Star Wars - książki
#21
Ej no :P

Może po SW7 żyłem złudnymi marzeniami, ale myślałem, że jednak coś tam konkretnego/kreatywnego wymyślą w tym nowy EU.

No ale widać, że to tylko maszyna do trzepania kapuchy na fanach (i nie tylko). Chyba nawet większa, niż za czasów Lucasa =/
zombie001, proud to be a member of Forum KMF Film.org.pl since Jul 2013.
"MAD MAX: FURY ROAD" - MotY 2015
"SŁUŻĄCA" - MotY 2016
"GHOST STORY" - MotY 2017 

Odpowiedz
#22
Czepiasz się, że merchandising służy do zarabiania na fanach? Poważnie?
For my ally is the Force, and a powerful ally it is.


Odpowiedz
#23
No przecież oczywiście, że nie. Nie czepiam się tego, że ktoś zarabia na fanach, tylko tego, że robi to trochę.. no wiesz, w taki bezczelny sposób.

EU wywalono dla konkretnego celu. Miało to pomóc w realizacji kolejnych filmów. A jak się okazało później, generalnie miało to pomóc Abramsowi przy odgrzewaniu kotleta - bo inaczej tego nazwać nie można - i dać możliwość Disneyowi do zrobienia kolejnych, zbędnych prequeli w tym świecie.

A teraz co robią? Co robią kilka lat po wywaleniu EU? Odgrzewają kolejne kotlety w formie tekstowej, bazując na EU... I jeszcze wmawiają fanom, że robią to z miło$ci do nich =/

Cudo.
zombie001, proud to be a member of Forum KMF Film.org.pl since Jul 2013.
"MAD MAX: FURY ROAD" - MotY 2015
"SŁUŻĄCA" - MotY 2016
"GHOST STORY" - MotY 2017 

Odpowiedz
#24
Mimo wszystko "Thrawnem" Zahna nie pogardzę ; )
Ale fakt, zabieg z Admirałem jest niczym innym jak podlizywaniem się fanom.

Cały ten "reboot" był zbędny. Ok, mogli wyrzucić książki post-ROTJ, jakieś starocie typu pierwsze komiksy Marvela, "Spotkanie na Mimban" itp, ale zostawić te ważniejsze pozycje (typu Cienie Imperium, Plagueis, Labirynt Zła itp).

Swoją drogą, Lucasfilm i tak olewał książki przed 'rebootem'. Mało to razy TCW olało komiksy, CW Tartakovsky'ego itp ? Prequele też jakoś bardzo się nie przejmowały książkami chociaż co by nie mówić, Courscant z Trylogii Thrawna przeszło do filmów :)
"Y es que eso es y, creo, será siempre el cine: una manera maravillosa de soñar" J. Potau

Odpowiedz
#25
[Obrazek: UAJukGW.jpg]

Marvel: Darth Vader #1-25


Zeszłoroczna seria o Vaderze, pokazująca wydarzenia pomiedzy AHN i ESB, będąca częścią nowego kanonu Expanded Universe według Disneya.

Nie jest to pozycja, która normalnie byłaby na moim radarze. Raz, że komiksów czytam stosunkowo mało i wolę się ograniczyć do najbardziej polecanych tytułów, a dwa, że szczegóły tego co dzieje się w rozszerzonym uniwersum SW, średnio mnie interesują.  Jednak często natykałem się na fragmenty tej serii wrzucane na reddita i Imgura i choć żaden z nich nigdy nie zrobił na mnie jakiegoś szczególnego wrażenia (a wręcz wydawały się nieco efekciarskie), tak dzisiaj po raz enty natykając się w necie na fragment w którym Boba Fett informuje Vadera o tożsamości Luke'a, postanowiłem z czystej ciekawości sprawdzić, co tam o Vaderze Marvel powymyślał i ściągnąłem angielskie kopie wszystkich wydań zbiorczych (najlepszą wersje mają chyba na getcomics.info).

Generalnie historia łączy dwa wątki - prywatne śledztwo Vadera w celu odkrycia tożsamości rebelianckiego pilota, który zniszczył Gwiazdę Śmierci, oraz próby ponownego wdania się w łaski Imperatora i udowodnienia swojej wartości, po tym gdy Palpatine zdegradował Vadera, obwiniając go o dopuszczenie do zniszczenia stacji bojowej. Początek lekko odrzucił mnie swoją komiksowością. Historia rozpoczyna się od ukazania Vadera pojawiającego się osobiście na Tattooine w pałacu Jabby, który z kolei daje mu namiary na Fetta, aby ten pomógł Vaderowi odkryć tożsamość Luke'a. No i już sam ten motyw nieco mnie skrzywił, bo oczywiście to musiał być Jabba, i oczywiście to musiał być Fett, bo według wieloletniej tradycji EU galaktyka to mała pipidówa, gdzie każdy zna każdego, gdzie wszyscy się ze sobą splatają, no i oczywiście fan service w postaci ciągłego żonglowania tymi samymi bohaterami musi być (chociaż z tym Fettem to po zastanowieniu już się oswoiłem, bo w sumie w porządku jest motyw Vadera, który został wpierw zapoznany z kimś, kto został mu przedstawiony jako najlepszy łowca w zawodzie, a który później ponownie skorzystał z jego usług w ESB). To wprowadzenie było też nieco komiksowo efekciarskie, bo oczywiście Vader musiał mieczykiem wyrżnąć Jabbie pół pałacu. 

Ale to był dopiero początek, bo ilość typowo expanded universowego efekciarstwa i komiksowego przekombinowania wciśniętego w szczeliny kanonu pomiędzy filmami, zaczęła się w tych komiksach zwiększać wykładniczo. Czy wiedzieliście np. że według nowego kanonu, Vader w swoim prywatnym śledztwie w poszukiwaniu tożsamości Luke'a, sprzymierzył się z pewną zawiadacką, zadziorną babką-poszukiwacz skarbów, która była żeńskim, rzucającym dowcipami sidekickiem dla Vadera? I że ona sama miała swoich własnych dwóch sidekicków, będących droidami. Jeden z nich - czerwonooki droid protokolarny jak C3PO tyle, że z oprogramowaniem socjopatycznego mordercy, specjalizującego się w torturowaniu istot organicznych i rzucaniem deadpanowych dowcipów. Drugi - odpowiednik R2D2, tyle, że z ilością wmontowanego, ciężkiego uzbrojenia, wystarczającą do pokonania małej armii. I że oni wszyscy razem wyglądali tak?


Albo, czy wiedziliście że pomiędzy ANH i ESB Darth Vader miał udowodnić swoją wartość Imperatorowi poprzez pokonanie czterech pesudo-Jedi, którzy zamiast mocy manipulowali rzeczywistość cybernetycznymi wszczepami i modyfikacjami genetycznymi i którzy byli od lat przygotowywani przez Palpatine'a jako potencjalne zastępstwo Vadera, a stworzeni zostali przez naukowca, który lata temu odpowiadał za przywrócenie Anakina do życia po Mustafar, a który pod koniec tych komiksów atakuje Super-Niszczyciela Executora swoją własną flotą latających, kosmicznych wielorybów? :)

That's canon :)


Ale


Muszę przyznać, że całość pochłonąłem w jeden wieczór z niekłamaną przyjemnością. Szczególnie jak już przestałem się przejmować, że ten komiksowy burdel zupełnie nie pasuje do elegancji filmów i oswoiłem się z tym, że EU rządzi się własnymi prawami. Bohaterowie są naprawdę fajni, ich interakcje ładnie napisane. Jest tu sporo humoru i dobrze napisanych momentów. Można narzekać, że pomysł Vadera sprzymierzającego się z jakąś zadziorną, zawadiacką łowczynią skarbów, to taki typowo tandeciarski, expanded universowy motyw, ale już samo wykonanie tego motywu jest naprawdę niezłe. Owa zadziorna łowczyni skarbów to charyzmatyczna, zabawna postać (jak już robić "Mary Sue" to niech przynajmniej będzie fajna ;) ) a jej relacja z Vaderem ani razu nie wychodzi poza ramy tego jak taka relacja powinna wyglądać. Tak zresztą wygląda ogół tych komiksów. W sensie wydarzenia i kontekst w jakim się pojawiają, może i pasują do filmów jak pięść do nosa, ale samo ich rozpisanie, jest naprawdę fajne. Sam Vader został wrzucony w środek totalnie efekciarskiej, komiksowej intrygi, gdzie przekombinowany motyw goni inne przekombinowane motywy, ale już sam sposób w jaki Vader został w tej intrydze przedstawiony, jest bez większych zarzutów. Przyjemnością jest oglądanie poszczególnych panelów, gdzie rysownicy próbują nadać Vaderowi cień emocji poprzez odpowiednie kadrowanie jego milczącego hełmu. Darth ani razu nie "łamie charakteru", jest pokazany jako badass (czasami możne nawet nieco nadmiernie) i nie próbuje się go wybielać, robić z niego dobrego wujka. Twórcy nie ulegają pokusie zrobienia Vadera zbyt "cool", a jego relacji z innymi bohaterami zbyt happy go lucky. Kibicujemu mu, ale scenarzyści pamiętają by w odpowiednich momentach podkreślić, że to mroczny lord, który nie zna litości, nawet wobec postaci z którymi chcielibyśmy by był w dobrych stosunkach.

Z tym ostatnim zresztą wiąże się jeden kontrowersyjny motyw komiksu o którym wciąż nie do końca wiem co myśleć. Jest tutaj pewna postać, która od samego początku budowana jest na charyzmatyczną, "cool" fan favourite. Taką na której spokojnie można by oprzeć całą serię spin offów. Twórcy stopniowo budują współpracę tej postaci z Vaderem, a ich relacje - oparte na czymś na wzór być może wzajemnego, częściowego szacunku - są jedną głównych sił napędowych komiksu. Relacja jednak kończy się tym, że owa postać zmuszona jest zajść Darthowi za skórę by ratować własną, próbuje jednak pod koniec odkupić swoje winy, pokazać Vaderowi, że jej zależy i ma nadzieje na pogrzebanie topora. I tutaj należą się propsy dla twórców, którzy nie ulegli pokusie zrobienia tego, co większość czytelników pewnie instynktownie by chciała, czyli aby pomiędzy bohaterami doszło do jakiegoś pojednania z szacunku i że obie postaci nawet jeżeli nie zostaną best of friends, to przynajmniej pożegnają się na mniej więcej dobrych warunkach. Takie uczucia często pojawiają się u odbiorcy, gdy ogląda napiętą współprace postaci będących skrajnymi przeciwieństwami, gdzie jedna jest zawsze o krok od zabicia drugiej, tak że czytelnik ma nadzieje, że gdzieś tam jednak pomiędzy ostrymi słowami nawiązuje się jakaś nic szacunku a może nawet i sympatii. Scenarzyści wiedzieli, że takie zagranie byłoby pogwałceniem charakteru Vadera, więc zamiast robić formę happy endu jako fan service, to pokazują jak Vader tę postać morduje i to w dość okrutny sposób. Cytując słowa które padają w komiksie: "He's Darth Vader. He was never going to be kind". Za tak bezkompromisowe podjeście należą się scenarzyście propsy.

Tylko, że kilka stron dalej, skurczybyk wyciąga z kieszeni stary, komiksowy motyw "he died. BUT NOT REALLY", gdzie okazuje się, że owa postać jednak przeżyła, off camera. I teraz robią z nią serię spin offów. Gdy to przeczytałem byłem dość zażenowany bo to marnowanie i spuszczanie powietrza z naprawdę świetnej sceny śmierci. Z drugiej strony, coraz mniej jestem na to zły, bo owa postać rzeczywiście jest fajna i z przyjemnością przeczytam jej przyszłe przygody. Jak już robić tandeciarski, komiksowy "He's alive folks!", to niech przynajmniej coś dobrego z tego wyniknie. I choć sama postać przeżyła, to jednak z punktu widzenia Vadera, nadal wszystko zostało zachowane, bo as far as he's concerned on tę postać zabił, więc jego charakter nie został pogwałcony, a to chyba najważniejsze. 

Generalnie wątpię czy kiedykolwiek uznam te zwariowane przygody jako autentyczny kanon w mojej głowie, i raczej nie będę podchodził do filmów tak, jakby ten komiksowy pierdzielnik naprawdę się pomiędzy nimi wydarzył. Ale jako osobny twór, jako elseworldową ciekawostkę, jako żonglerkę gwiezdnowojennymi postaciami w nowym kontekście, czytało się to naprawdę dobrze i widać, że scenarzysta jest przyzwoity z uchem do śmiesznych dialogów i fajnych sytuacji. Na tyle dobrze, że jestem autentycznie ciekaw tego jak Marvel poprowadzi te postaci i sięgnę po pozostałe zeszyty. Zwłaszcza, że na razie wszystkie ich star warsowe komiksy dzieją się w tym samym okresie (ANH-ESB), tyle że z perspektywy innych bohaterami. No i czekam na tę spin offową serię ze wspomnianą wyżej postacią.





[Obrazek: pq94Pd8.jpg]
This is not Warcraft in space!

Odpowiedz
#26
A dasz wiarę, że z całego Marvelowskiego Nowego Kanonu, "Darth Vader" to jedna z najlepszych serii? Smutne :(

Dla mnie seria dawała radę w pierwszym arcu. Później zaczęło to zahaczać o wybitnie idiotyczne rejony (Cylo oraz Mon Calamari z ciałem na wzór Grievousa). Aphry i jej relacji z Vaderem nie lubiłem. Jej fangirlstwo w pierwszych numerach, za bardzo podjeżdżało pod nastolatkowe, erotyczne fanfiction :P Konsumując także inne materiały z Nowego Kanonu, zdałem sobie sprawę, że od tej chwili, jedyny kanon, to filmowy kanon. Reszta albo nic ciekawego nie wprowadza, a jak już wprowadza... to wolałbym żeby to nie istniało.

Dark Horse miało zdecydowanie lepsze podejście do tego uniwersum.
For my ally is the Force, and a powerful ally it is.


Odpowiedz
#27
Komiksów z nowego kanonu nie czytam (przeczytałem 2 chaptery tego komiksu dziejącego się tuż po ROTJ z rodzicami Poe, i było mega słabo. Ale za to komiks z Maulem TCW był ok), i z tego co pisze Proteus, to dobrze, że tego nie czytam ;o Boże kto tam fabułe pisze ;o
Ale fragment, który wrzucił Proteus mega klimatyczny, fajnie by było coś takiego zobaczyć w filmie ; )

Co do Nowego Kanonu ogólnie: na dzień dzisiejszy przeczytalem "Dark Disciple", "Maul Lockdown", "Tarkin" i "Lordowie Sithów". "Tarkin" chyba z nich wszystkich podobał mi się najlepiej (w końcu Luceno :) ) + kilka fajnych nawiązań do Plageuisa (nie wiem jak się pisze te jego nazwisko). "Lordowie Sithów" - ni ziębi ni grzeje. Nie wnosi absolutnie nic do uniwersum, ale czyta się to całkiem ok.
"Dark Disciple" - niestety trzyma poziom produktów typu 90% odcinków TCW i sezon 2 Rebelsów. Zapowiadało się ciekawie, ale wyszło bardzo słabo. Mega, mega infantylna fabuła + wogle punkt wyjściowy książki to Rada Jedi zleca zabójstwo (!) Dooku. Jedi zlecający zabójstwo. Serio to nijak pasuje do Rady Jedi przedstawianej w filmach i innych produktach.
"Maul Lockdown" - o Boże, ale to było złe. Naprawdę, bardzo złe. Gdyby mieli to zaadaptować w formie filmowej, to musiałby to być niskobudżetowy film SF, klasy B, najlepiej wyprodukowany przez SyFy :)
Ogólnie rzecz biorac, nowy kanon mało mnie interesuje, zdecydowanie wole sięgać po pozycje z oryginalnego EU. Z nowego kanonu planuje przeczytać "Catalyst" - prequel RO od Luceno. Nazwisko autora jest głównym powodem dla którego chciałbym te książkę przeczytać. Może rzucę okiem na "Bloodline" (jako, że jest to taki trochę wstęp do E7 i ponoć kilka motywów wyszło od Riana Johnsona, które mają być rozwinięte w E8) i "Thrawna" (głównie dlatego, że pisze go Zahn a na nim się jeszcze nie sparzyłem).

Cytat:A dasz wiarę, że z całego Marvelowskiego Nowego Kanonu, "Darth Vader" to jedna z najlepszych serii? Smutne :(
Jeśli jest tak jak mówisz, to to jest naprawde smutne ;/
"Y es que eso es y, creo, será siempre el cine: una manera maravillosa de soñar" J. Potau

Odpowiedz
#28
@Grevious

Co do idiotycznych rejonów - wątki tego komiksu to jest oczywiście mega tandeciarstwo i kicz, które do filmów pasują jak pięść do nosa (chociaż stary expanded universe też był pełen takich głupot i streszczeń fabuł, które brzmiały jak telenowele. Grevious-Calmari nie groszy od Maula-Pająka), ale kiedy dotarłem do tych naprawdę poronionych pomysłów, nie przeszkadzały mi one, bo wtedy już podchodziłem do tej historii nie jak do kanonicznej części sagi, tylko jak do zwykłego, X-menowo, Avengerowego komiksu, tyle że z bohaterami SW. I tak jak w "zwykłych" komiksach Marvela i DC, gdzie funkcjonuje pewna umowność w której twórcy świadomie grają na totalnie przerysowanych, tandeciarsko brzmiących motywach, ale używają ich jedynie jako pretekstu do fajnej zabawy bohaterami. I podobnie podchodziłem do tego, szczególnie, że co by nie myśleć o ogólnym zarysie fabuły tej serii, główny scenarzysta był na tyle sprawny, by wypełnić ją momentami, które przykuwały uwagę.

Natomiast co do relacji Aphra-Vader, to podobała mi się. W sensie sam pomysł tego zestawienia jest totalnie z dupy, nie pasuje do filmów, łączy bohaterów, którzy wyglądają jakby ktoś wyciągnął ich z kompletnie innych bajek i generalnie jest kolejnym pomysłem, który może się wydać tandeciarski, ale samo wykonanie tego motywu już było spoko. Lawrence też mi pisał, że Aphra za bardzo śmieszkowała wobec Vadera, który powinien budzić grozę, ale moim zdaniem ich relacja świetnie oddała to jak wyglądałaby współpraca ludzi o takim charakterze. Vader był kompletnie stoicki. Dla niego Aphra praktycznie nie istniała jako ktoś kim należy się przejmować. W najlepszym wypadku odczuwał może lekki szacunek do jej umiejętności, ale in the end i tak nie miało to znaczenia biorąc pod uwagę to jak ich współpraca się zakończyła.

Co do samej Aphry natomiast, przede wszystkim ona się go bała. To było wyraznie nakreślone. Już przy pierwszym spotkaniu wiedziała i prawie pogodziła się z tym, że on ją najprawdopodobniej zabije. I nawet wtedy gdy ich współpraca wciąż trwała ona wiedziała, że stoi na cienkim lodzie i że każdy błąd może ją kosztować życie. Nie próbowała go też przechytrzyć jak inne postaci, bo wiedziała, że w jego wypadku nie miało by to sensu. Czuć było z jej dialogów, że w pełni zdawała sobie sprawę z tego jak duża persona do niej uderzyła, ale że to taki typ bohaterki, co to wszystko śmiechem próbuje zbyć, to sobie tam rzucała dowcipasami, aby nerwowo spuścić nieco powietrza z napiętej, popapranej sytuacji, wiedząc, że on nigdy nie odpowie. I choć była z jednej strony przestraszona, to z drugiej miała w sobie ten pierwiastek szalonej osoby, która jest gotowa zaryzykować życie dla przygody i nie jest do w stanie do końca ukryć ekscytacji tym, że  "Sam Lord Vader"poprosił ja o pomoc

Zrozumiałbym zarzuty, gdyby scenarzysta uległ pokusie nawiazania pomiędzy nimi jakiegoś większego stopnia spoufalenia, czy pokazali fragment w którym Vader odpowiada pozytywnie na jej dowcipkowanie, ale niczego takiego nie było. Zamiast tego mamy jedną postać, która jest kompletnym monolitem i drugą, która nerwowo próbuje śmieszkować wokół niego, aby jakoś poradzić sobie z tą popapraną sytuacją i dlatego, że taki ma charakter.

Ja wiem, że Aphra na papierze aż krzyczy "postać too cool for school" i "Widzicie? Dziewczyny też mogą być Hanami Solo" i że wygląda jakby wyrwali ją z innej bajki, ale w oderwaniu od szerszego kontekstu SW, sama postać mi się podobała.
This is not Warcraft in space!

Odpowiedz
#29
@Proteus- jako komiks-popierdółka dla umilenia czasu pomiędzy filmami, to tak- poczytne to jest. Mój ból dupy jednak wynika bardziej z tego, że komiksy Dark Horse, które też miały swoje ułomności, całkiem organicznie wplatały się do filmowego uniwersum. Kurde, one na swój sposób "naprawiły" prequele, gdyż nadały szerszego kontekstu, mniej jasnym wątkom z filmów. U Marvela tego nie czuję. Całość jest wykonana z manierą kiepskiego fanfiction.

Cytat:chociaż stary expanded universe też był pełen takich głupot i streszczeń fabuł, które brzmiały jak telenowele. Grevious-Calmari nie groszy od Maula-Pająka

Maul-Pająk to twór z TCW, które jest "kanoniczne". I tak, to ten sam poziom zjebania :P

szopman napisał(a):Komiksów z nowego kanonu nie czytam (przeczytałem 2 chaptery tego komiksu dziejącego się tuż po ROTJ z rodzicami Poe, i było mega słabo. Ale za to komiks z Maulem TCW był ok),
Jeżeli chodzi o komiksy z Nowego Kanonu, to u mnie wygląda to tak:

"Darth Maul—Son of Dathomir" - pomimo, że jest to oparte na bzdurnych niewykorzystanych scenariuszach "The Clone Wars", to Dark Horse (ich ostatni komiks ze świata SW i jedyny z Nowego Kanonu) wyciska z tego 120%. Jest tu pewien dysonans, gdyż historyjka to typowe bzdury z TCW, ale całość ma ten fajny posmak starego EU (Dooku i Grievous to badassy ze starszych komiksów,a nie te serialowe sieroty). Ale polecić to ciężko, gdyż to bezpośrednia kontynuacja TCW.

"Star Wars" - kilka fajnych one shotów (np. Obi-Wan na Tatooine), ale główna linia fabularna jest bardzo słaba i nigdy nie zaakceptuję tego jako kanonu. Plus męczące wprowadzanie ciągle to nowych kobiecych postaci, które są w zasadzie takie same. Rey to Mary Sue? Sorry, sięgnijcie po ten komiks.

"Darth Vader"- tak jak pisałem wcześniej, pierwszy story arc, jest całkiem w porządku, ale im dalej tym gorzej. Pod koniec miałem dosyć i bardzo się cieszę, że już to skończyli.

"Princess Leia"- nawet fajnie się odniesiono do tego, w jaki sposób Leia w ROTJ pamiętała swoją matkę. Ale poza tym, wybitnie słabe.

"Kanan"- tutaj akurat szok, bo jest to komiks powiązany z mega bardziewnymi "Star Wars Rebels", który opowiada o młodości Kanana, jak wyglądało jego szkolenie podczas Wojen Klonów oraz jak przetrwał rozkaz 66. Zaskakująco... fajne. Jest to chyba najlepsze co Marvel wypuścił do tej pory. Tym bardziej imponujące, gdyż na serialowego Kanana mam wybitnie wyjebane :P Warto zaznaczyć, że za historią stoi Greg Weisman, czyli showrunner zapomnianej perełki "Spectacular Spider-Man". Miał on być także showrunnerem "Star Wars Rebels", ale koniec końców pozostał nim Dave Filloni (facet od TCW), a Weisman ograniczył swój udział do tego komiksu. Szkoda, bo wychodzi na to, że kapelusznik zarżnął potencjalnie fajny serial.

"Lando"- spory zawód, gdyż całkiem obiecujący początek, skończył się kompletnym niewypałem. Statek Imperatora, wypełniony pradawnymi artefaktami Sithów, to był świetny tease, ale na tym się skończyło, gdyż im dalszy numer, tym więcej kretynizmów. Szalone, humanodialne, gej pantery to już za dużo dla mnie :P

"Shattered Empire"- nic fatalnego, ale poza przedstawieniem rodziców Poe, to specjalnie nic tutaj nie ma.

"Chewbacca"- GÓWNO

"Obi-Wan & Anakin"- fajny wątek we flashbackach, w których Palpatine manipuluje Anakinem, już od pierwszych chwil, gdy ten został padawanem. Niestety główna linia fabularna, jest niezbyt ciekawa.

"Poe Dameron"- fatalny pierwszy arc, kiepski drugi, ale trzeci zapowiada się nie tak strasznie. Tendencja zwyżkowa jest, ale na chwilę obecną, jest to jedna z gorszych pozycji.

"Han Solo"- wielkie rozczarowanie, gdyż pomysł wyjściowy był bardzo fajny. Han Solo biorący udział w śmiertelnie niebezpiecznym wyścigu dla najlepszych z najlepszych pilotów, to mógłby być w zasadzie dobry pomysł na filmowy spin off. Niestety miałki wątek "kryminalny", oraz gigantyczna w skali uniwersum bomba fabularna z ostatniego numeru, do której pewnie nikt nigdy nigdzie się nie odniesie, po raz kolejny udowadnia, że tych komiksów nie można traktować poważnie.

"The Force Awakens"- czyli komiksowa adaptacja filmu. Przeczytałem jeden numer, kompletnie nie ogarniam sensu istnienia tej serii.

Z książek z Nowego Kanonu przeczytałem "Tarkina", który poza kilkoma fragmentami, był raczej kiepski i nic nie wprowadzający, oraz "Catalyst", które było tylko ok. Miałem nadrobić inne, ale jakoś ochoty nie mam.
For my ally is the Force, and a powerful ally it is.


Odpowiedz
#30
(07-12-2016, 18:34)Grievous napisał(a): "Chewbacca"- GÓWNO




[Obrazek: BIKn8CJ.jpg]
This is not Warcraft in space!

Odpowiedz
#31
W zasadzie możesz przeczytać. Chyba nic gorszego już nie wydadzą... nigdy :P Więc będzie tylko lepiej.

Chociaż był jeszcze ten one-shot o tym jak C3PO stracił rękę i zastąpił czerwoną. Brrr.
For my ally is the Force, and a powerful ally it is.


Odpowiedz
#32
Ogólnie jeśli chodzi o komiksy SW, to nigdy specjalnie nie przyciągały mojej uwagi :) Chociaż "Wojny Klonów' pojawiające się w latach 2002-5 były naprawde całkiem spoko :)
Ostatnio też jakiś komiks o Jango czytałem, taki jego origin, to też mnie nie powalił.
"Y es que eso es y, creo, será siempre el cine: una manera maravillosa de soñar" J. Potau

Odpowiedz
#33
Opowiesz o Lei i matce?

Odpowiedz
#34
Grevious opowiadający o Lei:

This is not Warcraft in space!

Odpowiedz
#35
Opowiadać to raczej nie ma specjalnie czego. Po wydarzeniach z ANH, Leia odwiedza Naboo. Jako, że jest ona wrażliwa na moc (chociaż nie jest tego świadoma), to ma ona wizje w których widzi Padme, ale nie za bardzo ogarnia o co chodzi. Nie jest to powiedziane wprost, ale to raczej oczywiste odniesienie do ROTJ - "Just... images really. Feelings. She was very beautiful. Kind, but sad".

Nie jest to może subtelne, ale nawet fajnie z tego wybrnęli.
For my ally is the Force, and a powerful ally it is.


Odpowiedz
#36
Grievous, masz do polecenia jakieś konkretne zeszyty Dark Horse?
This is not Warcraft in space!

Odpowiedz
#37
Większość czytałem lata temu, często w masowych ilościach, a jako ze jest tego w pizdu i więcej, to ciężko mi powiedzieć jak to się aktualnie trzyma. Ale biorąc pod uwagę jak mi nie podchodzą Marvele, a wśród zapowiedzi nic ciekawego nie ma, to chyba będzie sobie trzeba powtórzyć co ciekawsze i nadrobić zaległości.

Najmilej wspominam serię "Republic"(początkowo w 1998 zatytułowane po prostu "Star Wars") która obejmuje czasy sprzed TPM aż po rozkaz 66. W dużej mierze skupia się to na różnych Jedi w czasach Republiki, gdzie połowa z tego to Wojny Klonów. Ze względu na mnogość postaci, jest tutaj kilka różnych, niekiedy przeplatających story arców, czasem lepszych, czasem gorszych, ale już sama historia Quinlana Vosa jest na tyle dobra, że warto to ogarnąć. Istnieje też kilka mini serii które w mniejszy lub większy sposób nawiązują do tej (jak. "Obsession" które ma mały cult following w fandomie). Ogólnie jest to chyba jedna z najulubieńszych serii fanów, a także jeden z powodów nienawiści skierowanego ku "The Clone Wars".

"Knights of the Old Republic" też było bardzo dobre, ale wymaga jest tutaj raczej dobra znajomości fabuły i postaci z obu części gry, bo wtedy frajda jeszcze większa, gdyż jest to całkiem zgrabnie napisany prequel. Całkiem sympatyczny pomysł na głównego bohatera, który dla odmiany nie jest żadnym wybrańcem, czy super utalentowanym wojownikiem... a Jedi beztalenciem, którego Zakon najchętniej by się pozbył, a także fajne postaci drugoplanowe i kilka twistów w fabule.

"Dark Times" też mi się podobało, ale nigdy nie skończyłem, gdyż seria ciągle miała długie przerwy w wydawaniu co kolejnych numerów. W końcu straciłem zainteresowanie, a gdy się już zakończyła, to nie pamiętałem fabuły na tyle dobrze by to wznowić, a jakoś nie mogłem znaleźć czasu by zacząć czytać od początku. Ale to co przeczytałem, było dobre, nawet bardzo. Plus znajduje się tam jeden z najmroczniejszych i chyba najbardziej pojebanych twistów w całej historii SW. Prawdę mówiąc to trochę zdziwko, że to przeszło... no chyba, że to odkręcają w numerach których nie czytałem.

"Dawn of the Jedi" ma trochę problemów, ale jest to seria, która przedstawia najwcześniejszy okres w historii SW (ponad 25 tysięcy lat przed filmami). Sporo fajnych pomysłów na "uwstecznienie" uniwersum jak prekursorzy Jedi- Bendu, Force Houndy czy miecze świetlne napędzane ciemną stroną mocy, oraz znane z KOTORa pradawne Imperium Rakatan. Może nie żadne "must read", ale i tak o lata świetlne lepsze od Marvelowskich tytułów.

"Empire" oraz kontynuacja "Rebellion" bywało różne. W przypadku tego pierwszego znalazło się kilka udanych opowiastek jak story arc "Betreyal" inspirowany Operacją Walkiria, czy historia Biggsa Darklightera. "Rebellion" to już jednak średniak był.

"Tales of the Jedi" zestarzało się okropnie pod chyba każdym względem i ciężko to polecić teraz. ALE jest to jednak prekursor całej mitologii Starej Republiki, na której oparła się reszta EU- od książek, po komiksy oraz gry. To tutaj swoje źródło mają Korriban, Valley of the Dark Lords, Marka Ragnos, Ajunta Pall, Ulic Qel-Droma czy Mandalor. Do najlepszych czytadeł to nie należy, ale w ramach ciekawostki warto obczaić. Za to chętnie widziałbym oparty na tym filmowy spin off w klimatach "Johna Cartera".

Co do historii post-ROTJ... mam osobisty bias- nie lubię ich. Zbyt dużo idiotyzmów jak na mój gust. Ale jest kilka ciekawych rzeczy.

"Crimson Empire" Trylogia - czyli najfajniejsza historia z tego okresu. Rozpad Imperium oraz wojna domowa pomiędzy frakcjami, a wszystko z perspektywy byłego Imperialnego Gwardzisty, ciągle będącego bezwzględnie lojalnym Imperatorowi, nawet po jego śmierci. Spoko rzecz, także świetnie nadająca się na filmowy spin-off.

"Dark Empire" i kontynuacje- to nie jest dobry komiks. Tak właściwie to jest to zły komiks. Ale jest tutaj tak dużo idiotycznie-kultowych pomysłów, że warto się zainteresować.

Trylogia Thrawna- czyli komiksowa adaptacja książek. Osobiście, to niezbyt mi się podobało, ale jak ktoś chce ogarnąć o co chodzi z tą słynną trylogią, a nie ma zbytnio ochoty na czytanie książek, to jest to sensowna alternatywa.

"Invasion" podobało mi się chyba bardziej niż powinno. Ale niestety nie mogę polecić- raz że nie ma to zakończenia (cliffhanger :( ), a dwa, że jest to mocno umiejscowione w mitologii EU z okresu post-ROTJ, bez większych wyjaśnień dla mniej zaznajomionego czytelnika. Yuuzhan Vong, nieżyjący Chewie czy dzieciaki Skywalkerów ustalone przez przeszłe opowieści, to tutaj punkt wyjściowy.

"Legacy" ma wielu miłośników, ale nigdy nie przebiłem się przez kilka pierwszych numerów. Od lat obiecuję sobie, że do tego wrócę, ale kolejny Skywalker i kolejne imperium Sithów brzmi wtórnie do bólu.

Istnieje także ogromna ilość mini serii oraz one-shotów. Tak z głowy to sobie mogę przypomnieć teraz, całkiem sympatyczne kilkunastostronicowe origin-story Grievousa zatytułowane "The Eyes of Revolution", jego mini seria "General Grievous" też była udana, ale raczej ze względu na momenty, niż historię. "Darth Vader and the Ghost Prison" (będące czymś w rodzaju prequela do "Betreyal" z "Empire") też wrył mi się w pamięć, ze względu na to, że wszystkie postacie tam występujące, to banda skurwysynów :P Plus całkiem fajne rysunki to miało. MILION lat temu czytałem "Open Seasons" o przeszłości Jango Fetta, kojarzę że była to jedna z bardziej kompetentnych historii o tej postaci, ale nie wiem jak to teraz wypada. Boba Fett miał trochę fajnych historii, ale tytułów już niestety nie kojarzę.

To tak z głowy, ale przydałaby się rewizja.
For my ally is the Force, and a powerful ally it is.


Odpowiedz
#38
[Obrazek: Facebook-Like_zpszniov66a-1.png]
This is not Warcraft in space!

Odpowiedz
#39
Chyba trzeba będzie się pochylić nad "Catalyst: a Rogue One Novel" Luceno - na razie jest tylko w oryginale ale za parę miesięcy się pewnie pojawi po polsku.
Pokazuje to co łączy Krennicka z Orso, stosunki Krennica i Tarkina, jest sporo o Guerrerze. Podobno idealne wprowadzenie do filmu.
Kolejny "must-read".

Odpowiedz
#40
Mam kilka książek z nowego kanonu, jedyne które u nas wyszły i które mnie interesują. "Lordowie Sithów" to przyjemne czytadło, z paroma fajnymi elementami i niezłe zarysowania postaci Chama Syndulli. Kompletnie jednak nie są istotne dla całego uniwersum. "Kompania zmierz" po za kilkoma słabymi momentami jest bardzo fajnie napisana, czyta się jak prawdziwie świetną historię wojenna, fajne przedstawienie Rebelii, świetny epizod Vadera. "Koniec i początek" to seria ważna w kontekście nowych Epizodów, ale pierwszy tom jest dośc słaby choć nadal pełny fajnych smaczków jak chociażby finał czy pokazanie sekty zbierającej relikwie po Vaderze. Z "Tarkinem" nadal się męcze.

Moim zdaniem Uroboros powinien wydać w przyszłym roku do końca "Koniec i początek". KOlejne tomy podobno lepsze. Cieszę się niesamowicie na zapowiedziane na marze "Bloodlinese" bo to pierwsza książka nowego kanonu która naprawde mocno mnie zaintrygowała, a wszystko wskazuje na to, że da nam istotne tropy odnośnie kolejnego Epizodu, w końcu niektóre elementy historii wymyślał Johnson. No i "Thrawn".

Ciekawe jak długo Disney będzie siedział jeszcze w bezpiecznej strefie między Epizodowej i cofnie się w czasy przed "Mrocznym widmem". Zanim to jednak nastapi nie pogardziłbym thillerem politycznym o kulisach władzy Imperium, na pierwszym planie Tarkin, Thrawn, Krennic, Imperator, Vader w okazjonalnej roli. To mogłoby być ciekawe.

Odpowiedz

Digg   Delicious   Reddit   Facebook   Twitter   StumbleUpon  






Podobne wątki
Wątek: Autor Odpowiedzi: Wyświetleń: Ostatni post
  Książki Azgaroth 1,436 158,337 22-06-2018, 22:06
Ostatni post: Paszczak
  Ekranizacja książki Raul7 5 1,541 05-06-2017, 12:34
Ostatni post: Snuffer
  Szukam książki military 41 6,868 05-07-2016, 00:05
Ostatni post: iselor
  Baza adaptacji na portalu książki aniakonda 12 4,041 22-11-2014, 17:34
Ostatni post: aniakonda



Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości