Sala Samobójców
#21
OGPUEE napisał(a):Przez chwilę myślałem, że ten psychiatra mógł zalogować się na salę samobójców, by dorwać Dominika. A czy ta psycholog jak miała przed sobą bohatera nie mogła go wyszarpać? Tak się pytam.

A skąd miał wiedzieć o Sali Samobójców?

OGPUEE napisał(a):O co chodziło z tym pistoletem? I czemu ojciec pozwolił, by można było otworzyć i wziąć broń ot tak sobie? I mam jedno pytanie. Skoro matka Dominika weszła jego avatarem do sali samobojców to skąd znała nick i hasło? Zwłaszcza, że nick to była kombinacja wykrzykników i pomieszanych wielkością liter? Nie logiczniej byłoby, gdyby pojawiła się ona jako nowy avatar?
Szkoda, bo w sumie film miał potencjał.
2/10

Jak to o co chodziło? Oglądałeś w ogóle ten film?

Hasło mogło być zapamiętane. A o broni nie pamiętam za bardzo, ale może ojciec myślał, że Dominik nie wie o broni? Nie pamiętam, czy tam nie było jakiegoś szyfru, bo jak był, to mogła być np. data urodzin albo coś takiego.

Film miał potencjał i całkiem nieźle go wykorzystał.

Odpowiedz
#22
Cytat:Jak to o co chodziło? Oglądałeś w ogóle ten film?

Hasło mogło być zapamiętane. A o broni nie pamiętam za bardzo, ale może ojciec myślał, że Dominik nie wie o broni? Nie pamiętam, czy tam nie było jakiegoś szyfru, bo jak był, to mogła być np. data urodzin albo coś takiego.

Tak. Oglądałem ten film. Specjalnie ruszyłem się do kina :mrgreen:.

Tyle, że rodzice raczej nie mieli dostępu do lapka, a Dominik nie był chyba jeszcze tak głupi, by gdzieś zostawiać na wierzchu hasło i nick lub dawać banalnie proste.

Co do ojca i guna - skoro myślał, że syn nie miał tej wiedzy mógł jakoś lepiej ukryć pistolet. A kluczyk do kuferka mieć przy sobie (wiadomo co może strzelić do łba nastolatkowi). Nie przypominam też sobie, żeby wyciągnął broń w szkole i pogroził Alexowi...

Odpowiedz
#23
Tak sobie teraz czytam ten temat i przypomniała mi się scena, w której Dominik, na pytanie matki ~ Powiedz mi, czego chcesz, o co naprawdę chodzi, odpowiada ~ Chcę, żebyś cierpiała, tak jak jeszcze nigdy w życiu nie cierpiałaś.

Jedna z mocniejszych dla mnie scen w filmie. Co musi siedzieć w głowie osoby, która w taki sposób odpowiada?

Odpowiedz
#24
Jeżeli ta scena ma porządne uzasadnienie to ok, ale tak na sucho ten dialog brzmi sztucznie i nieprawdopodobnie.

Odpowiedz
#25
[quote="OGPUEE"]
Cytat:Co do ojca i guna - skoro myślał, że syn nie miał tej wiedzy mógł jakoś lepiej ukryć pistolet. A kluczyk do kuferka mieć przy sobie (wiadomo co może strzelić do łba nastolatkowi). Nie przypominam też sobie, żeby wyciągnął broń w szkole i pogroził Alexowi...

Już jak wracali ze szkoły, to Dominik wahał się, miał pistolet w kieszeni, ale ostatecznie zrezygnował.

Odpowiedz
#26
simek napisał(a):Jeżeli ta scena ma porządne uzasadnienie to ok, ale tak na sucho ten dialog brzmi sztucznie i nieprawdopodobnie.

Ta scena jest właśnie taka, jak wygląda na papierze. Zresztą tak samo jak cała reszta wybuchów oraz żali głównego bohatera i innych zbuntowanych nastolatków z Sali Samobójców. Wszelkie jazdy Dominika to jakieś dramaty niedorozwiniętego szczyla, a reżyser przez cały seans próbuje nam wmówić, że jest w tym jakaś tragedia. Jedyny dramat tej historii jest taki, że bohater był rozpuszczonym gnojem, który stworzył sobie problemy we własnym, niedorozwiniętym łbie, a jego rodzice, widząc te fanaberie, głaszczą go po głowie zamiast wsadzić do psychiatryka na parę tygodni (tak, tak, był pełnoletni, co nie zmienia faktu, że wpływowy tatuś mógłby pogadać z odpowiednimi osobami i chłopak wylądowałby na oddziale zamkniętym jako osoba stwarzająca zagrożenie dla innych i siebie), albo zwyczajnie odciąć go od kasy, internetu i wszelkich rozrywek, a do szkoły prowadzać na smyczy trzymanej przez wynajętego ochroniarza. Krótko mówiąc rodzice byli taki samymi łajzami jak ich synek i to jest tragedia tego filmu, ale dotykająca widza, bo przez cały seans musi oglądać wyczyny jednych z najbardziej irytujących swą głupotą postaci, z jakimi się zetknąłem w swoim życiu.

Odpowiedz
#27
Guzeppe, twoje wpisy powodują, że aż chcę obejrzeć to przełomowe dzieło polskiego kina moralnego niepokoju :)

Odpowiedz
#28
Hehe, no po takim opisie film trafia do szufladki pt. "tak głupie, że aż fajnie będzie obejrzeć i przekonać się czy reżyser naprawdę myślał, że kręci poważny film"

Odpowiedz
#29
Nie ma to jak wrzucić film do szufladki nie oglądając go, w dodatku na podstawie jednego opisu :roll:
"to że gej sobie nie może wziąć ślubu to jest sprawa kościoła" - vast

Odpowiedz
#30
Wiem, wiem, przecież się zgrywam... chociaż tylko trochę - trailer, wypowiedzi reżysera, wszystkie recenzje i opisy, historia naszego kina świadczą o tym że to będzie kupa. Jak film okaże się zajebisty to oczywiście jak najszybciej posypię głowę popiołem, bardzo chciałbym, żeby tak się stało, ale cudów nie ma i z beznadziejnie wyglądającej historii, żenujących dialogów, które widziałem i śmieszno-głupiego trailera po prostu nie moze wyjść coś dobrego.

Odpowiedz
#31
Simek > w sumie większość akcji w filmie przed tą sceną uzasadnia ją :wink:

Odpowiedz
#32
Simek - myślałem podobnie, bo rzeczywiście zwiastuny prezentują denny poziom, ale efekt końcowy mnie zaskoczył. I naprawdę warto ten film obejrzeć bez negatywnego nastawienia, po prostu dać mu szansę.
A sama scena wypada o wiele lepiej w filmie, niż w zwiastunie.
"to że gej sobie nie może wziąć ślubu to jest sprawa kościoła" - vast

Odpowiedz
#33
Gdzieś w połowie drogi pomiędzy gniotem a arcydziełem.

Chociaż nie, z tym arcydziełem to trochę przesadziłem. A bardzo dobrym filmem, tak będzie lepiej. Bo momentami Komasa pokazuje, jak dobrym jest reżyserem. Szkoda, że tylko momentami, a większość filmu jest tak...nieprzystająca poziomem do tych momentów.

Pierwsze, co diametralnie zaniża ocenę "Sali..." to namolność reżysera. Janek stara się mi wmówić, jaki to ja poważny, superdramat fatalistyczny oglądam. Cóż, dramatem tego filmu bym nie nazwał. Już prędzej tragikomedią. No bo jak ma się odnieść do głównego bohatera, który przez większą część czasu zachowuje się jak niedorozwój? Jak mam się odnieść do tego do bólu karykaturalnego obrazu szkoły?

Ale przede wszystkim, co mam sądzić o facecie, który w swoim własnym filmie, który zdaje się, miał być poważnym filmem dla dorosłych, umieszcza sekwencje animowane, które wnoszą do historii jedynie to, że są? Okej, rozumiem, chcieli pokazać uzależnienie Dominika od wirtualnego świata. Ale, dziewczęta i chłopcy, są na to bardziej subtelne i wyrachowane, a przy tym dające większe poczucie realizmu, sposoby! Ale Komasa uparł się a nowatorstwo. Swoją drogą, animacja w połączeniu z filmem to żadne nowatorstwo, a już w tym konkretnym przypadku, zahacza o partactwo i chęć zarżnięcia tandetnymi obrazkami własnego filmu.

Kolejna wada filmu Komasy to mnogość tematów, które chciał poruszyć. To się nazywa chyba sraczką pomysłów. Radośnie wrzucając do swojego filmu wszystkie tematy na czasie, tj. uzależnienie od internetu, brak zrozumienia z rodzicami, ochlejstwo i rozwiązłość nastolatków, a także odkrywanie własnej seksualności i nie radzenie sobie z własnym, przerośniętym ego, Komasa chyba nie zauważył, że to wszystko razem nie nadaje się to jednego gara. Albo robimy film o konkretach, albo o wszystkim. A jak o wszystkim, to wychodzi o niczym i to właśnie spotkało "Salę samobójców".

Następne, co denerwuje, ale co chyba trudno uznać akurat za wadę czysto filmową, to zachowania bohaterów. Rodzice to dwa tępe łby - niech psychiatra przepisze tabletki i będzie git, a jak nie, to niech wypier dala (dosłownie). Mógłbym im poukręcać karki za brak zdecdyowania wobec własnego dziecka - miotają się, nie wiedzą co robić, aż w końcu wszystko się kumuluje i przechodzą do działania. A w zasadzie tylko ojciec, bo matka od początku do końca jest zaślepiona, nie wiadomo do końca czym. Miłością do dziecka, pracą, czy może młodym współpracownikiem? Następna w kolejce Sylwia - jedna z tych postaci, na których pojawienie czeka się najbardziej. I to jest najlepsza postać w filmie. Co z tego jednak, jak nijak nie idzie dziewczyny polubić, czy przejąć się jej losem - chce się zabić, okej. Ale po co wciąga w to innych, a już w szczegolności, po co wciąga w to młodego chłopaka, który najwyraźniej nie ma równo pod sufitem? Sylwia, zrób se headshota, połknij tabletki, czy co tam jeszcze. Ale odpier dol się od ludzi, którzy mają ochotę żyć.

Ale najgorszy z nich wszystkich jest główny bohater, Dominik. W jednej ze scen matka krzyczy na niego, że poprzewracało mu się w dupie. I to chyba jedyna kwestia, w której mogłem się z nią zgodzić. Chłopakowi po prostu nudzi się dotychczasowe życie, więc postanawia zrobić z siebie wielką ofiarę, bo koledzy w szkole się naśmiewają. A, walnę se grzywkę na czarno, umaluję oczy i będe cool. W swej buntowniczej postawie, Dominik niestety, nie przykuł nawet na moment mojej uwagi. Szczerze mówiąc, miałem głęboko w dupie rozpuszczonego bachora, który najwyraźniej uwielbia rozdmuchiwać problemy do ogromnych rozmiarów, a potem płacze, że nikt go nie rozumie, a jedyną ucieczką przed światem jest zaszycie się w swoim pokoju. Sorry, chłopie - tobie by się przydał porządny wpier dol (porządny, a nie te dwa siniaki po bitce w autobusie), albo miesiąc w zakładzie zamkniętym.

No dobra, teraz czas na kilka plusów.

Przede wszystkim, aktorstwo. Oprócz szkolnych kolegów Dominika, wszyscy grają na naprawdę wysokim poziomie, z młodym Gierszałem na czele. Ale ze wszystkich grajków, z pewnościa największą klasę pokazuje Krzysztof Pieczyński. Ojciec w jego wykonaniu jest po prostu bezbłędny. Szkoda, że błędy scenariuszowe nie dały facetowi jeszcze bardziej rozwinąć skrzydeł. Tak samo, jak Agacie Kuleszy.
Warto też wspomnieć o bardzo dobrych zdjęciach, szczególnie podobał mi się ten myk - główni bohaterowie sceny na pierwszym planie, a tło gdzieś tam niewidoczne i rozmazane, mistrzowskie rozwiązanie techniczne i merytoryczne.

Podsumowując, "Sala samobójców" to średni film, miejscami balansujący na granicy gniota (dosłownie wszystkie sceny z udziałem kolegów Dominika, scena z całowaniem pomnika, po której miałem ochotę wyjść z kina, bo była tak szczeniacka i nieprzemyślana, niemal wszystkie sekwencje animowane), a miejscami zahaczający o półkę z filmami najwyższej klasy (scena odcięcia od internetu, scena z panią psychiatrą, końcówka, choć tutaj reżyser przeszarżował i postawił na tanie szokowanie). Jak na polskie warunki, znakomity technicznie. No i...rzadko jaki polski film wywołuje takie emocje. Z Komasy jeszcze będą ludzie, zobaczycie.

5/10

Odpowiedz
#34
Guzeppe > do Twojej opinii nie będę się ustosunkowywał, bo musiałbym prawie do każdego zdania a nie mam czasu. Napiszę tylko tyle, że wg mnie, nie zrozumiałeś przesłania filmu - Dominik, jego zachowanie, zachowanie osób dookoła niego to efekt tego o czym opowiada film, skutek. Wiadomo, Dominik jest głównym bohaterem, ale jest jeszcze coś takiego jak motyw filmu, temat.

Nawrocki > Znam gości podobnych do Dominika. Znam to za dużo powiedziane, widziałem i nie uważam, że są niedorozwojami. Chyba przesadziłeś. Dalej, sam chodziłem do podobnej szkoły, więc takie szkoły istnieją. Argumentu z wrzuceniem do poważnego filmu animacji nie rozumiem. Nie dość, że dawała odetchnąć (jestem ciekawy co byś napisał o filmie, który przez większość czasu ma ciężki klimat) to jak na nasze realia uważam ją za całkiem dobrą. Jakimi 'lepszymi' wg Ciebie sposobami mógł reżyser pokazać wirtualny świat. Wizualnie, wirtualna sala samobójców wciągała i taki był pewnie jedno z założeń.

Co do mnogości tematów to... jest to ciekawa kwestia. Zgodzę się, jest ich trochę dużo, ale wszystkie lawirują wokół siebie, zazębiają się. Gdyby to były odległe orbity, film nie trzymałby się kupy. Już pisałem to na początku tego tematu, ale wg mnie motywami/tematami tego filmu nie są uzależnienie od Internetu (proszę Cię, wirtualny świat czy second life służą tylko i wyłącznie motywowi) ani chlanie młodzieży (jedna scena w filmie wystarczy Ci do tego, żeby nazywać coś motywem?). Wg mnie motywem/temate tego filmu jest odnajdywanie samego siebie, dojrzewanie, poszukiwanie swojego ja. Temat uniwersalny i wyświechtany, o ile nie podejdzie się do niego w nowatorski sposób, co udało się wg mnie J. Komasie. Ileż to filmów powstało o jednostkach nieprzystosowanych do świata, próbujących odnaleźć cel, miłość sens w życiu a przede wszystkim samego siebie. Nowatorstwo Komasy to właśnie potraktowanie tego motywu współcześnie, stąd głównym medium jest Internet, stąd uzależniający drugi świat.

Problemy z rodzicami? Zawsze były i będą, również w kinie. Poza tym przerośnięte ego może być tutaj co najwyżej cechą bohatera a nie motywem filmu. Trochę zamieszałeś z tymi motywami. Akurat mam w tym momencie styczność z kilkoma osobami, które będą podchodziły do matury. Nie wiedzą co wybrać za studia, uczą się bo jest 'hype' na maturę na ilość punktów, a jak jest weekend to tylko czekają do imprezy, domówki, wyjścia, żeby się odstresować. Fotki na facebooku, naszej klasie, filmiki, komentarze, niektórzy tym żyją, to dla nich cały 'drugi świat'. Nikt ich nie chwali, każdy jest zajęty sobą, więc komentarz jest albo wielkim komplementem albo wielkim powodem przykrości. Przecież dużo łatwiej usiąść i coś napisać niż powiedzieć komuś prosto w twarz. Może i Dominikowi przydałby się wpie*dol ale sęk w tym, że nikt nie zauważył, żeby mu się przydał. Matka pochłonięta karierą, ojciec pochłonięty polityką do tego stopnia, że nosi broń. Niby rodzina a znają się powierzchownie. Jest scena, w której zapytani o ulubione rzeczy Dominika nie potrafią nic odpowiedzieć. Poza tym, nie wiem czy wpie*dol jest dobrym lekarstwem na depresję, którą najprawdopodobniej przechodzi Dominik, nie dam sobie ręki uciąć, nie jestem psychologiem, ale wszystko na to wskazuje.

Ja przez 3/4 filmu nie lubiłem Dominika, nadęty bufon, który miał wszystko co chciał i w dupie mu się poprzewracało. Tylko tu chodzi o to 'wszystko' . Co naprawdę miał? Rodziców, którzy nie poświęcali mu czasu (wyjścia do opery, które chyba były bardziej na pokaz, nie załatwią sprawy)? Gość jest samotny i zagubiony. Z kolei Sylwia to był dla mnie wąż całej tej opowieści. Kusiła go przez cały czas, mamiła a tak naprawdę chodziło jej o tabsy (nie wiem czy dobrze zrozumiałem, ale czy ona nie chciała dzięki tym tabsom popełnić zbiorówki?). W ogóle nie byłem przejęty jej losem, za to pod koniec byłem przejęty losem Dominika, chciałem, żeby mu się udało, bo mimo iż był niedojrzałym dupkiem to tliły się w nim pokłady normalności, której nie miał skąd się nauczyć. Emo to chyba tylko dlatego, że film był kręcony w czasie, kiedy emo było popularne, nie doszukiwałbym się w tym większej ideologii. Z resztą Dominik pasuje jak ulał do tej subkultury.

Kończąc, też uważam że z Komasy będą ludzie a scena całowania pomnika idealnie manifestowała potrzebę wyrzucenia z siebie wszystkiego, co było skumulowane w Dominiku.

Odpowiedz
#35
kormaciek napisał(a):Emo to chyba tylko dlatego, że film był kręcony w czasie, kiedy emo było popularne
Tzn kiedy kręcili ten film, 6 lat temu?

Odpowiedz
#36
6 lat temu to chyba się rozwinęła ta subkultura (u nas). Biorąc pod uwagę fakt, że trzeba najpierw napisać scenariusz, sama animacja powstawała rok, chociaż ona mogła powstawać równolegle, potem post, to wydaje mi się, że kręcenie przypadło na czas emo lub początek końca tej subkultury. Teraz to już więcej hipsterów, fakt. O nich też pewnie będzie za parę lat film.

Odpowiedz
#37
kormaciek szkoda, że nie masz czasu na ustosunkowanie się do mojej wypowiedzi i jedyne, co możesz stwierdzić, to że nie zrozumiałem filmu. Trochę zaskakujące, skoro w swojej dalszej wypowiedzi wszystkie elementy obrazu, do których się odnosisz zostały przeze mnie wymienione.

Ja mam czas, dlatego z wielką chęcią skomentuję każdy Twój argument udowadniając moją rację (bynajmniej nie "najmojszą"), że ten film to śmierdząca kupa przez wielkie G.

Cytat:Znam gości podobnych do Dominika. Znam to za dużo powiedziane, widziałem i nie uważam, że są niedorozwojami.
Ja też ich widziałem- czarna grzywka na oczach i paznokcie tego samego koloru, trampki w kratkę, czubki butów skierowane do środka, a do tego ubrania, które często kosztują równowartość "średniej krajowej". Mam ich żal i smutek traktować poważnie? Czy raczej sądzić, że to szczeniacka poza ludzi, którzy nie mogąc się odnaleźć w innych subkulturach, starają się zwrócić na siebie uwagę w jakiś inny sposób (czyli: "patrzcie jaki jestem biedny, użalajcie się nade mną")?

----------------------------------------------------
Cytat:Co do mnogości tematów to... jest to ciekawa kwestia. Zgodzę się, jest ich trochę dużo, ale wszystkie lawirują wokół siebie, zazębiają się. Gdyby to były odległe orbity, film nie trzymałby się kupy. [...] Wg mnie motywem/temate tego filmu jest odnajdywanie samego siebie, dojrzewanie, poszukiwanie swojego ja.
Trzymają się kupy? Poszukiwanie swojego "ja". Kpisz? Jeszcze raz streszczę założenie fabularne filmu:
Dominik to lubiany chłopak w szkole (co ukazuje impreza, na której wszyscy świetnie się bawią), choć zdarzają się normalne starcia (oberwał deskorolką). Zapracowani rodzice nie poświęcają mu swojej uwagi, skupiając się na karierze i pieniądzach. Chłopak ma problemy z określeniem swojej seksualności, jednak zaczyna mu to doskwierać, dopiero gdy koledzy wyszydzają "całusa" i niekontrolowany strzał z judo na facebooku. Robi z tego przedstawienie, aby przyciągnąć uwagę rodziców odstawiając szopkę przed nimi, ministrem i jego córką. Nikt nie traktuje jego buntu poważnie, więc szuka wsparcia w internecie. Spotyka Sylwię, która zaprasza go do Sali Samobójców, gdzie dzieci bawią się w planowanie samobójstwa, którego nikt w rzeczywsitośći nie chce popełnić, a jest jedynie kolejnym krzykiem o zwrócenie na siebie uwagi. Domiś jednak z mało klarownych powodów (w końcu rodzice zwrócili na niego uwagę, zdobył to, o co tak ciężko walczył) targa się na swoje życie.

Czego nie zrozumiałem? Gdzie Dominik szuka swojego ja? Demolując pokój poduszkami i wrzeszcząc jak dziecko? Ostentacyjnie "liżąc się" z pomnikiem? Przecież on nie miał problemu, nie miał depresji. Depresja to stan załamania nerwowego, gdy traci się poczucie sensu istnienia. Dominik nie miał problemu z seksualnością- on miał wątpliwości, a drażniły go wpisy na facebooku. Chciał zwrócić na siebie uwagę rodziców, ale robił to w sposób dziecinny wykorzystując swoją nowo odkrytą "słabość". Normalnie ludzie w takiej chwili, gdy są zaskoczeni, zszokowani takim odkryciem, wstydzą się go, chowają głęboko w sobie, analizują, zastanawiają dniami i nocami, a nie afiszują na lewo i prawo. Domiś strzelił durnego focha, którego wszyscy prawidłowo zignorowali, malował oczka i wpasował się w subkulturę, która usprawiedliwiała płaczliwość i błagalną, poniżającą w swej formie prośbę o poświęcenie uwagi.
Określenie orientacji, uzależnienie od internetu, depresja nie miały pokrycia w scenach z filmu. To były preteksty do focha, a raczej FOCHA. Dominik nie szukał informacji o gejach i hetero, nie rozmawiał z kumplami (nie wiem czy miał, czy nie miał- nie było tego w fimie, nikt nie pokazał próby rozmowy o tym z kimś zaufanym), nie oglądał gejowskich pornosów, ani nic takiego. Nie robił w tym kierunku NIC.
Dominik nie był uzależniony od internetu. Zamknięcie sie w pokoju i siedzenie przed komputerem było tylko kolejnym poziomem focha. Wcześniej nie był uzależniony. Po prostu stwierdził pewnego dnia, że od teraz nie chodzi do szkoły, zamknie się w pokoju i całymi dniami będzie siedzieć w internecie. To nie jest uzależnienie. To jest kolejna poza.
Depresja? Ja tam widzę miotanie się dziecka, które w swej bezsilności tłucze zabawką o ziemię.

---------------------------------------
Cytat:Problemy z rodzicami? [...]
Jak już wcześniej napisałem, jest to jedyny w miarę rozwinięty temat w tym filmie. Rodzice zaniedbują dziecko, wynajmują mu w zamian szofera, dają pieniądze, posyłają do najlepszej szkoły. Punkt początkowy jest w miarę realny i można w niego uwierzyć. Jednak później głupoty pietrzą sie w zastraszającym tempie. Reżyser (czy też scenarzysta) zamiast stworzyć dramat pokazując, że w chwili buntu synka, nie radzą sobie oni w żaden rozsądny sposób, to pokazuje nam parę głupców, którzy robią wszystko na opak. Nie chcą profesjonalnej pomocy psychiatry. Chcą tabletek. Dzieciak pociął sobie ręce? To nic, wstawiają tabletki do lodówki. Rodzice są po prostu niepoważni. Tak samo jak ich synek "fochmajster".


Teraz moje pytanie na koniec, które podsumuje to wszystko:
Jak mam traktować problemy bohaterów poważnie skoro wszyscy oni są niepoważni? Rodzice durnie do kwadratu. Domiś, który strzela fochy, nie mając żadnych konkretnych problemów. Sylwia, to dziecko neostrady, które chce zwrócić na siebie uwagę, głosząc, że chce się zabić i nakłaniając do tego innych. Kto jest na tyle poważnym bohaterem, z poważnymi problemami, że mam się nimi przejąć?
Film o problemach młodego człowieka? American History X. Daniel (Furlong) stracił ojca, a jedynym wzorem mężczyzny jest jego brat-skinhead, który na jego oczach zabił w brutalny sposób czarnoskórego złodziejaszka. Wychowywany przez tę samą frakcję, której ideologia doprowadziła jego brata za kratki, upewniany jest w przekonaniu, że kolor skóry decyduje o wartości człowieka, szprycowany na codzień chorym światopoglądem. Mimo to, poddaje całą tę ideologię w wątpliwość. Szuka odpowiedzi, szuka drogi w życiu, szuka siebie. Ten chłopak ma problemy, które ja rozumiem, które są coś warte, z którymi nie radzą sobie nawet dorośli. Nie strzela fochów. Zamiast tego szuka...

Skonfrontujmy go z Dominikiem? Czy Dominik czgoś szukał? Czy poddawał coś w wątpliwość? Czy starał sie zrozumieć? Nie, on strzelił focha. "Sala samobójców" jest o strzelaniu focha i rodzicach, którzy z tym fochem nie potrafią sobie poradzić.

Odpowiedz
#38
Na stronę z tym! <ok>
Postępować należy tak, aby niczego nie robić, a wtedy panować będzie ład.
--
Laozi

Odpowiedz
#39
Ja dodam jeszcze przezabawną scenę:

Psychiatra: Państwa syn próbował się zabić. Będzie potrzebował długiej terapii.
Któreś z rodziców: Jak to długiej? PRZECIEŻ ON MA MATURĘ!

No comment.

A więcej o filmie napiszę, jak będę miał trochę czasu. W skrócie: nie uważam go za G., doceniam świetne wykonanie, pomysłową końcówkę i grę Gierszała. Za to głupota filmowych rodziców i ogólna wymoczkowatość Dominika strasznie psuje dobre wrażenie.

Odpowiedz
#40
Kupsztal. Ekranowa rzeczywistość tak absurdalnie przerysowana, że wszystkie polskie telenowele razem wzięte nie mogą się z nią równać. Przyznaję, do momentu lekcji judo na której kolega kolanem doprowadził Dominika do orgazmu było to nawet zabawne, ale później robi się śmiertelnie poważnie, a ja za cholerę nie wiem o co temu chłopakowi chodzi. Przecież wrócił do szkoły i nic się nie stało! Do tego dochodzą wnoszące do filmu dokładnie nic fatalne wstawki animowane (fatalne scenariuszowo i reżysersko, nie technicznie) i irytujący bohaterowie, na czele z rodzicami nie posiadającymi choćby jednej szarej komórki.

Na wszelkie pozytywne opinie na temat tego gniota spuszczę zasłonę milczenia.

PS. Tak szokujące i mocne dla niektórych słowa wypowiedziane do matki - "Chcę, żebyś cierpiała, tak jak jeszcze nigdy w życiu nie cierpiałaś." - to zwykła grafomania. Nie ma żadnego powodu, dla którego miałby tak do niej powiedzieć, a już na pewno nie akurat w tej scenie.

W ogóle odnoszę wrażenia, że scenariusz Sali napisała taka sama cipa, jak główny bohater - popisująca się, próbująca zwrócić na siebie uwagę, ale jednocześnie niemająca zielonego pojęcia co robi i czego chce.

Odpowiedz

Digg   Delicious   Reddit   Facebook   Twitter   StumbleUpon  








Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości