Krótka piłka, czyli mini-recenzje
Happy death day" - bardzo fajny. Tym razem nie teen slasher, bo bohaterką jest studenciara - więc chyba young adult shasher (?). Tree w kółko przeżywa ten sam dzień (swoich urodzin), pod którego koniec zostaje mordowana przez typa w masce wielkiego bobasa, co jest i bardzo straszne, i bardzo męczące.

(No żesz qrva, znowu.)

[Obrazek: happy-death-day-trailer-0.gif]  


Aby przerwać cykl, musi rozkminić, kim typ jest i stawić mu czoło. Jak na slasher stosunkowo mało tu rozbryzgującej się juchy, najważniejsze jest rozwikłanie zagadki i kibicowanie Tree, która z mocno średnio sympatycznej laski po każdej swojej kolejnej śmierci przekonuje się, że nie warto być dla ludzi wredną suką i staje się lepszą osobą (tak, może i banalne, ale co z tego - miło na to patrzeć). Końcówka też fajna, potrafi zaskoczyć. Ostatnio tak dobrze bawiłam się na "The babysitter" :)
"Jedyne, co może uratować śmiertelnie rannego kota, to maleńki łyczek benzyny". 

Odpowiedz

Digg   Delicious   Reddit   Facebook   Twitter   StumbleUpon  






Wiadomości w tym wątku