Lady Bird (2017) reż. Greta Gerwig
#1
[Obrazek: Lady_Bird_poster.jpeg]










Lady Bird - pierwszy z kluczowych oscarowych graczy obejrzany i...serio? To nie jest zły film, jest dobry i ma fajne elementy, ale produkcja z najwyższymi recenzjami na RT? Wychwalanie Ronan pod niebiosa? Za co to wszystko? Największą bolączką filmu jest czas trwania. "Lady Bird" jest zwyczajnie za krótkie, nie rozwija odpowiednio wszystkich postaci, poświęca za mało czasu poszczególnym wątkom, nie ma czasu na przywiązanie się do bohaterów i zbudowania jakiegoś sensownego dramatu. Zwłaszcza, że sam film nie jest niczym odkrywczym w temacie, ot, luźna zbiórka anegdotek i zdarzeń która przydarza się każdemu w tym wieku (sam zaobserwowałem kilka wzorców, sytuacji znanych mi w ten czy inny sposób z życia) i powtarzania paru utartych schematów, ale bez własnego pomysłu, jakieś oryginalności. Zabrakło mi mocnego emocjonalnego uderzenia, nawet bardziej zakcentowanego morału, czegokolwiek co by dosadnie podsumowało historię.
Ale film ogląda się przyjemnie, nawet bardzo. No i mimo wszystko lubię historie o dojrzewaniu postaci, relacje z rodzicami i mimo braku większych fajerwerków sa one tu przedstawione dobrze, głównie dzięki świetnym aktorom i bardzo sprawnie napisanym dialogom. Problemem jest jak już wspominano główna bohaterka. Nie da się jej polubić czy jej szczególnie mocno kibicować. Brakuje jej też czegokolwiek, chociażby jednej wyróżniającej jej cechy. Ronan jest dobra, nawet bardzo dobra, ale to żadne objawienie. Nie ma mowy o żadnym Oscarze a i nominacja jest dla mnie dyskusyjna. Za to Metcalf jest rewelacyjna. Moim bohaterem filmu jest natomiast ojciec tytułowej bohaterki, jedyna postać którą szczerze polubiłem. Brakowało mi jednak scen rodziców. Oraz wspólnych scen całej rodziny (brat jest totalnie zbędny). Poprzednik mój pisał o "Manchesterze by the Sea" i...tak, dokładnie tak, to mógł być również niezwykły, wielki, świetnie napisany i wybitnie zagrany film o zwykłych ludziach, zwykłych problemach, prostych, ale jednocześnie wielkich dramatach. Ale Gerwig zamiast tego poszła jakby na łatwiznę zakładając, że sam temat i stereotypowi bohaterowie wystarczą by zwalić widzów z nóg. No niestety.
Jak wypada drugi plan? Hedges jest przeciętny (a szkoda) podobnie koleżanki Bird, Timothee miał potencjał na ciekawą rolę a ostatecznie stał się najdziwniejszym i najbezsensowniejszym bohaterem całego filmu. Za to co muszę jednak Gerwig pochwalić to poszczególne sceny, przede wszystkim z relacji uczniów. Zastanawiam się czy pani reżyser czerpała z własnych doświadczeń, wszystko jest całkiem naturalne i dobrze oddaje zachowania ludzi w tym wieku, ale także ich relacji z dorosłymi. Jak pisałem wcześniej, często wyłapywałem znane motywy. Nie jest to nic wielkiego, wybitnego, ale dzięki temu film jest zdecydowanie sympatyczniejszy. Bo to chyba najlepszy przymiotnik jakim mogę go określić, "sympatyczny".
"Lady Bird" kompletnie nie wyróżnia się także realizacyjnie. To po prostu dobrze nakręcony film, w którym ani zdjęcia, ani muzyka ani inscenizacja scen nie robią szczególnego wrażenia bo i nie mają go robić. A szkoda bo uważam, że lepsza muzyka mogłaby podnieść poziom niektórych momentów.


To po prostu dobry film z dobrymi postaciami, dobrymi aktorami i kilkoma bardzo pozytywnymi wyjątkami. Szybko się go ogląda, jest przyjemny. ALe to żaden cud,objawienie, Oscarowy pewniak, to raczej koncertowo zmarnowany potencjał, bezpieczny film i niemrawy debiut Gerwig. Może dalej będzie lepiej.
Naciągane 6/10




Na życzenie :P Jeden z głównych graczy w tym sezonie nagród i film wychwalany przez wszystkich recenzentów więc temat się pewnie przyda. 

Odpowiedz
#2
Bliżej temu do zwyczajnego jak to mówi Corn "sandacza" niż objawienia sezonu. Widzę kilka tytułów rocznie dokładnie tak wyreżyserowanych, oświetlonych, zmontowanych, z identyczną muzyką. Najczęściej kręcą się wokół Sundance i chyba Tribecci. Nie ma najmniejszego ryzyka, mamy obraz idealnie skalibrowany pod amerykańskie kino niezależne, bez choćby jednej, błahej, wyróżniającej się decyzji montażowej. Za rok znajdą sobie kolejną, przeźroczystą do bólu zabawkę.

Lady Bird jest tak generyczna, odhaczająca najbardziej ograne klisze i schematy, że aż ciężko uwierzyć w jej szczerość, autentyczność, jakieś autobiograficzne nuty względem biografii reżyserki. Miała ona chyba najbardziej hollywoodzki okres licealny jaki tylko można było sobie wyobrazić, brakowało tylko "mean girls" które dokuczałyby jej na stołówce, może wypadły w montażu. Pamiętacie jeszcze chłodno przyjęty odcinek Black Mirror od Jodie Foster któremu zarzucano głównie reżyserską nijakość? Miał on chociaż kilka scen w których Jodie podejmowała jakieś decyzje, np. upływ czasu był tam wyznaczony poprzez kolejne dziecięce aktorki latami przechodzące obok podwórka z obcym psem, który stopniowo zmienia swój wrogi stosunek. Lady Bird nie ma nawet tego, zapadło mi w pamięć głównie to jak psuje tak generyczną, że aż śmieszną muzyką jedną z najważniejszych scen filmu- pół niemą kłótnię w kuchni. Śmiesznie wygląda obecnie obowiązujące w mediach i kampanii hasło "arcydzieła nie reżyserują się same", otóż nie, Lady Bird wygląda jakby ktoś po prostu ustawił kamerę i krzyczał akcja na przemian z cięcie.

Żeby daleko nie szukać, w tym roku partner Gerwig zrobił kino równie przegadane, "The Meyerowitz Stories", ale potrafiło się ono wyróżnić montażowymi pomysłami, choćby cięciem tuż przed wybuchami agresji. Tutaj nie ma niczego, żeby dopełnić absurdu o arcydziełach, A24 ilustruje post z tym hasłem na Twitterze poprzez zdjęcie z kręcenia sceny studniówki. Gerwig jest tam ubrana w studniówkową sukienkę, co miało chyba obrazować wczucie się w materiał i być czymś w stylu Nolana brodzącego po kolana w wodzie na planie niedawnego teatru telewizji z Hardym. Komizm polega na tym, że scena studniówki trwa w filmie może z minutę i nie wnosi niczego do fabuły, ważny dla niej dialog rozgrywa się na dworze, poza salą.

Christine McPherson z Sacramento (o nie, nie będę robił Ci tej przyjemności!) to jedna z najgorszych, najbardziej odpychających protagonistek ostatnich lat. Można byłoby to zwalić na burzę hormonów, ale postać Ronan w odróżnieniu np. od bohaterki znacznie lepszego Edge Of Seventeen w pełni panuje nad swoim zachowaniem. Jest tak zimna i wyrachowana, że aż strach pomyśleć na kogo potem wyrosła. Tryb jej poczynań zależy głównie od korzyści jakie może osiągnąć. Widać to w zestawach rodzice-przełożeni w szkole, kółko teatralne- agitka w szkole, czy nawet przy zakupie sukienki. Wybór przyjaciół też jest tylko kwestią polepszenia statusu społecznego i dołączenia do artystycznej bohemy. Niby na końcu przechodzi ona jakąś przemianę, ale nie jest to katharsis wynagradzające widzowi 90 minut męczarni z tym naburmuszonym podlotkiem aspirującym do świata sztuki.

"Ptaszyca" to kino zupełnie przeciętne od kogoś kto ma karnet na Sundance, ale zupełnie nie potrafi nadać nazbieranym przez mózg opowieściom, dźwiękom i obrazom autorskiego rysu. To tylko kopia kopii która jest wychwalana jako autobiografia ludzkości i w tym aspekcie rzeczywiście może przypominać Boyhood. Jest do bólu poprawne i przez to dam może nie wynikające aż tak bardzo z moich przemyśleń 6/10. Bardzo przeciętny prequel udanej "Frances Ha".

Odpowiedz
#3
Wynudziłam się i nawet szkoda o tym filmie wiele pisać. Był dobre sceny z Lois Smith i Laurie Metcalf i to by było na tyle. A główna bohaterka niesamowicie irytująca, zaś reżyseria i scenariusz koszmarnie przeciętne. Nie wiem co w tym filmie ludzie widzą

Odpowiedz
#4
Krótko: drugi najbardziej przereklamowany film roku obok Wonder Woman (siemanko filmy kobiet-reżyserów [wink]). Serio, co w tej przeciętnej pod każdym względzie obyczajówce było takiego szczególnego? Skąd te zachwyty? Nie rozumiem. Zapamiętam z tego może ze trzy sceny, reszta - meeeeeh. A gdy główna bohaterka pyta matkę, czy ta ją lubi, chciałem jej puścić to


:D

A największym rozczarowaniem z tego filmu jest scenariusz. Słyszałem, że nie ma w nim żadnej fałszywej nuty, że jest taki nienachalny, taki naturalny. Może bym to łyknął kilka lat temu, ale teraz? Sorry, ani w dialogach, ani w scenach małolatów nie widziałem prawdziwości, a scena pierwszego seksu z obowiązkowym kocykiem od pasa w dół i stanikiem na piersiach Ronan - żal.pl. I ona wygrała Globa z Margot? :P

Jestem strasznie zawiedziony. Lubię takie historie, miałem olać ten tytuł, ale rekordowe recenzje na rottentomatoes i trailer sprawiły, że bardzo chciałem to obejrzeć i bardzo chciałem dołączyć do zachwytów. Nic z tego, powtórka z Boyhood a nawet gorzej. Zdecydowanie najsłabszy film z głównej nagrodowej stawki. :/


Kuba, dodaj ankietę. Ode mnie 5/10 max.

Odpowiedz
#5
(11-01-2018, 03:41)Krismeister napisał(a): "Lady Bird" - Film nie jest zły, absolutnie. Jest niezły, i właśnie, tylko niezły. Czuć, że jest tu jakiś potencjał, np. mogliśmy dostać świetną relację matka-córka, ale jest tylko przedsmak ich kontaktów. Ich kłótnie są tak przedstawione, że główna bohaterka to niewdzięczna suka, a matka nie rozumie jej ekscentryczności. Nie wiem jaki był zamysł reżyserki, ale tytułowej Lady Bird nie da się polubić. Całość trwa półtorej godziny, ale są momenty nużące. Nie jest tu tak ciekawie, a sama historia jest nadzwyczaj zwyczajna, no ale patrząc na zeszłoroczne "Manchester by the Sea" wiem, że da się nakręcić niezwykłe kino o zwykłych ludziach. Tu tak nie jest. Mnie aż tak nie porwało, ale tak jak napisałem na początku, to nie jest zły film. O wiele lepiej wyszłoby poszerzenie historii z matką, niż wstawianie eko gościa. 6.5/10.


Coraz bardziej dostrzegam nijakość tego filmu. Zostaję przy 6/10, bo ani się nie zawiodłem, ani zachwyciłem. Glob powinien jednak powędrować do Margot.

Odpowiedz
#6
Ja nie przeklejam swojej opinii z krótkiej piłki, bo czym dalej od seansu tym bardziej przychylam się do powyższych opinii a tam byłem umiarkowanie entuzjastyczny. :P Nie byłbym aż tak surowy, jak niektórzy z Was, ale rzeczywiście to co najwyżej poprawny film. Mnie tam bohaterka nie irytowała jakoś specjalnie (a nawet sporo mniej niż podobne postaci w takich filmach), ale w 100% rozumiem, że może irytować. Nie do końca zgadzam się, że film jest do bólu generyczny. Podtrzymuje zdanie, że film bywa w miarę świeży, ale nie mam zamiaru bronić tu czegokolwiek, w tym scenariusza czy tym bardziej ról. 

Wydaje mi się, że to nie pierwszy i nie ostatni przehypowany w ostatnim czasie film, któremu największą szkodę robią łatki "najlepiej ocenianego tytułu w historii RT" itd. 

Odpowiedz

Digg   Delicious   Reddit   Facebook   Twitter   StumbleUpon  






Podobne wątki
Wątek: Autor Odpowiedzi: Wyświetleń: Ostatni post
  Wind River (2017) nawrocki 75 8,426 Dzisiaj, 00:04
Ostatni post: shamar
  Phantom Thread (2017) reż. Paul Thomas Anderson Kuba 118 7,211 Wczoraj, 10:52
Ostatni post: simek
  The Shape of Water (2017) reż. Guillermo del Toro Kuba 64 5,347 Wczoraj, 01:52
Ostatni post: Mierzwiak
  Three Billboards Outside Ebbing, Missouri (2017) reż. Martin McDonagh Kuba 81 5,266 17-02-2018, 13:48
Ostatni post: shamar
  Call Me by Your Name (2017) reż. Luca Guadagnino Kuba 18 1,011 17-02-2018, 12:35
Ostatni post: harlequinade
  Rampage (2017) Gieferg 26 1,367 14-02-2018, 15:31
Ostatni post: Arahan
  Murder on the Orient Express (2017) reż. Kenneth Branagh Kuba 64 5,650 10-02-2018, 01:36
Ostatni post: Pelivaron
  The Great Wall (2017) (Reż. Zhang Yimou) Lawrence 8 1,562 06-02-2018, 09:22
Ostatni post: Snappik
  Brawl in Cell Block 99 (2017) reż. S. Craig Zahler slepy51 22 2,746 04-02-2018, 21:24
Ostatni post: shamar
  Darkest Hour (2017) reż. Joe Wright Kuba 24 2,162 30-01-2018, 01:15
Ostatni post: Kuba



Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości