowiedzi: Wyświetleń: Ostatni post
  Broń- Wątek miłośników i użytkowników broni palnej! Danus 123 15,502 12-10-2018, 22:56
Ostatni post: Kluski
  Wątek motocyklowy steffa_forrester 12 2,629 09-06-2017, 16:23
Ostatni post: Reno
  Wątek Swiatopoglądowy Spin-off: Pijani kierowcy i pedofilia Pelivaron 280 13,695 02-01-2017, 07:32
Ostatni post: military



Użytkownicy przeglądający ten wątek:
ernestbugaj, 3 gości