The Man From Earth
#1
Podobno dobre s-f wymaga znacznego budżetu, dekoracji, efektów specjalnych na wyśrubowanym poziomie. Podobno ilość historii które można zrealizować za niewielką kwotę, przy zachowaniu ascetycznej formy jest znikoma. Znikoma, my ass.

Wyobraźcie sobie s-f które rozgrywa się praktycznie w jednym pomieszczeniu. Nie jest to winda, piekielny sześcian czy nieskończona nicość (jak u Natalego). Najzwyklejszy pokój z kominkiem w najzwyklejszym domku. Wyobraźcie sobie s-f, w którym błyszczące wypolerowaną stalą androidy i zakrzywiające czasoprzestrzeń statki kosmiczne zastąpiono... dialogiem. Historia, którą bez problemu można przedstawić na deskach teatru, a która swoim potencjałem miażdży znakomitą większość tandetnych opowiastek o kosmitach i szalonych naukowcach...

Odpowiedz
#2
Mam nadzieję że sam film nie jest tak enigmatyczny jak twoja wypowiedź, z której nie dowiedziałem się nic.

Dzięki, tak czy siak trzeba będzie się tym zainteresować.

Odpowiedz
#3
intrygujące, D. na IMDb średnia 8.3/10. zasysam, się zobaczy.

Odpowiedz
#4
filmik - i tu nie ukrywam satysfakcji - dowodzi niezbicie jednego: nie ma głupich pomysłów, są tylko głupie realizacje.

punkt wyjścia The Man From Earth jest taki: do domku na prerii wpada z wizytą grupa profesorów i profesorek z zamiarem pożegnania przyjaciela, który postanowił wyjechać piernik wie gdzie. pielgrzymka sadowi sie przy kominku i poczyna molestować naszego bohatera, by ten wyjawił, czemu tak nagle się ulatnia. kolo nie chce nic mówić, coś tam mamrocze pod nosem, w końcu jednak kapituluje i na dzień dobry raczy towarzystwo wyznaniem, ze oto jest jaskiniowcem i ma 14 tysięcy lat. nietrudno zgadnąć, co w tym momencie wykwita na ryjach słuchaczy - otóż wykwita konkretna pompka. niektórzy w naturalnym odruchu samoobrony przed absurdem obracają rzecz w żart, inni natomiast pomału pogrążają się w opowieści samozwańczego prehistoryka. pobudzeni szczerością gawędziarza z epoki lodowcowej, co polował na mamuty i żeglował z Kolumbem, uzupełniają jego koncepcje własnymi dygresjami i w rezultacie widownia otrzymuje historię wszechświata w zarysie, zwłaszcza że na chacie przebywają same tęgie łby: biolog, antropolog, psycholog i mocno wierząca badaczka chrześcijańskiej kultury. oczywiście nie mogło zabraknąć motywu krzyżowych pytań, mających na celu podważyć wiarygodność australopiteka. przyznać trzeba, że facio dzielnie znosi przesłuchanie i brawurowo rozwiewa rosnące wątpliwości niedowierzających interlokutorów kolejnymi mniej ("A ty pamiętasz, co robiłaś rok temu?") lub bardziej (W większości masz rację. Tyle że ja zmierzałem na Wschód") trafnymi replikami i nietuzinkową znajomością faktów z przeszłości.

tak z grubsza prezentuje się zrekapitulowana fabuła utworu. jak widać, pomysł mocno karkołomny i na pierwszy rzut oka zajebiście kretyński. ale tylko na pierwszy. w rzeczywistości film trzyma się kupy, jest w miarę wiarygodny (najmniej wiarygodną postacią jest pan psycholog, który zachowuje się tak, jakby sam potrzebował seansu na kozetce), no i przede wszystkim POCHŁANIA SŁUCHACZA. nie tylko klimatem, co rozmachem treściowym i odwagą wygłaszanych koncepcji. a wszystko to skondensowane i skumulowane na kilku metrach kwadratowych. na plus zaliczam również kult żółto-pomarańczowego światełka, bury wystrój pokoju, przywodzący na myśl stare motele z horrorów z lat 60-tych, oldskulową, potęgującą atmosferę dziwności muzyczkę, przygrywającą od czasu do czasu jak w Twilight Zone, oraz zieloną butelczynę Jacka Danielsa:) obsada też daje radę: krzykliwy doktorek z Enterprise'a, poczciwy C.D. Parker z Teksasu i legenda horroru - wyluzowany kultowiec Tony Todd.

tyle jeśli chodzi o plusy, czas na minusy. z przykrością stwierdzam, że nie obyło się bez buractwa. największą wadą owego słuchowiska radiowego jest zakończenie - o ile cała reszta bardzo fajowa i przyjemnie masująca mózgownice, tak schyłkowe minuty przypominają niestety swoją finezją wypowiedź 7-latka SPOJLER(chodzi o prymitywny sposób, w jaki JC-jaskiniowiec dowiódł, że to, co mówił, było prawdą)KONIEC SPOJLERA nie mam zamiaru się wymądrzać i proponować własnych alternatywnych końcówek, ale nie ulega wątpliwości, że reżyser mógł się bardziej postarać. skoro już skonstruował logiczną historyjkę, to i puenta winna być godnym zwieńczeniem opowieści.

ok, powiem, co mi leży na wątrobie:SPOJLERmiałem nadzieję, że reżyser zostawi mnie w poczuciu nieznośnego paradoksu - nie dopowie historii do końca, przez co będę zmuszony wierzyć bohaterowi "na słowo". to z kolei ustawiłoby go w szeregu innych historycznych figur, którym też musimy wierzyć bez posiadania dowodów ich cudowności. słowem, jeden mistyk wypiera drugiego i tak non stop bez przerwy do usrania świata.KONIEC SPOJLERA

7/10

cytat:

głupia jak but lasia:Miałeś zwierzątko-dinozaura?
prehistoryk:One żyły nieco wcześniej.

Odpowiedz
#5
zaraz, czyli CAŁY film jest w jednym pokoju? Kamera przemieszcza się przez półtorej godziny po twarzach rozmówców i tyle? Żadnych przenosin do czasów dinozaurów :D czy czegoś w tym stylu? Sama gadka? Nawet jeśli byłoby megaciekawie to nie widzę sensu żeby z tego film kręcić, bo nie będzie on kompletnie NIC ciekawego pokazywał i odbiór w niczym się nie będzie różnił od przeczytania, ewentualnie samego wysłuchania dialogów tych osób.

Odpowiedz
#6
Prawda jest taka, że gdyby nie 'pojemność' całej historii, to fabułka nadawałaby się na jeden z odcinków wspomnianej 'Strefy mroku'. Zakończenie dowodzi tego niezbicie (choć przedstawiony motyw sam w sobie nadaje się na kanwę osobnego filmu:) ). Miałem nadzieję na coś subtelniejszego, lub rozwiązanie podane przez Mentala - pozostawienie miejsca na własną interpretację.

Mimo wszystko nie często trafia się na film, który łechce wyobraźnię niczym dobra literatura:)

simek napisał(a):zaraz, czyli CAŁY film jest w jednym pokoju? Kamera przemieszcza się przez półtorej godziny po twarzach rozmówców i tyle? Żadnych przenosin do czasów dinozaurów :D czy czegoś w tym stylu? Sama gadka? Nawet jeśli byłoby megaciekawie to nie widzę sensu żeby z tego film kręcić

Simek, za jednym zamachem dokonałeś dwóch rzeczy.
1. Zanegowałeś sens powstawania jakichkolwiek form poza słowem pisanym.
2. Idealnie nakreśliłeś oczekiwania masowego widza ('film to masaż dla gałek ocznych').

Odpowiedz
#7
dziękowałem niebiosom, ze reżyser dysponował budżetem wielkości banknotu dziesięciodolarowego. gdyby zafundował mi przenosiny do epoki mamutów albo dysputy filozoficzne z Buddą, to bym chyba wyłączył telewizor. jakakolwiek wizualizacja prehistorycznych rewelacji - choćby miała najlepsze CGI i najlepsze kostiumy - momentalnie uśmierciłaby film. takich rzeczy się nie pokazuje - o takich sprawach snuje się opowieść. jest to zgodne nie tylko z moim widzimisie, ale przede wszystkim z formą, w jakiej docierają do nas treści mistyków, proroków oraz innych oświeconych. musimy im wierzyć "na słowo" i podeprzeć wiarę własną wyobraźnią. na tym polega tajemnica ich ponadczasowej kultowości - są nieweryfikowalni.

Odpowiedz
#8
Nie nie nie, nie rozumiecie mnie. Też wątpię czy chciałbym akurat w tym filmie zobaczyć tego kolesia polującego na mamuty, bo akurat w tym przypadku byłoby to głupie i zgadzam się z Mentalem. Jednak chodzi mi o coś innego.

D'mooN napisał(a):1. Zanegowałeś sens powstawania jakichkolwiek form poza słowem pisanym

Ależ oczywiście że nie. Są sprawy, których się nie da opisać słowami, a nawet jeśli się da to na pewno ten opis nie będzie miał takiej siły oddziaływania jak obraz. Zobaczę jeszcze czy zmienię zdanie po obejrzeniu filmu, ale póki co to on ma dla mnie taki sens jak namalowanie przez świetnego malarza pięknej kartki papieru z jakimś opowiadaniem. W sumie można, ale po co, skoro i tak najważniejsze jest przeczytać co tam jest.
D'mooN napisał(a):Idealnie nakreśliłeś oczekiwania masowego widza ('film to masaż dla gałek ocznych').

Być może, ale dla mnie film musi być połączniem dobrej, ciekawej treści, zakładam, że tak w przypadku tego filmu jest i ciekawej, ładnej formy, pokazania obrazów której mówią coś czego nie można opowiedzieć, oczekuje od filmu choćby jednego kadru oddającego klimat, który ciężko byłoby opisać na kilkunastu stronach powieści. Po prostu oczekuję że film będzie połączeniem malarstwa i literatury, nie będąc równocześnie żadnym z nich. Bo są filmy, które są tylko piękne(to jest ten masaż dla gałek ocznych) i są tylko z ciekawą treścią, bez żadnej formy, tak jak w tym przypadku. Podam taki najbardziej reprezentacyjny film - Odyseja kosmiczna. Dialogów tyle co nic, za to piękne obrazy, które przyjemnie łechczą wzrok, ale również mnóstwo znaczą, o to chodzi...

D'mooN napisał(a):Mimo wszystko nie często trafia się na film, który łechce wyobraźnię niczym dobra literatura:)

Jasne, że to fajnie i przyznaję że lepiej obejrzeć coś takiego niż kolorowe skaczące roboty bez najmniejszego sensu, ale powiedz mi, czy ta cała historia nie podobałaby Ci się tak samo gdyby była w formie słuchowiska radiowego, czy dramatu? Co zmienia nagranie osób prowadzących te dialogi?

Odpowiedz
#9
Słuchowisko radiowe byłoby uboższe o obraz, a więc nie do końca trafione. Dlaczego?
Otóż przedstawienie postaci to tutaj rzecz drugorzędna, a za pomocą ukazania fizis można zrobić to szybciej i sprawniej niźli tylko dzięki prezentacji głosu. Widz może swą wyobraźnię skupić na samej esencji opowiadanej historii, nie ma potrzeby budowania za pomocą wyobraźni (dużo mniej istotnego) tła.

Sztuka teatralna sprawowałaby się równie dobrze (wspomniałem o tym we wstępie).

Odpowiedz
#10
The Man From Earth przypomniał mi o pewnej książce Lema, którą całkiem niedawno czytałem - Golem XIV. oto super zaawansowana maszyna cyfrowa obdarzona sztuczna inteligencja daje wykład na temat historii ludzkości, ewolucji, teodycei i innych ważkich filozoficznych zagadnień. swoją droga, zwraca uwagę tytuł filmu, jednoznacznie sytuujący bohatera w kręgu spraw ziemskich, nie metafizycznych. historyjka wpisuje sie bardzo zgrabnie w ten nurt ludzkiej myśli, który nazwać można agnostycyzmem albo oświeceniowo-zdroworozsądkowym podejściem do żywota. pojawiające się tu i ówdzie głosy, że reżyser szarga dobre imię katolików czy ogólnie ludzi wierzących. to oczywiście wierutna bzdura i wielka niesprawiedliwość. ani Locke, ani Hume, ani nawet znienawidzony w pewnych kręgach Nietzsche nie atakowali idei boskości ot tak dla hecy. odziedziczone po latach szkolnej edukacji skróty myślowe każą nam widzieć Nietzschego jako zaciekłego ateistę, który sprzeciwiał się religii tylko dlatego, że była religią, z pobudek czysto ideologicznych (jak marksizm na przykład). otóż nic bardziej mylnego. Nietzsche atakował Boga jako strukturę władzy i o tym m.in. mówi główny bohater, powołując się na filozofie Locke'a, historie kościoła czy tez suwerenność światopoglądową. Nietzsche zwalczał boski prowidencjalizm, determinizm i nadrzędność władzy niebieskiej, która w rekach ziemskich kapłanów niejednokrotnie przepoczwarzała się w narzędzie represji ludu.

bardzo fajnie potraktowali twórcy kwestie formy przekazu. to gawęda przy ognisku, która rychło przechodzi w pełnoprawny dyskurs światopoglądowy. dyskurs to nic innego jak rozmowa, a rozmowa z automatu wyklucza wszelką dogmatyczność. odniosłem wrażenie, trochę może dziwne, ze oto bohater w toku swojej narracji nie odkrywa świata, ale go stwarza od nowa. w jego "przesłaniu" nie ma śladów ideologicznej agresywności. dyskurs The Man From Earth to sprzeciw wobec dogmatycznego zacietrzewienia ludzkiego umysłu. reżyser potraktował wszystkich uczestników spotkania na równych prawach, nie karykaturuje osoby wierzącej jak nagminnie czyni to chociażby King, u którego człowiek wierzący to mega nietrendy oszołom, palący na stosie "racjonalistów".

inspirujący filmik, znacznie lepszy w odbiorze od Lemowego Golema XIV (ciężko przebrnąć przez gąszcz terminologii fachowej i nieskończony labirynt dygresji), a juz z cala pewnością bardziej przystępny i lepiej opowiedziany niż mocno niszowy Primer. oglądając te ostatnia produkcje czułem sie jak na tureckim kazaniu - bohaterowie z deczka za bardzo wzięli sobie do serca postulat filmowej komunikacji "wsobnej":)

Odpowiedz
#11
Ależ prawem twardej s-f jest operowanie naukowym bełkotem i jednocześnie jednym z jej wyróżników:)
Co różni Oldmana od superkomputera z Golema? On tworzył historię. Już ten fakt implikuje dużo więcej, niż najzasobniejsza w wiedzę maszyna mogłaby kiedykolwiek przekazać.

Taka mała refleksja...Okazuje się, że w 2007 roku premierę miały dwa bieguny filmowego s-f, filmy które mogą stanowić swoisty punkt odniesienia. Jeden nakręcony za grosze, inspirujący i absolutnie minimalistyczny... a drugi wiadomo jaki:)

Odpowiedz
#12
O kurczę.

Od czasu - bardzo odmiennego gatunkowo - "Clerks" nie siedziałem z tak ogromnym zainteresowaniem na filmie, w którym ludzie tylko siedzą w pokoju i rozmawiają. Myślałem, że może wyjść z tego nieciekawe, quasi-filozoficzne, quasi-naukowe gadanie, bez polotu.

Jednak nie.

Dialogi napisane bardzo sprawnie, całkiem naturalnie brzmiące, a do tego każdy z bohaterów posiada własny „głos” i styl wypowiedzi. Można mieć pretensje do aktorów, którzy z pewnością nie są tymi z najwyższej półki, ani nieodkrytymi talentami, ale dobrze odwalają swoją robotę i nie czuć zażenowania, kiedy się na nich patrzy.

Film wciąga natychmiastowo, po pierwszych kilku minutach. Otoczenie - chatka, gdzieś na odludziu, płomień w kominku - przypomina nieco horror, ale tak naprawdę z horroru nie ma w sobie właściwie nic. Może oprócz teorii, które - jak się okazuje - mogą być dla niektórych wstrząsające (podobno katolicy z USA mieli „problem” z tym filmem). Klimat zwykłego spotkania ze znajomymi, przy butelce whisky, śmiechach i kumpelskich docinkach, jest bardzo wyraźnie i dobrze zarysowany.

Wszystko poważnieje – a raczej zmienia się w przerywane dowcipami przesłuchanie, kiedy razem z gośćmi zagłębiamy się w opowieści głównego bohatera, Johna Oldmana – jaskiniowca, żyjącego 14 tysięcy lat.

Zawsze – nie wiem do końca dlaczego – fascynowały mnie tego typu historie o ludziach żyjących wiecznie, przeżywających epoki od Starożytności, aż po dzień dzisiejszy, albo nawet przyszłość. Ile można przeżyć ciekawych rzeczy, jak duża szansa, żeby poznać ludzi kształtujących historię...

Tutaj słuchamy wiarygodnej, popieranej faktami opowieści człowieka, który twierdzi, że gawędził z Van Goghiem i domyślał się, że Ziemia jest okrągła, kiedy płynął na statku, razem z Kolumbem. Historia pochłaniająca bez reszty, bo kto nie chciałby poznać ucznia Buddy? Opowieść prezentowana przez Oldmana, jest wiarygodna i przedstawiona tak, że można zacząć się zastanawiać czy faktycznie mógłby istnieć ktoś taki (ot, choćby hrabia de Saint Germain).

Moment, gdy bohater dochodzi do Biblii i zaczynają się refleksje odnośnie religii jest moim zdaniem najciekawszy. Intrygujące argumenty, które nawet najbardziej wierzącego mogłyby pewnie poruszyć i poddać zwątpieniu. Wszystko, do momentu zakończenia, zmusza do pomyślenia nad tym co mówi bohater, do wyobrażenia sobie tego wszystkiego i przeanalizowania, żeby stwierdzić ile w tym prawdy - ile faktów, a ile fikcji.

Zakończenie filmu pozostawia lekki dysonans, a może raczej zawód. Strasznie rozczarowała mnie rozmowa Johna z dziewczyną, a także późniejsza, nieco „łopatologiczna”, rozmowa z psychologiem.



8/10

D'mooN napisał(a):Taka mała refleksja...Okazuje się, że w 2007 roku premierę miały dwa bieguny filmowego s-f, filmy które mogą stanowić swoisty punkt odniesienia. Jeden nakręcony za grosze, inspirujący i absolutnie minimalistyczny... a drugi wiadomo jaki:)
Co ciekawe ten film chyba nawet nie pojawił się w kinach.

Tak przy okazji: myślicie, że u nas powstałby taki film? Wydaje mi się, że mimo wszystko byłoby ciężko - nawet pomimo tego, że kosztował zaledwie (?) 200.000 dolarów (prawie pół miliona złotych - a przecież właściwie nic takiego w nim nie ma!). Abstrahując od tego, że nie sprzedałby się to pewnie nie ma na tyle poważnego scenarzysty, który chciałby stworzyć taką, dość kontrowersyjną, opowieść s-f.
#ChristopherLOLan #ChristopherTrollan


Odpowiedz
#13
Mental napisał(a):na dzień dobry raczy towarzystwo wyznaniem, ze oto jest jaskiniowcem i ma 14 tysięcy lat.

właśnie do mnie dotarło, że stwierdzeniem tym mogłem wyrządzić filmowi sporą krzywdę. siła TMFE tkwi w braku bezpośredniości. to generalnie rzecz biorąc cecha charakterystyczna wszystkich dobrych historii: są aluzyjne, eliptyczne i mają tendencje do eufemizowania/metaforyzowania trudnych do zdzierżenia rewelacji. zamiast mówić wprost - omawiają. podobnie czyni bohater. posługując się asekuracyjnie pytaniem, dyskretnie naprowadza słuchaczy na kwestie długowieczności, stopniowo odsłaniając kolejne piętra tajemnicy. mowa jest o pisaniu książki sci-fi, a nie - jak sugeruje streszczenie fabułki - otwartym przyznaniu się do bycia prehistorykiem.

pisze sprostowanie, ponieważ mogło zajść nieporozumienie, ze oto bohater bierze głęboki wdech i wali prosto z mostu: "Jestem jaskiniowcem, mam 14 tysięcy lat". nie, czegoś takiego w filmie nie ma. to nie Kod da Vinci.

Odpowiedz
#14
SPOJLERY

Kino oparte na dialogach zawsze robi na mnie wrażenie. Naprawdę, rozpisanie rozmów tak, aby poniosły cały film to dla mnie jedna z największych sztuk. W sumie nie powinienem pisać dialogi, bo to nie o nie chodzi. Chodzi o _opowiadaną historię_. Czy się udało? W tej warstwie - jak najbardziej. O fabule nie będę pisał, bo już o tym Mental i D'mooN wystarczająco dużo nastukali. Ja o wadach.

Wady. Wady są i o dziwo nie wynikają z karkołomnej formuły. Postać jaskiniowca aktorsko nie odstaje, ale zaraz - chcecie mi wmówić że ten raźny niczym szczypiorek koleś żył 14tyś lat? Siedzi na tym świecie 14 tysięcy lat i, i ... no nie wiem, brak mu jakiejś ciężkości. Wiem że procesy starzenia się zostały zatrzymane, ale to nie tylko fizyczne postępy, lecz i psychiczne. Widział okropieństwa, największe tragedie i klęski żywiołowe. Brak jakiegoś cienia tamtych zdarzeń, może znudzenia tak długim egzystowaniem? Poczucia wtórności? Tak jak widać że ekipa 3:10 to Yuma to nie kwoboje, tak samo widać że Oldman to koleś, który spędził całe życie w jednym miejscu, taki ciepłolub - historyk. Trudno mi to wyjaśnić, ale mam nadzieję że wiecie mniej więcej o co chodzi. ;)

Razi też trochę jego (jaskiniowca) wszędobylskość, tutaj uczeń Buddy, Jezus, ziomek Van Gogha. I jeszcze to nieszczęsne zakończenie. Jednakże, kiedy tylko zatapiam się w niesamowitą opowieść głównego bohatera, wszystko inne przestaje mieć znaczenie, i o to chodzi, to jest istotą filmu i nad przeciętność tego elementu świadczy o jego jakości. Szkoda że trwa tak krótko.
Bodie: He's a cold motherfucker.
Poot: It's a cold world Bodie.
Bodie: Thought you said it was getting warmer.
Poot: The world goin' one way, people another yo'.

Odpowiedz
#15
[spoilery]

Glut napisał(a):SPOJLERYWidział okropieństwa, największe tragedie i klęski żywiołowe. Brak jakiegoś cienia tamtych zdarzeń, może znudzenia tak długim egzystowaniem? Poczucia wtórności? Tak jak widać że ekipa 3:10 to Yuma to nie kwoboje, tak samo widać że Oldman to koleś, który spędził całe życie w jednym miejscu, taki ciepłolub - historyk. Trudno mi to wyjaśnić, ale mam nadzieję że wiecie mniej więcej o co chodzi. ;)
Tragedie i klęski żywiołowe? Z pewnością widział dżumę, ale czy coś więcej podobnie strasznego? Poza tym czas leczy rany, a jak sam zaznaczył - nie chodzi za nim uczucie mówiące mu "niech to się wreszcie skończy".

Cytat:Razi też trochę jego (jaskiniowca) wszędobylskość, tutaj uczeń Buddy, Jezus, ziomek Van Gogha.
A ja uważam wręcz przeciwnie. On nie był "wszędobylski". No bo co? W ciągu 14 000 lat poznał - tyle wiemy - zaledwie Buddę, Van Gogha i Kolumba. To jest tak "wszędobylskość"? Myślałem, że raczej będzie mówił jak to grywał z Szekspirem, rzucał jabłkami z Newtonem, albo imprezował z Marquisem de Sade. Jezusem przecież był, co - tak jak znajomość z Buddą - było ważne dla fabuły. Bez przesady z tą "wszędobylskością". :)
#ChristopherLOLan #ChristopherTrollan


Odpowiedz
#16
SPOILERY'Wszędobylskość' wynika z prostej matematyki:)
Weź pod uwagę: światową populację setki/tysiące lat temu oraz ilość wybitnych jednostek przypadających na nią a następnie rozłóż na 14k lat. Dla mnie bardziej nieprawdopodobne byłoby gdyby nie spotkał żadnej znanej osobistości, lub poznał ich 2-3.
Poza tym: co jeśli mowa tu o pewnym typie samospełniającej się przepowiedni?
Może ci ludzie stawali się wielkimi dzięki spotkaniu z Oldmanem?

PS. Nie mam teraz możliwości sprawdzenia: czy on jednoznacznie zaprzeczył, że był Buddą?
SPOILERÓW KONIEC

Odpowiedz
#17
Mówił, że Budda czuł w nim coś innego, ale nigdy mu nie wyjawił kim jest naprawdę. Chyba w żadnym momencie nie sugerował, że nim był.

Cytat:lub poznał ich 2-3.
Ale tyle ich poznał. Mógł o kimś nie wspomnieć pewnie, ale tak wielu by nazywać to "wszędobylstwem" nie było.
#ChristopherLOLan #ChristopherTrollan


Odpowiedz
#18
spoilery oczywiście
W końcu obejrzałem. Ogólnie daje radę - film, który z zaciekawieniem ogląda się przez 90 minut a zawiera same dialogi to musi być dobry film. Końcówka mi jakoś szczególnie nie przeszkadzała(chociaż mogła być lepsza, mogła), ale na końcu czułem jakiś niedosyt. Zdaje mi się, że znajomi nie przemaglowali Oldamana wystarczająco dobrze, spodziewałem się czegoś więcej, w tym domku siedzieli profesorowie, doktorzy, a nie spytali praktycznie o nic co przekracza wiedzę zwykłego człowieka. Na przykład wtedy gdy pytali o języki jakimi się dawno posługiwano - ten profesor-murzyn powiedział, że mowa ma około 60 tysięcy lat, a jaskiniowiec powiedział tyle, że się gwizdało na ładne laski. Nie denerwowało was to trochę, że nikt się tym bardziej nie zainteresował? Ja bym chętnie posłuchał od Oldmana iloma językami się posługiwał, jak one powstawały, może jakiś pamięta... Następna sprawa, czyli Jezus=Oldman - twierdził on, że dzieki temu że nauczył się zatrzymywać procesy życiowe udało mu się oszukać rzymian i udawać martwego na krzyżu, aby potem wstać z grobu. Takich rzeczy się chyba nie zapomina? Mógł zademonstrować, albo przynajmniej opowiedzieć o tym. Żaden z gości nie przyczepił się do szczegółów, tylko wychodzi z założenia, że skoro Oldman opowiada, że chodził na wschód, a ludzie uważali że wysysa od nich życie, to musi to być prawda.

Odpowiedz
#19
Crov napisał(a):[spoilery]

Glut napisał(a):SPOJLERYWidział okropieństwa, największe tragedie i klęski żywiołowe. Brak jakiegoś cienia tamtych zdarzeń, może znudzenia tak długim egzystowaniem? Poczucia wtórności? Tak jak widać że ekipa 3:10 to Yuma to nie kwoboje, tak samo widać że Oldman to koleś, który spędził całe życie w jednym miejscu, taki ciepłolub - historyk. Trudno mi to wyjaśnić, ale mam nadzieję że wiecie mniej więcej o co chodzi. ;)
Tragedie i klęski żywiołowe? Z pewnością widział dżumę, ale czy coś więcej podobnie strasznego? Poza tym czas leczy rany, a jak sam zaznaczył - nie chodzi za nim uczucie mówiące mu "niech to się wreszcie skończy".

Może inaczej, wyobraź sobie że masz 14 tysięcy lat. Miałeś setki kochanek, i tysiące dzieci które porzucałeś. Setki twoich przyjaciół umarło, widziałeś z pewnością WIELE. Ja nie potrafię uwierzyć że coś takiego nie naznacza, jakieś poczucie wtórności musi być, jakikolwiek znak udręczenia, COKOLWIEK. A kolo jest, parafrazując Abrababa 'świeży, jakby właśnie wyszedł od fryzjera'.


D'mooN napisał(a):Poza tym: co jeśli mowa tu o pewnym typie samospełniającej się przepowiedni?
Może ci ludzie stawali się wielkimi dzięki spotkaniu z Oldmanem?

Kurczę, to by mnie przekonywało. :)
Bodie: He's a cold motherfucker.
Poot: It's a cold world Bodie.
Bodie: Thought you said it was getting warmer.
Poot: The world goin' one way, people another yo'.

Odpowiedz
#20
Glut napisał(a):Może inaczej, wyobraź sobie że masz 14 tysięcy lat. Miałeś setki kochanek, i tysiące dzieci które porzucałeś. Setki twoich przyjaciół umarło, widziałeś z pewnością WIELE. Ja nie potrafię uwierzyć że coś takiego nie naznacza, jakieś poczucie wtórności musi być, jakikolwiek znak udręczenia, COKOLWIEK. A kolo jest, parafrazując Abrababa 'świeży, jakby właśnie wyszedł od fryzjera'.
Czy ja wiem czy miał tysiące dzieci czy kochanek? Zaznacza, że był samotnikiem. Pewnie miewał kochanki i dzieci, aż tak wiele. Nawet jeśli jednak, to z pewnością naznacza, ale po takim czasie patrzy na to z innej perspektywy i z luźniejszym podejściem. Jakby przeżył jeszcze jakieś naprawdę poważne tragedie - oprócz tej dżumy - to wyglądałby pewnie jako postać nieco inaczej. Nie powiedziałbym, że Oldman jest kompletnie na luzie - moim zdaniem cały czas wygląda bardziej na spiętego, zamartwionego, może przejętego, jest powściągliwy, a do zakochanej w nim kobity podchodzi też raczej z dystansem. Jak mówi - czuł zmartwienie po odejściu przyjaciół, ale podejrzewam, że po takim czasie zdąrzył się do tego przyzwyczaić i radzić sobie z tym.

Cytat:
D'mooN napisał(a):Poza tym: co jeśli mowa tu o pewnym typie samospełniającej się przepowiedni?
Może ci ludzie stawali się wielkimi dzięki spotkaniu z Oldmanem?

Kurczę, to by mnie przekonywało. :)
Bardziej niż to, że w 14,000 żywocie poznał zaledwie z trzy znane osobistości? ;)
#ChristopherLOLan #ChristopherTrollan


Odpowiedz

Digg   Delicious   Reddit   Facebook   Twitter   StumbleUpon  






Podobne wątki
Wątek: Autor Odpowiedzi: Wyświetleń: Ostatni post
  20, 000 Days On Earth (2014) (jeden fikcyjny dzień Nickiem Cavem) Lawrence 4 1,295 20-08-2015, 09:32
Ostatni post: Mierzwiak
  After Earth - Szamajmalan - 2013 slepy51 108 15,091 25-05-2015, 09:38
Ostatni post: Indroman
  The Quiet Earth (1985) Glut 24 2,051 20-10-2012, 20:27
Ostatni post: OGPUEE



Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości