Krótka piłka, czyli mini-recenzje
Ta scena, w której jego córka śpiewała była bardzo ładna. Ta sama piosenka jest w Kingsman 2 i Alien Covenant, miło, że w końcu była w tym roku w dobrym filmie :)

Odpowiedz
Office Christmas Party - sympatyczna komedia o prostym jak drut pomyśle - dyrekcja korpo organizuje huczną imprezę świąteczną, aby zwabić i zachęcić jednego z inwestorów do finansowania nowego projektu. Jak to zwykle bywa, impreza wymyka się spod kontroli, wszystko się sypie, a w tle pojawia się afera z dziwką, koksem, oraz "złotym środku" na wszystko. Nic odkrywczego, nic oryginalnego ale ogląda się to po prostu dobrze, w czym zasługa mocnej ekipy aktorskiej - Bateman i Miller to sympatyczny duet, a obok nich pojawia się Olivia Munn (<3), Kate Mckinnon (w roli zdyscyplinowanej szefowej HR'u) i niezmordowany Rob Corddry. Drugi plan kradnie zdecydowanie Courtney Vance. Kilka gagów pierwsza klasa (jak np. ta z Uberem :>), ale większość z nich do podłapania gdy pracuje się w podobnym korpo. Ogólnie przy podobnym tematycznie The Office to 2 lub nawet 3 liga, ale seans uznaję za udany. Niezły tytuł pod świąteczne klimaty w TV.

[Obrazek: moviereview_officechristmasparty_120916_featured.jpg]

6/10
Oświadczenie: The Wire jest najlepszym serialem jaki widziałem. Six Feet Under jest na drugim miejscu.

Odpowiedz
Ekspres polarny - Ježíšku, ale to CGI się postarzało. W nielicznych momentach dalej robi wrażenie, ale w ogólnym rozrachunku to mamy przerażające kukły, a najlepszym przykładem są ci kelnerzy o sztywnych twarzach bez ekspresji. No i czemu tym elfom dano twarze jakichś żuli? Nic dziwnego, że jeden z głównych bohaterów nie chce oddać im prezentu. Co do fabuły - nawet sympatyczna z dobrym morałem, choć widać, że historia pasuje jedynie do 20 góra minut i próbowali wypchać zapychaczami, które prowadzą donikąd (np. bilet tej dziewczynki).

Opowiem jeszcze o polskiej wersji językowej, a mianowicie o polskich wtrętach (bo niedawno był Shrek :P). I momentami to nawet pasuje jak zrobienie z głównego bohatera Polaka, ponieważ historia w sumie jest uniwersalna i nawet nie poznajemy imienia głównego bohatera. Niestety wrażenie się psuje gdy elfy omawiają jakiegoś niegrzecznego bachora, gdzie ewidentnie mieszka w Ameryce Północnej i jest podpisany jako Steven - a polski dubbing robi go Stasiem, także z Polski :P.

W sumie polecam puścić to dzieciom i jako film świąteczny całkiem się sprawdza. 

Odpowiedz
The Killing of a Sacred Deer - Lobstera nie wytrzymałam. Zaraz obejrze mother! ale wątpie żeby przebili Farrella wypalającego na imprezie, że jego córka właśnie dostała okres + scene, w której Alicia Silverstone lizała mu ręce mniej więcej tak:

[Obrazek: brooke-shields-friends.gif]

no i ta scena, w której zdradza dzieciakowi swój sekret o_O

Zdecydowanie zbyt dziwne dla mnie :) Ale bardzo dobrze zagrane, zwłaszcza przez kolesia z Dunkirk

Odpowiedz
W ogóle nie poznałem Silverstone. Trochę się zmieniła.

Mi film bardzo się podobał, był wręcz hipnotyzujący. Jest tak dobrze zrobiony technicznie, że nawet nie trzeba oczekiwać większych wyjaśnień (kto się ich zresztą spodziewał) czy ogarniać wszystkiego w fabule, żeby świetnie się bawić. Taki zresztą cel reżysera trochę powodzić widza za nos. Pierwszy akt jest świetny, a podkręcanie atmosfery później wręcz fizycznie nieprzyjemne. Super kino. Muszę skończyć Lobstera.
- I don't advise a haircut, man. All hairdressers are in the employment of the government. Hairs are your aerials. They pick up signals from the cosmos, and transmit them directly into the brain. This is the reason bald-headed men are uptight.
- What absolute twaddle.  

Odpowiedz
No zdecydowanie scena, w której Farrel biega po kuchni szukając włosów łonowych mnie ubawiła :) Ale jednak trochę za mało mnie wciąga aż tak dziwaczne kino

Odpowiedz
Battle of the Sexes - 5/10 - strasznie to było niemrawe. Mało serca w tym filmie, a taka dobra historia. Szkoda aktorów na takie coś.

Odpowiedz
The Florida Project - widziałem, że film pojawia się w końcoworocznych podsumowaniach, więc postanowiłem zupełnie nic o nim nie wiedzieć, nie oglądać trailera, tylko iść do kina. W trakcie, całkiem bezbolesnego - muszę przyznać, seansu myślałem sobie, że krytycy pewnie będą sikać z zachwytu, bo po raz setny ktoś pokazał "american dream a rebours", "smutną widokówkę z disneyowskiej Florydy" itd. po seansie odpalam internet i znalezienie właśnie takich zachwytów zajęło mi jakieś 30 sekund :)
Nie dajcie się nabrać - to po prostu jeden z tych corocznych przeciętniaków, które z losowych powodów podobają się krytyce i kręcą się wokół nagród zabierając miejsce naprawdę fajnym filmom, a w rzeczywistości to tylko zwykła, nic nie znacząca opowieść o kilku dniach z życia white trashowej, wybrakowanej rodzinki - matka się kurwi, gdy dziecko demoluje okolice i wkurwia sąsiadów, ale że wszystko dzieje się na zapleczu Disnaylandu, to wiecie, od razu jest to ważki komentarz społeczny ameryki ery Trumpa i w ogóle nowoczesny portret ofiar kapitalizmu w duchu Dickensa ;D
Sytuację ratują absolutnie naturalna dziecięca obsada i fajne kolorki, ale żeby mnie kupić to trzeba czegoś więcej niż wiarygodne i ładne pokazanie życia marginesu 5/10
Rola Defoe bardzo w porządku, nie będę załamywał rąk nad nominacją oscarową, ale oczywiście to żadne cuda.

Odpowiedz
Van Helsing

Nie widziałem tego ze 12 lat i... więcej już nie zobaczę. W zasadzie wszystko poza scenografią, głównym motywem muzycznym i Wenhamem to KATASTROFA - źle obsadzony, znudzony Jackman kasujący czek na fali popularności Wolverine'a, drewniana Beckinsale której rola polega naprzemian na pozowaniu i odstawianiu żenujących akrobacji czy chyba najgorsze filmowe wcielenie Draculi w postaci drącego ryja Roxburgha.

Fabuły nie ma nawet co komentować, to stek nonsensów i jeden wielki chaos, a gdy Sommersowi brakuje pomysłu jak popchnąć ją dalej, każe Wenhamowi oprzeć się o świecznik który odsłania sekretny obraz pokazujący animację (!) istotną dla późniejszej części filmu. Bo tak.

W pewnym momencie ma miejsce tak kakofoniczna, długaaa akcja, że spokojnie mogłaby mieć miejsce w trzecim akcie, ale niestety - do końca jeszcze ponad godzina!

3/10

Odpowiedz
(27-12-2017, 23:44)simek napisał(a): The Florida Project 

Mam podobne odczucia, może ciut pozytywniej go oceniam, ale generalnie się zgadzam. 

Film w gruncie rzeczy o wszystkim, czyli o niczym. Poruszone tu jest mnóstwo tematów, mnóstwo problemów. Z jednej strony lubię takie odzwierciedlanie życia i jego złożoności. Z drugiej wymagam jednak od kina, żeby mnie angażowało, a przy takim podglądaniu, to jak ma to robić, skoro gdzieś pod spodem czuję, że reżyser w sumie mógłby odwrócić kamerę i pokazać perypetie bohaterów z innego pokoju w motelu, który jest areną wydarzeń filmu. W linii prostej sprowadza się to u mnie do pytanie "po co w sumie to oglądam?". Historii nie ma w ogóle.

Jednak nie wystawię negatywnej oceny. Film ogląda się dobrze, więc reżyser wychodzi obronną ręką, bo koniec końców sztuką wielką jest utrzymać widza przez 2h, kiedy nie ma do opowiedzenia historii. Taka sytuacja jest możliwa dzięki bardzo fajnym zdjęciom (wspieranym przez cudną kolorystykę) oraz rewelacyjnemu, naturalnemu aktorstwu. Paradoksalnie najmniej porywa Dafoe, który gdyby nie był tak znany i wyniesiony pod niebiosa za tę rolę, to nie wyróżniałby się z obsady niczym. Zwyczajnie utrzymuje bardzo wysoki poziom.

Mam też wrażenie, że rozumiem dlaczego ten film został tak bardzo doceniony przez krytyków. Jest wdzięcznym podmiotem ich pracy. Przecież mnogość zagadnień poruszonych przez "The Florida Project" to w zasadzie kopalnia dla recenzenta filmowego. Znajduje się tu jakieś 1500 punktów wyjścia do poruszenia w tekście napisanym po seansie. A to niespełniony amerykański sen, a to samotne rodzicielstwo, a to ochrona dziecka za wszelką cenę, a to dbanie o dobro lokalnej społeczności. Mógłbym tak wymieniać długo. To dobry film, żeby zacząć od niego wieczór ze znajomymi, kiedy chce się go spędzić na rozmowach o problemach życia, tak ogólnie mówiąc. Punktów zaczepienia nie zabraknie.

To niezły film. Zgrabnie poprowadzony. Momentami topornie zmontowany, ale nawet przy tym sympatyczny. Trochę go polubiłem. Amerykańskie kino offowe, to często takie sympatyczne twory. Dobrze się ogląda, stymulują do zastanowienia na chwilę, dają recenzentom pole do popisu, a ci z wdzięczności piszą o nich psalmy pochwalne. 

6/10

Aaa. Dodam jeszcze, że nie rozumiem tytułu.
.

Odpowiedz
Sweet Virginia - thriller z Punshierem. Jezeli oczekujecie cudow to sie zawiedziecie. Kameralna opowiesc, prosta historia, fajnie zagrana. Mimo wszystko czegos brakowalo. Takie srednie 5/10.

Odpowiedz
Mi Sweet Virginia się podobała na 7/10, faktycznie prosta historia ale sama gra aktorów była na prawdę świetna

Odpowiedz
Call Me by Your Name - ja wiem, że dosyć łatwo uciec w narracje o tym, że gdyby nie tematyka, nie byłoby tu mowy o takim rozgłosie i nagrodach, ale to jest po prostu dobry film. Nie tak dobry jak Blue is the Warmest Colour, ale sporo lepszy niż Moonlight. Fabularnie jeszcze bliżej mu do Carol i jak dla mnie Guadagnino zdecydowanie wygrywa z Haynesem. Jasne, nie ma siły, żeby trochę pretensjonalny nie był film o homoseksualnym romansie pomiędzy nastolatkiem spędzającym wakacje na czytaniu książek i komponowaniu muzyki oraz dwudziestokilkuletnim podwładnym ojca tego nastolatka, profesora archeologii rozgrywający się w wiejskiej posiadłości rodziny spędzającej czas na jedzeniu podawanym przez służbę, piciu wina i goszczeniu przyjaciół gejów;). W dodatku ojciec tego nastolatka - spoiler dotyczący reakcji ojca i jednocześnie jednej z lepszych scen filmu, pod koniec -

Film jest może odrobinę przydługi, ale za to relacja pomiędzy bohaterami jest rozpisana naprawdę subtelnie, w wielu miejscach nieoczywiście i tak też zagrana. Do tego, nawet jeśli wizja takich włoskich beztroskich wakacji może śmieszyć naiwnością i pretensjonalnością to jest w tym, w oderwaniu od "homoseksualności" filmu, taka dawka nostalgii i uroku, że przestaje mi to przeszkadzać. Szczególnie, że Guadagnino po A Bigger Splash znowu imponuje reżyserskim warsztatem. Do tego niezły soundtrack. No i w nielicznych scenach erotycznych kamera w odpowiednim momencie się odwraca.;) Trochę zniesmaczony byłem chyba tylko raz - w scenie z morelą, ale poza tym jest całkiem subtelnie.

Waham się między 7 a 8, chyba jednak 8. O ile na Oscarach w ciemno kibicuję Phantom Thread z pozostałych kandydatów na razie jest to jedyny, w przypadku którego ewentualne wygrane ni byłyby dla mnie aż tak bolesne i niezrozumiałe.

Odpowiedz
Call Me By Your Name -Michael Stuhlbarg robi więcej niż dwójka która zgarnia pochwały, ale moim zdaniem ta totalna nuda nie zasługuje na żadne nagrody
Miss Sloane - bardzo, bardzo dobry. Lepszy Sorkin niż ostatni Sorkin. Świetna obsada i dobry scenariusz
Stronger - świetny Gyllenhaal, wzruszający film. nie starali się jak w większości tego typu produkcji przedstawić bohatera jako idealną osobę.
The Bourne Legacy - jak zabili postać Isaaca to prawie zupełnie straciłam zainteresowanie ale Renner i Weisz całkiem fajnie wypadli jako duet

Odpowiedz
Geostorm

[Obrazek: UnhappyFrighteningAlligator-size_restricted.gif]

Odpowiedz
(02-01-2018, 13:55)harlequinade napisał(a): Michael Stuhlbarg robi więcej niż dwójka która zgarnia pochwały (...)

Co takiego robi Stuhlbarg? Bo wbrew pozorom dosyć mało go w tym filmie i poza zaspoilerowaną przeze mnie sceną rozmowy z synem za wiele do zagrania nie miał.

Lady Bird - no sympatyczny indie coming of age. W sumie dużo mniej irytujący niż wiele podobnych historii o zagubionych, trochę ekscentrycznych nastolatkach, bo nie próbujący na siłę być cool, nie epatuje sountrackiem złożonym z best of aktualnie modnych indie-rockowych kapelek lub klasyków pokroju The Smiths czy innego Sonic Youth lub plakatami i koszulkami tychże w co drugim kadrze. W zamian sporo tu całkiem fajnego, subtelnego humoru, całkiem sporo mniej oczywistych rozwiązań fabularnych i całkiem zgrabnie poprowadzonych tych typowych. No i nawet sympatyczna, nieprzerysowana i fajnie zagrana główna bohaterka i sprawna, ale nie siląca się na nie wiadomo co reżyseria. Diablo Cody mogłaby się uczyć od Gerwig pisania o nastolatkach a choćby Gordon-Levitt jak nie przeszarżować w debiucie reżyserskim, ale nie wiem, czy aż taki hype i najlepszy wynik na pomidorach jest zasłużony. Takie 7/10, sympatyczny film, solidny debiut, fajnie, bo Gerwig jest spoko. 

Odpowiedz
Molly's Game - bardzo dobry film. Świetnie trzyma w napięciu, już od popisowej pierwszej sceny. Oczywiście, jak ktoś nie lubi Sorkina to nie ma czego tutaj szukać dla siebie. Jeśli chodzi o jego debiutancką reżyserię, to w scenach bez dialogów kilka razy udaje mu się przesadzić czy też uderzyć w niewłaściwe tony. Film też ma jedną po prostu FATALNĄ scenę, którą w dodatku próbuje sprzedać jako swojego rodzaju objawienie. A fe. 

Chastain bardzo dobra, ale chyba nie nominowałbym tej roli. Idris na drugim planie też całkiem w porządku. Michael Cera grający Tobiego Maguire'a dobry - polecam doczytać co ta świnia wyprawiała na tych grach, koleś jest dla mnie zwyczajnie pośmiewiskiem. Bardzo dobre tempo i świetnie dobrani aktorzy do mniejszych ról, szczególnie Bill Camp (chociaż to może być osobista sympatia, dobry twarzowiec który dopiero grubo po 40tce zaczyna dostawać ciekawe projekty) i Chris O' Dowd. Film mimo dwóch godzin i 20 minut nie nudzi ani trochę i przez większość czasu utrzymuje szaleńcze wręcz tempo przeskakując między kilkoma okresami, by zwolnić na koniec i nie do końca wylądować z telemarkiem (tak już się utrzymując w narciarskiej terminologii). No i wiadomo, zabawne Sorkinowe dialogi i świetna chemia między główną parą.

Spokojnie 8/10 i czekam na kolejne filmy w reżyserii Sorkina, chociaż naprawdę nie różnią się zbytnio od ekranizacji jego skryptów z pod rąk innych reżyserów. 
- I don't advise a haircut, man. All hairdressers are in the employment of the government. Hairs are your aerials. They pick up signals from the cosmos, and transmit them directly into the brain. This is the reason bald-headed men are uptight.
- What absolute twaddle.  

Odpowiedz
O której scenie piszesz, że była FATALNA? :)
You betrayed me! You're not good. You, you're just a chicken. Chip-chip-chip-chip-cheep-cheep. - Johnny

Odpowiedz
- I don't advise a haircut, man. All hairdressers are in the employment of the government. Hairs are your aerials. They pick up signals from the cosmos, and transmit them directly into the brain. This is the reason bald-headed men are uptight.
- What absolute twaddle.  

Odpowiedz
O kurffa, faktycznie. Ja w kinie byłem w czwartek i totalnie zapomniałem o tej scenie :D No to było niepotrzebne, totalnie niepasujące do postaci granej przez Chastain. Na szczęście wszystko inne było na tyle dobre, że mogę zaliczyć seans do udanych. Mocna siódemka, a scena, w której

Sorkin <3

PS Bardzo podobał mi się ten wstęp, gdzie Molly Bloom jest przedstawiana najpierw jako sportsmenka. W ogóle to określenie "Pokerowy Wilk z Wall Street" całkiem trafne :)
You betrayed me! You're not good. You, you're just a chicken. Chip-chip-chip-chip-cheep-cheep. - Johnny

Odpowiedz

Digg   Delicious   Reddit   Facebook   Twitter   StumbleUpon  






Podobne wątki
Wątek: Autor Odpowiedzi: Wyświetleń: Ostatni post
  ALARM! NADCHODZI KOLEJNY REMAKE! czyli wszystko o remake'ach Mierzwiak 682 95,084 Wczoraj, 14:22
Ostatni post: shamar
  Prekognicja, czyli oceń film, który zaraz obejrzysz military 79 15,061 04-03-2017, 00:43
Ostatni post: Juby
  Dłuższa piłka, czyli coś dla kino maniaków od kino maniaków wika 3 2,643 02-12-2013, 19:10
Ostatni post: Bucho
  Prawdziwy film, czyli istota kina Bodzio 26 4,227 07-08-2011, 20:23
Ostatni post: MauZ
  Starocie filmowe, czyli trochę klasyki Eorath 45 9,725 20-12-2010, 19:03
Ostatni post: szopman
  Krótka piłka, czyli mini-recenzje military 6,551 387,961 11-04-2009, 16:35
Ostatni post: Negrin
  I'll be back, czyli powrtót po latach Phil 74 10,536 27-07-2008, 20:42
Ostatni post: Oconnel
  Parada banału, czyli wpływ formy filmu na odbiór fabuły;) Mental 167 13,192 26-03-2008, 09:55
Ostatni post: D'mooN
  [oddzielony] Krótka piłka, czyli mini-recenzje 0 24 Mniej niż 1 minutę temu
Ostatni post:



Użytkownicy przeglądający ten wątek:
2 gości