Stephen King
#1
Obok Dicka autor, którego książek przeczytałem najwięcej. Co ciekawe - zarazem autor, który najbardziej mnie irytuje. Zacznijmy od tego, co kończę czytać...

King, Straub - Czarny dom - spodziewałem się rozczarowania i się nie rozczarowałem, choć przez pierwsze 500 stron (ha, PIERWSZE 500 stron) byłem gotowy nazwać to jedną z najlepszych książek klasy B. Powód jest prosty: wciągnęła mnie tak, że nie mogłem jej odłożyć.

Okazało się, że mam do czynienia z rewelacyjnym kryminałem z elementami nadnaturalnymi - trochę w klimatach Twin Peaks (małe miasteczko, morderca, dziwne zdarzenia, tajemnicze miejsce). I wszystko byłoby pięknie, gdyby w 3/4 książki nie okazało się, że...

Nie chcę konkretnie zdradzać fabuły, więc powiem tak: z kryminału książka skręca w stronę tandetnego fantasy, i to fantasy fantasy, które przypominało mi LOTRa w interpretacji gimnazjalisty. Było to tym boleśniejsze, że wcześniej elementy fantastyczne były naprawdę delikatne i dodawały całości tajemnicy, a autorzy (choć czuć tu głównie Kinga) poświęcali ogromnie dużo miejsca na opisy miasteczka, jego mieszkańców; tego, co przyziemne. Nagły przeskok w fantasy totalne był z deczka szokujący, tym bardziej że na opis tych elementów poświęcono dosłownie parę zdań. Z jednej strony ogromny twist; z drugiej - lekceważenie go przy jednoczesnym olaniu dotychczasowych wątków.

Zostało mi jeszcze kilkadziesiąt czy kilkaset stron (grube tomiszcze), tylko że już mi się nie chce ich czytać. Jestem rozczarowany i straciłem zainteresowanie. Ale głupio byłoby teraz odłożyć, więc męczę ten badziew, choć naprawdę nie mam ochoty. Książkowe rozczarowanie dekady.

* * *

Wracając do Kinga - właśnie to mnie w nim wkurza: prawie zawsze rozczarowuje. Świetnie zaczyna i funduje naprawdę złe, bardzo złe końcówki. Z "Pod kopułą" wybrnął w mało subtelny, najprostszy z możliwych sposób. "Cujo" kończy się dosłownie ze strony na stronę. "Chudszy" ma twist, który sprawia, że cała odyseja bohatera staje się bezsensowna...

Wrócę do tego jeszcze - do elementów, które charakteryzują Kinga (na jego nieszczęście). A co wy o nim sądzicie?

Odpowiedz
#2
Tylko dwa razy podchodziłem do jego książek: do Carrie i Rolanda. Prawdę mówiąc, nie skończyłem żadnej z nich. Nie wciągnęły mnie zupełnie. Teraz mam wypożyczony Rok wilkołaka, za który mam się zamiar zabrać niedługo, może chociaż to przeczytam w całości. Co jest takim kingowskim must-read?

Odpowiedz
#3
Jeden z moich ulubionych pisarzy, choć ostatnio też mnie irytuje. Joyland i Doktor Sen nie przypadły mi do gustu. Najbardziej lubię u niego opisy małych miasteczek i społeczności Nowej Anglii, ta cała warstwa obyczajowa (choć tu np. bardzo zawiódł mnie Joyland) jest świetna, bo z horrorem bywa różnie. Zbyt często King miewa głupie, kiczowate i zwariowane pomysły.

No i jara mnie to, że wszystkie książki toczą się w jednym uniwersum i czasem się przenikają.

Bogdan, Carrie jest słaba, a Roku wilkołaka nie czytałem, ale wydaje mi się, że to nie jest jakaś mocna pozycja w dorobku Kinga:) Moje ulubione książki to: Bastion, To, Lśnienie, Cmętarz zwierząt, Christine i Miasteczko Salem. I to polecam. No i Mroczna wieża jest świetna.

Odpowiedz
#4
Co do końcówki Czarnego Domu
, stąd może takie a nie inne wrażenie.


Co samego Kinga - nie ukrywam, że kiedyś był to mój ulubiony autor, chociaż kilka lat temu uwielbienie dla niego mi przeszło. Ale wielka sympatia i szacunek do większości dokonań pozostał.

Odpowiedz
#5
Kontynuując:

proza Kinga to następujące elementy, które sprawiają, że można odnieść wrażenie, że gość pisze od nowa ciągle tę samą książkę:

1. magiczne zło czające się w miejscu lub przedmiocie (obraz, samochód, cmentarz, dom, hotel... ciasto...);
2. bohater - zwykle pisarz-alkoholik, albo ogólnie twórca-alkoholik;
3. zło materializuje się w postaci czarnego charakteru, który zazwyczaj na pozór jest całkiem zwyczajnym gościem, ale to tylko zwodnicza powierzchowność (wątek do absolutnego kuriozum doprowadzony w Komórce, gdzie szefem bandy krwiożerczych zombie jest profesor w sweterku);
4. akcja toczy się w małym miasteczku w stanie Maine;
5. wśród bohaterów znajduje się wredny kutas, który jest zły do szpiku kości, po prostu nie ma w sobie odrobiny dobra, jest złośliwym fiutem - postać jednowymiarowa do przesady (w tym względzie pojechał po bandzie właśnie w Czarnym domu).

I dlatego nie lubię np. Lśnienia - 110% Kinga w Kingu, ze wszystkimi jego wadami. Stukostrachy - jeszcze gorzej. Lubię za to Misery (chyba najlepsza powieść faceta) i Pod kopułą, które jest tak żwawe, że mimo wkurzających bzdur trudno się oderwać do samego końca.

Ogólnie: King potrafi pisać, ale niekoniecznie potrafi wymyślać ciekawe fabuły.

Odpowiedz
#6
Wróci Bezcelowy, to pewnie walnie posta na 2 kartki A4 :)

Jakoś nigdy mnie nie kręciło jego pisanie. Czytałem dwa tomy - Cujo i bodaj zbiór opowiadań Wszystko jest względne. Nie zachwyciło mnie żadne, ani pisarsko, ani pod względem straszenia.

Obecnie lecę Mroczną Wieżę i jestem w trakcie 5 tomu Wilki z Calla. Ogółem jeden tom lepiej, drugi tom gorzej (powstawały w sporych odstępach). Więcej napiszę/pokopiuję z LC jak skończę całość.
Im częściej na mnie kamieniem rzucicie,
sami złożycie stos - - stanę na szczycie.


Grastroskopia - Bortal dobrze wpływa na trawienie gier


Odpowiedz
#7
patyczak napisał(a):Bogdan, Carrie jest słaba, a Roku wilkołaka nie czytałem, ale wydaje mi się, że to nie jest jakaś mocna pozycja w dorobku Kinga:)

No, ale lubię wilkołaki :)
Chętnie bym przeczytał za to wszystkie te opowiadania które zekranizował Darabont i porównał je z filmami. Głownie Mgłę.

Odpowiedz
#8
O i jeszcze bardzo lubię Kinga za opisy dzieciństwa i portrety dzieciaków!

Odpowiedz
#9
Cytat:proza Kinga to następujące elementy, które sprawiają, że można odnieść wrażenie, że gość pisze od nowa ciągle tę samą książkę:

1. magiczne zło czające się w miejscu lub przedmiocie (obraz, samochód, cmentarz, dom, hotel... ciasto...);
2. bohater - zwykle pisarz-alkoholik, albo ogólnie twórca-alkoholik;
3. zło materializuje się w postaci czarnego charakteru, który zazwyczaj na pozór jest całkiem zwyczajnym gościem, ale to tylko zwodnicza powierzchowność (wątek do absolutnego kuriozum doprowadzony w Komórce, gdzie szefem bandy krwiożerczych zombie jest profesor w sweterku);
4. akcja toczy się w małym miasteczku w stanie Maine;
5. wśród bohaterów znajduje się wredny kutas, który jest zły do szpiku kości, po prostu nie ma w sobie odrobiny dobra, jest złośliwym fiutem - postać jednowymiarowa do przesady (w tym względzie pojechał po bandzie właśnie w Czarnym domu).

W takim razie polecam Ci Dallas 63. Jestem w trakcie czytania i generalnie te cechy Kinga o których mówisz pojawiają się owszem, ale nie są na tyle silne by odrywać od fabuły.

Chociaż ja się w tym momencie męczę strasznie by przebrnąć przez potwornie nudny środek. ;)
http://www.filmweb.pl/user/Corn

"Pierdu-pierdu, siala-lala; Braveheart kosmos rozpierdala" - Bucho


Odpowiedz
#10
Nudzi w Dallas ten cały wątek "sensacyjny", bo obyczajowy jest spoko. Za to końcówka to istne kuriozum - brakowało mi tylko najazdu kosmitów i Godzilli. Tak jak pisze military - podpisuję się pod wszystkim, a z cech wyróżniających dodam denne podjazdy po katolikach (zwykle mamy pieprzniętą grubą babę - fanatyczkę).

W sumie można też dopisać przegięte epatowanie ludzkim zezwierzęceniem, ocierające się o parodię. Tu bryluje Sklepik z Marzeniami, gdzie pół miasteczka się wzajemnie wybija bo zupa była za słona, czy filmowa Mgła (nie wiem jak sprawa wygląda w opowiadaniu i nawet nie zamierzam sprawdzać).

Czytałem sporo Kinga, jedyne znane mi powieści których facet nie zajechał w końcówce to Carrie, Miasteczko Salem, Dolores Claiborne, w sumie Misery i Bezsenność.
Why are you firing wallnuts at me?

Odpowiedz
#11
King towarzyszy mi od ponad 20 lat i spokojnie uznaję go za autora, po którego książki zawsze chętnie sięgam, nawet jeśli wiem, że od dłuższego czasu nie napisał nic na miarę klasyków z lat 80. i 90. W zasadzie mam gdzieś wady jego pisarstwa, bo tak wiele razy wytworzył świetne klimaty i stworzył tyle znakomitych motywów, nie tylko grozy, że wybaczam mu wszystko, a do słabszych rzeczy po prostu nie wracam.

Najlepsze i moje ulubione, wielokrotnie czytane, stoją na półce, często ze znaczkiem Amber Horror (było takie fajne wydawnictwo): Misery (rewelacja, choć to trhriller psychologiczny, a nie horror), Christine (z pozoru durny pomysł, ale groza aż się wylewa z kartek), Cujo, Podpalaczka (oba stanowią kapitalne studium osaczenia), To! (ciutkę za długie i rzadziej po to sięgam, bo sporo cierpliwości na to trzeba), Wielki marsz (od samego czytania robi mi się w nogach słabo), Smętarz dla zwierzaków, Bastion, Miasteczko Salem, do tego fantastyczne Langoliery ze zbioru Czwarta po północy (pozostałe trzy opowiadania też są dobre). To była ekstraklasa, a pierwsza liga to Lśnienie (trochę przyciężki kawałek pisarstwa), Carrie, Sklepik z marzeniami, Chudszy. Od biedy ujdzie Buick 8, tak samo Zielona mila.

Aha, zbiór Marzenia i koszmary jest dobry, choć opowiadania są w nim przeplatane niemal równo według wzoru: znakomite, słabe, świetne, mizerne. Ale dla tych świetnych warto się zapoznać (moje ulubione to pierwsze, z cadillakiem – tu z kolei słabo się robi od samego czytania o kopaniu tej dziury).

Nie polecę Bezsenności, bo po prostu nie dałem rady doczytać tej smętnej prozy, tak samo Desperacji, bo choć zaczyna się intrygująco, zawodzi na całej linii. Bardzo rozczarowujące są Stukostrachy, które jakiś czas temu military zrecenzował w tym temacie. Najgorsze czytadło to chyba jednak duet Kinga ze Straubem pt. Talizman, który zacząłem czytać kilkanaście lat temu i zrezygnowałem po pierwszym tomie, a rok temu wziąłem się w garść i w końcu wymęczyłem całość. Straszne.

Co do reszty, to nie mam parcia, żeby znać wszystko, jest tego za dużo i nie staram się zaliczyć wszystkiego. Brakuje mi kilka staroci (np. Dolores Claiborne), a z nowości ogromnie rozczarowała mnie Ręka mistrza, do której na pewno nie wrócę. Z kolei Dallas '63 jest całkowicie w porządku, trochę mniej Pod kopułą (kolejny niesamowity pomysł wyjściowy) czy Joyland.

Ogólnie, kiedy mam chęć na kawał dobrej powieści grozy, wracam do starych Kingów. I już.

Odpowiedz
#12
nawrocki napisał(a):Co do końcówki Czarnego Domu

to jest on drugą częścią Talizmanu, który był właśnie takim fantasy dla gimbazy, poza tym powiązany jest również z cyklem o Mrocznej Wieży

Zdaje mi się, że czytaliśmy inne "Talizmany", bo jak dla mnie powieść ta była zupełnie nietypowym, i w zasadzie niespotykanym w okresie, w którym się ukazał, typem fantasy. Kurcze, zdecydowanie muszę sobie odświeżyć tą książkę, którą pamiętam, jako bardzo klimatyczną, ale raczej przygnębiającą opowieść. Co do "Czarnego domu", to powieść ta jest dużo bardziej związana z "Mroczną Wieżą" niż samym "Talizmanem" - relacje między pierwszą częścią a kontynuacją są tutaj mniej-więcej takie same, jak pomiędzy "Lśnieniem" a "Doktorem Snem". Tyle jednak, że powrót do znanego, jako dziecko bohatera, zdecydowanie lepiej się udał (bo w przypadku "Doktora..." nie udał się wcale) w "Mrocznym Domu". Bardzo lubię tę powieść, za oba aspekty - za to, za co się podobał militaremu i za cały wątek "wieżowy", i w ogóle motyw tzw. Wielkiej Kombinacji. Ten wątek fantastyczny w powiązaniu z "Czarną wieżą" ma rzeczywiście strukturę trochę przypominającą LOTR - w "Czarnym domu" oglądamy część "drużyny", która robi coś na "zapleczu" działań "drużyny" Rolanda z MW. Coś w stylu sytuacji, która nastąpiła po rozłączeniu się Drużyny Pierścienia.

W ogóle military to się zabrał podwójnie od tyłka strony :), bo raz, że czyta kontynuację, a dwa, że zasadniczo spin-off cyklu "Mrocznej Wieży". W końcówce to już w ogóle się nie połapie, co i jak ;-) No, ale cieszę się, że się coś tam jednak podobało, a z drugiej strony wątpię, że sięgnął by po MW i "Talizman", skoro tego gatunku nie lubi za bardzo.

Na marginesie, czytam właśnie mega-klimatyczny horror o nawiedzonym domu, p.t. "Julia", autorstwa drugiego z panów, czyli Strauba. Czytając go uświadomiłem sobie, że nie ma to jak stare, dobre ghost-story. A jeśli kiedyś, gdzieś na Allegro, albo w antykwariacie wpadnie Wam w ręce "Upiorna opowieść" Strauba, to brać z pocałowaniem w rękę! Najlepszy horror jaki czytałem, miałem kiedyś tą książkę i gdzieś przepadła, po którejś z rzędu przeprowadzce. Jest to jedyna ksiażka, której serio żałuję, że ją zgubiłem :(
military napisał(a):3. zło materializuje się w postaci czarnego charakteru, który zazwyczaj na pozór jest całkiem zwyczajnym gościem, ale to tylko zwodnicza powierzchowność (wątek do absolutnego kuriozum doprowadzony w Komórce, gdzie szefem bandy krwiożerczych zombie jest profesor w sweterku);

O, z tym się zgodzić nie mogę. Zło objawia się często, jako typy od samego początku dziwaczne, tudzież przerażające. Kilka najdoniślejszych przykładów:

1. Klaun Pennywise, czyli "TO"
2. Randall Flagg z "Bastionu"
3. Leland Gaunt, tak uroczy, taki dystyngowany, taki straszny właściciel "Sklepiku z marzeniami"
4. Andre Linoge, zły jak sto diabłów czarnoksiężnik (?) z "Sztormu stulecia"

Gdybym pomyślał dłużej znalazł bym jeszcze paru typków, jakkolwiek jedna refleksja mi się teraz nasuwa, że Ci "najfajniejsi" skurwiele wymiatali w tych najlepszych powieściach (włączając w to "Sztorm stulecia", choć zasadniczo jest skryptem) Kinga :)
"...matka rodzi człowieka, matka go karmi. Potem karmi go ziemia i ziemia go przenika, za każdym razem zostawiając szczyptę pyłu, aż w końcu człowiek nie jest już dzieckiem matki, lecz ziemi."

R.S. Bakker - "Mrok, który nas poprzedza"

https://thetwilightarea.wordpress.com/ - strona poświęcona serialowi "The Twilight Zone"

Odpowiedz
#13
Albatrosie, ale przecież przykłady 2, 3 i 4 dokładnie wpisują się w kingowy schemat: niby zwykły gość (Flagg to chyba jakiś obwieś w dżinsach, przynajmniej tak było w serialu, a w książce do niego nie dobrnąłem), Gaunt to - no właśnie - uroczy starszy pan, a Linoge to też jakiś koleś zwykły. Pozornie.

Natomiast do Czarnego domu zabrałem się od dupy strony, bo nigdzie nie pisało, że to sequel i spin-off. Aż wziąłem książkę i raz jeszcze przyjrzałem się okładkom. Ani słowa. Pewnie nikt by nie kupił, jakby napisali, że to kontynuacja młodzieżowego fantasy związana z mającym ileś tomów cyklem dorosłego fantasy.:)

Odpowiedz
#14
Cytat:3. zło materializuje się w postaci czarnego charakteru, który zazwyczaj na pozór jest całkiem zwyczajnym gościem, ale to tylko zwodnicza powierzchowność (wątek do absolutnego kuriozum doprowadzony w Komórce, gdzie szefem bandy krwiożerczych zombie jest profesor w sweterku);

I często to zło kreuje się na absolutnie coś niesamowitego i nietuzinkowego, by w finale typowym randomowym monsterem.

Tak było w "Miasteczko Salem", gdzie klimat zagęszczał się, aż byłem ciekaw co to za tajemne siły kryją się i co? A okazało się najzwyklejsza inwazja najzwyklejszych w świecie wampirów ze wszystkimi ich stereotypami. Laaame!!!

Cytat:5. wśród bohaterów znajduje się wredny kutas, który jest zły do szpiku kości, po prostu nie ma w sobie odrobiny dobra, jest złośliwym fiutem - postać jednowymiarowa do przesady (w tym względzie pojechał po bandzie właśnie w Czarnym domu).

Plus dzieciak! Zawsze musi się znaleźć dzieciak, często sprytny, ogarnięty i pomagający bohaterowi pokonać zło.

Odpowiedz
#15
Cytat:Tak było w "Miasteczko Salem", gdzie klimat zagęszczał się, aż byłem ciekaw co to za tajemne siły kryją się i co? A okazało się najzwyklejsza inwazja najzwyklejszych w świecie wampirów ze wszystkimi ich stereotypami. Laaame!!!

O co, chciałbyś wampiry błyszczące się w słońcu niczym posypane brokatem?:D To powieść o wampirach, więc po co wydziwiać? I te stereotypy sprawiają, że wampir to wampir, a nie zombie, więc czepiasz się:P

Odpowiedz
#16
To King mógł jakoś zasugerować, że to wampiry. Jak pierwszy raz przeczytałem tytuł myślę: "he, pewnie coś z wiedźmami". Później jakieś składanie ofiar. O ja cię! Jestem napalony! Główny zły wydaje się być w czymś rodzaju szatana. Jezu! Co to jest?! Nie mogę się doczekać... wampiry? Serio?

W "Zagubionych chłopcach" też zło z początku było tajemnicze, ale przy okazji bohaterowie sporo mówili o typowych wampirach, więc gdy przyszło co do czego, byłem niezaskoczony i przyzwyczajony. A film był świetny.

Odpowiedz
#17
Szczerze mówiąc, w ogóle nie rozumiem twoich zarzutów:D

Może po prostu nie lubisz wampirów? I skoro uważasz je za banalne, to czemu banalnymi nie są już wiedźmy? I czy wiedźmy w Salem nie były by czymś zwyklejszym niż wampiry? Z jednej strony chciałbyś być zaskoczony, ale z drugiej chciałbyś pewnie już w tytule mieć napisane dużymi literami "O WAMPIRACH!".

Poza tym czy ta książka nie ma na okładce nic sugerującego temat? Ani opisu z tyłu? Ilustracji? Dziwne. Gdy sięgałem po "Miasteczko Salem" to pojawienie się wampirów nie było dla mnie żadną niemiłą niespodzianką.

Nie rozumiem:D

Odpowiedz
#18
Nie ma to jak czepiać się wampirów w książce, której jednym z założeń było złożeniu hołdu "Draculi" Brama Stokera. ;)

Odpowiedz
#19
(19-04-2014, 14:42)patyczak napisał(a): Poza tym czy ta książka nie ma na okładce nic sugerującego temat? Ani opisu z tyłu? Ilustracji? Dziwne. Gdy sięgałem po "Miasteczko Salem" to pojawienie się wampirów nie było dla mnie żadną niemiłą niespodzianką.

Moje wydanie z Prószyńskiego na okładce ma fotkę sugerującą coś ala wampir, ale równie to może być jakiś inny stwór. I opis z tyłu z tej samej książki:

"W prowincjonalnym amerykańskim miasteczku zaczynają dziać się rzeczy niepojęte i przerażające. Znikają bądź umierają w dziwnych okolicznościach dzieci i dorośli, jedna śmierć pociąga za sobą drugą. Czyżby Salem było nawiedzone przez złe moce? Kilku śmiałków, którym przewodzi mały chłopiec, wydaje im pełną determinacji walką. Miasteczko Salem, klasyczny horror Stephena Kinga, ukazało się po raz pierwszy w roku 1975. Demoniczna opowieść natychmiast przeraziła i oczarowała czytelników i stała się światowym bestsellerem. Doczekała się też dwóch ekranizacji."

I obrazków nie ma.

(19-04-2014, 14:42)patyczak napisał(a): Z jednej strony chciałbyś być zaskoczony, ale z drugiej chciałbyś pewnie już w tytule mieć napisane dużymi literami "O WAMPIRACH!".
Nie, po prostu coś sugerujące, że zło może być takie, a nie inne. przeczytaj mój przykład z "Zagubionych Chłopców"

(19-04-2014, 15:47)nawrocki napisał(a): Nie ma to jak czepiać się wampirów w książce, której jednym z założeń było złożeniu hołdu "Draculi" Brama Stokera. ;)
Akurat tła historycznego nie znałem i czytałem na świeżaka.

Odpowiedz
#20
Nie, nie i jeszcze raz nie.
Może zacznę od jednej zalety, którą dostrzegłam w Kingu: język. Bawi się językiem, łączy slang z "normalnymi" wyrażeniami, nie boi się używać przekleństw. I to tyle.
Kinga nienawidzę. Nie wiem, dlaczego, pomysły ma fenomenalne, ale wykonanie jest okropne. Jego książki po prostu mnie nudzą, każda wydaje się taka sama, a sięgałam po wiele jego powieści wielokrotnie - żadnej nie doczytałam do końca.

Odpowiedz

Digg   Delicious   Reddit   Facebook   Twitter   StumbleUpon  








Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości