THE SHIELD [FX]
#41
Obecnie jestem przy końcówce pierwszego sezonu i mam pytanie. Kiedy się zacznie hardkor? :) Jak na razie jedyny moment, który podniósł mi ciśnienie to Vic z kosą na szyi jakiegoś długowłosego kolesia, mówiący mu że ma dokładnie 30 sekund na podanie położenia cegieł. I nie zrozumcie mnie źle, nie jestem masochistą, serial mi się dość podoba, to fajny oglądacz, trzymająca się kupy historia z nieco sztampowymi ale wyrazistymi postaciami (obecnie największą sympatią pałam do Duchboya) i odpowiednim tempem. Tylko że to tylko oglądacz, ani mu do realizmu i wielowątkowości The Wire, ani do ... kurna, nie znam innych serialów policyjnych :), gdyby wywalić ekipę Vica to byłoby to coś na poziomie Nasha Bridgesa. Narzekam bo naczytałem się waszych zachwytów i te oczekiwania trochę mi psują całość, sprowadźcie mnie na ziemię albo powiedzcie kiedy mam oczekiwać tego całego szumnie zapowiadanego tragizmu postaci i ogólnej ciarkogenności.
Bodie: He's a cold motherfucker.
Poot: It's a cold world Bodie.
Bodie: Thought you said it was getting warmer.
Poot: The world goin' one way, people another yo'.

Odpowiedz
#42
pierwszy sezon trzeba po prostu obejrzeć do końca, gdyż jest on jednym wielkim poligonem doświadczalnym. twórcy nie wiedzieli jeszcze, w jakiej formie pociągnąć historie, dlatego całość sprawia wrażenie epizodów bez związku ze sobą.

Cytat: sprowadźcie mnie na ziemię albo powiedzcie kiedy mam oczekiwać tego całego szumnie zapowiadanego tragizmu postaci i ogólnej ciarkogenności.

tragizmu nie możesz oczekiwać - on nie przyjdzie do ciebie na zawołanie:) po prostu kiedy poczujesz niepewność co do losów serialowych postaci, to będzie znak, że koło fortuny zostało wprawione w ruch:) wszystko tak naprawdę rusza z kopyta pod koniec sezonu drugiego, kiedy zapada decyzja o obrabowaniu pociągu przewożącego pieniądze ormiańskiej mafii. wtedy już wiadomo, że grupa uderzeniowa wdepnęła w poważne gówno, z którego raczej nikt nie wyjdzie bez szwanku. ze mną było tak, że gdy emitowali serial na C+ zacząłem oglądać go od drugiego sezonu właśnie, stad też zostałem rzucony na głęboką wodę bez odpowiedniego przygotowania.

Cytat:ani mu do realizmu i wielowątkowości The Wire

rzeczywiście, The Wire deklasuje pod względem realizmu The Shield, ale jeśli chodzi o wielowątkowość czy presje, jaką zdarzenia wywierają na postaciach, to The Shield jest lepsze. serial hbo tłumił emocje drobiazgowością śledztwa i hiper realizmem policyjnej roboty. w The Shield nie ma czasu i miejsca na dzióbanie w papierach, łażenie po sadach, błaganie sędziego o nakazy - tutaj z relacji międzyludzkich wyciśnięto ostatnie soki. nie twierdze, ze w The Wire tego nie było - twierdze jedynie, że The Wire nie był serialem tak skrajnym, tak krańcowo zdeterminowany w piętnowaniu ludzkich pomyłek. w The Wire lawina schodziła powoli, podczas gdy w The Shield spada z impetem, niszcząc wszystko, co napotka na swojej drodze. w The Wire panował względny spokój, cisza przed burzą, długie momenty zawieszenia. w The Shield natomiast dominuje permanentny pośpiech, czasu jest zawsze za mało. są to w istocie dwie różne policyjne serie, które pomimo jaskrawych odmienności (realizacja, narracja) świetnie nadają się do wzajemnego konfrontowania z racji podejmowania tych samych tematów (gangi i podsłuchy) oraz osadzenia fabuły w bliźniaczych realiach (ulice współczesnego miasta). wkrótce pokuszę sie o małe zestawienie obydwu tych produkcji, bo jest o czym pisać i bardzo ciekawe wnioski się nasuwają.

Cytat:gdyby wywalić ekipę Vica to byłoby to coś na poziomie Nasha Bridgesa.

a gdyby wywalić Hanne i Neila z Heat, to byłoby coś na poziomie tvn-owskich Kryminalnych. a gdyby tak jeszcze wywalić sekwencje napadu na bank, to już w ogóle by nic nie zostało, jeno stypa i sto metrów mułu:) ludzie, przestańcie używać takich durnych argumentów. The Shield powstało z myślą o grupie uderzeniowej. losy głównej czwórki zajmują bez mała 70% serialowego czasu. w zasadzie nie ma takiego wydarzenia w Farmington, które rozgrywałoby się bez pośredniego lub bezpośredniego wpływu eki Vica. jedynie śledztwa prowadzone przez Wyms i Dutch-Boya są wolne od ich ingerencji, a to dlatego, że mają charakter seksualnych dewiacji (głównie brutalne gwałty i porwania).

nawiasem, Glut, poczytaj sobie opinie dillingera, Crova, no i wreszcie moje:) my nigdy nie polecamy do wglądu dziecinady ani nie uwsteczniamy potencjalnej publiki:) Jakuz jest w trakcie konsumowania sezonu pierwszego, wiec o nim na razie nie wspominam, aczkolwiek głęboko wierze, że po dotarciu do sezonu piątego nie będzie mógł złożyć ani jednego składnego gramatycznie zdania - z wrażenia ma się rozumieć:) tak więc cierpliwości życzę z okazji zbliżających sie świąt oraz niesugerowania się zbytnio cudzymi zachwytami - mnie zazwyczaj jebie centralnie w odbyt, co X myśli na temat filmu Y, dzięki czemu nie mam żadnych wygórowanych oczekiwań. aczkolwiek pamiętam, że Crov pisał gdzieś/kiedyś, iż zakończenie sezonu piątego The Shield to rzecz wielka i muszę powiedzieć, ze nie tyle miał racje, co się po ludzku pomylił, gdyż zakończenia piątego sezonu The Shield, jak również pierwszych trzech odcinków sezonu szóstego nie da się z niczym porównać. nokautujący kawał kina.

Odpowiedz
#43
poniżej przedstawiam jedną z dziesięciu najmocniejszych filmowych scen, jakie w życiu widziałem - pierwszy odcinek 6 sezonu, scena na cmentarzu tuż przy placu budowy. rzecz zawiera w sobie mega spojler, wiec bardzo proszę, aby osoby, które zamierzają obejrzeć serial w przyszłości tudzież sa w trakcie jego oglądania, powstrzymały się przed klikaniem na poniższy odnośnik. dziękuję:)


Odpowiedz
#44
Obejrzałem pierwszy sezon i jestem...hmm...rozczarowany to złe słowo. Generalnie serial jest naprawdę świetnie napisany. Czuć klimat ulicy (to co wprost uwielbiam) no i w przeciwieństwie do Dexa [którego, żeby nie było bardzo lubię] mamy do czynienia z ludźmi - nie z postaciami (ogromna w tym zasługa aktorów). Niemniej jest jeden duży minus, który nie zachęca mnie do sięgnięcia po kolejne sezony. A co to za minus? Absolutnie nie obchodzi mnie co się dzieje z postaciami. No może za wyjątkiem DutchBoya. Nie potrafię się przejąć faktem, że w pierwszym odcinku ginie 'ważna' postać, bo w sumie nie wiem kim jest poza tym, że jest zdrajcą i że na miejscu Vica pewnie też bym mu władował kulkę w głowę bo zdrada to rzecz której jak psa nienawidzę. I to tyle. Cała reszta spływa po mnie jak woda. Co mnie obchodzi, że policjant jest gejem? A no nic. Co mnie obchodzi ze policjant ma problemy z dzieckiem? A no nic. I mógłbym tak wymieniać. Jedyny moment, który naprawdę mi się spodobał - dotarł do mnie to końcówka jednego z odcinków, w którym Dutch 'zwycięża' przy przesłuchaniu jakiegoś seryjnego gwałciciela, po czym po burzy oklasków i gratulacji wchodzi do samochodu i zaczyna płakać. I to mnie wzięło (chociaż to dość prosty 'haczyk' na widza.)

Nie widzę tu żadnego tragizmu godnego sztuk antycznych. Po prostu mocniejszy serial sensacyjny.
http://www.filmweb.pl/user/Corn

"Pierdu-pierdu, siala-lala; Braveheart kosmos rozpierdala" - Bucho


Odpowiedz
#45
Cytat:chociaż to dość prosty 'haczyk' na widza

skoro taki prosty haczyk na widza, to powiedz mi, czemu facet według ciebie płacze?

Odpowiedz
#46
Bo gość miał rację co do niego, i Dutch dobrze o tym wiedział, a mimo to się nie złamał. Nie wtedy. Nie przy wszystkich. Chciał udowodnić sobie, że tamten nie miał racji.
http://www.filmweb.pl/user/Corn

"Pierdu-pierdu, siala-lala; Braveheart kosmos rozpierdala" - Bucho


Odpowiedz
#47
Cytat:Nie widzę tu żadnego tragizmu godnego sztuk antycznych. Po prostu mocniejszy serial sensacyjny.

i dobrze, ze nie widzisz, bo go tam nie ma:) była juz o tym mowa wcześniej, że tragizm w antycznym wydaniu nie tłumaczy zachowań bohaterów. tragizm antyczny wymagał winy tragicznej, a tej nie da sie przypisać bohaterom. spośród czwórki wiodących postaci jedynie Lemansky może w pełni kandydować do tego tytułu - i to właśnie jemu zostanie poświęcony cały piąty sezon.

Cytat:Bo gość miał rację co do niego, i Dutch dobrze o tym wiedział, a mimo to się nie złamał. Nie wtedy. Nie przy wszystkich. Chciał udowodnić sobie, że tamten nie miał racji.

a zatem nie jest to prosty haczyk na widza. Dutch to bardzo złożona osobowość, w kryminałach na dobrą sprawę niespotykana. niezmiernie ciekawy jest jego światopogląd, w którym gwałty i morderstwa nie są odchyleniem od normy, ale normą. i w sumie płakał chyba też z tego powodu i z powodu natury swojej pracy.

Odpowiedz
#48
Haczykiem określiłem sam fakt, że płakał. Znaczy, że to tani chwyt mający sprawić, że widz przejmie się postacią. Na mnie to zadziałało w każdym razie. W sumie Dutch to jedyna postać, którą polubiłem od pierwszej sceny.
http://www.filmweb.pl/user/Corn

"Pierdu-pierdu, siala-lala; Braveheart kosmos rozpierdala" - Bucho


Odpowiedz
#49
Cytat:Na mnie to zadziałało w każdym razie.

na mnie również podziałało i to bardzo. i zgadzam się co do Dutch-Boya - zajebisty gość z niego, podobnie jak Lem i Ronnie.

Odpowiedz
#50
Dutch ma bardzo ciekawe momenty później (kot).

"The Shield" z sezonu na sezon robi się coraz lepsze. Sprawa jest więc prosta: jeżeli pierwszy sezon cię zainteresował to oglądaj dalej. Jeżeli nie - to sobie odpuść. Tak jak powiedział Mental: to poligon doświadczalny. Dopiero w drugim sezonie zaczyna się formować wizja twórców i krystalizuje się główny wątek.

Glut - "Nash Bridges"? Konfronatcja Dutcha i seryjnego zabójcy to jest "Nash Brigdes"? :)

Corn napisał(a):Nie widzę tu żadnego tragizmu godnego sztuk antycznych.
"The Shield" bliżej do tragedii Szekspira, np. "Makbeta".

Cytat:Haczykiem określiłem sam fakt, że płakał. Znaczy, że to tani chwyt mający sprawić, że widz przejmie się postacią.
Właśnie o to chodzi, że to nie jest "tani chwyt" - jasne, widz ma się przejąć, ale wynika to z logicznego motywu i jest konkluzją wątku. To nie jest tak, że Shawn Ryan powiedział do scenarzystów: "Dobra, chłopaki, teraz widz musi współczuć Dutchowi!". Napisali razem cały świetny wątek. Ja przejmowałem się postacią przez cały wątek. Trudno nie współczuć Dutchowi, kiedy przesłuchiwany się z niego nabija i widać, że ma rację. Sama scena płaczu to po prostu podsumowanie.
#ChristopherLOLan #ChristopherTrollan


Odpowiedz
#51
Kurde, z tym Nashem chodziło mi o poziom ciężkości a nie o jakość. A sprawy Dutcha są rzeczywiście dość hardkorowe, ale jak Mental wspomniał - bagatelizuje je on uważając za normę, więc nie kopią w mordę. Właśnie zaczynam oglądać drugi sezon, ostatni odcinek pierwszego jak na razie najlepszy.
Bodie: He's a cold motherfucker.
Poot: It's a cold world Bodie.
Bodie: Thought you said it was getting warmer.
Poot: The world goin' one way, people another yo'.

Odpowiedz
#52
Glut napisał(a):Kurde, z tym Nashem chodziło mi o poziom ciężkości a nie o jakość.
Nie no, ja rozumiem, że nie chodziło o to, że Dutch to Nash, a Claudette to Cheech. :) Nie jestem stałym oglądaczem Bridgesa, ale właśnie - w pierwszym sezonie - wątek seryjnego zabójcy i Dutcha wydał mi się czymś, czego nie zobaczyłbym w innym serialu.

Cytat:ale jak Mental wspomniał - bagatelizuje je on uważając za normę, więc nie kopią w mordę
Dutcha kopią prawie cały czas, ponieważ je bagatelizuje.
#ChristopherLOLan #ChristopherTrollan


Odpowiedz
#53
Crov napisał(a):Dutcha kopią prawie cały czas, ponieważ je bagatelizuje.

serial potrafi solidnie zaskoczyć mocno nieszablonowym podejściem do spraw, które w "zwykłym" filmie zostałyby po prostu odbębnione. weźmy seryjnych zabójców. morderca z sezonu pierwszego, punktujący przesłuchujących go detektywów. mordercza para porywająca kobietę i odcinająca jej ramię, żeby się wykrwawiła zamknięta w bagażniku w samochodzie zaparkowanym tuż przed komisariatem (wyznanie tej młodej panienki normalnie zmroziło mi krew w żyłach). wreszcie gwałciciel z kamienna twarzą (śledztwo ciągnęło się przez bodaj dwa sezony) - jego wina była dla mnie zaskoczeniem, bo obstawiałem niewinność faceta i pomyłkę detektywów. w ogóle zwróćcie uwagę na sposób odgrywania ofiar i katów w The Shield: zazwyczaj jest tak, że kiedy jakiś bohater kłamie, widz również wyniucha kłamstwo, podczas gdy detektywi w najlepszym razie jedynie podejrzewają zmyłkę. w The Shield natomiast aż dwukrotnie dałem się zwieść prawdomówności przesłuchiwanych morderców. to jeden z bardziej niesamowitych aspektów tego genialnego serialu.

Glut napisał(a):sprawy Dutcha są rzeczywiście dość hardkorowe, ale jak Mental wspomniał - bagatelizuje je on uważając za normę, więc nie kopią w mordę.

źle. bagatelizuje je, bo podchodzi do nich z podręcznikiem i dlatego konkluzja zawsze kopie w morde. wcale nie jest tak, że Dutch-Boy to jakiś zblazowany, cyniczny, wyprany z uczuć detektyw ze stępionym instynktem na skutek obcowania ze zbrodnią. jego stosunek do tego, co widzi i słyszy, określiłby jako zdroworozsądkowy.

Odpowiedz
#54
NIE MA SPOJLEROW

ciekawe, ile osób odwiedzających to forum dotrwało do końca serialu? na pewno Crov, dillinger pewnie też. stawiam dolary przeciwko orzechom, iż lwia część telewidzów, sugerując się sezonem pierwszym i połowa sezonu drugiego, postanowiła najzwyczajniej w świecie odłożyć dalsze oglądanie na czas nieokreślony, uznając, że nie ma sensu marnotrawić żywota na kolejny policyjny tasiemiec, który w zalewie innych policyjnych tasiemców nie ma zbyt wiele do zaoferowania. szczerze? gdybym nie wiedział, czym tak naprawdę jest the shield, też bym zrezygnował po pierwszym sezonie. a może i nie?

co oferuje pierwszy sezon? przede wszystkim daje okazje do podglądania w akcji skorumpowanych gliniarzy - gliniarzy-morderców, żeby być precyzyjnym. będąca ośrodkiem fabuły policyjna strike team to nic innego jak państwo w państwie - czterech łebków z odznakami rządzących ulicami Farmingotn i działających niczym gang albo jakaś brygada do rozwałki na usługach lokalnego bossa. jeśli się jednak przyjrzeć temu wszystkiemu z lotu ptaka, to rychło dojdzie człowiek do wniosku, że to ciut za mało, by przyspawać takiego widza jak ja do fotela. na kontrowersyjnym pomyśle można jechać góra jeden sezon. potem trzeba zaproponować coś więcej.

i tak drugi sezon startuje z wysokiego "c", bo od planu obrabowania pociągu przewożącego pieniądze ormiańskiej mafii. dwójka i sześć zer. na czterech to będzie plus minus pół miliona. przygotowania do napadu trwają równe 10 odcinków. w międzyczasie śledzimy członków strike team podczas ich "rutynowych" zadań w terenie oraz obserwujemy perypetie pozostałych śledczych zatrudnionych w Stodole (takim kryptonimem ochrzczony został komisariat w Farmingotn. żeby było śmieszniej, mieści się on w starym kościele. spostrzegawczy widz zapewne już w pilocie zauważył pozostałości sakralnej architektury pod postacią witraży w oknach). tak czy owak, drugi sezon nie odbiega jeszcze zanadto od tego, co widzieliśmy w sezonie pierwszym, tj. ciągle brakuje czegoś, co sprawiłoby, że z czystym sumieniem można by ochrzcić the shield mianem serialu wyjątkowego, genialnego czy jakkolwiek tam chcecie.

największym problemem sezonu pierwszego - patrząc z perspektywy czasu - było przedwczesne zdjęcie ze sceny Terry'ego. shawn ryan - pomysłodawca serii - tłumaczył później, że gdyby wiedział, iż serial odniesie tak ogromny sukces, uśmierciłby gościa z poślizgiem. fakt faktem, że zabicie niewinnego gliniarza przez innego gliniarza - i to w dodatku głównego bohatera dramatu - już w otwierającym serial epizodzie to sprawa na tyle poważna, że wymagająca co najmniej kilkuodcinkowej introdukcji. widz powinien dostać szansę "poznania" Terry'ego, aby później jego śmierć mogła wywołać na nim "odpowiednie" wrażenie. brzmi okrutnie, lecz takie są reguły kina i nie ma się co wielce obruszać. niestety owego wrażenia zabrakło, przez co gwoźdź programu, czyli zabójstwo bogu ducha winnego człowieka nie masakruje mózgu z siłą radzieckiej lokomotywy. nie masakruje, ale... no właśnie - zasiewa wątpliwości: z czym mamy tu do czynienia? jak ustawić się wobec bohaterów? wreszcie, cytując Jakuzziego: "jesteś ty dobrym, czy złym człowiekiem, Vic?" tym sposobem twórcy serialu - co prawda jeszcze nieporadnie - kreują frapujący punkt wyjścia sensacyjnej intrygi.

a oto w telegraficznym skrócie, czym dla mnie jest serial the shield:

po pierwsze, jest to opowieść o męskiej przyjaźni i lojalności. i o tym, że nie ma czegoś takiego w świecie jak zło bezkarne.

po drugie, jest to najlepszy utwór fabularny, z jakim kiedykolwiek miałem bezpośrednią/pośrednią styczność. mówiąc "najlepszy", mam na myśli najbardziej emocjonalnie paraliżujący i trzymający w napięciu. zawsze stawiałem emocje wysoko ponad realizacyjnym kunsztem reżysera tudzież warsztatową biegłością operatora kamery. ostatni epizod sezonu piątego okazał się pod tym względem punktem szczytowym - zawiera najbardziej niszczycielskie filmowe doświadczenie mojego życia. nic go nie przebije - NIGDY. ułamek tego, co wówczas czułem, można odnaleźć u Eastwooda w Rzece tajemnic, czy Finchera w Siedem.

jeśli emocje, to i fabuła. jako wyznawca oldskulowej, bo sięgającej az starożytności szkoły dramatopisarskiej, głęboko wierze, iż najsilniejsze emocje u odbiorcy wzbudzić może jedynie odpowiednio ukierunkowany, logiczny strumień zdarzeń. the shield posiada zatem najlepszy scenariusz ze wszystkich obejrzanych przeze mnie utworów fabularnych. scenariusz tak genialny, tak nieubłagany w piętnowaniu ludzkich pomyłek, że naprawdę nie umiem w tym momencie wskazać palcem innego dzieła filmowego, które mogłoby konkurować w tej materii z serialem FX. piąty sezon the wire był scenariuszowo dopieszczony na maksa i przyznam, że myślałem wtedy, iż lepiej nie da się napisać kryminału. błąd - da się.

po czwarte wreszcie, żaden inny znany mi z autopsji utwór fabularny nie wymuszał na bohaterach (z oczywistych względów pomijam tutaj całą spuściznę literatury obozowej oraz serial ze stajni hbo - Oz. pomijam, ponieważ pomiędzy bohaterami Oz a the shield zachodzi zasadnicza różnica: Vic i jego eka brnęli w zło jako wolni ludzie). wracając do przerwanego wątku: żaden inny znany mi utwór fabularny nie wymuszał na bohaterach tak skrajnych decyzji i nie stawiał ich w równie ekstremalnych sytuacjach co the shield właśnie. gdybym miał określić ów serial jednym konkretnym epitetem, nazwałbym go "historią ostateczną." pobrzmiewa z lekka nieadekwatnie jak na amerykańską produkcje sensacyjną? i dobrze - niech pobrzmiewa.

o takich aspektach jak aktorstwo czy własności merytoryczne wspominać nie będę. aktorstwo to w dużej mierze emocje, a skoro już ustaliłem, że te osiągnęły absolutne apogeum, nie ma więc o czym gadać. co się zaś tyczy aspektów merytorycznych, to zasadniczo nie dowiedziałem się niczego nowego o człowieku ani o jego przywarach. pomimo tego czuje się mądrzejszy niz byłem przedtem, tj. przed obejrzeniem the shield. fajne uczucie.

realizacyjnie bardziej podobał mi się the wire - powolny kryminał w stylu tych z lat siedemdziesiątych ubiegłego wieku, portretujący policyjna robotę nie tyle z naturalizmem (jeśli chodzi o naturalizm w pokazywaniu przestępstw, the shield w niczym nie ustępuje serialowi hbo - ta sama prawdziwość scen), co przede wszystkim z niesamowitą drobiazgowością, która miejscami powodowała niestety poważne zastoje (weźmy choćby sezon czwarty - subiektywnie był bardzo dobry, obiektywnie strasznie rozwleczony i nużący). w the shield inaczej: kamerzysta lata po planie z kamera na ramieniu albo zaciska ją w łapach, żadnego statywu czy steadcamów, twarze osób mówiących często poza ostrością, szybkie tempo narracji, transfokator w permanentnym użyciu (maniera nieustannego zoomowania z początku bardzo mnie irytowała, lecz po kilku epizodach przestałem postrzegać ją w kategoriach mankamentów wykonania. po prostu w sposób naturalny przestałem ją zauważać - akcja gnała tak szybko do przodu, że nie było czasu na rozkminianie tajników sztuki operatorskiej).

w ramach podsumowania powiem filozoficznie: jeśli porzuciłeś the shield po wygaśnięciu sezonu pierwszego, popełniłeś największy błąd w swoim życiu. osobiście po obejrzeniu serialu mam mały problem z motywacją - możliwość, że kiedykolwiek w przyszłości zobaczę coś lepszego niż the shield jest bliska zeru.

na odchodne dodam jeszcze, że ze wszystkich bohaterów the shield najbardziej żałuje Ronniego Gardockiego (kolo na moim avatarze). w sumie nie wiem dlaczego - był najmniej osobowościowo dopracowaną postacią w całym serialu (żadnej rodziny, żadnych nałogów), a pomimo tego za każdym razem gdy facet pojawiał się na ekranie, zaciskałem kciuki, by dotrwał w jednym kawałku do końca odcinka.

Odpowiedz
#55
Cytat:ciekawe, ile osób odwiedzających to forum dotrwało do końca serialu?

Czysto informacyjnie: Właśnie odpalam pierwszy odcinek trzeciego sezonu.
Bodie: He's a cold motherfucker.
Poot: It's a cold world Bodie.
Bodie: Thought you said it was getting warmer.
Poot: The world goin' one way, people another yo'.

Odpowiedz
#56
[Obrazek: striketeamhn2.jpg]
New Kids On The Block. od lewej: Shane, Terry, Vic, Ronnie i Lem


[Obrazek: 2151393243a3c729d01qi2.jpg]
strike team. od lewej... :)


[Obrazek: theshields72mh9.jpg]
Gardocki, rządzisz!

Odpowiedz
#57
Ta fotka wywołuje u mnie mega banana. :)

[Obrazek: ekipacy7.jpg]
Bodie: He's a cold motherfucker.
Poot: It's a cold world Bodie.
Bodie: Thought you said it was getting warmer.
Poot: The world goin' one way, people another yo'.

Odpowiedz
#58
ale czad! shane wygląda na jeszcze bardziej cofniętego w rozwoju niz w serialu:) skoro juz jesteśmy przy the shield, to bardzo bym chciał, żeby ktoś pizgnął mnie w łeb. może wtedy straciłbym pamięć ostatnich dwóch miechów i mógłbym na nowo emocjonować się fabułą tego wybitnego dzieła. a tak, chcąc nie chcąc, muszę odczekać ze dwa kwartały, aby ponownie zasiąść przed tv:)

Odpowiedz
#59
Niestety, to jest nasza tragedia, Mentalu. Jesteśmy, jak ludzie, którzy przeżyli już coś, co można było określić tą jedyną, prawdziwą miłością, ale później ją utracili. Teraz resztę życia spędzamy szukając namiastki tego uczucia zalewając się litrami alkoholu i zadowalając się nic nie znaczącymi filmami oraz serialami...

;)

Dwa zdjęcia rzucone przez Mentala fajnie pokazują jak mocno zmienił się wizerunek Ronniego. Z dosyc pizdowatego wyglądu aktora porno z lat 80-ych, aż do poważnego i pasującego do strike team gliny. Poza tym aż dziwne, że LEGO nie produkuje klocków z marką "The Shield" dla dzieci!

Glut napisał(a):Czysto informacyjnie: Właśnie odpalam pierwszy odcinek trzeciego sezonu.
Go, go, go! :)
#ChristopherLOLan #ChristopherTrollan


Odpowiedz
#60
Hmmm, wczoraj ukończyłem, obecnie czekam na dostawę 4 sezonu. :) A zmiana wyglądu Ronniego to rzeczywiście ogromny plus, jego wąs mnie dobijał.
Bodie: He's a cold motherfucker.
Poot: It's a cold world Bodie.
Bodie: Thought you said it was getting warmer.
Poot: The world goin' one way, people another yo'.

Odpowiedz

Digg   Delicious   Reddit   Facebook   Twitter   StumbleUpon  








Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości