Ostatnia rodzina
#21
Emocje, emocje i jeszcze raz emocje. Niesamowite aktorstwo Seweryna i Koniecznej, efekty specjalne na wysokim poziomie, muzyka - to wszystko złożyło się w film, który będę długo, długo wspominał. Niestety, trochę ten film jest jak mebel z Ikei - bez instrukcji go nie złożysz. I tutaj, moim zdaniem, za instrukcję robi książkowe dzieło pani Grzebałkowskiej. Jasne, że film to osobny byt, ale wydaje mi się, że z przeczytaną książką odbiera się go zupełnie inaczej - nie ma żadnych niedopowiedzeń, bo całą historię dopowiadamy sobie już w głowie. Doskonałym przykładem jest tu nagłe pojawienie się znikąd rodziny, która remontowała, sprzątała mieszkanie Zdzisława i zupełnie niezrozumiałe morderstwo na końcu - dzięki książce wiem co, jak i dlaczego działo się poza kadrem.
Nie mam pojęcia jak odebrałbym ten film bez wcześniejszego (dwukrotnego) przeczytania "Beksińscy. Portret podwójny".
Cigarettes and coffee, man. That's a combination.

Odpowiedz
#22
A ja mam mieszane uczucia – w kreacji Ogrodnika czuję fałsz, czuję nastawienie na efekt, przerysowanie i groteskę. Zupełnie tak, jakby podpatrzył najbardziej charakterystyczne cechy Tomka Beksińskiego składające się na jego wizerunek zewnętrzny (i wyobrażenie wewnętrznego – takie obiegowe slogany typu: był narcystyczny, nie radził sobie z kobietami itd.) i bezlitośnie je sparodiował. Nie tyle odtworzył, ile sparodiował właśnie. W pomyśle Ogrodnika na postać Tomka nie ma za grosz autoironii i autokreacji, która przecież była jednym z ważniejszych znaków rozpoznawczych Beksińskiego juniora, nie ma dystansu, wrażliwości, magii, inteligencji, poczucia humoru i aury XIX-wiecznego, romantycznego idealizmu, która idealnie komponując się z atmosferą księżycowych i bezksiężycowych nocy unosiła się w jego audycjach, przyciągając słuchaczy. Filmowy Tomek jest uproszczony, ograniczony do kilku charakterystycznych zachowań, min, gestów, narysowany grubą kreską (np. wiadomo, że miał kłopoty z kobietami – stereotypowo pokażmy, jak bardzo – aż groteskowo - nie radzi sobie w łóżku). Trudno wyobrazić sobie, by ktoś taki miał rzesze fanów, był podziwiany przez odbiorców, kształtował muzyczny gust, by w ogóle ktoś chciał go zatrudnić jako dziennikarza czy też go słuchać, nierzadko zarywając noce. Mam nieodparte przekonanie, że Dawid Ogrodnik jakoś nie zrozumiał postaci Tomka, nie dotarł do tego, co było w niej najistotniejsze…
Z drugiej strony film na pewno ma w sobie to coś – jak dla mnie jest przede wszystkim opowieścią o przemijaniu, niemal niedostrzegalnie mijających kolejnych dekadach zaznaczanych tylko w zmieniającym się ubiorze, wyglądzie postaci, datach umieszczonych gdzieś w rogu, na taśmie czy ekranie. Krótkość i ulotność ludzkiej egzystencji, powolny rozpad rodziny naznaczonej czymś mrocznym, trudnym do zdefiniowania, lecz na pierwszy rzut oka niewidocznym (nie napiszę, że fatum, bo to już kolejny szablon związany z Beksińskimi), który zaczyna się po wyjeździe z Sanoka i jak wahadło z opowiadania uwielbianego przez Tomka Edgara Alana Poe powoli lecz nieubłaganie przybliża się, by na apokaliptycznym, ośnieżonym Służewcu odcinać kolejne nici życia. Podobał mi się też kontrast pomiędzy normalnością codzienności życia Beksińskich (przy całej jej „nienormalności”), wewnętrznym spokojem Zdzisława  a mrokiem jego sztuki, grozą i podskórnym niepokojem obrazów, prowokujący do pytań, skąd brały się te wizje, co stanowi pożywkę twórczości, jaki wewnętrzny motor może ją napędzać, jak ma się artystyczna wizja do życia twórcy…

Odpowiedz
#23
Czy tylko ja nigdy nie słyszałem o Beksińskich ?
"Y es que eso es y, creo, será siempre el cine: una manera maravillosa de soñar" J. Potau

Odpowiedz
#24
Cytat:Trudno wyobrazić sobie, by ktoś taki miał rzesze fanów, był podziwiany przez odbiorców, kształtował muzyczny gust, by w ogóle ktoś chciał go zatrudnić jako dziennikarza czy też go słuchać, nierzadko zarywając noce.
Tu akurat wezmę trochę twórców w obronę. Była scena na dyskotece, była z tłumaczeniem na żywo Bonda, był fragment audycji. Może mało, ale chociaż trochę charyzma a przynajmniej pasja Tomka się przez to przebijała.

Widzę, że niektórzy oceniają film, głównie postać Tomka z pozycji jego fana (?) i nie wiem na ile to ma sens, bo z jednej strony "znaliście" go lepiej a z drugiej takie porównania rzadko chyba zadowolą fanów, szczególnie, że tutaj film skupiał się właśnie na prywatnym życiu.

Odpowiedz
#25
Cytat:Tu akurat wezmę trochę twórców w obronę. Była scena na dyskotece, była z tłumaczeniem na żywo Bonda, był fragment audycji. Może mało, ale chociaż trochę charyzma a przynajmniej pasja Tomka się przez to przebijała.

To jeśli już, odrobinę charyzmy (ale tylko odrobinę) widać było w scenie jego pierwszej audycji dla Programu I Polskiego Radia, gdy po pierwszych chwilach zakłopotania na antenie zaczyna się rozkręcać. Mnie przede wszystkim przeszkadzało to przerysowanie - głosu, zachowania, ta gruba kreska w nakreśleniu postaci, poczynając od jej cech zewnętrznych. Wystarczy posłuchać oryginalnych audycji czy obejrzeć oryginalne nagrania z prawdziwym Beksińskim - różnica jest bardzo widoczna (mnie przynajmniej bardzo razi).

Cytat:Widzę, że niektórzy oceniają film, głównie postać Tomka z pozycji jego fana (?) i nie wiem na ile to ma sens, bo z jednej strony "znaliście" go lepiej a z drugiej takie porównania rzadko chyba zadowolą fanów, szczególnie, że tutaj film skupiał się właśnie na prywatnym życiu.

No właśnie też chyba nie, to jest raczej tendencyjny wycinek z prywatnego życia (z tego, co można przeczytać w różnych źródłach, Tomek miał przyjaciół, poczucie humoru, potrafił wręcz być duszą towarzystwa), pasujący do ogólnej koncepcji tej postaci przewidzianej w scenariuszu (przykładem jest scena rozmowy z matką, która w filmie pokazana jest jako eskalacja pretensji Tomka do życia, tak bez powodu, po prostu dlatego, że jest nieprzystosowany, egoistyczny i narcystyczny - tymczasem w rzeczywistości miała ona określony kontekst, odbyła się po tym, jak Beksińskiego "spławiono" z Trójki po trzech pierwszych audycjach, które stanowiły spełnienie jego marzeń, był to dla niego cios, odczuwał zawód, przeżywał określoną sytuację).
Według mnie "Ostatnia rodzina" jako film o Tomku zupełnie się nie broni, co zresztą nie zmienia faktu, że jest to film bardzo dobry, także ze względu na niesamowity, pesymistyczny, ponury klimat, pomysłowe wykorzystanie mieszkania Zdzisława jako centrum całej tej rodzinnej historii, w której wszyscy żyją jednocześnie razem i osobno, związani na zawsze, lecz pozamykani w swoich światach jak w swoich pokojach-wnętrzach, bardzo podobał mi się też np. motyw staruszek, które - choć znają się wiele lat - mówią do siebie per "pani", wędrują razem do kościoła, obce w Warszawie, wyrwane z rodzinnego Sanoka...

Odpowiedz
#26
W wiekszosci zgodziłbym się z PropJoe poza jednym: nigdy nie napisalbym, ze to bardzo dobry film. Ani dobry. "Ostatnia Rodzina" to dla mnie "okej, fajnie, no jest sobie film, nara". Nie pokazuje niczego świezego (ojej, artysta taki dziwak, jego syn taki dziwak, biedna kobieta z takimi dziwakami!), nie opowiada żadnej ciekawej historii, nie mówi niczego nowego czy interesujacego ani o prawdziwych postaciach, ani o jakimś uniwersalnym obrazie artysty albo rodziny.

Wali okrutnym kliszami i buduje swiat wypełniony jednowymiarowymi postaciami, których życiorys łaczy się w jednostajną emocjonalnie, nudną i monotnną fabułę. Te postacie są od początku takie same, mają te same role, tylko z czasem zyskują level więcej w swoich rolach. Stary Beksinski to dziwak? No to jest troche wiekszym dziwakiem na koniec. Młody Beksiński to świr? No to świruje jeszcze bardziej na koniec. Matka jest umęczoną ofiarą? No to na koniec jest juz kompletnie umęczoną ofiara.

Choc mowiac kompletnie to w sumie nie do konca, bo film nigdy nie skręca w żadne naprawde dramatyczne rejony. Stary Beksiński nigdy nie przekracza żadnej granicy (mowi, ze by gwałcił, mowi, ze moze byc sadystą - co widac na ekranie? Siedzi taki sam jak w pierwszej minucie filmu), młody Beksiński zabija sie tak samo na poczatku filmu, jak na końcu, a matka tak samo robi smutne oczy. Nie dochodzi do zadnej konfrontacji, żadnego zderzenia. Kiedy matka probuje mlodemu wytlumaczyc, ze jest bucem to robi to tak samo spokojnie jak wczesniej, a on ma ja tak samo w dupie jak wczesniej.

Postacie sa antypatyczne i kompletnie niezrozumiale. Nie mają żadnych warstw. Wygląda to jak chora relacja oparta na syndromie Sztokhlomskim. Ludzie tak nie wyglądają. Ludzie się tak nie zachowują. Ludzie bywaja dziwakami, ale ludzie mają WARSTWY. Zrozumiałbym kreowanie Beksinskich na postacie z dykty i kartonu, gdyby to mialo jakis cel - np. zbudowac wokol tego dramat (np. chlodny ojciec vs. rozjuszony syn), ale nic takiego sie nie dzieje. Są jakies elementy tego, ale sa podane tak super-chłodno i "realistycznie", że POCZUĆ coś w tym filmie to sztuka.

I w rezultacje wyszedlem z kina bez uczuć, bez refleksji tylko wzdychajac, bo dostalem kolejny banał na banale, o tym jacy artysci sa dziwnie i ło jezu, jak maja ciezko ludzie, ktorzy sa im bliskimi.

A popularnosci Tomka z tego filmu nigdy nie zrozumiem: nie ma ani jednego momentu przeblysku geniuszu, charyzmy czy inteligencji. W zyciu nie uwierze, ze takiego creepa jakas dziewczyna zabralaby do domu, a co dopiero do łóżka. Liczylem na choc jedna scene, ktora pokazuje jego program, gdzie mozna zobaczyc, ze to czlowiek z pasja, ale nie. Dostajemy scene jak se tańczy do muzyki, i jak se tańczy w klubie. Super. I to abstrahujac od tego, jaki byl naprawde Tomasz Beksinski (wywiady pokazuja go innego, ale nie bede tego rozkminial przesadnie*) - bo problem jest w tym jak pokazuje go film. A pokazuje go jako wiecznie rozhisteryzowana egocentryczną, wredną pipę, która nie ma w sobie żadnych pozytywnych uczuc i jego najwieksza "zaleta" jest to, ze se tlumaczy Bonda i zna jakies zespoly.

(Nota bene: Było wielkie oburzenie, ze to nie "Ostatnia Rodzina" poszła do Oscarów. Przeciez ludzie, ktorzy nie maja pojecia o Beksinskich za cholere nie skumaja o co w tym filmie chodzi. Czemu sie interesowac losem tych ludzi.)

Im dluzej o tym filmie mysle tym bardziej mnie irytuje.

5/10 to maks, co moglbym mu wystawic. A i tak piszac to czuje sie troche brudny. Jest poprawnie zrealizowanym nudnym filmem, o niczym, który próbuje pozowac na coś "kontrowersyjnego" czy "demaskujacego", jakbysmy nie dostali wczesniej miliarda historii o geniuszach dziwakach. Bo o dziwakach-dziwakach, ktorzy niekoniecznie sa geniuszami, mamy tychhistorii pińć miliardów.

Aktorsko jest bardzo dobrze, poza Ogrodnikiem w roli Golluma, który budził głownie moje zażenowanie i smiech. Ale to nie tylko jego wina, ale raczej przede wszystkim reżysera i scenarzysty, którzy nadali tej postaci tak jednostajny, creeperski wydzwiek.

Aha, motyw z wywazaniem drzwi sam w sobie byl swietna klamrą.

* Właczam Wieczór z Wampirem, ktory wykorzystano w filmie i nie widze tutaj tego psychopaty, co w filmie, tych przegiętych nerwicowych tików jak u kogoś z jakąś dziwną odmianą syndromu Tourette'a. Czuć tu jednak jakieś ciepło albo umiejętne maskowanie się. WARSTWY. Problemem nie jest to, ze w filmie Tomasz mogl nie byc wiernie oddany - problemem jest to, ze przez unikanie wiernej charakteryzacji zrobiono papierowy model prawdziwej osoby:

#ChristopherLOLan #ChristopherTrollan


Odpowiedz
#27
Chociaż raz się prawie zgadzamy.;)

Cytat:Było wielkie oburzenie, ze to nie "Ostatnia Rodzina" poszła do Oscarów. Przeciez ludzie, ktorzy nie maja pojecia o Beksinskich za cholere nie skumaja o co w tym filmie chodzi. Czemu sie interesowac losem tych ludzi.)

Też się nad tym zastanawiałem po seansie. Sam wiedziałem o nich niewiele, ale jednak wystarczająco dużo, żeby mieć jakiś kontekst. Oglądanie tego filmu kompletnie w ciemno może chyba skutkować sporym zagubieniem.

Odpowiedz
#28
Hej, no przy "Belfrze" tez sie wlasciwie zgadzalismy. Widac, ze jako duet powalczymy przeciwko polskim produkcjom ;)

Poziom mojej wiedzy o Beksinskich pewnie byl podobny do Twojego: wiem, ze ktos taki byl. Wiem jak wygladaja obrazy Zdzislawa i widzialem pare wywiadów z Tomkiem, ale żadnych jego audycji, itp. Gdybym nie wiedzial niczego o Tomku to pomyslalbym, ze on nagrywal te audycje dla jakiegos radia studenckiego albo robił ówczesne wersje podcastów nagrywajac tasmy dla swoich znajomych. ;)

(13-09-2016, 14:39)PropJoe napisał(a): Zabrakło mi jednak trochę czegoś więcej niż solidny warsztat. Rozumiem, że taką formę przyjął reżyser, ale biorąc pod uwagę, że to film o takim malarzu, który malował przecież nie wiejskie pejzaże i synu, który łączył tłumaczenia Monty Pythona z pasją do takiej a nie innej muzyki, wolałbym jednak trochę więcej kina, reżyserskiej magii. To niby nie jest film o działach Beksińskiego, ale jednak są sceny pokazujące proces tworzenia. I są one trochę tak na pół gwizdka. Są obrazy, jest podkład z klasycznej muzy towarzyszącej malarzowi, ale raz, że właśnie jest to pokazane w bardzo surowy, oszczędny sposób a dwa, że trochę za słabo się to zazębia, za mało łączy, wynika z lub wpływa na zachowanie bohaterów, otoczenie, relacje. Oczywiście gdzieś podskórnie można się domyślać, że to wszystko ma jakiś sens i oczywiście fajnie, że twórcy nie dają konkretnych odpowiedzi. Mi po prostu zabrakło trochę szarży, reżyserskiego kunsztu, grania montażem, obrazem, dźwiękiem.
A propos tego, co tutaj napisales, PropJoe. Tym bardziej odnosze wrazenie, ze rezyser zakladal znajomosc Beksinskich. Bo duzo sie mowi: "no, to nie jest film o obrazach Beksinskiego, to film O RODZINIE". No i super, ale o ile ciekawszy i głebszy, by był, gdyby jednak zdecydowano sie na pokazanie tego w kontrascie do tworczosci obu Beksinskich. Nie tylko, dlatego że POKAZAŁOBY dlaczego ludzie ich podziwiaja i dlaczego są ciekawymi postaciami, ale rownie pokazaloby, ze pomimo tych dokonań i tworczosci żyją dość zwyczajnie. Zwlaszcza dzialaloby to przeciez w kontekscie Zdzislawa. Bo w obecnym ksztalcie, bohaterami filmu rownie dobrze moglaby byc np. rodzina nauczyciela czy profesora uniwersyteckiego - prlowscy inteligenci-dziwacy.
#ChristopherLOLan #ChristopherTrollan


Odpowiedz
#29
(08-10-2016, 23:56)Crov napisał(a): * Właczam Wieczór z Wampirem, ktory wykorzystano w filmie i nie widze tutaj tego psychopaty, co w filmie, tych przegiętych nerwicowych tików jak u kogoś z jakąś dziwną odmianą syndromu Tourette'a.


Nawiasem mówiąc, prawdziwy Tomek nie ma też tak niemiłosiernie i nienaturalnie długiej szyi jak ten żenujący filmowy.

Odpowiedz
#30
Generalnie fizys Ogrodnika i Beksinskiego roznia sie dosc znaczaco. Juz abstrahujac od mimiki, prawdziwy Tomek ma jednak twarz dość sympatyczną, pogodną - tez, dlatego że taką okrągłą, pucułowatą. Ogrodnik ma ostre rysy, a jeszcze gdy sie nie usmiecha to wyglada bardzo niesympatycznie, niepokojąco (choc w sumie jak sie usmiecha to tez).
#ChristopherLOLan #ChristopherTrollan


Odpowiedz
#31
(09-10-2016, 00:53)Crov napisał(a): Generalnie fizys Ogrodnika i Beksinskiego roznia sie dosc znaczaco. Juz abstrahujac od mimiki, prawdziwy Tomek ma jednak twarz dość sympatyczną, pogodną - tez, dlatego że taką okrągłą, pucułowatą. Ogrodnik ma ostre rysy, a jeszcze gdy sie nie usmiecha to wyglada bardzo niesympatycznie, niepokojąco (choc w sumie jak sie usmiecha to tez).

Różni się też głos - Tomek nie tylko miał sympatyczną twarz, ale też - może nieco paradoksalnie, zważywszy na wnętrze - bardzo spokojny głos, którym budował swoje nastrojowe opowieści (np. audycja o E. A. Poe). U Ogrodnika jest tylko okropna egzaltacja, usztuczniona emfaza, płaczliwie-histeryczna groteska i karykatura - nie trzeba już mówić o przerysowanych ruchach, miotaniu się i samym pomyśle na postać, która ukazana jest w filmie jak imbecyl - wystarczy porównać choćby sam głos, który, owszem, jest jakoś podobny, ale tylko na zasadzie parodii, nieznośnego przerysowania charakterystycznych cech oryginału. Brak także pokazania jakiejkolwiek inteligencji Tomka, nie da się uwierzyć, że ktokolwiek chciał zatrudnić go w radio, a ktoś inny - słuchać jego audycji. Po filmie trudno zrozumieć, że ktoś taki miał tylu fanów, ba, że w ogóle jakichś miał.

Odpowiedz
#32
(09-10-2016, 00:24)Crov napisał(a): A propos tego, co tutaj napisales, PropJoe. Tym bardziej odnosze wrazenie, ze rezyser zakladal znajomosc Beksinskich. Bo duzo sie mowi: "no, to nie jest film o obrazach Beksinskiego, to film O RODZINIE". No i super, ale o ile ciekawszy i głebszy, by był, gdyby jednak zdecydowano sie na pokazanie tego w kontrascie do tworczosci obu Beksinskich. Nie tylko, dlatego że POKAZAŁOBY dlaczego ludzie ich podziwiaja i dlaczego są ciekawymi postaciami, ale rownie pokazaloby, ze pomimo tych dokonań i tworczosci żyją dość zwyczajnie. Zwlaszcza dzialaloby to przeciez w kontekscie Zdzislawa. Bo w obecnym ksztalcie, bohaterami filmu rownie dobrze moglaby byc np. rodzina nauczyciela czy profesora uniwersyteckiego - prlowscy inteligenci-dziwacy.

No pełna zgoda tutaj. Mi we fragmencie, który zacytowałeś chodziło głównie o to, że nawet te nieliczne sceny dotyczące twórczości Beksińskich mogłyby być lepiej, bardziej filmowo zrobione. Ale racja, że mogło być tego też więcej i zależności pomiędzy twórczością a codziennością Beksińskich mogły być bardziej zaakcentowane. I nadal mógł to być film o rodzinie.

Ja nie jestem aż tak surowy w ocenie, bo jednak postaci Beksińskich są na tyle ciekawe, że nawet tak przedstawione wzbudziły moje zainteresowanie na tyle, że seans uważam za umiarkowanie udany. 6/10 to chyba sprawiedliwa ocena. Plus za warsztat (który nie powinien specjalnie podbijać oceny w średnim filmie) i rolę Seweryna.

Odpowiedz
#33
Dlatego właśnie pisałem, że z dość sporą wiedzą o Beksińskich oglądało mi się to przednio, gdyż wszystko, co działo się poza kadrem mogłem sobie dopowiedzieć i w żaden sposób nie byłem zagubiony. I jest to błąd reżysera - wiedza o Beksińskich nie powinna być w żadne sposób wymagana do prawidłowego odbioru filmu.

Jeśli film was zawiódł to gorąco polecam książkę Grzebałkowskiej "Beksińscy. Portret podwójny". Czapki z głów za napisanie takiej biografii.
Cigarettes and coffee, man. That's a combination.

Odpowiedz
#34
O Beksińskich nie wiedziałem do tej pory wiele (a nawet przed filmem specjalnie nic nie czytałem, żeby sobie nie spoilerować), co do obrazów Zbigniewa, to, z pewną przesadą mogę powiedzieć, że ich nie znoszę, uważam za depresyjny kicz, no kompletnie nie moja bajka, ale z tym większym zaciekawieniem chciałem zobaczyć film, który może by rzucił jakieś światło na to malarstwo. Niestety nic z tego - film Matuszyńskiego to dla mnie spore rozczarowanie i muszę przyznać, że sporą zagadką dla mnie są wszystkie entuzjastyczne opinie. Być może rzeczywiście ze znajomością jakichś książek o Beksińskich oglądałoby się lepiej i film nabrałby większego sensu, ale póki co, to mam ich historię gdzieś, bo po samym filmie nie widzę w niej nic ciekawego. Skupiając się bardziej na szczegółach, to mogę pochwalić tylko całkiem niezłe zdjęcia i role Seweryna i Chyry, Ogrodnik mnie nie przekonał do siebie (zwłaszcza w scenach z charakteryzacją a'la Johnny Depp w Black Mass), sam nie wiem czy bardziej zawinił on, czy scenarzysta, ale dla mnie ta postać się w ogóle nie klei, a przecież to chyba jeden z najciekawszych motywów filmu: elokwencja, spokój, nawet charyzma podczas audycji radiowych kontra totalne życiowe nieogarnięcie, niestety bardzo kiepsko to przedstawione, a jeśli zestawi się to z zarzutami, że Tomek wcale aż taki zły nie był, to tym gorzej dla scenarzysty, który coś sobie dodał od siebie do rzeczywistości, a nie potrafił tego dobrze rozwinąć, uzasadnić.
W ogóle nie ogarniam zamysłu tego filmu; wyraźnie nie chciał być o twórczości Zbigniewa, ale skoro chciał być portretem rodziny, to ja o tej rodzinie nic ciekawego się nie dowiedziałem. Był sobie neurotyczny, niedopasowany młody człowiek (jakich wielu na świecie, tylko ten dodatkowo miał jakieś pasje i był znany, co jest bardzo delikatnie zaakcentowane), był sobie ojciec-artysta, który z perspektywy tego co zobaczyłem w filmie to równie dobrze mógł być na co dzień urzędnikiem, a malować w weekendy (w ogóle nie ma nic o jego stosunku do tych obrazów, sztuki, oprócz tego, że nie pozwoli klientom wtrącać się w to, co maluje) i matka-cierpięniczka. What's the big deal? 5/10

cziczio napisał(a):Różni się też głos - Tomek nie tylko miał sympatyczną twarz, ale też - może nieco paradoksalnie, zważywszy na wnętrze - bardzo spokojny głos, którym budował swoje nastrojowe opowieśc
Akurat ten głos jest fajnie przedstawiony w filmie - jedna z najlepszych scen, to ta gdy zestresowany Tomasz zaczyna swoją (pierwszą?) audycję. Zamknąłem wtedy na chwilę oczy i od razu pomyślałem: "no, kurde, dobry, radiowy głos ma facet". Wtedy trochę bardziej doceniłem Ogrodnika, ale dalej nie uważam tej roli za jakąś szczególnie dobrą.

Odpowiedz
#35
(09-10-2016, 20:22)simek napisał(a): co do obrazów Zbigniewa, to, z pewną przesadą mogę powiedzieć, że ich nie znoszę, uważam za depresyjny kicz, no kompletnie nie moja bajka,

@simek

[Obrazek: tumblr_mjgfege9EK1ra44sfo1_r1_400.gif]

Ja akurat uwielbiam obrazy Beksińskiego i ile razy jestem w moich rodzinnych stronach w Rzeszowie, na Podkarpaciu, to wybieram się do Sanoka, aby tam napawać się tymi obrazami. Naprawdę świetna wystawa. Sam mam sporo albumów Beksińskiego i wśród paru przyjaciół w Niemczech jak je dawałem jako prezentu to ludziom się podobali, czy wręcz byli zachwyceni.  Ale trudno takie są gusta...

Zaś cieszę się, że Crov przywołał "Wieczór z wampirem". Pamiętam, że wtedy oglądałem go jako malutki dzieciak i pytałem się rodziców kto to jest? I wtedy jako dziecko to młody Beksiński sprawił na mnie bardzo dobre wrażenie, niezwykle interesującej osoby. Ba, wręcz nawet sobie myślałem (jako dzieciak zaznaczam), "jaki fajny gość, chciałbym być taki jak on".

Ale jeżeli film z malarstwem ma mieć mało wspólnego i z życiem artystycznym tej rodziny, a szykuje się typowy polski melodramat, to sam nie wiem, czy mam ochotę go oglądać. :/
/www.filmmusic.pl - me recki 
"The main thing is to protect these characters, make sure that they still continue to live in the way you created them..." - Kathleen Kennedy







Odpowiedz
#36
(08-10-2016, 23:56)Crov napisał(a): problem jest w tym jak pokazuje go film. A pokazuje go jako wiecznie rozhisteryzowana egocentryczną, wredną pipę, która nie ma w sobie żadnych pozytywnych uczuc
Brzmi trochę jak opis emo-licealisty z "Sali samobójców". Fragment traileru, ten w którym się drze o zabiciu się, też trochę tak wygląda i z tego powodu jakoś nie ciągnęło mnie do kina. Teraz ciągnie mnie jeszcze mniej. 
Działalność młodszego Beksińskiego znam w większość z drugiej ręki, ale gość tłumaczył przecież "Monty Pythona" - więc to jasne, że nie mógł być rozhisteryzowaną pipą :)
"Jedyne, co może uratować śmiertelnie rannego kota, to maleńki łyczek benzyny". 

Odpowiedz
#37
(13-10-2016, 20:09)Quay napisał(a):
(08-10-2016, 23:56)Crov napisał(a): problem jest w tym jak pokazuje go film. A pokazuje go jako wiecznie rozhisteryzowana egocentryczną, wredną pipę, która nie ma w sobie żadnych pozytywnych uczuc
Brzmi trochę jak opis emo-licealisty z "Sali samobójców".
To jest IDEALNE porównanie. Dokladnie taki jest Tomek w tym filmie tylko chyba nawet bardziej płaski, bo musi dzielić ekran z innymi bohaterami.
#ChristopherLOLan #ChristopherTrollan


Odpowiedz
#38
Nie żałuję, że obejrzałem ten film (tym bardziej, że miałem darmowe wejściówki - jeden z plusów pracy w kinie;)). Jak na razie mi się podobał, ale tak ma problemy. Najpierw zacznę od plusów.

Casting jest idealny. I aktorstwo tak samo.

Realizacja. Wszystko słychać, kamera wie gdzie ma sterczeć, a kiedy ma trząść, zdjęcia także ładne, fajny zabieg z telewizorem. A katastrofa tego samolotu - no! nie muszę mówić, że to wygląda lepiej niż pewien film spiskowy :P.

Nagrania i materiały archiwalne! Widzisz "Smoleńsku" i reszto tych historycznych crapów od przebrzmiałych "mistrzów"?! Tak to się kurde robi wstawki archiwalne! Momentami to nawet nie wiedziałem, czy to wystylizowane fragmenty czy autentyczne nagrania (świetnie zsynchronizowane głosy!). BTW, czy RTL7 nie nagrywał swych rzeczy na jakichś lepszych taśmach (wystarczy porównać ostrą przebitkę z "Pegaza")?

I przede wszystkim piosenka podczas napisów końcowych. Jezuniu, to coś pięknego! Może podać ktoś tytuł tego utworu?


Niestety, film w okolicach 2/3 rozłazi i po prostu wychodzi kolejny nudny film polski z długimi scenami ciszy. Cholernie brakowało pewnych dopowiedzień, o których wiedziałem ze wcześniejszych mateiałów. Np. wszelkie okoliczności zabójstwa Zdzisława. Cała paranoja o zamki, ironiczna śmierć ze strony kogoś, kogo by nie podejrzewał... Tego brakuje. A tu jest sobie chłopaczyna, który tam śmignął w poprzedniej scenie i po prostu wykorzystał swe prawo do bycia sadystą (sugestia po ostatnim wywiadzie z Dmochowskim). Choć na obronę dodam, że działa to w kontekście wspomnianej sceny.

Film po macoszemu potraktował kwestię dat. Raz na początku mamy ze dwie pokazane daty. I dopiero na samym końcu rok "1999". I człowiek odnosi wrażenie, że Beksiński senior został zamordowany w tym samym roku (a naprawdę było to dopiero w 2005 r. bodajże). I dla mnie moment był O_o, kiedy młody Beksiński nagle z Rumcajsa przeistoczył się łysiejącego gładkolica - wat, gdzie, kiedy?

I właśnie ta kreacja Tomasza Beksińskiego... uhm... powiedziałbym, że to wina scenariusza niż samego aktora, bo jak wszyscy mówili, że pokazano w każdej scenie jako ześwirowanego pojeba. Niby w materiałach rodzice opisywali go jako nieznośnego, ale hej, znający go ludzie wspominali, że też takim pojebem nie był. Ba, kiedyś też widziałem na jutubie "Wywiad z wampirem" z jego udziałem i malował się inny obraz niż ten, jaki obejrzałem potem w filmie.

Reasumując... film niezły, świetnie zrealizowany z takim se scenariuszem. Na chwilę obecną 7/10

Odpowiedz
#39
(21-10-2016, 14:55)OGPUEE napisał(a): I przede wszystkim piosenka podczas napisów końcowych. Jezuniu, to coś pięknego! Może podać ktoś tytuł tego utworu?

Proszę bardzo:

.

Odpowiedz
#40
Dziękuję ci panocku!

"Song To The Siren"... tak, coś jest w tym tytule :).

Odpowiedz

Digg   Delicious   Reddit   Facebook   Twitter   StumbleUpon  






Podobne wątki
Wątek: Autor Odpowiedzi: Wyświetleń: Ostatni post
  Job, czyli ostatnia szara komórka Crov 27 3,965 08-06-2007, 15:32
Ostatni post: Yossa



Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości