Kill Bill: Vol. 1 (2003) & Vol. 2 (2004)
#21
DmooN napisał(a):Mental, trochę to lipa ilustrować temat o 'Kill Billu' kadrem z 'Hell Ride'...

już się czego czepiać nie macie. potrzebowałem na szybko kadr z madsenem i drugą osobą, żeby dialog zainscenizować.

DmooN napisał(a):(nie wiem skąd zarzuty pozowania na "głębię i filozofię").

ja też nie wiem. skąd?

Bucho napisał(a):Pijany w kinie byles, ze zmieniles zdanie az w tak drastyczny sposob? Do niczego nie pije - z ciekawosci pytam.

byłem trzeźwy. zaraz po seansie, niesiony euforycznym nastrojem, zadzwoniłem do kumpla i poleciłem mu film. nazajutrz gość oddzwonił i powiedział, że chyba mnie pojebało i że musiałem być nietrzeźwyUśmiech co mnie tak uwiodło? kurt russell i dodge challenger plus oldskulowo nakręcona sekwencja pościgu.

Odpowiedz
#22
Mush Room napisał(a):jego filmy są jednorazowe - i tylko o to chodzi.
I dlatego ludzie je oglądają w kółko? Oczko

Z Tarantino jest tak: albo ktoś (jak wy, szanowni forumowicze) daje się nabrać na nie wiadomo co, i wtedy drugi seans jest zaskoczeniem, albo ktoś od razu wie, co ogląda, a wtedy każdy kolejny seans jest równie przyjemny jak ten pierwszy. A ktokolwiek oglądając "Death Proof" myślał, że ogląda "całkowicie old skulowe kino klasy B dla dorosłych"... no cóż, powiedzmy, że jest strasznym frajerem Uśmiech
Klub OFILMIE | Podcast filmowy Radio Ofilmie

Odpowiedz
#23
ok, BYĆ MOŻE powinienem użyć jeszcze słowa "pastisz" :) problem jest taki, że i w przypadku death proof i w przypadku kill billa doskonale wiedziałem na co się nastawić (trudno nie wiedzieć, kiedy zna się tego reżysera), ale tylko w przypadku tego pierwszego dałem się nabrać (zresztą nie ja jeden). za drugim razem podszedłem do tego filmu z takim samym, ba, nawet większym entuzjazmem - tym większe było moje rozczarowanie. kill bill zaś rozczarowywał mnie na każdym kroku od początku.

może po prostu znudziło mnie używanie słów takich jak "konwencja", "hołd" lub "pokłon".
Aktualnie rządzi: ja

Odpowiedz
#24
mnie również kill bill nie podobał się od zarania. niedawno obejrzałem go ponownie (od razu mowie: to nie była moja inicjatywa) i po seansie wyglądałem dokładnie tak, jak laska ze screena. a death proof - tu nie będę ściemniał --> za pierwszym razem byłem cały w skowronkach. do tego stopnia, że umieściłem film w moim prywatnym top 10. potem przyszedł seansik na kompie (z ojcem) i... ojciec wyszedł, nie zobaczywszy pościgu nawet (pół-żartem, pół-serio: "na takie filmy brata zapraszaj, nie mnie"). to był punkt zwrotny w moim życiuUśmiech

Odpowiedz
#25
Mental napisał(a):potem przyszedł seansik na kompie (z ojcem) i... ojciec wyszedł, nie zobaczywszy pościgu nawet ("na takie filmy to brata zapraszaj, nie mnie"). to był punkt zwrotny w moim życiuUśmiech


Taki troche off-top, ale musze. Film z ojcem, przy piwku, mala debata wlaczajaca spojrzenie na film przez pryzmat innego pokolenia - piekna rzecz. Szkoda, ze ostatnimi czasy nie bardzo mam na takie seanse okazje, jak bede w kraju, to musze troche filmow z Waldim nadrobic. Ok pogadalem... :wink:
Shine on You Crazy Diamond

Odpowiedz
#26
Cytat: Film z ojcem, przy piwku, mala debata wlaczajaca spojrzenie na film przez pryzmat innego pokolenia - piekna rzecz.

a żebyś wiedział, że piękna. bo jak nie z ojcem, to z kim? z matką?Uśmiech

Odpowiedz
#27
Nie wiem jak wy, ale ja się wzruszyłem...

A wracając do tematu: nie wiem czy pamiętacie zwiastun który promował KB. Czy po obejrzeniu można było z czystym sumieniem powiedzieć "meh...nieeee, nie obejrzę"?Oczko

Odpowiedz
#28
DmooN napisał(a):Czy po obejrzeniu tego można było z czystym sumieniem powiedzieć "meh...nieeee, nie obejrzę"?Oczko

kiepskie filmy na ogół mają zachęcające do ich oglądania trailery. gdyby było inaczej, nikt nie oglądałby kiepskich filmówUśmiech

Odpowiedz
#29
Kurcze, dawno tego trailera nie widzialem, swoja droga kawal dobrej roboty - nawet jakies sceny usuniete sie pojawily.
Shine on You Crazy Diamond

Odpowiedz
#30
freak_outXP napisał(a):Trailer taki sam wymuszony, jak cały film.

prawda. ale za to fajna muza w nim leci. battle without honor or humanity. jeden z lepszych kawałków, jakie kiedykolwiek zapodał quentin.

Odpowiedz
#31
Z Kill Billem mam spory problem. Szanuję ten film jako efektowną rozpierduchę, ale pod każdym innym względem jest kiepsko.
Primo - to nie jet film, ale katalog nawiązań. Wyobrażam sobie quentina siedzącego na krześle reżyserskim i odhaczającego kolejne punkty ułożonej wcześniej przy piwie listy pt. "kultowe patenty ze wschodnich filmów które muszą znaleźć się u mnie". Bruce Lee - check, teatrzyk cieni-check, anime-check, kung-fu-dziadek-check, kultowa katana-check, stu-na-jednego-check.
secundo-ta nieszczęsna sprawa z achronologicznym montażem. W poprzednich filmach QT takie zagrywki miały swoje uzasadnienie, ale w tym przypadku przez długi czas nie mogłem rozgryźć, o co chodzi. Któregoś dnia przeczytałem jednak o dokrętkach do cz2-i olśniło mnie. Podobno powodem podziału tego filmu na 2 części była jego długość. Nie chce mi się wierzyć, że Quentin z takiego materiału nakręcił ponad 4-godzinny film. Wniosek: gdyby Kill Bill miał "normalną" narrację, wymagałoby to pewnej scenariuszowej dyscypliny, co za tym idzie - do cz 2 dodanie dokrętek nie byłoby możliwe. Tymczasem dzięki jednemu prostemu zabiegowi Quentin mógł zarówno zbudować tę swoją konstrukcję z dowolnie wybranych klocków (widz nie skupia się na historii, ale na kolejnych wypasionych rozwiązaniach formalnych), jak i dodać do niego dowolną ilość scen. Zauważcie: vol 1 to wypieszczona formalnie rozpierducha. Każdy z osobna aspekt realizacyjny jest tam mistrzowski. A vol 2 to jakieś rozmemłane gadane odrzuty kręcone na zadupiach...
Why are you firing wallnuts at me?

Odpowiedz
#32
Cytat:Zauważcie: vol 1 to wypieszczona formalnie rozpierducha. Każdy z osobna aspekt realizacyjny jest tam mistrzowski.

o jakiej rozpierdusze mowa? o tym machaniu kataną i cięciu identycznie wyglądających przeciwników, zachowujących się identycznie i identycznie krwawiących? i kiedy ostatni raz widziałeś vol.1? bo ja jakieś dwa tygodnie temu i mowie ci jak tu stoje, ze vol.1 to monotonia do kwadratu. vol.2 lepiej mi sie oglądało, nawet pomimo kretyńskich i wymuszonych dialogów.

Odpowiedz
#33
freak_outXP napisał(a):Trailer taki sam wymuszony, jak cały film



Trailer jak trailer, kompletnie nie rozumiem do czego pijesz z tym wymuszeniem
Shine on You Crazy Diamond

Odpowiedz
#34
Ostatnio widziałem circa 3 lata temu... a w powyższym poście chciałem zwrócić uwagę że vol 1 to a) wypieszczona formalnie b) rozpierducha, której realizacja, jakby nie patrzeć, musiała pochłonąć trochę czasu i zaangażowania. Cz 2 natomiast to pod względem realizacyjnym regres...
Why are you firing wallnuts at me?

Odpowiedz
#35
jarod napisał(a):Cz 2 natomiast to pod względem realizacyjnym regres...

polemizowałbym. według mnie vol.2 jest lepszy niz vol.1 i to o parę długości - ma znacznie ciekawiej spuentowane wątki. wyrwanie oka elle driver i jej natychmiastowa, mega naturalistyczna reakcja na ból - to było mocne. albo sekwencja treningowa u starca mistrza kung-fu. jest to jedyny moment w całym kill billu, w którym bohater - choć cytuje "klasyków" - to wypowiada się sensownie i na temat. rzuca nawet fajnym one-linerem: "drewno ma bać się twojej pięści".

Odpowiedz
#36
freak_outXP napisał(a):- Quentin, nakręć znów coś kultowego, prosimy...


Zla odpowiedz, siadaj pala!
Nadal nie wiem dlaczego trailer wg Ciebie jest wymuszony - wiem czepiam sie Oczko
Shine on You Crazy Diamond

Odpowiedz
#37
Odpadlem - bez zlosliwosci.

Powyzsze odnosi sie do zdania: "Z przechodniości: bo zawiera sceny z wymuszonego filmu." ktore swego czasu bylo jedynym zdaniem w poprzednim poscie.


Co do wymuszenia i kultowych cegiel, to kazdy jeden film Tarantino jest wypchany po brzegi duchem kina grindhouse i co za tym idzie w mniejszym (Pulp) lub wiekszym stopniu wymuszony. Owszem im dalej w filmografie QT zagladac tym nawiazan/"wymuszen" jest wiecej. Jako weteran filmow made in Hong Kong (doprawionych fatalnym amerykanskim dubbingiem) lapie sie na tanie cool sztuczki Quentina w kazdym jednym momencie.
Dla mnie bomba Uśmiech
Shine on You Crazy Diamond

Odpowiedz
#38
wściekle psy nie są wymuszone. to autentyczna, gorzka i tragiczna opowieść, w której aż roi się od emocjonalnych skrajności. genialne dzieło reżysera, który chyba nie końca wiedział jeszcze, że musi być kultowy (podejmując tok rozumowania freakouta).

Odpowiedz
#39
to dobrze, bo ja odpowiadałem na post bucha, jakoby reservoir dogs były w jakimś tam stopniu wymuszone.

parafrazując madsena z debiutu QT: we wściekłych psach quentin gryzł i toczył piane z pyska. w kill billu ujada jak szczeniak.

Odpowiedz
#40
ale ja cie w pełni rozumiem, w pełni się z tobą solidaryzuje i gdybym miał top 20, to tez bym znalazł w nim miejsce dla wściekłych psów.

Odpowiedz

Digg   Delicious   Reddit   Facebook   Twitter   StumbleUpon  








Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości