Odpowiedz 
"King Kong" Petera Jacksona
Autor Wiadomość
Mental
Merchant of Death

Liczba postów: 19,724
Dołączył: Sep 2005
29-01-2007 01:06 AM

Nieważne z którego roku i kto sterczy za kamerą - pomysł odwzajemnionej miłości monstrualnej małpy do Ann Darrow zawsze będą uważał za niestrawny debilizm. Jednocześnie uprzedzam, że nie zamierzam posługiwać się tym argumentem w polemice, bo pan Jacek może uznać za debilizm pojedynek dwóch cyborgów o głowę Johna Connora na ulicach L.A., pani Aldona - niewidzialnego łowcę polującego na oddział komandosów w południowoamerykańskiej dżungli, a pan Maciej - Godzillę ścierającą się ze swoim mechanicznym odpowiednikiem. Wolny kraj. Moja niechęć do tego typu historyjek wynika zapewne z faktu, że jako dziecko nie znosiłem bajek Walta Disney'a, a romans goryla z podrzędną aktoreczką zalatuje poczciwym disneyowskim kiczem na kilometr.

Peter Jackson najlepszy był (ach, ta nieprzemijająca nostalgia), gdy tyrał w podziemiu i kręcił komedie o szczuromałpach z Sumatry. Potem przyjechał do Hollywood i stępił sobie ząbki. Kręcąc Konga potwierdził status najemnego żołnierza na usługach nowoczesnej korporacji - zrobił film bez polotu, ze szmirowatym czy wręcz paskudnym efektem estetycznym, film będący od początku do końca realizacją założeń producentów i ich księgowych, a nie - jak wciskał prasie i naiwnym kinomanom - jego własnych marzeń z dzieciństwa. Mało tego, wepchnął w ręce krytyków "amerykańskości" potężny oręż. Jeśli po obejrzeniu filmu ktoś powie, że amerykańskie kino jest głupie, puste i gówno warte, to nie pozostanie mi nic innego, jak tylko zgodzić się z opinią. 200 milionów dolarów utopione w czym? W EFEKTACH KOMPUTEROWYCH i gaży dla Adriana Brody'ego (porażka obsadowa numer 1, gość wygląda jak anorektyk, jak głodujący poeta, który cierpi na uwiąd twórczy).

Krótko: tak beznadziejnie dysfunkcjonalnych efektów komputerowych i tak beznamiętnej obsady nie widziałem od dawna. Ale po kolei.

Dzieje recepcji:

Pretekstowy początek: poznajemy bohaterów, rozeznajemy się w ich sytuacji majątkowej i inne takie rzewne pierdy. Wsiadamy na statek, płyniemy na Wyspę Czaszek (jakże zajebiście wyrafinowana nazwa, aż mnie ciarki przeszły ze strachu), Brody się zakochuje w pannie Darrow (Naomi Watts - jedyny jasny punkt obsadowy), sztorm, statek grzęźnie na mieliźnie, bohaterowie penetrują wyspę, spotykają tubylców, tubylcy są źli, składają pannę Darrow w ofierze, przychodzi Kong, zaprzyjaźnia się z Naomi Watts, Naomi Watts robi przed nim fikołki (jeśli chcecie, mogę zamieścić wyraz mojej twarzy w chwili, gdy to oglądałem), załoga statku rusza z odsieczą i tak dalej prostym torem... Wieje nudą.

Pierwsza "spektakularna", "wbijająca w fotel", "szarpiąca nerwami" sekwencja za 200 milionów kafli toczy się w wąwozie. Bohaterowie uciekają kanionem przed stadem spłoszonych diplodoków? - cholera wie - w każdym razie uciekają przed stadem dinozaurów. Żadnych emocji. Tandeta na maksa. Spielberg 15 lat temu nakręcił podobną scenę za mniejsze pieniądze, dysponując znacznie uboższą technologią. Prawdę mówiąc, wisiało mi, czy kretyński prezenter MTV Jack Black (błąd obsadowy numer 2) uratuje swój kinematograf czy nie. Miałem to gdzieś, podobnie jak miałem gdzieś resztę załogi. Po prostu nie bawią mnie filmy, w których kamerę zastępuje program graficzny wspomagany superszybkim procesorem. Gdyby chociaż gadziny wykreowane były przekonująco, ale nic z tego. Sposób, w jaki wygenerowano dinozaury, przypomniał mi czasy mojej małoletności: ojciec zwoził wówczas hurtowo z NRD gumowo-pluszowe dinusie do poduszki. Potwory w wykonaniu grafików Jacksona wyglądały dokładnie tak, jak te maskotki - śmiech na sali, parodia ewolucji, gadżet dla matek z pociechami.

Inna sprawa dotyczy scen, w których Kong walczy z trzema Rexami, ściskając jednocześnie w swojej olbrzymiej łapie pannę Darrow i zwisając nad przepaścią, zaplątany w jakieś liany czy coś. Widziałem w życiu wiele filmów przygodowych, wiele potrafię wybaczyć, gdy idzie o wolność wyobraźni, ale tutaj moja irytacja sięgnęła zenitu. Nawet przestałem porykiwać ze śmiechu. Miejsce pustej radości pożeracza popcornu zajęła frustracja człowieka trwoniącego czas. Ale jeśli ktoś się jara takimi bzdurami, nie ma sprawy - zrozumiem.

Oglądałem dalej...

Walka z pająkami, bagiennymi glizdami wysysającymi mózgi i mega zmutowanymi homaro-krabami sprawiła, że na moich ustach znowu zagościł uśmiech (politowania, względnie: pobłażania, ale zawsze uśmiech). Teraz już byłem pewien, że Jakson zwyczajnie stracił wenę.

Walka Konga z krwiożerczymi nietoperzami wielkości F-16 był spoko do momentu, gdy Brody wraz z Naomi Watts nie uczepili się jednego z nich i nie odfrunęli. Kino przygodowe to kino przygodowe, margines absurdu jest spory, ale numery tego typu pretendują do miana pieprzonej głupoty wagi ciężkiej.

Dobra, Jackowi Blackowi udaje się w końcu uśpić bestię butelką chloroformu. Żądny pieniędzy i sławy, przewozi ją na statku do Ameryki (oczywiście reżyser nie pokazuje nam, JAK tego dokonał, gdyż to było po prostu fizyczną niemożliwością, podobnie jak swego czasu Spielberg w PJ2 nie pokazał nam, jakim cudem Tyranozaur pożarł załogę holownika). A więc przybywamy do USA. Jack Black organizuje w filharmonii wielkie przedstawienie z Kongiem w roli głównej. Zgodnie z kanonicznym przekazem, wszystko trafia szlag i Kong wydostaje się na ulicę pohasać. W rzeczywistości jednak wydostaje się na wolność po to, by specjaliści od komputerów mogli udowodnić szerokiej klienteli, że 200 milionów dolarów nie zostało wyrzucone w błoto. A więc Kong zaczyna bezkarną demolkę. Rozwala miasto, po czym rzuca się w szaleńczy pościg za umykającym w samochodzie Brodym. Generalnie oglądamy tu powtórkę z pierwszej części filmu, z tym że teraz charakterna małpa dewastuje betonową dżunglę. Na zegarze była 22:30, a ja pomału zapadałem w śpiączkę, wywołaną monotonią powtarzających się scen.

Przyznam się bez bicia: końcówki nie widziałem. Wyłączyłem telewizor i poszedłem w kimono. Dotrwałem do sceny, w której Kong bawi się z panną Darrow na lodowisku (lód oczywiście solidny i nie pęka pod ciężarem dwustutonowej małpy). Tandetny przerywnik. Podobnych zapychaczy było wiele we wcześniejszych partiach filmu. Ot, scenki z jednej strony wdzięczne i wzruszające, bo pokazują ludzką stronę małpiej natury, z drugiej - przygotowujące widza na kolejną śmiertelną dawkę komputerowych efektów specjalnych.

Podsumowując dzieje recepcji:

Niedopuszczalna kuriozalność scen akcji (nawet jak na kino familijno-przygodowe) oraz przekraczające wszelkie dopuszczalne normy efekciarstwo - oto dwa grzechy kardynalne Konga Donga za 200 baniek. Grzechy dyskwalifikujące, bo po filmie za 200 milionów należałoby oczekiwać rozrywki na najwyższym poziomie (sam nie wierzę w to, co piszę - za 200 milionów zielonych rozrywka może być wyłącznie debilna).

PS. W Kongu ani razu nie pada słowo "do kroćset fur beczek!". Potwierdza to fundamentalną prawdę: filmy bez przekleństw są do dupy. Gdybym ja zobaczył 15-sto metrową małpę, na pewno powiedziałbym "do kroćset fur beczek!". Mógłbym nawet dodać: "Ja pierdolę, do kroćset fur beczek!", ale to z kolei wiązałoby się z podniesieniem kategorii wiekowej z 6 do 18 lat.

Broń palna prawem, nie towarem!

Post: #1
Znajdź wszystkie posty użytkownika Odpowiedz cytując ten post
hops
Stale zapracowany olewacz

Liczba postów: 1,441
Dołączył: Sep 2005
29-01-2007 01:27 AM

Mental napisał(a):(jeśli chcecie, mogę zamieścić wyraz mojej twarzy w chwili, gdy to oglądałem)
Tyle tekstu, żę przydałby się jakiś screen w sumie :)

A co do efektów, owszem były słabe... Ale King Kong [jako wielka małpa] był przecież zanimowany fenomenalnie. To na niego poszedł gros z tych 200 baniek. I dlatego pozostałe efekty wyglądają trochę tak, z dupy, że tak powiem.
Post: #2
Odwiedź stronę użytkownika Znajdź wszystkie posty użytkownika Odpowiedz cytując ten post
military
Talking Head

Liczba postów: 13,375
Dołączył: May 2005
29-01-2007 05:19 AM

Mental napisał(a):podobnie jak swego czasu Spielberg w PJ2 nie pokazał nam, jakim cudem Tyranozaur pożarł załogę holownika

Nie pamiętam skąd to wytłumaczenie - chyba z książki - ale załogę zabiły raptory które dostały się na statek, a później zeżarł je rex.

Odmiana przez przypadki
Teksty na zlecenie
Post: #3
Odwiedź stronę użytkownika Znajdź wszystkie posty użytkownika Odpowiedz cytując ten post
Mental
Merchant of Death

Liczba postów: 19,724
Dołączył: Sep 2005
29-01-2007 10:51 AM

W filmie był tylko uśpiony T-Rex, jeśli mnie pamięć nie myli. Swoją drogą, Kong Jacksona to taka zrzyneczka z Parków Jurajskich. Coś niepokojącego dzieje się z panem Jacksonem.

Przerażacze: pierwsza połowa filmu słaba, druga - znakomita.

Władca 1 - genialny (po części dlatego, że nikt nigdy nie nakręcił filmu z podobnym rozmachem)

Władca 2 - Dobry, miejscami bardzo dobry.

Władca 3 - Dobry, miejscami średni, zakończenie ohydne.

King Kong - Dno na maksa.

Broń palna prawem, nie towarem!

Post: #4
Znajdź wszystkie posty użytkownika Odpowiedz cytując ten post
Adi
Dużo pisze

Liczba postów: 671
Dołączył: May 2005
29-01-2007 11:16 AM

Wiesz co, Mental? Cenię Twoją bezkompromisowość, ale nie dam się sprowokować :). Czasami mam wrażenie, że robisz tu to samo, co Jasiu Śmietana na Onecie :), czyli celowo podpuszczasz czytelników. I jeszcze jedno - Jackson był niestety jednym z tych krwiożerczych, bezdusznych producentów "King Konga", czyli jednak zrobił film wg własnych założeń. Tyle.

Jan Himilsbach: Intelektualiści wypierdalać!
Gustaw Holoubek: Nie wiem jak panowie, ale ja wypierdalam.
Post: #5
Odwiedź stronę użytkownika Znajdź wszystkie posty użytkownika Odpowiedz cytując ten post
Mental
Merchant of Death

Liczba postów: 19,724
Dołączył: Sep 2005
29-01-2007 11:22 AM

Adi, ja też cenię twoją znajomość twórczości Kubricka i też cię lubię :)

Pamiętaj, że Scott był producentem "Królestwa niebieskiego", a Mann - "MV". To absolutnie nic nie znaczy. Oprócz czynników zewnętrznych, które wpływają na jakość filmu, grupy nacisku tkwią również w mózgu reżysera. Zwłaszcza wtedy, gdy podejmuje się on spełniania własnych filmowych marzeń.

No i może jakieś argumenty przemawiające za tą tandetną szmirą?

EDIT

A działalność Jasia Śmietany na Onecie jest mi obca, choć gość zapewne wie, co robi :)

Broń palna prawem, nie towarem!

Post: #6
Znajdź wszystkie posty użytkownika Odpowiedz cytując ten post
Great Gonzo
Stały bywalec

Liczba postów: 851
Dołączył: Jul 2005
29-01-2007 12:22 PM

Mental napisał(a):Nieważne z którego roku i kto sterczy za kamerą - pomysł odwzajemnionej miłości monstrualnej małpy do Ann Darrow zawsze będą uważał za niestrawny debilizm.Jednocześnie uprzedzam, że nie zamierzam posługiwać się tym argumentem w polemice(...)

Nie używasz tego argumentu wprost, ale Twoje wrażenia są właśnie pochodną tego, że po prostu nie umiesz przełknąć konwencji. Cóż, nikt nie jest doskonały;)

Mental napisał(a):Moja niechęć do tego typu historyjek wynika zapewne z faktu, że jako dziecko nie znosiłem bajek Walta Disney'a, a romans goryla z podrzędną aktoreczką zalatuje poczciwym disneyowskim kiczem na kilometr.
Jak wyżej.


Mental napisał(a):(...)Adriana Brody'ego (porażka obsadowa numer 1, gość wygląda jak anorektyk, jak głodujący poeta, który cierpi na uwiąd twórczy(...)
Do roli pisarzyka pasował w sam raz. Kogo się spodziewałeś, Vina Diesela?

Mental napisał(a):Pretekstowy początek: poznajemy bohaterów, rozeznajemy się w ich sytuacji majątkowej i inne takie rzewne pierdy(...),załoga statku rusza z odsieczą i tak dalej prostym torem... Wieje nudą.

Wszystko jest na swoim miejscu, bohaterów, środowisko ich funkcjonowania przedstawiono fajnie i z klimatem (zwłaszcza początek filmu wymiata). Sceny na statku zbliżają się do granicy przesadnego przeciągnięcia akcji, ale właśnie gdy powoli zaczynałem się niecierpliwić zaczyna się prawdziwa zabawa, czyli jest ok.

Mental napisał(a):Pierwsza "spektakularna", "wbijająca w fotel", "szarpiąca nerwami" sekwencja za 200 milionów kafli toczy się w wąwozie(...)Żadnych emocji. Tandeta na maksa.

No cóż, tu nie sposób się nie zgodzić, sceny te nie dość, że przegięta ponad wszelkie normy (biegną se między tymi łapami jak gdyby nigdy nic) to jeszcze momentami wyjątkowo daremnie wykonana, widać, że większość kasy poszła na sceny z Kongiem.

Mental napisał(a):MTV Jack Black (błąd obsadowy numer 2)

Dla mnie nie jest to może błąd, bo jest okej, ale coś mi nie pozwala określić tego angażu mianem optymalnego.

Mental napisał(a):Inna sprawa dotyczy scen, w których Kong walczy z trzema Rexami, ściskając jednocześnie w swojej olbrzymiej łapie pannę Darrow i zwisając nad przepaścią, zaplątany w jakieś liany czy coś. Widziałem w życiu wiele filmów przygodowych, wiele potrafię wybaczyć, gdy idzie o wolność wyobraźni, ale tutaj moja irytacja sięgnęła zenitu

Chłopie, to Ty lepiej Gwiezdnych Wojen (zwłaszcza nowych) nie oglądaj, bynajmniej bez osoby uzbrojonej w zestaw do natychmiastowej resuscytacji. Te sceny dla mnie idealne, fantastycznie zbliżają się do granic Wszelkiego Przegięcia, ale biorąc pod uwagę konwencję bajki jej nie przekraczają. Popis wyobraźni (zwłaszcza te akrobacje na linach), podany w sosie wizualnej maestrii (tu do efektów przyczepić się nie mogę, świetne są).

Mental napisał(a):Walka z pająkami, bagiennymi glizdami wysysającymi mózgi i mega zmutowanymi homaro-krabami sprawiła, że na moich ustach znowu zagościł uśmiech(...)

Znowu nie łapiesz o co chodzi, scena jest celowo przegięta, z jednej strony niby poważne wydarzenia, podkreślone poważną muzyką, z drugiej tony wizualnego kiczu. Przecież gołym okiem widać, że Jackson świadomie zrobił tą scenę taką groteskową. Ja jak to widzę to mam banana na twarzy, no może momentami brakuje trochę krwi (zwłaszcza w scenach z Serkisem), ale jestem w stanie zrozumieć względy producenckie)

Mental napisał(a):(...)gdy Brody wraz z Naomi Watts nie uczepili się jednego z nich i nie odfrunęli.Kino przygodowe to kino przygodowe, margines absurdu jest spory, ale numery tego typu pretendują do miana pieprzonej głupoty wagi ciężkiej.

Bez jaj, King Kong to BAJKOWE kino przygodowe, jeśli ta scena jest dla Ciebie "pieprzoną głupotą wagi ciężkiej" to mijasz się z profilem adresata takiego filmu o lata świetlne. Tak wiem, pewno jest to dla Ciebie powód do dumy;) I wydaje mi się, że nie jestem tutaj jedynym, dla którego takie przegięcia mieszczą się w ramach konwencji (a te w wąwozie już nie).

Mental napisał(a):Dotrwałem do sceny, w której Kong bawi się z panną Darrow na lodowisku (lód oczywiście solidny i nie pęka pod ciężarem dwustutonowej małpy). Tandetny przerywnik.

Fantastyczny, nastrojowy, trochę zaskakujący przerywnik. A Twoje marudzenie co do wytrzymałości lodu poprawiło mi humor na resztę dnia;)

Mental napisał(a):W Kongu ani razu nie pada słowo "do kroćset fur beczek!".

W pewnym momencie spróbowałem sobie wyobrazić film w poważniejszej, czy też silącej się na większy realizm konwencji. To by nie przeszło, bo stałoby w sprzeczności z irracjonalnością głównego motywu.
Podsumowując, "King Kong" jest bajką, i być bajką musi, Ty drogi Mentalu po prostu do oglądania takich bajek się nie nadajesz.
Post: #7
Znajdź wszystkie posty użytkownika Odpowiedz cytując ten post
Mental
Merchant of Death

Liczba postów: 19,724
Dołączył: Sep 2005
29-01-2007 12:33 PM

Great Gonzo napisał(a):Nie używasz tego argumentu wprost, ale Twoje wrażenia są właśnie pochodną tego, że po prostu nie umiesz przełknąć konwencji.

Tu nie chodzi o konwencję. Tu chodzi o efekty specjalne. Zabrałem się za Konga tylko i wyłącznie po to, żeby zobaczyć komputerowe triki. Zawiodłem się, bo były kiczowate i afunkcjonalne. To prawda, że goryl fajnie zrobiony, włoski się ruszały i w ogóle, ale 200 milionów... to już lepiej, żeby przebrali Vina Dizela w kostium małpy...

Efekty specjalne muszą być najpierw funkcjonalne, dopiero później fajne.

Cytat:W pewnym momencie spróbowałem sobie wyobrazić film w poważniejszej, czy też silącej się na większy realizm konwencji. To by nie przeszło, bo stałoby w sprzeczności z irracjonalnością głównego motywu.

Tego typu rozumowanie zazwyczaj kończy się Wielkim Kongiem. To, że pomysł jest z gruntu irracjonalny, nie oznacza, że nie może być maksymalnie uprawdopodobniony. Spójrzmy prawdzie w oczy - jedyna rzecz, jaka udała się Jacksonowi, to ta wielka małpa.

Broń palna prawem, nie towarem!

Post: #8
Znajdź wszystkie posty użytkownika Odpowiedz cytując ten post
Great Gonzo
Stały bywalec

Liczba postów: 851
Dołączył: Jul 2005
29-01-2007 12:40 PM

Efekty są zajebiście funkcjonalne,bo funkcjonują w ramach bajkowego, niezbyt poważnego kina przygodowego, którego Ty niestety nie trawisz, ale to Twój problem a nie "ich". Są też zajebiście fajne. Mówię tu o wszystkim oprócz scen ucieczki przed dinusiami i paru pojedynczych ujęć z cyfrowymi dublerami.
Post: #9
Znajdź wszystkie posty użytkownika Odpowiedz cytując ten post
Mental
Merchant of Death

Liczba postów: 19,724
Dołączył: Sep 2005
29-01-2007 12:41 PM

I tym sposobem dyskusja zostaje zamknięta :)

Broń palna prawem, nie towarem!

Post: #10
Znajdź wszystkie posty użytkownika Odpowiedz cytując ten post
desjudi
VIP

Liczba postów: 6,394
Dołączył: Sep 2006
29-01-2007 03:00 PM

pomysł na związek uczuciowy z podtekstem zoofilskim [humanofilskim?] - nigdy tego serio nie traktowałem, bo się sensowności i realizmu nigdy nie da się w tym odszukać. ot, i bajka, fantastycznie wykonana, klasycznie przygodowa, trzymająca na krawędzi fotela.
że dinozaury jakieś takie nie tego, że lód pod małpą nie pęka, że obślizłe robale i wyspa czaszek? czizas, to jest jak najbardziej uprawdopodobnione w świecie nieprawdopodobnym. trzeba być strasznie złośliwym, żeby się uczepić konwencji, w jakiej tkwi opowieść... ano tak, chodzi przecież o kaprawe i niefunkcjonalne efekty. nie wiem, nie jestem specjalistą, ale to, co widziałem, było wykonane rewelacyjnie jak na moje laickie oko.

i jeszcze jedno - King Kong wygląda tak, jak tego chciał Jackson. pomysł na film, scenariusz itp powstały już dawno, tyle że nikt nie chciał podjąć się produkcji filmu tak naprawdę niepotrzebnego, o schemacie znanym od dawna. sukces LOTRa [blisko 3 miliardy $ z samej tylko dystrybucji kinowej!!] spowodował nie tylko przyrost gotówki na kontach Jacksona, Wety i New Line Cinema, ale pozwolił reżyserowi na spełnienie marzenia - ekranizacji KK - na jego i tylko jego warunkach. nie przeczę, postawa egoistyczna i próżna, ale u swych podstaw - bardzo niezależna, nie skrępowana zewnętrznymi wymaganiami (wytwórni, innych producentów). i PJ, i wytwórnia byli pewni swego; pal go licho - mogli sobie nawet pozwolić na mało prawdopodobną wpadkę kasową. stało się inaczej, film odniósł sukces kasowy, widzom - w zdecydowanej większości - KK podobał się i tyle. tyle wiem (ktoś powie, że tkwię w pewnej naiwności) z niemalże codziennej lektury video-bloga tworzonego w czasie produkcji, z wielu artykułów w prasie, z dvd itd 8)

desjudi@fejs
#ćwierkanie
Post: #11
Odwiedź stronę użytkownika Znajdź wszystkie posty użytkownika Odpowiedz cytując ten post
Mental
Merchant of Death

Liczba postów: 19,724
Dołączył: Sep 2005
29-01-2007 03:19 PM

Jestem prawdopodobnie ostatnią osobą na tym forum, która skwituje amerykański przemysł filmowy epitetami "pusty" i "głupi". Ale King Kong do tego zachęca.

Broń palna prawem, nie towarem!

Post: #12
Znajdź wszystkie posty użytkownika Odpowiedz cytując ten post
romeck
Stały bywalec

Liczba postów: 2,441
Dołączył: May 2005
29-01-2007 03:31 PM

Dyskutowałem na temat JacksonKonga jakiś rok temu na klubowej liście dyskusyjnej i już mi się nie dzisiaj chce, wszak powiem Ci tylko, iż nie jesteś "ostatnią osobą". :)

Byłem na tym czymś w kinie i był to dla mnie jeden z najgorszych seansów w życiu. :)

I więcej nie napiszę na ten temat. :)
Post: #13
Znajdź wszystkie posty użytkownika Odpowiedz cytując ten post
Mental
Merchant of Death

Liczba postów: 19,724
Dołączył: Sep 2005
29-01-2007 03:35 PM

Romeck napisał(a):Byłem na tym czymś w kinie i był to dla mnie jeden z najgorszych seansów w życiu.

Uff... a już myślałem, że tylko ja "nie rozumiem konwencji kina przygodowego" :)

Broń palna prawem, nie towarem!

Post: #14
Znajdź wszystkie posty użytkownika Odpowiedz cytując ten post
Mierzwiak
Brooklyn Baby

Liczba postów: 20,598
Dołączył: Oct 2006
29-01-2007 03:47 PM

"king Kong" PJ'a to jeden z moich ulubionych filmów, jeden z niewielu podczas których czuje się magię kina. Wzruszający, zabawny, rozrywkowy. Film przez duże F.

Nie będę dyskutować a argumentami Mentala, które są zwykłym czepialstwem. Dziwne tylko że pierwszą część Władcy uważa ze genialną.
- Jak to możliwe że most Khazad-Dum wytrzymał ciężar Balroga?!
- Przecież bicz Balroga urwałby Gandalfowi nogę!!!
Nie mówiąc już o tysiącu innych nieprawdopodobieństw itp.

PS. "King Kong" - 10/10

Przepocona skarpeta > Godzilla 2014
Post: #15
Znajdź wszystkie posty użytkownika Odpowiedz cytując ten post
Mental
Merchant of Death

Liczba postów: 19,724
Dołączył: Sep 2005
29-01-2007 04:10 PM

Powiem ci, w czym tkwi różnica: Władca jest tak zrobiony, że podczas oglądania nie zadaję pytań o sensowność poszczególnych scen.

PS. King Kong - 0/10.

Mierzwiak, swoją drogą ciekawa sprawa z tymi gustami, nie sądzisz? Ty wystawiasz "Children of Men" 10/10 - ja również. Ty wystawiasz Kongowi 10/10 - ja 0/10. Ktoś musi mieć poważny defekt mózgu :) :)

Broń palna prawem, nie towarem!

Post: #16
Znajdź wszystkie posty użytkownika Odpowiedz cytując ten post
Mierzwiak
Brooklyn Baby

Liczba postów: 20,598
Dołączył: Oct 2006
29-01-2007 04:29 PM

Mental napisał(a):Władca jest tak zrobiony, że podczas oglądania nie zadaję pytań o sensowność poszczególnych scen.
Ja nie widzę różnicy między tymi filmami jeśli chodzi o ich "zrobienie", tak samo kapitalne zdjęcia i efekty.

Rozumiem jednak że film o ludziach idących do wulkanu by zniszczyć obrączkę* jest dla Ciebie mniej kuriozalny niż o wielkiej małpie pałającej uczuciem do blondynki.


*Władca wielki jest i tyle, co nie znaczy że tak na dobrą sprawę jego fabuła nie jest głupia :wink:

Przepocona skarpeta > Godzilla 2014
Post: #17
Znajdź wszystkie posty użytkownika Odpowiedz cytując ten post
Mental
Merchant of Death

Liczba postów: 19,724
Dołączył: Sep 2005
29-01-2007 04:32 PM

Tak, jest mniej kuriozalny, albowiem wyraźnie jest mowa, że "obrączkę" może zniszczyć jedynie piekielny żar tego akurat wulkanu. To mi wystarczy.

EDIT

I tak uważam, że szastasz "dziesiątkami". Na twojej liście u dołu są aż trzy. Tymczasem ja w XXI wieku z czystym sumieniem mógłbym wystawić raptem dwie - Eastwoodowi za "Million dollar baby" i Cauronowi za "Children of Men".

Broń palna prawem, nie towarem!

Post: #18
Znajdź wszystkie posty użytkownika Odpowiedz cytując ten post
Mierzwiak
Brooklyn Baby

Liczba postów: 20,598
Dołączył: Oct 2006
29-01-2007 04:38 PM

Ale nie zadajesz sobie pytania, czemu od razu Frodo nie wsiadł na grzbiet Orła i nie poleciał do wulkanu? U Tolkiena też tego nie było, ale skoro czepiasz się w "KK" rzeczy które pochodzą z oryginału...

Mental napisał(a):I tak uważam, że szastasz "dziesiątkami".
Aleś się uczepił tych moich ocen. Akurat takie mi się filmu trafiły, nie wystawiam 10 na prawo i lewo.

Dwie 10 dla filmów z XXI wieku? Widać jesteś bardzo surowy.

Przepocona skarpeta > Godzilla 2014
Post: #19
Znajdź wszystkie posty użytkownika Odpowiedz cytując ten post
Mental
Merchant of Death

Liczba postów: 19,724
Dołączył: Sep 2005
29-01-2007 04:41 PM

Nie pytam o to, bo film nie prowokuje takich pytań. Szczerze mówiąc, dopiero ty zwróciłeś moją uwagę na taką możliwość :)

Cytat:Widać jesteś bardzo surowy.

To akurat się zgadza :)

Broń palna prawem, nie towarem!

Post: #20
Znajdź wszystkie posty użytkownika Odpowiedz cytując ten post
Azgaroth
^^

Liczba postów: 5,126
Dołączył: Jun 2005
29-01-2007 04:50 PM

Mierzwiak napisał(a):Ale nie zadajesz sobie pytania, czemu od razu Frodo nie wsiadł na grzbiet Orła i nie poleciał do wulkanu?

Bo by zaraz orła zestrzelono, albo nazgul by strącił i po pierścieniu. Lepiej było przejść cichaczem 8)
Post: #21
Znajdź wszystkie posty użytkownika Odpowiedz cytując ten post
Mierzwiak
Brooklyn Baby

Liczba postów: 20,598
Dołączył: Oct 2006
29-01-2007 05:13 PM

Azgaroth napisał(a):albo nazgul by strącił i po pierścieniu. Lepiej było przejść cichaczem 8)
W "Drużynie" Nazgule jeszcze nie miały latających wierzchowców 8) Chociaż można przyjąć, że żyły one gdzieś w Mordorze i mogłyby zaatakować orła.

Przepocona skarpeta > Godzilla 2014
Post: #22
Znajdź wszystkie posty użytkownika Odpowiedz cytując ten post
Jakuzzi
Super Moderator

Liczba postów: 7,496
Dołączył: May 2005
29-01-2007 06:14 PM

Mental napisał(a):I tak uważam, że szastasz "dziesiątkami". Na twojej liście u dołu są aż trzy. Tymczasem ja w XXI wieku z czystym sumieniem mógłbym wystawić raptem dwie - Eastwoodowi za "Million dollar baby" i Cauronowi za "Children of Men".

Odnosze ostatnio podobne wrazenie: Mierzwiak przez ostatnie kilka tygodni widzial wiecej arcydziel niz ja w calym swoim zyciu. :) (No offence, Mierzwiak;)).
Jesli o mnie chodzi to nie widzialem zadnego arcydziela w XXI wieku. Zadnej dychy. Najlepszy film jaki obejrzalem w obecnym dziesiecioleciu to "Million Dollar Baby". To tak offtopicowo. ;)
Post: #23
Znajdź wszystkie posty użytkownika Odpowiedz cytując ten post
Mierzwiak
Brooklyn Baby

Liczba postów: 20,598
Dołączył: Oct 2006
29-01-2007 06:30 PM

Stare z Was grzyby i tyle. To że wystawiam 10 nie znaczy że film jest arcydziełem, bo arcydzieł powstaje naprawdę bardzo mało. Ale jak film jest wyjątkowy, zrobił na mnie wrażenie i aż prosi się o przyszłe seanse, grzechem byłoby przyznać mu niższą ocenę.

Przepocona skarpeta > Godzilla 2014
Post: #24
Znajdź wszystkie posty użytkownika Odpowiedz cytując ten post
Adi
Dużo pisze

Liczba postów: 671
Dołączył: May 2005
29-01-2007 06:40 PM

Mental - skończ się czepiać pierdół. "King Kong" to retro bajka osadzona w retro świecie protoplasty monster movies. Tyle, że opowiedziana na nowo. Czy do starego "King Konga" też się tak dopieprzasz?

A na odchodne warto przypomnieć jakże celną uwagę Randala z "Clerks II", wg którego ROTK powinien się skończyć cumshotem Sama w usta Frodo, zamiast bawić się w 25 zakończeń :D. Fuckin' A.

Jan Himilsbach: Intelektualiści wypierdalać!
Gustaw Holoubek: Nie wiem jak panowie, ale ja wypierdalam.
Post: #25
Odwiedź stronę użytkownika Znajdź wszystkie posty użytkownika Odpowiedz cytując ten post
Odpowiedz 






Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości