The Wire
#41
No i uporałem się z pierwszym sezonem. I usiłuję dociec, dlaczego właściwie mi się ten serial dobrze oglądało :) Chyba mógłbym powiedzieć, że to jest cholernie solidny serial -- o, to chyba dobre określenie. Bo w zasadzie nie jest ani strasznie ciężki, ani strasznie lekki, ani nie wciska w fotel realizmem (wbrew pozorom), ani napięciem, ani intrygą, ani tym bardziej akcją. Postacie dość angażujące, ale jednak szablonowe. Dialogi -- po początkowych kłopotach -- rzeczywiście wydźwignęły się na dobry poziom, są wiarygodne i niesztuczne, ale też (poza pojedyńczymi przypadkami) nie błyszczą jakimś niesamowitym blaskiem. Więc dlaczego w zasadzie oglądałem odcinek za odcinkiem, a teraz właśnie za chwilę siadam do drugiego sezonu? :) No właśnie dlatego, że to jest solidna pozycja. I to chyba właśnie jest jej siła.
Klub OFILMIE | Podcast filmowy Radio Ofilmie

Odpowiedz
#42
Cytat:ani nie wciska w fotel realizmem (wbrew pozorom)

mógłbyś to rozwinąć? i przy okazji podać tytuł filmu, w którym działania policji przedstawione sa z "większym realizmem"?

Odpowiedz
#43
Dum dum dumm. Mental nie rychliwy, ale sprawiedliwy ;)

Enyłej, chodziło mi mniej więcej o moje ogólne odczucie, że serial bardziej ma WYGLĄDAĆ na realistyczny, niż w rzeczywistości jest realistyczny. Oczywiście to założenie jest jak najbardziej w porządku i niemal każda produkcja z gatunku realistycznego kina/telewizji wychodzi właśnie od niego, ale w sumie chodzi o to, żeby widzowi ta powyższa myśl nie przyszła do głowy :)

Oczywiście w grę może wchodzić również fakt, że zanim się zabrałem do serialu, czytałem tutaj o tym żmudnym śledztwie itd, więc spodziewałem się, że będzie jeszcze sporo żmudniejsze, niż się w istocie okazało.

Bedę mógł uzupełnić to ogólnikowe wyjasnienie o bardziej szczegółową argumentację, kiedy powrócę do serialu. Utknąłem gdzieś na początku drugiego sezonu, zawiesiłem, bo chyba zacząłem oglądać coś tam innego, i na razie jakoś nie miałem nastroju na powrót ;)

I nie, nie mogę podać tytułu filmu, bo mnie nie chodziło o porównywanie X do Y. Tylko po prostu o bardzo ogólne wrażenie, jakie odniosłem.
Klub OFILMIE | Podcast filmowy Radio Ofilmie

Odpowiedz
#44
koncze ogladac sezon 4 i ciagne piaty. sezon czwarty ani na moment nie schodzi poniżej poziomu, który z braku lepszego nazewnictwa określam mianem "dojebanego do pieca". detektyw McNaulty występuje ledwo w epizodach, jego miejsce zajmują bohaterowie, którzy wcześniej odgrywali role marginalne i wywiązują się z powierzonych zadań wzorcowo.

z ciekawostek: nauczyłem się nowego przekleństwa. kandydat na burmistrza miasta Baltimore taką oto wiązankę puścił w emocjach: mother-sucking-cock-fuckers:)

Odpowiedz
#45
Mental napisał(a):detektyw McNaulty występuje ledwo w epizodach

Uu, smutno slyszec.

Odpowiedz
#46
Jakuzzi napisał(a):Ja sezon drugi niedawno zaczalem. W przeciwienstwie do jedynki, rozkreca sie on juz na samym starcie.

Z tym sie zgodzić nie mogę. Serial jest rzeczywiście fantastyczny, ale drugi sezon rozkręca się prawie tak samo wolno jak pierwszy-najpierw jest bardzo powolne wprowadzenie całkiem nowych charakterów (port), dowiadujemy się też, co robią McNulty i reszta spółki, pojawiają sie jakies nowe morderstwa, które zwiaztują dopiero, o co będzie chodzić w tej serii; takie prawdziwe śledztwo zaczyna sie dopiero chyba w 5 odcinku (a więc podobnie jak w pierwszym sezonie). Z tego, co czytałem, każdy sezon zaczyna się w ten sposób.
Aha, dla mnie najlepsza postac dwóch pierwszych sezonów to D'angelo.
I'm smart and I want respect!

Odpowiedz
#47
Zalezy jak rozumiec "rozkrecanie sie". Wedlug mnie sezon drugi wkracza na wlasciwe tory o wiele szybciej niz sezon pierwszy. Tym bardziej, ze znamy juz spora czesc bohaterow.

Zreszta, sezon pierwszy to i tak betka przy sezonie czwartym (niedawno skonczylem), ktory "rozkreca sie" dopiero w trzech ostatnich odcinkach. Ogladajac ten sezon mialem wrazenie, ze tworcy buduja solidnie, acz bardzo powolutku preludium dla megawypasionego i wienczacego wszystko sezonu piatego. I ostatnie odcinki czworki zdaja sie te wrazenie potwierdzac. Problem w tym, ze ogladajac czwarty sezon, mozna momentami pomyslec, ze oto na ekranie leci serial Baltimore, a nie The Wire. Sporo tu polityki od kuchni, sporo problematyki edukacji dzieci z marginesu spolecznego, a signum specificum The Wire, czyli policyjnego sledztwa nie ma praktycznie wcale. Ogolocona z ludzi jednostka podsluchowa dziala na pol gwizdka z mizernymi efektami. Bunk poszukuje kilki trupow, ale nie moze ich znalezc az przez dziewiec odcinkow. Na plan pierwszy wysuwaja sie zatem postacie nowe, z glownym sledztwem, przynajmniej poczatkowo, w zaden sposob niezwiazane. Trzeba przyznac, ze wszystko to poteguje efekt realizmu - sledztw nie cechuje wszakze cyklicznosc, bywaja przestoje, problemy, itd. Ale z drugiej strony sezonowi czwartemu brakuje troche kopa, miesa. Dlatego uwazam, ze jest to sezon najslabszy z dotychczasowych. Oczywiscie najslabszy The Wire to i tak poprzeczka nie do przeskoczenia dla wiekszosci seriali, tym bardziej, ze trzy jego ostatnie odcinki, w ktorych wszystko wreszcie ladnie sie zazebia, wciagaja jak jasna cholera.

Odpowiedz
#48
Możesz zrozumieć moje zdziwienie, jak w trakcie drugiego sezonu wszedłem na sekcję cast and crew na oficjalnej stronce serialu i zobaczyłem całą masę kompletnie nowych postaci (dziennikarze, politycy), o których nie było wcześniej w ogóle mowy. Zdecydowanie się na coś takiego przez twórców oznacza właśnie powolne wprowadzanie w każdy sezon-jest to chyba pierwszy taki przypadek w historiii seriali, ale patrząc na jego sukces nalezy się spodziewać innych seriali tego typu.
Dla mnie to jest strasznie ciekawa tematyka-od czasów wykladu prof. Kczorowskiego "Nauka o państwie", który mialem na studiach bardzo interesuje się tematyką szeroko pojętej państwowości, a USA to przecież bardzo ciekawy przypadek. Dla mnie pozostale 3 sezony będą więc na pewno ciekawsze niż poprzednie.

Aha, obejrzyjcie sobie koniecznie In The Valley of Ellah;kolejny symboliczny film o USA z T.Lee Jonesem i J. Brolinem (tym razem czasy współczesne), ten drugi gra jednak krótko, tak samo jak inny wielki talent w tym filmie Jason Patric. IMO ten film tak samo jak The Wire pokazuje obecny kryzys amerykańskich instytucji; jest kilka podobnych motywów, co w Wire; ogólnie rewelacja z niesamowitą kreacją Tommy'ego (gdyby nie TWBB na pewno byłby Oscar). ITVOE ma umnie 10/10, a Juno ledwie 3/10-Akademia sie IMO strasznie pomyliła w tym roku.
I'm smart and I want respect!

Odpowiedz
#49
Po przerwie na Odróconych wrócilem do The Wire-szykowałem się na ciężką przeprawę przez pierwsze kilka odcinków S03, a tu niespodzianka-od razu jest akcja, pierwsze 4 odcinki mnie po prostu rozwaliły-wielka telewizja, jeszcze czegoś takiego nie widziałem (jestem w pozytywnym szoku). Jest wprawdzie kilka nowych postaci, ale sa oni wplecieni w siatkę postaci z pierwszych dwóch sezonów, więc ogląda się to lepiej niż
początek S02.
Teraz jadę do końca-trzy sezony z rzędu (piękna akcja, panie poruczniku).
I'm smart and I want respect!

Odpowiedz
#50
w The Wire wstawki stricte humorystyczne naleza do rzadkosci. ale ogladajac ponizsza scene, niemal poplakalem sie smiechu. facet po lewej - Lester Freeman - to bardzo stateczny, opanowany, małomowny gosc, nietryskajacy jakims szczegolnie blyskotliwym dowcipem. tym bardziej zaskakujaca byla dla mnie jego przekozacka reakcja.


Odpowiedz
#51
English, motherfucker!

Bezcenne. :)

Odpowiedz
#53
Skonczylem wlasnie pierwszy sezon i jestem w trzecim odcinku drugiego. Arcy-kurde-dzielo. Te dialogi! Ta surowosc! Bezkompromisowosc! Jesli dzieciak zagraza interesom gangsterow - zginie. Fabula wspaniale rozlozona na odcinki i wlecze sie niemilosiernie, co pozwala identyfikowac sie z gliniarzami i poniekad uczestncizyc w sledztwie, ale takze meczym sie nim razem z nimi. Wspaniala rzecz.
Dodatkowym atutem jest napewno swietny zespol aktorski. Kazdy pasuje do swojej roli idealnie, nie ma w serialu slabych kreacji nawet jak ktos sie uprze zeby taka znalesc.

McNulty i Freamon wymiataja :)
Postępować należy tak, aby niczego nie robić, a wtedy panować będzie ład.
--
Laozi

Odpowiedz
#54
Frankie Faison jest IMO zdecydowanie najsłabszym aktorem serialu - widać sztuczność jego gry (aż ociera się o śmieszność).

Wire oglądałem tuz po Sopranos i właśnie gra Faisona raziła mnie najbardziej, choć ogólnie (biorą pod uwagę średnią) Sopranos ma IMO lepsze aktorstwo od Wire.

Odpowiedz
#55
Zamiast nowych seriali zdecydowałem się robić sobie powtórki (na Youtube) z The Wire i Sopranos.
Odnośnie tego pierwszego: muszę stwierdzić moje oburzenie Waszym zachwytem nad postacią Omara - gej (nie lubię homoseksualizmu - dla mnie to jest po prostu pójście na łatwiznę i mam w dupie polityczną poprawność), kapuś, straszny tytonista (nie palę fajek od 12 lat i uważam, że tytoniści są bardziej skłonni kapować), wywrotowiec; ogólnie poddałbym tą kurew ostrym torturom, tak jak chłopaki potraktowali Brandona.
I'm smart and I want respect!

Odpowiedz
#56
nowak napisał(a):(nie lubię homoseksualizmu - dla mnie to jest po prostu pójście na łatwiznę i mam w dupie polityczną poprawność)
Fakt, w końcu życie homoseksualistów jest znacznie łatwiejsze niż życie hetero. ;)
#ChristopherLOLan #ChristopherTrollan


Odpowiedz
#57
Postac Omara, z gejostwem czy bez, wraz jest bardzo zlozona i oryginalna. Wszelkie twoje "przeciw" sa z dupy i po prostu brak slow. Nowak, tak w ogole, kogo obchodzi czy nie lubisz papierosow i od kiedy ich nie palisz? Normalnie co, do kur..?
Postępować należy tak, aby niczego nie robić, a wtedy panować będzie ład.
--
Laozi

Odpowiedz
#58
nowak napisał(a):nie lubię homoseksualizmu - dla mnie to jest po prostu pójście na łatwiznę

Jak to? Przeciez odbyt jest ciasniejszy.


Cytat:kapuś

Przypomnij mi kogo Omar wykapowal?

Odpowiedz
#59
Cytat:Jak to? Przeciez odbyt jest ciasniejszy.

nie wiem, co powiedzieć. zabiłeś mnie.

Odpowiedz
#60
megarotfl jakuz :)

Odpowiedz

Digg   Delicious   Reddit   Facebook   Twitter   StumbleUpon  








Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości