Murder on the Orient Express (2017) reż. Kenneth Branagh
#41
Trailer szczerze mówiąc nie jest szczególnie interesujący. Fakt jest też taki, że nie jestem wielkim fanem Christie, Doyle bije na głowe, choć "Dziesięciu Murzynków" to TOP 10 moich ulubionych książek ever.

Jestem bardzo ciekaw wynikow finansowych, zwłaszcza, że konkurencja jest całkiem duża a wielkimi krokami nadchodzi JL.

Odpowiedz
#42
Jeden z ośmiu filmów, które udało mi się zobaczyć na Camerimage między obowiązkami (być może pomimo ich, gdy akurat w przypadku tego fimu, w związku z nimi). Co ma znaczenie choćby w kontekście tego, że być może jest najmniej udanym z nich; być może, bo z ostateczną oceną paru innych waham się do powtórki. W każdym razie, dolna lokata w rankingu nigdy nie wygląda obiecująco. A jednak nie mogę mówić o rozczarowaniu, bo dostałem dokładnie to, co zapowiadał marketing tego filmu.

Ot, szyta na miarę naszych czasów rozrywka z wdzięczną dawką kiczu i okazałą warstwą formalną (choć trochę dziwi taki, a nie inny wybór formatu przez operatora – nie widzę w tym większego celu). Szkoda, że w drugiej połowie siada napięcie i rzecz nie w tym, że to znana historia. Znana aż do bólu, bo w zasadzie nie dodaje do ogranej opowieści nic nowego, raczej uatrakcyjnia i unowocześnia ją dla nowego pokolenia. Obsadę wypada naprawdę okay i to bez żadnych słabych punktów, choć niektórych stać było na więcej. Najbardziej wyróżnia się Michelle Pfeiffer, która może mówić ostatnimi czasy o małym come-backu, jednak i tak największe brawa dla Kennetha za mnogość ról, które tu pełnił – Poirot w jego wykonaniu niektórych może zirytować, mnie jednak ujął i kupił. Myślę, że mimo wszystko było warto – wczoraj gruchnął news o zielonym świetle dla spodziewanego zresztą sequelu. Czekam na więcej, może uda się to wszystko zabrać w ciekawe rejony.

6+/10

Odpowiedz
#43
(22-11-2017, 14:30)Galadh napisał(a): Ot, szyta na miarę naszych czasów rozrywka z wdzięczną dawką kiczu i okazałą warstwą formalną (choć trochę dziwi taki, a nie inny wybór formatu przez operatora – nie widzę w tym większego celu).

Akurat z odpuszczonych w tym roku tytułów, tego żałuję najmniej co Twoja opinia potwierdza, ale pisząc o formacie masz na myśli 70 mm? Wydawało mi się, że przy filmie z taką ilością CGI ten format to trochę kaprys, nie? Tak, czy inaczej była to jedna z niewielu okazji zobaczenia filmu w 70 mm w Polsce i jestem ciekaw czy różnica była widoczna.

Odpowiedz
#44
[Obrazek: Branstache-625x352.jpg]

Byłem, widziałem i jestem bardzo mile zaskoczony. Bo spodziewałem się typowego średniaka, w najlepszym razie ładnie wyglądającego, mocno pozmienianego przeciętniaka który obejrzysz i szybko wyrzucisz z głowy. Na całe szczęście Kenneth Branagh miał zdecydowanie większe ambicje od wszystkich reżyserów którzy w tym roku wypuścili filmy ekranizujące popularne książki. Między "Murder on the Orient Express" a nawet taką "The Dark Tower" leży gigantyczna przepaść, Morderstwo jest idealną adaptacją (ale, niestety, dokładną w prawie każdym szczególe) kultowej książki która ma realne szanse zapoznać nowe pokolenia z tym kultowym dziełem (myślicie, że fakt, że w tym roku dopiero przeczytałem książkę jest żenujący (ja tak uważam)? Heh, dziś od kolegów dowiedziałem się, że Morderstwo to chyba jakiś horror). 

Scenariusz, po za kilkoma (na plus) raczej kosmetycznymi zmianami bardzo kurczowo trzyma się opowiedzianej przez Christie historii. Michael Green który w ostatnich latach coraz bardziej zyskuje w moich oczach (ten rok może śmiało nazwać bardzo udanym) ewidentnie bał się, lub nie chciał kwestionować talentu Agathy i próbować być mądrzejszym. Zamiast tego skupił się na jak najlepszym przeniesieniu opowieści. Wyszło to wzorcowo, szczególnie pochwalić muszę (przecież tak istotne w tej historii) dialogi które są napisane lekko i pomysłowo, wciągają i miło się ich słucha, mimo, że kilka razy ktoś rzuci jakąś bardziej irytującą kwestią. Udał się także lekko wplatany w niektóre momenty humor, nie jest to nic z czego można by się śmiać, ale fajnie wpływa na atmosfere. W kilku miejscach wprowadzono pewne zmiany, ale są one w sumie nikłe. Jako, że fanem zagadki nie jestem żałuje trochę, ale trudno mieć pretensje o to, że ktoś wreszcie przeczytał książkę, nie? :D

Niestety, Branaghowi kompletnie nie wychodzi budowanie napięcia, ono praktycznie nie istnieje. W żadnym momencie nie lądujemy na krawędzi fotela, to nawet nie jest kwestia tego, że znałem tą historię. Jest ono opowiedziana w bardzo fajny sposób, klimatyczny, ale wyzuta jest z charakterystycznych cech dobrego thrillera. To jednak w dużej mierze zapewne "wina" samej opowieści, która jest bardzo spokojna. Podobnie jak film. Nie ma tu wplecionych, bez sensownych scen akcji. Momenty w których ktoś kogoś postrzeli, uderzy, pogoni są sporadycznie i trwają góra kilkanaście sekund. Żaden nie jest wpleciony na siłę a Hercule w żadnym momencie nie zamienia się w maszynkę do zabijania. Duże brawa dla Kennetha za to, że nie odszedł od formy opowieści. To nie żaden "Sherlock Holmes"!
Udała mu się budowa dramatyzmu postaci. A dramat jest tu bardzo ciekawy i naprawdę mocny. Świetnie działa i zdecydowanie uwiarygadnia działanie wszystkich. W połączeniu ze świetną muzyką wpłynął na mnie znacznie bardziej niż książka. Finał również nieco przyśpiesza, wskakuje na wyższe emocjonalnie tony i znakomicie dopełnia film. Niby sprawa jest prosta, ale DZIAŁA. Najlepszymi elementami są zresztą świetne retrospekcje. 

Jak wypada sam protagonista? Branagh gra na granicy przegięcia, ze swoimi gigantycznymi wąsami, akcentem jest przerysowany i kiczowaty, ale przy tym...bardzo fajny. Kenneth to niesamowicie charyzmatyczny aktor, na dodatek w tą rolę przelał całe serce, widać, że wyśmienicie się bawił portretując Poirota. Dopracował tą postać w każdym detalu (wspominany akcent- wielkie brawa). Jestem bardzo ciekaw kolejnych przygód tego detektywa.
Daje radę również drugoplanowa obsada (trudno mówić coś o postaciach, żadna nie zachwyca, żadna nie jest szczególnie słaba, uważam ich w pewnym sensie za
). Przede wszystkim wyróżnia się Pfeiffer która ma dwie czy trzy rewelacyjne sceny. Bez wyrazu za to wypada Judi Dench, która zresztą nie ma też szczególnie dużo do grania, jest nieco zmarnowana. Jacobi i Dafoe są fantastyczni na tym swoim trzecim planie, sporo uroku filmowi dodaje Daisy a Odom i Gad są chyba największymi aktorskimi zaskoczeniami tego filmu. Trudno tu mówić o choć jednej wybitnej kreacji, ale wszyscy tu się bardzo starają. Nawet Depp daje rade! 

Realizacyjnie widać tu masę serca, żywiołowości i chęci. Nikt nie podszedł tu "na odwal się", budżet filmu wynosił 55 milionów i ten film jest wzorem na to jak wykorzystywać pieniądze. Scenografie są znakomite, jasne, widać ewidentnie gdzie użyto komputera, ale to CGI nigdy nie przeszkadza, zarówno góry, wnętrze Orient Expressu jak i zwiedzane miasta są bogate i wyglądają bardzo klimatycznie. Rewelacyjnie prezentują się kostiumy. Kto oglądał filmy z planu wie, że bardzo dużo z tego stworzono ręcznie i to widać. Film ma swój własny klimat, nieco staroświecki, ale zdecydowanie kupujący mnie. Fantastycznie spisał się także operator, zdjęcia są piękne. Choć momentami dziwnie kadruje wydarzenia zasłaniając zupełnie niepotrzebnie i sztucznie jakiegoś aktora czy scenę. Pozytywnie zaskoczyła mnie także muzyka. To nic wybitnego, ale znakomicie pasuje do scen, w kluczowych momentach wywołuje emocje, jest przyjemna i klimatyczna. Nie zostanie mi w głowie (ba, już nie została), ale podobnie jak soundtrack do "War for the Planet of the Apes" (acz ta jest gorsza!) wzorowo wypełnia swoją rolę w filmie.




Inne minusy od tych wymienionych? Dedukcja Poirota jest bardzo hmm...."nierówna"? Momentami dochodzi do fajnych wniosków z konkretnych, ciekawych rzeczy, ale przeważnie (zwłaszcza im bliżej końca) wróży z powietrza i wyskakuje z daleko idącymi hipotezami zupełnie bez większych podstaw, żaden taki przypadek nie irytuje szczególnie mocno, ale momentami wypadałoby wyjaśnić nieco więcej. Ale to nadal nie jest tak spartaczony talent jak ten Holmesa w filmach Guya. 
Film wydał mi się trochę teatralny, ale kompletnie mi to nie przeszkadzało. Komuś innemu jednak może.
Po za tym to nie jest nic wybitnego, niesamowitego, to po prostu dobry film, idealne przeniesienie książki na ekran, unowocześnienie jej z zachowaniem klimatu. Brawa przede wszystkim za nie pójście za modą i nie zrobienie kolejnego blockbustera wypełnionego akcją.



Ocena: 7,5/10

"Śmierć na Nilu" zapowiedziana i...czekam, oj czekam. Jeśli Green i Branagh dopracują kilka elementów, znowu zbiorą rewelacyjną obsadę to może wyjść jeszcze lepszy film. Jeśli wszystkie kolejne adaptacje będą podobne do tej to czeka nas seria rozrywkowych, ale przyjemnych i innych od typowych blockbusterów filmów. Bardzo chętnie przeniosę się ponownie w jakieś urzekające, klimatyczne miejsce by rozwikłać jakąś (miejmy nadzieje ciekawszą) zagadkę. 

Odpowiedz
#45
Ale miła niespodzianka!

Miła o tyle, że spodziewałem się w najlepszym wypadku OK kryminału, a dostałem bardzo dobre kino, w niemal każdym (niemal, bo muzyka... jest i tyle) aspekcie prezentujące bardzo wysoki poziom.

Branagh jest rewelacyjny jako Poirot i jeśli poziom miałby zostać utrzymany, nie miałbym nic przeciwko serii filmów. Poirot Cinematic Universe? Proszę bardzo.

Z reszty obsady wybijają się fantastyczna Michelle Pfeiffer, Johnny Depp, Daisy Ridley i Josh Gad, zresztą prawie każdy poza kilkoma mniej istotnymi postaciami ma przynajmniej jedną scenę w której może błysnąć i raczej każdy tę okazję wykorzystuje.

Z zaskoczeniem przyjąłem też swoją własną reakcję, bo udało się Branaghowi i obsadzie wywołać u mnie emocje i finał oglądałem całkiem poruszony, w czym zwłaszcza zasługa jednego z wspomnianych aktorów/ aktorek. Dla mnie to materiał na nominację do Oscara za drugi plan. Dziesięć razy gorsze role dostawały nagrody.

Kręcenie na taśmie 65 mm się opłaciło i w przeciwieństwie do wypocin Nolana ten film jest piękny! i nawet projekcja w 2K powala jakością i ilością detali. Szkoda że czasami panoramy są ewidentnym dziełem komputera, ale też są na tyle dobrze zrobione, by nie przeszkadzać. Nie mogę się doczekać by obejrzeć tę piękność w 4K HDR.

Mocne 8/10, niesamowicie przyjemny seans.

Odpowiedz
#46
Obejrzane z przyjemnością. Naprawdę wciągający kryminał ze świetnym Branaghem zarówno w roli Poirot jak i za kamerą. Chwali się, że zgromadził również tak fenomenalną obsadę. Depp, Dench, Dafoe, Pfeiffer, Ridley, Jacobi... sama śmietanka. Nie oglądałem żadnych wcześniejszych ekranizacji ani nie czytałem "Morderstwa..." i poszedłem na świeżo. I naprawdę oglądałem cały film z zaciekawieniem. Solidne 7/10 i czekam na kolejną część w której mam nadzieję Branagh również wystąpi i stanie za kamerą.
I can see your conciliation. I wanna see your conciliation.

Odpowiedz
#47
Szkoda, że Branagh ma do odfajkowania najpierw "Artemisa Fowla" a potem dopiero zapewne wejdzie na plan sequel "Morderstwa", więc pewnie o wcześniejszej dacie niż koniec 2019/początek 2020 nie ma co marzyć.

Odpowiedz
#48
Wedle oczekiwań film jest ładny i przyjemny, ale nic ponad to. Aktorzy ok i w sumie niewiele więcej o nich mogę powiedzieć, nie wiem gdzie tam Mierzwiak widział materiał na nominację do Oscara, że niby Pfeiffer i jej próba samobójstwa? Mnie w ogóle nie urzekła, najwyższą ocenę przyznałbym Branaghowi, ale Poirot to taka wdzięczna i charakterystyczna postać, że każdy dobry aktor zagrałby go dobrze. Ogólnie bez zachwytów, dużo chętniej wróciłbym do wersji z 1974, bo raz, że lepsze aktorstwo, dwa, że bardziej do mnie przemawia wykonanie w starym stylu, bez komputerowych krajobrazów i scen akcji (po cholerę był ten pościg Poirota za MacQuennem?), z autentycznym pociągiem - w tamtą wizję wierzyłem, a tutaj miałem to nieprzyjemne wrażenie, że nie oglądam prawdziwych pasażerów pociągu, tylko znanych i lubianych aktorów w adaptacji znanej i lubianej książki, no ale może się czepiam.
Ode mnie 6+/10, sequel w Egipcie zobaczę mimo wszystko bardzo chętnie.

Odpowiedz
#49
Właśnie sobie uświadomiłem, że nie do końca pamiętam intrygę ze Śmierci w Nilu, więc obejrzę chętniej niż Morderstwo w Orient Expressie. Ale i na to może się skuszę, skoro opinie są raczej pozytywne. Zwiastuny mi się podobały.

Odpowiedz
#50
(27-11-2017, 11:18)simek napisał(a): nie wiem gdzie tam Mierzwiak widział materiał na nominację do Oscara, że niby Pfeiffer i jej próba samobójstwa?
Koleżka z Moonlight dostał Oscara za nic to Pfeiffer może mieć nominację za to. Czemu nie :)

PS. Wersja z 1974 roku na kanale TNT w czwartek o 18:25 i w niedzielę o 11:10.

Odpowiedz
#51
Jasne, że gorsze role dostawały Oscara, zwłaszcza za drugi plan, ale idąc taką logiką, to w co drugim filmie jaki mi się podoba są oscarowe role, bo przecież dużo słabsze już zdobywały statuetki albo chociaż nominacje :)

Odpowiedz
#52
Weź pod uwagę że na pewno przesadzam z miłości do La Pfeiffer, przy okazji traktujączobaczenie jej na dużym ekranie jako małe święto :) (choć mother! odpuściłem)

Odpowiedz
#53
Dobra, Morderstwo zaliczone.

Zgadzam się z przedmówcami. Film fajny, dobrze się go ogląda gdyby nie kilka elementów. Nie czytałem książki, więc historia była dla mnie nowa. Film mocno przegadany, zwłaszcza na początku. Ja rozumiem, że śledztwo, że setting ale to nie wciąga i nie angażuje. Początkowe sceny gdzie miał być ukazany geniusz Piorot'a chyba spaliły na panewce. W ogóle, tak jak pisał Kuba, nie udało się tutaj zbudować napięcia. Dopiero pod koniec pojawiają się sceny które wywołują emocje no i końcówka (nie mam na myśli rozwiązania intrygi, bo to akurat takie bez szaleństw było) była bardzo dobra.

Efekt psują, moim zdaniem, słabe efekty komputerowe. Otoczenie jakoś razi sztucznością i widać, że to wszystko na green screenie. Czasem ociera się o efekt telewizyjnego programu edukacyjnego.

W ogóle Brannagh jako Poirot wypadł bardzo dobrze. Ja rozumiem, że to bardzo charakterystyczna postać, ale w Jego wykonaniu była nie gorsza niż Davida Sucheta a jednak inna.

Film obejrzę chyba jeszcze raz, bo SPOILER ALERT! przegapiłem skąd Poirot dowiedział się, że Ratchett to Casetti i skąd wiadomo, że Casetti na pewno zabił. Chyba, że ktoś mi tu powie, albo na PRIV :)

6,5/10

Odpowiedz
#54
@Reno

Odpowiedz
#55
(29-11-2017, 18:15)Kuba napisał(a): @Reno
I geniusz Poirot od razu wziął to za pewnik? :),w ogóle ten wątek Armstrongów słabo zaznaczony. W filmie trochę z kapelusza. Był jakiś sąd? On został skazany? Czy Poirot pozwolił sprawcom samosądu odejść bez kary. Skąd ta jego pewność, że to sprawiedliwość? :)

Wysłane z mojego SM-A500FU przy użyciu Tapatalka

Odpowiedz
#56
Branagh bardzo mi się podobał w tej roli ale ogółem miaam wrażenie że wszystko było spłycone żeby młodzież się nie namęczyła, jeszcze dodali lawinę i pościg. Obsada dobra, nie oglądało się źle, ale wersja z 74 pod każdym względem oprócz Poirota (wolę Branagh) o wiele lepsza

Odpowiedz
#57
Nie przesadzajmy z tymi pościgami, były dwa, kazdy trwający jakieś 30s. To mogła być znacznie bardziej wypełniona akcja historia, pod tym wzgledem Branagh i Green ładnie trzymali się książki, Poirot nie jest kolejnym Sherlockiem z filmów Guya!

@Reno kwestia decyzji Poirota to przecież sedno i najwazniejsza kwestia całego filmu:"czym jest sprawiedliwość", a cała reszta? Christie tez tego nie rozwija, bo czy jest to naprawde konieczne?

Odpowiedz
#58
Jasne, że jest to jedna z najważniejszych kwestii. Chodzi mi raczej o to, że wina Ratchetta/Casettiego nie została jakby na 100% pokazana. Była tylko mowa o tym, że on to zrobił. Nie widziałem scen, w których Casetti zostaje skazany, ucieka z więzienia czy coś. Po prostu on to zrobił i jest to wiedza powszechna. No i jeszcze inna sprawa. Czy Poirot widział wcześniej Casettiego? Od razu go rpozpoznał? Czy była jeszcze jakaś scena, którą przegapiłem, a która na to wskazuje?

Odpowiedz
#59
(07-12-2017, 10:46)Reno napisał(a): Jasne, że jest to jedna z najważniejszych kwestii. Chodzi mi raczej o to, że wina Ratchetta/Casettiego nie została jakby na 100% pokazana. Była tylko mowa o tym, że on to zrobił. Nie widziałem scen, w których Casetti zostaje skazany, ucieka z więzienia czy coś. Po prostu on to zrobił i jest to wiedza powszechna. No i jeszcze inna sprawa. Czy Poirot widział wcześniej Casettiego? Od razu go rpozpoznał? Czy była jeszcze jakaś scena, którą przegapiłem, a która na to wskazuje?
Dosłownie cały film czekałam, żeby to wyjaśnili. I nic. Też zupełnie nie kumam jak on to skojarzył, może po tym liście i tych inicjałach w łamigłówce ale i tak za mała wskazówka żeby od razu dojśc do takiej konkluzji

Odpowiedz
#60
Wydaje mi się, że jeśli ktoś został okrutnie zamordowany a potem znajduje się list w którym ktoś napisał do ofiary, że to zemsta za śmierć Armstrong a jest to z tego co rozumiem calkiem świeża i głośna sprawa to całkiem logiczne jest założenie, że to faktycznie ten Casseti.

Odpowiedz

Digg   Delicious   Reddit   Facebook   Twitter   StumbleUpon  






Podobne wątki
Wątek: Autor Odpowiedzi: Wyświetleń: Ostatni post
  The Shape of Water (2017) reż. Guillermo del Toro Kuba 65 5,442 3 godzin(y) temu
Ostatni post: Kuba
  Phantom Thread (2017) reż. Paul Thomas Anderson Kuba 119 7,306 5 godzin(y) temu
Ostatni post: Ugetsu
  Wind River (2017) nawrocki 75 8,481 Wczoraj, 00:04
Ostatni post: shamar
  Three Billboards Outside Ebbing, Missouri (2017) reż. Martin McDonagh Kuba 81 5,345 17-02-2018, 13:48
Ostatni post: shamar
  Call Me by Your Name (2017) reż. Luca Guadagnino Kuba 18 1,021 17-02-2018, 12:35
Ostatni post: harlequinade
  Rampage (2017) Gieferg 26 1,372 14-02-2018, 15:31
Ostatni post: Arahan
  The Great Wall (2017) (Reż. Zhang Yimou) Lawrence 8 1,563 06-02-2018, 09:22
Ostatni post: Snappik
  Brawl in Cell Block 99 (2017) reż. S. Craig Zahler slepy51 22 2,749 04-02-2018, 21:24
Ostatni post: shamar
  Darkest Hour (2017) reż. Joe Wright Kuba 24 2,162 30-01-2018, 01:15
Ostatni post: Kuba
  Beauty And The Beast (2017) reż. Bill Condon Mierzwiak 18 1,732 26-01-2018, 20:14
Ostatni post: Grievous



Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości