SPORT (wszystkie dyscypliny z wyjątkiem piłki nożnej)
(16-07-2017, 17:15)Norton napisał(a): Federer to geniusz. Prawie 36 wiosen na karku, a facet śrubuje kolejne rekordy (...)

ciekawe kiedy będzie płakał w telewizji, że przeprasza, że sikał do pojemniczka ze sztucznego fiuta.

Odpowiedz
Mniej więcej w tym samym okresie co Serena Williams, czyli nigdy. Tenis to nie jest sport żeby najwięksi w historii wpadali na dopingu, tak samo piłka nożna. Nawet dwa razy lepsza wydolność od przeciwnika nie sprawi że wygrasz, a w takim kolarstwie czy biegach od samej wydolności zależy jakieś 90℅ sukcesu.

Odpowiedz
Tenis to wyniszczający sport. Od kilku dni chodzę grać ze znajomym i masakra. Dzisiaj mieliśmy czterogodzinną posiadówkę na korcie tenisowym. Tak zmęczony nie byłem od bardzo dawna. W pewnym momencie złapałem taki kryzys, że musiałem skoczyć do pobliskiego sklepu po izotonika i coś słodkiego. Szok. W trakcie grania pracuje w zasadzie całe ciało. Od dołu, do góry. To się tylko tak wydaje, ale zdecydowani jest to sport dużo bardziej wymagający niż taka piłka nożna. Mówię oczywiście z perspektywy amatora, który na orliku jest 2-3 razy w tygodniu.

Odpowiedz
Myślę, że porównania z własnego doświadczenia, na amatorskim poziomie to można podać tylko jako ciekawostkę, a nie argument. Co rozumiesz przez wymagający? Ciężej zostać wybitnym tenisistą niż piłkarzem? Jak to oceniasz?

Odpowiedz
Też grywam i dlatego wtrącę swoje trzy grosze. Sam jestem kawałem tłustego baleronu, po meczu z moim udziałem w pobliżu powstają szkody górnicze i generalnie szybkość to mój najsłabszy atrybut, ale nigdy nie zdychałem na korcie (pomimo, czasami, trzech godzin gry). Cymu? Bo prowadzę grę, staram się narzucić swój styl i ogólnie częściej wywieram presję na rywalu niż vice versa (poza tym nie za bardzo chce mi się biegać i używam sprintu jedynie w istotnych wymianach :) ).

Do czego zmierzam? Federer przy swojej nienagannej technice i wydajnej grze jest w stanie utrzymywać wysoki poziom (i sporadycznie wygrywać) do 40-stki, a taki nudny przebijak jak słońce Bałkanów od blisko roku umiera na łokieć. Podobnie Nadal, który ma spory problem, żeby przetrwać cały sezon bez kontuzji. Ci dwaj to typowi baselinerzy, nastawieni na utrzymanie piłki w grze i bazujący na przygotowaniu motorycznym, stąd też Rafie już kilka razy w życiu wysiadły kolanka.

Wniosek jest prosty - styl gry ma znaczenie. Poza tym uważam, że Fed jest czysty. To nie jest typ gościa, który koksuje. Nadal niby na takiego wygląda, ale chcę wierzyć, że też jest uczciwy. Wątpliwości mam w związku z serbskim nudziarzem i jego problemami z glutenem.

Odpowiedz
(17-07-2017, 00:22)simek napisał(a): Myślę, że porównania z własnego doświadczenia, na amatorskim poziomie to można podać tylko jako ciekawostkę, a nie argument. Co rozumiesz przez wymagający? Ciężej zostać wybitnym tenisistą niż piłkarzem? Jak to oceniasz?

W żadnym wypadku. Uważam, że w każdym sporcie potrzeba ciężkiego wysiłku, aby zostać wybitnym. Nieważne czy jest to piłka nożna, tenis, podnoszenie ciężarów czy skoki narciarskie.

Oczywiście, że własne doświadczenia to bardziej ciekawostka i tylko przemyślenia. Po prostu z mojego punktu widzenia dużo ciężkiej byłoby mi zostać dobrym tenisistą, aniżeli piłkarzem. Znaczenie ma fakt, że gałę grało się od małego, a tenis to jednak sport dla "bogaczy" i jak nie miało się rodzica, ktory cię zaprowadził na kort, na trening to lipa :) Tym bardziej, że ja sam pochodze z małego miasteczka i u nas ciężko o takie rarytasy. Mamy co prawda dwa korty - jeden to typowy asfalt z siatką, a drugi to cegła, dla burżujów z rady miasta :) Inni muszą sobie wypożyczać na godziny za gruby hajs.

(17-07-2017, 00:32)Norton napisał(a): Też grywam i dlatego wtrącę swoje trzy grosze. Sam jestem kawałem tłustego baleronu, po meczu z moim udziałem w pobliżu powstają szkody górnicze i generalnie szybkość to mój najsłabszy atrybut, ale nigdy nie zdychałem na korcie (pomimo, czasami, trzech godzin gry). Cymu? Bo prowadzę grę, staram się narzucić swój styl i ogólnie częściej wywieram presję na rywalu niż vice versa (poza tym nie za bardzo chce mi się biegać i używam sprintu jedynie w istotnych wymianach :) )

Jasne, że ma. Ale weź poprawkę na to, że ja dopiero zaczynam (podobnie, jak mój kompan). Nasza gra to na ten moment bardziej przebijanie, uczenie sę odbić, techniki i cieszenie się z wymiany, która ma 4-5 podań :) Jaranko wtedy niesamowite, a jak jeszcze jest jakaś akcja przy siatce, udany slice itd, to już w ogole :)

Odpowiedz
(17-07-2017, 08:09)Pelivaron napisał(a):
(17-07-2017, 00:22)simek napisał(a): Myślę, że porównania z własnego doświadczenia, na amatorskim poziomie to można podać tylko jako ciekawostkę, a nie argument. Co rozumiesz przez wymagający? Ciężej zostać wybitnym tenisistą niż piłkarzem? Jak to oceniasz?
W żadnym wypadku. Uważam, że w każdym sporcie potrzeba ciężkiego wysiłku, aby zostać wybitnym. Nieważne czy jest to piłka nożna, tenis, podnoszenie ciężarów czy skoki narciarskie.
A ja tam właśnie sądzę, że trudniej zostać Ronaldo czy Messim niż mistrzem świata w podnoszeniu ciężarów, z takiej racji, że w piłkę gra na poważnie pewnie kilkadziesiąt milionów ludzi na świecie, a amatorsko to pewnie z pół miliarda. Ale obiektywnie oczywiście porównać się nie da.

(17-07-2017, 00:32)Norton napisał(a): Ale weź poprawkę na to, że ja dopiero zaczynam (podobnie, jak mój kompan). Nasza gra to na ten moment bardziej przebijanie, uczenie sę odbić, techniki i cieszenie się z wymiany, która ma 4-5 podań :) Jaranko wtedy niesamowite, a jak jeszcze jest jakaś akcja przy siatce, udany slice itd, to już w ogole :)
Ja mam doświadczenie tylko ze squashem (to znaczy w tenisa też się zdarzało zagrać, ale niezwykle rzadko), który jest troszkę porównywalny do tenisa i po jakichś dwóch latach grania widzę jak ważne jest to o czym pisze Norton - ekonomika ruchów, ustawienie, styl gry. Zdawałoby się po samym oglądaniu i kilku pierwszych grach, że squash to gonienie jak głupi od ściany do ściany i zawał po godzinie, oczy otworzyła mi znajoma o sporej tuszy, ale jeszcze większych umiejętnościach - przegrałem z nią właściwie do zera, bo gdy ja wypruwałem sobie płuca biegając do każdej piłki, to ona stała jak Jedi z rakietą zamiast miecza świetlnego i na luzie odbijała wszystkie piłki robiąc do nich po dwa kroki.
Myślę, że podobnie byłoby w tenisie - jakbym stanął przeciwko Federerowi, to nie zdobyłbym punktu, a w piłce nożnej różnice nie są tak widoczne, poza tym to sport zespołowy, tam nawet kompletnie przeciętny zawodnik przy sporym szczęściu i dobrych kolegach z zespołu może wybijać piłki Ronaldo.

Odpowiedz
No niestety szwajcarski pastuszek wygrał :(
Nigdy nie byłem jego fanem, więc kolejne rekordy i odebranie współdzielonej z Samprasem liczby zwycięstw w Wimbledonie mnie jakoś nie rozweseliło.
No ale tenis strasznie się zunifikował. Przede wszystkim nawierzchnie w porównaniu z latami 90-tymi są bardzo podobne. Kiedyś różnica między RG a Wimbledonem to był kosmos. Wystarczyło popatrzeć na "hiszpańską armadę" rządzącą na RG i wyrzynaną w pierwszych dwóch, góra trzech rundach. Dziś mączka jest szybsza, trawa wolniejsza i wszyscy grają to samo.
Co zrobić. Federer, Nadal, Djokovic czy Murray to jednak nie Sampras, Agassi, Edberg czy znienawidzony Becker.

Sam kiedyś grywałem w olbrzymich ilościach. Ostatnie lata to już tylko okazjonalnie, ale dla mnie to najpiękniejszy sport na świecie. Ilość elementów potrzebnych do dobrej gry jest po prostu olbrzymia.


(17-07-2017, 11:12)simek napisał(a): Myślę, że podobnie byłoby w tenisie - jakbym stanął przeciwko Federerowi, to nie zdobyłbym punktu,
Nie zapominaj o serwisie. To jednak rzecz w największym stopniu zależna od Ciebie a nie rywala.
Kiedyś zdarzało mi się w czasach "profesjonalnych" załadować 180-190 na godzinę. Rzadko bo rzadko, ale może w trzech setach Ferdek by czegoś nie odebrał albo chociaż uderzył ramą :D
Duży i dobry zawsze pokona małego i złego.

Odpowiedz
(16-07-2017, 23:15)simek napisał(a): Mniej więcej w tym samym okresie co Serena Williams, czyli nigdy. Tenis to nie jest sport żeby najwięksi w historii wpadali na dopingu, tak samo piłka nożna. Nawet dwa razy lepsza wydolność od przeciwnika nie sprawi że wygrasz, a w takim kolarstwie czy biegach od samej wydolności zależy jakieś 90℅ sukcesu.

Nie jestem tego do końca pewien. Tenis to wyczerpujący sport jak, każdy inny na poziomie zawodowym (i to światowym). Sterydy nie muszą przecież powodować tylko wzrostu wydolności, mogą za to zwiększać siłę i zdolność regeneracji, zwłaszcza przy ciężkim sezonie z wieloma meczami. Trudno mi uwierzyć, że w wielkim tenisie wszyscy są czyści. Jeśli choć jeden bierze, to wszyscy biorą bo tutaj chodzi o zbyt duże pieniądze, żeby przegrywać. Moim zdaniem sport zawodowy nie istnieje bez wspomagania.

Odpowiedz
(17-07-2017, 11:51)Dr Strangelove napisał(a): No ale tenis strasznie się zunifikował. Przede wszystkim nawierzchnie w porównaniu z latami 90-tymi są bardzo podobne. Kiedyś różnica między RG a Wimbledonem to był kosmos. Wystarczyło popatrzeć na "hiszpańską armadę" rządzącą na RG i wyrzynaną w pierwszych dwóch, góra trzech rundach. Dziś mączka jest szybsza, trawa wolniejsza i wszyscy grają to samo.
Nie rozumiem, skoro mączka jest jeszcze szybsza, a trawa jeszcze wolniejsza, to chyba różnica między RG a Wimbledonem powinna się jeszcze zwiększyć... Ja całe życie sądziłem, że na Wimbledonie gra jest bardziej kombinacyjna właśnie ze względu na wolniejszą nawierzchnię (nie wystarczy przypierdzielić z całej siły, bo przeciwnik i tak najpewniej odbije, więc trzeba kombinować, a na pozostałych wielkich szlemach jak puścić pocisk to nie ma co zbierać), która w ostatnich latach stała się szybsza, dlatego różnice między turniejami się zmniejszyły.

Odpowiedz
Chodzi po prostu o "zrównanie" tych nawierzchni.
Trawa zawsze była najszybszą i najbardziej specyficzną nawierzchnią. Serwis był tam absolutną podstawą. A jak serwis to i gra serve and volley. Wystarczy porównać gdzie wydeptana była trawa w latach 90-tych i gdzie jest wydeptana dzisiaj.
Kiedyś wszyscy latali do siatki. Dzisiaj ten styl od dawna umarł.
Więc kiedyś Sampras grając na wolnej mączce musiał się liczyć z tym, że będzie się męczył z hiszpańskimi rzeźbiarzami, a jadąc na Wimbledon wiedział, że wymiany będą liczyć 2-3 piłki. I musiał returnem od razu mijać bo przeciwnik gnał do siatki.
Krótko mówiąc przestawienie się z jednej nawierzchni na drugą było ekstremalnie trudne, bo to były dwa odmienne światy.

Ma to też, nie ukrywam, swoje plusy. Oglądanie na mączce braci Sanchezów to była mordęga i można było autentycznie usnąć. Z drugiej strony taki klasyk na Wimbledonie, no powiedzmy Becker-Stich to wyglądał tak - serwis, punkt, serwis, punkt, serwis, return punkt, serwis, wolej, punkt. Dłuższe wymiany były rzadkie jak jednorożce. Więc ta unifikacja ma też swoje zalety, no ale ja tęskinię za starymi dobrymi czasami. Kiedyś wszystko było lepsze :D

Dzisiaj czy to Federer czy Nadal czy Djokovic wszędzie mogą grać w zasadzie to samo. I wygrywa najlepszy w tym czyli Federer.
Co absolutnie nie umniejsza jego geniuszu, bo jest geniuszem tej dyscypliny.

A bawiąc się w gdybania i rekordy to jakby Rod Laver nie opuścił w swoich najlepszych latach gry w turniejach (na rzecz gry dla kasy) to tych turniejów wielkoszlemowych by wygrał grubo ponad 20 i nikt w historii by się do tego nie zbliżył.
No ale to takie gdybanie bez większego sensu :)
Duży i dobry zawsze pokona małego i złego.

Odpowiedz
Jak to trawa najszybsza? Ja sądziłem, że skoro to podłoże jest bardziej miękkie (bo i ziemia luźniejsza od jakiegoś syntetyku i jeszcze trawka amortyzuje), to i odbicie piłki jest przytłumione, więc gra wolniejsza, więc samym serwisem ciężko wygrać... Źle myślę? Inna kwestia to podobno wytrzymałość rakiet i samo przygotowanie zawodników, które sprawiły, że tenis jest szybszy i bardziej siłowy.
Cytat:Z drugiej strony taki klasyk na Wimbledonie, no powiedzmy Becker-Stich to wyglądał tak - serwis, punkt, serwis, punkt, serwis, return punkt, serwis, wolej, punkt. Dłuższe wymiany były rzadkie jak jednorożce. Więc ta unifikacja ma też swoje zalety, no ale ja tęskinię za starymi dobrymi czasami. Kiedyś wszystko było lepsze :D
Wolisz oglądać takie mecze, gdzie serwis jest decydujący i krótkie wymiany? Ja właśnie przeciwnie - meczy dwóch dryblasów z atomowym serwisem to nawet nie załączam, bo ja chcę patrzeć na długie i urozmaicone wymiany, dlatego nie lubię Sereny Williams (i wszystkich siłowo grających kobiet), która zmiata większość przeciwniczek z kortu serwisem, a uwielbiam zawodniczki w stylu Agi Radwańskiej, gdzie serwis jest taki byle przerzucić za siatkę, a potem kombinacyjna wymiana.

Odpowiedz
Ja w ogóle nie oglądam kobiecego tenisa. Sportu. Kobiecy sport, to nie sport. Bardziej ciekawostka. Jak widzę łaski kaleczace siatkówkę, tenisa albo piłkę nożną to dostaje wlewu.

Jedynym wyjątkiem są sporty walki. Bijące się mordach baby to jeszcze ok.

Odpowiedz
Simek - mączką najwolniejsza, trawa najszybsza (rozchodzi się o tarcie). Wspomniane "zrównanie" nawierzchni poskutkowało pokoleniem atletycznych przebijaków w stylu Djokovica, który przez swoją powtarzalność trzy razy (co jest wielkim dramatem dla sportu) wygrał Wimbledon (jest to tym bardziej żenujące, że facet ma mierny wolej). Nie interesowałem się tenisem w czasach dominacji Samprasa, ale ówczesne zróżnicowanie szybkości kortu było świetnym rozwiązaniem. Nadchodził turniej na trawce - wiedziałeś, że nacieszysz oczy grą s&v (serve and volley) i techniką graczy wynikającą z rozluźnionego nadgarstka. Zaczynał się sezon ceglany, zaczynały się długie wymiany z głębi kortu. Była to era specjalistów od nawierzchni. Obecnie w większości przypadków mecz tenisowy fonetycznie/dźwiękowo przedstawia się tak: BAM-BAM-BAM-BAM-BAM-BAM-BAM-BAM (pętla while) w akompaniamencie głośniejszych lub cichszych pojękiwań i stękań. Dlatego uwielbiam Federera - bo gra ofensywnie, finezyjnie i po prostu pięknie.

Mógłbyś (ładnie proszę) poprawić cytat, bo wychodzi na to, że cieszę się z wymiany na 4-5 odbić, a nie (jak w rzeczywistości) jestem geniuszem rakiety obdarzonym wspaniałym, jednoręcznym backhandem. ;)

Doktorze - jakbyś serwował na backhand Rogera, to może nawet doprowadzałbyś do tie-breaków, a tam to wiadomo - loteria. : ) Doktor John Strangelove Isner (ewentualnie doktor Ivo Strangelovic).

EDIT:

W ogóle to czekam, aż wtargnie tu Sonny i stwierdzi, że tenis to sport dla ciepłych. :)

Odpowiedz
(17-07-2017, 14:57)Norton napisał(a): Doktorze - jakbyś serwował na backhand Rogera, to może nawet doprowadzałbyś do tie-breaków, a tam to wiadomo - loteria. : ) Doktor John Strangelove Isner (ewentualnie doktor Ivo Strangelovic).
Jakby mi się udało zaserwować asa przeciwko Federerowi na korcie centralnym Wimbledonu to od razu bym zemdlał z wrażenia.
A jak już mam wybierać to Goran Strangelovic :)
Duży i dobry zawsze pokona małego i złego.

Odpowiedz
(17-07-2017, 14:57)Norton napisał(a): EDIT:

W ogóle to czekam, aż wtargnie tu Sonny i stwierdzi, że tenis to sport dla ciepłych. :)

Akurat tenis pozycjonuje w kategoriach nudny do oglądania ale respect za to że to sport wysoce wyczerpujący. Ktoś kto biega i napierdziela łopatą przez 6 godzin to musi być kozak . :) Ciepli mają golfa.
Co to jest „FIUT”? FIUT to jest skrót moich zainteresowań „Film I Uwentualnie Telewizja”

#Official James Francis Cameron and Christopher Johnathan James Nolan Hejter# :D

Odpowiedz
4 LISTOPADA

Plotkuje się nieśmiało, że tego dnia do ringu wejdzie Ortiz z Wilderem. Ta, jasne. Już widzę, jak Wilder godzi się na walkę z gościem, z którym prawdopodobnie przegra :D King Kong presujący całą walkę, to coś czego raczej Amerykaniec nie będzie chciał doświadczyć. Przez Kongiem niech sobie Kownackiego przetestuje xD

Za cholerę Wilder na to nie pójdzie, niby jest na tak, ale bądźmy szczerzy. Okaże się, że Stiverne chce za wszelką cenę walki - obowiązkowa obrona tytułu - i nic nie dalo się ugadać. Kingowi już rzucili niby hajsy i ma przekabacić Stiverne'a żeby poczekał jeszcze kilka miechów.

__

Snoopy komentował UFC xD


Odpowiedz

Digg   Delicious   Reddit   Facebook   Twitter   StumbleUpon  








Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości