Krótka piłka, czyli mini-recenzje
Escape from Tomorrow - surrealistyczny horror, gdzie Disneyland (przynajmniej ten w Florydzie) to złe miejsce. Szacunek należy się, że udało się ekipie nakręcić to wszystko nakręcić bez wiedzy Disneya i jakoś to wygląda. Fabuła raczej typowo artystyczna i film raczej nadaje się do uczelnianych DKFów. 

Odpowiedz
Hounds Of Love (2016)
Para psychopatów porywa licealistkę na australijskich przedmieściach roku 1987. Ależ to było zagrane, szczególnie przez Emmę Booth, wykrzesano chyba każdą z możliwych emocji pomiędzy trójką, głównych bohaterów. To bardzo nieprzyjemny obraz, nie ma tutaj jakiegoś gore, cięcia montażowe są zawsze w odpowiednim momencie, a i tak czuć cały brud, napięcie sytuacji. Spokojnie 8/10.

A Dark Song (2016)
Zrozpaczona matka stara się skontaktować ze zmarłym synem za pomocą rytuału odprawionego przez niezbyt przekonującego nieznajomego podającego się za medium. Teatr dwójki aktorów, ze świetnie poprowadzoną relacją między postaciami opierającą się na kolejnych wątpliwościach i podejrzeniach. Niestety, ostatnie pięć minut można było rozplanować i wykonać znacznie lepiej, więc pozostaje pewien niesmak. Mimo to 7/10.

Odpowiedz
Operation Avalanche - misja Apollo 11, programy kosmiczne, Sowieci, spisek, panowie w czarnych garniturach, CIA, szpiegostwo, fikcja - jest w tym wszystko to, w czym można było się zakochać będąc małym brzdącem który zbierał wycinki czasopisma Faktor-X. To moim zdaniem jeden z lepszych filmów typu found footage w ostatnich latach, mimo że stylistyka w zasadzie nie ma tutaj sensu. Biorąc jednak pod uwagę skromniutki budżet oraz improwizację w wielu scenach, rozumiem że taka droga pozwoliła twórcom zaoszczędzić sporo hajsu. Aczkolwiek i tak bawiłem się świetnie, a motyw kręcenia lądowania na księżycu i inspirowanie się Kubrickiem "dostarczają" ;) Plus, ten tytuł zawiera jedną z najlepszych scen pościgu jakie widziałem (Spoiler ahead ! TUTAJ). W skrócie - fanfiction zrobiony od serca, bez większej kasy ale fajnie zrobiony i klimatyczny, no a ostatnie 20 minut to spy thriller pełną gębą.

7/10

[Obrazek: operation-avalanche-3.jpg?w=670]

[Obrazek: Operation_Avalanche_flag.jpg]
Oświadczenie: The Wire jest najlepszym serialem jaki widziałem. Six Feet Under jest na drugim miejscu.

Odpowiedz
(02-09-2017, 10:20)Szaman napisał(a): A Dark Song (2016)
Zrozpaczona matka stara się skontaktować ze zmarłym synem za pomocą rytuału odprawionego przez niezbyt przekonującego nieznajomego podającego się za medium. Teatr dwójki aktorów, ze świetnie poprowadzoną relacją między postaciami opierającą się na kolejnych wątpliwościach i podejrzeniach. Niestety, ostatnie pięć minut można było rozplanować i wykonać znacznie lepiej, więc pozostaje pewien niesmak. Mimo to 7/10.

Bardzo dobry film. Bohaterowie budzą wątpliwości, zwłaszcza facet medium, prywatnie arogancki dupek, o którym nie wiadomo, czy wciska kit, czy rzeczywiście jest fachowcem w swojej profesji. Wzajemna niechęć jego i kobiety przydają dodatkowej ponurej i nieprzyjemnej atmosfery. Dobre proporcje między dramatem psychologicznym a horrorem, końcówka też mi się podobała. Ciekawa propozycja z Irlandii.
"Jedyne, co może uratować śmiertelnie rannego kota, to maleńki łyczek benzyny". 

Odpowiedz
What Happened To Monday (2017)
Noomi Rapace w siedmiu rolach u reżysera Dead Snow 1 i 2 oraz Hansel i Gretel: Łowcy czarownic. Potencjał aktorski raczej niewykorzystany, ale Noomi nie jest tutaj zła, po prostu film szybko skręca w kino akcji, a postacie sióstr są raczej stereotypowe. Jest sporo gore, ma to jakiś fajny B-klasowy posmak, gdzieś tam migają aktorzy z Dead Snow, ogólnie w ciuszki totalitarnej przyszłości udało się ubrać całkiem fajny akcyjniak w stylu tych o jakich marzą Angelina i Scarlett.
7/10

Odpowiedz
She-Freak - zrzynka z "Dziwolągów" Browninga - nie muszę mówić jakie to tanie, nudne i tandetne? A główna bohaterka to straszny pasztet? Fabuła powinna stanowić conajmniej 20-30 minut. Bo wątek nienawiści głównej bohaterki do dziwadeł stanowi jakieś z dwie minuty z pierwszego aktu oraz ostatnie 5-10 minut, a reszta składa się na jakieś fillery, które nic nie wnoszą do historii. I jak ten film jest sztucznie wydłużony - większość scen to budowanie wędrownego lunaparku / ludzie bawiący się w lunaparku / główna bohaterka łazi se gdzieś - wszystko w akompaniamencie kiepskiego soundtracku. Jedynym plusem jest zakończenie.
 Darować sobie.

Odpowiedz
The Siege/Stan oblężenia (1998)
(Denzel Washington, Bruce Willis, Annette Bening)

Szukając jakiegoś filmu dotyczącego zamachów z 11 września, trafiłem na tą produkcję. Ludzie oceniali, że to film z 1998 roku który przewidział zachowania społeczne i rządowe po 2001 roku. Niestety choć film rozpoczął się fajnie, w pewnym momencie zaczął przypominać naiwną, przerysowaną i przewidywalną karykaturę którą pod koniec oglądałem już trochę na siłę. Zawiodłem się i nie polecam.

5/10
"Nic tak nie irytuje ludzi, którzy chcą ci obrzydzić życie, jak to, że zachowujesz się, jak gdybyś tego nie zauważał"

Odpowiedz
"Warrior (2011) - woooo, kocur! Mega zaskoczenie! Dramat prosty, oparty na oczywistym scenariuszu, schematach, znanych motywach. Ale mimo to ogląda się znakomicie, historia jest bardzo dobrze opowiedziana. Scenarzyści wyciągnęli z materiału wszystko co się dało, film nie jest wzniosły, pozbawiony patosu, dialogi są znakomicie pisane, nie sztuczne, wszystko jest ,mam wrażenie bardzo...kameralne? Dramat każdej postaci jest wiarygodny i poprowadzony znakomicie, chemia między nimi jest na dodatek wielka. Tutaj jednak główna zasługa przypada aktorom. Tom Hardy jest rewelacyjny, jego postać jest idealnie napisana pod niego, w klatce to prawdziwy killer, groźny, niebezpieczny, ale nie ma też problemu z oddaniem wszystkich targających Tommym emocji. Edgerton również jest rewelacyjny, goni Toma bez problemu idealnie go uzupełniając. Nick Nolte jest równie dobry (jeśli nie lepszy momentami), choć mam wrażenie, że nie wykorzystano do końca jego potencjału. Mimo to cały dramat rodzinny jest bardzo wiarygodny, fajnie zarysowany i angażujący.
Oczywiście realizacja jest bardzo solidna, za to finałowa scena pod względem wykonania i naładowania emocji......GENIALNA. Znakomicie podłożone "About Today", świetna, brutalna choreografia starć i niesamowita chemia Hardye'go i Edgertona. Bardzo też podoba mi się moment w którym O'Connor zamknął film. Oczywiście "Warrior" ma trochę wad, znalazłoby się parę głupot, czy miejsc gdzie nie do końca wykorzystano potencjał, niektórym może też doskwierać wspominana schematyczność. Ale dla mnie to jeden z najlepszych sportowych filmów jakie widziałem. A zdecydowanie mój ulubiony.


9/10 i biorę "Suicide Squad 2" od Gavina w ciemno.

Odpowiedz
Film ma temat, więc wklej tam :-) warto go odświeżać
srebrnik, proud to be a member of Forum KMF Film.org.pl since Nov 2014.

Odpowiedz
Tulip fever - film jest niemiłosiernie orany w amerykańskich mediach i w sumie się nie dziwię bo (książki nie znam) sam nie wie czym chce być. Jak na romansidło to jest po prostu biednie, a wszystko rozgrywa się na zasadzie bo tak, a de Hann i Vikander skaczą sobie w ramiona po około 2 minutach wspólnego występu na ekranie. Erotyk? Jedna, krótka (i słaba) scena seksu to maks na co było stać reżysera. No i później zmienia się to w jakis pół-heistowy filmik, gdzie po prostu logika bohaterów nie istnieje (zwłaszcza postaci granej przez Waltza). Aktorsko ten film oddziela ziarna od plew bo to właśnie stara gwardia wypadła zdecydowanie lepiej (Hollander jako lekarz-dżin jest zajebisty), a i Zack Giakshausafalakis ma ciekawą, komediową rolę. Czy to dobry film? Nie. Czy od oglądania krwawią oczy? Nie, bo jest ładnie nakręcony. Czy warto iść do kina? Nie :)

4/10
Oświadczenie: The Wire jest najlepszym serialem jaki widziałem. Six Feet Under jest na drugim miejscu.

Odpowiedz
Extortion - amerykańska rodzinka wybierka się na karaibskie wakacje. Przy jednej z planowanych eskapad na bezludną wyspę psuje im się motorówka. Z pomocą przychodzi im jednak lokalny rybak z kutrem, który w zamian za transport do cywilizacji żąda...miliona dolarów. Na tym filmie nie sposób się nudzić, bo motyw fabularny został wyjęty prosto z kina lat 80-tych i oczami wyobraźni widzę, jak podobny film realizuje będący u szczytu formy Tony Scott, a główne role grają Costner, Stowe oraz opalony Willem Defoe ;) Punkt wyjścia jest więc mocarny, a i przez pierwszą godzinę reżyser pompuje w tę historię sporo emocji. Grający głowę rodziny aktor (noname jak dla mnie) wczuł się w rolę znakomicie i świetnie pokazał przemianę od typowej pipki po gościa, który w akcie desperacji jest w stanie zrobić dosłownie wszystko. Do sceny w szpitalu mógłbym śmiało temu tytułowi wstawić 8/10, ale niestety im dalej w las tym gorzej. Nie lubię, gdy bohaterom pomaga dosłownie przypadek, a tutaj jest tego całkiem sporo w drugiej połowie. No a zakończenie jest niestety poniżej jakiejkolwiek krytyki i szkoda, że za temat nie zabrał się ktoś zwyczajnie lepszy.

[Obrazek: Extortion-movie-1.jpg?ssl=1]

6/10
Oświadczenie: The Wire jest najlepszym serialem jaki widziałem. Six Feet Under jest na drugim miejscu.

Odpowiedz
[Obrazek: Journey-to-the-West-Poster-Header.jpg]



Journey to the West: Conquering the Demons - coś a la prequel do klasycznej chińskiej legendy. Generalnie fabuła z nóg nie zwala, film to ciąg starć z różnymi demonami, ale są to starcia pomysłowe, a ponieważ za to dziełko odpowiada Stephen Chow, to jak można się spodziewać, jest to mocno jajcarska produkcja. Pewnie nie każdemu ten typ humoru odpowiada, ale jeśli ktoś zrywał boki na "Shaolin soccer" czy "Kung Fu Hustle" to tu też nie będzie miał powodu do narzekań - beka bywa naprawdę niezła.

No i Qui Shu w roli Duan jest urocza. Nie to że piękna, bo to się rozumie samo przez się - Qui Shu zawsze jest piękna :)
Ale tutaj po prostu w fajny sposób gra fajną, wyrazistą postać. To chyba jej najlepsza rola (albo powiedzmy, bardziej dyplomatycznie, że moja ulubiona).

[Obrazek: Chinese-Odyssey-31.jpg]

Kłopot mam drobny z końcówką. Pal licho, że sporo czasu poświęcono na walki postaci, które nie grały w filmie dużej roli, bo sam finał finału znowu należy do głównego bohatera. Gorzej, że finał uderza w mocno mistyczne tony, a poza tym

Journey to the West: The Demons Strike Back - to już nie to samo. Chow pracował przy scenariuszu, ale zabrakło tu chyba jego reżyserii. Film daje się oglądać bezboleśnie, są znowu nieźle pomyślane i całkiem widowiskowe starcia z interesującymi demonami. Jednak minusów jest stanowczo za dużo.

Typowy dla tego twórcy humor wciąż występuje od czasu do czasu, ale jest go jakby mniej i nie ma już takiego impetu. Powiedziałbym, że o ile "Journey to the West" to jajcarski film z poważnymi elementami, to sequel jest już raczej poważnym filmem z elementami jajcarskimi.

Nie wiem, co się tu odwaliło z obsadą. Znane z poprzedniej części demony są grane przez innych aktorów, co nie jest problemem samo w sobie, ale nikomu nie zależało, żeby chociaż w nowym wcieleniu wyglądali podobnie do swoich poprzedników. Ktoś tu mocno zmienił, nazwijmy to, projekty postaci, przez co trudno mi kupić, że to ci sami bohaterowie co w poprzedniej części. Co dziwi tym bardziej, że parę osób ze starej obsady ściągnięto nawet dla krótkich cameo (ten wyraz się jakoś odmienia przez liczby i przypadki?).

Historia jest trochę wtórna względem pierwszej części, co szczególnie razi pod koniec, a poza tym jest też jakby bezcelowa. Pierwsza część zmierzała ku punktowi wyjściowemu legendy o podróży na zachód. Część druga ku niczemu nie zmierza. Nie doprowadza widza do finału legendy, jest po prostu jakby losową przygodą w drodze. Mało znaczącym z punktu widzenia całej legendy epizodem.


Pierwszą część zatem jak najbardziej warto obejrzeć, ale drugą tylko jeśli nie macie nic ciekawszego do roboty.

Odpowiedz
Tylko że te filmy nie stanowią serii. "Podróż na Zachód" to w Chinach kult i podstawa dla dziesiątek produkcji rocznie. Za drugi wymieniony przez ciebie film odpowiada Tsui Hark (partacz nie z tej ziemi), nie Stephen Chow (jego interpretacja z kolei znakomita) i to po prostu kolejna wersja tej baji, w dodatku z inną obsadą itp.
Postępować należy tak, aby niczego nie robić, a wtedy panować będzie ład.
--
Laozi

Odpowiedz
No chyba nie całkiem. Raz, że Chow wszędzie jest wypisany jako współscenarzysta drugiego filmu (nie wnikam, ile naprawdę wynosił jego wkład). A dwa, że część aktorów powtarza swoje role - w tym jeśli się nie mylę, ten co grał mistrza, no a już na pewno Qui Shu jako Duan - są nawet z nią flashbacki z poprzedniego filmu, do kroćset!

Mógłbym kupić, że to niepowiązana produkcja, gdyby nie ten właśnie prosty fakt, jak i kilka innych spraw, na przykład IDENTYCZNY projekt postaci rybiego demona, kiedy jest w swojej rybiej formie, czy podobny typ humoru, choć oczywiście gorszego jakościowo. No i przynajmniej jeden ważny motyw muzyczny, jeśli dobrze kojarzę, także się tutaj powtarza.

Odpowiedz
Chińczycy są po prostu dziwni i dziwnie kręcą filmy :)

Jeśli chodzi o muzykę, to chociażby ta z "Journey to the West" w większości korzystała z utworów napisanych do "Kung Fu Hustle", a chyba nikt nie twierdzi, że to ta sama seria. A skoro już o tym mowa, w "Kung Fu Hustle" może usłyszeć "Decree of Sichuan General", które pojawia się w milionie innych chińskich filmów, także poprzednich dokonaniach Stephena Chow :)

Ale nawet jeśli oba wspomniane przez ciebie filmy są częścią jednej serii to ja i tak uznaję tylko projekt autorstwa Stephena Chow, bo ten od Tsui Harka ssie po całości.
Postępować należy tak, aby niczego nie robić, a wtedy panować będzie ład.
--
Laozi

Odpowiedz
Bo ja wiem? Wydaje mi się, że to nie kwestia tego, że film Harka jest jakiś wybitnie zły, tylko raczej szkopuł w tym, że Chow jest niedościgniony :)
Gdybym obejrzał film Harka bez znajomości tego, co nakręcił Chow, to stwierdziłbym pewnie, że nawet nie najgorsza baja. Ale mając porównanie, to rzeczywiście bidnie to wygląda.
Ale co zrobić, Stephen Chow jest tylko jeden.

Odpowiedz

Digg   Delicious   Reddit   Facebook   Twitter   StumbleUpon  






Podobne wątki
Wątek: Autor Odpowiedzi: Wyświetleń: Ostatni post
  ALARM! NADCHODZI KOLEJNY REMAKE! czyli wszystko o remake'ach Mierzwiak 616 73,717 07-09-2017, 15:48
Ostatni post: Crov
  Prekognicja, czyli oceń film, który zaraz obejrzysz military 79 13,661 04-03-2017, 00:43
Ostatni post: Juby
  Dłuższa piłka, czyli coś dla kino maniaków od kino maniaków wika 3 2,470 02-12-2013, 19:10
Ostatni post: Bucho
  Prawdziwy film, czyli istota kina Bodzio 26 3,946 07-08-2011, 20:23
Ostatni post: MauZ
  Starocie filmowe, czyli trochę klasyki Eorath 45 8,362 20-12-2010, 19:03
Ostatni post: szopman
  Krótka piłka, czyli mini-recenzje military 6,551 356,457 11-04-2009, 16:35
Ostatni post: Negrin
  I'll be back, czyli powrtót po latach Phil 74 8,660 27-07-2008, 20:42
Ostatni post: Oconnel
  Parada banału, czyli wpływ formy filmu na odbiór fabuły;) Mental 167 11,360 26-03-2008, 09:55
Ostatni post: D'mooN



Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości