Star Wars - książki
#1
Zdziwiłem się nielicho, kiedy przed laty okazało się, że moja ówczesna dziewczyna, a dzisiejsza żona ma pokaźną kolekcję książek Star Wars. Latami omijałem je szerokim łukiem, bo jestem raczej zrażony do takich produktów, ale z okazji nadchodzącego E7 wziąłem się za ich czytanie. Zacząłem od uznawanej za najlepszą w serii trylogii Thrawna.

Dziedzic Imperium okazał się... znośny. Napisany raczej miernie, choć tu jestem w stanie sporo wybaczyć, bo tłumacz wydaje się niezbyt kompetentny (wojny KLOŃSKIE?!?). Cała intryga teoretycznie ciekawa, ale pierwszy tom ma chaotyczne tempo: próba porwania Lei (tutaj: Leii) to praktycznie rzecz biorąc ta sama scena akcji powtarzana trzy- czy czterokrotnie w różnych miejscach. Potem nic się nie dzieje, potem cudownym zbiegiem Han i Luke spotykają się na jakiejś planecie i jest akcja. Zaskakująco fajna akcja - ale to końcówka książki.

Czytam tom drugi i wydaje się bardziej przemyślany, choć i w nim, i w Dziedzicu uwiera mnie kilka rzeczy.

1. Luke to pizda. Teoretycznie to już całkiem doświadczony Jedi, a w Dziedzicu jest kompletnie bezradny, nie wie co robić, jest wodzony za nos, musi być ciągle ratowany.

2. Blisko temu do prequeli. Z jednej strony fajnie, że Republika to nie magiczne królestwo szczęścia, ale z drugiej - dajcie spokój z tymi intrygami. Polityki tu więcej niż w PT, a jej obecność sprawia, że mam wrażenie, że w OT właściwie niczego nie osiągnięto. Jest równie problematyczny system polityczny, a zwykli ludzie gdzieś tam na planetach raczej nie odczuwają zmian.

3. Zniszczyli mi Hana. Han-buntownik, który strzela pierwszy, przemytnik, cwaniak, tutaj jest chłopcem na posyłki Republiki. Jest miękki, stracił poważanie w swoim dawnym środowisku (i słusznie) i generalnie zrobił się z niego urzędnik.

4. Pieprzone isalamiry. Najtańszy sposób sprawienia, by przeciwnicy mieli szansę z Lukiem: odebranie mu mocy przez jakąś... jaszczurkę. No dajcie spokój. Jakie to tanie. Moc, która przenika wszystko, spaja świat, tworzy życie - niwelowana przez jaszczurki.


Zastanawiający jest też brak wzmianek o Sithach. Są tylko Ciemni Jedi. Czyżby koncept Sithów wówczas jeszcze nie zaistniał?

Koniec końców - jest to wciągające czytadło, ale o wielu wadach. Cieszę się, że jednak nie uznano tego za część kanonu, bo taka wizja przyszłości tego uniwersum odbiega od moich oczekiwań.

Napiszcie, co uważacie. Oczywiście nie tylko o trylogii Thrawna, ale o dowolnych książkach o SW - to jest ich wątek.

Odpowiedz
#2
(24-10-2015, 21:23)military napisał(a): Czyżby koncept Sithów wówczas jeszcze nie zaistniał?

Poprawcie mnie jeśli się mylę, ale określenie Sith nie pada w OT chyba ani razu, right? To w ogóle była nazwa wymyślona przez Lucasa, czy po prostu element, który mu się spodobał i zaadoptował z komiksów?
It's not exactly a normal world, is it?

Odpowiedz
#3
Ja czytałem tylko właśnie Dziedzica Imperium i właściwie nie mam zdania. Niby czytało się przyjemnie, ale z drugiej jednak jest tam sporo słabych motywów i styl nie najwyższych lotów - do przeczytania i zapomnienia. Jeśli to ma być jedną z fajniejszych książek, to nie chce poznawać tych słabych :p

Odpowiedz
#4
Cytat:Poprawcie mnie jeśli się mylę, ale określenie Sith nie pada w OT chyba ani razu, right? To w ogóle była nazwa wymyślona przez Lucasa, czy po prostu element, który mu się spodobał i zaadoptował z komiksów?

W filmach pada po raz pierwszy dopiero w TPM, ale określenie "Dark Lord of the Sith" w odniesieniu do Dartha Vadera, pojawiło się już w nowelizacji "Star Wars" i w samej franczyzie funkcjonowało od początku.

Ogólnie z wieloma nazwami tak było. "Palpatine" także nie pada nigdzie w OT, ale imię pojawiło się we wszelakim merchandisingu jak karty kolekcjonerskie, nowelizacje, komiksy czy zabawki.

Dziedzica Imperium czytałem w wersji komiksowej. Wielkie meh, nie wiem skąd ta popularność. Porównanie do prequeli bardzo trafne.
For my ally is the Force, and a powerful ally it is.


Odpowiedz
#5
Ja swoją przygodę z książkowymi STAR WARS zacząłem właśnie od Thrawna ;) Z początku byłem zdania, że tylko filmy mnie interesują, ale po tylu latach oglądania 6 filmów, w końcu się skusiłem na książkowy sequel. To było wspaniałe uczucie kiedy czytałem "Dziedzica Imperium", czułem się tak jakbym był w kinie na wymarzonym Epizodzie VII (wcześniej pogodziłem się z faktem, że filmu E7 nigdy nie nakręcą, a jednak...). Super książka. Świetnie napisane postaci z OT. Luke, Han, Leia i reszta ekipy powraca po 5 latach :) Oczywiście po przeczytaniu "Dziedzica..." czym prędzej przeczytałem dwie kolejne "Ciemna Strona Mocy" (najlepsza w trylogii wg mnie) i "Ostatni Rozkaz" (najsłabsza z trylogii moim zdaniem, ale i tak bardzo fajnie się czytało). Plusem całej trylogii są postacie. Rewelacyjna postać Admirała Thrawna oraz inne fajne postacie - Talon Karrde, Mara Jade. Polityki tu faktycznie więcej niż w OT, ale nie aż tyle co w PT. Podoba mi się styl Zahna tj. przeplatanie się wątków. Podobał mi się też motyw Dark Jedi :) No generalnie przez lata to było moje marzenie, żeby zekranizowali te książki jako E7-9 ;) Minusy to dla mnie: za dużo opisów tych bitew w kosmosie (nie cierpię tego) i błędy względem późniejszej PT. Generalnie u mnie to wygląda obecnie tak: OT i TFA > Thrawny > PT ;)
Po trylogii następne co czytałem z SW to dylogia "Ręka Thrawna". Też bardzo fajna, ale gorsza od trylogii. Widać styl Zahna, jednak momentami druga cz. jest troche przydługa i rozwleczona. Zawsze uważałem, że ta Dylogia powinna być finałem SW.
Następnie zabrałem się za serię Nowa Era Jedi. Niezły tasiemiec (19 książek) ;o Ja przeczytałem tylko te powiedzmy 6 najważniejszych książek, żeby główny wątek ogarniać ;) Generalnie książki były ok, ale to już było całkiem inne Star Wars, nie podobne ani do PT ani do OT, ani do Thrawnów. Nie szkoda mi jakoś, że wyleciały z kanonu :D Pamiętam, że mega mi się podobała książka "Zdrajca" z tej serii, skupiona głównie na torturowaniu psychicznym i fizycznym Jacena Solo ;)

"Maska klamstw" taki prolog do E1, dziejący się niecały rok wcześniej. Całkiem fajna książka, ale żadna petarda :) Ot takie uzupełnienie E01, ciekawostka. Czytało się przyjemnie, ale bez fajerwerków ;)
"Labirynt Zła" - wstęp do E3. Bardzo fajna książka, chyba jedna z lepszych z calego SW. Jedyny minus to nieścisłości z CW Tartakovsky'ego.
"Mroczny Lord. Darth Vader" - słabiutka książka, a Vader raczej jest tutaj postacią drugoplanową.
"Kenobi" - jedna z fajniejszych książek w unwiersum. Western osadzony na Tatooine z Kenobim w roli głównej ! :)
"Dark Disciple" - bardzo przeciętna książka. Postaci zachowują się zupełnie inaczej niż w filmach. Rada Jedi wysyła Vosa z misją zlikwidowania Dooku, niczym jakiegoś zabójce ;O Zepsuli tylko postać Q Vosa ;/ O dziwo motyw milosny Assaj Ventress - Vos wypada w miare ok. Książka raczej jedna ze słabszych, ale czego ja się spodziewałem po adaptacji książkowej nie wyprodukwoanych odc. TCW ;)
"Pakt na Bakurze" - jakoś tak długo odkładałem tę książkę, a kiedy w końcu się za nią wziąłem, to byłem mega pozytywnie zaskoczony ;) Fajna kontynuacja RotJ, postacie dobrze napisane, klimat OT zachowany w miarę ;)
"Luke Skywalker i Cienie Mindora" - najgorsza ksiązka SW ever. Myślałem, że nie doczytam do końca. Masa idiotycznych motywów, postaci zachowują się totalnie inaczej niż te z OT. Aż ciężko uwieżyć, że czytasz losy Hana, Leii i spółki. A na koniec w dodatku,
. Nie polecam, wręcz odradzam.
"Spotkanie na Mimban" - przeczytane z ciekawości, w końcu pierwsza książka SW, ale słabiutka strasznie. Nie za bardzo wciąga, widać, że Luke i Leia wtedy jeszcze nie mieli zostać rodzeństwem, między nimi jest ewidentna chemia. + pojedynek na miecze świetlne Luke vs Vader ;/ i teraz bomba:
Cytat: Duch Obi-Wana przejmuje ciało Luke'a i pokonuje Vadera

Ale dwiema najlepszymi książkami SW są dla mnie:
"Cienie Imperium" - rewelacyjny interquel, między V i VI. Czuć klimat OT, dobrze napisane postaci, ciekawy villain (Xizor), dowiadujemy się jak Luke zbudował swój lightsaber oraz pokazane jest jak zginęło wielu Bothan by przejąć plany Death Star II :) Do tej książki napewno wrócę (do Thrawna pewnie też), w tym roku chyba przeczytam ją między seansem V i VI ;) Ponoć nawet George'owi się tak spodobała historia, że stwierdził, że jakby dostał ją w latach 80., to by to nakręcił ;) Poza tym, niektóre poprawki OT z '97 nawiązują do tej książki. Wgl książka miała kampanie marketingową jakby była nowym filmem: trailer, soundtrack, gra, komiks etc. ;)
"Darth Plagueis" - swoisty Epizod 0. Raz, że poznajemy życie Plagueisa, a dwa, że to świetny origin Palpatine'a i uzupełnienie całej historii z filmów 1-6 ;) Zdecydowanie polecam. Jednakże, jeśli ktoś nie czytał innych pozycji SW (np. "Maski kłamstw"), miejscami może się trochę czuć pogubiony ;)

Na półce czekają na marzec (po sesji) "Tarkin" i "Lordowie Sithów" do przeczytania ;) W planach mam też dwie książki o Maulu, "Zjawę z Tatooine", "Spisek na Cestusie" oraz może "Ręka sprawiedliwości" ze względu na Zahna :) Troche się niepotrzebnie rozpisałem ;O

Cytat:W filmach pada po raz pierwszy dopiero w TPM, ale określenie "Dark Lord of the Sith" w odniesieniu do Dartha Vadera, pojawiło się już w nowelizacji "Star Wars" i w samej franczyzie funkcjonowało od początku.

Ogólnie z wieloma nazwami tak było. "Palpatine" także nie pada nigdzie w OT, ale imię pojawiło się we wszelakim merchandisingu jak karty kolekcjonerskie, nowelizacje, komiksy czy zabawki.
Tak, wszystko to też pojawia się w Cieniach Imperium (bodajże rok '96), przed PT.

Cytat:Dziedzica Imperium czytałem w wersji komiksowej. Wielkie meh, nie wiem skąd ta popularność. Porównanie do prequeli bardzo trafne.
Adaptacja komiksowa tych książek jest bardzo słabiutka ;<
"Y es que eso es y, creo, será siempre el cine: una manera maravillosa de soñar" J. Potau

Odpowiedz
#6
Moje przeczytane SW:

- Trylogia Thrawna. Zgadza się, jest bardzo ok. Czytałem dawno i za wiele nie pamiętam. Jednak książki wprowadzają niezwykle kultową postać Thrawna, który swoją zajebistością przewyższa nawet Tarkina.
Dodatkowo, mamy tutaj Ciemnego Jedi (taki późniejszy Dooku) Joruus C'baoth'a. Trylogia wyglądałaby świetnie w kinie. Zdecydowanie górna półka.
- Trylogia Bane'a. Zawsze mnie ciekawili Sithowie i uważam ich za prawdziwych użytkowników Mocy, a nie tych pizdusiów i kretynów Jedi :D. Ja ją przeczytałem jednym tchem. Bane był badassem jakich mało!
- Darth Plagueis: świetny epizod 0 jak pisze Szopman. Bardzo fajną zakulisowa historia pokazująca kto wypromował Palpiego. Szkoda tylko, że motyw śmierci Plagueisa jest dość frajerski. Po takim rzeźniku spodziewałbym się więcej. Na plus wprowadzenie Mistrza Sifo-Dyasa i Qui Gon-JInna.
- Gwiazda Smierci. No cóż, coś co pokaże Rogue One tutaj jest opisane ale z perspektywy Imperium. Jednak książka jest nierówna: momenty kiedy pokazuje życie na Death Star (knajpy, bary, postaci tam mieszkające/pracujące) nie wytrzymują porównania z prawdziwą akcją książki. Na plus takie szczególiki jak opis wlotu wentylacyjnego Gwiazdy Smierci.

Czytałem też w oryginale Dark Lord: the Rise of Darth Vader w oryginale i też odniosłem bardzo dobre wrażenie. Książka pokazuje np. jak Kenobi był nieświadomy że Anakin żyje, gdzie dowiaduje się o tym dopiero w jakiejś spelunie na Tatooine oglądając Holonet.

W kolejce czeka Tarkin.

Odpowiedz
#7
Cytat:Adaptacja komiksowa tych książek jest bardzo słabiutka ;<

Słabiutka czy nie, dało mi to ogólny wgląd w fabułę, która kompletnie mi nie podeszła, więc bardzo się cieszę z tego, że książki sobie odpuściłem.

Ogólnie z książkami SW jest taki problem, że nawet jakby coś znalazło się na moim celowniku, to i tak wolę poświęcić ten czas na przeczytanie jednak czegoś znacznie lepszego. Sorry, ale książki są na tyle czasochłonne, że poświęcanie się gloryfikowanemu fanfiction, nie ma dla mnie za wiele sensu.

Cytat:Jednak książki wprowadzają niezwykle kultową postać Thrawna, który swoją zajebistością przewyższa nawet Tarkina

On mówi jaki jest zajebisty, wszyscy dookoła mówią jaki jest zajebisty, a w zasadzie gówno robi i ginie jak pizda.
For my ally is the Force, and a powerful ally it is.


Odpowiedz
#8
Cytat: jak Kenobi był nieświadomy że Anakin żyje, gdzie dowiaduje się o tym dopiero w jakiejś spelunie na Tatooine oglądając Holonet.
Tak, masz racje, zapomniałem już o tym :D To był bardzo fajny motyw ;)

Grievous, nie nazywałbym licencjonowanych książek, niektórych nawet tworzonych z pewnymi wskazówkami od Lucasa, gloryfikowanym fanfiction ;) A niektóre są naprawde dobre ;)
Wgl to Coruscant pojawiło się 1-szy raz w Trylogii Thrawna :D
Ale no troche się z Tobą zgodzę, ja też często wole przeczytać coś lepszego niż SW ;)
"Y es que eso es y, creo, será siempre el cine: una manera maravillosa de soñar" J. Potau

Odpowiedz
#9
(15-01-2016, 12:38)Grievous napisał(a):
Cytat:Jednak książki wprowadzają niezwykle kultową postać Thrawna, który swoją zajebistością przewyższa nawet Tarkina

On mówi jaki jest zajebisty, wszyscy dookoła mówią jaki jest zajebisty, a w zasadzie gówno robi i ginie jak pizda.

Wiele postaci w uniwersum SW ginie jak pizda. Np Palpi zaciukany przez swojego zaufanego Enforcera. Tutaj jest praktycznie tak samo z Thrawnem.
On nie musiał dużo "robić", wystarczy że używał swojego ponadprzeciętnego IQ w strategii. No i świetnie wyglądał.

Odpowiedz
#10
Thrawn był niedość, że genialnym strategiem, był przebiegły i bardzo inteligentny, to jeszcze na tle star warsowych czarnych charakterów wyróżnia go to, że nie jest takim wcieleniem zła jak Vader czy Palpi. Nie można powiedzieć, żeby Thrawn był zły. On po prostu jest w obozie Imperium i tyle. Kieruje swoim państwem i stara się wygrać wojnę. Nie ma na celu siania terroru, czynienia zła, pogrążenia Jedi itp itd. Co więcej, nie jest zadufany w sobie i potrafił np. przyznać, że potrzebny im Mroczny Jedi. Nawet potrafił go zmanipulować, oprzeć mu się sprytem (isalamiry) ;) Chyba najciekawszy imperialny w całym uniwersum SW ;)

@military
Cytat: Zastanawiający jest też brak wzmianek o Sithach. Są tylko Ciemni Jedi. Czyżby koncept Sithów wówczas jeszcze nie zaistniał?
Pomijając wyjaśnienie Grievousa, to dodam od siebie, że dobrze, że w książce nie ma Sithów. To się akurat trzyma kupy z późniejszą wizją Lucasa odnośnie The Chosen One ;)
Wole jakiegoś upadłego, sfiksowanego, starego Jedi niż kolejnych Sithów ;) Co ciekawe, to miał pierw być klon Obi-Wana, ale Lucas osobiście odrzucił ten pomysł :)

W cz. 3 mamy motyw odciętej ręki Luke'a i miecza (ręka wiadomo do czego posłużyła, kto czytał ten wie) i wgl to książka nawet mogłaby tłumaczyć skąd się w ich rękach w E7 znowu wziął ten miecz ;)
Ogólnie to gdyby nie kilka małych nieścisłości względem filmów, to byłby to rewelacyjny pomost między E6 i 7.
"Y es que eso es y, creo, será siempre el cine: una manera maravillosa de soñar" J. Potau

Odpowiedz
#11
zepsułeś spoiler
The Force Awakens - 10/10

Odpowiedz
#12
o fuck, przepraszam ;( już poprawione. Mam nadzieje, że nikomu nie zepsułem ewentualnej lektury.
"Y es que eso es y, creo, será siempre el cine: una manera maravillosa de soñar" J. Potau

Odpowiedz
#13
Thrawn był świetny. Szkoda, że już go nie będzie, tak jak całego EU.

Odpowiedz
#14
I tak raczej by go nie było biorąc pod uwagę, że gość
:D

Przymierzam się do "Ręki Sprawiedliwości" - ksiązka z Thrawnem i Marą Jade, która dzieje się krótko przed E5. Oczywiście autorem jest T. Zahn ; ) Dawno nic nie czytałem starwarsowego, więc można coś ogarnąć.
"Y es que eso es y, creo, será siempre el cine: una manera maravillosa de soñar" J. Potau

Odpowiedz
#15
Cytat:Są tu jacyś hardkorowi fani książek STAR WARS?
Otóż news roku : Timothy Zahn napisze książkę pt THRAWN z Wielkim Admirałem w roli głównej ; ) Książka ukaże się w kwietniu 2017 ;) Can't wait chyba zamówie wcześniej preorder na amazonie ;) Czekam bardziej niż na RO :)
Co więcej, nie miałem zamiaru czytać książkowego prequela do RO, ale okazało się, że książke pisze J. Luceno więc chyba jednak warto będzie obczaić :)

A to jak to jest z tym całym dekretem, że EU poszło się jebać? Czy po prostu to jest reboot Thrawna wpisany w Disneyverse?
It's not exactly a normal world, is it?

Odpowiedz
#16
Otóż oni to w 2014(?) tłumaczyli tak, że wszystko to ze starego EU to teraz "Legendy" i tak są też w nowym kanonie traktowane, jak takie legendy (w każdej jest ziarnko prawdy, "historii"). Można do nich nawiązywać, czerpać z nich, ale nie są już częścią "kanonu". Taki soft reboot zeby złągodzić wkurwieniefanów :D Np. Luceno sporo przemycił w "Tarkinie" ze starego EU. Także pewnie nowy Thrawn będzie ignorował sporo faktów ze starego EU, ale znając życie to Zahn podonie jak Luceno wprowadzi do nowego kanonu sporo elementów z "Legend". Zwłaszcza, że Zahn obraca się zawsze wokół swoich postaci, wydarzeń związanych z Trylogią Thrawna, Marą Jade itp.
"Y es que eso es y, creo, será siempre el cine: una manera maravillosa de soñar" J. Potau

Odpowiedz
#17
Muszę przyznać, że Disney i Lucasfilm opracowali ciekawą metodę zarabiania kasy na fanach..

Najpierw wywalili całe EU, bo im nie pasowało do pomysłu na SW7. Po czym recyklują EU i wciskają ludziom to samo

=/

G E N I A L N E
zombie001, proud to be a member of Forum KMF Film.org.pl since Jul 2013.
"MAD MAX: FURY ROAD" - MotY 2015
"MAD MAX: FURY ROAD - Black&Chrome" - MotY 2016

Odpowiedz
#18
(16-07-2016, 20:34)Proteus napisał(a):
Cytat:Są tu jacyś hardkorowi fani książek STAR WARS?
Otóż news roku : Timothy Zahn napisze książkę pt THRAWN z Wielkim Admirałem w roli głównej ; ) Książka ukaże się w kwietniu 2017 ;) Can't wait chyba zamówie wcześniej preorder na amazonie ;) Czekam bardziej niż na RO :)
Co więcej, nie miałem zamiaru czytać książkowego prequela do RO, ale okazało się, że książke pisze J. Luceno więc chyba jednak warto będzie obczaić :)

A to jak to jest z tym całym dekretem, że EU poszło się jebać? Czy po prostu to jest reboot Thrawna wpisany w Disneyverse?

Reboot Thrawna wpisany w Disenyverse.
For my ally is the Force, and a powerful ally it is.


Odpowiedz
#19
Zombie001, a zatem Disney wciska fanom Star Wars odgrzewane kotlety nie tylko na polu filmowym, ale i literackim?
Oż wy! Wy tam w tym Disneyu wstydu chyba nie macie!

Odpowiedz
#20
Ciiiiiii, bo jeszcze się zombie dowie jaką kasę trzepią na figurkach i reszcie gadżetów :)

Odpowiedz
#21
Ej no :P

Może po SW7 żyłem złudnymi marzeniami, ale myślałem, że jednak coś tam konkretnego/kreatywnego wymyślą w tym nowy EU.

No ale widać, że to tylko maszyna do trzepania kapuchy na fanach (i nie tylko). Chyba nawet większa, niż za czasów Lucasa =/
zombie001, proud to be a member of Forum KMF Film.org.pl since Jul 2013.
"MAD MAX: FURY ROAD" - MotY 2015
"MAD MAX: FURY ROAD - Black&Chrome" - MotY 2016

Odpowiedz
#22
Czepiasz się, że merchandising służy do zarabiania na fanach? Poważnie?
For my ally is the Force, and a powerful ally it is.


Odpowiedz
#23
No przecież oczywiście, że nie. Nie czepiam się tego, że ktoś zarabia na fanach, tylko tego, że robi to trochę.. no wiesz, w taki bezczelny sposób.

EU wywalono dla konkretnego celu. Miało to pomóc w realizacji kolejnych filmów. A jak się okazało później, generalnie miało to pomóc Abramsowi przy odgrzewaniu kotleta - bo inaczej tego nazwać nie można - i dać możliwość Disneyowi do zrobienia kolejnych, zbędnych prequeli w tym świecie.

A teraz co robią? Co robią kilka lat po wywaleniu EU? Odgrzewają kolejne kotlety w formie tekstowej, bazując na EU... I jeszcze wmawiają fanom, że robią to z miło$ci do nich =/

Cudo.
zombie001, proud to be a member of Forum KMF Film.org.pl since Jul 2013.
"MAD MAX: FURY ROAD" - MotY 2015
"MAD MAX: FURY ROAD - Black&Chrome" - MotY 2016

Odpowiedz
#24
Mimo wszystko "Thrawnem" Zahna nie pogardzę ; )
Ale fakt, zabieg z Admirałem jest niczym innym jak podlizywaniem się fanom.

Cały ten "reboot" był zbędny. Ok, mogli wyrzucić książki post-ROTJ, jakieś starocie typu pierwsze komiksy Marvela, "Spotkanie na Mimban" itp, ale zostawić te ważniejsze pozycje (typu Cienie Imperium, Plagueis, Labirynt Zła itp).

Swoją drogą, Lucasfilm i tak olewał książki przed 'rebootem'. Mało to razy TCW olało komiksy, CW Tartakovsky'ego itp ? Prequele też jakoś bardzo się nie przejmowały książkami chociaż co by nie mówić, Courscant z Trylogii Thrawna przeszło do filmów :)
"Y es que eso es y, creo, será siempre el cine: una manera maravillosa de soñar" J. Potau

Odpowiedz
#25
[Obrazek: UAJukGW.jpg]

Marvel: Darth Vader #1-25


Zeszłoroczna seria o Vaderze, pokazująca wydarzenia pomiedzy AHN i ESB, będąca częścią nowego kanonu Expanded Universe według Disneya.

Nie jest to pozycja, która normalnie byłaby na moim radarze. Raz, że komiksów czytam stosunkowo mało i wolę się ograniczyć do najbardziej polecanych tytułów, a dwa, że szczegóły tego co dzieje się w rozszerzonym uniwersum SW, średnio mnie interesują.  Jednak często natykałem się na fragmenty tej serii wrzucane na reddita i Imgura i choć żaden z nich nigdy nie zrobił na mnie jakiegoś szczególnego wrażenia (a wręcz wydawały się nieco efekciarskie), tak dzisiaj po raz enty natykając się w necie na fragment w którym Boba Fett informuje Vadera o tożsamości Luke'a, postanowiłem z czystej ciekawości sprawdzić, co tam o Vaderze Marvel powymyślał i ściągnąłem angielskie kopie wszystkich wydań zbiorczych (najlepszą wersje mają chyba na getcomics.info).

Generalnie historia łączy dwa wątki - prywatne śledztwo Vadera w celu odkrycia tożsamości rebelianckiego pilota, który zniszczył Gwiazdę Śmierci, oraz próby ponownego wdania się w łaski Imperatora i udowodnienia swojej wartości, po tym gdy Palpatine zdegradował Vadera, obwiniając go o dopuszczenie do zniszczenia stacji bojowej. Początek lekko odrzucił mnie swoją komiksowością. Historia rozpoczyna się od ukazania Vadera pojawiającego się osobiście na Tattooine w pałacu Jabby, który z kolei daje mu namiary na Fetta, aby ten pomógł Vaderowi odkryć tożsamość Luke'a. No i już sam ten motyw nieco mnie skrzywił, bo oczywiście to musiał być Jabba, i oczywiście to musiał być Fett, bo według wieloletniej tradycji EU galaktyka to mała pipidówa, gdzie każdy zna każdego, gdzie wszyscy się ze sobą splatają, no i oczywiście fan service w postaci ciągłego żonglowania tymi samymi bohaterami musi być (chociaż z tym Fettem to po zastanowieniu już się oswoiłem, bo w sumie w porządku jest motyw Vadera, który został wpierw zapoznany z kimś, kto został mu przedstawiony jako najlepszy łowca w zawodzie, a który później ponownie skorzystał z jego usług w ESB). To wprowadzenie było też nieco komiksowo efekciarskie, bo oczywiście Vader musiał mieczykiem wyrżnąć Jabbie pół pałacu. 

Ale to był dopiero początek, bo ilość typowo expanded universowego efekciarstwa i komiksowego przekombinowania wciśniętego w szczeliny kanonu pomiędzy filmami, zaczęła się w tych komiksach zwiększać wykładniczo. Czy wiedzieliście np. że według nowego kanonu, Vader w swoim prywatnym śledztwie w poszukiwaniu tożsamości Luke'a, sprzymierzył się z pewną zawiadacką, zadziorną babką-poszukiwacz skarbów, która była żeńskim, rzucającym dowcipami sidekickiem dla Vadera? I że ona sama miała swoich własnych dwóch sidekicków, będących droidami. Jeden z nich - czerwonooki droid protokolarny jak C3PO tyle, że z oprogramowaniem socjopatycznego mordercy, specjalizującego się w torturowaniu istot organicznych i rzucaniem deadpanowych dowcipów. Drugi - odpowiednik R2D2, tyle, że z ilością wmontowanego, ciężkiego uzbrojenia, wystarczającą do pokonania małej armii. I że oni wszyscy razem wyglądali tak?


Albo, czy wiedziliście że pomiędzy ANH i ESB Darth Vader miał udowodnić swoją wartość Imperatorowi poprzez pokonanie czterech pesudo-Jedi, którzy zamiast mocy manipulowali rzeczywistość cybernetycznymi wszczepami i modyfikacjami genetycznymi i którzy byli od lat przygotowywani przez Palpatine'a jako potencjalne zastępstwo Vadera, a stworzeni zostali przez naukowca, który lata temu odpowiadał za przywrócenie Anakina do życia po Mustafar, a który pod koniec tych komiksów atakuje Super-Niszczyciela Executora swoją własną flotą latających, kosmicznych wielorybów? :)

That's canon :)


Ale


Muszę przyznać, że całość pochłonąłem w jeden wieczór z niekłamaną przyjemnością. Szczególnie jak już przestałem się przejmować, że ten komiksowy burdel zupełnie nie pasuje do elegancji filmów i oswoiłem się z tym, że EU rządzi się własnymi prawami. Bohaterowie są naprawdę fajni, ich interakcje ładnie napisane. Jest tu sporo humoru i dobrze napisanych momentów. Można narzekać, że pomysł Vadera sprzymierzającego się z jakąś zadziorną, zawadiacką łowczynią skarbów, to taki typowo tandeciarski, expanded universowy motyw, ale już samo wykonanie tego motywu jest naprawdę niezłe. Owa zadziorna łowczyni skarbów to charyzmatyczna, zabawna postać (jak już robić "Mary Sue" to niech przynajmniej będzie fajna ;) ) a jej relacja z Vaderem ani razu nie wychodzi poza ramy tego jak taka relacja powinna wyglądać. Tak zresztą wygląda ogół tych komiksów. W sensie wydarzenia i kontekst w jakim się pojawiają, może i pasują do filmów jak pięść do nosa, ale samo ich rozpisanie, jest naprawdę fajne. Sam Vader został wrzucony w środek totalnie efekciarskiej, komiksowej intrygi, gdzie przekombinowany motyw goni inne przekombinowane motywy, ale już sam sposób w jaki Vader został w tej intrydze przedstawiony, jest bez większych zarzutów. Przyjemnością jest oglądanie poszczególnych panelów, gdzie rysownicy próbują nadać Vaderowi cień emocji poprzez odpowiednie kadrowanie jego milczącego hełmu. Darth ani razu nie "łamie charakteru", jest pokazany jako badass (czasami możne nawet nieco nadmiernie) i nie próbuje się go wybielać, robić z niego dobrego wujka. Twórcy nie ulegają pokusie zrobienia Vadera zbyt "cool", a jego relacji z innymi bohaterami zbyt happy go lucky. Kibicujemu mu, ale scenarzyści pamiętają by w odpowiednich momentach podkreślić, że to mroczny lord, który nie zna litości, nawet wobec postaci z którymi chcielibyśmy by był w dobrych stosunkach.

Z tym ostatnim zresztą wiąże się jeden kontrowersyjny motyw komiksu o którym wciąż nie do końca wiem co myśleć. Jest tutaj pewna postać, która od samego początku budowana jest na charyzmatyczną, "cool" fan favourite. Taką na której spokojnie można by oprzeć całą serię spin offów. Twórcy stopniowo budują współpracę tej postaci z Vaderem, a ich relacje - oparte na czymś na wzór być może wzajemnego, częściowego szacunku - są jedną głównych sił napędowych komiksu. Relacja jednak kończy się tym, że owa postać zmuszona jest zajść Darthowi za skórę by ratować własną, próbuje jednak pod koniec odkupić swoje winy, pokazać Vaderowi, że jej zależy i ma nadzieje na pogrzebanie topora. I tutaj należą się propsy dla twórców, którzy nie ulegli pokusie zrobienia tego, co większość czytelników pewnie instynktownie by chciała, czyli aby pomiędzy bohaterami doszło do jakiegoś pojednania z szacunku i że obie postaci nawet jeżeli nie zostaną best of friends, to przynajmniej pożegnają się na mniej więcej dobrych warunkach. Takie uczucia często pojawiają się u odbiorcy, gdy ogląda napiętą współprace postaci będących skrajnymi przeciwieństwami, gdzie jedna jest zawsze o krok od zabicia drugiej, tak że czytelnik ma nadzieje, że gdzieś tam jednak pomiędzy ostrymi słowami nawiązuje się jakaś nic szacunku a może nawet i sympatii. Scenarzyści wiedzieli, że takie zagranie byłoby pogwałceniem charakteru Vadera, więc zamiast robić formę happy endu jako fan service, to pokazują jak Vader tę postać morduje i to w dość okrutny sposób. Cytując słowa które padają w komiksie: "He's Darth Vader. He was never going to be kind". Za tak bezkompromisowe podjeście należą się scenarzyście propsy.

Tylko, że kilka stron dalej, skurczybyk wyciąga z kieszeni stary, komiksowy motyw "he died. BUT NOT REALLY", gdzie okazuje się, że owa postać jednak przeżyła, off camera. I teraz robią z nią serię spin offów. Gdy to przeczytałem byłem dość zażenowany bo to marnowanie i spuszczanie powietrza z naprawdę świetnej sceny śmierci. Z drugiej strony, coraz mniej jestem na to zły, bo owa postać rzeczywiście jest fajna i z przyjemnością przeczytam jej przyszłe przygody. Jak już robić tandeciarski, komiksowy "He's alive folks!", to niech przynajmniej coś dobrego z tego wyniknie. I choć sama postać przeżyła, to jednak z punktu widzenia Vadera, nadal wszystko zostało zachowane, bo as far as he's concerned on tę postać zabił, więc jego charakter nie został pogwałcony, a to chyba najważniejsze. 

Generalnie wątpię czy kiedykolwiek uznam te zwariowane przygody jako autentyczny kanon w mojej głowie, i raczej nie będę podchodził do filmów tak, jakby ten komiksowy pierdzielnik naprawdę się pomiędzy nimi wydarzył. Ale jako osobny twór, jako elseworldową ciekawostkę, jako żonglerkę gwiezdnowojennymi postaciami w nowym kontekście, czytało się to naprawdę dobrze i widać, że scenarzysta jest przyzwoity z uchem do śmiesznych dialogów i fajnych sytuacji. Na tyle dobrze, że jestem autentycznie ciekaw tego jak Marvel poprowadzi te postaci i sięgnę po pozostałe zeszyty. Zwłaszcza, że na razie wszystkie ich star warsowe komiksy dzieją się w tym samym okresie (ANH-ESB), tyle że z perspektywy innych bohaterami. No i czekam na tę spin offową serię ze wspomnianą wyżej postacią.





[Obrazek: pq94Pd8.jpg]
It's not exactly a normal world, is it?

Odpowiedz

Digg   Delicious   Reddit   Facebook   Twitter   StumbleUpon  






Podobne wątki
Wątek: Autor Odpowiedzi: Wyświetleń: Ostatni post
  Książki Azgaroth 1,334 122,703 28-11-2016, 09:16
Ostatni post: military
  Szukam książki military 41 4,619 05-07-2016, 00:05
Ostatni post: iselor
  Ekranizacja książki Raul7 1 639 02-11-2015, 18:00
Ostatni post: Bzyku
  Baza adaptacji na portalu książki aniakonda 12 2,512 22-11-2014, 17:34
Ostatni post: aniakonda



Użytkownicy przeglądający ten wątek:
Dirk, 3 gości