Ostatnia rodzina
#1
Czyli film o rodzinie Beksińskich. Właśnie pojawił się pierwszy zwiastun.



Mój najbardziej oczekiwany film roku. Ogrodnik i Seweryn prezentują się świetnie (i Andrzej Chyra!). Liczę na dobrze opowiedzianą tą poruszającą historię i świetne kreacje aktorskie. Czekam, premiera 30 września.
I can see your conciliation. I wanna see your conciliation.

Odpowiedz
#2
Co tutaj taka cisza? 
Jakub Popielecki na filmwebie wystawił 8/10 i napisał bardzo, bardzo zachęcającą recenzję. Nie mogę się doczekać. :)


 

Cigarettes and coffee, man. That's a combination.

Odpowiedz
#3
Cisza? Bo może prawie nikt jeszcze nie widział? :D

A co do recenzji, to czytałem kilka i opinie oscylują między zachwytem nad arcydziełem i stwierdzeniem, że to bardzo dobry film jest. Więc czekam :) Chociaż z drugiej strony, boję się, bo to trochę zbyt piękne...

Odpowiedz
#4
(12-09-2016, 08:41)patyczak napisał(a): Cisza? Bo może prawie nikt jeszcze nie widział? :D

Wszyscy poszli na "Smoleńsk". :) A już poważniej to naprawdę byłoby przykre, gdyby przez wrzawę związaną z filmem Krauzego, ten dobrze zapowiadający się obraz przeszedł niezauważony. Mam nadzieję, że nie i kto wie, czy nawet powoli nie zaczynam wierzyć w polskie kino. :)
/www.filmmusic.pl - me recki 
"... w TFA zbudowano las. j***** las!"
Arahan





Odpowiedz
#5
Spokojnie, kiedy Ostatnia rodzina wejdzie do kin, smoleńska wrzawa już ucichnie :)

Odpowiedz
#6
Jak się uda, to zobaczę 23.09. Czekam bardzo!

Odpowiedz
#7
(12-09-2016, 03:08)kawa i papierosy napisał(a): Co tutaj taka cisza? 
Jeśli masz dostęp do pokazów przedpremierowych, to chętnie poczytamy o Twojej opinii, jeśli nie, to wstrzymaj się z zadawaniem takich pytań na okres po rozpoczęciu dystrybucji.

Odpowiedz
#8
Ja widziałem. To na pewno dobry film. Pewnie nawet bardzo dobry. Polskich filmów oglądam mało, ale wyłączając Smarzowskiego (swoją drogą mam nadzieję, że Wołyń będzie lepszy niż Ostatnia rodzina, bo porównywalny lub niższy poziom byłby jednak rozczarowaniem), to chyba najlepszy polski film jaki widziałem od lat.

Seweryn zagrał świetnie. Ogrodnik jednak chyba trochę przeszarżował. To znaczy na pewno jest w tej roli masa umiejętności aktorskich i odpowiednia dawka szaleństwa. Znika w roli, jest konsekwentny, ale znając młodego Beksińskiego jedynie z kilku klipów i krótkich fragmentów audycji mam wrażenie, że jednak przesadzili z nadekspresją i wyolbrzymili ekscentryczne zachowania. Czasami do poziomu niemal parodystycznego. Oczywiście to film i taka interpretacja postaci, nawet jeśli jest to postać prawdziwa, żyjąca niedawno i dobrze "udokumentowana" nie jest wadą samą w sobie. Dla mnie to jednak zgrzyt. Szczególnie, że ekscentryczność Beksińskich jest bez podkręcania wystarczająco intrygująca.

Z plusów (bo aktorstwo mimo wszystko to siła filmu) na pewno też realizacja. Bez fajerwerków, ale nie ma się czego przyczepić. Dialogi dobrze słychać. Montaż jest ok. Scenografia świetna - 90% filmu rozgrywa się w dwóch mieszkaniach Beksińskich i porównując je z ich domowymi nagraniami widać, jak świetnie zostały odwzorowane na planie. Do tego stopnia, że nie jestem w 100% pewien czy część scen imitujących właśnie domowe nagrania Beksińskich (swoją drogą też są technicznie stylizowane bez fałszu, co nie jest przecież w polskim kinie normą) to nakręcony materiał czy chwilowe przebitki na materiał archiwalny. To znaczy domowe nagrania są wplecione, ale nie jestem w 100% pewien, gdzie dokładnie. Zdjęcia też bez zarzutu. Nic wybitnego, ale wynika to w dużej mierze z przyjętej konwencji. W wielu scenach statyczna kamera po prostu podgląda bohaterów na tych kilkudziesięciu metrach dwóch mieszkań. Często bohaterów siedzących w pokoju podgląda z przedpokoju z czym mam trochę problem, ale za bardzo się czepiać nie będę, bo nie jest to przesadnie artystowskie.

Zabrakło mi jednak trochę czegoś więcej niż solidny warsztat. Rozumiem, że taką formę przyjął reżyser, ale biorąc pod uwagę, że to film o takim malarzu, który malował przecież nie wiejskie pejzaże i synu, który łączył tłumaczenia Monty Pythona z pasją do takiej a nie innej muzyki, wolałbym jednak trochę więcej kina, reżyserskiej magii. To niby nie jest film o działach Beksińskiego, ale jednak są sceny pokazujące proces tworzenia. I są one trochę tak na pół gwizdka. Są obrazy, jest podkład z klasycznej muzy towarzyszącej malarzowi, ale raz, że właśnie jest to pokazane w bardzo surowy, oszczędny sposób a dwa, że trochę za słabo się to zazębia, za mało łączy, wynika z lub wpływa na zachowanie bohaterów, otoczenie, relacje. Oczywiście gdzieś podskórnie można się domyślać, że to wszystko ma jakiś sens i oczywiście fajnie, że twórcy nie dają konkretnych odpowiedzi. Mi po prostu zabrakło trochę szarży, reżyserskiego kunsztu, grania montażem, obrazem, dźwiękiem.

Film jest trochę jednostajny pod względem emocjonalnym. Tomasz od początku (za) mocno świruje, nie ma nic, co zrobił na końcu (poza samym końcem;)), czego by nie zrobił na początku. Zdzisław od początku przygląda się temu z tym samym intelektualnym chłodem. Obejrzałem fragmenty ich domowych nagrań i wygląda na to, że film jest "po prostu" odtworzeniem tych materiałów w formie fabularnej. Urywkami z życia, które na dobra sprawę można by niemal dowolnie poprzestawiać. Film chyba nie próbuje wyjaśnić zachowania bohaterów, nie konfrontuje ich ze światem zewnętrznym (mało jest scen jak ta z nowego trailera, gdzie sąsiad zaczepia Zdzisława i ten zasłania okno w pracowni a szkoda). Ja szanuję i doceniam zamiary reżysera, ale mnie to po prostu nie wciągnęło, biorąc pod uwagę niewątpliwą charyzmę i ciekawą w sumie ekscentryczność bohaterów za mało wstrząsnęło. Nie czułem tej zaciskającej się pętli, gęstniejącej atmosfery, fascynacji bohaterami.

Skupiłem się na wadach, bo jestem jednak lekko rozczarowany, ale to imponujący debiut, film pod wieloma względami przynajmniej bardzo dobry, nawet jeśli trochę marnuje potencjał (pewnie w dużej mierze w relacji do moich oczekiwań i preferencji). Jestemm ciekaw Waszych opinii za te kilkanaście dni. 7/10?

Odpowiedz
#9
Rzadko jestem tak pozytywnie nastawiony do polskiego filmu, jak byłem do "Ostatniej rodziny". Zwiastun mnie kupił chyba głównie użyciem "Nights in white satin", ale też już w nim widać, że aktorstwo stoi na wysokim poziomie. Szedłem z mega dobrym nastawieniem.

I to jest taki nietypowy dość przypadek, że dobre nastawienie i wręcz chęć polubienia filmu sprawia, że oceniam go pozytywnie, ale jestem w stanie stwierdzić, że gdybym nastawiał się na typowy polski film, to pewnie tak też bym go odebrał. Na pewno broni się rola Seweryna. Jego Beksiński jest mega dobry. To taki idealny przykład aktorstwa, gdzie na ekranie widzie się bohatera a w ogóle zapomina się, kto odgrywa rolę. Fantastyczna kreacja. Dawida Ogrodnika też finalnie oceniam na plus. Jest to może trochę przeszarżowana rola, ale doceniam. Czuć, że aktor ciągle pozostaje postacią, którą kreuje. Mam wrażenie, że to przykład takiego aktora, który nawet w trakcie przerw w zdjęciach nadal nie wychodzi z roli. Mega konsekwencja, wiarygodność. Szanuję, że wybrał sobie taką interpretację i się jej trzymał. Pani grająca jego matkę zagrała ok. Skromnie, ustąpiła pola panom, ale nie mam absolutnie nic do zarzucenia. Krótko mówiąc, ten film zdecydowanie aktorstwem stoi. Czy tylko nim? Niestety możliwe, że tak.

Fabuły w "Ostatniej rodzinie" brak. Nie tyle nawet w sensie historii, ale nawet jakiegokolwiek rozwoju, czy przemiany bohaterów. Film przedstawia dosyć długi okres czasu, bo zaczyna się przeprowadzką Beksińskich do Warszawy w 1977 i obserwujemy ich do końca każdego z nich. Prawie 30 lat historii. Rozumiem założenie scenariusza. Film ten jest portretem psychologicznym. Momentami bardzo ciekawym. Da się zanurzyć w klimat mieszkania, które stanowi za scenę dla 80% filmu. To niewątpliwie plus. Jednak koniec końców mnie takie coś nie satysfakcjonuje. Nie lubię sytuacji, gdzie oglądam po prostu wycinki z jakiejś większej całości. Przecież tutaj nie byłoby żadnego problemu, żeby sobie zmontować te sceny w innej kolejności. Nic by się nie stało. Są identyczni w pierwszej scenie, są identyczni na moment przed swoją śmiercią. Tomasz ma problemy sercowe, potem mijają, potem ma inną kobietę, potem ma inne problemy. Nic tu z niczego nie wynika. Jest to najprawdopodobniej skutek takiej formuły. Jeżeli co 2 scena okraszona jest napisem określającym rok, w którym się odbywa, to automatycznie wiadomo, że ominęło nas mnóstwo wydarzeń. Tylko pytanie, dlaczego zatrzymujemy się teraz akurat na takim? Czemu mamy oglądać jak młody Beksiński czyta na żywo "Szpiega, który mnie kochał" a nie np. "Milczenie owiec"? Nie umiem wczuć się w historię, której w zasadzie nie poznaję. Co mi po tym, że niektóre z tych scen są bardzo dobre, mocne, mają ciekawy wydźwięk. Nie znam tej historii. To jest mój absolutnie główny a zarazem bardzo poważny zarzut do tego filmu. On jest zlepkiem scen, a nie żadną opowieścią.

Oceniając jednak te pojedyncze sceny, to przyznam, że niektóre są świetne. Ponownie jednak podkreślę, że to zasługa świetnego zespołu aktorskiego. Nagrana w jednym ujęciu rozmowa o światopoglądzie Tomasza zrobiła na mnie spore wrażenie. Dobre dialogi, świetna gra. Fajnie też poczułem się, przy pierwszym wejściu Chyry, kiedy dziwi się, że dom Beksińskich jest tak zwyczajny. Zgrabnie tutaj reżyser podsuwa taką refleksję, że za drzwiami domu tak bardzo nietypowych ludzi jest taka właśnie typowa przestrzeń. Ogólnie są tutaj perły, ale nadal wisi widmo tego, co pisałem powyżej.

Osobny akapit poświęcę szacunkowi dla reżysera, bo w polskich realiach to co zrobił jest warte odnotowania. Użycie materiałów archiwalnych jest świetne. Bardzo świadomie wykorzystano je, zgrabnie też manewrując materiałem nagranym na potrzeby filmu a wystylizowanym na domowe nagrania. Widziałem kilka dni temu ścierwo pt. "Smoleńsk" i to jak tam używano nagrać z tvp to jest taki zupełnie drugi biegun, jak korzystano z tego typu nagrać w "Ostatniej rodzinie". Kolejny plus.

Oceny póki co nie umiem wystawić, ale jestem gdzieś w okolicy 6/10, czyli nieźle. Być może jeszcze ten film będzie siedział w głowie i będę zmieniał zdanie, ale nie wiem. Mimo wszystko czuć zbyt, że to polski film nakręcony przez absolwenta polskiej szkoły filmowej. Jest trochę taki szkolny, trochę jak etiuda. Bezpieczny, bez wyraźnego stylu ani konkretnego pomysłu. Gdyby zamienić aktorów na gorszych, to w sumie byłoby po prostu źle.
srebrnik, proud to be a member of Forum KMF Film.org.pl since Nov 2014.

Odpowiedz
#10
Nie zgodzę ze stwierdzeniem, że bohaterowie nie rozwijają się jakkolwiek i że historia jest jedynie zlepkiem scen. Odniosłem zupełnie inne wrażenie - takie, że pokazując mało, film mówi jednocześnie bardzo dużo. Nie potrzebuję oglądać każdego momentu ich życia - te, w których dane mi było podejrzeć tę rodzinę, całkowicie i wyczerpująco przedstawiły jej dysfunkcję, zarówno na poziomie ogółu, jak i jednostek. Objawia się to nie tylko w fantastycznym aktorstwie, ale i w dialogach, małych niuansach do wychwycenia, czasem bez potrzeby użycia słów nawet, bo wystarczy spojrzenie czy gest. Ja jestem pod wrażeniem, bo w formie takiej jak jest, to Ostatnia Rodzina broni się doskonale.

Więcej w tekście, którą przygotowuję, a który mam nadzieję trafi na stronę :)

Odpowiedz
#11
To bez najmniejszej złośliwości napiszę, że czekam na tekst i ewentualnie dyskusję tutaj o tym rozwoju postaci.
Opinia srebrnika w zaskakująco dużym stopniu pokrywa się z moją. Z tym, że chyba nie jest problemem to, że nie oglądamy każdego momentu z ich życia. Sama epizodyczność jest ok, ale ja tak, jak pisałem, nie za bardzo czułem za poszczególne epizody tworzą właśnie rozwijającą się całość.

Odpowiedz
#12
Cóż, spoilery.

Dla mnie fascynujące było oglądanie tych postaci - ich niejednoznaczność, drugie dno. Może to kwestia odmiennych oczekiwań, bo według moich nie jest tutaj ważny - albo kluczowy - ciąg przyczynowo-skutkowy, tylko przyjrzenie się relacjom i psychice bohaterów, zwrócenie uwagi na to że podporą tej rodziny była Zofia, to, jak funkcjonują razem i osobno. Zdzisław od początku filmu jest dosyć apatyczny, ale z chwilą śmierci żony wydaje się że jest mu już całkowicie wszystko jedno - choćby świetny kontrast między początkowym wyważaniem drzwi do Tomka, żeby sprawdzić co z nim, a po prostu odpuszczeniem pod koniec filmu, gdy ten mu nie otwierał.

Odpowiedz
#13
Innego zdania są bliscy i wieloletni znajomi Tomka Beksińskiego, jak choćby Wiesław Weiss (autor książki "Tomek Beksiński - portret prawdziwy") i Piotr Kosiński (Rock Serwis FM). Ten pierwszy uważa film za "nikczemny". O ile mogę jeszcze pojąć gromy ciskane w "Ostatnią Rodzinę" za przerysowanie zaburzeń osobowości Tomka i próby zrobienia z niego kompletnego świrusa (nie widziałem jeszcze filmu, ale wiem, że kuchni nie demolował, nie wyrzucił też tv za okno), to już kompletnie nie kumam zarzutów wobec Grzebałkowskiej, która napisała kapitalną książkę. Co najważniejsze, autorka nie pisała z pozycji psycho-fana ani przyjaciela, ani nawet nie było zaznajomiona z audycjami Tomka, które prowadził od lat 80-tych. Znała jedynie obrazy Zdzisława.

Zupełnie dziwaczna aura wytworzyła się wokół "Ostatniej Rodziny". Dla mnie to jacyś współcześni Usherowie, dążący do zagłady nieuchronnej i silnie zdeterminowanej przez swego rodzaju fatum. Co ciekawe, mimo zaburzonych relacji wewnątrzrodzinnych, o których niechętnie gadają obarczeni poczuciem winy Weiss (twierdzący, że Tomek nawet po zażyciu prochów "wołał" jeszcze o pomoc wydzwaniając do przyjaciół) i Kosiński (nie słuchał ostatniej audycji Beksy, co pewnie se wyrzuca, choć musi wiedzieć, że Tomek oszukał w decydującym momencie ojca poprzez niezły blef, a wiedząca o jego zamiarach Anka Orthodox nic nie mogła zrobić, nawet telefonując do Zdzisława, który z kolei nie mógł znaleźć kluczy do mieszkania syna), była to zupełnie normalna familia. Znany i znakomity malarz nie wyglądał jak malarz, a raczej jak inżynier, a matka? Nie miała czasu dla siebie, dumna z bycia logistyczną głową rodziny, no i nieporadny życiowo syn, będący jednocześnie genialnym zupełnie autorem świetnych audycji, rewelacyjnym tłumaczem i postacią fascynującą.

Tak czy inaczej, zupełny koszmar w realu. Najpierw kilka nieudanych prób samobójczych Tomka, rozłożonych w czasie od lat 70-tych począwszy, potem śmierć Zofii Beksińskiej (tętniak), następnie skuteczne samobójstwo Tomka w 99, a w końcu coś zupełnie niebywałego - morderstwo Zdzisława. Nie mogę tego pojąć. Facet miał świra na punkcie ochrony swego mieszkania, bał się rabunku obrazów, bał się napadu, że ktoś go zamorduje, a katem okazał się syn Złotej Rączki, gościa zajmującego się drobnymi reperacjami w mieszkaniu malarza. Istny obłęd. Do dziś zastanawiam się, co powiedziałby Grzebałkowskiej morderca za sumę 20 000 zł, której nie otrzymał. Przerażająca zupełnie historia. Boję się, że ten młody reżyser może spierdolić ten film. Wybieram się 30.09. To będą ciężkie 2 godziny.

Odpowiedz
#14


Cigarettes and coffee, man. That's a combination.

Odpowiedz
#15
OFICJALNE: Film OSTATNIA RODZINA w reż. Jana P. Matuszyńskiego otrzymał na Festiwalu w Gdyni Złote Lwy. 
Cigarettes and coffee, man. That's a combination.

Odpowiedz
#16
(24-09-2016, 15:10)Bogdan napisał(a): (...) choćby świetny kontrast między początkowym wyważaniem drzwi do Tomka, żeby sprawdzić co z nim, a po prostu odpuszczeniem pod koniec filmu, gdy ten mu nie otwierał.

Ok, też zwróciłem na to uwagę i rzeczywiście to był dobry motyw, ale jeden z nielicznych takich.
Nie wiem, co mógłbym napisać ponad to, co już napisałem. Rozumiem i zazdroszczę zachwyconym, ale na mnie film nie zadziałał aż tak. Nie jest problemem brak bezpośredniego ciągu przyczynowo-skutkowego. To myślę jest oczywiste. Takie skoki czasowe i brak powiązania fabularnego poszczególnych scen jest jak najbardziej ok.

Problem mam z czym innym. Jest zajebisty temat i ciekawe, intrygujące postaci, w dodatku funkcjonujące w "polskiej szarej rzeczywistości". Są świetne role. Jedna trochę przeszarżowana, ale broniąca się przynajmniej w oderwaniu od porównań do oryginału. Jest bardzo dobra realizacja. Ale to razem nie składa się na jakąś filmową wartość dodaną.

Ja mało czułem tych niuansów, dwuznaczności. Jak Zdzisław mówi, że by kogoś zgwałcił to jest to, powiedzmy, intrygujące, ale tak samo intrygujące byłoby, gdybym zobaczył z nim ten wywiad, w którym to mówi. I tak mam z większością scen. Są ciekawe głównie jako fabularyzowany dokument, świadectwo tego, że ci ludzie się tak zachowywali. W dodatku, jeśli Tomek od pierwszych scen jest mniej więcej tak samo "dziwny", kolejne jego wybuchy szokują coraz mniej, zamiast coraz bardziej. Zabrakło mi chyba zestawienia tej ekscentryczności z normalnością. Jak postać Chyry wyraża zdziwienie tym, że mieszkanie Beksińskich jest takie zwykłe to trochę mało. Co z tego? Jak Tomasz mówi, że już właściwie nie żyje, czy powinien nie żyć to powinno to być poruszające, ale nie jest aż tak, bo ciągle chodzi na podobnej intensywności. Jest fajny moment z matką, która mówi, że syn jej takim zachowaniem sprawia przykrość. Chciałbym więcej takich momentów.

Reżyser pokroju Bennetta Millera by z tego wyciągnął więcej.;)

Odpowiedz
#17
O, Meller w punkt.;) W 100% moje odczucia jeśli chodzi o Ogrodnika, fabularyzowany dokument, nużącą jednorodność i ogólne wrażenia.

http://www.newsweek.pl/kultura/kultura-na-weekend-marcin-meller-i-karolina-pasternak-recenzja-filmu-ostatnia-rodzina,film,397885.html

Odpowiedz
#18
To może i ja się podzielę swoimi wrażeniami skoro udało mi się ten film w końcu obejrzeć. Choć biorąc pod uwagę ogólny ton wypowiedzi, już widzę że będę odosobniony ponieważ "Ostatnia rodzina" mnie zachwyciła!

Zacznę może jednak od tego, że czekałem na ten tytuł z wielkimi nadziejami oraz (chyba jeszcze większymi) obawami. Z jednej strony bowiem od zawsze uważałem, że tragiczna historia fascynującej rodziny Beksińskich i ich zmagania z tkwiącymi w nich, jak w każdym człowieku demonami oraz, w przypadku Tomasza dążeniem do autodestrukcji to praktycznie gotowy materiał na znakomity film (nasiliło się ono zresztą po przeczytaniu genialnej książki Magdaleny Grzebałkowskiej "Beksińscy portret podwójny", którą tak swoją drogą gorąco polecam), z drugiej jednak miałem w pamięci, że ten rok mnie delikatnie mówiąc nie rozpieszczał i wszystkie (albo zdecydowana większość) filmy, na które czekałem okazywały się mniejszymi bądź większymi niewypałami (Żeby wspomnieć tylko "Hateful Eight" Quentina Tarantino czy "Suicide Squad" Davida Ayera). Nie chciałem zatem narażać się na kolejne rozczarowanie. Dodatkowo można się było niepokoić, czy debiutujący w długiej formie reżyser Jan P. Matuszyński, będzie w stanie udźwignąć ciężar gatunkowy tej historii czy też da się zwieść taniemu efekciarstwu.

Na szczęście ex post factum mogę z ręką na sercu stwierdzić, że wszystkie powyższe obawy okazały się równie istotne jak "łzy w deszczu". Że "Ostatnia Rodzina" nie tylko sprostała moim oczekiwaniom, ale je wręcz przerosła!

Oczywiście nie znaczy to, że jest to produkcja pozbawiona wad. Że uniknięto pewnych uproszczeń, nadużyć (np. Nie dziwie się, że przywołany już przez Tomkiewicza Wiesław Weiss w swojej recenzji na łamach "Teraz Rocka" zarzucił twórcom, że jego zdaniem z Tomasza Beksińskiego niepotrzebnie zrobiono świra i półgłówka. Ba! Muszę przyznać, że sam miałem wrażenie jakoby filmowy Tomasz (mimo, że w przeciwieństwie do pana Wiesława nie znałem osobiście pierwowzoru był "nieco" upośledzony umysłowo) czy uogólnień. Ba! Zgadzam się z zasłyszanymi kilka dni temu opiniami, iż ten film jest przede wszystkim skierowany do osób, którzy już cokolwiek o Beksińskich wiedzieli gdyż siłą rzeczy prezentowany jest tu tylko pewien wycinek i pewna subiektywna wizja rzeczywistości więc ktoś kto o nich przed seansem nic nie wiedział, po także wiele wiedzieć nie będzie.

Jednak to wszystko moim zdaniem absolutnie nie zmniejsza potężnej siły oddziaływania tego dzieła, która jest doprawdy porażające, do głębi poruszające i emocjonalnie wstrząsające! Do tego stopnia, że nawet teraz, już kilka godzin po seansie czuję się jakby mnie ktoś zdzielił po głowie obuchem i ciężko mi pozbierać myśli czy słowa by napisać coś sensownego.

Dlatego też pozwólcie, że zadowolę się stwierdzeniem, że wszystkie nagrody i wyróżnienia dla tej produkcji są absolutnie zasłużone a także pochwaleniem wybitnego aktorstwa zaprezentowanego przez Andrzeja Seweryna, Dawida Ogrodnika (co zresztą było do przewidzenia znając klasę obu panów) i Aleksandrę Konieczną; znakomitego pełnego niuansów i dwuznaczności oraz wspaniale łączącego elementy komiczne z tragicznymi scenariusza Roberta Bolesty; pięknych zdjęć autorstwa Kacpra Fertacza; kapitalnego montażu oraz cudownej muzyki doskonale budującej klimat tej smutnej i przygnębiającej historii.

Podsumowując. "Ostatnia Rodzina" to w mojej ocenie nie tylko najlepszy film tego roku. To, nie bójmy się tego słowa wybitne arcydzieło na światowym poziomie, które zostaje w głowie po seansie na długo i które każdy fan dobrego kina koniecznie powinien zobaczyć, do czego zresztą serdecznie zachęcam!
Moi ulubieni rezyserzy
Top 3 2017
Blade Runner 2049
A Ghost Story
Dunkierka

Odpowiedz
#19
Obejrzane. I mnie też ten film w zupełności kupił, ciary praktycznie od pierwszej do ostatniej sceny. Czasem śmiesznie, by nagle niemal znieruchomieć w fotelu. Aktorstwo GENIALNE, zwłaszcza Seweryn i Konieczna, nie grają, oni po prostu są Beksińskimi. Ogrodnik również rewelacyjny w roli Tomka, i nie uważam, że przeszarżował. Jeden z najlepszych filmów roku i najlepszy polski film od dawna. Mam nadzieję, że odniesie duży sukces frekwencyjny, wczoraj sala była prawie pełna. 9/10
I can see your conciliation. I wanna see your conciliation.

Odpowiedz
#20
Właśnie w takich filmach Polacy są naprawdę dobrzy, po co się silić na kopiowanie amerykańskich superprodukcji, skoro inni mogą się od nas uczyć jak robić filmy osadzone głęboko w rzeczywistości, z ukazaniem słowiańskiej, zagmatwanej duszy.

8/10

Odpowiedz

Digg   Delicious   Reddit   Facebook   Twitter   StumbleUpon  






Podobne wątki
Wątek: Autor Odpowiedzi: Wyświetleń: Ostatni post
  Job, czyli ostatnia szara komórka Crov 27 3,864 08-06-2007, 15:32
Ostatni post: Yossa



Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości