The Hateful Eight (2015)
Nie sądziłem, że kiedykolwiek to powiem i naprawdę sam nie mogę w to uwierzyć ale z ciężkim sercem przyznaję się do tego, iż ,„Nienawistna Ósemka” to pierwsze dzieło Quentina Tarantino na którym tak znacząco się zawiodłem.
Owszem! Jest tu kilka przebłysków znamionujących wysoką klasę. Można tu wymienić choćby finałową „rozwałkę”, grę aktorską Samuela L. Jacksona (szkoda tylko, że reszta obsady nie zbliżyła się do jego poziomu. A już szczególnie komicznie wypadł w mojej ocenie Tim Roth, który z jakiegoś powodu starał się zastąpić Christopha Waltza i powtórzyć jego kreację z „Django”. Mam nadzieję, że był to jego autorski pomysł bo jeśli taki był koncept reżysera, to może po prostu trzeba było zatrudnić prawdziwego Waltza zamiast ekwiwalentu? czy muzykę Ennio Morricone.
W ogólnym jednak rozrachunku „Nienawistna Ósemka” (a szczególnie jej pierwsza połowa) mnie rozczarowała, wymęczyła, nie zaagażowała i wynudziła. Ba! Nawet dialogi, które zawsze są mocną stroną produkcji sygnowanych nazwiskiem Tarantino, tym razem wyszły jakoś tak bez polotu.A najgorsze w tym wszystkim jest to, że naprawdę nie wiem, czy to kwestia zmęczenia materiału, twórczego wypalenia wspomnianego wyżej reżysera czy może faktu, iż nie specjalnie przepadam za westernami.
Podsumowując. „Nienawistna Ósemka” to najpoważniejszy kandydat do tytułu największego rozczarowania bieżącego. Jest mi smutno, że jeden z moich ulubionych reżyserów stworzył tak nijaką produkcję i mam nadzieję, że następnym razem będzie lepiej.

OCENA: 6/10
Moi ulubieni rezyserzy
Top 3 2017
Blade Runner 2049
A Ghost Story
Dunkierka

Odpowiedz
Wiele można powiedzieć o H8, ale "nijaka produkcja"?

Odpowiedz
Gwoli sprostowania, gdyż faktycznie może trochę nieprecyzyjnie się wyraziłem. Pisząc "nijaka" nie miałem wszak na myśli, że "H8" to produkcja zła ale raczej, że sprawia wrażenie odgrzewanego kotleta (acz pożywnego) i niczym specjalnym się nie wyróżnia na tle standardów wyznaczonych przez inne produkcje sygnowane nazwiskiem Quentina Tarantino.
Moi ulubieni rezyserzy
Top 3 2017
Blade Runner 2049
A Ghost Story
Dunkierka

Odpowiedz
Nie widzę nigdzie skąd można samo video wrzucić więc daję linka do fb. Fajny montaż z wykonania otwierającego film kawałka:
https://www.facebook.com/colliderdotcom/videos/10153479041409366/

Odpowiedz
Tarantino miał jakieś cameo w H8? Słyszałem opinię, że był narratorem na początku wiadomego rozdziału, ale w kinie wydawało mi się, że to ktoś inny. Pomożecie?

Odpowiedz
Internet, Phil, internet:

http://www.imdb.com/title/tt3460252/fullcredits?ref_=tt_cl_sm#cast

Odpowiedz
No przecież spytałem w internecie.

Odpowiedz
No to obejrzane, z powodu braku 70 mm w Polsce zmuszony byłem czekać na dobre kopie, aby zdecydować czy kupić BD. No i chyba kupię, bo film jest dobry, przy czym "dobry" należy w przypadku Tarantino rozumieć jako zawód. Słabszy niż Django, słabszy niż Psy, a jest jakby połączeniem tych dwóch + The Thing, od którego też jest (wiadomo) słabszy.
To co mi się najmniej podobało to retrospekcja, która popsuła dynamikę filmu + była rozwiązaniem zbyt oczywistym, pójściem na łatwiznę nawet. Jeśli już robić w tego typu kinie retrospekcję, to powinna ona moim zdaniem być bardziej dwuznaczna. Gdyby np. Jackson zaczął przesłuchiwać "ludzi pod ścianą" i każdy opowiadałby (pod groźbą śmierci) swoją wersję wydarzeń i dostalibyśmy kilka bardzo krótkich i sprzecznych ze sobą retrospekcji - to bym kupił, bo nawet nie potrzebowałem wiedzieć "kto i dlaczego" w przeszłości, interesowało mnie co się zdarzy za chwilę. Poza tym, to trochę dziwne, żeby na kręcenie w 70mm wybierać fabułę, której 80% dzieje się w jednym pokoju. Ale ogólnie: solidna produkcja. 7/10

Odpowiedz
W pytę film. Wciągnął mnie atmosferą i przyjemnym tempem. Ktoś tam narzeka, że postaci nie były zbyt "unikalne" - okej, bo jeden musiał być żółtodziobem który nie wierzy w siebie, drugi nienawistnikiem który odnajduje w sobie miłość itp.

Generalnie trzy wady:

1. Roth grający Waltza.
2. Muzyka z The Thing - raz, że wykorzystali jeden kawałek, który BYŁ w The Thing, a dwa - te kawałki miały inny styl niż reszta soundtracku, co się rzucało w uszy.
3. Groteskowa przemoc, która bardzo do tego filmu nie pasowała. A przynajmniej sama pierwsza krwista scena.

Fabularne ułomności wybaczam, bo się dobrze bawiłem.

8/10

Odpowiedz
Bylo?



http://www.independent.co.uk/arts-entertainment/films/news/the-guitar-kurt-russell-smashed-in-the-hateful-eight-was-an-antique-not-a-prop-and-the-museum-is-a6854921.html
Shine on You Crazy Diamond

Odpowiedz
Dobry film... na raz. Właściwie to odnosi się wrażenie jakby to była adaptacja jakiejś sztuki.
Muzyka dobra (też odkrycie) choć rzeczywiście czasami jakoś nie pasowała. Waltz znów grający Waltza... I czepiłbym się niektórych zabiegów, brutalności gdyby nie fakt, że jako to film Tarantino - można się było tego spodziewać.

7/10
welcome to prime time bitch!

Kenner, just in case we get killed, I wanted to tell you, you have the biggest dick I've ever seen on a man.

Odpowiedz
(12-06-2016, 16:54)shamar napisał(a): Waltz znów grający Waltza...

Dla mnie jednak większy problem stanowili Morgan Freeman grający Morgana Freemana i Travolta grający Madsena.

(Taa, wiem, że ten niby błąd to najprawdopodobniej kolejny element w twoim Le Art of Trolling [kiepskim, swoją drogą], ale cytując Brada Pitta z Resevoir Dogs - I'm sorry, I couldn't resist).

Odpowiedz
(12-06-2016, 16:54)shamar napisał(a): Waltz znów grający Waltza
Czyli Timowi wyszło naśladownictwo bez kitu doskonałe Uśmiech

Odpowiedz
[kilka miesięcy po obejrzeniu filmu]
WTF? To tam grał Waltz?

Odpowiedz
Nie grał
srebrnik, proud to be a member of Forum KMF Film.org.pl since Nov 2014.

Odpowiedz
pffff, totalny zawód. Liczyłem, że intryga będzie jakaś większa, a to, co miało być motorem filmu, zgasło zanim odpaliło. Film jest rozwleczony - i mimo, że styl Tarantino jest nadal dobry, całość dłużyła się okrutnie. Tylko przez moment poczułem zainteresowanie odnośnie bohaterów znajdujących się w chatce; gdy postać Jacksona przesłuchiwała Boba w stajni. Po akcji z kawą robi się śmiesznie, i doczłapałem do końca z wielkim rozczarowaniem w głowie. Major wie, że Minie nie lubi meksów, że był napis, ale jednak jest w porządku, że meks sobie chodzi w kapeluszu, podaje strawę, i w ogóle, przebywa. Dopiero po akcji z kawą, nagle, układa sobie wszystko w głowie i odkrywa karty. Słabe toto. Jak już wiadomo, że chodzi "o wiadomo co", to ziewnąłem. Ani dialogi, ani intryga, ani zawiązanie akcji nie były dla mnie ciekawe. Jak na razie najsłabszy Quentin. Dobrze, że postaci odegrane fajnie (Roth wkurzał), ładne zdjęcia jak na taki kameralny film. Całkowicie nie do powtórki, zwłaszcza przy takim długim czasie trwania... 5/10 i to naciągane.
loading podpis...

Odpowiedz

Digg   Delicious   Reddit   Facebook   Twitter   StumbleUpon  








Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości