Inglourious Basterds (2009)
#1
[Obrazek: j8grvb.jpg]

Inglourious Basterds (Bękarty wojny) to najnowszy film Quentina Tarantino. Minęło 5 lat odkąd Tarantino siedział na stołku reżysera (nie licząc częściowej pomocy w reżyseri Sin City, czy Death Proof). Czy film okaże się wielkim comebackiem tego reżysera? Miejmy nadzieję, że tak się właśnie stanie. Jest to z pewnością jeden z reżyserów, którzy wydobywają 110% możliwości z aktorów grających w jego filmach. Można równocześnie liczyć na genialny scenariusz, w tym świetne dialogi z czego Quentin najbardziej słynie. Możemy też liczyć na wspaniałą muzykę pochodzącą z rąk Enio Morricone i na zdjęcia Roberta Richardsona (Kill Bill 1/2, Kasyno, Pluton). Z niecierpliwością czekam na Bękarty Wojny, a kto nie czeka zacząć już teraz powinien.

Podstawowe dane:
reżyseria Quentin Tarantino
scenariusz Quentin Tarantino
zdjęcia Robert Richardson
muzyka Ennio Morricone

Teaser:
http://www.apple.com/trailers/weinstein/inglouriousbasterds/

Uwaga - Zajawki z filmu! - świetne!
http://www.aintitcool.com/node/41134

Data premiery - czyli znów cierpki żart dystrybutorów...
2009-09-11 (Polska)
2009-05-20 (Świat)

Odpowiedz
#2
Z mojej strony krótko: pierwszy film Tarantino na który czekam. Dla mnie tematyka i konwencja (jakiej się spodziewam) idealnie pasują do tego co wyrabia w kinie ten pan. Ten film nie może raczej się nie udać. I wreszcie może będzie nie-wkurzający Pitt. Uśmiech

Odpowiedz
#3
Bękarty wojny - to powinien być tytuł filmu o dzieciach urodzonych 9 miesięcy po przejściu wrogiej armii. Uwielbiamy polskie tłumaczenie tytułów.

Oconnel napisał(a):Minęło 5 lat odkąd Tarantino siedział na stołku reżysera (nie licząc częściowej pomocy w reżyseri Sin City, czy Death Proof).
Czemu pomijasz Death Proof? To nie epizodzik, tylko pełny film.

Oconnel napisał(a):Uwaga - Zajawki z filmu! - świetne!
Cholera! Zabiją Hitlera? To może być ciekawsze niż myślałem...

Generalnie na Kill Billa czekałem przebierając nogami. Inglorious Basterds... zobaczę bez dwóch zdań, ale cosik mam złe przeczucia. Boję się, że Q pójdzie na łatwiznę i będzie nieźle ale bez totalnego czadu.

Odpowiedz
#4
z recenzji Stopklatki:

"Bękarty wojny" odrobinę nawet nie są tym, co od trzech miesięcy zapowiada miałki zwiastun. Kto oczekiwał uwspółcześnionej wojennej makabreski spod znaku "Parszywej dwunastki", ten srogo się zawiedzie, bowiem Tarantino nakręcił swój najbardziej przegadany film od czasu "Jackie Brown". Jego sercem są sceny dialogowe, skonstruowane tak, by stanowić nie mniejszą atrakcję niż krwawy pogrom niemieckich żołnierzy. Co nie znaczy, że tego drugiego brakuje - pojedyncze i krótkie, acz bardzo intensywne sceny przemocy dowodzą, że QT potrafi nią operować w stopniu porównywalnym do Sergio Leone, choć jest to rzecz jasna inny rodzaj filmowej poetyki - szorstki, dynamiczny i bardziej brutalny.

brzmi lepiej niż myślałem 8)

Odpowiedz
#5
Oconnel napisał(a):Minęło 5 lat odkąd Tarantino siedział na stołku reżysera (nie licząc częściowej pomocy w reżyseri Sin City, czy Death Proof).

Powiem więcej, nie licząc "Kill Bill vol. 1 i 2", "Jackie Brown", "Four Rooms" i "Pulp Fiction" facet nie siedział na stołku reżysera od ... 17 lat :!: . Ciekawe czy już całkowicie zardzewiał po tak długiej przerwie :twisted: .

Jeżeli chodzi o sam film, to sam nie wiem czego się po nim spodziewać. Pewnie nic specjalnie oryginalnego, ale nie od tego jest Quentin. Kolejną podgrupą kina amerykańskiego wytapetuje swoje CV i zabierze się za coś innego. Co nie znaczy, że nie może być zabawnie i rozrywkowo. Ba, na pewno tak będzie. To plus rewelacyjnie inscenizowane sceny wszelakie (najczęściej dialogowe, w tym Tarantino jest niezrównany) i mamy na co czekać.

Z drugiej strony nie wiem czemu, ale mam przeczucie że od "Wściekłych Psów" kolejne filmy Tarantino jakoś coraz mniej mnie obchodzą. Z "Bękartami Wojny" nie jest inaczej, więc może rzeczywiście w pewnym sensie Tarantino na stołku reżyserskim ostatni raz siedział 17 lat temu :grin:

Odpowiedz
#6
Od wczoraj recenzje z Cannes spływają w sumie wszelkiej maści -- od entuzjastycznych (widziałem już "najlepszy film QT od czasu 'Jackie Brown', a może nawet 'Pulp Fiction'), aż po jedną gwiazdkę recenzenta z The Guardian. Mnie wczorajszy dzień nastawił pozytywnie, muszę powiedzieć. Wiele osób podkreśla, że film zupełnie nie jest tym, czym mogłoby się wydawać (choćby w cytacie powyżej), co bardzo mnie cieszy, bo ja również -- o czym pisałem tu już w innym wątku -- nieco obawiałem się jazdy w stylu KB1, tylko w innej scenarii. Oczywiście drugą stroną medalu pt. "dużo gadania" są komentarze z gatunku: "Najnudniejszy film festiwalu" (naprawdę? już żadne kino kontemplacyjne do Cannes nie przyjeżdża? Oczko ), ale już od nas zależy, komu będziemy bardziej wierzyć. I tylko do premiery w cholerę daleko.
Klub OFILMIE | Podcast filmowy Radio Ofilmie

Odpowiedz
#7
janusz wróblewski donosi:

Quentin Tarantino - uwielbiany zwłaszcza przez młodych kinomanów, nakręcił najnudniejszy film w swojej karierze. (...) Niemiłosiernie przegadany spaghetti-western (...) tylko przez pierwsze 10 minut zaciekawia. Reszta dwuipółgodzinnego widowiska, rozpoczynającego się jak każda bajka od słów "zdarzyło się pewnego razu w okupowanej przez nazistów Francji" przypomina niestety mało emocjonujący teatr w dekoracjach z lat 50. Niezbyt błyskotliwe dialogi toczą się kompletnie bez napięcia po to tylko, by wydłużyć wstęp do tego, co Tarantino kocha najbardziej: do zabawy w zabijanie. Ale i tu czeka spore rozczarowanie. Zapowiadane jako wielka sensacja sceny skalpowania Niemców przez specjalne komando amerykańskich Żydów-mścicieli zachowujących się jak dzika banda Indian, nie wywołują wstrząsu, przerażenia, tylko konsternację. Granica infantylizmu została gdzieś przekroczona.

tradycyjnie złośliwy komentarz ode mnie: żadne zaskoczenie. facet się skończył już dawno temu, a to tylko gwoźdź do jego trumny (jeśli wierzyć doniesieniom). z drugiej strony nie mam powodów, by im nie wierzyć: od 1997 roku quentin systematycznie się staczał do roli gównianego midasa - czego by się nie tknął, to zamieni w gówno.

Odpowiedz
#8
czekam, czekam bo to Tarantino, plus fajna obsada, plus ciekawy pomysł.
Trailery mnie nie przekonały jak narazie, ale to jeszcze o niczym nie świadczy. premiera w Polsce...i tak dobrze, ze nie w listopadzieOczko)

Odpowiedz
#9
Janusz Wróblewski napisał(a):rozpoczynającego się jak każda bajka od słów "zdarzyło się pewnego razu w okupowanej przez nazistów Francji"
Czy komuś z Was też opadły ręce? Niiiiby zdanie wyżej JW pisze, że spaghetti western, ale zaraz potem przywala czymś takim. W każdym razie -- recenzja Wróblewskiego, jesli umieć ją czytać, również jest obiecująca. Zresztą prędki przegląd recenzji generalnie pokazuje, że im bardziej tradycyjny recenzent, pochodzący z bardziej tradycyjnego pisma, tym bardziej krytyczna recenzja. Czyli jest nadzieja.
Klub OFILMIE | Podcast filmowy Radio Ofilmie

Odpowiedz
#10
trailerow nie ogladalem, bo nie ogladam trailerow do filmow na ktore czekam - spojlery, ale na film rzecz jasna czekam. Licze na dobra rozrywke i rozwalanie nazi glow bejzbolem Oczko

Odpowiedz
#11
Bardzo zróżnicowane sygnały... Np opinia "najlepszy od czasu Jackie Brown" mnie odstrasza, ale jak słyszę o epizodyczności i intrydze, która najpierw jest nabudowana a potem spektakularnie się rozwiązuje to pojawia się nadzieja. Z drugiej strony już w Death Proof Tarantio pokazał, że jest nadmiernie zakochany w swoich własnych dialogach i próbuje przeskoczyć samego siebie (z kiepskim efektem). Więc nie wiem czy świetny finał wynagrodzi mi dwie godziny nudnego popindalania. Aczkolwiek sposób w jaki mówi Pitt i Kruger jest kapitalny i są szanse, że będzie się tego słuchało fajnie.

Odpowiedz
#12
Całkiem sympatyczne zestawienie pod tytułem "8 Things We Love About Inglourious Basterds". Zdecydowanie obiecujące:

http://www.totalfilm.com/features/8-things-we-love-about-inglourious-basterds
Klub OFILMIE | Podcast filmowy Radio Ofilmie

Odpowiedz
#13
Ooo, a mnie zaskoczyło to:

Nie jest to, jak zapowiadano, film o komandzie żydowskich psychopatów, mordujących hitlerowskie oddziały. Brada Pitta i samych Bękartów jest tutaj niewiele - nieśmiało tylko przemykają na drugim planie, stanowiąc uzupełnienie dla właściwej fabuły. Ta koncentruje się wokół ocalałej z pogromu Żydówki Shosanny (Melanie Laurent).

No i wychodzi na to, że to w zasadzie melodramat...

Odpowiedz
#14
I ciekawostka: recenzja Tadeusza Sobolewskiego, która jest jak lustrzane odbicie wyżej zacytowanej opini Wróblewskiego:

http://wyborcza.pl/1,75248,6630371.html

Jeśli wczytać się w te recenzje, widać wyraźnie, że krytycy piszą dokładnie o tych samych cechach, lecz jedni widzą w nich zalety, inni wady. To bardzo obiecujące. Również ostatnie zdanie recenzji nie przeraża:

"Bękarty..." działają jak elektrowstrząs - ale tylko podczas seansu. Po paru godzinach nic nie zostaje.

W końcu właśnie w ten sposób powinny funkcjonować filmy Tarantino.
Klub OFILMIE | Podcast filmowy Radio Ofilmie

Odpowiedz
#15
Negrin napisał(a):Czy komuś z Was też opadły ręce?

chyba tylko tobie. nic trudnego połączyć filmowanie (i dialogowanie) rodem ze spaghetti westernów z realiami II w.ś. tarantino z całą pewnością to właśnie uczynił, gdyż w jego świecie bełkot to podstawa. zważ również, iż leone wymyślił na tyle chwytliwy i atrakcyjny wizualnie styl, że każdy amator może go podrobić wedle uznania. poza tym westerny leone to też poniekąd bajki - ahistoryczne pewnego razu na dzikim zachodzie blablabla - które utrwalają mit wild westu lepiej niż klasyczne westerny.

Odpowiedz
#16
Tak się zastanawiałem: wyjaśnić, dlaczego "opadły ręce", czy zostawić do dociekliwości czytelników. Mój błąd. Otóż nie wiedzieć czemu zarówno Wróblewski, jak i Sobolewski (w przeciwnych spojrzeniach na IB) piszą, że te słowa są "jak z bajki", a nie "jak z Leone". Przecież dla każdego musi być jasne, o co chodziło Tarantino. Nie o bajkę, nawet jeśli uznać, że westerny Leone to też bajki.

A za wykład wyjaśniający, dlaczego estetykę spaghetti westernów można było połączyć z IIWŚ bardzo dziękuję. Pouczający Język
Klub OFILMIE | Podcast filmowy Radio Ofilmie

Odpowiedz
#17
Cytat:Przecież dla każdego musi być jasne, o co chodziło Tarantino.

dla mnie nie jest jasne. od jakiegoś czasu nic, co robi tarantino, nie jest dla mnie jasne.

Odpowiedz
#18
Jeśli dla Ciebie nie jest jasne, dlaczego Tarantino zaczyna swój film od napisu "Once upon a time in Nazi-occupied France", to chyba nie ma o czym rozmawiać.

Jak w ramach ciekawostki pisałem w wątku o "Antychryscie", Von Trier zaczął swój film od planszy dedykującej go Tarkowskiemu. Tarantino ma inne poczucie humoru niż Duńczyk i w swojej planszy nie użył nazwiska Leone, a poza tym zrobił mniej więcej to samo. Kinoman nie może udawać, że nie rozumie tego mało subtelnego komunikatu.
Klub OFILMIE | Podcast filmowy Radio Ofilmie

Odpowiedz
#19
jak Janusz Wróblewski coś powie, to nie ma mocnych 8)

ale mu nie wierzę. Bardzo dobra recenzja (i bardzo mnie przekonywująca) pojawiła się na Stopklatce.

Odpowiedz
#20
Negrin napisał(a):Tarantino ma inne poczucie humoru niż Duńczyk i w swojej planszy nie użył nazwiska Leone, a poza tym zrobił mniej więcej to samo.

negrin, daj se luz, naprawdę. von trier użył tarkowskiego w zupełnie innym, "ważniejszym" celu. zacytuje mojego nowego guru krytyki filmowej, janusza wróblewskiego:

Dedykacja pojawiająca się na końcu filmu dla Andrieja Tarkowskiego uważanego za największego chrześcijańskiego mistyka kina nie pozostawia złudzeń, jaki cel przyświecał Trierowi. „Antychryst” ze swoim infernalnym obrazem przyrody, chaosu, klęski rozumu, niewyobrażalnego bólu, nędzy i upadku człowieczeństwa jest manifestem niewiary w dobro. Z wyraźnymi odniesieniami do biblijnej historii Adama i Ewy. Przedstawia niedoskonały świat tak, jak go postrzegali gnostycy. Królem stworzenia jest Zło. Naszym Panem jest Szatan. A jego narzędziem jest kobieta.

nawiasem dodam, że zamierzam obejrzeć antychrysta własnie z tego powodu. tarkowskiego nie cierpię za to, jak kręci swoje filmy, ale ma konkretny światopogląd, z którym von trier najwyraźniej się nie zgadza.

tymczasem tarantino użył zwrotu "once upon a time in (...)" tylko po to, by pokazać, czym będzie żonglował. szkopuł w tym, że leone też był parodystą i wszelkie próby wyśmiewania/przewrotnego używania jego stylistyki to bezsens do kwadratu, gdyż ona sama jest przewrotna i autoparodystyczna, a co za tym idzie - nic fajnego z tego nie wyniknie. tarantino najwyraźniej nie pojmuje (albo zapomniał), że zabawa zabawą to jedna z bardziej bezpłodnych i kakofonicznych czynności pod słońcem. na początku swojej kariery pastiszował rzeczy uchodzące za poważne i m. in. dlatego był taki super w tym, co robił.

Odpowiedz

Digg   Delicious   Reddit   Facebook   Twitter   StumbleUpon  








Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości