The Wire
#21
Czemu ktokolwiek miałby w to nie wierzyć? Holland to świetna reżyserka, więc nie dziwi, że zajmuje się świetnymi serialami. Ja widziałem cały jeden odcinek i oczywiście zgadza się z wszystkimi waszymi opisami, więc dostałem to czego oczekiwałem, tylko jedno mnie troche drażni. Za dużo klną. Nie żeby mnie samo klnięci denerwowało, bo uwielbiam usłyszeć w filmie jakieś uzasadnione bluzgi, jednak tutaj, zwłaszcza w scenie w której McNulty tłumaczy się swojemu szefowi, że wygadał się sędziemu to strasznie sztucznie to wyglądało. Panowie są w miarę spokojni, a używają "fuck" nawet nie jako przecinka, tylko w każdym odstępie między wyrazami. Według mnie to już lekka przesada, spotkałem w życiu wielu często klnących ludzi, no ale nikogo w takim stopniu. Pozatym nawet ci murzyni zajmujący się dilerką mniej klną od policjantów, a to już jest podejrzane.

Odpowiedz
#22
ja sie czuje jak u siebie :) wreszcie rozumiem, co mowia bohaterowie :)

Odpowiedz
#23
The Wire jesli chodzi o dialogi, w tym warstwe bluzgowa, to zwyczajny, powszechnie uzywany jezyk. Bez fuckowych przegiec niczym w filmach Scorsese z jednej strony, bez cenzury z drugiej. Wsluchuje sie w kwestie wypowiadane przez bohaterow i daje sobie glowe uciac, ze policjanci tak samo zwracaja sie do siebie na komisariacie, politycy w ratuszu, a czarnoskorzy gangsterzy na ulicy. Werbalny realizm.

Odpowiedz
#24
właśnie - werbalny :)

Odpowiedz
#25
A co, niewerbalny to nie? ;)

Jedna rzecz mnie w pewnym stopniu zdumiewa za kazdym razem jak ogladam The Wire. Chociaz zdumiewac nie powinna, bo to w koncu normalka, rzeczywistosc, codziennosc, jak zwal, tak zwal. Mam na mysli stosunek glinarzy do pracy, zwlaszcza tych z wydzialu zabojstw. Tutaj informacja o trupie generuje pot na plecach, nie jest traktowana jako okazja do szukania sprawiedliwosci, ktora wymierzy bezwzglednie, bez zwazania na okolicznosci. Tutaj ten, komu sie trafi sprawa o morderstwo jest frajerem, bo ten komu sie upiecze moze wieczorem w spokoju isc na piwo smiejac sie z tego, komu przydzielono sprawe. Tutaj dowodcy spychaja obowiazek zajecia sie sprawa na ktorykolwiek inny wydzial czy okreg, bo nikt nie chce brac dodatkowej pracy na wlasne barki. Policjanci zabojstwem zajma sie z checia tylko wtedy, kiedy widza latwa okazje zeby dobrze wypasc przed przelozonymi. Politycy posluguja sie zwrotem wysoka przestepczosc w politycznych licytacjach, na szczere idealistycznie intencje budowania bezpiecznego miasta nie ma wlasciwie miejsca. Wyglada to wszystko posepnie, ale spojrzmy prawdzie w oczy: sciganie mordercow nie jest ekscytujace, to w pierwszym rzedzie praca niewdzieczna i przygnebiajaca. Dlaczego wiec sie zdumiewam? Bo 90% hollywoodzkich tworow prezentuje zlagodzona i wyidealizowana wizje policjanta, ktory zawsze chce, zawsze moze i zawsze sprawe rozwiaze.

Odpowiedz
#26
[Obrazek: beztytuujf4.jpg]

bardzo lubię te scene. ciekawie rozmieszczone postaci i klimatowe oświetlenie. dosłownie przed sekundą na pierwszym planie stał gliniarz, filmowany od pasa w dół, z latarką wycelowaną w obiektyw.

a to jest Omar: chyba najlepsza postać w całym serialu. przynajmniej dla mnie. nie do zdarcia. blizna na jego twarzy nie pochodzi z charakteryzacji.

[Obrazek: beztytuusj1.jpg]

Odpowiedz
#27
Hm, to dziwne, bo dla mnie właśnie u Scorsese klną bardziej realnie, wtedy jak są wkurwieni i mają powód, a tutaj(przynajmniej w tej scenie o której pisałem) nie mają jakiegoś strasznego powodu żeby się denerwować. Rozumiem jakby ten McNulty puścił porządną wiązankę, bo musi zostać w robocie całą noc, ale żeby w zwykłej rozmowie fuckować co dwie sekundy... No, ale może za grzeczny jestem żeby to zrozumieć 8)
Jakuzzi, świetnie wyjaśniłeś co mi się The Wire najbardziej podoba, chociaż muszę przyznać, że przez ten realizm czasami się nudzę, ale mimo to cieszę się z tego realizmu. To sytuacja zupełnie odwrotna niż na przykłąd w takim "24", gdzie oglądając każdy odcinek siedze jak na szpilkach, jednak klnę pod nosem twórców za to, że wciskają mi takie bajeczki. W tego rodzaju produkcjach autorzy mają dwa wyjścia: albo realizm i nuda dla znakomitej większości widzów, albo zrobienie ze stróżów prawa superbohaterów i ekscytująca rozrywka dla tejże większości.

Odpowiedz
#28
simek napisał(a):Rozumiem jakby ten McNulty puścił porządną wiązankę, bo musi zostać w robocie całą noc, ale żeby w zwykłej rozmowie fuckować co dwie sekundy...

No, nie przesadzajmy..


Cytat:W tego rodzaju produkcjach autorzy mają dwa wyjścia: albo realizm i nuda dla znakomitej większości widzów, albo zrobienie ze stróżów prawa superbohaterów i ekscytująca rozrywka dla tejże większości.

Faktycznie taka dychotomie mozna w serialach obecnie zaobserwowac. I chwala ludziom z HBO, ze mimo iz mogli zainwestowac kase w kolejne Prison Brejki, Chirurgow czy Supernaturale, ktore z pewnoscia przynioslyby im krocie, decyduja sie nakrecic wybitne, powazne twory, ktore nie podpasuja gustom wiekszosci wspolczesnej widowni.

Odpowiedz
#29
To ja po wszystkich waszych ochach i achach też sobie sięgnąłem po pierwszy sezon i mimo że obejrzałem tylko pierwszy odcinek, to coś napiszę, żeby potem po paru następnych móc skomentować, co mi się zmieniło.

Historia wierzę, że będzie ciekawa, ale na razie za wcześnie oceniać. To, co naprawdę mi się od samego początku spodobało, to ten czarny przestępczy światek, który -- mimo że niewiele jeszcze zobaczyłem -- natychmiast interesuje i wciąga. Czuje się autentyzm tych blokowisk w tym, jak oni tam się zachowują, jak mówią. Good job. Natomiast po drugiej stronie? Hmm... Ja wierzę, że taka robota w policji może się ciągnąć jak flaki z olejem, ale tak sztampowo napisanych i sztywno odegranych dialogów dawno nie słyszałem. To właściwie dotyczy wszystkich gliniarzy, których na razie widziałem. Sorry, ale jeśli chodzi o tę kwestię, którą tu ostatnio poruszyliście, to ktoś tutaj wyraźnie nie umiał pisać wiarygodnych "brudnych" dialogów. Albo aktorzy nie umieli ich odegrać. W każdym razie o ile w dialogi czarnych wierzę, o tyle gliniarze wyraźnie gadają nie tak, jakby im wnętrze podpowiadają, tylko jak w scenariuszu stoi. W każdym razie w pierwszym odcinku. Ale ponieważ wy się tutaj tak rozpływacie nad serialem, to zakładam, że dalej będzie lepiej ;) A po historii wiele sobie obiecuję. Tyle moich bardzo wstępnych wrażeń. Obaczym, co dalej.
Klub OFILMIE | Podcast filmowy Radio Ofilmie

Odpowiedz
#30
Negrin dobrze gada, mniej więcej o to samo mi chodziło, że policjanci po prostu mają w scenariuszu że muszą przeklnąć w tym i tym miejscu, więc klną, a bluzgi to raczej coś bardziej spontanicznego i tak właśnie jest w środowisku dilerów, którzy gadają sobie na luzie i strzelą jakimś fuckiem dlatego żeby być cool, albo gdy ich coś wkurzy. W ogóle wszystkie sceny z udziałem murzynów są świetne. O niebo lepsze od tych z biur policji.

Odpowiedz
#31
na początku rzeczywiście gliniarze wpasowują sie w role i w zestawieniu z dilerka wypadają tak se. potrwa to jakieś 3-4 epizody, zanim na dobre sie rozkręcą. ale żeby od razu określać ich mianem: "najbardziej sztampowych" to spora przesada. widziałem w życiu od cholery filmów/seriali policyjnych i aktorstwo w the wire uważam za wybitne. niemniej pierwsze wrażenie może nie być najlepsze. Jakuzzi potrzebował bodaj pięciu epizodów, ja natomiast trzech, aby ostatecznie przekonać sie do potęgi serialu. gdybym miał wymienić zalety produkcji, to dialogi pojawiłyby sie zaraz obok "charakterów" jako jej najmocniejsze punkty.

Odpowiedz
#32
Dlatego też specjalnie opisałem wrażenia po pierwszym odcinku, żeby potem ewentualnie opisać, jak mi się zmieniło :)

I nie mówiłem, że "najbardziej" sztampowe, tylko że takich dawno nie słyszałem. Ale wiem, że jest dużo gorszych :)
Klub OFILMIE | Podcast filmowy Radio Ofilmie

Odpowiedz
#33
w takim razie oglądaj i syć oczy/uszy jednym z najwspanialszych seriali wszech czasów :)

Odpowiedz
#34
Po czterech odcinkach mogę powiedzieć tyle, że się wczułem. Serial nie jest wolny od wad, ale daje radę, a i do policjantów można się przekonać, kiedy się ich już lepiej pozna. A co do wszystkich bluzgów to na plus zaliczam autoparodystyczną scenę, kiedy McNaulty z partnerem badają mieszkanie po dziewczynie zastrzelonej przez D'Angelo, przez parę minut świetnie się porozumiewając przy użyciu jednego, jedynego słowa na cztery litery :) A tak w ogóle co do scen, to cholernie mi się podobała taka scena w sumie trochę "obok": kiedy D'Angelo uczy kumpli reguł szachów. Rzeczywiście rewelacyjnie napisany dialog.
Klub OFILMIE | Podcast filmowy Radio Ofilmie

Odpowiedz
#35
Dlaczego autoparodystyczna?

Odpowiedz
#36
no wlasnie - czemu? :)

Odpowiedz
#37
Swoja droga Mental, ide o zaklad, ze na poczatku dziesiatego i na koncu jedenastego odcinka podnieciles sie niczym cap z trzema palantami. :) Toz to western w najczystszej postaci! A kadrowanie od razu rodzilo skojarzenia z Leone i Delli Colli.

Odpowiedz
#38
No jak to dlaczego? Przecież scena (w warstwie werbalnej, znaczy się) nie jest na poważnie i ja to odebrałem jako takie mrugnięcie okiem jeśli chodzi o język, jakim posługują się bohaterowie. Że niby za bardzo się wczytuję? Jeśli tak, to wasza wina :P
Klub OFILMIE | Podcast filmowy Radio Ofilmie

Odpowiedz
#39
Jakuzzi: do dzisiaj mnie jaja bola, tak sie wtedy podniecilem :)

Negrin: dla mnie to bylo zupelnie naturalne. dwóch kolesi na miejscu zbrodni, podjarani dochodzeniem i możliwością odkrycia przełomowego dla śledztwa dowodu, nawijają w tej samej konwencji. tez miewam podobne momenty, zwłaszcza gdy czego szukam, podpalony perspektywa znalezienia tej rzeczy.

Odpowiedz
#40
Negrin napisał(a):Przecież scena (w warstwie werbalnej, znaczy się) nie jest na poważnie i ja to odebrałem jako takie mrugnięcie okiem jeśli chodzi o język, jakim posługują się bohaterowie.

Owszem, ta scena jest zabarwiona humorem, ale autoparodia? Jakim to niby jezykiem posluguja sie w serialu bohaterowie, ze mamy w tej scenie 'mruganie okiem'? Tak, za bardzo sie wczytujesz. ;)

Odpowiedz

Digg   Delicious   Reddit   Facebook   Twitter   StumbleUpon  








Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości