THE SHIELD [FX]
#1
Wlasnie koncze trzeci sezon. Jedna z najlepszych serii jakie mialem okazje widziec. Nie przypominam sobie zadnego odcinka, ktory zszedlby ponizej bardzo wysokiego poziomu. Wyraziste aktorstwo, budzace wszelkiej masci emocje postacie, naturalizm, niesamowity klimat, zaskakujaca fabula...ten film praktycznie nie ma slabych punktow a jego najwiekszym atutem jest postac Vica Mackeya i popisowa kreacja Michaela Chiklisa. Arcyserial.
make war. love is overrated

Odpowiedz
#2
The Shield (pl. Świat Gliniarzy)

Wreszcie jestem na bierząco z najlepszym serialem na świecie, z Shield. Przed chwilą skończyłem oglądać pierwszy odcinek szóstego sezonu, a trochę wcześniej skończyłem sezon piąty. Takiej dawki emocji i napięcia jaką dostałem podczas oglądania ostatnich tych dwunastu odcinków Shield nie dał mi chyba żaden serial.

Ale od początku. Jeżeli ktoś jeszcze nie słyszał o tym wspaniałym serialu (u nas nadawanym jako Świat Gliniarzy) to powiem, że opowiada on o posterunku policji zwanym "The Barn" ("Stodoła", od nazwy dzielnicy do której przynależy - Farmington), o tzw. Grupie Uderzeniowej (Strike Team) specjalnej jednostce do spraw gangów i narkotyków; o parze detektywów - Hollandzie "Dutchu" Wagenbachu oraz Claudette Wyms; o parze zwykłych mundurowych - Danny Sofer i jej nowym partnerze Julienie Lowe; oraz o kapitanie tego posterunku Davidzie Acaveda, który przez przyskrzynienie Grupy Uderzeniowej, która według niego macza palce w brudnych interesach, ma zamiar pomóc swojej politycznej karierze.

Sam opis pokazuje, ze nie jest to serial ani stricte kryminalny, ani stricte sensacyjny. To coś co można poprostu nazwać dramatem policyjnym, w którym mamy trochę strzelanin i sporo spraw detektywistycznych. Jednak największy nacisk chyba położono na dramat i interakcję policjantów między sobą. Inaczej niż w większości (jeżeli nie we wszystkich) seriali policyjnych tutaj bohaterowie nie są swoimi najlepszymi przyjaciółmi, ba, niekoniecznie się lubią. Jedni się kumplują, inni nienawidzą, jeszcze inni są gdzieś zupełnie z boku - jak w życiu.

Siłą tego serialu są przede wszystkim wspaniale napisane, wiarygodne postacie - mające wady, popełniające błędy ale oczywiście nie będące całkowitymi ofiarami, poprostu mają swoje wzloty i upadki. Przoduje tu chyba najciekawsza postać jaką jest twardziel Vic Mackey (w tej roli znany z występu jako Thing w Fantastic Four, Michael Chiklis). To człowiek, który jest w tym serialu jednocześnie protagonistą i antagonistą. Już od pierwszego odcinka serialu widzimy, że to człowiek, który nie jest krystalicznie czysty. Ba, po pilocie serialu można pomyśleć, że to ktoś w stylu "Cancer Mana" z X-Files, główny przeciwnik, którego wszyscy będziemy chcieli dorwać i zamknąć. Tak nie jest. Okazuje się, że Mackey jest normalnym gościem, bardzo ciekawą postacią, która ma problemy, normalną rodzinę. Nie tłumaczy to oczywiście tego co zrobił ale powoli zaczynamy go rozumieć i sympatyzować z nim. Zresztą, podobnie jest z każdym innym z bohaterów. Nie mają może oni takich grzechów na sumieniu jak Mackey ale szybko "zaprzyjaźniamy się" z popychanym przez kolegów i koleżanki Hollandem Wagenbachem, który jest bardzo inteligentnym i sprytnym detektywem czy nawet sztywnym i nieprzyjemnym Julienem Lowe'em. Zaprzyjaźniamy się z nimi wszystkimi, a później, z czasem gdy serial wciąga nas coraz bardziej musimy oglądać jak postacie się rozumieją, zaprzyjaźniają, sprzeczają, nie lubią, jak ich relacje się zmieniają. Wracając jeszcze do postaci Juliena Lowe'a. Od dawna nie spotkałem się z tak ciekawym przedstawieniem problemu homoseksualizmu w filmie czy serialu. Wiarygodnie i nietypowo.

Oprócz tego, sam serial jest bardzo realistyczny. Nie tylko pod względem relacji między bohaterami ale także pod względem policyjnych akcji, śledztw czy strzelanin. Nie mam, co prawda, zbyt wielkiego doświadczenia w pracy policji ale moim zdaniem to wszystko wygląda bardzo wiarygodnie. Brutalne pobicia, pełno krwi, nie ma tu odjazdów kamery podczas momentów negliżu, czy tych bardziej brutalnych bijatyk albo strzelanin. Kiedy ktoś uprawia seks to widzimy, że uprawia seks (bez zbędnych szczegółów), kiedy ktoś kogoś bije po twarzy z całej siły to widzimy, że ktoś kogoś bije po twarzy z całej siły. Wrażenie realizmu pogłębia niesamowita praca kamery, która przypomina często widoku z oczu jakiegoś dodatkowego bohatera. Innym razem zachowuje sie jak normalna kamera, a jeszcze kiedy indziej wydaje się nieco chaotycznie latać ale i tak wyraźnie pokazuje nam to co ma pokazać. Nigdy, jednak nietraci ziarnistego, nieco wyblakłego obrazu. Realizmowi także bardzo pomaga subtelny make-up, który nie sprawia, że wszyscy wyglądają jak gwiazdy z Hollywood tylko jak normalni, zwyczajni ludzie.

Nie ma tu tanich pełnych patosu scen, nie ma tu naiwnych "zaskoczeń", pokręconych zagadek czy irytujących, wyraźnie naciąganych i specjalnie przedłużanych wątków. Wszystko zdaje się wynikać z logicznej całości i być przemyślane od początku do końca. Inteligentny, przemyślany, pełen emocji i dramatyzmu scenariusz, wyborne aktorstwo, wspaniała praca kamery i świetna reżyseria - ten serial ma to wszystko.

Best. Show. Ever.


PS Dla tych jeszcze nieprzekonanych: w czwartym sezonie, na jeden pełny sezon, w jednej z głównych ról występuje Glenn Close, a w piątym i szóstym Forest Whitaker.
#ChristopherLOLan #ChristopherTrollan


Odpowiedz
#3
Cytat:Wreszcie jestem na bierząco z najlepszym serialem na świecie, z Shield . Przed chwilą skończyłem oglądać pierwszy odcinek szóstego sezonu, a trochę wcześniej skończyłem sezon piąty. Takiej dawki emocji i napięcia jaką dostałem podczas oglądania ostatnich tych dwunastu odcinków Shield nie dał mi chyba żaden serial.

absolutnie zgadzam się z przedmówcą - serial bez reszty genialny, prawdziwie masakrujące kino policyjne z jednym wszakże zastrzeżeniem - brak mięcha. w tak zajebistym serialu ewidentnie pisanym dla dorosłego widza, podejmujacym naprawdę hardcore tematy, w serialu pełnym okrucieństwa i przemocy przekleństwa być muszą. ich brak uważam za nieporozumienie, niewybaczalny błąd podyktowany irracjonalną troską o kurcze pieczone wie co.

Cytat:Brutalne pobicia, pełno krwi, nie ma tu odjazdów kamery podczas momentów negliżu, czy tych bardziej brutalnych bijatyk albo strzelanin.

uwielbiam ten serial całym sercem właśnie za to, że jest tak bardzo Mannowsko-dorosły.

Odpowiedz
#4
Zgadzam się co do wulgaryzmów i także bardzo się dziwie dlaczego w serialu takim jak ten, gdzie mamy przedstawiony seks i brutalność w sposób bardzo naturalny nie ma "fucków." Muszę przyznać, że wrzucone co jakiś czas "fuck" czy "motherfucker" przez jednego z głównych bohaterów czy jakiegoś gangola na pewno dodałoby jeszcze realizmu.

Żal, że serial ma się skończyc na siódmym sezonie jednak, mimo że nie przypominam sobie odcinka, który spadłby poniżej bardzo wysokiego poziomu prezentowanego przez Shield, to może i lepiej jeżeli dostaniemy pełną historię, która zamknie się w przewidziany sposób. Gorzej jakby ciągnięto to długo, aż w końcu spadłaby oglądalność i nie mogliby tego należycie zamknąć. Siedem sezonów to piękny wynik, w dodatku bez spadku jakości (wręcz przeciwnie).

PS Piąty sezon MIAŻDŻY, ostatni odcinek to zaskoczenie i kop jakiego nie ma nawet w Lost, do tego jest przy tym całkiem logiczny i zrozumiały.

EDIT:

Uwaga, wpis zawiera słowa powszechnie uznawane za obraźliwe, użyte 7 (11) razy po polsku, oraz 6 razy po angielsku. Hy.

Cytat:w filmach dla dzieci mogą sobie nie przeklinać (albo przeklinać w sposób czadowo-śmieszny), ale tutaj dziwka powinna być kurwą, a morderca dziecka pierdolonym skurwysynem.
W The Shield dziwka jest kurwą, a morderca pierdolonym skurwysynem, a przynajmniej skurwysynem. Jest i bitch i son of a bitch (sonovabitch - z taką wersja tez sie spotkałem). Chyba gorszego określenia niż bitch nie ma po angielsku na dziwkę, a z kolei son of a bitch jest o tyle ciekawe, że jest często używane jak nasze do kroćset fur beczek!. Ergo - w The Shield mówią do kroćset fur beczek!. ;) Właściwie jedyne przekleństwo jakiego nie używają to fuck i jego mutacji, też nie rozumiem dlaczego.
#ChristopherLOLan #ChristopherTrollan


Odpowiedz
#5
Bitch w gwoli scislosci to jest suka. Tak jak i u nas u nich sie mowi tak na corke psa ;) A wiec jest to powszechnie uzywane slowo ktore TAKZE moze byc uzyte w obrazliwy sposob wobec kobiety.
Bitch w USA jest raczej takim o przeklenstwem o malej sile razenie dlatego moga go uzywac w TV.
Son of a bitch to tak jak z bitch.
Skurwysyn to przeklenstwo ktore u Amerykanow tlumaczy sie motherfucker. Oczywiscie znaczeniowo blizej mu po polsku do son of a bitch ale pod wzgledem *wagi* tlumaczy sie to motherfucker.
I raczej nie mowia w serialu pierdolony bo by wlasnie musieli uzywac fuck i jego mutacji (fucking). Wiec nie wiem skąd ten pomysl ;)

Oto lista przeklenstw ktorych mozna uzywac w komercyjnej telewizji (bo takie HBO jak robi swoj serial to sa w nim fucki i inne. Przyklad, 6 Feet Under):
- crap (malo to przeklete ;))
- bitch
- son of a bitch
- damn
- hell
- whore (to jeszcze od biedy mozna przetlumaczyc jako do kroćset fur beczek!, ale patrzac na polityke TV w USA i 'wage' innych dostepnych przeklenstw, to raczej nie ;))
- screw
- hooker
Ogolnie sa to raczej przeklenstwa lekkie jak u nas cholera (blednie tlumaczona z shit).
I wogole czasami jest tak ze jedno przeklenstwo amerykanskie ma u nas kilka znaczen i odwrotnie no ale to sa juz kwestie roznic jezykowych ;)

PS.
Gorsze okreslenie na dziwke - cheap fuck ;)
Postępować należy tak, aby niczego nie robić, a wtedy panować będzie ład.
--
Laozi

Odpowiedz
#6
Hitch napisał(a):Bitch w gwoli scislosci to jest suka. Tak jak i u nas u nich sie mowi tak na corke psa ;) A wiec jest to powszechnie uzywane slowo ktore TAKZE moze byc uzyte w obrazliwy sposob wobec kobiety.
Bitch w USA jest raczej takim o przeklenstwem o malej sile razenie dlatego moga go uzywac w TV.
Dziwka to poprostu whore.
Cytat:Son of a bitch to tak jak z bitch.
Skurwysyn to przeklenstwo ktore u Amerykanow tlumaczy sie motherfucker. Oczywiscie znaczeniowo blizej mu po polsku do son of a bitch ale pod wzgledem *wagi* tlumaczy sie to motherfucker.
Racja, son of a bitch to sukinsyn.
Cytat:I raczej nie mowia w serialu pierdolony bo by wlasnie musieli uzywac fuck i jego mutacji (fucking). Wiec nie wiem skąd ten pomysl ;)
Ja też nie.
Cytat:[lista jakichś przekleństw]
I wogole czasami jest tak ze jedno przeklenstwo amerykanskie ma u nas kilka znaczen i odwrotnie no ale to sa juz kwestie roznic jezykowych ;)
Zgadza się.

Ok, ale już nie róbmy niepotrzebnego offtopicu o przekleństwach, bo sobie wcześniej o tym wszystko powiedzieliśmy. :)

Jako, że (o dziwo [oh who']) mało kto się wypowiada na temat Najlepszego Serialu na Świecie (synonim i jedno z polskich tłumaczeń Shield) to zapytam czy ktoś oglądał inny seriali, który pomagał robić twórca Shield, Shawn Ryan. Serial nazwa się The Unit i opowiada o życiu czlonków jednostki specjalnej. Wiadomo, że to nie będzie drugie Shield ale jestem ciekaw czy chociaż w połowie tak dobre.
#ChristopherLOLan #ChristopherTrollan


Odpowiedz
#7
Odnosnie THE UNIT z perspektywy osoby, ktora ma za soba 3/4 drugiego sezonu - serial posiada swietnych bohaterow. postacie z krwi i kosci z rewelacyjnie dobrana obsada. fabularnie jest roznie. z reguly (takie jest moje zdanie) watek obyczajowy jest ciekawszy od historii misji grupy specjalnej. dalem sobie spokoj z ogladaniem 2go sezonu bo nie mialem juz sily ogladac serii tylko dla bohaterow. 2gi seson poza nielicznymi wyjatkami to zdecydowany spadek formy. moze kiedys zateskni mi sie do tych postaci poki co pass. nie zachecam, nie odradzam.
make war. love is overrated

Odpowiedz
#8
"The Shield" rozpoczęło własnie siódmy, ostatni, sezon. Jak zwykle w formie, mocno, dzieje się sporo, a dodatkowo Ronnie znów wybija się bardziej na pierwszy plan (zresztą robi to już od dwóch sezonów). Nic tylko czekać i patrzeć jak kończy się jeden z najlepszych seriali w historii, a podejrzewam, że nie skończy się pozytywnie dla paru bohaterów. Czuję, że będzie się działo.
#ChristopherLOLan #ChristopherTrollan


Odpowiedz
#9
The Shield na tapecie. pare lat temu leciał na satelicie - zdążyłem zaliczyć bodaj 3 sezony. na więcej nie pozwolił mi Canal+, który z niewyjaśnionych przyczyn zdjął serial z anteny. ale co się odwlecze, to nie uciecze. z dniem dzisiejszym wracam i zaczynam od początku, tj. od sezonu pierwszego. jako że pilota mam już za plecami, może napisze na jego temat ze 4 sylaby: ZNA-KO-MI-TY. dynamiczny, ze świetną "mannowska" muzyka, lepszy niż go zapamiętałem.

post inicjujący dyskusje ma aktualnie forme czterech kropek. jak dojadę do końca pierwszego sezonu, nie omieszkam wstawić tam czegoś konkretnego, choc na dobra sprawę Crov napisał ładny wstępniak i to on powinien sie tam znaleźć.

Odpowiedz
#10
Zachęcony pozytywną opinią Crova (i zaczęciem tematu przez Mentala :D) jestem po pierwszym odcinku i moje wrażenie; ZAJEBIOZA. Klimat, aktorstwo i niesamowite wrażenie realności. Właściwie to brakowało mi tylko nazwiska Manna w napisach, bo klimaty podobne :). Miód!

Odpowiedz
#11
ja z kolei mam za sobą 8 odcinków i już teraz mogę sformułować następująca opinie: ten serial nie ma słabych punktów (a to raptem półmetek pierwszego sezonu). kurde, Amerykańcom można wiele wytknąć: że są niewykształceni, że są grubi, że taśmowo produkują rimejki, ale jednej rzeczy nikt im nie odbierze: to oni kręcą najlepsze seriale na świecie. co mnie najbardziej rozwala w The Shield? pomysł, na jakim opiera sie cala historia. śledzimy poczynania grupy uderzeniowej, składającej się z gliniarzy, mających na sumieniu niejedną zbrodnie (dla przykładu: na dzień dobry w pierwszym odcinku wiodąca postać serialu - Vic, przywódca ekipy - morduje z zimną krwią gliniarza, który wyniuchał powiązania jego ludzi z lokalnym gangiem). nie to jednak powoduje, ze taki widz jak ja nie może oderwać oczu od tv. tu chodzi o kontrast. w miare rozwoju akcji poznajemy policyjna brygadę do rozwałki od innej strony - ich zycie prywatne, zacieśniające się relacje służbowe. ten sam Vic zmuszony jest opiekować się chorym na autyzm synem i robi to z niekłamanym zaangażowaniem. twórcy serialu poszli pod tym względem na maksa: w pilocie pokazali Vica-morderce, żeby później sportretowac go od innej strony: jako troskliwego ojca rodziny. moje pytanie: jak mam sie ustosunkować do takiej postaci? przecież ten koleś to skorumpowany morderca-szantażysta, przy którym Brudny Harry wraz ze swoim przysłowiowym cynizmem jawi sie jak szkolny idealista.

The Shield momentami rozciera na miałkie wapno. co prawda po 8 epizodach liczącego 7 sezonów serialu podobne wnioski mogą budzić nieufność, ale uwierzcie mi - wiem, co mowie. pamiętam, jak przez mgłe wydarzenia sezonu trzeciego i zdaje sobie sprawe, ze to, co aktualnie oglądam, to tylko rozgrzewka. ten serial jest jak rozpędzona lokomotywa, która z każdym kolejnym odcinkiem nabiera tempa. wkrótce pomknie z takim impetem, że nic jej już nie zatrzyma.

Odpowiedz
#12
"Koniec wieńczy dzieło."
- Owidiusz

Są seriale słabe. Są seriale dobre. Są też seriale wybitne. A nad nimi czuwa „Shield”. Serial, który przez przeciętnego widza – jeśli w ogóle zauważony – często był postrzegany jako policyjna odpowiedź na „Sopranos”. Nic bardziej mylnego. „Sopranos” wykiełkowało jako terapia Davida Chase’a, który chciał rozwiązać swoje problemy z matką, a z kolei „Shield” od początku było bardzo surową i brutalnie realistyczną wizją pracy policjantów. Z czasem można było dostrzec formującą się iście szekspirowską tragedię, w której przyjaźń grupy policjantów powoli łamie się pod ciężarem zbrodni, których dokonali. To nie jest opowieść, która mogła się dla nich skończyć dobrze.

I tak się nie stało.

Finał „Shield” okazał się być taki jak cały serial – dosadny, mocny i ponury. Nikt nie musi się obawiać urwanego zakończenia, które sprawi, że będziecie uderzać w odbiornik myśląc, że telewizor się zepsuł. Dostajemy pełną historię, którą – gdyby komuśbardzozależało – można kontynuować, ale wcale nie potrzeba. Shawn Ryan powiedział, żemożekiedyś wróci do „Shield” w wersji kinowej.

Głupotą byłoby rzucać fragmentami fabuły, dlatego wystarczy powiedzieć, że naprawdę "wygrani" okazują się być wyłącznie ci, którzy cały czas stali z boku – zwykli śledczy i posterunkowi. Strike Team przez cały czas trwania serialu, tak jak bohaterowie antycznych tragedii, walczyli z losem. Jednak on miał dla nich przygotowane zakończenie już na początku ich zmagań. Częściowo kierowali się oni dobrymi ideałami – ochronić i zapewnić dobry byt swojej rodzinie – ale koniec końców to właśnie ta miłość do rodziny okazuje się być zgubna. To kończy wszystko, przy tym paradoksalnie niszcząc rodzinę. Zakończenie jest tak diabelnie pesymistyczne i tak bolesne, że ciężko jest nie współczuć bohaterom – nieważne, co mają na sumieniu.

Nie ma sensu rozpisywać się nad takimi technicznymi szczegółami, jak scenariusz, reżyseria czy aktorstwo. To wszystko jest na najwyższym poziomie. Role Michaela Chiklisa czy CCH Pounder powinno zostać docenione Emmy albo Globem. Trzeba także wspomnieć o Davidzie Reesie Snellu, który gra Ronniego Gardockiego. Jeżeli ktoś jest w pierwszym sezonie to pewnie nie od razu skojarzy kto to. Ronnie to czwarty członek Strike Team, który na początku ma równie ważną rolę, co statysta. Od piątego sezonu zostaje mu poświęcone coraz więcej uwagi. Zaczynał jako tło, ale spisał się kapitalnie w ostatniej scenie między nim a Vickiem.

Możemy być zadowoleni, że „Shield” miało szczęście dotrzeć do siódmego sezonu bez spadku jakości i dodatkowo rewelacyjnie podsumowało całą historię. Serial bez wątpienia zapisze się w historii telewizji jako wielkie, acz trochę niedocenione, arcydzieło.

To był wspaniały seks, „Shield”. Dzięki za zajebisty orgazm. :)

PS Jako ciekawostkę warto dodać, że finał wyreżyserował Clark Johnson, gość, który wyreżyserował również finał „The Wire”.


Mental napisał(a):wkrótce pomknie z takim impetem, że nic jej już nie zatrzyma.
Szczera prawda. Dopiero w szóstym sezonie akcja trochę zwalnia, ale to chyba zalecenie lekarza - po wydarzeniach z piątego sezonu widzom eksplodowałoby serce.
#ChristopherLOLan #ChristopherTrollan


Odpowiedz
#13
dobra, cholera, przekonaliście mnie - sprawdzam :)
Aktualnie rządzi: ja

Odpowiedz
#14
Crov napisał(a):Serial bez wątpienia zapisze się w historii telewizji jako wielkie, acz trochę niedocenione, arcydzieło.

nie jestem gotów (przynajmniej nie w tym momencie) nazwać The Shield arcydziełem. arcydziełem (a w zasadzie klasyką kina) jest dla mnie serial The Wire, którego nigdy nie zapomnę (szczególnie ostatniego - piątego sezonu). ale jak się rzekło: do obejrzenia mam kilkadziesiąt epizodów, a co za tym idzie, istnieje spore prawdopodobieństwo, że wkrótce i The Shield uzyska ten zaszczytny tytuł, zarezerwowany wyłącznie dla wybitnych produkcji ze stajni hbo.

Odpowiedz
#15
"The Wire" jeszcze całego nie obejrzałem (muszę zdecydowac, co pierwsze kontynuować - "Wire" czy "Oz"), dlatego się nie sprzeczam, ale pogadamy jak skończysz całe "The Shield". Myślę, że zmienisz zdanie.
#ChristopherLOLan #ChristopherTrollan


Odpowiedz
#16
Crov napisał(a):finał wyreżyserował Clark Johnson, gość, który wyreżyserował również finał „The Wire”.

w takim razie nie mogę sie doczekać finalu The Shield. w ogole cieszy fakt, ze ludzie odpowiedzialni za najlepsze seriale wszech czasów nie gina w tłumie, lecz ciagle pracują na rzecz udoskonalania tego, co doskonałe.

Cytat:ciężko jest nie współczuć bohaterom – nieważne, co mają na sumieniu.

to jeden z powodów mojej fascynacji serialem: trzeba sobie jakoś radzić ze świadomością, że główny glina i jego eka to banda zbirów, oszustów i morderców, bez wahania strzelająca bogu ducha winnemu koledze w ryj z odległości dwóch metrów.

Odpowiedz
#17
Mental napisał(a):
Cytat:ciężko jest nie współczuć bohaterom – nieważne, co mają na sumieniu.

na tym chyba polega największy geniusz serialu: trzeba sobie jakoś radzić ze świadomością, że nasz bohater to morderca, oszust, szantażysta, złodziej i ogólnie mocno skorumpowany jegomość. z drugiej strony... sam nie wiem, czy jest jakaś druga strona. facet opiekuje sie chorym dzieckiem ale co z tego? na boga - on zamordował niewinnego gliniarza, strzelił mu w ryj z odległości dwóch metrów. co ja mam zrobić z tym gościem?
Druga strona to właśnie ta rodzina, zwłaszcza autyzm u dzieci Vica. Mimo bycia sukinsynem Vic (a później też Shane) wszystkie swoje złe uczynki jednak robi przede wszystkim dla rodziny (forsa ormian miała być dla nich końcem brudnych interesów, a okazała się być początkiem końca... wszystkiego). Trzeba też pamiętać, że Terry nie dostaje kulki bez powodu - dla Vica dopuścił się zdrady, a wiadomo że kara dla zdrajcy jest jedna. Obiektywnie rzecz biorąc to niczego nie ułatwia, ale mimo tego zabójstwa i brudnej kasy Mackey ma swój kodeks moralny (a lojalność jest u niego bardzo wysoko) i autentycznie stara się oczyszczać ulice swojego miasta.

To nie jest kompletny bandzior i to jest właśnie najgenialniejsze w tej postaci. Mamy większy konflikt jeśli chodzi o symaptię do niego, ale naprawdę trudno go nie polubić. Duża w tym zasługa Michaela Chiklisa. To antagonista i protagonista zarazem. Może być najlepszym przyjacielem i najgorszym wrogiem.
#ChristopherLOLan #ChristopherTrollan


Odpowiedz
#18
Crov napisał(a):Strike Team przez cały czas trwania serialu, tak jak bohaterowie antycznych tragedii, walczyli z losem.

nie jestem do końca przekonany, czy chłopaków z the shield można zakwalifikować jako bohaterów antycznej tragedii. przecież tragizm antyczny wymagał winy tragicznej. tymczasem wina eki uderzeniowej nie nosi znamion tragizmu - oni zabili bez skrupułów, z pobudek czysto materialnych. zaplanowali zabójstwo kolegi z pracy. w tym nie ma żadnej wzniosłości, żadnego konfliktu. wszystkie przekręty, bedące ich udziałem, to chłodna kalkulacja, zimnokrwiste działanie, obliczone na ocalenie własnych dup przed komora gazową.

Cytat:mimo tego zabójstwa i brudnej kasy Mackey ma swój kodeks moralny

dla mnie koleś nie ma kodeksu moralnego, jest morderca, dotarl do granicy przegięcia pały i ja przekroczył. ale i tak go lubie, sympatyzuje z nim. chore, co?

Cytat:Trzeba też pamiętać, że Terry nie dostaje kulki bez powodu - dla Vica dopuścił się zdrady, a wiadomo że kara dla zdrajcy jest jedna.

Terry chciał sypnąć skorumpowanych gliniarzy. swego czasu za to samo zarobił kulke Serpico. podejrzewam, ze swoja porcje ołowiu otrzymałby roniweż Julien, gdyby nie wyciągnięty na światło dzienne homoseksualizm tegoż oraz ostrzeżenia Acevedy, które w pore przystopowały zapędy Vica.

Odpowiedz
#19
W porównaniu do antycznych tragedii chodziło mi przede wszystkim o nieuchronność losu. Samym bohaterom bliżej do Makbeta niż do Edypa.

Mental napisał(a):dla mnie koleś nie ma kodeksu moralnego, jest morderca, przekroczył granice. ale i tak go lubie, sympatyzuje z nim. chore, co?
Bardziej chore jest to, że potrafiłem sympatyzować z Shane'em pod koniec siódmego sezonu. Vic przekroczył granice, to prawda - zachował się jak prawdziwy gangster, ale nie zgodzę się, że nie ma żadnego kodeksu moralnego. Lojalność wobec rodziny i przyjaciół jest dla niego najważniejsza - gdyby Terry żył i ich zakapował to - moim zdaniem - w oczach Vica byłoby to tak jakby on sam zdradził rodzinę i kumpli.

Cytat:Terry chciał sypnąć skorumpowanych gliniarzy. za to samo zarobił kulke Serpico.
Zgadza się, nie twierdzę, że to co zrobił Vic jest w porządku. Mówię jak moim zdaniem on to widział: Terry ich zdradził dla własnej korzyści.
#ChristopherLOLan #ChristopherTrollan


Odpowiedz
#20
Crov napisał(a):W porównaniu do antycznych tragedii chodziło mi przede wszystkim o nieuchronność losu. Samym bohaterom bliżej do Makbeta niż do Edypa.

tu sie zgadzam. choc pierwszy sezon nie jest pod tym wzgledem az tak zasadniczy. na razie wszystko sie krystalizuje.

Cytat:Terry ich zdradził dla własnej korzyści.

nie do konca. "dla własnej korzyści" ma wydźwięk pejoratywny. Terry był pragmatykiem. wiedział, ze jak sypnie, to będzie skończony w LA, dlatego spytał Acevede, czy ten załatwi mu start w nowym mieście na jego (Terry'ego) warunkach. w ogóle Aceveda to zajebisty kolo. bodaj w trzecim sezonie będą go szantażować kompromitującym nagraniem z komóry. kurde, juz zacieram raczki.

Odpowiedz

Digg   Delicious   Reddit   Facebook   Twitter   StumbleUpon  








Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości