Nocturnal Animals (2016) - reż. Tom Ford
#21
shamar i Kuba widzę chłopaki z mocnymi argumentami. "Nudziłem się, 3/10".

Odpowiedz
#22
Nie gorsze niż "ładne zdjęcia więc 9/10" :P

No bo sorry, ten film robią zdjęcia i aktorzy którzy się dwoją i troją, aby ten pretensjonalny kloc był oglądalny. Bo na dobrą sprawę, tutaj nie ma żadnej konkretnej historii, a jedynie zbiór ostentacyjnych metafor.

Naciągane 5/10, bo jednak lubię ładne obrazki.
For my ally is the Force, and a powerful ally it is.


Odpowiedz
#23
Film jest nudny kiedy scenariusz jest zły. A tu taki jest. Brak naprawdę ciekawych relacji, okrągłe zero zaskoczeń, twistów, losy bohaterów są widzowi obojętne, ich charaktery kiepsko nakreślone, każda scena jest oczywista i prosta. Bo co z tego, że scena na drodze jest dobrze zagrana i świetnie nakręcona skoro od początku wiadomo jak się skończy?
A scenariusz który nie zaskakuje i nie wciąga jest slaby a film nudny.

Te zdjęcia to też nie jest niewiadomo co. Generalnie mam problem z stylistyką tej produkcji, raz pasuje ona idealnie a momentami patrząc na ekran aż się krzywilem.

Mdła, prosta produkcja którą można sobie kiedyś wieczorkiem obejrzeć jak nie będzie się mialo nic do roboty. O ile nie oglądałeś jej wcześniej.

Odpowiedz
#24
(26-02-2017, 12:08)nawrocki napisał(a): shamar i Kuba widzę chłopaki z mocnymi argumentami. "Nudziłem się, 3/10".


Było coś jeszcze o wtórności, niewciągającej historii. Zupełnie mnie to nie interesowało jak historia książkowa koreluje z historią rzeczywistą. Choć książkowa przynajmniej miała jakąś dynamikę.
welcome to prime time bitch!

Kenner, just in case we get killed, I wanted to tell you, you have the biggest dick I've ever seen on a man.

Odpowiedz
#25
A mi się akurat "Nocne Zwierzęta" bardzo podobały i dla mnie są one największym pominiętym tegorocznej gali.
Ba! Moim zdaniem Tom Ford (aż dziw bierze kiedy człowiek uświadomi sobie, że dla tego nieprawdopodobnie utalentowanego twórcy film jest poniekąd działalnością wyłącznie hobbystyczną) ma pełne prawo czuć się okradziony, ponieważ to właśnie ten obraz najbardziej zasługiwał na statuetkę za najlepszy film roku!
Zdaję sobie oczywiście sprawę, że produkcje trudne, wymagające, niejednoznaczne i nie schlebiające gustom masowego odbiorcy Oscarów raczej nie dostają, ulegając tytułom "bezpieczniejszym" i bardziej przystępnym. Wystarczy przywołać casus "Czarnego Łabędzia", "Mamy" "Musimy porozmawiać o Kevinie", "Social Network", "Wstydu" czy "Wyjścia przez sklep z pamiątkami".
Jednak w tym wypadku ośmielę się stwierdzić, że jestem wściekły! Muszę bowiem uczciwie przyznać, że jak do tej pory żaden inny tytuł spośród tych tegorocznych oscarowych pretendentów, których miałem możliwość obejrzeć (czyli praktycznie wszystkich poza "Fences" i "Moonlight") nie zrobił na mnie aż takiego wrażenia! Nie dał mi takiego emocjonalnego kopa, nie olśnił i nie sprawił bym miał wrażenia obcowania z celuloidowym absolutem!
Nie może zatem chyba nikogo dziwić, że faktu nie nominowania cudownej muzyki Abela Korzeniowskiego, kapitalnej kreacji Amy Adams (która w tym roku została całkowicie "olana" mimo, że zasłużyła na statuetkę jak mało która aktorka tworząc dwie wspaniałe kreacje w dwóch wyśmienitych dziełach), wybitnej reżyserii, intrygującego scenariusza a przede wszystkim nie dostrzeżenie porażającego klimatu jaki udało się wykreować, nie mogę nazwać inaczej niż wyjątkowo perfidną zbrodnią w biały dzień
Dobrze, że "załapał się" chociaż Michael Shannon więc będę miał komu kibicować i liczyć, że zdobędzie chociaź nagrodę pocieszenia!
Moi ulubieni rezyserzy
Top 3 2017
Blade Runner 2049
A Ghost Story
Dunkierka

Odpowiedz
#26
(06-12-2016, 12:08)Dr Strangelove napisał(a): O czym w ogóle jest ten film to powiedzieć trudno, albo można to zrobić bardzo łatwo. Nie mamy linearnej historii, wiele rzeczy pozostaje w domyśle. Ciężko wywnioskować ile z tego co widzimy to prawda, a ile to wyobrażenia bohaterki (nie, to nie jest schizofreniczka).

O ile mogę się zgodzić, że interpretacja całości może być nieoczywista, tak czysto fabularnie film jest przecież mega prosty. Nielinearna fabuła nie komplikuje specjalnie sprawy, rzeczy w domyśle też nie ma aż tak dużo. Szczerze mówiąc, biorąc pod uwagę trailery i ogólny klimat przed premierą spodziewałem się bardziej pokręconej rzeczy. Niekoniecznie jest to wada. Dlatego, nie do końca zgadzam się też z sugestiami z pierwszych postów, nie pamiętam dokładnie czyich (sorry, wczoraj po seansie rzuciłem okiem na początek wątku, ale nie chce mi się szukać i cytować), jakoby film był jakoś specjalnie artsy-fartsy. Są trochę z dupy przebitki na ujęcia autostrad rodem z True Detective i inne skrawki, jest ta czołówka, jest wreszcie środowisko bogatych miłośników sztuki nowoczesnej (swoją drogą ciągle mam wrażenie, że Sheena stać na lepsze role niż to co gra od lat). Ten ostatni element rzeczywiście trochę irytował na początku, ale poza tym spodziewałem się większych (pseudo)artystycznych jazd a było zaskakująco "normalnie".

Wątek z książki trzyma w napięciu i moim zdaniem zjada na śniadanie całe Hell and High Water. Mało oryginalny? No i co? Dobrze nakręcony, Taylor-Johnson kradnie show, Gyllenhaal trochę rozczarował nie wiedzieć czemu, Shannon dobry, ale rzygam już kliszą teksańskiego gliniarza. Poza tym nie czaję jednego motywu - dlaczego na końcu Ray wraca do przyczepy i spokojnie czeka na wiadomo co?! Coś przegapiłem?

Pozostałe dwie płaszczyzny oczywiście mniej emocjonujące, ale na pewno nie niepotrzebne. W ogóle to na chłodno wydaje się, że to film sprzeczności. Pretensjonalny początek o bogatych gejach kontra trzymająca za jaja fabuła książki. Przebitki na czytającą Amy Adams, które w teorii powinny wytrącać z klimatu, tu działają. Duża tu zasługa aktorstwa, bo nawet jeśli reakcje bohaterki mogłyby śmieszyć to ja jej wierzę, bo sam przed chwilą siedziałem na skraju fotela w dużej mierze dzięki aktorstwu a i sama Adams jest przekonująca. Podobnie z interpretacją całości - z jednej strony mam wrażenie, ze mogłoby to wszystko jakoś sensowniej i prościej się zazębiać, z drugiej wręcz przeciwnie, że jest zaskakująco prosto, bez zbędnej symboliki, mylenia tropów i wydziwiania. I tak dalej.

Mam w ogóle wrażenie, że podszedłem do filmu trochę za bardzo uprzedzony do reżysera. A Single Man pamiętam słabo, ale wspominam tak sobie, raczej jako ładną wydmuszkę. Tak, czy inaczej podświadomie przylepiłem Fordowi etykietę geja projektanta mody a gość kręci rasowy, trzymający w napięciu wątek teksański i zaskakująco sprawnie obudowuje go na pewno nie tak pretensjonalnymi, jak by się mogło wydawać motywami dramatycznymi. Fajny miks z tego wyszedł.

Mimo wszystko jednak, spokoju mi nie daje myśl, że przy wielu elementach śruba mogła zostać przykręcona mocniej, bo sam pomysł na film był bardzo ciekawy (swoją drogą, dałbym nominację za scenariusz). Choćby w relacji Susan i Edwarda, która przecież ma być emocjonalną osią filmu. Z drugiej strony, w tak słabych czasach dla tego rodzaju kina chyba trzeba się cieszyć z tego co wyszło. Nie widzę reżysera, który mógłby to zrobić dużo lepiej obecnie, ale mam opory przed przyznaniem Fordowi pełni zasług, stwierdzeniu, że w pełni kontrolował efekt końcowy. Mimo wszystko mam wrażenie, ze w wielu miejscach film maskuje własne, owszem drobne, ale jednak wady a reżyser czasami stąpa trochę po omacku. Z drugiej strony często działa mega sprawnie i pewnie.

A ostatecznie to wszystko nie ma znaczenia, bo w trakcie seansu nie miałem czasu na czepianie się szczegółów. Dawno nie oglądałem nowego filmu w takim napięciu. Jakąś większą ekscytację studzi jedynie (poza uprzedzeniem do reżysera;)) fakt, że wiele filmów w ostatnich latach ostro przeceniłem (choćby Nightcrawlera, pewnie Birdmana, nie wykluczam też, że La La Land), ale na chwilę obecną to chyba mój film roku 2016, ale nie nadrobiłem jeszcze m.in. Silence czy The Handmaiden. Mocne 8/10.

Odpowiedz
#27
Bardzo fajny film, choć to że ta dość specyficzna mieszanka działa jest albo wynikiem przypadku, albo Ford jest geniuszem. Nie wiem.

Historia Adams to jedna wielka sztampa - laska która rzuciła miłość dla innego, bogatego faceta, ostatecznie kończy w nieszczęśliwym związku. Ona jest w tym małżeństwie, paradoksalnie, samotna, on ją zdradza. Fabuła powieści to też nic oryginalnego (choć zdecydowanie szarpiącego nerwy i trzymającego w napięciu), a jej zakończenie jest delikatnie mówiąc rozczarowujące, ale... Ale połączenie tych historii, fabularne i wizualne paralele między nimi, to jak fabuła czytanej przez Adams książki ma się do jej związku z autorem - wszystko to tworzy dość specyficzną, intrygującą mieszankę. Bardzo mi się podobało. 8/10

Odpowiedz
#28
OK, muszę się przyznać, że spodziewałem się czegoś innego. Znaczy myślałem, że będzie to neo-noir-thriller-erotyczny. Szczególnie opisy o full frontal nudity na IMDb nastawiły mnie na coś smakowitego i pikantnego. Teraz to już wiem o jakie nudity chodzi ;)

Ale mimo, że oczekiwałem czegoś innego film mi się naprawdę podobał. Niby to są proste historie, bez jakiś twistów. Przy czym złożone w całość fascynują. Wiadomo, że motyw teksański wygrywa. Zaś scena na drodze nocą pod względem napięcia i emocji wymiata.
Oczywiście wszystko jest świetnie zagrane. Zdjęcia są cudne, zaś muzyka Abla Korzeniowskiego ładnie dopełnia ten obraz. Który nie jest odkrywczy, ale może w tym jego siła.
Jedynie, czego nie do końca rozumiemy to końcówki i czemu się nie pojawił, skoro zapowiadał? Może ktoś mi pomoże?
a tak ogólnie to czekam na kolejne filmy Forda i niech to hobby przerodzi się w pasję!
8/10
/www.filmmusic.pl - me recki 
"... w TFA zbudowano las. j***** las!"
Arahan





Odpowiedz
#29
(30-04-2017, 18:29)Lawrence napisał(a): Jedynie, czego nie do końca rozumiemy to końcówki i czemu się nie pojawił, skoro zapowiadał? Może ktoś mi pomoże?
Bo chciał się zemścić i tak bardziej bolało.
Duży i dobry zawsze pokona małego i złego.

Odpowiedz
#30
Nie wyglądał na takiego mściwego typa. Oj, to bardzo brutalne i ja chyba bym tak nie potrafił. I gdybym miał nieszczęśliwą miłość i potem miał szansę ją za pomocą książki odzyskać, to jednak bym się pojawił, nawet jeżeli miałbym być wcześniej zraniony.
/www.filmmusic.pl - me recki 
"... w TFA zbudowano las. j***** las!"
Arahan





Odpowiedz
#31
lawrence, bo on się zmienił, a ty zostałeś słaby
/bez urazy/
tak że o.

Odpowiedz
#32
Ja się nie obrażam, gdyż znam siebie i wiem jaki w tych kwestiach jestem. Plus dalej marzę, aby napisać super, książkę, czy nakręcić super film, którym podbiję serce ukochanej :)
/www.filmmusic.pl - me recki 
"... w TFA zbudowano las. j***** las!"
Arahan





Odpowiedz
#33
(30-04-2017, 20:12)Lawrence napisał(a): Nie wyglądał na takiego mściwego typa. Oj, to bardzo brutalne i ja chyba bym tak nie potrafił. I gdybym miał nieszczęśliwą miłość i potem miał szansę ją za pomocą książki odzyskać, to jednak bym się pojawił, nawet jeżeli miałbym być wcześniej zraniony.

To chyba było coś więcej, niż nieszczęśliwa miłość. Ich związek zakończył się burzliwą kłótnią, zdradą i
. "Zraniony" to może być bohater komedii z Julią Roberts, nie zdewastowany emocjonalnie człowiek.

Odpowiedz
#34
Interesujący film.

Niosą go właściwie trzy elementy. Po pierwsze cały wątek Gyllenhaala - to jest absolutny rdzeń emocjonalny i tak naprawdę można było zrobić całość tylko o tym, bo te przeskoki do Amy Addams były raczej kulą u nogi. To takie trochę wpieprzenie typowego Paolo Sorrentino w "No country for old men" Cohenów. Już właściwie pierwsza scena z tańczącą nago 200 kilową babą wywołała u mnie wielkie WTF i przewinąłem o 1-2 minuty.

No i w tym teksańsko-thrillerowym wątku dochodzą dwie pozostałe zalety. Aktorsko jest bardzo dobrze - Shannon niby ma taką klasyczną rolę twardego gliny, ale praktycznie w każdej sekundzie zalewa ekran charyzmą. No i... zbrodnia jest tak straszna, a bandyci tak źli do szpiku kości, że temu glinie po prostu się kibicuje. Gyllenhaal nie ma zbyt wiele do grania, to znaczy pokazuje szerokie spektrum emocji, może trochę się wypłakać i wykrzyczeć, ale jego postać nie jest zbyt ciekawa. Warsztatowo i tak najwyższa półka, chociaż takiego aktora można było znacznie lepiej wykorzystać. Taylor-Johnson najlepsza rola w filmie, świetnie odegrał psychopatycznego bandziora. Jego postać jest najciekawsza - człowiek przygotowany na śmierć, bez najmniejszych skrupułów czy moralności. Zastanawiałem się w trakcie seansu, czy zablokowanie ulicy z góry miało służyć porwaniu jakiejś przejeżdżającej rodziny, czy to pokazanie środkowego palca przez córkę ich sprowokowało.

No i ostatnia zaleta - jednego Fordowi nie można odmówić, ma fantastyczne wyczucie do strony wizualnej i doboru muzyki. Umie stworzyć bardzo specyficzny, gęsty klimat w pięknych kadrach, wie jak nadać scenie dynamiki i podbić emocje. Masa pięknych kadrów.

Szkoda tylko, że scenariusz sam w sobie trochę zbyt mocno poszedł w artyzm kosztem spójności. Wątek Amy Addams - mimo jej dobrej gry - był dość przeciętny. A zajmuje jakąś połowę filmu. Koniec końców dałbym 8/10.
Kłótnie na forach są jak wyścigi w domu wariatów: nieważne czy wygrasz, czy przegrasz, wciąż pozostajesz pacjentem.

Odpowiedz
#35
Powtórny seans okazał się jednym z najbardziej satysfakcjonujących w życiu. Perfekcyjny film. Moja ocena skacze do pełnej dyszki, bo zwyczajnie jest to wizja kompletna, która nie tylko obłędnie wygląda, ale w dodatku mocno kopie po emocjach. Tu nie ma zbędnych scen (choć oczywiście na upartego za takowe można uznać te wszystkie artystyczne pierdololo, które ubarwiają tło głównej bohaterki - z prologiem włącznie) czy źle wygranych (aczkolwiek sławy na najdalszym planie, dostające zaledwie kilka linijek tekstu mogą wydać się przesadzone). Poezja po prostu.
Don't play with fire, play with Mefisto...
http://www.imdb.com/user/ur10533416/ratings

Odpowiedz
#36
Nie do końca moje kino. Tzn. jako ciekawostkę, eksperyment to polecam, bo forma tego filmu jest ciekawa i oryginalna, natomiast nie jest to raczej kino dla każdego i w moim przypadku raczej na raz.
Zbyt dużo artystycznych przerywników, a niestety sam wątek Amy Adams i Jake'a Gyllenhaala jest po prostu sztampowy, chociaż trzeba przyznać, że emocjonalnie ten drugi dźwiga cały film na swoich barkach.
Zdecydowanie lepiej wypada tutaj drugi plan z Michaelem Shannonem i Taylorem-Johnsonem, gdzie temu pierwszemu się po prostu kibicuje, a ten drugi jest hipnotyzująco-odrażający.

Bardzo mocną stroną są zdjęcia i muzyka (głównie zdjęcia), które tworzą specyficzny, nieco niekomfortowy klimat. Ten film jest jednocześnie odpychający i przyciągający. Chce się go oglądać bo pieści oko, ale jednocześnie odpycha tym co się dzieje na ekranie. Nie potrafię tego ugryźć. To trochę jak drzazga, siedzi pod skórą i wywołuje uczucie dyskomfortu, ale człowiek nie chce przestać oglądać bo jest w nim magnes, który bardzo mocno przyciąga do ekranu. Dziwne doświadczenie, nie pamiętam kiedy ostatnio czułem coś podobnego. Chyba przy "The Divide" z 2011, ale to jednak inne kino.

Ciekawe, ale nie dla każdego. Od siebie dam 7/10, może 7,5/10.
Drugi raz raczej nie obejrzę, ale mimo wszystko warto było.
"Renton - "Choose life, choose Facebook, Twitter, Instagram and hope that someone, somewhere cares."


Odpowiedz

Digg   Delicious   Reddit   Facebook   Twitter   StumbleUpon  






Podobne wątki
Wątek: Autor Odpowiedzi: Wyświetleń: Ostatni post
  Captain Fantastic (2016) reż. Matt Ross Lawrence 16 3,260 14-01-2018, 03:35
Ostatni post: Gieferg
  Hacksaw Ridge (2016) reż. Mel Gibson Mental 132 15,274 13-01-2018, 12:32
Ostatni post: Gieferg
  Niewidzialny gość (2016) Capt. Nascimento 0 656 21-10-2017, 00:11
Ostatni post: Capt. Nascimento
  Passengers (2016) (Reż. Morten Tyldum) (J-Law i Chris Pratt in Space) Lawrence 120 12,658 19-10-2017, 01:54
Ostatni post: Gieferg
  Silence (2016) reż. Martin Scorsese Kuba 82 9,058 14-10-2017, 22:26
Ostatni post: shamar
  The Zookeeper's Wife (2016) (Reż. Niki Caro) Lawrence 14 3,617 22-09-2017, 19:16
Ostatni post: shamar
  The Accountant (2016) - Księgowy shamar 8 551 18-09-2017, 11:33
Ostatni post: Mierzwiak
  Fences (2016) reż. Denzel Washington Baretto 11 2,631 31-07-2017, 23:55
Ostatni post: Kuba
  The Nice Guys (2016) Szaman 59 9,690 31-07-2017, 22:09
Ostatni post: shamar
  La La Land (2016), reż Damien Chazelle Pelivaron 151 17,521 27-06-2017, 03:04
Ostatni post: Phlogiston2



Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości