Superman (1978-1987)
#1
[Obrazek: superman-christopher-reeve-new-york.png]

Przed premierą Człowieka ze stali zrobiłem sobie mini-maraton pierwszych dwóch Supermanów z Christopherem Reevem i jestem niemile zaskoczony brakiem tematu o tej komiksowej serii. Zakładam takowy, bo liczę na to, że nie tylko ja robię powtórkę.

Pierwsza część wyreżyserowana przez Richarda Donnera jest zdecydowanie najlepszą rzeczą o Supermanie jaką spotkałem. Owszem, film mocno się postarzał (nie tylko pod względem efektów specjalnych) ale ja całkowicie kupuje jego naiwną konwencję, w której Lex Luthor, Otis i Miss Teschmacher potrafią przejąć bomby atomowe od wojska, a superbohater ratuje koty z drzew. Jest to lekkie kino nowej przygody niesione mocą genialnej muzyki Johna Williamsa, ze znakomicie dobraną obsadą (Hackman!, Beatty, Brando, Cooper, Kidder), humorem i przede wszystkim SUPERMANEM.
Christopher Reeve jest dla mnie bezkonkurencyjnie najlepszym wcieleniem tego herosa. Kiedy udaje Clarka Kenta jest niezwykle nieporadny, nieśmiały, komiczny (zawsze rozbraja mnie scena, w której zbir chce obrabować Lois i Clarka w uliczce), natomiast w kostiumie, kiedy stoi dumnie na dachu wieżowca mówiąc "Good evening Miss Lane" zmienia się nie do poznania. Może nie jest to szczyt aktorstwa, może nie miał wiele do zagrania ale ja go uwielbiam.
Oglądałem Supermana już nasty raz i ponownie dobrze się na nim bawiłem (chociaż pierwsza godzina trochę się dłuży). Dla mnie to kino rozrywkowe niewiele gorsze od oryginalnych Gwiezdnych wojen, czy Indiana Jonesa.

Sequel od zawsze był i jest dla mnie słabszy od poprzednika. Historia wprawdzie kontynuowana jest dobrze, ale dwie sprawy przesądzają w moich oczach takie porównanie.
Pierwszą jest mała ilość akcji z głównym bohaterem. W Supermanie było to zrozumiałe, przez godzinę przedstawiany był jego origin, za to później Donner cierpliwemu widzowi to czekanie wynagrodził. W kontynuacji mamy tylko słabą akcję otwierającą w Paryżu, minutowe uratowanie dzieciaka spadającego do wodospadu (idiotyczna scena) i dopiero finał trochę rekompensuje nudnawy seans (niestety efekty specjalne postarzał się głównie w scenach walk ulicznych Supermana z trójką złych Kryptończyków). Drugą sprawą jest zmiana reżysera na niejakiego Richarda Lestera, który ewidentnie lubi komedie. W pierwszej części humor mi odpowiadał, w drugiej było go za dużo i momentami był niezwykle żałosny (absurdalna scena kiedy trójka złoczyńców dmucha w stronę ulicy). Czuć rękę Lestera, który tak naprawdę odpowiada tylko za 1/4 Supermana II.
Jednak za kilka zajebistych scen (przylot Supermana do miasta kiedy Zod przejął Daily Planet, uściśnięcie ręki Zoda w fortecy samotności, rewanż Clarka na kierowcy ciężarówki) i ze względu na sentyment jestem pobłażliwy przy wystawianiu oceny.

Superman III to już zupełnie inna liga (czyt. bagno jakich mało). Lester zrobił cały film sam i wyszła z tego jedna z największych kaszanek wszech czasów. Nowa kobieta, nowy czarny charakter i jego pomocnicy, to wszystko słabe podróby postaci z pierwszej części. Zero pomysłu, zero świeżości. Cały film jest niebywale głupi i wypchany po brzegi żałosnym humorem. Widziałem to dwa razy (ostatni raz kilka lat temu) i więcej nie zamierzam tykać nawet kijem przez szmatę. Tak jak już kiedyś wspomniałem, ciągle liczę na jakąś incpecję wymazującą tego gniota z mojej pamięci, bo nawet Batman i Robin to przy tym do dobra rozrywka. Jedyny plus - Christopher Reeve jako Superman w obsadzie - ale nawet on nie ratuje tej żałosnej parodii.

Trochę inaczej ma się sprawa z mocno krytykowanym Supermanem IV, którego widziałem tylko raz i także nie zamierzam więcej do niego wracać. Ten film jest gniotem bo kontynuował serię, którą zabiła trójka, bo czasy w jakich powstawał były inne niż za Donnera, bo brakowało świeżego pomysłu (znowu Luthor) i przede wszystkim środków na zrealizowanie tego przedsięwzięcia. Jednak z dwóch powodów uważam, że kupa pt. The Quest for Peace śmierdzi mniej od poprzednika. Pierwszym jest chęć twórców (w tym Reeve'a) naprawy serii, którą doceniam. Drugą jest bardzo krótki czas trwania, przez co męczarnia jest krótsza niż podczas oglądania SIII.

Lepiej by było gdyby kinowy Superman pozostał dylogią, bo to dzięki filmom z 1978-1980 roku, ten mało znany przeze mnie superbohater plasuje się tylko za Batmanem w rankingu moich ulubionych komiksowych herosów. Niestety, oceny jego kinowych przygód mówią same za siebie (mam nadzieję że Man of Steel odrodzi kinowego Supermana).

Superman - 8/10
Superman II - 6/10
Superman III - 1/10
Superman IV - 1/10

Odpowiedz
#2
Superman (1978) - odświeżyłem sobie po kilku dobrych latach i... serio?! Wstęp który ciągnie się przez jakieś pół filmu. Mam tu na myśli CIĄGNIE. Jest nudno, filmowi brak jakiejkolwiek dynamiki. Kiedy w końcu Clark trafił do Metropolis, pomyślałem, że będzie lepiej. No i w pewien sposób jest, bo zamiast makiety wsi i kiczowatej wizji Kryptona mamy fajny Nowy Jork z lat 70 i w końcu na ekranie pojawia się świetny Reeve. Poza tym bieda i to jeszcze chyba większa. Główny bohater - jakkolwiek dobrze zagrany - jest pustą wydmuszką, która snuje się od sceny do sceny jakby wyskoczył.. heh... z innej planety. Do tego dochodzi plejada absurdalnych scen i wielki Lex Luthor, który wydaje się jeszcze większą porażką niż przeciwnicy Batmana z filmów Schumachera. No i finał. Co działo się w tych głowach, kiedy wymyślono motyw cofania czasu, wolę nie wiedzieć. 2/10

Superman II - sequel równie udany, co pierwowzór. Tzn. pewne rzeczy są gorsze, inne trochę lepsze, ale ogólnie koniec końców poziom filmów bardzo podobny. Zasadnicza wyższość nad pierwowzorem to lepiej napisana postać Luthora. Dwójka przegrywa za to faktem, że poprzez "dynamiczne" walki eSa ze złą trójką film zestarzał się jeszcze bardziej. 2/10

Moje opinie z krótkiej piłki. Możliwe, że dam radę przebrnąć przed MoS jeszcze przez III i IV.

Odpowiedz
#3
Ja sobie przed MoS odświeżać nie będę, bo nie mam czego.

Istnienia Supermana III nie uznaję, a IV była dla mnie koszmarem oglądana nawet za czasów, gdy nie posiadałem jeszcze czegoś takiego jak gust w kwestii filmów. Będzie więc krótko, czyli zalety Supermana i Supermana II:
- Christopher Reeve
- Margot Kidder
- Christopher Reeve w parze z Margot Kidder
- Motyw przewodni

Dziękuję za uwagę.

Odpowiedz
#4
Ja bym niestety skrócił tę listę o Margot Kidder, której nigdy w tej roli nie lubiłem.

Odpowiedz
#5
LOL. Chyba tylko Teri mogła się równać w tej roli Margot. No i mało osób dostrzega to, że Kidder była sexy:

[Obrazek: CW-STM-Kidder-S.jpg]

Odpowiedz
#6
Temat w dobrą w porę założony. Akurat dzisiaj robiłem sobie powtórkę Supermana, zresztą z podobnych pobudek, jak większość, i po pierwszej części... nie mam ochoty na kolejne. To była jakaś masakra. Tak naiwnej i nielogicznej historii naprawdę się nie spodziewałem, a przecież widziałem za dzieciaka ten film, chyba nawet dwa razy. Dużo momentów utkwiło mi w pamięci, a jednak mina mi zrzedła, bo jako zamglone wspomnienie wyglądało to znacznie lepiej. Straszny zawód. Nie wiem, czy ciągnąć dalej ten maraton, bo pamiętam, że już kiedyś kolejne części wydawały mi się słabsze od jedynki.
"Byłem królem traktorzystów przy wyrębie lasu na cały Oregon i sąsiednie stany, a królem szulerów od powrotu z Korei i nawet królem opielaczy groszku na farmie w Pendleton - więc pomyślałem sobie, że skoro już mam być wariatem, to też muszę być pierwszym i najlepszym." Randle McMurphy

Odpowiedz
#7
To ja chyba nie będę robił powtórek... A zamierzałem obejrzeć nawet "Supergirl". Ale to jest ponoć gorsze niż 3 i 4 supera...

(11-06-2013, 21:38)Juby napisał(a): LOL. Chyba tylko Teri mogła się równać w tej roli Margot. No i mało osób dostrzega to, że Kidder była sexy:

To jest najlepsza Lois. Koniec, kropka. Choć Amy też lubię ale...

[Obrazek: erica_durance_hd_wallpaper-t2.jpg]
[Obrazek: erica-durance-picture-1.jpg]

welcome to prime time bitch!

Kenner, just in case we get killed, I wanted to tell you, you have the biggest dick I've ever seen on a man.

Odpowiedz
#8
Oglądałem trochę Smallville. Erica Durance w roli Lois wydała mi się strasznie nijaka (choć urodziwa niewątpliwie jest). Margot nawet do pięt nie dorasta IMO, nie wspominając już nawet o tym, jak fajnie napisana i zagrana jest relacja Clark-Lois-Superman w pierwszych dwóch Supermanach (o takiej chemii między tymi postaciami w serialu można tylko pomarzyć).

Odpowiedz
#9
Mam problem z tymi filmami. Bardzo lubię Reeve'a w tej roli, muzyka jest świetna, sentyment z dzieciństwa do dwójki wciąż mocny, ale każda część mniej lub bardziej zepsuta jakimiś głupotami (czwórki nie widziałem). W sumie najlepiej mi się ogląda dwójkę w wersji Donner Cut (poważniejsza nieco od tej Lesterowej, choć ma też ekskluzywne dla siebie durne sceny i dialogi) ale znowu na końcu powtórzono najbardziej mnie wkurzający motyw z cofaniem czasu więc nie działa ona dobrze w roli sequela jedynki, a jest raczej swego rodzaju ciekawostką.

Co za tym idzie od lat mi zalega na dysku nieukończony fanedit (który kiedyś w końcu skończę ;)). Jest to nieco ponad 3 godzinne połączenie tego co najlepsze w pierwszym filmie, z pominięciem masy rzeczy dla mnie niestrawnych: a więc ograniczyłem znacznie rolę Luthora, mocno skróciłem częśc filmu, w której jeszcze nie ma Reeve'a, wykopałem motyw cofania czasu, tak, że mniej więcej po 95-100 minutach następuje płynne przejście do dwójki w wersji Donner Cut, która z kolei jest już tylko lekko przycięta - ponownie pod nóż idą fragmenty scen z Luthorem i jego asystentką no i oczywiście wylatuje cofanie czasu, a więc wątek Lois i eSa kończy się na smutnej scenie na dachu, potem od razu wyrównanie rachunków w knajpie i koniec filmu.

Projekt właściwie jest gotowy w 95%, ale znowu wylazły jakieś niedoróbki w ścieżce audio, które będzie trzeba poprawić, a nie mam jakiejś wielkiej motywacji by nad tym siedzieć :( W każdym razie gdy to już skończę, będzie to jedyna wersja eSa z Reevem do jakiej będę wracał.

Najlepsze filmy 2017: 1. Blade Runner 2049   2. Thor: Ragnarok  3. Sztuka kochania

http://filmozercy.com/

Odpowiedz
#10
Pomysł na fanedit bardzo fajny, ale chyba brakowałoby mi wielu scen. Szkoda, że to Donner tworząc Dir Cuta nie wpadł na pomysł, aby połączyć te dwa filmy, omijając cześć materiału, tak żeby zmieścić się w 3h.

I jestem chyba jedną z nielicznych osób, której motyw cofania czasu kompletnie nie przeszkadza (oczywiście w pierwszej części, w II Donnera już tak).

Odpowiedz
#11

Odpowiedz
#12
Dobra, jednak obejrzałem. Nie było warto. Nie zgodziłbym się tylko z teorią, że pierwsza część jest jakoś wyraźnie lepsza niż kolejne dwie. Wszystkie są równie słabe, a podejście do odsłon Lestera, jak do oczywistej komedii jest jedynym sposobem, by przetrwać tę serię - pierwszą część też powinienem był tak traktować, ale niestety nie wiedziałem i przez to zgrzyt był większy niż przy II i III. Tu absolutnie niczego nie można traktować poważnie. Zwłaszcza Lex'a Luthora i jego przydupasów, którzy są czystą kpiną. Nie wiem, jak można mówić o "czarnych charakterach" z trójki, że to "podróby". Od pierwszej części mamy do czynienia z "podróbami" czarnych charakterów. Nie wiem jaki był Lex w komiksowym pierwowzorze, ale ten zaprezentowany w "Supermanie" z Reevem może się równać pod względem "złowrogości" chyba jedynie z:

[Obrazek: Dr_Evil_Mike_Meyers_Austin_Powers_Blofeld.png]

"Czwórka" z kolei to już w ogóle odrębna historia. Dodam, że widziałem ją po raz pierwszy, w przeciwieństwie do poprzednich części. W ogóle jej istnienie jakoś mi umknęło... i tak powinno zostać. Koszmar, po prostu koszmar. Oczywiście na kilometr widać, że film jest niemiłosiernie pocięty, czego potwierdzenie znalazłem czytając filmwebowe ciekawostki, ale fabuła jest tak karygodnie idiotyczna, że nie można już na to nawet przymknąć oka.

To jest chyba najdenniejsza i najbardziej dziurawa logicznie seria o superbohaterze w historii kina. Materiał na 1000 prawd objawionych.
"Byłem królem traktorzystów przy wyrębie lasu na cały Oregon i sąsiednie stany, a królem szulerów od powrotu z Korei i nawet królem opielaczy groszku na farmie w Pendleton - więc pomyślałem sobie, że skoro już mam być wariatem, to też muszę być pierwszym i najlepszym." Randle McMurphy

Odpowiedz
#13
Właśnie ja boję się zabrać za powtórkę Trójki i Czwórki, bo pamiętam, że to filmy o kilka klas gorsze od dwóch pierwszych części, a już te są FATALNE.

EDIT:
Jednak się skusiłem...

Superman III - dwa pierwsze filmy były słabymi i infantylnymi produkcjami, ale część trzecia zabija tę serię, a następnie wyciąga i gwałci jej zwłoki. naciągane 1/10.

Odpowiedz
#14
Jeśli się nie mylę to SIII to ta część, w której Superman, no wiecie, ten sam który bez problemu lata w kosmosie bez tlenu dusi się, bo zamknięto go w bańce bez powietrza w środku. I'm lovin' it.

Odpowiedz
#15
Kurde, liczyłem na to że skoro Batmany Burtona cieszą się takim kultem na forum, to i Supermany z Reevem mogą mieć niezłą reputacje, a okazuje się, że jestem jednym z nielicznych wypowiadających się o tej serii pozytywnie. :(

Widzę, że wielu nie pojmuje tego, że filmy te powstawały w czasach Gwiezdnych wojen (no wiecie, tych filmów w których ROBOTY ODCZUWAJĄ STRACH - C3PO), biorąc wszystko na serio, i nie rozumieją że wcześniejsze adaptacje komiksów były na poziomie Batmana'66 (czyli bardzo infantylnym i głupkowatym).

Odpowiedz
#16
To ty nie rozumiesz, że nie liczą się intencje, okoliczności i inne wymówki tylko finalny produkt oraz jego uniwersalność wynosząca się ponad kwestie czasu powstania. Jak to ładnie ujął Merzwiak, "Superman" Donnera jest przestarzałą ramotą. Krótki kaszel.
Postępować należy tak, aby niczego nie robić, a wtedy panować będzie ład.
--
Laozi

Odpowiedz
#17
No to się przeliczyłeś, zważywszy na to, jak Batmany i Supermany się między sobą różnią. :)
http://huntersky.deviantart.com
''WHATTUP, BIOTCH!" - Harrison Ford
#NotMyLuke

Odpowiedz
#18
O rany, Juby, starasz się pobić jakiś rekord w ilości bredni w jednym poście?

Najpierw sugestia, że Supermany i Batmany Burtona to ta sama liga (sic!), a potem wzięte dosłownie z kosmosu przywołanie Star Warsów. Nieśmiertelnego, ponadczasowego klasyka, który - tak jak wspomniane Batmany - nijak ma się do tych ramotek, których tyczy się ten temat.

O co tu chodzi?

Odpowiedz
#19
(17-06-2013, 20:04)Juby napisał(a): Kurde, liczyłem na to że skoro Batmany Burtona cieszą się takim kultem na forum, to i Supermany z Reevem mogą mieć niezłą reputacje

Gdzie ja tu sugeruje, że to ta sama liga? Po prostu nie spodziewałem się takich hejtów na SI i SII, that's all.

Odpowiedz
#20
Szczerze mówiąc ja też się nie spodziewałem.
Najlepsze filmy 2017: 1. Blade Runner 2049   2. Thor: Ragnarok  3. Sztuka kochania

http://filmozercy.com/

Odpowiedz

Digg   Delicious   Reddit   Facebook   Twitter   StumbleUpon  






Podobne wątki
Wątek: Autor Odpowiedzi: Wyświetleń: Ostatni post
  Superman Returns (2006) Crov 143 18,595 06-04-2017, 15:32
Ostatni post: Mierzwiak
  Superman/Batman: Apocalypse (2010) Drawski 2 1,874 30-12-2010, 00:15
Ostatni post: shamar
  Superman: Doomsday (2007) Maik 18 2,312 24-09-2007, 18:08
Ostatni post: Hitch



Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości