Mass Effect
#41
Galdah, a jak tam z ukazaniem Reaperów, bo podzielam obawy Cravena, co do prowadzenia tego wątku.

Czy tak jak w jedynce, są tajemniczy i stylizowani na niepoznawalną antytezę form biologicznych(scena pierwszej wymiany pomiędzy Shepardem a Sovereignem - ciary)? Czy może pokazują coraz więcej cech typowych SiFi ivil eljens, jak w dwójce? Niszczycielscy i nie do pokonania, czy spłyceni i osłabieni tak by Shepard i zmieska flota, mogli ich zatrzymać konwencjonalnymi sposobami?

Tak sobie oglądam te wszystkie filmiki Reaperów atakujących ziemie laserami i w sumie...gdy w jedynce dowiedziałem się o losie Protean to wyobrażałem sobie coś dużo bardziej niszczycielskiego i mniej sztampowego.

Moim zdaniem, aby podkręcić klimat i atmosferę gry, wszelka forma walki bezpośredniej z Reaperami, nie powinna mieć miejsca. Ludzie powinni uciekać i chować się, a widok Żniwiarza powinien przywołać u gracza podobne emocje, jak podczas sceny w CGI trailerze, gdy pojawił się nad dziewczynką. Wszelka forma konwencjonalnej walki, miałaby na celu jedynie opóźnienie nieuniknionego i pomóc w ewakuacji. Nie zaszkodziłoby również gdyby pod koniec gry, spory kawałek ziemi był ruiną, a ludzka populacja zmniejszona o pare zer. No ale na to chyba nie ma szans.
Pokonanie Żniwiarzy powinno udać się jedynie dzięki jakiemuś fabularnego mcguffinowi, najpewniej związanego z Proteanami. Ale już teraz jestem gotów założyć się o browar, że pod koniec gry weźmiemy udział w mega-hiper-jolly kosmicznej bitwie, w której dzielny Kommandor wraz z połączona flotą ras Cytadeli, skopią tyłek najeźdźcom.

Boje się, że zagrożenie które Bioware budowało przez ostatnie dwie gry, zostanie spłycone, tak by Shepard i spółka mogli poradzić sobie siłą.
"What writer wants to make compromises with story? Story is the only reason you're in it."
David Simon

Odpowiedz
#42
@Up: Pozwól, że odpowiem Ci wyczerpująco potem-dzisiaj. W moim poście jest jednak poniekąd odpowiedź:

W nocy przebiłem się przez 20h na liczniku. Dzisiaj kolejna przedługa sesja.

Uwielbiam to, jaki nacisk postawiono na relacje z postaciami - bromancowa randka z Garrusem, związek z Liarą, niezmiennie rozrabiający Vega. Wczoraj aż przystanąłem na trzecim piętrze, bo właśnie niespodziewanie zatrzymał się tam James i postanowił trochę podrażnić się z naszym turianem, mierząc się werbalnie na długość przyrodzenia. Zacięta walka, a i owszem.

Jeśli ktoś narzeka na zmniejszenie ilości dialogów, to chyba nie załapał nowego systemu - rozmowy "z kółkiem" przeprowadzamy głównie na Cytadeli, gdzie każdy ma swój spot, a na pokładzie Normandii nacisk położony jest na spontaniczne, swobodne sytuacje. Sporo takich jest także podczas misji, ale o tym już wspominałem.

Rozmach misji jest odczuwalny - choćby finałowa sekwencja na Tuchance. Póki co na każdym kroku natykam się na nawiązania z poprzednich odsłon, nawet z side-questów z ME, czy DLC z ME2.

Na minus na pewno to, że nic nie przebije w galerii antagonistów Sarena i Sovereigna. Harbinger był powtarzalny, przewidywalny i jego ciągłe próby, natarczywość nie zadziałały dobrze na świadomość gracza, nie stanowiło to o jego sile. Tutaj Reaperzy znowu górują nad nami, nie ma specjalnej interakcji, bez artykułowanego słowa niszczą po prostu wszystko na swojej drodze i ich motywacje (zapewne do finału) nadal są niejasne i mogą budzić trwogę. Fakt, że developerzy strzelili sobie nieco w stopę pod koniec ME, bo skoro sam Sovereign był w stanie zrobić takie kuku, to cały legion powinien być siłą nie do zatrzymania, ale wiadomo. Źle to nie wypada w każdym razie. Leng jest śmiesznym villainem, przypomina gimnazjalne przepychanki, tyle że z dawką mistycyzmu. :P

Tak czy siak, well done BioWare, nie straciliście wyczucia i magii.

Odpowiedz
#43
Galadh, grasz na kolekcjonerce, czy edycji standardowej?
Pytam, bo chce wiedzieć, czy w wątku głównym wyraźnie odczuwa się brak(a właściwie bezceremonialne wycięcie) fragmentów z DLC "From Ashes". Dzisiaj chyba zacznę grać i nie wiem czy warto od razu wydać te 10 dolarów.

"What writer wants to make compromises with story? Story is the only reason you're in it."
David Simon

Odpowiedz
#44
Cator - raczej warto :) "From Ashes" to m.in. dodatkowa postać do drużyny, którą jest
.

Odpowiedz
#45
Cyfrowa kolekcjonerka. Z jednej strony można przeżyć bez tego DLC, z drugiej strony to jest integralna część gry, ale raczej nie jest warta takich pieniędzy. Twój wybór.

Skończyłem grę w nocy, ok 30h na liczniku, 100% obecnego contentu.

Prawdę powiedziawszy, im dłużej myślę o tym zakończeniu (jak wspominałem, wczoraj ukończyłem w 100% grę), to tym bardziej skołowany jestem. Nie rozumiem w ogóle, co nimi mogło kierować przy jego kreacji, co oni właściwie sobie myśleli. 90% gry to cudowna, wycyzelowana podróż, która może i nie jest najlepszą częścią trylogii, ale z pewnością ma się świetnie. A potem jest totalny letdown. Hype mi się udzielił, byłem bardzo nakręcony trailerami, zajawkami, a koniec końców nie znalazłem wszystkich tych emocji w grze. Moje serce-gracza pęka. Wiedziałem, jaki będzie finał, ale miałem nadzieję na lepszy kontekst, wizualizację... Nic z tego, jest gorzej, niż sobie wyobrażałem.

Udało mi się uzyskać przy pierwszym podejściu najlepsze możliwe zakończenie, bo takie, w którym
Generalnie streszczę może, jak z mojej perspektywy wyglądały ostatnie fragmenty (bardzo obszerny tekst):


Dodam, że

Rychło w czas zmienili konwencję, nie ma co:


Odpowiedz
#46
Kusi mnie, żeby otworzyć te spoilery, ale zgłębiłem dopiero 18 godzin rozgrywki. Chętnie się wkrótce ustosunkuję do tego co napisałeś. I mam pytanko - jaki wpływ na rozgrywkę w singlu ma moje cioranie na multi i procentowe zbieranie "gotowości galaktyki"? Jeśli mówiąc o co w tym biega będziesz mi musiał rzucić spoilerem, to dziękuję, postoję ;). Aha, i czy w multi jedyny tryb to misje w coopie, czy może znajdzie się jakiś deathmatch?
I do not believe in the creed professed by the Jewish Church, by the Roman Church, by the Greek Church, by the Turkish Church, by the Protestant Church, nor by any church that I know of. My own mind is my own church

Odpowiedz
#47
(08-03-2012, 13:39)Wawrzyniec napisał(a): Kusi mnie, żeby otworzyć te spoilery, ale zgłębiłem dopiero 18 godzin rozgrywki. Chętnie się wkrótce ustosunkuję do tego co napisałeś. I mam pytanko - jaki wpływ na rozgrywkę w singlu ma moje cioranie na multi i procentowe zbieranie "gotowości galaktyki"? Jeśli mówiąc o co w tym biega będziesz mi musiał rzucić spoilerem, to dziękuję, postoję ;). Aha, i czy w multi jedyny tryb to misje w coopie, czy może znajdzie się jakiś deathmatch?

Zachęcam, byś zajrzał po skończeniu gry. :) Podyskutujemy, a i owszem.

Generalnie żeby uzyskać najlepszy wariant zakończenia trzeba mieć 5k efektywnych punktów, a jak wiemy, brak Galaxy Readiness ciągnie ogólną pulę w dół. Developerzy twierdzą, że w grze jest wystarczająco stuffu, by to zakończenie uzyskać, ale ja wykonałem 100% contentu i z zaledwie domyślnym 50% readiness nie byłem w stanie dociągnąć do tej sumy, dlatego musiałem pograć trochę w multi i dopiero 70% readiness zapewniło mi liczące się 5k. Dziwna sprawa.

Odpowiedz
#48
... OK przemyślałem to i stwierdzam, że nie mam słów, żeby opisać jak kolosalnego faka graczowi pokazuje finał ME3.

Odpowiedz
#49
Ogólny opis brzmiał ciekawie. Po szczegółowym nie chcę zagrać w tę grę :P

Odpowiedz
#50
39 godzin gry jest absolutnie świetne. Epa, emocje, świetna fabuła. Drobne głupotki, kilka bugów tego nie psuje, kapitalna rzecz. Ale finał, to kompletne zaprzeczenie cyklu.

Odpowiedz
#51
Opis końcówki ME3 przypomina mi gry z serii Resistance. W końcu pewnie sam przekonam się, jak to wygląda (bo w końcu zawsze kupuję nową grę Bioware, choć nigdy nie daję za nią tyle, co chcą w dniu premiery), ale na razie nie napawa mnie to optymizmem.

Odpowiedz
#52
Okej, ME 3 ukończony. Pomijając innych członków drużyny w filmikach, miałem kubek w kubek identyczne zakończenie co Galadh.

Jak już ochłonę, zabieram się za drugie przejście moim Shepardem renegatem, którego osobiście lubię sto razy bardziej niż dobrego Sheparda.
I do not believe in the creed professed by the Jewish Church, by the Roman Church, by the Greek Church, by the Turkish Church, by the Protestant Church, nor by any church that I know of. My own mind is my own church

Odpowiedz
#53
(10-03-2012, 00:20)Craven napisał(a): 39 godzin gry jest absolutnie świetne. Epa, emocje, świetna fabuła. Drobne głupotki, kilka bugów tego nie psuje, kapitalna rzecz. Ale finał, to kompletne zaprzeczenie cyklu.

Słowa, które sam mógłbym napisać. Co do joty. Na BioWare Social Netwok wściekła tłuszcza pali już wioski biegnąc z pochodniami i widłami. Jestem bardzo bardzo ciekawy, czy cokolwiek z tym zrobią. Poczują powiew i zapewnią alternatywny ending za 30zł? Średnio wierzę, że to było już zaplanowane. Jakaś użytkowniczka BSN miała okazję wymienić kilka zdań z jedną ze scenarzystek, a ta zdziwiona odpowiedziała na pytanie, że

Odpowiedz
#54
Jak uwielbiam cykl ME, tak widać ewidentnie, że DLC jest dla nich dojną krową i nie zdziwiłbym się jakby za parę miesięcy (czy po jakim tam czasie je puszczają) zaczęli reklamować dodatek wprowadzający alternatywny ending, który planowali już wcześniej, oczekując shitstorm.


Btw jest nikla szansa na jakies pocieszenie nie wiadomo w jakiej formie
Wklejam wam co napisal Michael Gamble ? po fali spamu z powodu zakoczenia gry na jego twitterze na ktory na poczatku staral sie jakos odpowiadac a potem juz go zalal xD


Michael Gamble na swoim twitterze po fali krytyki na finał:

EDIT: Grzebię sobie trochę po necie i znalazłem zakończenie rzekomo, które rzekomo zmieniono z powodu przecieku (spoilery rzecz jasna):
http://www.ign.com/boards/threads/somethingawful-the-plot-of-me3-changed-dramatically-big-big-spoilers.250066288/

Mocno naciągane, ale owszem - foreshadowing był bardzo wyraźny, zgodne z gadaniną Żniwiarzy. No i wybór, który rzeczywiście ma znaczenie.

Odpowiedz
#55
Ukończyłem trójeczkę. Zajęła mi 20 godzin z hakiem czyli najmniej z całej trylogii. Ogólnie jeśli chodzi o serię to pod kątem rozgrywki mamy do czynienia ze spłycaniem i zwiększaniem dynamiki. Jedynka miała jeszcze śladowe elementy klasycznych erpegów (handel, rozwój postaci), dwója zubożyła to na korzyśc fabuły, a ostatni rozdział to po prostu szybka gra akcji ze skillami w tle, dialogami i cutscenkami.

Czy mi się podobało? Tak, ale opadu szczeny nie ma. Graficznie to niestety trochę się zestarzało i gdyby nie kilka filtrów to byłby to produkt trochę archaiczny wizualnie (niebo na Cytadeli - fuj jak ch...). Jakoś to takie mniej angażujące, trochę zbyt rozbuchane i słabo napisane (kto zliczy ile razy Shepard mówi "we must stand and fight!"?). Ogromny patos, strasznie mechaniczne podejście do relacji między bohaterami i wybory... które wyborami nie są. Są sztuczne i nie tworzą alternatywnych gałęzi fabularnych. Do tego misje w stylu "idź, rozwal, pozamiataj, wróć", słabiutkie skanowanie planet, questy poboczne na tym oparte, bugi i r-o-z-c-z-a-r-o-w-u-j-ą-c-a ostatnia misja przed wiadomymi wydarzeniami. Oczekiwałem pompy, czegoś ze wszech miar widowiskowego, emocjonującego i zapadającego w pamięć. A tymczasem ostatni bój to

Baaardzo słabe to było ;) Czego mi jeszcze zabrakło? Dwulicowości Sheparda. Była na to szansa w ME3, ale Bioware jak zwykle zrobiło z niego harcerza i nawet wybory w stylu Renegade bywają...po prostu dobre i sumienne.



Jak odniosę się do samej klamry? Cóż, mogło być lepiej, ale fajnie się patrzy na ten płacz geeków na Social Bioware i ten wylewany hejt ;) Nie ma to jak zamknięcie pewnego rozdziału mocnym kopem. Aczkolwiek wolałbym, aby Bioware trochę lepiej wytłumaczyło niektóre wątki.

Na plus:
- megaMUZA (powyżej próbka)
- reżyseria
- klimat
- Normandia
- Ash, Liara, Legion, Joker, Wrex
- Illusive Man
- czuć konflikt

Dodam jeszcze, że zmuszenie ludzi do grania w (marne) multi aby zobaczyć lepsze zakończenie jest jawnym skur.... do potęgi.

Ocena 7,5/10

Oświadczenie: The Wire jest najlepszym serialem jaki widziałem. Six Feet Under jest na drugim miejscu.

Odpowiedz
#56
Cytat:niebo na Cytadeli - fuj jak ch...

Niebo na Cytadeli jest sztucznie generowane. Nie ma tam prawdziwych chmur, bo to jedna wielka maszyna.

Poza tym z wypowiedzią się zgadzam ;).
I do not believe in the creed professed by the Jewish Church, by the Roman Church, by the Greek Church, by the Turkish Church, by the Protestant Church, nor by any church that I know of. My own mind is my own church

Odpowiedz
#57
IMO krzywdzące jest stwierdzenie, że słabo napisane. Dialogi w grze miejscami są mocarnie zajebiaszcze. Bromance z Garrusem, sporo dialogów na Normandii, Mordin (w ogóle cała Tuchanka), ogólnie dialogi w całej trylogii były wyśmienite.

Co do muzyki to ja byłem lekko rozczarowany. Owszem oba kawałki (tylko kurna dwa! a ja frajer myślałem, że będzie jednak bardziej zaangażowany) Clinta Mansella są świetne, ale zdecydowanie zabrakło Jacka Walla. Szczególnie czuć to pod koniec, gdzie tak bardzo potrzeba było większej epy, a nie dostaliśmy nic co mogłoby konkurować z tym:

Odpowiedz
#58
Nie orientujecie się może, czy wszystkie trzy części ME na XBoxa wydane w UK mają polską wersję?

Odpowiedz
#59
A po co komu zepsuty polskim językiem Mass Effect?

Robi się ekstremalnie:
[Obrazek: me3.jpg]

Odpowiedz
#60
Cytat:Nie orientujecie się może, czy wszystkie trzy części ME na XBoxa wydane w UK mają polską wersję?

Cz. 1 ma na pewno napisy (włączają się jeśli masz w konsoli ustawiony język polski).

Odpowiedz

Digg   Delicious   Reddit   Facebook   Twitter   StumbleUpon  








Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości