Pan Lodowego Ogrodu - Jarosław Grzędowicz
#1
[Obrazek: 080429_pan_lodowego_ogrodu.jpg]

Nikt? Nic? Czemu nie ma na forum ani słowa o najlepszej rzeczy w polskiej fantastyce od czasu Wiedźmina?

Cytat:„Pan Lodowego Ogrodu” to powieść fantasy z naleciałościami s-f. Wstęp wręcz sugeruje nam, że jest to typowe science-fiction, wkrótce jednak okazuje się, że to dość mroczne, klasyczne fantasy, w najlepszym znaczeniu tego słowa. Główny bohater, Vuko Drakkainen, komandos o pochodzeniu polsko-fińsko-chorwackim wyrusza na niebezpieczną misję. na oddaloną o wiele lat świetlnych planetę - Midgaard - gdzie grupa naukowców bada jedyną poza naszą, znaną we wszechświecie cywilizację antropoidalną. Jest doskonale wyszkolony, zna języki i obyczaje. Wszczepiono mu biotyczny dopalacz - Cyfral - który wspomaga go na każdym kroku i zmodyfikowano jego wygląd wewnętrzny, aby nie różnił się niczym od typowego mieszkańca Wybrzeża Żagli. Jest przygotowany na wszystko, lecz szybko okazuje się, że nawet to pozorne przygotowanie na każdą okoliczność, to za mało. Midgaard jest bowiem światem, w którym znajomość fizyki i natury rzeczy oraz zdrowy rozsądek nie zawsze wystarczą i nie grają pierwszych skrzypiec. Tu może stać się wszystko, za sprawą nadprzyrodzonych sił, które jednym słowem nazwać można magią. Nawet pomimo tego, że Vuko wzbrania się przed tym ze wszystkich sił.

Drakkainen ma za zadanie ewakuować naukowców ze stacji badawczej. Uczeni od długiego czasu nie kontaktowali się z Ziemią, projekt poznawania Midgaardu został na naszej planecie zawieszony. Trzeba dowiedzieć się, co dzieje się z naukowcami, sprowadzić ich do domu i w razie konieczności posprzątać to, co nabałaganili. Niedługo po lądowaniu okazuje się, że stacja naukowa jest pusta. Część naukowców nie żyje, zmarli w raczej osobliwych okolicznościach. Miejsce pobytu pozostałych jest nieznane. Drakkainen rozpoczyna poszukiwania zaginionych, stopniowo dowiadując się coraz więcej o otaczającym go świecie. Równolegle, autor tworzy drugą historię, której bohaterem jest Filar, syn Oszczepnika, Władca Tygrysiego Tronu, następca tronu cesarstwa Amitrajów i Kirenenów. Grzędowicz przedstawia losy Filara w formie jego własnej opowieści, w której czytelnik poznaje najważniejsze epizody z dzieciństwa młodego następcy tronu. Początkowo, wprowadzenie nowego bohatera wydaje się niezrozumiałe i zupełnie nie związane z losami Vuko. Można wręcz powiedzieć, że cały pierwszy tom stanowi swego rodzaju zagadkę. Ani razu nie pojawia się nawiązanie do tytułowego Pana Lodowego Ogrodu, a opowieści Vuko i Filara są całkowicie rozdzielone, nie mając żadnych wspólnych mianowników, nie dając nawet cienia przypuszczenia, w jaki sposób mogłyby się związać. Co tylko zaostrza apetyt na kolejne tomy.
Za http://lubimyczytac.pl/oficjalne-recenzje-ksiazek/909/majstersztyk-przez-duze-m

Można by narzekać - że za długie, że czasem szwankują opisy, że ten czy tamten wątek dałoby się inaczej, lepiej... Ale wciąga. Wciąga z siłą tornada. Skromny początek prowadzi do epickiego finału. Grzędowicz tworzy pasjonujący świat, zaludnia świetnymi postaciami, jako głównego bohatera daje kogoś, kto umie porządnie skopać tyłki i rzucić potem celny dowcip. Ostatni, 4 tom (albo raczej: odcinek) wyszedł w zeszłym tygodniu, i nie przynosi rozczarowania bardzo zgrabnie zamykając opowieść. Bez szału ale znam takich, co by spaprali. Więc miłośników: - fantasy - komandosów - wikingów - i innych dziwactw biegusiem do księgarni zapraszam, i trzymać kciuki, a może kiedyś ktoś to przeczyta w Holywood...

Odpowiedz
#2
Zgadzam się, bardzo ciekawa lektura, zaskakująco dobra jak na polską scenę. Skończyłem póki co trzy tomy, czwarty czeka na swoją kolej (najpierw przemęczę się przez ostatni tom PLiO). Na zachętę cytat z drugiego tomu:

Cytat:Zupełnie niespodziewanie moją czaszkę przeszył krótki, ostry ból. Niczym uderzenie pioruna. Krzyknąłem. Chciałem się poruszyć, spojrzeć do tyłu, lecz nie mogłem. Moje ciało było jak posąg. Czułem je, czułem każdy mięsień ale nie poruszało się.
- W twojej czaszce tkwi szpila, chłopcze - powiedział mężczyzna i dolał sobie naparu. Zza moich pleców bezgłośnie wysunął się człowiek w luźnej, czarnej szacie z kapturem. Człowiek z nocą zamiast twarzy. Wyglądał niczym strzęp mroku, kawałek sadzy. Jak ożywiony, poruszający się płaszcz. Postawił na stoliku duży kubek pełen lśniących, cienkich niby włos drutów. Zobaczyłem bardzo chudą, żylastą dłoń barwy miedzi, pokrytą płytkimi bliznami.
Mój rozmówca wyjął jedną z igieł i pokazał mi.
- Pojedynczej prawie nie widać. Jest cienka niczym pajęcza nić, a jednak twardsza od stali. Od diamentu. Wbija się w czaszkę jak w jabłko. Jedna z nich tkwi teraz głęboko w twojej głowie. Tutaj.
Dotknął swojej głowy z tyłu, tuż nad karkiem. Czarny upiór wybrał garść lśniących igieł i ostrożnie umieścił je między palcami jednej dłoni.
- Dlatego nie możesz ruszać niczym prócz oczu, ust i języka. Możesz tylko mówić i patrzeć. Samo wbicie igły za bardzo nie boli - westchnął. - Rzecz w tym, gdzie się ją wbije. On, ten zakapturzony człowiek, to Kebiryjczyk. Nazywa się N’Gwemba Asani. Zazwyczaj leczy tymi igłami, ale wie też, gdzie w głowie człowieka mieszkają ból, smutek, groza i strach. Wie też, gdzie jest takie uczucie, jakby twoje oczy zalano wrzącym olejem albo jakby twoją nogę pożerały owady. Wystarczy wbić igłę. Teraz siedzi za tobą i wbił już sześć. Zaraz będziesz wyglądał jak jeż. A potem wystarczy, że trąci którąś z nich, a ty będziesz czuł, jakby pogrzebano cię żywcem, a za chwilę, jakbyś musiał patrzeć, jak gwałcą twoją małą córeczkę. I dalej, bez końca. To niczym gra na cintarze. Cintarze cierpienia. Muślin w kapturze Kebiryjczyka nie jest po to, żeby cię przerazić. Jest po to, żebyś nie widział, że N’Gwemba płacze. Nie powiem, że cierpi tak samo jak ty, bo to nieprawda. Nikt nie będzie cierpiał tak mocno.
Gdybym był po prostu skuty łańcuchami, myślę, że bym je rozerwał. Ale to nie były łańcuchy. To cienka jak włos, srebrna igła, która tkwiła w mojej głowie. Siedziałem nieruchomo na podobieństwo posągu, lecz w myślach szarpałem się jak szalony, miotałem się jak obłąkany ze strachu, konający koń.
A potem N’Gwemba trącił leciutko jedną z igieł.
Listen to them. Children of the night. What music they make.

Odpowiedz
#3
Ja właśnie skończyłem Tom I audiobooka i przyznam, że nie jest takie złe. Co prawda w żadnym stopniu nie porównałbym tego do Wiedźmina bo nie ma co porównywać ale warto również zapoznać się z tą książką.

Odpowiedz
#4
Ja właśnie skończyłem produkcję 3 tomu, także możesz spokojnie brać się za drugi. :)
http://www.filmweb.pl/user/Corn

"Pierdu-pierdu, siala-lala; Braveheart kosmos rozpierdala" - Bucho


Odpowiedz
#5
(05-01-2013, 10:58)Corn napisał(a): Ja właśnie skończyłem produkcję 3 tomu, także możesz spokojnie brać się za drugi. :)

To super. Bo tak właśnie od początku się zastanawiałem czy brać się za tą książkę skoro w wersji dźwiękowej mam tylko dwa tomy. No ale teraz mogę spać spokojnie :P Dzięki.


Odpowiedz
#6
Z czwórką ruszamy w środę, także pewnie wydamy akurat gdy skończysz trójkę :]
http://www.filmweb.pl/user/Corn

"Pierdu-pierdu, siala-lala; Braveheart kosmos rozpierdala" - Bucho


Odpowiedz
#7
(05-01-2013, 15:16)Corn napisał(a): Z czwórką ruszamy w środę, także pewnie wydamy akurat gdy skończysz trójkę :]
Szybko idziecie :) Ja jak próbowałem nagrywać własnego audiobooka to przez miesiąc udało mi się jedynie 3 rozdziały ukończyć. No ale to inna sprawa, mam zajęcie, nie zawsze się się chciało po pracy a w waszym przypadku to raczej jest praca :) Najdłużej to schodzi na całej obróbce nagrania, potem przesłuchać wszystko ze 3 razy żeby mieć pewność, że nic się nie wkradło niechcianego. Chyba to tak naprawdę mnie zniechęciło najbardziej. Na szczęście nie szalałem z kasą na sprzęt bo czułem, że tak się może skończyć.
A jak to wygląda profesjonalnie? Ile osób pracuję nad takim audiobookiem? Mowa tu oczywiście o takim gdzie mamy tylko jednego lektora.


Odpowiedz
#8
Przy jednoosobowym nagraniu zwykle pracują 3 osoby, przy czym tą trzecią jestem przeważnie ja - zajmuje się papierkową robotą, odsłuchiwaniem gotowego materiału i zdecydowanie najmilszą częścią mojej pracy czyli kontaktami z aktorami/lektorami.
http://www.filmweb.pl/user/Corn

"Pierdu-pierdu, siala-lala; Braveheart kosmos rozpierdala" - Bucho


Odpowiedz
#9
Nie rozumiem tak wielkiego fenomenu wiedźmina. Pan Lodowego Ogrodu sprawia wrażenie dużo bardziej przemyślanego przez co uważam, że jest lepszy. Sapkowski zbudował historię wokół postaci, a Grzędowicz umiejscowił postacie w historii. Ta drobna różnica skutkuje zupełnie innym odbiorem książek.

Odpowiedz
#10
Recenzja gościa, któremu PLO nie przypadł do gustu. Polecam jakby ktoś chciał się pośmiać:
http://mistycyzmpopkulturowy.blogspot.com/2013/04/ciec-lodowego-ogrodu.html
Cytat:Zacznijmy od głównego bohatera, który bezsprzecznie jest największym bucem i hipokrytą, jaki kiedykolwiek zagościł na kartach polskiej literatury fantastycznej – a trzeba pamiętać, że konkurencję miał bardzo silną. Vukko Drakkainen jest outsiderem gardzącym współczesną (bohaterowi – można jednak domniemywać, że za bardzo nie różni się od naszej) kulturą ludzką, w której indywidualizm i samostanowienie blokuje gąszcz praw i kodów zabraniających to tego, to tamtego. Z licznych monologów wewnętrznych, w których bohater prezentuje czytelnikowi swój światopogląd możemy wywnioskować, że Vukko jest korwinistą, co się zowie. Ponadto, zdaje się nie zauważyć pewnego paradoksu – z jednej strony bohater krytykuje współczesną mu cywilizację ludzką, z drugiej – tęskni do luksusów, jakie mu zapewniała. Ponadto w świecie, który przemierza w poszukiwaniu zaginionych naukowców (to tak w skrócie o fabule) przy życiu utrzymują go właśnie zdobycze cywilizacji, którą gardzi – laserowo ostrzony miecz, wczepiona w mózg ameba wyostrzająca zmysły i intelekt i tak dalej. Nie bardzo pojmowałem, co chciał osiągnąć Grzędowicz, tworząc bohatera jako dorosłego mężczyznę o tak infantylnych, niedojrzałych poglądach – kupić aprobatę młodocianych czytelników? Szybki gugiel, z którego wynika, iż autor projektuje własny światopogląd na głównego bohatera, na chwilę mnie zatkało. Choć w sumie, oczywiście, nie powinno.

Cytat:Jako się rzekło, wątki są dwa. Ten pierwszy obraca się wokół poszukiwań tajemniczo znikniętych ziemskich ksenologów na obcej planecie. Drugi opowiada o cesarskim synu, który musi uciekać z własnego zamku po tym, jak jego kraj ogarnia rebelia wzniecona przez kapłanki Superfeminazistki zwanej Podziemną Matką. Nie wiem, nie wykluczam, że jestem jakiś przewrażliwiony, ale cały ten zbrodniczy kult wydaje mi się karykaturą komunizmu przemieszanego z nowoczesnym liberalizmem obyczajowym i społecznym - groteskowo przedstawieni hermafrodytyczni kapłani narzucają skojarzenia z przedstawicielami środowisk LGBTQ. Etos pradawnego kultu można opisać słowami „równość w jednakowości” co też jest jakimś tam tropem. Nie wiem, może jestem nienormalny, może nadinterpretuję, ale całe te bazowe założenia „mądra, konserwatywna patriarchalna kultura vs. kłamliwa, zbrodnicza zła feministyczna postępowość” strasznie mi wieją Operacją Chusta pióra Terlikowskiego (serdecznie polecam, gwoli zdrożnej rozrywki i zdrowej śmiechawki).

Polecam komentarze
Everything is so dense, every single image has so many things going on...

Odpowiedz
#11
No ale nie prawdę napisał? :)

(poza tym pieprzeniem z korzystaniem z najnowszych zdobyczy techniki, bo tu akurat pieprzy głupoty)
For us, there is no spring. Just the wind that smells fresh before the storm.

Odpowiedz
#12
Cytat:Z licznych monologów wewnętrznych, w których bohater prezentuje czytelnikowi swój światopogląd możemy wywnioskować, że Vukko jest korwinistą,
Ale żeby politykę do recenzji książki wplatać?

Cytat:groteskowo przedstawieni hermafrodytyczni kapłani narzucają skojarzenia z przedstawicielami środowisk LGBTQ.
Czy tego przypadkiem nie pisał minister Błaszczak, któremu ze środowiskiem LGBT kojarzyły się ostatnio kolorowe napisy kredą po zamachach we Francji? Kurde, to wplatanie polityki jest zaraźliwe:P

PS
Cytat:laserowo ostrzony miecz
Miecz nie był "laserowo ostrzony" (to by zresztą nie miało żadnego sensu...), tylko wykonany nanotechnologicznie, monocząsteczkowy i w praktyce nie trzeba go było ostrzyć w ogóle:P

Odpowiedz
#13
(11-09-2016, 04:25)und3r napisał(a): Ale żeby politykę do recenzji książki wplatać?

Gorzej, ludzie wplatają politykę do książek.
For us, there is no spring. Just the wind that smells fresh before the storm.

Odpowiedz
#14
Moim zdaniem pierwsze 2 tomy rewelacyjne, ale już w 3 zaczęła się wkradać nuda, z wątku vuko pamiętam tylko że płynęli całą książkę okrętem;p
Cały czas tylko czekałem na dalszy ciąg historii Filara, wątek niewolnictwa wydawał mi się już trochę sztucznym przedłużeniem męki tej postaci, chociaż nadal czytało się świetnie.

Na szczęście 3 tom był w miarę krótki i jakoś dzięki Filarowi zleciało, niestety tego nie można powiedzieć o ostatnim najbardziej obszernym który moim zdaniem jest najsłabszy.Filar schodzi na dalszy plan i jest tylko kolejnym w ekipie Vuko który zaczął już mnie w pewnym momencie irytować , strasznie mało czasu autor poświęcił jego kompanom a mam wrażenie że sam Drakkainen zaczął traktować ich jakby z wyższością, uber komandos i jest banda głupich barbarzyńców którzy nic nie kapują:)
Wcześniej nie było to tak wyczuwalne i jakoś lepiej zbalansowane.Do tego im więcej dowiadywaliśmy się o magi tym mniej była interesująca, cała ta otoczka uroczysk, tajemnic gdzieś wyparowała i zmieniła się w zbieranie magicznych jagód.
Sam tytułowy Pan ogrodu też nie był jakąś fascynującą postacią, w ogóle motywacja naszych naukowców jest za słabo zarysowana, po prostu odjebało im konkretnie:)

Połączyć 3 i 4 tom w jeden, wywalić trochę zbędnego materiału i była by niezła trylogia, ewidentnie dwa ostatnie tomy odstają poziomem, nie wyobrażam sobie do nich wracać.

Odpowiedz

Digg   Delicious   Reddit   Facebook   Twitter   StumbleUpon  








Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości