Ankieta: Jak oceniasz film?
10/10
9/10
8/10
7/10
6/10
5/10
4/10
3/10
2/10
1/10
[Wyniki ankiety]
 
Uwaga: To jest publiczna ankieta, więc każdy może zobaczyć na co zagłosowano.





The Shape of Water (2017) reż. Guillermo del Toro
#41
(23-01-2018, 20:37)Kuba napisał(a): tak liczyłem na jakas ultra super note od kogokolwiek

Ej no, nawet "kimkolwiek" nie jestem? :D

Odpowiedz
#42
Trochę się powinienem obrazić bo chwaliłeś i tym samym po raz pierwszy od dawna mimo tego ja się na filmie chwalonym przez ciebie porządnie zawiodłem :( Pogniewamy się.


O boże....mocny zawód. Miałem duże oczekiwania, potem spojrzałem na sytuacje nieco chłodniejszym wzrokiem, głównie po dość chłodnych opiniach od niektórych osób i ostatecznie jestem bardzo rozczarowany tym co Del Toro przygotował. Planuje podejść do filmu na spokojnie jak już wyjdzie na krążkach, może odbiorę go inaczej, ale na razie to jeden z większych przehypów roku.
Spodziewałem się czegoś przynajmniej na poziomie rewelacyjnego "Labiryntu Fauna". Sądziłem, że Del Toro nie tylko przywróci klimaty baśni, legend w sposób dla siebie tak charakterystyczny, ale również, że znowu weźmie na warsztat fantastyczną historię i opowie ją w swój, niebanalny sposób. Jednak fabuła jego nowej produkcji jest prosta jak budowa cepa, oczywista i na dodatek w wielu aspektach bez sensowna. Film trwa 2 godziny i jak się okazuje, już po pierwszej godzinie, to zdecydowanie za mało. A może wystarczająco tylko Guillermo nie dał rady odpowiednio rozłożyć tempa i podzielić czas filmu między postacie? Romans Stwora i Elizy jest wybitnie niewiarygodny. Jak ktoś już wspomniał, to powinien być bardzo trudny związek. Oglądamy film dla dorosłych o miłości między zwykłą sprzątaczką a humanoidalną istotą, czymś kompletnie nieznanym, dziwnym i niebezpiecznym. Cholera, pierwsze zetknięcie tej pary ma miejsce chwilę po tym jak Eliza widzi
. Oczywiście rozumiem co przyciąga Elizę do Stwora, ale kompletnie nie mogę uwierzyć w ten romans, szczególnie ich scenki "potajemnych schadzek" są szczególnie irytujące i dziwne. Miłośc przychodzi nagle, błyskawicznie, chwila moment i już się wielce kochają, Eliza nawet przez chwilę nie ma wątpliwości co do dobroci swojego wybranka a cały schematyczny proces "oswajania" przelatuje ultra szybko. A cholera, nie powinien, nawet jeśli długie sceny nauki komunikacji między człowiekiem-jakąś istotą są już wyświechtane do bólu i ograne na każdy z możliwych sposobów. Są esencją tego typu związków i są konieczne, chyba, że obie postacie połączy coś zupełnie innego. A tu tego nie ma. Nie uwierzyłem w ich miłość, rozumiałem powody, nie same uczucie.
Plus postać Stwora jest bardzo taka nijaka, właściwie nic o nim nie wiadomo, sam sobą niczego nie okazuje, jedynie od czasu do czasu ma jakieś przebłyski charakteru. Serio, ale romans w "Beauty And The Beast" trafił do mnie bardziej, nawet w filmowej wersji Condona odczuwałem większe zainteresowanie obiema postaciami. Bo to jest największy problem "The Shape of Water", nie zaangażował mnie nawet na sekundę. Kompletnie gdzieś miałem wszystkie postacie, zabrakło też jakiegoś mocnego uderzenia czy jakiegokolwiek powodu do zastanowienia się kto jest dobry a kto jest zły. Niestety, wszystkie odcienie szarości wyparowały. Serio pomysł z tym żeby Stwór
jest bardzo dobry i mógłby ciekawie rozwijać film. A tu wszystko od Shannona po finał to schemat i oczywistość na oczywistości. Gdzie się podział Del Toro z "Labiryntu Fauna"?


Film ma swoje plusy. Dialogi są calkiem w porządku, Guillermo udanie tworzy ten baśniowy klimat, film ma sporo uroku (mimo, że nie wynikają one ze scenariusza) a dośc specyficzne scenografie, muzyka i zdjęcia tworzą po prostu fajny nastrój. A właśnie, muzyka i Desplat....na początku jest świetnie a potem od czasu do czasu coś tam plumknie. Muzyka na pewno jest słyszalna, jest ważna, ale to co na razie słyszałem z soundtracku "Phantom Thread" miażdży to z "The Shape of Water". Wygląd Stwora jest spoko i...tylko spoko?
Aktorsko? Bez zachwytów. Najlepszy jest Shannon w roli tego okropnego, karykaturalnego villaina, ciągnie go na swoich plecach i ma kilka świetnych scen. A dostał bardzo nieciekawą postać. Hawkins? Fakt, jest urocza, scenariusz daje jej niewielkie pole do popisu a ona to średnio wykorzystuje. Rozczarowała mnie, spodziewalem się nieco większego spektrum emocji. Chyba Gadot zasłużyła bardziej na ta nomkę :P A Spencer? Że niby za co? Serio, jeśli taka Armas nie dostaje nomki a tamte dwie panie tak, to jest coś poważnie nie tak ;)
Jedynie postać Jenkinsa jest naprawdę ciekawa bo jej wątek jest chyba najbardziej subtelny i ma jakiekolwiek emocje. On sam gra dobrze i nic po za tym. Nie jest jakoś szczególnie trudno tworzyć fajną postać tego typu a Jenkins nie specjalnie się stara wynieść ją na wyższy poziom (a gdyby Del Toro jeszcze bardziej rozbudował jego wątek kto wie co by z tego wyszło).



Tak więc tak, duże rozczarowanie choć film sam w sobie zły bardzo nie jest i domyślam się, że wielu go pokocha. Plus za brutalność, za seks bo to mi się u Guillermo podoba, że on tworzy bajki dla dorosłych a jednocześnie cycki, oderwane palce i fucki nie psują bajkowego klimatu.
Ocena ostateczna zmieni się pewnie przy drugim seansie i jest raczej niesprawiedliwa, ale cóż, może to wynik zbyt wygórowanych oczekiwań? Albo nie trafiają do mnie takie historie?

5/10

Odpowiedz
#43
Znając Del Toro to w najlepszym razie poprawne filmidło, od początku nie wierzyłem w te wszystkie zachwyty.

Odpowiedz
#44
(27-01-2018, 02:13)Kuba napisał(a): muzyka i Desplat....na początku jest świetnie a potem od czasu do czasu coś tam plumknie. Muzyka na pewno jest słyszalna, jest ważna, ale to co na razie słyszałem z soundtracku "Phantom Thread" miażdży to z "The Shape of Water".
Przesłuchałem wszystkie nominowane soundtracki i o ile Star Warsy to nieporozumienie, ten z Dunkierki słaby, ale rozumiem czemu jest nominowany, Trzy Bilboardy chyba z rozpędu nominacja, bo już nie pamiętam tej muzyki, na plus odstają właśnie Shape of Water, którego muzyka jest całkiem przyjemnym, baśniowym plumkaniem no i Phantom Thread, który jak dla mnie gra w innej lidze - z tego wychodzi że wygra Desplat.

Odpowiedz
#45
Jakby rozumiem nominacje, ta muzyka też nie jest zła (dałem na Filmwbie Desplatowi bodajże 8/10), ale osobiście uważam, że za niego albo najlepiej za Williamsa powinien wskoczyć Daniel Pemberton bo muza do "Króla Artura" była rewelacyjna, niesamowicie klimatyczna i ciągnęła sama nie jedną scenę, kiepskiego filmu. Co do Billboardów...lubię Burwella, szczególnie jego "In Bruges" i nie zdziwię się jeśli będę soundtrack po seansie (ale w tym przypadku na pewno kinowym) zachwalał. Alexandre pewnie wygra tą statuetkę...ehh :(
Zaczynam się po woli niepokoić, zwłaszcza przed nadchodzącymi seansami (w ciągu ferii zobaczę prawie wszystko co ważne w kontekście Oscarów) bo to już drugi z tych "wybitnych", ale przede wszystkim bardzo ciekawych filmów który okazał się wpadką. Z czego "Lady Bird" jest jednak chyba lepsze.
Chociażby z perspektywy "The Shape of Water" jeszcze bardziej doceniam "Get Out", film faktycznie oryginalny, mający na siebie swój własny pomysł, pełen ciekawych, świetnie współgrających elementów z naprawdę dobrze wykonaną robotą Peela zarówno na stołku reżyserskim jak i przy scenariuszu.

Odpowiedz
#46
(27-01-2018, 02:13)Kuba napisał(a): O boże....mocny zawód. (...) Serio pomysł z tym żeby Stwór
jest bardzo dobry i mógłby ciekawie rozwijać film.
(...)
5/10


Pisałem, że pisałem. Jest to prowadzone tak zapobiegawczo... I jeszcze ta wstawka śpiewana, która jakby krzyczy: jestem filmem Oscarowym.

Oglądałem to zaraz po "Mother" i mam odczucia w stylu: tam siedzieli cały czas w domu a tu prawie cały czas siedzieli w laboratorium.
welcome to prime time bitch!

Kenner, just in case we get killed, I wanted to tell you, you have the biggest dick I've ever seen on a man.

Odpowiedz
#47
(27-01-2018, 02:13)Kuba napisał(a): Serio pomysł z tym żeby Stwór
jest bardzo dobry i mógłby ciekawie rozwijać film. A tu wszystko od Shannona po finał to schemat i oczywistość na oczywistości. Gdzie się podział Del Toro z "Labiryntu Fauna"?

Byłby, gdyby Del Toro kręcił remake "Potwora z Czarnej Laguny", a nie prostą jak but historię miłosną / swoją wersję "Pięknej i Bestii".

A sam film nie tyle za krótki, co po prostu, za słabo eksponuje wątek miłosny: Eliza-Stwór. Wydaje mi się, że kluczowym problemem było w tym przypadku też to, że obie postacie są... nieme. Z tego względu Del Toro powinien poświęcić im nieco więcej uwagi, spychając gdzieś na 3-4 plan taką krzykaczkę jak Spencer. Podobne cięcia mógł spokojnie zrobić przy postaci Jenkinsa. "Shape of Water" za bardzo skupia się na tych postaciach pobocznych i dwójka kluczowych, ale "niemych", bohaterów, gdzieś w nim mimowolnie ginie. 



Ps. Wbrew pozorom, Labirynt Fauna to też banał :P
zombie001, proud to be a member of Forum KMF Film.org.pl since Jul 2013.
"MAD MAX: FURY ROAD" - MotY 2015
"SŁUŻĄCA" - MotY 2016
"GHOST STORY" - MotY 2017 

Odpowiedz
#48
Hm, tekst Kuby jeszcze bardziej skłania mnie do rozmyślań, czy jednak nie dałem zbyt wysokiej oceny? Ale właściciel to prawie wszyscy się zgadzamy, że głównym problemem jest wątek miłosny głównej bohaterki i stwora. Co w sumie jest znaczące, że o tym niby jest ten film. Czyli jak pisałem ładnie wyglądający, kuszący cukierek, ale po przegryzieniu, zero nadzienia.

I bardzo mi się podoba określenie, że "muzyka Desplata plumka" .Gdyż właśnie tak często ten kompozytor jest określany, trochę przesmiewczo jako "Plumkacz" . I A Shape of Water to taki typowy "plumpscore" .Ładnie ta muzyka plumka co do wody pasuje. Moja jedyna krytyka do Desplata to monotonność. Większość tego score'u to wałkowanie w kółko tego jednego tematu. Dobrego tematu, ale trochę mi zabrakło pewnej różnorodności.
/www.filmmusic.pl - me recki 
"The main thing is to protect these characters, make sure that they still continue to live in the way you created them..." - Kathleen Kennedy







Odpowiedz
#49
Ładna baśń ze wszelkimi wadami gatunku - opowiedziana pod tezę i morał (zbyt wyraźnie, łopatologicznie czuć tu napięcie między konserwatyzmem a bardziej postępowym światopoglądem, co samo w sobie jakoś mi nie przeszkadza, ale tutaj wprowadza fałszywe nuty, bo zacząłem mieć wrażenie, że to staje się ważniejsze od bohaterów)  + karykaturalny czarny charakter. No i ta miłość raczej deklaratywna, bo trudno ją poczuć. Może dlatego, że potwór jest nijaki i nie czuję, żeby był uwikłany w jakąś relację psychologiczną. Dziwny stwór bez właściwości. Bestia z "Pięknej i bestii" miał charakter i dzięki temu jego więź z Bellą była ciekawa, a przede wszystkim dwustronna. 7/10

Odpowiedz
#50
Pięknie sfilmowany, beznadziejny film. Kompletnie pozbawiona charyzmy historia, coś jak połączenie Amelii z wątkiem light-zoofilskim. Jak już mieli iść w tę stronę, to czemu fiut potwora padł ofiarą wizualnego wykluczenia? #manifestmniejszosci

Ale serio, Del Toro skończył się na obietnicach w/s "Ctulhu".

Oskary będą, oczywiście że tak: bo sporo Murzynów, bo mniejszości plus tolerancja plus gej-malarz (szkoda, że biały, może być o 1 Oskar mniej). To samo tyczy się zresztą "Get Out". 
Świat filmu zmierza niechybnie w całkowitą promocję marksizmu kulturowego i nawet nie da się ocenić normalnego filmu, bo tak łopatą kładą widzowi politpoprawkę, że aż skwierczy na synapsach.

Jedyny plus tego dziwadła od TelToro zasadza się na braku uciążliwego hałasu i teledyskowego montażu.

ps: Sądzę, że kiedyś nakręcą film dla dorosłych dzieci: "Paddington: Wyjście z gawry", gdzie poczciwy miś okaże się misiem-gejem zakochanym w niewidomej dziewczynie z nizin społecznych. 

"Kształt wody" - 3/10, gdzie 3 to spokój narracji i ładne zdjęcia.

Odpowiedz
#51
Nie wiem co jest gorsze: takie filmy czy takie komentarze jak powyżej - i tu i tu polityka, tylko u Del Toro jeszcze ładne zdjęcia i muzyka ;)

A "Get Out" naprawdę ci się nie podobał czy tylko dlatego, że o murzynach?

Odpowiedz
#52
Postać Jenkinsa to jedyne fabularne dobro tego filmu.
Serio, jeśli ten film zbiera tyle nagród to nie dlatego, że jest poprawny politycznie a z podobnych powodów co "La La Land", to w pewnym sensie sentymentalny powrót do pewnych kultowych, starych treści, w tym przypadku romansów połączonych z fantasy, legend z domieszką horroru. Inna sprawa jaka gigantyczna różnica jest między tą klasyczną baśnią a tamtym musicalem.

"Get Out" dla mnie nadal jest filmem wyśmiewającym poprawnośc polityczną i naprawdę próbuje zapomnieć o tym, że Mierzwiak już mnie z tego błędu próbował wyprowadzić odsyłając do wywiadów z reżyserem :( Zbyt boli.

Odpowiedz
#53
Słuchałem soundtrack do Shape of water i zgadzam się że to takie tam plumkanie, które Desplat wyrzuca z siebie w decydowanie zbyt dużych proporcjach względem faktycznie dobrej muzyki.
Kłótnie na forach są jak wyścigi w domu wariatów: nieważne czy wygrasz, czy przegrasz, wciąż pozostajesz pacjentem.

Odpowiedz
#54
W przypadku SoW nie czepiałbym się aż tak bardzo, bo mamy tu do czynienia z baśnią o bardzo sztywnym podziale na dobro i zło.

Inna sprawa, że wepchnięcie do historii murzynki i geja wciąż zalatuje kalkulacją na nagrody, a i na scenie z barmanem wyganiającym czarną parę i Jenkinsa ze swojego przybytku (i kwitującym to stwierdzeniem "to rodzinna restauracja") nie mogłem się powstrzymać od grymasu.

Anyłej po ochłonięciu i przemyśleniu daję 7/10 (wstępna ocena obniżona o oczko); nota pozostanie niezmienna, bo pomimo wad przyjemnie się oglądało.

Odpowiedz
#55
(31-01-2018, 21:26)patyczak napisał(a): Nie wiem co jest gorsze: takie filmy czy takie komentarze jak powyżej - i tu i tu polityka, tylko u Del Toro jeszcze ładne zdjęcia i muzyka ;)

W sumie rozumiem ten zarzut, ale niestety sam muszę się przyznać, że coraz częściej łapię się na to, że podobnie zaczynam postrzegać filmy. I sam nad tym ubolewam, ale w też trochę teraz taki zapanował klimat, że czasami ciężko po prostu cieszyć się filmem bez doszukiwania się jakiś podtekstów. Przy czym i tak w "The Shape of Water" to tak bardzo bym się nie doszukiwał. I akurat to najmniejsza wada tego filmu.

A w ogóle z innej beczki, ponoć są oskarżenia o plagiat:
Kształt Wody plagiatem???
Co prawda można niby spekulować, że skoro wytwórnia zaprasza grzecznie na rozmowy to coś może być na rzeczy. Z drugiej jednak może warto na to popatrzeć, że po prostu "The Shape of Water" mimo całej otoczki jest dość mało oryginalnym filmem i podobne motywy wałkowane już były w sztuce wiele razy. I stąd teraz zarzutów może napływać więcej, a czy są podstawne to już inna kwestia. 
/www.filmmusic.pl - me recki 
"The main thing is to protect these characters, make sure that they still continue to live in the way you created them..." - Kathleen Kennedy







Odpowiedz
#56
Oh, nikt nie zaprzeczy, że "The Shape of Water" jest cholernie wtórne i mało odkrywcze. Tu nawet zakończenie jest banalne (a Labirynt takiego nie miał).
Mam nadzieje, że pogłoski o tym,że film jest plagiatem utrudnią mu zdobycie Oscara :P

Odpowiedz
#57
O proszę. Jean-Pierre Jeunet oskarża Del Toro o kradzież pomysłu.

https://theplaylist.net/delicatessen-shape-water-20180206/

Odpowiedz
#58
Lawrence nie napisał o tym dwa posty wyżej??

Odpowiedz
#59
Zazwyczaj nie czytam postów Lawrence'a, jeśli mają więcej niż jedno zdanie. Podobnie, jak Twoich.

Odpowiedz
#60
I Lawrence nie pisał o Jeunecie. Którego oskarżenia są notabene bezsensowne.

Odpowiedz

Digg   Delicious   Reddit   Facebook   Twitter   StumbleUpon  






Podobne wątki
Wątek: Autor Odpowiedzi: Wyświetleń: Ostatni post
  Three Billboards Outside Ebbing, Missouri (2017) reż. Martin McDonagh Kuba 85 7,199 05-08-2018, 00:14
Ostatni post: Quay
  Life (2017, reż Daniel Espinosa) Pelivaron 55 6,921 29-07-2018, 23:21
Ostatni post: shamar
  mother! (2017) reż. Darren Aronofsky Szaman 281 22,724 13-07-2018, 13:15
Ostatni post: srebrnik
  Rampage (2017) Gieferg 46 3,828 10-07-2018, 22:49
Ostatni post: harlequinade
  Jumanji - Welcome to the Jungle (2017) Gieferg 40 4,349 28-06-2018, 13:12
Ostatni post: shamar
  Baby Driver (2017) reż. Edgar Wright Gambit 76 9,359 27-05-2018, 16:02
Ostatni post: Gieferg
  Phantom Thread (2017) reż. Paul Thomas Anderson Kuba 171 12,408 20-05-2018, 23:37
Ostatni post: Kuba
  Flatliners (1990 / 2017) Mierzwiak 2 755 19-05-2018, 23:53
Ostatni post: shamar
  Bright (2017, Netflix) reż. David Ayer Azgaroth 55 5,242 07-05-2018, 23:13
Ostatni post: al_jarid
  You Were Never Really Here (2017) reż. Lynne Ramsay Kuba 31 2,613 07-05-2018, 11:26
Ostatni post: simek



Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości