Kill Bill: Vol. 1 (2003) & Vol. 2 (2004)
#61
Mental napisał(a):wybacz, negrin, ale mylisz się. już choćby dlatego, że topic ten ciągle się rozrasta i przyciąga szerze czytelników, zafascynowanych moja argumentacjąUśmiech
Jasne, Mental, bo Internet nie pęka w szwach od jałowych dyskusji takich jak ta Uśmiech

Mental napisał(a):niemniej w końcu ktoś powiedział, że quentin kręci syfiaste filmiki, erudycyjne do porzygania się i odcina kupony do swojej dawnej sławy
"W końcu ktoś"? Mówisz, że nie chcesz sobie wlewać? To po kiego poczytujesz sobie jako zasługę coś, co - znowu - można wyczytać w każdym zakątku Internetu?
Klub OFILMIE | Podcast filmowy Radio Ofilmie

Odpowiedz
#62
negrin, skoro to takie jałowe, to na kij tu jeszcze siedzisz i ripostujesz, hę?Uśmiech

Odpowiedz
#63
Tak sobie czytam i czytam i mnie to nawet bawi, że waszym problemem w dyskusji jest to, że każdy uważa, że jego zdanie jest jedynym prawdziwym i obowiązującym zdaniem o Kill Bill. Freakout nie uznaje, że komuś KB może wydać się dobry, Mental nie uznaje, że ktoś może lubić te wszystkie nawiązania, a reszta nie uznaje, że im się ten film po prostu nie podobał (choć oni tego nie wiedzą i próbują przerobić swoją opinię na jakąś obiektywną ocenę filmu).

Odpowiedz
#64
military, może zamiast oceniać dyskusje, oceniłbyś przedmiot dyskusji, czyli film? pewnie masz coś do dodania w tej kwestii, bo z tego co mi na gg pisałeś, kill bill to najlepszy film, jaki widziałeś w życiuUśmiech po prostu nie chcę, żeby tu się zaraz zrobiła jakaś metadyskusja o dyskutowaniu.

Odpowiedz
#65
Mental napisał(a):negrin, skoro to takie jałowe, to na kij tu jeszcze siedzisz i ripostujesz, hę?:)
A Ty co, nie znasz mnie? ;) Nie wiesz, że mnie łatwo złapać na takie półtrolle, i potem wyplątuję się z tego dopiero po dziewięciu stronach i paru godzinach wyjętych z życia na klepanie postów? :)
Klub OFILMIE | Podcast filmowy Radio Ofilmie

Odpowiedz
#66
półtrolle? kiedyś byłem dla ciebie trollem całkowitym - widać, awansowałemUśmiech jeszcze pare równie błyskotliwych topiców, profanujących świętości, i stane się - o zgrozo - partnerem w dyskusjiUśmiech

Odpowiedz
#67
Mental napisał(a):stane się - o zgrozo - partnerem w dyskusjiUśmiech
Gdybyś nie był, tobym sobie klawiatury nie strzępił Oczko
Klub OFILMIE | Podcast filmowy Radio Ofilmie

Odpowiedz
#68
Mental: Kill Bill jest średniacki. Taki tam akcyjniak, zbyt nierealistyczny żeby mnie naprawdę wciągnąć, zbyt poważny żeby rozbawić, zbyt zabawny żeby traktować go serio. Ocena: wzruszenie rąk i mruknięcie "okej, co obejrzeć teraz?".

Odpowiedz
#69
Mental napisał(a):nikt nie krytykuje taratino za to, co robi (żeby było śmieszniej, ja go za to cenie i szanuje), ale za to, jak robi.

ale to"co robi" implikuje sposób realizacji, dobór tematów, cytatów itd. To, co ty nazywasz nieudolnością, ja nazywam doskonałym pomysłem, klasyczną tarantinowską zagrywką. I nie chodzi o to, że całe gówno tego świata da się usprawiedliwić słowem wytrych typu "konwencja". Ale niestety, nic mi lepszego nie przychodzi do głowy. Usprawiedliwieniem może być tylko osobista frajda. I psychiczny komfort, że twórca traktuje mnie jak partnera.

Mental napisał(a):kultowość dla intelektualistów - teksańskiej masakry hoopera się wstydzą, bo prymitywna i wynaturzona, a fuszerki quentina na ołtarze wynoszą, bo kolorowe, niegroźne i takie fajniutkie miluchne zgrabniutkie (czytaj: erudycyjne).
wstydzą się? ke? ja jako intelektualista mówię ci: pierdzielisz od rzeczy i dorabiasz gębę dla innych, choć to wcale potrzebne nie jest 8)

Odpowiedz
#70
ok, to może nie wstydzą się, ale podejrzanie milcząUśmiech

a teraz na serio (jakby wcześniej było na żarty): obecny tarantino to dla mnie reżyser pretensjonalny. już widzę, jak negrin i dmoon chwytają się za głowy w geście pobłażliwego politowania zmieszanego z niedowierzaniem. pretensjonalny reżyser, kręcący pretensjonalne filmy. reżyser, który tak uwierzył w swoją erudycyjność i otrzaskanie, że do najnowszego projektu zaprosił kolegę z podwórka eliego rotha (paris hilton horroru), bo i tak historyjka się sprzeda na pniu. choćby cała obsada zagrała na żenującym poziomie, choćby z głowy brada pitta wyleciało ufo, choćby naziści pozamieniali się w żywe trupy, film i tak będzie czczony pod niebiosa, a grażyna torbicka powie o nim w cannes: "nigdy nie sądziłam, że z kina klasy B można przyrządzić tak niesamowity kogel-mogel. ależ to pyszne, alez wykwitnie podane! paluszki lizać!" o sobolewskim nawet nie wspominam, bo ten pewnie z wrażenia wykorkuje jeszcze przed pokazem. za stronę plastyczna basterdów odpowiada maestro robert richardson, czytaj: kunszt operatorski faceta do spółki z montażową biegłością i kobiecą ręką sally meneke po raz kolejny przysłonią oczywisty fakt - że tarantino się wyczerpał. jak królik w reklamie duracella. na szczęście dialogów nie da się zamaskować montażem. a przypominam, że mierzwiak - naczelny piewca wspaniałości kill billa - przyznał niedawno, że pisane ciurkiem rozmówki w death proof to była istna męczarnia. czyż nie jest to znak, że coś nie gra w państwie duńskim? może quentin jest już za stary na takie błahe zabawy w kino? może pora wreszcie dorosnąć - wrócić do korzeni? zacząć gryźć i toczyć piane, a nie ujadać jak pudelek? bo to, że tarantino potrafi ujebać nogę w udzie, wiadomo od jego debiutu.

wujo444 o kill billu:

wujo444 napisał(a):pseudoartystyczne kino głupoty

podpisuje się pod tym wszystkimi kończynami.

Odpowiedz
#71
freak_outXP napisał(a):obraz nie broni się tym, że jest dobry, tylko że jest Tarantino. Ja oceniam film.
Oceniasz film?! Ale jak?!
Podsumowując: tak naprawdę Kill Bill mi się nie podoba, ale że w czołówce filmu i na okładce DVD które stoi u mnie na półce jest "Tarantino", twierdzę inaczej.

Twoja argumentacja jak zwykle powala, więc na to co piszesz mam jedną, równie powalającą odpowiedź: Kill Bill to GENIALNY FILM. Tak po prostu. Powodzenia w dyskutowaniu z tak formułowanymi ocenami.

military napisał(a):Freakout nie uznaje, że komuś KB może wydać się dobry, Mental nie uznaje, że ktoś może lubić te wszystkie nawiązania, a reszta nie uznaje, że im się ten film po prostu nie podobał (choć oni tego nie wiedzą i próbują przerobić swoją opinię na jakąś obiektywną ocenę filmu).
Dokładnie military. Dlatego napisałem że najlepszym sposobem na ocenę tego filmu jest proste "podoba mi się/nie podoba". Kilka osób tutaj, na czele z Mentalem, próbuje ubrać swoje "Nie trafia do mnie taka konwencja" w mądre słowa i długaśne wyjaśnienia, w efekcie mamy tu sporo absurdalnych zarzutów tak naprawdę niemających z filmem wiele wspólnego, a tylko obnażających bezsensowność przerobienia prostego, subiektywnego odczucia na szczegółowy, pseudoobiektywny wywód.

"We Wściekłych psach to...", "A stary Tarantino to umiał..."... Po pierwszym obejrzeniu Miami Vice byłem wkurzony na Manna że to nie powtórka z Heat/Zakładnika. Abstrahując od tego że za drugim razem film mi się spodobał, to był zwyczajnie idiotyczny zarzut, mieć pretensje do reżysera że wciąż nie robi tego samego filmu.

Odpowiedz
#72
Cytat:nie pije do nikogo konkretnego, zwłaszcza nie do ciebie, des, bo rozwaliłeś mnie swoimi postami na temat wall-eUśmiech po prostu te kilka lat, które spędziłem na filmoznawstwie, tak mi skosiły mózg, że naprawdę nie wiem, czy uda mi się kiedykolwiek wymazać traume z pamięci. tak, wyszło szydło z workaUśmiech
i ta trauma widoczna jest na każdym kroku 8) za łatwo ci przychodzi ocenianie ludzi podług własnego doświadczenia, które-jak sam mówisz-lekko skosiło ci mózg :razz: wierz mi - nie wstydze się mówić, że 9 na 10 filmów z Twojej stopki ma u mnie status prawie-arcydzieł. I nie boję się powiedzieć, że Kill Bill mnie bawi do jasnej, właśnie tak intelektualnie, właśnie to moja przytulna piaskownica. Tylko mi nie mów, że śmierdzi tu zgnilizną, bo przyjade do Poznania i ci wpuszcze fpierdol :twisted:

Odpowiedz
#73
Mierzwiak napisał(a):Po pierwszym obejrzeniu Miami Vice byłem wkurzony na Manna że to nie powtórka z Heat/Zakładnika. Abstrahując od tego że za drugim razem film mi się spodobał, to był zwyczajnie idiotyczny zarzut, mieć pretensje do reżysera że wciąż nie robi tego samego filmu.

pozwól zatem, ze wyjaśnię ci różnice między MV a kill billem. MV możesz krytykować. kill billa nie. skąd to wiem? patrz niżej:

Kilka osób tutaj, na czele z Mentalem, próbuje ubrać swoje "Nie trafia do mnie taka konwencja" w mądre słowa i długaśne wyjaśnienia, w efekcie mamy tu sporo absurdalnych zarzutów tak naprawdę niemających z filmem wiele wspólnego.

to twoje słowa. zastanawia mnie jedno: dlaczego ty możesz chwalić kill billa, mówiąc, że jest "fajniuchny, miluchny i zgrabniuchny, że aż paluszki lizać", a ja nie mogę go zbesztać za to, że jest "pretensjonalny, wymuszony i bełkotliwy aż do zrzygania"? czemu twoje argumenty trafiają w sedno, a moje nie? czemu ja, piszac o MV, nie gadam jak katarynka o "konwencji kina policyjnego", a ty non-stop zasłaniasz się konwencją jak tarczą? chcesz, żebym uwierzył, iż kill bill to taki filmowy ewenement, że można o nim mówić tylko dobrze albo wcale. jak o zmarłych?

Odpowiedz
#74
do puli interesujących pytań dorzuciłbym dwa inne:

czy kill billa można krytykować? --> jeśli można, to za co?

pytania te kieruje do wielbicieli filmu.

Odpowiedz
#75
Mental napisał(a):dlaczego ty możesz chwalić kill billa, mówiąc, że jest "fajniuchny, miluchny i zgrabniuchny, że aż paluszki lizać", a ja nie mogę go zbesztać za to, że jest "pretensjonalny, wymuszony i bełkotliwy aż do zrzygania"?
Mental, jesteś inteligentnym gościem. Przeczytaj sobie mój pierwszy post w tym temacie i porównaj sposób w jaki piszę o tym filmie ze sztucznym obiektywizmem który tu uprawiasz.

Mental napisał(a):czemu ja, piszac o MV, nie gadam jak katarynka o "konwencji kina policyjnego", a ty non-stop zasłaniasz się konwencją jak tarczą?
Nie zasłaniam się konwencją. Zrozumienie konwencji Kill Billa, intencji reżysera jest kluczem do zrozumienia tego filmu. Z jednej strony piszesz że wiesz co Tarantino robi, ale zaraz udowadniasz że nie wiesz, że nie rozumiesz że ten dwuczęściowy film to - powtarzam - TYLKO ZABAWA, żart, gigantyczny cytat.

W Miami Vice nie widzę czegoś takiego jak konwencja, a nawet jeśli można o konwencji w przypadku Miami Vice mówić, jest to tradycyjny film w pełnym tego słowa znaczeniu. Kill Bill nim nie jest.

Mental napisał(a):czy kill billa można krytykować? --> jeśli można, to za co?
Powiem ci za co nie można:
- Za Wściekłe psy
- Za Death Proof
- Za Inglourious Basterds
- Za to że żart jest żartem

Odpowiedz
#76
Mierzwiak napisał(a):Przeczytaj sobie mój pierwszy post w tym temacie i porównaj sposób w jaki piszę o tym filmie ze sztucznym obiektywizmem który tu uprawiasz

masz na myśli to, że nie dodaje przed każdym zdaniem grzecznościowego "według mnie"?

Odpowiedz
#77
Zobaczmy:

Według mnie Kill Bill jest zły bo nie jest taki jak Wściekłe psy.

Nie, to nie to, efekt wciąż jest ten samUśmiech

Odpowiedz
#78
Więc prościej, żeby tacy jak ty zrozumieli:

Kill Bill to JEST konwencja, to nie tyle film (tłumaczenie: to przenośnia), tylko właśnie trzygodzinna konwencja, dlatego się tym nie zasłaniam, bo to oczywistość która powinna być dla wszystkich jasna.

Wyobrażam sobie rozmowę z wami np. na temat Chicago:

freak_outXP: Śpiewają. A kysz
Mierzwiak: Bo to musical.
freak_outXP: No ale tu śpiewają.
Mierzwiak: Bo taka jest konwencja musicalu.
freak_outXP: Nie zasłaniaj się konwencją!

Właśnie do tego sprowadza się spór na temat Kill Billa.

Odpowiedz
#79
Mam prośbę: podaj proszę przykład _dobrych_ albo (co się będziemy szczypać?) _znakomitych_ filmów w tej konwencji.

Odpowiedz
#80
freak_outXP napisał(a):jaką to konwencję ma ten Bill ? Bo dla mnie reżyser wziął trochę z tego, trochę z tamtego, trochę siamtego
Sam sobie odpowiedziałeś na swoje pytanie. Konwencja polegająca właśnie na mieszaniu stylów, gatunków, na odrealnieniu, przerysowaniu itd.

freak_outXP napisał(a):Ja tu oceniam to, jak on to posklejał
Czyli oceniasz nie tyle sam film, co po prostu spójność efektu końcowego. To by się zgadzało, w końcu jak sam pisałeś, pojedyncze rzeczy w Kill Billu są zajebiste (jesli to nie ty, popraw mnie).

Odpowiedz

Digg   Delicious   Reddit   Facebook   Twitter   StumbleUpon  








Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości