The Yellow Sea (reż. Na Hong-jin)
#1
[Obrazek: the_yellow_sea12.jpg]

"Morze Żółte" to film tego samego gościa, który w swoim pełnometrażowym debiucie wzniósł się na wyżyny geniuszu --> link. Jego drugi tytuł nie jest może arcydziełem na miarę debiutu (szczerze mówiąc, nie liczyłem na to, że przelicytuje "Chasera"), ale co z tego, skoro i tak jest zajebisty? Nie będę się wielce rozpisywał, zacytuję jednego typa, który napisał reckę idealną, nawet ocena się zgadza z moją:

Kolejny koreański mózgojeb. Pierwsza połowa to świetnie nakręcony kawał dramatu, a druga to już regularna rzeźnia chwytająca za jaja realizacją i sadystyczną wręcz pomysłowością. Co prawda momentami dwóch głównych bohaterów to istne terminatory wytrzymujące niezliczoną ilość ciosów kutych i ciętych, ale da się przeżyć. Każda akcja po prostu masakruje, szczególnie moje numero uno, czyli wbitka trzech skośnych do apartamentu kozaka-drwala. Cięcie i widzimy pokój skąpany we krwi, a pośrodku stoi nasz drwal z siekierą w łapie, by za chwilę podobijać nieproszonych gości - no czysta poezja. Do tego wprost genialnie nakręcone wszelakie kraksy i wypadki, zero cgi tylko dźwięk giętej blachy i tłuczonego szkła. No i nie mogło zabraknąć znaku firmowego koreańskiego kina - pieszych pościgów, jak zwykle małe majstersztyki podnoszące ciśnienie. Tak piszę tylko o akcyjce, niech was to nie zmyli, to nie jest bezmózga sieczka. Polecam jak cholera, brutalne, bezkompromisowe, zasysające kino. 9/10

Zwróćcie uwagę, że w "Yellow Sea" praktycznie nikt nie używa broni palnej (oprócz paru niedołężnych gliniarzy). Mordowanie przypomina tu dosłownie rzeź jak ze średniowiecznego pola bitwy. Po kilku takich akcjach człowiek wręcz marzy, by go humanitarnie odstrzelili. Wnioskuję, że amerykański remake (o ile powstanie) bankowo zamieni świńskie kości, noże, siekiery, tasaki, maczety i śrubokręty na bardziej nowoczesne narzedzia odjebki: Beretty, AR-15 i strzelby Kel-Teca.

[Obrazek: theyellowsea02.jpg]

Odpowiedz
#2
Potwierdzam wszystkie powyższe słowa.

Odpowiedz
#3
Parę słów o motywie, który na mnie osobiście wywarł największe wrażenie. Główny bohater włamuje się do mieszkania, w którym mieszkał koleś, na którego dostał zlecenie kasacji. Do środka wchodzi żona typa, w żałobie. Bohater ujawnia się, siada na kanapie, wyjmuje zwinięty w gazetę odrąbany kciuk jej męża i mówi coś w ten deseń (cytuję z głowy, ale oddaję klimat dialogu):

Wiem, że mi nie uwierzysz, ale to nie ja go zabiłem. Byłem tam, ale tego nie zrobiłem. Sam niedługo umrę. Jednak zanim to się stanie, wiedz, że znajdę mordercę i zabije go dla ciebie.

Kozak-scena.

Odpowiedz
#4
Ten film jest cały wypełniony zajebistymi motywami. W ogóle, niech ten cały Na Hong nakręci jeszcze ze dwa tak dobre filmy, a uznam go za pełnoprawnego członka Klubu Ulubionych Reżyserów. Mam tylko nadzieję, że nie wyjedzie do Stanów, żeby nakręcić jakieś gówno dla wielkiej wytwórni. A jeśli już wyjedzie, to niech skończy tak jak Refn :)

Odpowiedz
#5
Ja właśnie mam nadzieję, że wyjedzie do USA i spróbuje tam namieszać. Gość wyraźnie celuje w moje ulubione kino - kino moralnego niepokoju.

Odpowiedz
#6
Film rzeczywiście kozak, jednak klasę gorszy od wspomnianego Chasera. Tak na szybko to z koreańskich debiutantów chyba tylko Ik joon Yang swoim Breathless'em zrobił na mnie większe wrażenie, ale tam koleś jest głównym aktorem, scenarzystom i reżyserem, więc czapki z głów.


Odpowiedz
#7
Wszystko pięknie, ale przynajmniej jedna scena w filmie poraża idiotyzmem - kiedy bohater ucieka z miejsca zamachu przed stadem policjantów. Ja rozumiem, że Koreańczycy lubują się w podkreślaniu niekompetencji swoich glin - ale do cholery, to już po prostu czysty slapstick w samym środku poważnego, mrocznego thrillera. Stado biega w te i we wte za jednym kolesiem, wpada na siebie nawzajem i w ogóle jest wesoło. Brakuje tylko muzyczki z Benny Hilla.
7/10. Odejmuję punkt za Keystone Cops.

Odpowiedz
#8
Paszczak, a co powiesz na motyw jak kilkunastu skośnych uwiesiło się na ciężarówce, którą prowadził główny bohater? ;) Przecież to też wyglądało mega komicznie. Najwyraźniej zbiorowe sceny akcji-pościgów w azjatyckim wydaniu miewają tendencje do popadania w inscenizacyjną parodie, która białemu człowiekowi od razu z Benny Hillem się kojarzy :)

Odpowiedz
#9
Teraz można chyba już to powiedzieć oficjalnie: Hong-jin Na ma zadatki na filmowego geniusza. Od tej chwili będę z niecierpliwością wyczekiwał każdego jego następnego projektu i mocno trzymał kciuki, żeby jak najszybciej uzbierał kasę na kolejne scenariusze.

Wierzcie mi lub nie, ale dla mnie Morze Żółte pełni teraz taką samą funkcję i trzyma taki sam poziom, jak niegdyś Die Hard czy Terminator. Mimo iż jest od nich o wiele bardziej posępny i brutalny, to dostarcza dokładnie takich samych ciar i radochy z oglądania zajebistej, mocnej i niegłupiej rozrywki dla widzów dorosłych. Pomijam już przy tym suchy fakt, że jest to rozrywka kapitalnie zrealizowana - na podstawie wyśmienitego scenariusza, z super klimatem, rozwalającą dramaturgią, masą kultowych scen (ta ze zdjęcia zamieszczonego przez Mentala - perełka) i odlotowych postaci (Myun - fuck yeah!).

Słowem, w tak euforycznym stanie ostatnio byłem chyba przy okazji Chasera, więc jak ulał pasuje w tym miejscu cytat zamieszczony w tamtym wątku: movies like this are the reason I say fuck hollywood. Damn right. Morze Żółte jest lepsze od wszystkich nominowanych w tym roku do oscara filmów razem wziętych.


Odpowiedz
#10
No i ponownie pozostaje tylko napisać: zgadzam się z każdym powyższym słowem. A ponadto nabrałem wielkiej ochoty na powtórkę, bo to już z rok będzie, jak oglądałem. Coś czuję, że za drugim razem może jeszcze zyskać.

Odpowiedz
#11
Jakuz, widziałeś ten film wcześniej i dopiero teraz piszesz czy obejrzałeś go przeczytawszy wstępniak do tego wątku?

Odpowiedz
#12
No to postanowione - dzisiaj wieczorem double feature, czyli Chaser+Yellow Sea. Jeśli mnie nie zmiecie z powierzchni ziemi to przestaję wam wszystkim ufać :P

Odpowiedz
#13
(28-01-2013, 23:30)Mental napisał(a): Jakuz, widziałeś ten film wcześniej i dopiero teraz piszesz czy obejrzałeś go przeczytawszy wstępniak do tego wątku?

Oczywiście to drugie, gdyby było to pierwsze, nie byłoby pewnie tak emocjonalnego komentarza. ;)

Odpowiedz
#14
simek, i jak tam double ficzer? Epa czy dalej wolisz Michasia Haneke i problemy moralne poruszane w kinie rumuńskim? ;)

Odpowiedz
#15
Plany planami, a wyszło tak, że jeszcze nie oglądałem. To niesamowite jak okazji i towarzystwa do obejrzenia gorszych filmów jest mnóstwo, a jak rzuce, że ogladamy koreański thriller-kryminał to chętnych brak :/ ale dalej jestem napalony :)

Odpowiedz
#16
Jak już twój Double Feature dojdzie do skutku, radzę najpierw obejrzeć Yellow Sea, a potem Chasera. Na wszelki wypadek, coby odbiór tego pierwszego nie był zagłuszony przez poziom drugiego :)

Odpowiedz
#17
Ale się zawiodłem. Sam pomysł na fabułę zajebisty i na tle amerykańskiego mainstreamu Azjaci nadal potrafią mnie zaskoczyć świeżymi i odważnymi pomysłami. Wiem, że to przypadłość większości ich filmów i może kwestia bardziej szoku kulturowego niż potknięć reżysera/scenarzysty, ale tym razem ilość kuriozalnych scen i motywów skutecznie zepsuła mi seans. Część scen już wymieniliście, chodzi oczywiście przede wszystkim o sceny z udziałem policji. Walki na noże i siekiery, odcinanie kciuka, krew na ścianach? Super. Ale cały efekt psuje nieśmiertelność bohaterów i właśnie całe to bieganie w tę i z powrotem, jeden kontra stu, policjanci strzelający do siebie nawzajem, taksówkarz robi z nimi i nie tylko co chce.

Oczywiście w The Yellow Sea jest wiele znakomitych scen, świetnie nakręconych, doceniam bezkompromisowość w pokazywaniu przemocy, ciężki "klimat" itd. Fabularnie też jest ok, chociaż całą sieć zleceniobiorców uważam za niepotrzebnie skomplikowaną i przyznaję, że trochę się w tym gubiłem. Chyba można by to nieco uprościć bez szkody dla dramaturgii. Możecie też wyjaśnić, na przykład, dlaczego główny bohater nie rozpoznaje w telewizji zabójcy żony? Przez tę maseczkę?! WTF?

Najgorsze jest spadek jakości po świetnym The Chaser. Tam też irytowała mnie nieporadność policji, ale scen niezamierzenie komediowych nie pamiętam (coś tam było na posterunku chyba, ale problemem mogła być azjatycka nadekspresja); był to jedynie niewielki zgrzyt fabularny - nie kumam dlaczego działali tak nieporadnie, ale nie przejawiało się to debilnym bieganiem i obijaniem się o siebie.

O ile więc Chasera oceniam na 9/10 to The Yellow Sea dostaje co najwyżej 5/10 i ląduje w drużynie z A Bittersweet Life a nie The Chaser czy Memories of Murder. Co ciekawe, pomimo solidnej realizacji, pod względem zdjęć i klimatu film nie ma startu do debiutu. Już sama sekwencja otwierająca z samochodem i ostatnia scena w debiucie zjada na śniadanie wszystko co zobaczyłem w The Yellow Sea.



Odpowiedz
#18
simek napisał(a):To niesamowite jak okazji i towarzystwa do obejrzenia gorszych filmów jest mnóstwo, a jak rzuce, że ogladamy koreański thriller-kryminał to chętnych brak :/

Takie wymówki to możesz mamie sprzedawać. I tak wiadomo, że większość czasu zabiera ci analizowanie nowych wstrząsających fabuł Szumowskiej dla periodyków adresowanych do koniobijców ;)

Odpowiedz
#19
wybitka ciężarówką przez bramę stoczni - masakra, scena jak za starych dobrych czasów camerona. film bardzo dobry ale trochę gubiłem się w tej całej intrydze. nie wiem jeszcze czy jest lepszy od chasera. kolejne seanse o tym zdecydują, na razie daje mu 8/10


Pod tym linkiem zestawienie director's cut vs original, o dziwo to wersja reżyserska została skrócona.
http://www.wildgrounds.com/2011/06/22/yellow-sea-theatrical-cut-vs-directors-cut/

Odpowiedz
#20
Jezu, jaki ten film jest genialny i jaki ten reżyser jest wybitny. Słuchajcie, macie jakieś info, czy Hong-jin Na coś kręci aktualnie?

Odpowiedz

Digg   Delicious   Reddit   Facebook   Twitter   StumbleUpon  






Podobne wątki
Wątek: Autor Odpowiedzi: Wyświetleń: Ostatni post
  Goksung (reż. Na Hong-jin) Mental 25 3,797 18-10-2016, 18:54
Ostatni post: vast
  The Chaser (reż. Hong-jin Na) [SPOJLERY!!!] Mental 73 7,322 18-09-2016, 11:39
Ostatni post: Dr Strangelove



Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości