Ankieta: Jak oceniasz "Kingsman: The Golden Circle" (2017)?
10/10
9/10
8/10
7/10
6/10
5/10
4/10
3/10
2/10
1/10
[Wyniki ankiety]
 
Uwaga: To jest publiczna ankieta, więc każdy może zobaczyć na co zagłosowano.





Kingsman (2015-2017)
#1
[Obrazek: kingsman_the_secret_service.jpg?itok=nX0QRUXG]

Nowy film Matthew Vaughna, kolesia, którego chyba nie trzeba przedstawiać. "Secret Service" jest oparty na komiksach Marka Millara (których nie czytałem, ktoś z forum tak?), którego inny komiks, "Kick-Ass", Vaughn z powodzeniem przeniósł na ekran pięć lat wcześniej. Sądząc po zwiastunach, zapowiada się dobry, bezrefleksyjny i wyluzowany akcyjniak - czyli coś, czego nie trawi jakieś 60% tego forum, ale ja z chęcią obejrzę.:) No i liczę na to, że filmowi będzie bliżej klimatem do "Layer Cake" wymiesznego z "Kick-Assem" i pastiszem bondowskiej serii, niż do "Wanted". Polska premiera 13 lutego.





W obsadzie m.in: Colin Firth, Michael Caine, Mark Strong, Samuel L. Jackson i Mark Hamill. W roli głównej nieznany mi Taron Egerton.

Odpowiedz
#2
Trochę inny wybuchowy trailer:





Wygląda na zabawę.
/www.filmmusic.pl - me recki 
"... w TFA zbudowano las. j***** las!"
Arahan





Odpowiedz
#3



Odpowiedz
#4
Ileż ciekawsze to by było, gdyby głównym bohaterem był koleś grany przez Firtha?

Śmierdzi kliszami i przywołuje na myśl filmy pokroju "If Looks Could Kill" albo "Agent Cody Banks" (sic!).

Odpowiedz
#5
In Vaughn I trust. ;) Recenzje potwierdzają, że będzie dobrze: http://www.rottentomatoes.com/m/kingsman_the_secret_service/

Średnia ocen na IMDB również wróży pomyślnie: http://www.imdb.com/title/tt2802144/?ref_=nv_sr_1

Odpowiedz
#6
Niby nic to nie znaczy, ale zawsze jakieś tam wyróżnienie. Film dostał "Filmweb poleca"

Ja oczywiście na film się nie wybieram bo go u mnie nie puszczają. Już się do tego przyzwyczaiłem. Mogę natomiast sobie iść na 10 pokazów Greya. Dziennie.

Odpowiedz
#7
Ten film zbiera bardzo pozytywne recenzje (te znienawidzone przez co poniektórych forumowiczów videorecenzje dają maksymalne albo niemal maksymalne noty), do tego reżyserem jest gość od X-men: first class, Gwiezdnego pyłu i Kick-ass.

Mając do wyboru świetną mieszankę filmu akcji z pastiszem i komedią, a Jupiter:Kompromitacja, który ponoć jest gorszy od Mrocznego widma, albo 50 Shades of grey które ponoć jest gorsze od Twilight. Well

A u mnie ten film grają, więc wybór jest prosty.
Kłótnie na forach są jak wyścigi w domu wariatów: nieważne czy wygrasz, czy przegrasz, wciąż pozostajesz pacjentem.

Odpowiedz
#8
Bilety zaklepane, bo zlewam na średniackie trailery i ufam reżyserowi (no i jest Rka).

Oczywiście omijamy sobotę, nie chcę konfrontować się z grupą docelową Greya w ilości przekraczającej moją tolerancję dla tego typu ludzi zgromadzonych w jednym miejscu.

Odpowiedz
#9
Ja idę we wtorek i mam nadzieję, że całe bydło zleci się na Greya (niestety pewnie będzie sporo nastek, bo właśnie zaczeły się im ferie) i salę na Kingsmen będe miał tylko dla siebie. :)

Odpowiedz
#10
(01-02-2015, 01:25)Mierzwiak napisał(a): Śmierdzi kliszami i przywołuje na myśl filmy pokroju "If Looks Could Kill" albo "Agent Cody Banks" (sic!).
Fajnie się pomylić, zwłaszcza, że w przeciwieństwie do tamtych gniotów Kingsman jest dobrym filmem.

Nawet bardzo! Bawiłem się świetnie. Całość to taki filmowy koktajl, oparty na miksie klasycznych, kiczowatych Bondów i Kick Assa, doprawiony wieloma momentami (scena w kościele ROTFL), które przywołują na myśl styl i klimat komedii Edgara Wrighta.

Całość jedzie na znanych kliszach, ale bawi się nimi, wykorzystuje ich komediowy potencjał, a nawet wprost o nich mówi. Fucki i krew to wartość wyłącznie dodana, bo w większości to właśnie te "niegrzeczne" momenty i żarty są tu najlepsze.

Firth jest kapitalny, młody świetny, a Jackson jako sepleniący złoczyńca taki, jak trzeba, chociaż łatwo było tę rolę przeszarżować. No i jest jeszcze kapitalna lasia z wyposażonymi w zabójcze ostrza protezami nóg, która pokazuje innym filmom, jak należy kreować zapadających w pamięć pomocników czarnych charakterów.

Do kina marsz, bo naprawdę warto. Mocne 8/10

Odpowiedz
#11
Kingsman jest fajną komedią, ale jako emocjonujacy film akcji sie nie sprawdza z dosc oczywistych wzgledów - bo jest komedią na granicy parodii. Filmy Edgara Wrighta mają serce i emocjonalny kręgosłup, który sprawia, ze nietrudno jest się ekscytowac wydarzeniami - tutaj tego nie ma. To kreskówka. Zabawna, choc jednak za mało zabawna jak dla mnie, zebym chcial szybko do tego filmu wrocic. Moze tylko do paru świetnych scen akcji (tych z Firthem).

Cytat:Całość jedzie na znanych kliszach, ale bawi się nimi, wykorzystuje ich komediowy potencjał, a nawet wprost o nich mówi.
No wlasnie tego nie lubie. To typowy Vaughn i, moze przede wszystkim, Millar. Nie cierpie, kiedy tworca mysli, ze jest taki błyskotliwy, gdy ostentacyjnie nawiązuje do czegoś, by pokazac jak bardzo jest oryginalny łamiąc zasady ustalone przez wspomniane dzieło. "Powiesz teraz cos zabawnego, jak w tych wszystkich filmach?", "Nie, bo to nie jest taki film." Sory, ale ja przewrocilem oczami. Dwie opcje sa tysiac razy lepsze: zadnego dialogu, albo brak odpowiedzi bohatera. I to nawet nie jest jednak taka scena, a przynajmniej dwie albo trzy. To samo ze scena po kościele, która powinna byc emocjonujaca, ale prawdziwy emocjonalny moment (choc oczekiwany, bo to schemat, ale działa) tkwi pomiedzy mlotem, a kowadłem: jednym nawiazaniem (Pamietasz jak to sie robi w tych filmach, he he? *MRUG MRUG*) i żartem. Obie rzeczy kompletnie podważają wartość emocjonalna sceny.

Cytat:No i jest jeszcze kapitalna lasia z wyposażonymi w zabójcze ostrza protezami nóg, która pokazuje innym filmom, jak należy kreować zapadających w pamięć pomocników czarnych charakterów.
Przerysowani super-złoczyńcy łatwo zapadaja w pamiec. :)

Ale bawilem sie dobrze. Jednak nie lubie za bardzo takich przegiętych filmów, bo to ten rodzaj filmu co WANTED (choc lepszy jakościowo) - niby poważny, ale jednak na tyle absurdalny, ze nie da sie go brac na powaznie. Wiem, ze taki byl zamysl (tworcy ustami postaci zreszta mowia to wprost do widza), ale jak dla mnie film jest za mało pokrecony, zaskakujący i zabawny, by kompletne go kupić.

7/10
#ChristopherLOLan #ChristopherTrollan


Odpowiedz
#12
(15-02-2015, 21:45)Crov napisał(a): Filmy Edgara Wrighta mają serce i emocjonalny kręgosłup, który sprawia, ze nietrudno jest się ekscytowac wydarzeniami - tutaj tego nie ma.
Czy ja wiem? Co prawda najświeższe w mojej pamięci są tylko The World's End i Hot Fuzz, ale ostatnie co bym powiedział o tych i pozostałych jego filmach to że są tam jakieś prawdziwe emocje. Serducho? Owszem, ale raczej w sensie zaangażowania ze strony reżysera i aktorów, ale nic poza tym. Dla mnie to, jak sam piszesz, właśnie kreskówki.

Cytat:No wlasnie tego nie lubie. To typowy Vaughn i, moze przede wszystkim, Millar. Nie cierpie, kiedy tworca mysli, ze jest taki błyskotliwy, gdy ostentacyjnie nawiązuje do czegoś, by pokazac jak bardzo jest oryginalny łamiąc zasady ustalone przez wspomniane dzieło.
Ale to złamanie zasady (przy jednoczesnym skomentowaniu tego na głos) masz tak naprawdę w jednej scenie, a końcowy dialog to już tylko nawiązująca do tamtego riposta.

Vaughn nie udaje, jaki jest błyskotliwy, bo niczego nie wyśmiewa na zasadzie "patrzcie, mój film jest lepszy od tamtych", ale wyłącznie sympatycznie nawiązuje.

Odpowiedz
#13
(15-02-2015, 21:55)Mierzwiak napisał(a):
(15-02-2015, 21:45)Crov napisał(a): Filmy Edgara Wrighta mają serce i emocjonalny kręgosłup, który sprawia, ze nietrudno jest się ekscytowac wydarzeniami - tutaj tego nie ma.
Czy ja wiem? Co prawda najświeższe w mojej pamięci są tylko The World's End i Hot Fuzz, ale ostatnie co bym powiedział o tych i pozostałych jego filmach to że są tam jakieś prawdziwe emocje. Serducho? Owszem, ale raczej w sensie zaangażowania ze strony reżysera i aktorów, ale nic poza tym. Dla mnie to, jak sam piszesz, właśnie kreskówki.
Jak najbardziej tamte filmy maja emocjonalny kręgosłup. The World's End ma zreszta najbardziej wyraźnie zaznaczony - przeciez w calym filmie chodzi w pewnym sensie o depresje i zdrowie psychiczne glownego bohatera. W Kingsman widac, ze tworcow nie obchodza takie rzeczy i sa raczej pretekstem do dzialania roznych bohaterów, a wlasciwie do pokazania kolejnej fajnej akcji.

Cytat:Ale to złamanie zasady (przy jednoczesnym skomentowaniu tego na głos) masz tak naprawdę w jednej scenie, a końcowy dialog to już tylko nawiązująca do tamtego riposta.

Vaughn nie udaje, jaki jest błyskotliwy, bo niczego nie wyśmiewa na zasadzie "patrzcie, mój film jest lepszy od tamtych", ale wyłącznie sympatycznie nawiązuje.
Nie wysmiewa, ale to nie zmienia faktu, ze takie nachalne nawiazania sa irytujace. To bylo nawet fajne, gdy Firth i Jackson gadali przy kolacji, ale potem to bylo juz niepotrzebne i subtelne jak pieprzniecie kuflem w twarz. I nie chodzi mi tylko o nawiazania, ale generalnie o to, ze film podcina swoje emocjonalne skrzydla. Zawsze, gdy troche wagi zostalo dodane akcji (np. "pamietasz ją? ona jednak zyje, pracuje dla nas w Berlinie".) Czy nawet zabawne, ale wciaz antyklimatyczne, bo absolutnie komediowe odpalenie chipów. Vaugh nie udaje, ze jest błyskotliwy, ale chce pokazac jaki jest zabawny i oryginalny. To denerwujace. Przeciez akcja po kościele powinna miec ogromna wage, bo jako sam punkt fabularny jest dobry i nieoczekiwany. Ta scena powinna uderzyc jak kufel w twarz. :) I to tez w sumie troche wyglada, jakby Vaughn chcial byc oryginalny - "spodziewasz sie, ze tu bedzie dramat? A nie! Bedzie smiesznie." Az myslalem, ze tam jakis hologram jest na ziemi czy cus.

Niemniej, jezeli powstanie sequel to pewnie sie wybiore.
#ChristopherLOLan #ChristopherTrollan


Odpowiedz
#14
(15-02-2015, 22:08)Crov napisał(a): Jak najbardziej tamte filmy maja emocjonalny kręgosłup. The World's End ma zreszta najbardziej wyraźnie zaznaczony - przeciez w calym filmie chodzi w pewnym sensie o depresje i zdrowie psychiczne glownego bohatera.
Inaczej - scenariuszowo on tam jest, OK, ale czy mnie to emocjonuje? Jasne, że nie :)

Cytat:Nie wysmiewa, ale to nie zmienia faktu, ze takie nachalne nawiazania sa irytujace. To bylo nawet fajne, gdy Firth i Jackson gadali przy kolacji, ale potem to bylo juz niepotrzebne i subtelne jak pieprzniecie kuflem w twarz.
Nie wykluczam, że masz rację, ale nie czuję potrzeby udowodnienia za wszelką cenę, że tak nie jest. Dobrze się bawiłem i to mi chyba wystarczy, tym bardziej, że był to wyłącznie casualowy wypad bez żadnych specjalnych oczekiwań.

Odpowiedz
#15
O w pytę, film jest świetny! Nie przeszkadza nawet mega wymoczkowaty główny bohater z czapeczką. Vaughn kolejny raz nie zawodzi i daje zabawną, wypełnioną świetnymi scenami akcji, pędzącą jak lawina komedie sensacyjną. Aktorsko najlepiej Colin Firth (scena w kościele!), Strong dobry, Caine jak to Caine no i Jackson jak zwykle rozbraja. Aha, no i miły epizod rzadko widywanego w kinie Marka Hamilla 9/10
I can see your conciliation. I wanna see your conciliation.

Odpowiedz
#16
Taka ciekawostka: w komiksie nie ma postaci profesora Arnolda, w którego wcielił się Mark Hamill. W komiksie w miejsce tej postaci mamy... Marka Hamilla.

Odpowiedz
#17
Swoja droga, motyw z celebrytami tez troche smierdzi niewykorzystanym potencjalem. Myslalem, ze skoro Iggy Azalea byla wspomniana to do czegoś to doprowadzi (chocby eksplozji głowy Iggy w filmie :P).
#ChristopherLOLan #ChristopherTrollan


Odpowiedz
#18
Widziałem ze dwa zwiastuny i jakoś mnie tam to nie powaliło, wrzuciłem do kategorii must see, ale w domu. Niestety okres w kinach taki, że albo grey albo rodzeństwo wachowskich z kolejną kompromitacją, no i kolega polecił więc mówię sobie, a co mi tam ;)

No i tak na początku to film trochę meh. Niby zabawny, ale tak na skrzywienie ust bardziej, niż na jakieś wielkie hahaha ;). Sceny akcji nawet fajne, ale trochę widać, że budżet był ograniczony. A potem scena w kościele i szczęka na podłodze :D I od tego momentu już nie schodzący z twarzy banan.
Dopiero na napisach dowiedziałem się, że to komiks Millara. Millar i wszystko jasne. Z drugiej stronny to też trochę niestety, że Millar, bo w zasadzie to jest taki kick ass 3 tylko goście chodzą w gajerach. No i SLJ nie był tak zabawny jak myślałem, że będzie. Ogólnie jednak pozytywne rozczarowanie, jednak ciągle najbardziej lubię Wanted.
For us, there is no spring. Just the wind that smells fresh before the storm.

Odpowiedz
#19
(16-02-2015, 23:50)Crov napisał(a): Swoja droga, motyw z celebrytami tez troche smierdzi niewykorzystanym potencjalem. Myslalem, ze skoro Iggy Azalea byla wspomniana to do czegoś to doprowadzi (chocby eksplozji głowy Iggy w filmie :P).
No właśnie, jak tylko akcja przeniosła się do bazy i pokazali ten ciąg cel, liczyłem na jej cameo a tu dupa :)

Odpowiedz
#20
Obiecywałem sobie po tym filmie sporo, bo do tej pory podobały mi się wszystkie filmy Vaugna, no i cóż... Nie rozczarowałem się. :)

"Kingsman" już na początku roku ustawia innym filmom rozrywkowym bardzo wysoką poprzeczkę i pozostali będą musieli się nieźle napocić, żeby ten poziom przeskoczyć, lub chociażby dorównać. Pełen rewelacyjnych scen, swiadomy swojej konwencji, mało oryginalny, ale biorąc pod uwagę stylówę, jaką sobie obiera, nie jest to w żadnym razie wadą, idealnie wyważony pod względem tempa, krwawy i zabawny - scena w kościele, eksplodujące głowy - to są sceny które z pewnością obrosną kultem. No i świetne, dające się lubić postacie - Firth i Strong wiadomo, L. Jakckson dobry, ale najbardziej obawiałem się o młodego w roli głównej. Niepotrzebnie, bo młody daje radę i wróżę mu sporą karierę.

Zastanawiam się nad drugim seansem, no i czekam na sequel - a ten, biorąc pod uwage bardzo dobre wyniki finansowe, zapewne powstanie. Mam nadzieję jednak, że tym razem Vaughn nie porzuci swojego dziecka. :)

Mocne 8/10.

Odpowiedz

Digg   Delicious   Reddit   Facebook   Twitter   StumbleUpon  






Podobne wątki
Wątek: Autor Odpowiedzi: Wyświetleń: Ostatni post
  Valerian and the City of a Thousand Planets (2017) (Reż. Luc Besson) Lawrence 262 19,395 21-12-2017, 11:25
Ostatni post: f.lamer
  Ghost in The Shell (2017) Gieferg 298 23,283 11-12-2017, 19:17
Ostatni post: shamar
  Kajko i Kokosz (2015) military 19 3,996 07-09-2014, 15:01
Ostatni post: OGPUEE



Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości