Sala Samobójców
#1
Zwiastun sugerował mi raczej coś średniego...
Zdecydowanie nie miałem zamiaru iść na to do kina.

Teraz przeczytałem recenzję Duxa...

Cytat:najlepszy polski film wszech czasów, ale i jeden z najlepszych, jakie widziałem w ogóle

... i się zastanawiam czy jednak nie pójść.
C'mon, ten film jest *aż* tak dobry??
You can't reason someone out of a position, they didn't reason themselves into.

Odpowiedz
#2
A może coś więcej byś napisał? Po co zakłądać nowy temat, który na początku wita nas tak bardzo bezwartościowym postem?
Terminator | Aliens | Terminator 2: Judgment Day | True Lies | Titanic | Avatar
Directed by James "THE KING" Cameron

Odpowiedz
#3
Założyłem ten temat, żeby dowiedzieć się czegoś więcej o wywyższym filmie.
You can't reason someone out of a position, they didn't reason themselves into.

Odpowiedz
#4
Może po to żeby nie dyskutować o filmie w 'Nowości na stronie' i w podobnych? Ale to w sumie tylko taki mój szalony pomysł.
- I don't advise a haircut, man. All hairdressers are in the employment of the government. Hairs are your aerials. They pick up signals from the cosmos, and transmit them directly into the brain. This is the reason bald-headed men are uptight.
- What absolute twaddle.  

Odpowiedz
#5
Albo po to, żeby uniknąć dyskusji o recenzji, zamiast dyskusji o filmie. ;)
You can't reason someone out of a position, they didn't reason themselves into.

Odpowiedz
#6
Nie wierzę w reckę Duxa. Po prostu.

"Najlepszy polski film" - to już nawet nie brzmi jak żart ale jak jawna prowokacja. Ja rozumiem, że mogło się podobać. Rozumiem, że mogło się podobać bardzo. Ale NAJLEPSZY POLSKI FILM? Bez przesadyzmu. Naprawdę? Rzucamy na szalę całą polską kinematografię? No to mam otrzeźwiającego niusa - takich "najlepszych polskich filmów" prawdopodobnie było ostatnio całkiem sporo. ;)

Odpowiedz
#7
Miałem wczoraj założyć temat o tym filmie, ale nie miałem czasu na szukanie plakatu, linkowanie itp. Na stronie głównej Dux zamieścił recenzję, z którą wiele osób się nie zgadza (lub z pewnymi w niej kwestiami), mimo tego iż nie oglądało filmu. Sam film jest wg mnie najmniej bardzo dobry i recenzja, pomimo kilku zbyt peanowych zachwytów, jest dosyć trafna stąd nie ma sensu żebym pisał drugą czy kontr-recenzję; ja nie o tym. Flmy, które wymienił we wstępie recenzji Dux to dobre przykłady dobrych polskich a to czy V. Gallo zagrał wyśmienicie w EK czy nie, nie ma związku z Salą samobójców. Podobnie jak to, że może Kot, Karolak, Adamczyk i Małaszyński rzeczywiście stworzyli mur, przez który ciężko się przebić ale przynajmniej pierwsi dwaj udowodnili, że potrafią zagrać jeżeli mają co ale czy ma to jakikolwiek związek z SS?

W tym filmie rzeczywiście dużo elementów robi doskonałe wrażenie. Muzyka jest idealnie dobrana do scen - scena z pistoletem przed szkołą i Billy Talent czy finał filmu bez problemu mogą zapaść w pamięć. Zdjęcia nie są jakieś wybitne ale film się bardzo dobrze ogląda. Montaż, dźwięk, efekty - technicznie jest bez zarzutu a niektórych chwytów reżyserskich używanych bardzo często w zagranicznych produkcjach albo nie widziałem u nas w ogóle albo były to nieudane próby skopiowania fajnego patentu, vide Weekend C. Pazury. Nie ma tu nic odkrywczego, nic nowatorskiego, wszystko raczej służy opowiadanej historii, skoki głośności, praca kamery ale przecież o to chodzi. Oddalająca się ku górze kamera jak w finale Domu złego nigdzie nie pasowała, więc jej nie ma, proste.

Tak samo jest z wirtualnym światem. Antyfanom mangi może on nie podejść w kwestii wizualnej lecz idealnie kontruje rzeczywistość jaka otacza bohatera, nie jest przeszarżowany ani zbyt często/rzadko użyty. Ale z drugiej strony nie jest to poziom światowy. Jest blisko, jest bardzo dobry ale do światowego trochę mu brakuje. Niemniej jednak, to nie jest film, w którym jakość animacji komputerowej decyduje o jakości filmu. Przede wszystkim jest to cały czas dramat psychologiczny, w którym reżyser w ciekawy sposób przedstawił wirtualny drugi świat. Dramat, który scenarzysta napisał na tyle dobrze, że co jakiś czas jest chwila wytchnienia a to w postaci wirtualnego świata sali samobójców a to rozładowującego sytuację dialogu. Dialogi to znowu inna sprawa. W końcu nie są sztuczne i brzmią jak rozmowy ze szkoły, z domu, z pracy. Niby podstawowa rzecz a jak często jej brakuje w filmach. Oczywiście gdyby nie świetne aktorstwo, dialogi straciłyby na sile. Młody J. Gierszał daje czadu i widać, że nie odgrywa roli tylko w nią wszedł. Czasami nawet aż za bardzo (ataki szału wydawały mi się czasami zagrane 'za bardzo') jednak jako młody, szerzej dotąd nieznany aktor ciągnie naprawdę ciężki film. Tym bardziej należą mu się słowa pochwały, gdyż kreowana przez niego postać to taki trochę antybohater. Wielokrotnie zdarzało mi się myśleć po danej scenie: Ale z niego kawał ciula. A i do zagrania ma całkiem sporo i nie jedzie na dwóch minach - szacun na dzielni. Nie wiem czym kierował się reżyser podczas castingów ale brak obecności opatrzonych twarzy wychodzi na plus. Rodzice, ekipa ze szkoły, lekarze - wszystkie role świetnie dobrane i zagrane i nie przywołują w pamięci innych filmowych ról.

Czy jest to najlepszy polski film wszechczasów i czy Wajda powinien zainwestować w klęcznik? Prawie na pewno nie jest to najlepszy polski film wszech czasów, akurat to stwierdzenie z recenzji uważam za zbyt porywczo napisane. Sam Dux w późniejszej dyskusji dystansuje się od swojego stwierdzenia. Jednak nie można temu filmowi odmówić jednej rzeczy - jest uniwersalny. Ostatnie, uniwersalne polskie filmy, które wywołały u mnie wyraz twarzy typu 'WOW' to Dług, Symetria. Dobrze zrobione napisy i film powinien odnieść sukces artystyczny w Europie a może i dalej. Artemis i BM dobrze napisali, to nie jest film ani o kulturze emo, ani o dysfunkcyjnej rodzinie ani nawet o uzależnieniu od Internetu. To fragment naszej rzeczywistości, która być może jest przez nas niezauważana ale została uchwycona z całym spektrum zależności technologiczno społeczno psychologicznych. Z resztą film jest inspirowany prawdziwą historią, do znalezienia w Internecie, nie jest to fikcja. Nie przytaczałbym również The Social Network bo to zupełnie inne kino. Inna historia, inny 'zasięg' i przede wszystkim inny motyw mimo tego, że i Mark i Dominik są samotni.

To właśnie wierność motywowi i klimat dodają temu filmowi kleju, który chyba jest obecnie za drogi dla wspomnianego A. Wajdy. Reżyser Kanału zacumował ostatnio w bezpiecznej przystani, robi filmy z jego punktu widzenia ważne i odważne ale stracił ten pazur debiutanta, co jest całkiem zrozumiałe. J. Komasa debiutuje a film pokazuje, że mu się chce, że mu zależy i żeby tylko tak dalej. Zgadzam się w pełni z BM, kampania reklamowa wytworzyła trochę zły obraz tego filmu, nie dziwię się, że można nie mieć ochoty na pójście do kina po zobaczeniu zwiastuna. To jest po prostu bardzo dobry przykład złej kampanii reklamowej.

Poza tym, jeżeli ktoś pisze w recenzji o dostawaniu się po dupie czy spychaniu gówna z progu to niech nie narzeka na kleksy, laurki i pierdy. Dalej twierdzę, że poza zbytnią ekstazą bijąca z recenzji, jest ona bardzo dobra a sam jej tytuł mówi dużo o filmie.

Mefisto > Mam nadzieję, że widzisz ten paradoks, jeżeli chodzi o wypowiadania się o filmie lub o jego recenzji. Może Ci się nie podobać co najwyżej styl i forma, ale w sumie nic więcej nie możesz powiedzieć, bo nie widziałeś filmu :) Ktoś dobrze napisał, nie widziałeś nie pisz, odwieczne prawo. Co do emo, owszem, zgodzę się, że nie ma to nic do rzeczy ale tylko wtedy gdy przez pryzmat powiedzmy swoich uprzedzeń czy preferencji nie zaniżamy bądź zawyżamy oceny filmu. Odnośnie konkurencji i patrzenia przez pryzmat polskiej kinematografii to co mogę powiedzieć i przez jaki pryzmat mam patrzeć? Gdyby powstawało więcej filmów TAK DOBRYCH jak SS to moja ocena nie uległaby zmianie. A tak, to wręcz wybija się na tle posuchy. W tygodniu, nie w środę to o promocji Środy w Orange, 2 bilety za 18 zł. U mnie w Cz-wie kina są wypełnione po brzegi w środy.

Odpowiedz
#8
I ten post właśnie powinien otwierać temat. Brawo.
Terminator | Aliens | Terminator 2: Judgment Day | True Lies | Titanic | Avatar
Directed by James "THE KING" Cameron

Odpowiedz
#9
kormaciek Dziękuję za Twoją wypowiedź
Pozdrawiam, Kara

Odpowiedz
#10
I za TAKĄ odpowiedź też wielkie dzięki :cool:
You can't reason someone out of a position, they didn't reason themselves into.

Odpowiedz
#11
Zwiastun budził szyderczy uśmiech. Oto polski Cool-Ambitny Film, o emo-uzależnieniu od kiepawo wyglądającego CGI, będącego rodem z wizji posłanek broniących "naszych" dzieci przed internetowym Złem w porannych talk-szołach.
Po rzuceniu okiem na reckę Duxa i zamieszania jakie wywołała, nie mogłem jednak oprzeć się pokusie seansu. No i jestem pod wrażeniem.

Solidne, mocne, choć niepozbawione wad kino. Sekwencje "Second-life'owe" nie robiły tak beznadziejnego wrażenia jak w zajawce, jednak styl graficzny niezbyt mi podszedł, nie potrafiłem oprzeć się pokusie, że kanciastość postaci wynika nie tylko z założeń ale również ma na celu uprościć produkcję CGI. I wcale nie uważam, że realizacja była słaba, chodzi mi o jakieś takie podskurne wrażanie. Jestem święcie przekonany, że zadania stworzenia wirtualnego świta wywiązać by się można jednak lepiej.

Ciężkostrawna była dla mnie sekwencja podwodna, na zasadzie "wstawmy jakąś artystyczną scenkę" pasująca do całości jak przysłowiowa pięść do równie przysłowiowego nosa.

Poza wymienionymi i paroma innymi, o których już w większości nie pamiętam, wadami mamy do czynienia z filmem wyjątkowo zasługującym na uwagę, z konkretną wizją przeniesioną z widoczną pasją i naprawdę niezłym warsztatem na ekran. Kreacje postaci, patrząc zarówno od strony scenariuszowej jak i aktorstwa jak najbardziej na plus. Podobnie dobrane całkiem zgrabnie dźwięki w tle, spoko zdjęcia i ogólnie pojęta realizacja.

Sama historia (bo ona jest najważniejsza, jak już było zauważone w recenzjach, nie jest to film ciskający w widza tezami i przesłaniami) jak najbardziej konkretna, to i owo nie pasiło,


ale nie są to jakieś wielkie wady.

Co mnie zaskoczyło to to, że wcale nie przeszkadzało mi wyrywkowe potraktowanie świata fejsbuków i jutubów, nie chodzi o pokazanie jaki internet zły, tylko te aspekty potrzebne były do opowiedzenia historii i tyle. Co nie znaczy, że nie jest zwrócona uwaga na to czy inne zjawisko, nie jest to jednak jakiś natrętne "uświadamianie" czy inne szmery bajery tego typu.

Zjawisko emo pokazane jako hiper-infantylny irytujący "mroczny" bunt rodem z wczesnego liceum, nie znam się na tym, nie wiem czy ta "kultura" zasługuje na inny obraz, w filmie sprawdza się świetnie <ok>

Z chęcią jeszcze wrócę, mam wrażenie, że albo mi się jeszcze bardziej spodoba, albo wady będą bardziej uwierały i znajdzie się tego więcej…

Na chwilę obecną 7.5-8/10

W mordę, muszę powiedzieć, że odzwyczaiłem się klecenia zdań nie będących dokumentacją software'ową...

Odpowiedz
#12
Great Gonzo napisał(a):jednak styl graficzny niezbyt mi podpadł,

"Podpadł" to okreslenie negatywne. "Niezbyt podpadł" brzmi jakby Ci sie podobał.
welcome to prime time bitch!

Kenner, just in case we get killed, I wanted to tell you, you have the biggest dick I've ever seen on a man.

Odpowiedz
#13
Miało być podszedł, widać, że mnie wtórny analfabetyzm dopada :razz:

Odpowiedz
#14
Wiem, co miało być ale się "czepiam"... bo mi tu prawie wszyscy zarzucają niegramtyczno-nielogiczne posty . To chciałem ich wyprowadzić z błędnego poglądu jakobym był debilem - polanalfabetą ( no dobra nie chcialem... przestałem ufać ludziom :lol: )

Tak czy inaczej - do mnie by sie przyczepiono o taki bzdet :razz: :lol:
welcome to prime time bitch!

Kenner, just in case we get killed, I wanted to tell you, you have the biggest dick I've ever seen on a man.

Odpowiedz
#15
shamar napisał(a):chciałem ich wyprowadzić z błędnego poglądu jakobym był debilem - polanalfabetą

I tym samym wyszedles na marudzacego mazgaja. ;)

Odpowiedz
#16
Który dalej wali rażące błędy :)
Postępować należy tak, aby niczego nie robić, a wtedy panować będzie ład.
--
Laozi

Odpowiedz
#17
Film świetny, zgadzam się z każdym słowem Duxowej recenzji, jedynie ocena nieco niższa - 8/10.

Odpowiedz
#18
Are you serious, men? <=[wypowiadane z niedowierzaniem, przyprawione afroamerykańskim akcentem].

Poniżej cała masa SPOILERÓW.

Po wszystkich pozytywnych recenzjach i opiniach spodziewałem się czegoś przynajmniej przyzwoitego, choć do seansu podchodziłem z dystnasem, bo w pamięci miałem tragiczny zwiastun. Przeczytałem o dobrej grze aktorskiej, sprawnej realizacji, dobrej fabule, ciekawym spojrzeniu na temat. Nie dostałem niczego z powyższej listy. Otrzymałem dokładnie to, co ukazywał trailer.

Przez cały seans miałem wrażenie, że scenarzysta miał wypisane kilkanaście punktów opisujących rzeczywistość dzisiejszej młodzierzy i musiał je odhaczyć w swojej historii. W ten sposób na ekranie widzimy nachalne odwołania do poniższych haseł:
- facebook - "check!"- są okejki, jest szyderstwo z doświadczen homoseksualnych,
- youtube - "check!"- straszne filmiki, filmiki z imprez itp.
- dorastająca młodzież, pijąca i eksperymentująca - "check!" - chłopaki idą w ślinę, WOW.
- problemy dorastania objawiające się kłopotami z określeniem swojej seksualności- "check!"
- rzeczywistość wirtualna (coś na wzór WoW i Tibii) zastępująca normalne relacje,
- uzależnienie od internetu, serwisów społecznościowych i wszystkiego co z tym związane,
- zabawa dzieci w życie, naciski subkultur itp. itd. (sala samobójców),
- niezrozumienie na linii rodzic-dziecko, pieniądze nie zastąpią miłości blah, blah, blah...
- rodzice to durnie, nie rozumieją i nie słuchają lekarzy, wolą zapłacić za tabletki i myśleć, że sprawa jest rozwiązana
- subkultury z dużym naciskiem na osławione emo.

Producent wziął powyższe, przeczytał i stwierdził, że lista ta doskonale odzwierciedla rzeczywistość i problemy z jakimi styka sie dzisiejsze społeczeństwo. Film dostał zielone światło i powstał podobno "najlepszy polski film". Ja w połowie seansu chciałem wyjść, bo infantylizm i naiwność obrazu mnie przerażały, ale stwierdziłem, że dotrwam do końca, bo może gdzieś tam pod koniec projekcji pojawi się ta perełka, która zmieni moje zdanie. Niestety nic takiego nie nastąpiło.
W filmie obserwujemy chłopaka, który jest zdolnym uczniem, czytającym klasyki, elokwentnym i zabawnym gościem, lubianym przez kolegów i koleżanki. Jego rodzina nie ma problemów z pieniędzmi, dziewczyny sie do niego kleją, ale żeby nie było tak różowo, to ktoś czasami rzuci w niego deskorolką na znak nie wiadomo czego (nie lubi emo, a może po prostu po koleżeńsku go zaczepia). Przychodzi dzień studniówki- alkohol, wygłupy. Do internetu trafia kompromitujący film, jednak bohater przyjmuje to z (pobłażliwym?) uśmiechem. Później jednak zdarza sie "wypadek" na treningu judo, co sprawia, że chłopakiem targają silne emocje związane z określeniem swojej orientacji seksualnej, a na dodatek pojawiają sie szyderstwa ze strony rówieśników. Na domiar złego rodzice nie przychodzą go wtedy pocałować w czółko na dobranoc, bo są bardzo zapracowani i nie poświęcają swojej dorastającej latorośli prawie w ogóle czasu. TAAAAAAAAAAKI dramat (a może nuda i ciekawość) pcha nastolatka do rzeczywistości wirtualnej, gdzie znajduje "Salę samobójców". Od tego momentu oglądamy tragikomedię z naciskiem na to drugie, która zmierza do wiadomego końca.

Fabuła jest po prostu słaba. Zbiór klisz, stereotypów, pustych haseł, które nie tworzą logicznej rzeczywistości. Zbanalizowanie wielu problemów, ślizganie się po nich, wcale nie poprawia realizmu obrazu.
EMO? Gość maluje oczy i zmienia fryzurę? Czasami popłacze i dostanie oklep, bo nie domyślił się, że nie warto zadzierać z oprychami z autobusu. No to wręcz dogłębne zbadanie tematu subkultur (bo rozumiem, że emo miało być jedynie symbolem, który można jakoś uogólnić, aby obraz stał się bardziej uniwersalny... a może nie? Może ten film skierowny jest tylko do rodziców, których natura pokarała emo-latoroślami...).
Homoseksualizm? Temat poruszony przez 10 minut w sposób kabaretowy. Najpierw ma to być dramat, gdzie bohater nie wie czy woli chłopców czy dziewczynki, co jest to dla niego problemem i zaskoczeniem. Jednakże później sam robi z tego szopkę, powód do buntu, całuje posąg i robi z siebie kretyna- mam mu współczuć, że rodzice nie poświęcają mu uwagi, czy śmiać się, że zacowuje się jak debil? W końcu nie wiadomo, czy rzeczywiście ma problem (nie chodzi o samo bycie gejem, lecz konfronatcję z tym faktem, który jest często szokiem dla samego zainteresowanego), czy może po prostu z nudów i braku zainteresowania ze strony rodziców robi z tego tematu pretekst do buntu i zwrócenia na siebie uwagi. Takie problemy spalają ludzi od środka, dniami, tygodniami, a tutaj sprowadzono to do kwestii odrzucenia propozycji randki z laseczką będącą córką premiera. No c'mon. To jest istota problemu identyfikacji swojej seksualności?
Brak dialogu rodziców z dziećmi- no tak, prawda, to chyba jedyny element filmu, który w miarę trafnie ukazuje problem. Jednakże reżyser idzie za daleko i dorośli ukazani są w nim momentami jak banda idiotów- postępują nieracjonalnie (wyrzucają rozsądnie stawiającego sprawę psychologa "bo nie ma czasu na leczenie"- chyba nie można było wymyślić bardziej bzdetnego powodu... a może po prostu do dupy to pokazano) lub po prostu głupio (tabletki w lodówce), a wszystko po to, by wzbudzić w widzach irytację/złość ("Patrz jacy oni ślepi i głupi"). Jak dla mnie tanie zagranie rodem z horrorów, gdzie bohater wchodzi do ciemnej piwnicy, w której czai się psychopata z tasakiem, a widownia krzyczy "Nie, nie rób tego głupcze!".

Największą bolączką filmu jest właśnie racjonalizm postępowania bohaterów. Emo-ziomek dotąd akceptowany przez społeczność równieśników został wyszydzony w szkole, dlatego z w miarę normalnego gościa, przeradza się w zapłakaną cipkę, zaprzyjaźnia się z sepleniącą koleżanką z "netu" i prowadzi wydumane rozmowy o "dupie marynie". Dialogi wsadzane w ich usta to czysta parodia- jeśli celem reżysera było wyśmianie tych biednych dzieci, to rzeczywiście mu się udało, ale dlaczego mam tego wysłuchiwać przez 2 godziny. Wcale nie sprawia to, że czuję większą sympatię do bohatera, nie wczuwam się w jego dramat, w dramat jego rodziców, ani nie czuję powagi całej sytuacji. Jedyne co mi przychodzi do głowy, to że ów bohater jest niedorozwojem umysłowym i emocjonalnym, przez co sprawiedliwie dopada go selekcja naturalna.

Krótko podsumowując, tematyka filmu potraktowana po łebkach i uznałbym fabułę za przyzwoitą, gdyby to była jakaś etiuda studencka, a nie pełnoprawny produkt na rynku filmowym. Stereotypy, klisze, płycizna.

Aktorstwo:
Dux w swojej recenzji rozpływa się nad aktorstwem. Ja chyba widziałem inny film- pomijając dramatycznie niski poziom kwestii dialogowych (co już wyżej wypomniałem scenarzyście), z przykrością muszę stwierdzić, że w bardzo dużej części wypowiadane są one sztywno i nieprzekonywująco. O ile sceny, gdzie aktorzy stoją twarzą w twarz jeszcze ujdą, to te najważniejsze pomiędzy EMO a Sylwią za pośrednictwem komputera, definiujące motywację bohatera w kolejnych scenach, drażnią czerstwością, sztywnością i ogólnie poziomem sitcomowym (widać, że aktorzy nie potrafią rozmawiać z komputerm i udawać, że ma miejsce jakaś wirtualna rozmowa). Nie wiem jaką miarą mierzycie jakość aktorstwa w "Sali samobójców", ale ja przyrównuję ją do obrazów takich jak "Co gryzie Gilberta Grape'a", "American Hiostry X oraz "Chłopięcy świat". W nich również widzimy młodych aktorów, którzy jednak wypadają w swoich rolach nieporównywalnie lepiej (a raczej doskonale niezależnie do kogo ich nie porównamy) od performance'u naszych rodzimych filmograjków.

Z plusów najnowszego dzieła polskiej kinematografii mogę wymienić całkiem przywoite zdjęcia (czyste, doświetlone), choć też bez jakiegoś polotu i świeżości. Dźwięk również na dobrym poziomie (nie wiem czy w końcu zastosowano postsynchrony), choć czasami rozjeżdża się wyraźnie z obrazem (poczatkowa scena w operze, gdzie ruch ust wokalisty na scenie nie zgadza sie z dźwiękiem).

Krótko podsumowując całość, można stwierdzić, że film nie mówi niczego, czego ludzie już by nie wiedzieli po przeczytaniu poruszających i opiniotwórczych artykułów z "wirtualnej polski", pudelka, czy innego poważanego serwisu. Dowiadujemy się, że:
1. emo są smutni, płaczą, mają skłonności depresyjne i samobójcze, tną sobie ręce,
2. rodzice nie rozmawiają ze swoimi dziećmi, a zamiast tego dają im pieniądze,
3. dzisiejsza młodzież spędza godziny w internecie na serwisach społecznościowych i grach MMORPG, tracąc kontakt ze światem realnym,
4. presja otoczenia i szyderstwo w internecie potrafi doprowadzić do tragedii,
5. rodzice powinni kontrolować treści jakie ich dzieci oglądają w internecie.
Tak jak wcześniej już napisałem: płycizna, brak głębszej analizy tematu, próby dowiedzenie się i pokazania czegoś, o czym wszyscy już nie wiedzą, spojrzenia na temat z jakiejś nowej perspektywy.

Moja ocena: 2/10 (1 za dźwięk, 0.5 za obraz oraz 0.5 za ukazanie problemu braku dialogu rodziców z dziećmi).

P.S.1. Odnoszę wrażenie, że "Sala samobójców" miała być czymś w rodzaju polskiego "Requiem for a dream". Też mieliśmy obserwować powolną drogę bohatera do nieuniknionej tragedii, też miał być ten przytłaczający klimat, bohaterami też są nastolatkowie, a narkotyki i wszelkie używki zastąpione zostają depresją i emo-subkulturą. Dziwi mnie najbardziej, że wiele osób z tego forum niepochlebnie wyraża się na temat RFAD, piętnując zbytnie popuszczenie wodzy fantazji przez Aronofsky'iego, efekciarstwo i nikłą wartość merytoryczną (kompletnie się z tymi ocenami nie zgadzam- wizja reżysera jest jego wizją i ma do niej pełne prawo o ile nie robi dokumentu, a RFAD nim nie jest, zaś cała reszta wg mnie jest doskonale wyważona), zaś "Sala samobójców" uznawana jest za dzieło conajmniej bardzo dobre (oceny od 8/10 wzwyż). W polskim tworze nie odnajduję, ani tak sugestywnych zdjęć, ani przejmującej muzyki, ani fabularnego ciężaru popartego świetnym aktorstwem i bezpardonową, niecofającą się przed niczym realizacją.

P.S.2. Jak już wspomniał Great Gonzo, czekam aż na youtube pojawi się zdubbingowana scena urywania od internetu.

Odpowiedz
#19
Nie wiem od czego zacząć. Czuję się jak wygłodniały bezpański kot który za winklem natrafił przypadkiem stół zastawiony na bankiet wędkarzy : szczęśliwa i oszołomiona. Jestem w stanie powiedzieć z pełną szczerością, że to najlepszy polski film jaki widziałam. Za tą oceną nie stoi fascynacja Internetem, nie utożsamiam się z Dominikiem, nie robią na mnie wrażenia wynurzenia Sylwii. To po prostu świetnie zrobiony, prawdziwy, pełnokrwisty film fabularny i zaprzeczyć temu się po prostu nie da. To tak jakby na tego bezpańskiego kotka z zapadniętym brzuszkiem wcinającego nóżki w galarecie patrzył spasiony jamnik – nie widzi, co jest na stole ale mędzi z dołu, że na pewno niedobre.

Geniusz „Sali samobójców” polega na tym przerobionym od czasów greckiej tragedii pojęciu winy niezawinionej. Na tym polega siła i dojrzałość Komasy – w jego filmie nie ma złych ludzi. Czy zamożni rodzice Dominika chcą wyprać go z wrażliwości i dojrzałości wysyłając go do upiornej bananowej szkoły skąd odwozi go szofer? Czy kupując mu gadżety życzą mu samozniszczenia? Nie, oni nawet nie są świadomi co się robi Internecie ( „co ty tam robisz? Zbierasz jakieś punkty?” pyta tata Dominika po drastycznej scenie odłączenia kabla od routera), pewnie ulegli namowom siedmiolatka, który prosił o „komputer do nauki”. Czy Dominik jest zły? Niestety nie. Jest całkowicie przeciętny. Michał Walkiewicz twierdzi w swojej recenzji, że go nie zna. Tak się mu tylko zdaje – „dzieci neo” ( czyli ci którzy nie łączyli się nigdy z Internetem przez modem bo od zawsze mają stałe łącze w domu) to wszyscy nastolatkowie – licealiści, gimnazjaliści, dzieciaki z podstawówek. Bez zastanowienia wyciągają komórkę by kręcić filmiki, bez zastanowienia wrzucają je do sieci, klikają co popadnie, są zdystansowani i wszechmocni w swym mniemaniu. Czy Sylwia jest zła? Ostatnia scena filmu każe lekko potrząsnąć głową. (gromkie brawa dla Romy Gąsiorowskiej, kobiety o hipnotyzującym głosie) . Czy Internet jest zły?

Geniusz „Sali Samobójców” tkwi w doskonale napisanych dialogach i świetnym, imponująco świadomym, hipnotyzującym, oszczędnym aktorstwie (w tym momencie gromki aplauz dla Kuleszy i Pieczyńskiego). Michał Walkiewicz, napisał o nich „obłudni”. Nie zgodzę się, by spłaszczać te mistrzowskie kreacje takim słowem. To prawdziwi, pełnokrwiści ludzie. Twarda, zmęczona i przestraszona życiem matka Dominika raz po raz wybucha neurotycznie przekleństwami. Jest bardzo przekonująca, współczujemy jej bólu, rozumiemy ją całkowicie, nawet jak wyrzuca za drzwi panią psychiatrę ( warto wspomnieć o fantastycznej roli Preis). Wszystkie te drobne codzienne wtrącenia uszczelniają dialogi, tworzą piękną taflę po której bez zgrzytu i oporu suniemy przez cały film. Chociaż przyznać muszę, że tempo zwalnia znacznie po „słoniowym” spacerze pistoletem po szkole. Ale zdjęcia są niezmienne przepiękne. Brawa dla Radosława Ładczuka!

Zygmunt Freud napisał „dzieci nie są złośliwe, są złe”. Dzieci Komasy są przy tym i przerażające - młodzież z laptopami za kilka tysięcy w szkole, wychodząca trakcie lekcji z telefonem, judo, hiszpański, kiecki od projektantów, na pewno na drugie śniadanie mają sushi. Są takie szkoły, są takie dzieci, reżyser przedstawił je mistrzowsko, oszczędnie, ze zrozumieniem. Scena pocałunku to najlepsza, najbardziej wiarygodna scena „imprezy” jaką widziałam w kinematografii polskiej. Za to gromkie brawa dla scenarzysty i reżysera Jana Komasy!

W różnych wypowiedziach spotykam się ze zdaniem, że Dominik to „wrażliwy” chłopak. Tak powiedzieć mogą tylko degeneraci – on jest histerykiem, nie ma szacunku do ludzi (tu akurat winę ponoszą rodzice traktując pracującą u siebie Ukrainkę jak półczłowieka) , jest przeraźliwie niedojrzały a wręcz „niedorozwinięty” ( kto zaczepia grupkę pięciu dresów autobusie za „muzę z koma” nie jest w pełni sił umysłowych). Ale nie „wrażliwy” ! Złośliwości na portalu społecznościowym to prawdopodobnie najsilniejsza przemoc z jaką został skonfrontowany. Nie warto się rozwodzić nad tym, czy to gej czy nie, czy emo czy nie – kreacja Gierszała jest na to zbyt głęboka. To dlatego czujemy ten przeszywający chłód gdy jego awatar przemawia głosem matki i mówi, że Dominik nie żyje. Lubimy go. Tego zepsutego, egoistycznego snoba. Z bijącym sercem liczymy ile pastylek połyka. Trzymamy kciuki, by udało mu się zwymiotować tabletki. A gdy w ostatniej scenie filmu widzimy grafomańską poezje i „znicze” ( [*] [*]) w komentarzach pod filmem z jego śmiercią trudno nam wziąć wdech. Za to gromkie brawa dla Kuby Gierszała!

Byłam wygłodniałym kotem i teraz grozi mi śmierć z przejedzenia. Nomen omen samobójcza. Tyle wspaniałości na raz nie oczekiwałam, a nie o wszystkich tu wspomniałąm. Zdjęcia. Muzyka. Animacja komputerowa. Wszystkim jamnikom co jeszcze nie widziały tego filmu współczuję i polecam. W stanie odurzenia rozkoszą miauknę po raz drugi – najlepszy polski film.

Odpowiedz
#20
Początkowo podchodziłem do tego jak pies do jeża. Ot kolejny nudny polski artystyczny film zrobiony za nasze pieniądze. Ale idąc do kina w towarzystwie kolegów pomyślałem, że może rzeczywiście to będzie bardzo dobry film. Niestety, myliłem się.
Na początku przerywniki z opery - z początku myślałem, że sceny z ministerstwa to nie przypadkiem "Czarny Czwartek", a praca mamy to opowieść o złej szefowej ciskającej biedną pracownicę przemysłu mody czy cuś takiego.
Dominika nie daje się polubić. Rozpieszczony dzieciak, którego wożą do domciu samochodzikiem. Szczerze chciałem, żeby w końcu się zabił lub dostał ten szlaban na neta. I gdzie ma tą najładniejszą dziewczynę jak pisał dystrybutor w opisie? To było ledwo dopowiedziane (jakaś mu się tam pląsała.). I czemu uczy się w supermarkecie (no ale jest bogaty i może uczy się w jakimś hiper najlepszym ogólniaku? nie wiem.) Dobrze, że w tym autobusie nie natrafił się na dresów, bo by odrazu dostał wciry(w sumie tylko potargali włosy i drasnęli go pod okiem).
Sceny animowane są najlepsze w tym filmie. Można się czepiać, ze wyglądają jak z pierwszych Tekkenów, jednak realizacyjnie wypadają dobrze.
Do aktorstwa tez nie można się przyczepić. Kulesza i Pieczyński dobrze zagrali, i gdyby Gierszał nie przesadzał z tymi napadami złości budzącymi szczery śmiech z zażenowaniem. Scen z walką z psychiatrami i odcinaniem internetu przez litość nie wspomnę. Przez chwilę myślałem, że ten psychiatra mógł zalogować się na salę samobójców, by dorwać Dominika. A czy ta psycholog jak miała przed sobą bohatera nie mogła go wyszarpać? Tak się pytam.
O co chodziło z tym pistoletem? I czemu ojciec pozwolił, by można było otworzyć i wziąć broń ot tak sobie? I mam jedno pytanie. Skoro matka Dominika weszła jego avatarem do sali samobojców to skąd znała nick i hasło? Zwłaszcza, że nick to była kombinacja wykrzykników i pomieszanych wielkością liter? Nie logiczniej byłoby, gdyby pojawiła się ona jako nowy avatar?
Szkoda, bo w sumie film miał potencjał.
2/10

Odpowiedz

Digg   Delicious   Reddit   Facebook   Twitter   StumbleUpon  








Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości