Seria "Souls" i Bloodborne
#41
Demons Souls jest 10x trudniejsze od Dark Souls. Zostaw na koniec.

Odpowiedz
#42
Najtrudniejsza jest ta część od której zaczniesz swoją przygodę z Soulsborne. Polecam na start Dark Souls - papierek lakmusowy jak znalazł no i to (fanboy mode on) po prostu genialna gra. No i nie ma obawy, że czegoś nie zaczaisz, bo nie grałeś wcześniej w Demon's Souls, więc tym bardziej zachęcam do wizyty w Lordran.

Odpowiedz
#43
Dark Souls i Demon Souls są jakoś bezpośrednio, fabularnie połączone? Czy jeżeli będę chciał zagłębić się w Lore serii, to Demon Souls jest wymagane?

A i pomóżcie mi osadzić gejmplej tej serii w jakiś kontekst. Do zapoznania się z DS najbardziej zachęca mnie właśnie fabuła, Lore i klimat, o których nasłuchałem się samych superlatywów, ale do elementu gejmplejowego zawsze podchodziłem trochę nieufnie. W sensie, tak, czaję, że gry są mega trudne, ale chyba urok polega na czymś więcej? Ja mogę sobie gejmplejowo średniacką grę ustawić na maksymalny tryb trudności, albo zmodyfikować modami, tak by do każdej walki z randomowym przeciwnikiem podchodzić z potem na łapach, ale to nie oznacza, że będzie to przyjemne doświadczenie. Podejrzewam, że w DS walka nie jest jedynie trudna, ale że jest coś specificznego w systemie walki, który sprawia, że chce się do niego wracać i próbować dalej, pomimo porażek?

Apropo klonów DS. O nowym NIOH piszą w necie same dobre rzeczy.
It's not exactly a normal world, is it?

Odpowiedz
#44
Nie ma związku między Dark a Demons, ale w Demons po każdej śmeirci musisz gibać przez o wiele większy fragment levelu niż w Dark - więc walki z bossami są naprawdę bardzo, bardzo trudne. Czasem musisz spędzić 10-15 minut na przechodzeniu do bossa, żeby zostać załatwionym w jednym strzale. W Dark checkpointy są lepiej rozmieszczone - tam to kwestia 2-3 minut. Dlatego Demons jest trudniejsze (wymagające większej cierpliwości). Zacznij od Dark.

P.S.
Ja zacząłem od Dark, więc to nie tak, że "pierwsza gra jest najtrudniejsza".

Odpowiedz
#45
Cytat:Podejrzewam, że w DS walka nie jest jedynie trudna, ale że jest coś specificznego w systemie walki, który sprawia, że chce się do niego wracać i próbować dalej, pomimo porażek?

Lepiej bym tego nie podsumował. Wyczytałem kiedyś, że "gra jest trudna, ale sprawiedliwa, bo jeżeli przegrywasz, to tylko twoja wina". Nie rozumiałem tego i myślałem, że to gówniany coelhizm, ale jednak coś w tym jest. Zazwyczaj zwykłe szkielety potrafią posłać mnie do piachu, ale równie dobrze, jeżeli wejdę w rytm i będę w formie, mogę przejść całkiem spory kawałek mapy bez uszczerbku na pasku zdrowia. Jeżeli poznam ruchy przeciwnika, to nawet najcięższy potwór przestanie być taki straszny. I to dążenie do perfekcji jest w jakiś sposób uzależniające.

Poza tym ta gra daje poczucie sandboxowej wolności. W temacie o Wiedźminie była dyskusja o różnicach między Wieśkiem a GTA, że w tym pierwszym mechanika jest prosta i walka nie ma głębi, a w grze Rockstara możesz robić rozpiernicz na wiele sposobów. W DS walka ma głębię i jeżeli nie radzisz sobie w normalnym starciu możesz wykombinować coś innego, co często łączy się z wykorzystywaniem błędów i ograniczeń gry (które zresztą wydają się świadomie zaimplementowane). Smok siedzi na wieży i utrudnia wędrówkę po mapie, co jakiś czas ziejąc ogniem? Schowany w budynku strzelasz do niego przez 10 minut strzałami. Nie może ci nic zrobić i w końcu ginie. Przeciwnicy zazwyczaj nie biegną za tobą w nieskończoność, w którymś miejscu się zatrzymują i zaczynają cofać, wtedy są trochę łatwiejszym celem. A niektóre bestie działają na siebie alergicznie i zaczynają ze sobą walczyć - wtedy wystarczy poprowadzić takiego potwora do pomieszczenia z groźnymi rycerzami i przeciwnicy wybiją się nawzajem. W jednej sytuacji uciekłem przed dwoma wojami (jednego nie umiałem pokonać, a co dopiero dwóch na raz!) i wskoczyłem na drabinę prowadzącą w dół - oni wskoczyli za mną, spadli i zginęli :D Może ktoś powie, że to oszukiwanie, ale mi się zawsze zdawało, że to jest ważny aspekt tej gry :D I to kombinowanie daje sporą satysfakcję.

Odpowiedz
#46
W największym uproszczeniu Dark Souls to lepsze i bardziej spójne doświadczenie. No a szczegóły...

Rozgrywka w Demon's Souls operuje na dwóch poziomach trudności: irytująco trudnym i irytująco łatwym. W DS nie ma takich "skoków", jest koszmarnie trudno, ale sprawiedliwie, bo wszystko zostało zaprojektowane z głową, a nie żeby wkurwić gracza. Bossowie w DeS nie zapadają w pamięci tak, jak w DS, ogólnie też o dziwo nie są w większości tak wymagający - hardkory też oczywiście są, ale generalnie pada łatwiej połamać w drodze do nich niż podczas samej walki. Miejscówki (w porównaniu do DS) szału nie robią, no może poza Tower of Latria, która jest tak świetna, że doczekała się oddzielnej gry (no może przesadzam, ale fakt faktem, że to była inspiracja dla powstania Bloodborne).

DS ma coś w rodzaju otwartego świata, z kolei DeS to jedna miejscówka-hub z której przechodzisz do innych poziomów, które dzielą się na pod-poziomy (klasyczne 1-1, 1-2, 2-1 itp). Ponownie upraszczając: DeS to Diablo, a DS to Diablo II. Świat w DS jest świetnie przemyślany, spójny i specjalnie zaprojektowany tak, żebyś zawsze czuł się trochę zagubiony. Jak w DeS trafiasz na "ścianę", to po prostu wracasz do huba i próbujesz swoich sił w innym miejscu.

Klimatycznie i fabularnie DeS jest bardziej "in your face", DS z kolei jest bardziej senny i niezrozumiały - znowu uproszczę, ale to tak jakby zestawić Silent Hill 3 (DeS) i 2 (DS).

Mechanika też się różni - w DS jest płynniejsza, ulepszona i oferuje więcej możliwości (w DeS nie ma parametru "poise", który... aaa nawet nie chce mi się tłumaczyć :D), chociaż przy pierwszym kontakcie będzie sprawiać wrażenie bardziej "ociężałej".

Dodatkowo w DeS większy nacisk położono na "single player online" - w zasadzie głównym założeniem tej części jest wpływanie na świat innych graczy, co teraz jest troszkę problematyczne, bo niewiele osób w to gra. DeS opiera się na motywie Character/World Tendency, a polega to na tym, że twoje działania wpływają na poziom trudności u innych graczy i na odwrót. Jeżeli umierasz - globalne 'tendency' w danej miejscówce przesuwa się w kierunku 'black', co sprawia, że wszyscy przeciwnicy u wszystkich graczy są w tym miejscu trudniejsi. Ubijasz bossa - 'tendecy' idzie w kierunku 'white' i analogicznie jest łatwiej. Niektóre fabularne eventy mogą się dziać tylko w określonych tendencjach, przez co pierwotnie gra była bardziej losowa i chyba fajniejsza. Szczególnie zaraz po premierze, gdy ginęło 99 osób na minutę i 1 ubijała bossa. :D Teraz rozwalasz bossa i jesteś królem świata przez tydzień, aż sam czegoś nie zjebiesz.

No i jeden z bossów bez aktywnych graczy online jest praktycznie zbugowany (tzn. do przejścia, ale bez sensu) - wrzucam w spoiler:
Pomysł genialny, ale w 99% przypadków już nie działa.

DS ma inny system - nie tak nowatorski i nie tak losowy, ale to już lepiej samemu odkrywać, bo przeciwieństwie do DeS ta gra dalej "działa". :p

Jeżeli chodzi o umieranie - to jest część gameplay'u i fabuły. Na początku upiornie brzmi to, że umierając wracasz do checkpointa, tracisz dusze (które są walutą i expem jednocześnie) i znowu musisz przedzierać się przez zmartwychstałe potworki, ale uwierz - to dokładnie o to tutaj chodzi. ;)

No to podsumowując: w Dark Souls pierwszy raz można zagrać tylko pierwszy raz. Jeżeli najpierw ukończysz Demon's Souls, to odbierzesz sobie jakiś ułamek frajdy z obcowania z przytłaczającym światem DS podczas pierwszych godzin. DeS to świetna gra, ale nie robi (już?) takiego wrażenia.

Odpowiedz
#47
No i wziąłem się za Bloodborne. Po pierwszych godzinach to najfajniejszy Souls pod względem klimatu i walki. Przy czym to typowy Souls - jakimś cudem przegapiłem we Śnie wiadomości, po których uzyskuje się bronie, więc aż do tych drzwi, za ktorymi są bestie-minibossowie, przedzierałem się, sprzedając wszystkiemu lepę w ucho. "Kurna, trudna ta część", myślałem, ale co tam - załatwiłem wilkołaka, załatwiłem i moby, choć trochę to trwało. Taki ze mnie kozak. W końcu nie zdzierżyłem i wpisałem w google "jak zdobyć broń". No tak. Przegapione wiadomości. Nagle gra zrobiła się o wiele łatwiejsza. A przy okazji: laska zmieniająca się w bicz to prawdopodobnie najfajniejsza broń w historii wszystkiego.

Odpowiedz
#48
(01-03-2017, 23:19)military napisał(a): laska zmieniająca się w bicz to prawdopodobnie najfajniejsza broń w historii wszystkiego.
Ta gra w ogóle ma czadowe / odjechane bronie, czysty geniusz. Lepszych nie widziałem. I lepiej zaprojektowanych lokacji też nie. Ani potworów.

Odpowiedz
#49
Oh boy.


Odpowiedz
#50
Z tego co czytam w internecie to prędzej powrót marki Tenchu niż nowa część BloodBorne.

Odpowiedz

Digg   Delicious   Reddit   Facebook   Twitter   StumbleUpon  






Podobne wątki
Wątek: Autor Odpowiedzi: Wyświetleń: Ostatni post
  Wiedźmin / The Witcher - seria Gieferg 961 69,159 6 godzin(y) temu
Ostatni post: Kluski
  The Last of Us - seria Red 487 48,873 10-12-2017, 16:13
Ostatni post: Kuba
  Metal Gear Solid (seria) Anielski_Pyl 135 18,814 09-11-2017, 12:39
Ostatni post: Kuba
  Grand Theft Auto (seria) BezcelowyAlbatros 1,323 103,168 12-10-2017, 12:36
Ostatni post: Crov
  Uncharted (seria) simek 545 44,550 14-09-2017, 17:23
Ostatni post: Kluski
  Resident Evil (seria) Snappik 226 25,690 08-07-2017, 11:01
Ostatni post: shamar
  Tomb Raider (seria) peju 119 16,545 04-05-2017, 23:39
Ostatni post: Grievous
  Dragon Age (seria) military 5 1,087 09-10-2016, 08:26
Ostatni post: military
  Prince of Persia - seria gier military 26 3,343 02-05-2016, 00:12
Ostatni post: Grievous
  Five Nights at Freddy's (seria) / FILM Lawrence 4 2,256 27-08-2015, 01:05
Ostatni post: Lawrence



Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości