It's the little things
#21
Ba, Arnold i broń w ręku to poezja, mnie od zawsze fascynuje to:

[Obrazek: 01183811.gif]


PS. Tam wyżej "Ten chód z kamerą wpatrzoną w postać od spodu" to gdzie to jest, bo zupełnie nie pamiętam takiego sufitu? To coś w centrum handlowym czy w podziemiach psychiatryka?

Edit: Dobra, już mam, to w tym drugim.

Odpowiedz
#22
Odświeżam bo dawno nic w temacie nie było.

Z ostatnio obejrzanych:

1. Sprint Cruise'a



Wyczekuję w każdym jego filmie. Ot, fajny gimmick intensywnej, fizycznej ekspresji.



2. Manhatańska para

[Obrazek: dyDp3Zl.jpg]
[Obrazek: Zp4zOX1.jpg]
[Obrazek: a6816eN.jpg]

Nowy Jork było pierwszą metropolią posiadającą szeroki system ciepłowniczy oparty na parze. Ulice miasta są przez to za dnia i nocy spowite tymi charakterystycznymi obłokami białej, parującej wody. Filmowcy, szczególnie w latach 70 i 80, uwielbiali wykorzystywać to jako wizualny motyw za każdym razem gdy kręcili film w NY. Nie znalazłem żadnych wyjątkowych kadrów, ale każdy z nas myślę kojarzy tę stylistykę bohatera jakiegoś VHS'owca lat 80 ubranego w prochowiec, z kawą w jednej łapie i gazetą w drugiej, idącego tak wieczorem przez jakiś mroczny Nowojorski zaułek. Kolorystyka jest ciemno-niebieska, kostka brukowa morka i śliska, kosze na śmieci wypełnione, a sylwetka bohatera skontrastowana jest na tle białego obłoku pary unoszącego się za nim z pokrywy studzienkowej i oświetlonej przez księżyc. Niby pierdół, ale to wizualny motów, który bardzo kojarzy mi się z NY, a przez to też z Amerykańskim kinem, szczególnie tym z poprzednich dekad, które uwielbiało podkreślać i może nieco przerysowywać wizualną opresyjność tego miasta. Jeszcze dodać pizzę i żółwie ninja i normalnie mamy moje dzieciństwo ;)



3. BASTAAAAAAAARD!!!


[Obrazek: braveheart-crazy-face.jpg]


Uwielbiam ten moment gdy Gibson drze ryja w kierunku angielskiego szlachcica. To wykrzyczane, przeciągnięte "bastard!" - takie fajne, uniwersalne, "old time'y" przekleństwo wyzwać kogoś od bękartów ;) No i do tego fakt, że zakrwawiony Mel wygada w tej scenie jak avatar jakiegoś pierwotnego boga wojny i zniszczenia.



4. Scena z 50/50




Ten moment zaraz przed operacją gdy Adamowi podają anestezję. Oglądane jako scena wyrwana z kontekstu, może nie wydawać się niczym szczególnym, ale w filmie bardzo ładnie to działa, pokazując chwilę paniki gdy człowiek zdaje sobie sprawę, że to już jest 'to', że to ostatni moment by pożegnać się z bliskimi i że mogą to być jego ostatnie chwile świadomości, bo po operacji może się już nie obudzić. Taki mały, ale rozczulający moment w filmie, który przez większość czasu podchodzi do tematu raka unikając melodramy.



5. "The designated Esse"


[Obrazek: 2oOgKI5.jpg][Obrazek: hnPvueV.jpg]

Ci aktorzy w holly, którzy w hierarchii stoją gdzieś pomiędzy autentycznymi character actors a statystami, których kariera ogranicza się do bycia łatwo rozpoznawalnymi przez widzów reprezentantami różnych mniejszości etnicznych. Ludzie tacy jak Reggie Lee od lat będący oficjalnym ambasadorem "all of China" :) Generalnie drugoligowi aktorzy, którzy narzekają na brak istotnych ról, ale nigdy nie na brak pracy, bo holly zawsze będzie potrzebować nieco egzotyki, oczywiście nigdy w głównych rolach ;) Moim ulubionym przykładem jest koleś ze zdjęć powyżej, którego nazywam "Desygnowany Esse". Nie miałem nawet przyzwoitości sprawdzić kim jest na IMDB, znam go po prostu jako gościa będącego go-to filmowym reprezentantem latynoskiej mniejszości, of kors takiej rozumianej przez Hollywood, czyli nie wychodzącej poza koszule w kraty, obwisłe spodnie, zgolone glace, wąsik i coś tam, coś tam "homes", coś tam "vato", coś tam"pendeho". Osobiście lubię myśleć, że gość jest klasycznie wyszkolonym aktorem teatralnym, któremu marzy się Mamet, ale który utkwił w wiecznym loopie powtarzania występu z "Training Day" ;)



6. Ta scena z The Guest




A dokładnie ten moment gdy z głośników zaczyna dobiegać "Becouse I love You" - najbardziej kuriozalny kawałek z całego soundtraka. To skontrastowanie eksplodujących granatów z ckliwą melodią i słowami na wskroś ejtisowej, miłosnej ballady :)



7. Ten mały moment gdy Ultron...

[Obrazek: 4P8kYPK.jpg]

...mówi "no, please" i przekonuje Quicksilvera by ten kontynuował opowieść o śmierci swoich rodziców. Podoba mi się jak animatorzy uchwycili tę subtelną ekspresję, dzięki której 3-metrowy, metalowy posąg wygląda na autentycznie uniżonego i przejętego.



8. Prolog apokalipsy [przykłady: THE LAST OF US, I AM LEGEND]


[Obrazek: 1StEpTn.jpg][Obrazek: I9A8YIS.jpg]

Chodzi o wszelkie przebitki, flashbacki czy prologi ukazujące świat w objęciach paniki, gdy dochodzi do pierwszych objawów nadchodzącej zagłady. Jest to wprawdzie wyświechtany banał, który można znaleźć w co drugim filmie rozgrywającym się w klimatach postapo, jednak moim zdaniem przy niewielkich nakładach i dobrej reżyserii potrafią być naprawdę mocne i emocjonujące. To uczucie paniki, narastającego napięcia czy podskórnego niepokoju gdy pokazywane są wyrywki z bohaterami, których dotychczasowe życie w ciągu momentów zaczyna się rozpadać na ich oczach, podczas gdy oni sami próbują uratować siebie, nie wiedząc przy tym co tak naprawdę się dzieje gdy cała okolica ogarnięta jest masową paniką, raporty radiowe to niezrozumiały bełkot, a kordony żołnierzy nic nie mówią. To uczucie strasznej straty po skontrastowaniu czasów gdy świat był ok, z późniejszymi obrazami zabitej planety i ludzkiej cywilizacji jebniętej w pizdu. Życie takiego Joela i innych w jego świecie jest pokazane jako trudne i okrutne, ale zawsze smutniejsza wydawała mi się ta sugestia tego co działo się na początku tych 20 lat prowadzących do obecnych wydarzeń gry. Większość historii postapo rozgrywa się w świecie już zniszczonym i pokazuje bohaterów przystosowanych do nowych zasad i warunków, ale zawsze przechodziły mnie ciary na myśl o tym "okresie przejściowym", gdy ludzkość, dopiero zaczynała ten śmiertelny, opłacony morzem krwi trial and error w zapoznawaniu się z nową rzeczywistością. Miasta przez które spacerują Ellie z Joelem, są smutne, brzydkie i w większości opustoszałe, ale musiały być nieporównywalnie gorsze w tych momentach gdy ich mieszkańcy zmuszeni byli rzucić się w biegu o przetrwanie. I najlepiej gdy jest to niedopowiedziane, a nie pokazane. "Zsandwich'owane" jako sugestia pomiędzy flashbackami z przeszłości, a obecnymi wydarzeniami opowieści.



9. Powers Boothe

[Obrazek: kmRSRBA.jpg][Obrazek: BrdoTpH.jpg][Obrazek: sAkdngu.jpg]

Jego imię to Powers Boothe. POWERS. BOOTHE. I to nawet nie jest pseudonim. Jakby tego było mało facet nawet wygląda z ryja jak gwiazda porno lat 70 i ma szczękę jak kowadło. To jakby ktoś stworzył popkulturową karykaturę, ale nie, bo zaraz okazuje się, że to prawdziwy koleś, który się serio urodził i serio żył swoje serio życie. Chociaż wciąż mam wątpliwości, bo gość jest zbyt zajebisty aby być prawdziwym.



10. Te kadry z JP

[Obrazek: wTCVPq0.jpg]
[Obrazek: LSZi7Gg.jpg]

Podoba mi się to jak ładnie zarysowany w półcieniu jest pysk reksa w tej scenie, design którego uwielbiałem gdy byłem dzieciakiem. Bazgrałem wtedy jaszczury jak pojebany i miałem bardzo konkretne kryteria na temat tego jak "fajny" dinozaur powinien wyglądać. Miałem od groma książek o paleontologii i moim głównym (jedynym właściwie) kryterium ich doboru, wtedy w wieku przedszkolnym, była jakość ilustracji i to czy teropody wyglądały na nich "fajnie". Bo 'niefajnych' Tyranozaurów było pełno. Książki przyrodnicze wypełnione były leniwymi ilustracjami na których dinozaury wyglądały jak pospolite, przerośnięte jaszczurki, kiedy ja szukałem jebanych smoków :) Pamiętam jak zafascynowany byłem wyglądem T-rexa w JP gdy zobaczyłem go po raz pierwszy. I nie mam na myśli jedynie ogólnego wrażenia oglądania super realistycznego, wielkiego gada na ekranie, tylko konkretnie wygląd i projekt jego głowy. Ta charakterystyczna krzywa linia pyska, te podkreślenie oczodołów i ogólny "kostny" kształt łba uwydatniający czaszkę. Całe zeszyty zabazgrałem próbują nauczyć się go rysować :) Do dziś uważam, że jest to po prostu bardzo seksowne, "zholywoodyzowanie" stylistyki zapoczątkowanej we wczesnych ilustracjach paleontologicznych. I to takie które wpłynęło znacząco na to jak T-Rex przedstawiany był od tamtej pory, zarówno w popkulturze jaki i późniejszych ilustracjach podręcznikowych. Za każdym razem gdy łeb Rexa wychodził w tej scenie z za krzaków, dostawałem ciar.



11. Swagger Raylana Givensa

[Obrazek: LgVM4q3.jpg]
[Obrazek: giphy.gif]
[Obrazek: giphy.gif]

Timothy Olyphant ma specyficzną twarz. To taki gość, który według normalnych praw obowiązujących w holly, powinien do końca kariery grywać cwaniaków, lowelasów albo oślizgłych prawników, a jednak swoim podejściem udało mu się sprzedać wizerunek twardziela, lub przynajmniej kogoś niebezpiecznego/intensywnego. Najpierw jako psychol w slasherach, później jako frustrat z zasadami w Deadwood, a ostatnio najlepiej jako sarkastyczny lawmen z kijem w dupie w "Justified". Raylan Givens w tym serialu ma tę fantastycznie sarkastyczną manierę dupka, który z każdym kolejnym sezonem traci cierpliwość do ludzi. Olyphant do perfekcji doprowadził te długie deklamacje złożonych kwestii dialogowych na jednym tchu (teatralne dialogi Milcha w Deadwood pewnie były niezłym treningiem), wyglądając przy tym jakby był zirytowany i zmęczony tym, ze musi być akurat tutaj, w tym miejscu i tracić czas na tłumaczenie jakiemuś wyjętemu spod prawa oprychowi, dlaczego ma przejebane. Jego ubiór, deadpanowy humor, złośliwy uśmieszek, wyraz ciągłej nonszalancji na twarzy, charakterystyczny chód i postawa kijodupca, a nawet jego gestukulacja dłonią kiedy przemawia do ludzi, którą sprawia wrażenie jakby tłumaczył dziecku dlaczego nie należy rozlewać obiadu na dywan. Wszystko to składa się na zajebistą, ogólną postawę tej postaci.
This is not Warcraft in space!

Odpowiedz
#23
Maska Keatona w Returns

Powtarzam sobie właśnie BR. Można wymieniać zalety i wady różnych interpretacji Batmana (i to nie tylko tych filmowych), ale chyba nigdzie w żadnym medium Gacek nie wyglądał jednocześnie tak badassersko i drapieżnie, jak i na swój sposób seksownie. Lofciam. Zdjęcia nie oddają powera.

[Obrazek: xxuA0I1.jpg]
"What writer wants to make compromises with story? Story is the only reason you're in it."
David Simon

Odpowiedz
#24
Mała pierdółka ode mnie:



mój ulubiony fragmencik z Casino Royale (1:21): zadowolony Bond subtelnie kręci kieliszkiem i wącha sobie szampana, zdaje mi się, że w tym ujęciu jeszcze nie bierze łyka, tylko odkłada kieliszek po samym powąchaniu, co czyniłoby ten moment jeszcze lepszym, bo sam zazwyczaj najpierw kilka razy wącham wino przed spróbowaniem.

Odpowiedz
#25



Kocham moment w którym po kwestii Vadera do Lando:
- " Iam altering the deal. Pray I'dont alter IT further." 
Lando łapie się za szyję jak gdyby Vader dał mu próbkę force grip :) bardzo subtelne. 
Avengers: Infinity War - 10/10  <3

Odpowiedz
#26



Arahan wrzucił wcześniej scene z ESB, a ja wrzucam całą kompilacje Vadera. Nadrobiłem dziś w końcu Rogue One i po obejrzeniu filmu, z dwóch scen z Vaderem, to własnie do tej "mówionej" z Mendelsohnem wracałem, zamiast do końcowej akcji. I niby oprócz sentymentu zobaczenia Vadera, nie ma w tej scenie niczego szczególnego, bo oprócz końcowego choke-punu, dialog jest tam raczej mierny, niewybijający się. A mimo tego scenę powtórzyłem sobie jeszcze kilkakrotnie i głównym tego powodem był chyba głos Earl Jonesa. Ja wiem, że powiedzieć, że Vader ma zajebisty głos, to rzucenie oczywistością, z którą większość ludzi się zgadza, ale chyba dopiero dziś, po latach uświadomiłem sobie dokładnie JAK BARDZO zajebisty jest to głos. A obejrzenie powyższej kompilacji dodatkowo uświadomiło mi, że oprócz zajebistego tonu, Earl Jones wypowiadał niektóre kwestie z niesamowitą dozą złowieszczości. Mendhelshon z Jonesem w RO rozmawiali o pierdołach, ale dzięki Jonesowi mógłbym tej sceny słuchać na loopie. I to pomimo tego, że głos mu się przez lata wyraznie "zdziadział".

Z innych rzeczy. Zrobiliśmy sobie wczoraj ze znajomymi powtórkę Batmana z 89 i dotarł do mnie jeszcze jeden szczegół, który oczywiście zawsze widziałem, ale dopiero teraz uświadomiłem sobie, że mi się podoba. A mianowicie chodzi o ten charakterystyczny "obrót Batmana", który widać we wszystkich filmach z Gackiem, przed TDK i kostiumem z obracaną głową. Ruch ten był nieprzewidzianym efektem ubocznym gumowego kostiumu w którym aktor nie mógł obrócić łba, ale jak na ironię, moim zdaniem wyszło z tego coś dobrego. Jest coś ikonicznego i "superbohaterskiego" w takim ostrym obrocie z peleryną, a do Keatona pasowało to w szczególności, jeszcze bardziej podkreslając jego wizerunek napiętego jak struna, psychola.

[Obrazek: 878mKvN.gif]
[Obrazek: yOeiC82.gif]
This is not Warcraft in space!

Odpowiedz
#27
Nie chcę psuć zajebistości gifa Batmana obracającego się przy Batmobilu, ale zawsze rozśmiesza mnie w tym krótkim ujęciu
I do not believe in the creed professed by the Jewish Church, by the Roman Church, by the Greek Church, by the Turkish Church, by the Protestant Church, nor by any church that I know of. My own mind is my own church

Odpowiedz
#28
Rotfl. Ja tego nigdy nie zauważyłem. Dzięki, już nie będę w stanie powstrzymać parsknięcia, gdy będę oglądał tę scene.
"What writer wants to make compromises with story? Story is the only reason you're in it."
David Simon

Odpowiedz
#29
Łóżko Ty! Dzięki, zniszczyłes epickość tej sceny!
Avengers: Infinity War - 10/10  <3

Odpowiedz
#30
Nie mam żadnych zrzutów, ani klipów, a nawet ciężko mi wydobyć konkretne przykłady z pamięci, ale zawsze rajcowały mnie momenty kiedy postacie przekazują informacje wyłącznie przez spojrzenie / wyraz oczu. Zwłaszcza jeśli to jest zaserwowane w kontekście, kiedy ktoś np. domyśla się, kim jest ta druga osoba, np. jej prawdziwa tożsamość. Idealne do kryminałów, choć nie tylko.

Kolejnym akcentem, który uwielbiam jest moment, kiedy postać przechodzi przełomowy moment swojej metamorfozy, np. z frajera w badassa:


Odpowiedz
#31
To jest w sumie dobre pytanie. Który konkretny moment BB, był tym w którym Walter zamienił się w badassa. Bo ja miałbym jeszcze kilka innych potencjalnych typow.
"What writer wants to make compromises with story? Story is the only reason you're in it."
David Simon

Odpowiedz
#32
Cytat:Nie mam żadnych zrzutów, ani klipów, a nawet ciężko mi wydobyć konkretne przykłady z pamięci, ale zawsze rajcowały mnie momenty kiedy postacie przekazują informacje wyłącznie przez spojrzenie / wyraz oczu. Zwłaszcza jeśli to jest zaserwowane w kontekście, kiedy ktoś np. domyśla się, kim jest ta druga osoba, np. jej prawdziwa tożsamość. Idealne do kryminałów, choć nie tylko.

Jeśli chodzi o spojrzenie przekazujące wszystko to zawsze przypomina mi się to:
http://www.filmweb.pl/user/Corn

"Pierdu-pierdu, siala-lala; Braveheart kosmos rozpierdala" - Bucho


Odpowiedz
#33
Kurva mać, ale Sizemoore był w tamtych czasach dobry w cholerę. Przy nim większość aktorów zatrudnianych dziś do ról uliczników ze względu na zakapiorską aparycję, wygląda nieprzekonywująco i sztucznie. Szkoda chłopa.



This is not Warcraft in space!

Odpowiedz
#34
3:12 Reakcja Matki zawsze mnie ściska. Cała sekwencja, świetnie wyreżyserowana.

This is not Warcraft in space!

Odpowiedz
#35
Cator napisał(a):To jest w sumie dobre pytanie. Który konkretny moment BB, był tym w którym Walter zamienił się w badassa.

Zdecydowanie i bezapelacyjnie moment zgolenia głowy i odwiedziny u Tuco. Jest to także scena, w której po raz pierwszy WW nazywa siebie "Heisenbergiem":


Odpowiedz
#36
Była taka jedna scena, dla której zrobiłem sobie powtórkę Jestem Legendą - jak Smith leży z owczarkiem w wannie i w tle słychać te piekielne odgłosy zmutowanych ludzi. Zawsze działa na wyobraźnię. To trochę taka wariacja motywu ze zbliżającą się kawalkadą kiedy ktoś np. przykłada ucho do ziemi, żeby wyczuć zbliżający się pościg, uwielbiam.

Odpowiedz
#37
Kadr z powyższej sceny, też jest bardzo ładny.

[Obrazek: i-am-legend-bathtub.jpg]
This is not Warcraft in space!

Odpowiedz
#38
To jeden z nielicznych dobrych, i jedyny świetny moment tego mehowego filmu.

Odpowiedz
#39
No i Oscar dla psiny :) Scenka z pułapką i wiernym psem oddającym życie za swego pana też bardzo dobra. Generalnie gdyby policzyć to tych pojedynczych scenek było całkiem sporo, tym bardziej szkoda, że filmowi zabrakło ostatecznego sznytu. Ostatni akt rujnuje praktycznie cały klimat.

Odpowiedz
#40
Blade Runner 2049 - Test Oficera K. To był chyba jego drugi, ten niezaliczony, po którym opieprza go szefowa. W kinie przez cały film japa mi się cieszyła, ale ta scena jakoś mi tak cholernie utkwiła w pamięci, że aż sam się dziwię. Niby zwykła scena, ale jaka intensywna, jak Ryan szybko powtarza podane przez testera frazy. Czekam na 26 grudnia, żeby znowu zobaczyć tę scenę (i oczywiście cały film).


Na razie kinówka, i mała poprawka, oba testy rewelacyjne. You are not even close to baseline.



Odpowiedz

Digg   Delicious   Reddit   Facebook   Twitter   StumbleUpon  








Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości