The Leftovers (SPOILERY, a serial spoko)
To nie jest puszczanie oczek, tylko kontynuacja wątku który jest w serialu od drugiego odcinka! W dodatku fajnie został połączony z wątkiem Nory, zresztą już drugi raz.
Jak nie potrzebowały, jak mówię Ci że już drugi sezon mial duzo takich zabiegow - moze ich po prostu nie wychwyciles.
Fajnie rozwijały świat (Richard Burton np. po raz pierwszy zostaje wspomniany w 2x01) i ukazywały konsekwencje, której tak wg. Ciebie brakuje.
Argumentu do zachowania ludzi nawet nie skomentuję, no normalnie albo są konsekwentni albo coś odwalają. Jak ludzie
Bohaterowie przechodzą naturalną i ciekawą ewolucje. Widać to w 4 i 5 odcinku.
- I don't advise a haircut, man. All hairdressers are in the employment of the government. Hairs are your aerials. They pick up signals from the cosmos, and transmit them directly into the brain. This is the reason bald-headed men are uptight.
- What absolute twaddle.  

Odpowiedz
Snuffer napisał wszystko, co trzeba. :) Odnosze wrażenie, żę po finale niektórzy będą dokładnie tak samo narzekać, jak po finale LOST, tylko że o ile w w LOST narzekanie na niewyjaśnienie jakichś rzeczy było uzasadnione, tak tutaj nie. Tutaj nie bylo wątpliwości, że to serial o tych bohaterach od początku do końca, więc nazywanie odcinków poświęconych ich przemianom czy radzeniu sobie ze swoimi wyborami wypelniaczami sprawia wrażenie jakby obejrzał ten serial po raz pierwszy.

(30-05-2017, 03:03)Mefisto napisał(a): Na tym polega cały myk, że to nie jest serial na puszczanie oczek i inne zabawy z widzem.
Dlaczego?

(29-05-2017, 22:52)Gambit napisał(a): http://www.indiewire.com/2017/05/the-leftovers-justin-theroux-penis-every-dick-joke-timeline-1201833541/

:D
:D
#ChristopherLOLan #ChristopherTrollan


Odpowiedz
(30-05-2017, 08:56)Snuffer napisał(a): Argumentu do zachowania ludzi nawet nie skomentuję, no normalnie albo są konsekwentni albo coś odwalają. Jak ludzie
Bohaterowie przechodzą naturalną i ciekawą ewolucje. Widać to w 4 i 5 odcinku.

Jakoś w poprzednich seriach tego problemu nie było. No, ale czego można wymagać skoro cała przemiana, która miała się dokonać w najważniejszych postaciach już się dokonała, a ich wątki zostały pięknie zamknięte i teraz mogą się jedynie szwędać po ekranie w oczekiwaniu na kolejne cuda; z kolei nowych bohaterów z drugiej serii - jak John - zredukowano do roli statystów.
No ale oddam sprawiedliwość, że kolejne odcinki są już nieco lepsze, choć dalej to już raczej taka radosna maniana na zasadzie byle dziwniej, byle więcej.
Don't play with fire, play with Mefisto...
http://www.imdb.com/user/ur10533416/ratings

Odpowiedz
Finałowy odcinek będzie trwał 73 minuty. Trochę słabo, liczyłem na conajmniej 90-minutowe pożegnanie. :(

Odpowiedz
Ja po seansie siódmego odcinka myślałem, że to już koniec. W sumie nie byłoby to takie złe zakończenie.

Odpowiedz
Mysle, ze to celowe, a ósmy odcinek będzie po prostu swego rodzaju epilogiem.
#ChristopherLOLan #ChristopherTrollan


Odpowiedz
No nie sądzę - zwróć uwagę na tytuł i na końcówkę 3x01. Jeszcze coś pierdolnie :)
- I don't advise a haircut, man. All hairdressers are in the employment of the government. Hairs are your aerials. They pick up signals from the cosmos, and transmit them directly into the brain. This is the reason bald-headed men are uptight.
- What absolute twaddle.  

Odpowiedz
I co? I miałem racje. :)

Nie będę się specjalnie starał zdradzac fabuły, ale na wszelki wypadek, jak w tytule tematu:

SPOILERY oczywiscie.

Będę potrzebował powtórki, żeby ostatecznie ocenic ten finał, ale na te chwile, o dziwo, jestem usatysfakcjonowany. I to nie tylko w kontekscie tego, że w książce - o ile wiem - "wielka tajemnica" nie jest w ogole wyjasniona. Przez duza czesc odcinka zastanawialem sie, co ogladam. Czy to Ziemia, czy jakieś Zaświaty, czy jakiś inny wymiar? Mając w pamięci końcówkę LOST wszystko się mogło wydarzyć. Z jednej strony klimat był lżejszy i wydawał się nie pasować, ale z drugiej strony... To świat, z którego uszło dużo ciśnienia. Który poradził sobie z ciężarem. Ten serial od początku był o znajdywaniu normalności po żałobie - tu w końcu świat sobie poradził do pewnego stopnia ze swoją.

Opowieść Nory była świetna - nawet jej pewna umowność kompletnie pasuje. Ciesze się, że zdecydowano się nie obrazować tego przebitkami jej podróży. (Pomijając kwestie tego, że mogła kłamać.) Jednak w kontekście podróży Kevina brzmi ona nie tylko wiarygodnie... ale zadziwiająco banalnie. W dobry sposób. Nie jest wydumana, a ciężar sceny nie leży w odkryciu wielkiej tajemnicy tylko w przeżyciach Nory. Jakiekolwiek bardziej skomplikowane wytłumaczenie myślę, że nie pozwoliloby tak dobrze wybrzmieć jej emocjom.

No i ostatnie momenty Ecclestona - kurde, ten gość zawsze mnie potrafi złapać.

To tak na gorąco myśli. Plus - świetna charakteryzacja. Kevin wyglądał znakomicie!
#ChristopherLOLan #ChristopherTrollan


Odpowiedz
Pointless. Tak jak się spodziewałem - Lindelof dumał, dumał i nic ciekawego nie wydumał. Cały finałowy odcinek był o niczym, podobnie jak o niczym jest cały sezon 3, który swoją pustkę zasłania coraz bardziej wymyślnymi twistami i mindfuckami. Szkoda. Po 1 sezonie byłem psychicznie i emocjonalnie zdewastowany, ale usatysfakcjonowany, bo z tymi bohaterami się zżyłem, przeżyłem katharsis i przeszedłem konkretną drogę. Po drugim moja ekscytacja opadła, nie czułem już też, że dokądś zmierzam, ale nadal śledziłem to z uwagą (bo i było tam też w kurcze pieczone mocnych scen) i byłem ciekawy, jak to się skończy, co nowego zaproponuje kolejne miejsce i kolejne postaci, które wprowadzono z przytupem (złość Johna była piękna). Sezon 3 to natomiast wzruszenie ramion i zmarnowany czas. Nic tu się nie klei. Stare postaci miotają się pomiędzy kolejnymi absurdalnymi zagrywkami, które mogą się podobać, ale głównie żenują (cały motyw na promie). Nowe z kolei zostały zepchnięte do roli statystów. Fabularnie natomiast stoimy w miejscu, mimo że pozornie tyle się dzieje. Ojciec chce zdobyć piosenkę - okazuje się, że mógł mieć wyjebane, bo to donikąd nie prowadziło. Kevin znowu umiera, ale raz jeszcze nie przynosi to ze sobą żadnego rozwiązania, żadnych przemyśleń, żadnej przemiany (zresztą już było widać, że i poprzednia śmierć nie zrobiła na nim większego wrażenia). I tak dalej. Sztuczka dla sztuczki.A opowieść Nory, wybacz, ale... kładzie ją na łopatki opowieść Reginy King z serii 2 - może dlatego, że tam stał za tym jakiś zamysł, większy kontekst, czuć w niej było żółć, a emocje sięgały zenitu. Tu nie ma nic - po prostu musimy to skończyć, bo nam nie przedłużyli na kolejne głupie pomysły, więc damy ci coś ładnego do wyrecytowania. Szkoda jedynie aktorów, bo widać, że włożyli w to serducho, wliczając w to Coon i jej odważne sceny. Zgodzę się też, co do Ecclestona, ale ten koleś jest po prostu zgniataczem per se i gdyby miał czytać menu baru mlecznego, to też by wymiótł.

Ogółem ogromne rozczarowanie - zwłaszcza, że środek tego sezonu jakoś się tam wyrobił - a potencjał był przecież ogromny. Moim zdaniem jednak cała para uszła wraz z końcem sezonu 1, którego po prostu nie dało się przeskoczyć pod względem dramatycznym i zarazem misternie budowanej tajemnicy, która koniec końców znajdowała swoje ujście, miała sens. Potem mieliśmy więc takie pierdololo. Generalnie całość oceniam jednak na 7, acz jej siła opiera się tylko i wyłącznie na znakomitym 1,5 sezonu i świetnej realizacji + chemii między postaciami (mimo wszystko do samego końca).
Don't play with fire, play with Mefisto...
http://www.imdb.com/user/ur10533416/ratings

Odpowiedz
Oczekiwałem wybuchów i trzęsienia ziemi na sam koniec, a dostałem - tak jak pisał Crov - spokojny epilog. Z jednej strony jest poczucie niedosytu, bo tak jak Matt, ciągle nie znam odpowiedzi na najważniejsze pytania. Ale z drugiej, czy to nie właśnie o tym uczuciu niedosytu opowiada serial? O braku, który odczuwamy i tej egzystencjalnej dziurze, której nijak nie sposób zasypać? O kamizelkach kuloodpornych i uściskach świętych, o uciekaniu od życia w zaświaty. Myślę, że właśnie o tym, więc to idealne zakończenie tej historii. Bezsensownym byłoby kazać bohaterom podnieść się i żyć dalej pomimo tego braku, a widzom wyłożyć wyjaśnienie "Odejścia". To byłoby niesprawiedliwe i znacząco osłabiłoby wymowę tej opowieści.

Najważniejsze, że bohaterowie zaznali spokoju pomimo braku odpowiedzi. Tylko w ten sposób serial mógł się skończyć. A czy Nora faktycznie przeszła? Nie wiem. Nawet jeżeli, to zbyt wiele się nie dowiedziała. Dlaczego? Jak? Czemu zniknął ten i ten, a tamten został? Dalej nie wiemy. A może Nora kłamała? Może w ostatniej chwili zrezygnowała tak, jak Laurie odpuściła samobójstwo? Nie mam pojęcia, ale w sumie to nie ma żadnego znaczenia, jeżeli jej pomogło. Bo tylko to jest ważne.

A tak, to teraz my - widzowie - zostaliśmy "pozostawieni" i bardzo podoba mi się to uczucie niedosytu :D

Odpowiedz
Ciesze sie, ze nasza rozmowa pomogla Ci w decyzji o napisaniu posta! :p

Mefisto napisał(a):Kevin znowu umiera, ale raz jeszcze nie przynosi to ze sobą żadnego rozwiązania, żadnych przemyśleń, żadnej przemiany (zresztą już było widać, że i poprzednia śmierć nie zrobiła na nim większego wrażenia).
Ja nie wiem nawet, co odpisac wiecej, wiec tylko napisze: "We fucked up with Nora." #pdk

:)
#ChristopherLOLan #ChristopherTrollan


Odpowiedz
Finał mnie w stu procentach usatysfakcjonował. Ciężki ale nie przytłaczający, rozjaśniający ale i jednocześnie gmatwający jeszcze bardziej, niedopowiedziany. Chciałoby się więcej - więcej historii, więcej odpowiedzi. Ale to oddanie przez wszystkie sezony tej wspomnianej "egzystencjalnej dziury" zrobiło na mnie największe wrażenie i to właśnie zapamiętam. Każdy odcinek miał choć ten jeden moment, kiedy w tle wchodził główny motyw muzyczny i już było czuć, że emocje nadchodzą. Najbardziej brakowało będzie mi regularnej obecności na monitorze Carrie Coon i Ecclestona. Liczę, że zgarną w tym roku niejedna nagrodę - a Coon w tym roku była niesamowita.
Clear Eyes, Full Hearts, Can't Lose!

Odpowiedz
(05-06-2017, 23:04)Crov napisał(a): Ja nie wiem nawet, co odpisac wiecej, wiec tylko napisze: "We fucked up with Nora."

Tak, wiem, ale on tam nie po to "poszedł".
Don't play with fire, play with Mefisto...
http://www.imdb.com/user/ur10533416/ratings

Odpowiedz
A to przemiana sie liczy tylko, jezeli bohater zmieni to, co chcial? :) Narzekasz na brak przemian, podczas gdy chyba każdy odcinek tego sezonu o nich mówi.
#ChristopherLOLan #ChristopherTrollan


Odpowiedz
No właśnie - mówi zamiast pokazywać. Bo w 90% wywodów sezonu 3 ja zwyczajnie nie wierzę. Jasne, tutaj Kevin skonfrontował się z samym sobą, tym samym przyznając się do popełnionego błędu. Ale co to w nim zmieniło? Bo tego nie widać. Zresztą - o czym już też pisałem - trudno już o przemianę w tej postaci, skoro ona już dawno się dokonała, podobnie jak w postaci Coon. W bardzo ładnym wywodzie patyczak pisze o zaznaniu spokoju - ponownie, ja tego nie widzę, nie czuję. Co więcej, podstarzała Coon wydaje mi się dalsza od tego wewnętrznego spokoju, niż w momencie gdy ją poznaliśmy. Podobnie Kevin - gdyby zaznał spokoju, to by nie drążył, nie gnębił. Za dużo w tym wszystkim sprzeczności z charakterami tych osób, za dużo zabawy stylem dla samej zabawy. Powracające z kolei gołąbki - fałszywy symbol pokoju - to wyjątkowo kiczowaty dodatek.
Don't play with fire, play with Mefisto...
http://www.imdb.com/user/ur10533416/ratings

Odpowiedz
Jeżeli chodzi o zaznany spokój, to widzę to tak. Kevin w poprzednim odcinku uwolnił się od tej obsesji związanej z Odejściem. Odpuścił i zrozumiał, że musi żyć, a nie uciekać w zaświaty. Zaakceptował ten brak odpowiedzi, że nigdy tak naprawdę nie zrozumie, co się właściwie stało. Symbolicznie zniszczył dla siebie (bo nie wiem czy to miało bezpośredni wpływ na innych) ten świat rządzony logiką Odejścia - z tymi porąbanymi sekciarzami oraz wszystkim co oznaczają i pojął, że brakuje mu tylko Nory, że spieprzył sprawę z nią i tylko to jest ważne. A nie jakieś Odejście, czekanie na apokalipsę, itd. Nora podobnie - zobaczyła, że jej dzieci są szczęśliwe, że ona straciła najwięcej, ale przynajmniej nie musi się już o nie obawiać. W ogóle zobaczyła co się z nimi stało - a z tym była związana chyba największa trauma: najgorsza jest niewiedza, już lepiej byłoby mieć pewność, że nie żyją. I Nora też odpuściła, wróciła do świata i chyba doszła do wniosku, że teraz brakuje jej przede wszystkim Kevina. Przecież mogła znaleźć sobie inną terapeutkę w Australii, ale widocznie w pewien sposób chciała być blisko Kevina, usłyszeć czasem od jego byłej żony, co tam u niego. W pokrętny sposób, chciała czuć się częścią jego życia, ale bała się z nim spotkać, bo w sumie go zdradziła i uciekła. W finałowym odcinku spotkali się ponownie i chociaż wszystkich problemów nie da się rozwiązać w parę dni, to są chyba na najlepszej drodze do jakiegoś spełnienia.

Między finałem drugiego a trzeciego sezonu jest moim zdaniem zasadnicza różnica. Tam mieliśmy ucieczkę w relacje rodzinne - ucieczkę od niezrozumiałego świata i traumy. A tutaj nikt już nie ucieka. To raczej pragnienie bycia z kimś, a nie oszukiwanie się, że związek nas uleczy. I dlatego nie uważam, żeby trzeci sezon był niepotrzebny i nie rozwijał postaci.

Odpowiedz
Ja to wszystko rozumiem (bardzo podobała mi się zresztą ta część historii, która prawi o tym, że oni zniknęli tu, a my tam - jakkolwiek poniekąd również się to kłóci z pierwotnymi założeniami). Tylko, że zarówno Kevin już taką drogę z popieprzonego, niepewnego i wystraszonego człowieka przebył (nawet dwukrotnie), a Nora przecież w piękny sposób pogodziła się z odejściem bliskich w sezonie 1. Rozciąganie ich wątków, burzenie tego spokoju, który tam znaleźli i piętrzenie przed nimi nowych, a jednocześnie tych samych traum wydaje mi się nie w porządku. Nie uważam też, żeby tam "uciekali w rodzinę", bo rodzina tam właśnie była doszczętnie rozwalona przez zdewastowaną psychikę bohaterów, którzy, jasne, na końcu znaleźli niejako siebie, ale przede wszystkim zaakceptowali porządek rzeczy, odnaleźli "swoją pierdoloną taflę jeziora z zajebiście wyciszonym kwiatem lotosu". Zwłaszcza przy założeniu, że sezon drugi prezentuje nam zupełnie nowe miejsce i kompletnie nowe postaci. I jedno i drugie nie ma w zasadzie rozwinięcia, a przecież o ile lepiej by było, gdyby podobne dylematy stały przed kimś innym. Przykładowo wątek żony Matta zostaje zbyty jednym zdaniem, a przecież to w założeniu mogła być bomba emocjonalna, która tylko czekała na jakieś rozwinięcie (podobnie jak Laurie, Tom, Jill...). Za bardzo myślę twórcy przywiązali się do tej dwójki i świata poza nimi nie widzą, stąd trąci całość pewnym fałszem. Doceniam całą otoczkę, próbę urozmaicenia świata i styl, ale ostatecznie nie kupuję historii jako takiej. Zwłaszcza, że przez cały ostatni odcinek Nora wygląda jak wystraszona, zniszczona i cały czas cierpiąca kobieta (ta peruka jest straszna!) daleka od jakiegokolwiek spokoju ducha. Kevin z kolei oczywiście odetchnął z ulgą, gdy w końcu ją znalazł, ale jednocześnie dowiedział się, że przez lata był robiony w balona przez swoją byłą, a Nora i tak go odtrąca. Nie widzę tu przyszłości, pogodzenia. Raczej swego rodzaju machnięcie ręką z uwagi na cały ten czas, który minął.
Don't play with fire, play with Mefisto...
http://www.imdb.com/user/ur10533416/ratings

Odpowiedz
"The Leftovers" nadrobione, muszę przyznać, że były to bardzo ciekawe 3 sezony. Inteligentny, różnorodny, hipnotyzujący serial który zdecydowanie zapamiętam na długo.

Pierwszy sezon jest chyba zdecydowanie najmocniejszy emocjonalnie. Ma ciężki klimat, skutki całego zniknięcia są najlepiej widoczne, jest masa scen które boleśnie kopią po jajach, ton jest momentami wręcz depresyjny. Czytałem, że wielu ludziom nie przypadło to do gustu...mi wręcz odwrotnie. Chyba najbardziej zaangażowałem się w nim emocjonalnie. 
Do tego dochodzą świetnie wprowadzone postacie których historie są opowiedziane sprawnie i ciekawie. Relacje między nimi są już absolutnie mistrzostwem scenopisarstwa. Wszelkie możliwe schizy i koszmary m.in Kevina które na początku średnio mi pasowały ostatecznie idealnie dopełniają sezon. Zresztą tutaj różnych dziwactw i mindfucków nie ma tak wiele. A finałowe 2 odcinki to absolutny majstersztyk, pod względem napięcia, emocji. Finałowa sekwencja z pogromem jest genialnie wykonana, inni twórcy serialowi powinni uczyć się jak tworzyć finały serii. 

Sezon 1 - 9/10


Kolejna seria to spora zmiana. Serial stał się o wiele luźniejszy, zmienił miejsce akcji, przestał być tak dołujący, wprowadzono więcej humoru oraz przede wszystkim sporą liczbę akcji ze znaczkiem jakości "WTF". To właśnie te ostatnie są najlepszą stroną 2 serii. To właśnie w niej są chyba najbardziej widoczne dwa, moim zdaniem najciekawsze aspekty produkcji. Jest ona pełna symboliki i metafor, chodzącym materiałem do interpretacji. Cały serial roi się od scen które mają jakieś drugie dno, można nad nimi główkować a nie podają one ostatecznej odpowiedzi.
Tak samo jest z podróżą Kevina. Ja jednak cały 2 sezon uważam za "odyseje" Kevina. Co tylko potwierdza ostatnia scena. Sam finał bowiem jest spokojniejszy i nie tak emocjonujący jak ten 1 serii, ale idealnie wpisuje się w klimat całej serii. Ostatnia scena choć sielankowa jest w rzeczywistości idealna. 
Fajni są też nowi bohaterowie oraz aktorzy ich odgrywający, genialnie poprowadzono dalej wątek Anny Dowd. A odcinek w którym Kevin przenosi się w zaświaty należy do najmocniejszych w całym serialu, ma więcej emocji niż większość pozostałych 2 serii.
Bo generalnie momentami czuć niezdecydowanie, lekkie przeciągnięcia, tutaj jest też najwięcej nudnych momentów. Mimo to, nadal był to dobry sezon.


Sezon 2 - 8/10




Seria 3 to już totalny odjazd, metafora na metaforze i fenomenalne pożegnanie z postaciami. Kilka fenomenalnych sekwencji i najlepsze centrowce ze wszystkich sezonów. Świetny odcinek z Mattem :D Do tego świetny klimat Australii. W tym sezonie mamy też zdecydowanie najwięcej humoru który jest świetny, genialnie pisane dialogi i cięte riposty, przede wszystkim świetnego Scotta Glenna. Nie brakuje także dramatu i emocji. To jest sezon o Norze, o jej drodze i jej problemach. A skoro jest ona najlepszą postacią serialu a Lindelof ewidentnie miał na nią pomysł, wszystko co z nią związane wyszło idealnie. Do tego genialny przed ostatni odcinek. Żałuję tylko, że nie wykorzystywano za często starych, fajnych postaci jak np. dzieci Kevina. Za to powroty w ostatnim odcinku prawie całej obsady wypada bardzo fajnie. 
Finał jest zaskakująco inny od wszystkiego. Prosty, bardzo klimatyczny i nastawiony na dialog i emocje. Jednak nie nudzi, a oglądałem go ciurkiem po 2 poprzednich, w takich sytuacjach przy takich epkach zazwyczaj przysypiam. A tu nie. Chłonąłem z ekranu opowieść Kevina i Nory jak kazanie. Lindelof mistrzowsko pozostawił pewne niedopowiedzenia, postawił pewne pytania i zostawił widzowi swobodę w szukaniu odpowiedzi.


Sezon 3 - 9/10


Serial ma też kilka stałych, znakomitych elementów. Przede wszystkim realizacji, świetne scenografie, montaż, zdjęcia oraz robiącą wrażenie reżyserii w kilku czołowych epkach. A muzyka....jak ona jest genialnie dopasowana do całego serialu. Po tym serialu parę piosenek będzie kojarzyło mi się tylko z nim. Motyw główny jest absolutnie wybitny i każda scena w której go słychać (zwłaszcza w 1 serii) to duży kop emocjonalny. 
Genialni są też aktorzy. Justin Theroux co prawda rozkręca się i w 1 serii jest jeszcze dosyć drewniany, ale w 3 prezentuje wyżyny aktorskich zdolności, szczególnie w spokojnym finale gra rewelacyjnie. Carrie Coon dzieli i rządzi, Nora jest świetną postacią a aktorka wnosi ją do mojego TOPu postaci serialowych. Swoje pokazują także znakomita Anna Dowd czy Michael Gaston. Eccleston w roli poczciwego księdza zazwyczaj gra dobrze, ale w kluczowych momentach umie skraść cały epizod. Zaskakująco dobrze radzi sobie także Margaret Qualley w roli córki Kevina, to była postać mająca wszelkie predyspozycje by być najbardziej irytującą a skończyła jako jedna z tych których losem przejmowałem się najbardziej.
Najgorzej wypada chyba Liv Tyler, której generalnie nie lubię, jej wątek w wielu momentach wydawał mi się na dodatek naciągany.


Jaram się Watchmenami od Lindelofa i HBO, o ile uda im się zrealizować ten serial :D 




Cały serial   9/10

Odpowiedz
Nie mogę pojąć stawiania sezonu trzeciego na piedestale (to znaczy trochę jak Tadzio Sznuk - mam swoje podejrzenia, ale te wymykają jakiejkolwiek logice) - noty bliskie perfekcji, pomidorek aż czerwienieje, ludzie z całego świata dzierżący slogany z hasłem "Lindelof Bóg". Co to ma być ja się pytam?

Pierwszy sezon jest perfekcyjny, bo idealnie "zbalansowano" elementy dramatyczne i dziwne jazdy (niebędące jednocześnie sztuką dla sztuki). Nie ma tu żadnej fałszywej nuty, niczego wplecionego na siłę, ni grama przesady. Genialna opowieść. ot co.

W drugim czuć zmęczenie materiału (bo co tu dodać do pięknej, zamkniętej opowieści); położono nacisk na akcję i chore jazdy, w tle zostawiając wyciszenie i medytację obecną w Mapleton (wiem, że brzmię jak pryszczaty student filmoznawstwa), ale całość i tak mnie kupiła, bo intryga ze zniknięciem dziewczyn w połączeniu z coraz większym pierdolcem Kevina to po prostu kawał dobrego pisarstwa. Świetnie było też znowu zobaczyć informatora z X-Files (taki plot device to ja rozumiem - akcja w chacie i późniejsze przebudzenie w "hotelu" to chyba najlepsze fragmenty S2).

Trzeci natomiast od początku śmierdzi brakiem pomysłu i bajaniem; twórcy zaserwowali po raz kolejny to samo danie, prowadząc główne postaci tymi samymi, wydeptanymi ścieżkami (jakby kompletnie ignorując wcześniejsze przemiany). Jak natomiast potraktowali bohaterów drugoplanowych? A no tak - sprawę z GR załatwili w pięć minut jednym strzałem z drona, Johna i Michaela dodali pewnie tylko dlatego, że musieli wywiązać się z kontraktu, Toma mogłoby w ogóle nie być (swoją drogą to chyba najsłabsza postać z najsłabszymi wątkami - eskortowanie Azjatki, ręce, które leczą i... właściwie co, odstrzelenie świetnej postaci z pierwszego sezonu? [również wepchniętej na siłę i uśmierconej chyba tylko dla wyrobienia normy litrów krwi na odcinek]). Scott Glenn aktorsko wymiatał, ale jego udział w 3 sezonie to też niewypał, od którego gorsza jest chyba tylko machina przenosząca ludzi między światami (serio Damon?). Także ten - trzeci sezon robi to samo co wcześniejsze, nie dodaje nic nowego, nie rozwija postaci i atakuje dziwotami, które tym razem powodują opad ramion i grymas zniesmaczenia. Broni się paradoksalnie odcinek poświęcony Laurie (która miała najsłabsze [choć wciąż mocarne] "centryki"), bo skupia się na problemach postaci, a nie tańczeniu i śpiewaniu w celu zapobiegnięcia potopu i ten z klechą na promie (tutaj to standard - wiadomo, Chris). Co prawda mam zarzuty ciut innego rodzaju, ale ogólnie najbliżej mi do tego, co pisał wcześniej Mefisto. Jakby w Six Feet Under Nathaniel senior wrócił do świata żywych, David zaczął przewidywać zgony jak Clyde Bruckman z przywołanego wyżej Archiwum a Brenda posiadła sztukę lewitacji, to mielibyśmy mniej więcej ten sam galimatias co w S3 (wiem, że przesadzam).

Trochę oczywistości na koniec - motyw przewodni jest świetny, podobnie jak kawałki (Beach Boys w wiadomej scenie z 3x07 - znakomitość), a ekipa aktorska robi swoje - Carrie Coon (kocham), Ann Dowd (ale ta babka ma ostatnio passę) i Christopher Eccleston (swoją drogą to kolejny serial, w którym jego postać opiekuje się żoną w śpiączce) [podobnie było z Carrie Coon, której nie "wyczuwały" maszyny - tu w jednym odcinku, w Fargo - właściwie cały czas]) to oczywiście zwycięzcy, ale reszta na czele z fantastycznym Justinem niewiele odstaje.

Uwielbiam Leftovers, ale gdyby liczył tylko jeden sezon, tobym pokochał.

Odpowiedz

Digg   Delicious   Reddit   Facebook   Twitter   StumbleUpon  






Podobne wątki
Wątek: Autor Odpowiedzi: Wyświetleń: Ostatni post
  1983 - pierwszy polski serial Netflixa Pelivaron 19 716 02-10-2018, 22:18
Ostatni post: Snappik
  Westworld - 2016 - HBO [SPOILERY] vast 646 56,655 13-09-2018, 21:46
Ostatni post: harlequinade
  Breaking Bad (SPOILERY) Albertino 1,548 225,216 26-01-2018, 13:57
Ostatni post: Quay
  Six feet under (Sześć stóp pod ziemią) [SPOILERY] Yossa 364 42,223 09-05-2016, 22:06
Ostatni post: Albertino
  Póki Śmierć... Polski serial Ba7on 7 1,440 18-03-2015, 00:31
Ostatni post: Mental
  [mini-serial] The Hollow Crown (BBC Two) hanys 11 5,033 10-07-2013, 21:41
Ostatni post: patyczak



Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości