Recenzje Spider-Man 3-Kazik i DIRK oraz co nieco o komiksach
#1
Odnośnie recenzji Spider-mana 3 by DIRK

Pominę moje ogólnie odmienne zdanie o tym filmie, streszczę się może do tego, że o ile 2 część dało się jeszcze oglądać, trzecia jest kompletnie żenująca. Brakuje zaznaczenia amerykańskiego patosu, prostolinijności. Film jest technicznie stworzony dla matoła, karmienie widowni obrazkami Spidermana na tle ogromnej flagi amerykańskiej jest delikatnie rzecz biorąc lekką przesadą. Kolejna sprawa sceny Parkera z Mary Jane, w tym kulminacyjna na moście. Tak jak oni tam zagrali - całą sali kinowa wpadła w śmiech, i to nie tylko na jednym seansie. Aktorzy z Mody na Sukces potrafią takie sceny odegrać bardziej przekonywująco i realistycznie. Inna kwestia to dialogi, nie powiem za co scenarzysta powinien zostać powieszony - Sandman tłucze Spidermana, w tle Venom go dusi, a reporterka głosem pełnym przejęcia stwierdza "Ależ to jest pełne... przemocy". Nawet typowo hollywoodzki film nastawiony na duży zysk i słaby przekaz merytoryczny stać na coś więcej...

Zgodzę się że fragmentami film był zabawny - sceny w francuskiej restauracji czy z Johnem Jamesonem. Za to fragment macho Parkera podobnie jak wcześniej wymienione był dla mnie bardziej żenujący niż zabawny.

Filmy o superbohaterach, szczególnie takie jak Batmany, Spidermany czy seria X-men nie były nigdy i nie powinny być na siłe "dośmieszane". Konwencja komiksu, potem zaś kreskówki, była dość poważna i taka powinna zostać. Po to zresztą Lee wprowadzał Jamesona do komiksu, jako postać rozładowującą napięcie.

Trudno się czepić efektów specjalnych. Były ładne, ale znowu nie najładniejsze na jakie można by się wysilić. Fabuła płytka bardzo i bez przesłania, ale też nie można było więcej wymagać. Nie mniej jednak jest to jedna z najmniej udanych ekranizacji komiksowych. O ile Last Stand był technicznie beznadziejny, kompletnie nie zgadzał się z tym do czego fan komiksu był przyzwyczajony i czego od filmu oczekiwał (miałem ochotę w połowie normalnie wyjść z sali), o tyle S3 jest po prostu żałosny, i chyba tylko fakt że się śmiałem jak dawno na sali sprawia, że nie szkoda mi pieniędzy za bilet.

SinCity, Constantine, VforV (ekranizacje z Vertigo DC) powinny jednak służyć za wzór. Z jednej strony ukazywanie dokładnie bez zniekształceń klimatu, a przy tym również wciągająca i bardziej wymagająca od widza fabuła, choćby w VforV, gdzie mówi się co prawda o tym, o czym mówiono od dawna (ludzie w obliczu totalitaryzm, idea walki o wyzwolenie - ten sam temat Equilibrium, tylko inna sceneria), a jednak ukazane jest to w zupełnie nowej oprawie, jest estetyka w wykonaniu, są bardzo przemyślane kwestie bohaterów, no i nie sypie się trywializmami.
Na pewno jednak nie nazwałbym filmu S3 dobrą ekranizacją komiksową, jest to coś wzorowanego na komiksie, luźno z nim powiązane i bardzo spłycone.

O tym czy film jest dobry nie świadczy oglądalność na świecie. Sam spodziewałem się po filmie więcej i ją nabiłem. Ostatnimi czasy wyszło wiele filmów, które mniej doceniane były przez przeciętnych odbiorców (Labirynt Fauna, Źródło...), a pomimo tego zasługują na znacznie wyższe oceny, co choćby w przypadku Labiryntu odznacza się setką nominacji do nagród i wyróżnień środowisk krytyków filmowych i akademii, w tym 50 zwycięskich z przyznaniem nagród i tytułów. Lada moment poznamy też wyniki Saturnów. Tak to jest jednak z kinem, że wysokie oglądalności powodowane są jednym tytułem, w którym pojawia się znana na cały świat fraza, a filmy dojrzałe i ambitne często przemykają niezauważone (tutaj duży ukłon w stronę Fauna, gdyż nie będąc produkcją stricte Hollywoodzką zdołał się ładnie przebić i spotkał się z dużym uznaniem krytyków oraz odbiorców filmu w kinie).

Bardziej trafia do mnie recenzja Kazika, choć od siebie wspomniałbym w niej jeszcze o tej fladze amerykańskiej wyżej nadmienionej, bo ta migawka, krótka bo krótka, razi po oczach niemiłosiernie.
Raimi według mnie nieco przeholował z dostosowaniem filmu do gatunku jaki miał reprezentować. Bo de facto mamy tutaj operę mydlaną, komedię, dramat i film sensacyjno przygodowy w jednym, z czego elementy każdego gatunku można wyizolować od reszty bez mniejszych problemów. Nie przeplatają się one płynnie ze sobą, i w jednej chwili siedziałem w kinie śmiejąc się z płytkości emocjonalnej Parkera, a zaraz potem mogłem popodziwiać jak walczy z złymi charakterami, a w przerywniku pokazywał się zabawny Jameson oraz ciągle niezmiennie przerażona, porywana Mary Jane.
Wolałbym to ujrzeć w formie jedynie filmu sensacyjno przygodowego z tymi wstawkami zabawnymi które się w filmie znalazły, myślę że lepiej by to wyszło.

Sam film gorzej też trafi do fanów komiksów i dawnych kreskówek. Tak to już jest z ekranizacjami komiksów, książki lepiej się bronią na ekranie, nawet jeśli filmy nie zawsze i nie do końca ukazują fabułę z książek dokładnie taką, jaką stworzył ją autor.
W przypadku jednak komiksów (zwłaszcza Marvelowskich), reżyserzy puszczają nieco za często wodze fantazji, i powodują że główna siła idąca do kina, czyli fani komiksów, często wychodzą zniesmaczeni (w przypadku X-men 3 to uczucie sięgnęło zenitu), i w przypadku S3 też w pewnym stopniu tak było.

Tym zaś co komiksów nie bardzo, jedynie imię superbohatera im coś mówi, a do kina idą na prostą niewysilającą rozrywkę, ten tytuł powinien w miarę się spodobać. Nie mniej jednak, nawet jak na amerykański kicz, spodziewałem się po tym filmie znacznie więcej, i uważam że dwie poprzednie części były od swojej następczyni o niebo lepsze.

Trochę się to wydłużyło i jeszcze bardziej zamotało, ale mam nadzieję że przekaz i ta moja recenzja jest w tym powyższym tekście do wyłuskania. Ciekawi mnie bardzo, czy dojdzie do stworzenia 4 części, która już była ogłaszana jakiś czas temu i datowana na 2009 rok...

RE down:

"potrafią takie sceny odegrać bardziej przekonywający i realistyczny sposób"
każdemu się zdarza... :roll:
Si vis pacem, para bellum.

Odpowiedz
#2
nie ma takiego słowa jak "przekonywująco" :)

Odpowiedz
#3
Rozumiem żeś nowy, ale chyba powinieneś rozpocząć obcowanie z forum od przeglądnięcia jego działów i istniejących tematów, hę? Bo to co napisałeś powinno znaleźć się w którymś z już istniejących topików.
"I rode a tank, held a general's rank, when the blitzkrieg raged, and the bodies stank."

Odpowiedz
#4
Akaki: jak dla mnie, temat jest w dobrym dziale. A poza tym, to romeck go tu przegonił :)

Odpowiedz
#5
No tak, tera będzie na mnie. :D

Temat w dobrym dziale, bo odnosi się bezpośrednio do recenzji ze strony KMF.

Amen.

Odpowiedz
#6
Galahard napisał(a):Bardziej trafia do mnie recenzja Kazika, choć od siebie wspomniałbym w niej jeszcze o tej fladze amerykańskiej wyżej nadmienionej, bo ta migawka, krótka bo krótka, razi po oczach niemiłosiernie.

nie moge oprzeć sie wrażeniu że ta scena została wepchnięta z przekąsem. nie wierze zeby raimi miał az tak patetyczne zapędy. jak dla mnie to facet z na tyle duzym dystansem do tego co robi (koncowka armii ciemnosci z rozpierducha w sklepie mowi sama za siebie;) ze jestem w stanie bezbolesnie przelknac ten motyw...

Odpowiedz
#7
:Łukasz: napisał(a):nie moge oprzeć sie wrażeniu że ta scena została wepchnięta z przekąsem. nie wierze zeby raimi miał az tak patetyczne zapędy.

W takim razie przypominam o dwojce i koncowce sceny w metrze. ;)

Odpowiedz
#8
:Łukasz: napisał(a):nie moge oprzeć sie wrażeniu że ta scena została wepchnięta z przekąsem. nie wierze zeby raimi miał az tak patetyczne zapędy. jak dla mnie to facet z na tyle duzym dystansem do tego co robi (koncowka armii ciemnosci z rozpierducha w sklepie mowi sama za siebie;) ze jestem w stanie bezbolesnie przelknac ten motyw...

Z dystansem równym odległości do księżyca z Ziemi. Wrzucono tą scenę na 0,5 sekundy, wszyscy wiedzą doskonale, jaki stosunek mają Amerykanie do swojego kraju i patriotyzmu, jak się z nim bardzo często nadmiernie obnoszą, jaki cel więc miało wprowadzenie tej sceny? Tutaj nie ma żadnego żartu z tej sceny, wygląda to bardzo poważnie (i może dlatego śmiertelnie poważna scena wzbudziła taki śmiech, czysta abstrakcja). Gdyby to był Kapitan Ameryka to mógłby i nawet z flagą Ameryki biegać, bo byłoby to w pełni zrozumiałe, ale ja najwyraźniej nie zrozumiałem intencji Raimiego w tej scenie...
Si vis pacem, para bellum.

Odpowiedz

Digg   Delicious   Reddit   Facebook   Twitter   StumbleUpon  








Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości