Z archiwum X
#21
Chciałem utworzyć odrębny temat dot. "X-Files", ale w porę pokapowałem, że ktoś mądry już wpadł na ten pomysł.

Generalnie tak: od tego serialu rozpoczęła się moja przygoda z kinem. Z dystansu mogę powiedzieć, ze nie był to absolutnie czas stracony. Przy czym tu mała uwaga - serial ewidentnie rozpada się na dwie części, diametralnie od siebie różne. Jedna część obejmuje tzw. epizody "mitologiczne", tzn. problematykę spisków, kolonizacji, pozaziemskich szczepionek, wirusów, syndykatu, Pentagonu, kolaboracji rządu USA z kosmitami i tak dalej. Trzeba uczciwie powiedzieć, że tego typu sprawy trącą infantylizmem na kilometr. Kiedy byłem mniejszy, to nawet wierzyłem w ten stek bzdur, ale obecnie rzecz wydaje się już nie tyle naciągana, ile po prostu głupia. Dlatego uważam, że odcinki mitologiczne nie przetrwały próby czasu - są jedynie dowodem zmian zachodzących w świadomości człowieka: 13-latek po obejrzeniu kilku takich epizodów zapewne uwierzy w spiskową teorię dziejów, student zaś skwituje całość pobłażliwym uśmieszkiem.

Na szczęście, są jeszcze odcinki innego typu, niezwiązane z głównym nurtem - epizody podejmujące tematykę satanologiczną, problematykę seryjnych morderców, mutantów oraz wszelkiej maści dewiantów o ponadnaturalnych zdolnościach. Do czego zmierzam? Ano do tego, że to właśnie dzięki tym epizodom "Z archiwum X" zajmuje w mojej prywatnej historii kina miejsce poczytne i niezagrożone. Wyliczam z pamięci:

"Home" (miniaturowe arcydzieło! - najlepszy epizod w dziejach "X-Files")
"Milagro"
"Tooms"
"Drive" (KLIMAT !!!)
"Die Hand Die Verletz"
"Bad Blood" (arcydzieło humoru!)
"Chinga"
"Rush"
"Orison"
ten epizod z mutantem, co łazi po kanałach - zapomniałem tytułu
"X-Cops"
"Monday"
"Detour"
"Hungry"

(...)

Oto lista najlepszych - moim zdaniem - epizodów w historii serialu. Wracam do nich systematycznie, z niesłabnącym entuzjazmem.

Odpowiedz
#22
Mnie się podoba wątek konspiracyjny ze względu na jego.. hmm... konsekwentność. Tzn. absolutnie wszystko ma swoją przyczynę i skutek - tylko że trzeba obejrzeć wszystkie odcinki żeby się tego dowiedzeć.:) W dodatku bardzo ciekawa intryga, a ostatni epizod rewelacyjnie kończy sagę (nie widziałem go, czytałem masę dokładnych streszczeń). Ale i tak wolę wątki pozakonspiracyjne.;)

Odpowiedz
#23
Mental napisał(a):ten epizod z mutantem, co łazi po kanałach - zapomniałem tytułu

The Host. Dosyć obrzydliwy epizod;)
It has been said that time heals all wounds. I do not agree. The wounds remain. In time, the mind, protecting its sanity, covers them with scar tissue, and the pain lessens, but it is never gone.

Odpowiedz
#24
The Host - właśnie! Tam po raz pierwszy pojawia się Alex Krycek, druga moja najulubieńsza postać w serialu :)

Odpowiedz
#25
? Alex Krycek w Host? Krycek pojawił się po raz pierwszy w Sleepless, czyli dwa odcinki później. W każdym razie - też go uwielbiam:)
It has been said that time heals all wounds. I do not agree. The wounds remain. In time, the mind, protecting its sanity, covers them with scar tissue, and the pain lessens, but it is never gone.

Odpowiedz
#26
Kurczakos, jak tak sobie gawędzicie to wzbiera się we mnie ochota, żeby zacząć sobie serial od początku oglądać...

Odpowiedz
#27
Dałem, że się tak metaforycznie wyrażę, dupy :) No jasne, że w "Sleepless". Widzę, że mamy tu ekspertkę od spraw paranormalnych.

Ja do serialu (precyzyjniej: do poszczególnych epizodów serialu) wracam systematycznie i uważam, że nie zestarzały się one wcale. Więcej, uważam, że są lepsze niż kiedyś były.

Odpowiedz
#28
ehhh klasyka :P

aż się łezka kręci w oku jak sobie przypomnę jak oglądałam ten serial... :wink:

Odpowiedz
#29
A jak dla mnie ten serial to przykład ciągnięcia go na siłe i powolnego upadku coś jak obecne kręcone Gwiezdne Wrota.

Odpowiedz
#30
Serial jest świetny, właśnie puszczają na polsacie 7 sezon i zaczęłam znowu oglądać, skończyłam kiedyś oglądać mniej więcej na początku 7 sezonu.Wątki konspiracyjne, o siostrze Muldera, kosmitach itp. są bardzo zagmatwane i nieprawdopodobne, przez to przerwałam kiedyś oglądanie tego serialu, faktycznie lepsze są te nie mające związku ze spiskami itd.Mimo wszystko jest to najlepszy serial jaki wymyślono, bije na głowę wszystko, czym teraz tłumy się zachwycają. 8)

Odpowiedz
#31
"Monday" to ten odcinek w ktorym Mulder z urzedasem zamienili sie cialami? :) Chyba najsmieszniejszy odcinek z calego x-files.

Odpowiedz
#32
Monday to odcinek na motywach Dnia świstaka.

Odpowiedz
#33
A ten :) Heh, dawno nie widzialem, tez zacny :)

Odpowiedz
#34
Właśnie zaczynam piąty sezon:)
Ale nie chcę się chwalić, tylko zwrócić się z nurtującym mnie od pierwszego obejrzanego kiedykolwiek odcinka fundamentalnym pytaniem: Co to są te dwa niebieskawe gluty pojawiające się podczas czołówki:
[Obrazek: xglutymb6.th.jpg]

Czy w którymś z odcinków pojawia się ten motyw?

Odpowiedz
#35
Jak dla mnie te dwa gluty to plemniki czy cuś. :)

Obejrzałem właśnie odcinek Millenium, bardzo dobry moim zdaniem, i taka mnie naszła refleksja, że jeśli wierzyć i w mitologiczne, i w niemitologiczne, to gdyby członkom grupy M. udało się sprowadzić apokalipsę, wtedy kosmici którzy mieli przybyć w 2012 roku zastaliby planetę opanowaną przez zombi, a taka wizja jest godna Eda Wooda. :)

Odpowiedz
#36
Cytat:Jak dla mnie te dwa gluty to plemniki czy cuś.

Wypraszam sobie! ;o
Bodie: He's a cold motherfucker.
Poot: It's a cold world Bodie.
Bodie: Thought you said it was getting warmer.
Poot: The world goin' one way, people another yo'.

Odpowiedz
#37
Great Gonzo napisał(a):Co to są te dwa niebieskawe gluty pojawiające się podczas czołówki:

Czołówkę widziałem ostatnio parę lat temu, więc może mylę to z czymś innym, ale stawiałbym na kiełkujące w przyspieszonym tempie jakieś nasiono odwrócone o 180 stopni.

Odpowiedz
#38
Wzięło mnie. Wpadłem, wsiąkłem, zostałem połknięty. Nie mogę się opanować i bez przerwy oglądam X-files. To zdecydowanie jeden z najlepszych seriali w historii telewizji.

Z okazji oglądania, postanowiłem trochę porecenzować i pooceniać. Może wywiąże się jakaś dyskusja. ;)

2x19 - Dod Kalm

...czyli o starzeniu się na pokładzie okrętu wojennego. Dobra rzecz, nastrojowa, choć zakończenie wzięte nieco z odbytu - tak jakby scenarzyści zabrnęli w zbyt głebokie bagno i, nie potrafiąc wydostać z niego bohaterów, musieli posłużyć się deux ex machina. Co zresztą jest irytującą przypadłością wielu odcinków pierwszych serii. 7\10

2x20 - Humbug

...czyli o łapaniu zbiegłego brata-bliźniaka-cyrkowca. Świetny, klimatyczny odcinek, aczkolwiek ma wielką wadę: aktorstwo. Drugi plan jest ekstremalnie sztuczny (poza wyjątkami), co zresztą... jest irytującą przypadłością wielu odcinków pierwszych serii. 8\10

3x31 - Syzygy

...czyli o tym, że dwie adeptki sztuki jedi mogą nieźle namieszać. Bodaj pierwszy z autoparodystycznych odcinków serii, który robił wrażenie zdystansowaniem do tematu w chwili powstania, lecz po premierze dużo lepszych epizodów tego typu wydaje się po prostu nudny. 5\10

3x22 - Quagmire

...czyli o Nessie. Niewiele brakowało temu odcinkowi, by zyskał miano "tak zły, że aż dobry", ale jednak pozostały wyłącznie "tak zły". Monotonny, rozwlekły, powielający ograne schematy odcinek, nietrzymający w napięciu i nużący. Słabo napisano, nielepiej zagrany, nawet przez głównych bohaterów. Bardzo lubię odcinki z szablonu "potwór w lesie" - uważam je za najbardziej ekscytujące w serii, ale ten tutaj jest wyjątkowo nieudany. Nawet mimo tego, że potwór pożera piekielnie brzydkiego psa Scully. 2\10

5x04 - Detour

...czyli o Predatorze-konkwistadorze. Odcinek ze wspomnianego szablonu "potwór w lesie", lecz tym różniący się od Quagmire, że znakomicie zrealizowany pod każdym względem. Jedna z ciekawszych historii w sezonie, jeśli nie w całym cyklu. 9\10

5x06 - Post-Modern Prometheus

...czyli o Frankensteinie w stylu Tima Burtona. Bardzo dobry odcinek, co tu dużo gadać; stylizacja perfekcyjna. Sporo humoru, przesłanie i niezła muzyka w tle. Na minus - trochę się dłuży, tak jakby tematu starczyło na pół godziny, a trzeba było dodać jeszcze kwadrans. 8\10

5x12 - Bad Blood

...czyli Dracula: Wampiry bez zębów. Rewelacja. Jedna historia widziana z dwóch perspektyw. Przezabawna, intrygująca, pomysłowa. I końskie zęby szeryfa. 9\10

6x?? - Terms of Endearment

...czyli Bruce Campbell! !!! !!!! !!!!!!!!!!!!!!! Już za jego obecność postawiłbym co najmniej 7, choćby nawet odcinek był o konikach pony. Ale jest o demonach, w dodatku pokazanych dość nietypowo, dlatego uczciwe 8\10.

6x04 i 6x05 - Dreamland I i II

...czyli Freaky Friday the 13th i fajne efekty specjalne. Kolejny lekki, zabawny odcinek, a właściwie dwuczęściowa całość, jak sama nazwa wskazuje. Perypetie Muldera - głowy rodziny i Muldera - podrywacza to powiew świeżości w tej i tak oryginalnej serii. Wciąga. 8\10

Więcej - może później.

Odpowiedz
#39
Ja byłem połknięty przez ostatnie parę miesięcy:) Dłuższego posta wypocę jak tylko obejrzę 3 ostatnie odcinki. Niestety droga jaką obrał po zakończeniu siódmego sezonu na dłuższą metą jest męcząca a w końcówce 9 sezonu wręcz odpychająca (JUMP THE SHARK-totalne DNO). Co nie oznacza, że nie warto obejrzeć dwóch ostatnich sezonów.

Odpowiedz
#40
Great Gonzo napisał(a):Ja byłem połknięty przez ostatnie parę miesięcy:) Dłuższego posta wypocę jak tylko obejrzę 3 ostatnie odcinki. Niestety droga jaką obrał po zakończeniu siódmego sezonu na dłuższą metą jest męcząca a w końcówce 9 sezonu wręcz odpychająca (JUMP THE SHARK-totalne DNO). Co nie oznacza, że nie warto obejrzeć dwóch ostatnich sezonów.

Co czytam ostatnio jakies artykuly, w ktorych przewijal sie temat XF czy tez komentarze na forach, grupach dyskusyjnych mozna odniesc wrazenie, ze jestem jednym z nielicznych fanow, ktorzy doceniaja ostatnie lata jednego z najlepszych seriali. I dlatego postanowilem przypomniec sobie po 5 latach 8 i 9 serie (nic nie zastapi dobrego pretekstu, by obejrzec znowu swój ulubiony serial). Przyznam sie, ze przez ta dominujaca ze wszystkich stron krytyke troche obawialem sie tej powtorki z rozrywki. Przeciez mogloby sie okazac, ze pomylilem sie i podzielam zdanie wielu fanow. Ale tak sie nie stalo, wciaz uwazam ze 8 to jedna z najlepszych serii (choc w sumie nie ma zlych serii, wszystkie sa przynajmniej na dobrym poziomie).
Ale po kolei.
Within/Without skupia sie na Scully i poszukiwaniach Muldera. Przedstawiony zostaje tez nowy agent John Doggett. Chyba kazdy fan obawial sie R.Patricka - jak wypadnie i czy nadaje sie do XF. Nie ma obaw, jest znakomity. Trudno sobie wyobrazic innego aktora w tej roli. Trzeba przyznac, ze Carter ma nosa, co do aktorow, ktorych wybiera do swoich seriali.
Pierwsze spotkanie S i D to prawdziwa bomba (choc musze przyznac, ze jak ogladalem ostatnim razem ten 2-parter, bylo mi po prostu szkoda Doggetta). A co do samego odcinka, to praktycznie nie ma sie do czego przyczepic, jest rewelacyjny. A Anderson jako wierzaca Scully jest rownie dobra, co w poprzednich latach jako sceptyczna Scully.
Calkowicie zmienila poglady, co zeszta nastepowalo w serialu od pewnego czasu.
Poza tym wyraznie zmienil sie jej stosunek do m.in. FBI, co pokazala naskakujac na Kersha (zawsze byla taka opanowana, rozwazna). W pzepiekny sposob pokazala aktorka ciepienie i bol z powodu znikniecia Muldera.
Kolejna sprawa - Skinner. Bardzo mi sie podoba ta zmiana w charakterze postaci, jaka nastapila po wydarzeniach w Requiem.
Carter napisal swietny scenariusz (kto by pomyslal, ze po tylu wydarzeniach w mitologii potrafili jeszcze cos takiego wymyslec), a Kim Manners odwalil kawal swietnej rezyserskiej roboty.
Jesli swietny scenariusz, wiec co za tym idzie jest w odcinku wiele kapitalnych dialogow. Nie ukrywam, ze dialogi w XF, to dla mnie jeden z najwazniejszych elementow serialu.
A co do muzyki, to znowu swietna i nie tylko genialne Scully Theme. W kazdym momencie gdy pojawil się ten kawalek przechodzily mnie ciarki, a scena w ktorej Scully szuka Muldera na pustyni w nocy, to juz po prostu czysta poezja.
I ostatnia spawa - czolowka. Dobrym pomyslem bylo zastapic oko Muldera okiem Scully. Jedynie nie podoba mi się, to nowe zdjecie Muldera, wyglada na nim dosc dziwnie.
10/10.
Patience
CC obiecywal, ze 8 bedzie powrotem do do korzeni i slowa dotrzymal. Ten odc. jest troche jak drogowskaz dla standalonow w 8 roku produkcji, czyli zero komedii i zero eksperymentow, no moze poza "Redrum". Jest to monster of the week z elementami typowymi dla tego typu odcinkow, a ze uwielbiam tego typu klimaty, wiec nie pzostaje nic innego jak tylko ogladac. Jest to pierwszy tez od czasu "The List" z 3 serii standalone w rezyserii Catera (zadna mitologia czy eksperyment) i poradzil sobie bardzo dobrze. Rownie dobrze spisal sie w roli scenarzysty, jest tu sporo kapitalnych dialogow.
Ale pomimo tego, ze to standalone to troche nietypowy. Miejscami widac umilowanie Catera do eksperymentowania, najkrocej mowiac chodzi mi o zdjecia, te najazdy kamery (zreszta za ten odc. B.Roe dostal chyba jakas nagrode). Kolejna sprawa, czyli Scully - tym razem to ona jest odpowiedzialna za najbardziej dziwne teorie.
Z duza przyjemnoscia obserwuje sie to jej nowe oblicze, w ktorym GA jest rownie wiarygodna co w poprzednim.
RP nadal robi bardzo dobre wrazenie, zreszta S i D tworza swietny duet. Wiadomo, to nie to co M i S, ale swietnie sie uzupelniaja i na pewno ten nowy duet jest nie mniej ciekawy, co poprzedni. Niezle wypadly zwlaszcza sceny w biurze (mamy tu ladne nawiazanie do Pilota, dodatkowy plus dla CC). Podsumowujac "Patience", to bardzo udany powrot do atmosfery z pierwszych lat serialu. 8/10
Roadrunners
V.Gilligan to jeden z moich ulubionych scenarzystow i nie ma znaczenia czy napisze komediowe odcinki czy epizody mroczne i ponure, zawsze sa one przynajmniej na dobrym poziomie.
Roadrunners zaczyna sie jednym z mocniejszych teaserow w serialu; pozniej akcja mocno zwalnia, ale najwazniejsze, ze nie jest nudno. Nawet wiecej, przez caly epizod widz trzymany jest w napieciu, co na pewno jest zasluga
nie tylko swietnego scenariusza VG (szkoda, ze to jego jedyny scenariusz w 8 serii), ale i nowego rezysera w serialu.
Rod Hardy odwalil kawal swietnej roboty, udalo mu sie calosc doprawic niesamowitym klimatem. Pomimo wolno toczacej sie akcji, z minuty na minute napiecie wzrasta, po prostu czuje sie narastajaca atmosfere zagrozenia wokol Scully.
Kolejny rownie wazny element odcinka, to oczywiscie GA, ktora jak zwykle spisala sie rewelacyjnie. Nie mam na mysli tylko koncowki (momentu kiedy zlapali S), ale podobalo mi sie to jak przez caly odcinek GA prowadzila swoja postac. Doggetta bylo malo, ale znalazl sie w ostatnich minutach tam gdzie byc powinien. W przypadku RP, a raczej scenarzystow, moze troche denerwowac fakt, ze robia z Doggetta troche na sile macho ( to juz kolejny epizod, w ktorym przychodzi Scully z pomoca). Zupelnie niepotrzebne - jesli ktos nie polubil D nic tego nie zmieni.
Trzeba pochwalic tez oprocz glownych bohaterow cala obsade, wszyscy spisali sie wspaniale.
Czlonkowie kultu byli tak myli, tak przesympatyczni, ze az czlowieka ciary przechodza.
A co do scen jak z fimow gore, to nie mam nic przeciwko, zreszta to nie jedyny odc. z takimi scenami. Jesli juz mam sie do czegos przyczepic, to paradoksalnie do koncowki, ktora uwazam za jedna z najlepszych oraz za jedna z bardziej szokujacych i niesamowitych w serialu (w sumie moge ja postawic obok np. genialnego zakonczenia "Orisona"), ale i jena z bardziej niewiarygodnych w XF.
Ale w sumie nie przeszkadza mi ta malo wiarygodna scena, bo jesli nie przeszkadzaja mi tez np. sceny tortur M w Within, wiec nie bede sie czepial tej koncowki. Inaczej wiekszosc epizodow 8 s. musialbym uznac za malo wiarygodne, w tym takie jak np. The Gift czy This is Not Happening/DeadAlive, ktore tez sa mocno przesadzone i malo realne. Zgadzam sie, ale za to jak te odcinki sa zrobione, jak zagrane i wyrezyserowane.
Roadrunners to 1 z najlepszych odcinkow w calym serialu. 9/10 .
Invocation
Jakos nigdy specjalnie nie przepadalem za D.Ammanem, bodaj jedyny jego dobry odc. to "Rush".
Ale chyba nie docenialem faceta, bo tym razem spisal sie wspaniale , pomimo tego, ze wyraznie nawiazuje do epizodu z 2 serii, czyli The Calusari.
Ale najwazniejsze, ze to wcale nie przeszkadza w czasie ogladania.
Mocnym punktem epizodu sa relacje nowego duetu (to chyba mozna powiedziec o kazdym epizodzie do polowy sezonu). Z duza ciekawoscia obserwuje sie jak S i D "ucza" sie wzajemnej wspolpracy, jak (powoli, ale jednak) zaczynaja sie wzajemnie akceptowac (zwlaszcza Scully nowego patnera).
Oprocz nowego duetu warto tez tu zwrocic uwage na muzyke Snowa i nie mam na mysli tylko tego fenomenalnego kawalka z teasera.
Podobalo mi sie tez zakonczenie - niby sie skonczylo dobrze, ale jest w tej koncowce jakis taki smutek.
Invocation to kolejna bardzo dobra robota w 8 serii. 8/10
"Redrum to takie polaczenie w jedno pomyslow z odcinkow Monday i Hungry.
Oczywiscie zepchniecie na dalszy plan agentow FBI jest pomyslem mocno ryzykownym. W serialach (obok scenariuszy)najwazniejsi sa glowni bohaterowie, to oni przyciagaja przed ekran telewizora widzow. Wiec w tym przypadku bardzo duzo zalezalo wlasnie od scenariusza i musze przyznac, ze S. Maeda napisal wciagajaca historie. Scenariusz scenariuszem, ale gdyby zle obsadzono glowna role moglo by byc kiepsko. Swietna robote wykonal Joe Morton (kolejny aktor z "Terminatora 2"). Jest to jeden z najlepszych goscinnych wystepow w Archiwum. Byl tak dobry w roli Martina Wellsa, ze zupelnie nie przeszkadza mi to, iz S i D pojawiaja sie raptem w kilku scenach.
Na uwage zasluguje tez pojawienie sie w roli czlowieka z tatuazem (sorry, ale wylecialo mi jak sie nazywal), najwiekszego zakapiora w Hollywood i jednego z ulubionych aktorow Roberta Rodrigueza, czyli Danny'ego Trejo. Moze to nie gwiazda, ale dosyc znane nazwisko.
"Owtsredrom" to kolejny eksperyment w serialu, co wiecej bardzo udany.
Ocena: 8.
Via Negativa, to jeden z najlepszych standalonow, w calej 9-letniej karierze serialu. Dla mnie i chyba dla sporej wiekszosci fanow, zawsze byli (i nadal sa) najwazniejsi w serialu DD i GA (choc po obejrzeniu 8 i 9 moge tu tez z czystym sercem, bez zadnych oporow, dodac tez Patricka). M i S przycmiewali inne rewelacyjne rzeczy tego serialu i wlasnie m.in. ten odcinek te walory ukazuje.
Archiwum X, to nie tylko M i S, ale i rewelacyjne scenariusze (choc w tym przypadku to Ameryki chyba nie odkrylem). GA pojawia sie na pare minut, ale za to tym razem to S ratuje zycie Doggetowi (nareszcie).
VN pokazuje wszystkim niedowiarkom, ze wprowadzenie RP/D do serialu, to byl strzal w 10 i do tego po raz kolejny moglismy sie przekonac, jak dobrym jest aktorem RP.
Milo bylo zobaczyc tez Skinnera, ktory razem z Doggetem tworzyli ciekawy duet, choc to zupelnie co innego niz M-S czy S-D.
Super byla scena spotkania D ze Strzelcami. Wniosla troche oddechu i lekkosci do atmosfery "VN".
Oprocz aktorow warto zwrocic uwage na genialny scenariusz Spotnitza, ktory przypomina troche cykl filmow o Freddym Kruegerze.
Mamy w VN sporo scen gore, drastycznych (w 8 s. to normalne), ale swietnie wspoltworza one klimat odcinka.
Mamy tu tez kapitalne sekwencje sennych wizji D: sceny w iscie surrrealistycznym twinpeaksowym stylu. Ale na glowe caly odcinek bije ostatni sen D - cos niesamowitego. Duzy wklad do sukcesu tego dziela wniosl tez Snow swoja muzyka, az czlowieka ciarki przechodza.
Bledem byloby nie wpomniec o rezyserze, ktory chyba nie mogl sobie wymarzyc lepszego debiutu w serialu.
Tony Wharmby to obok Bowmana, Mannersa i Cartera najlepszy rezyser w Archiwum.
Nie przypominam sobie, aby w jakims innym serialu, wprowadzenie nowej postaci tak odswiezylo serial jak wprowadzenie RP do XF. To oczywiscie nie oznacza, ze Archiwum przed pojawieniem sie RP, to bylo cos kiepskiego.
Wiecej, przez te 7 poprzednich sezonow radzilo sobie z bardzo dobrym skutkiem, praktycznie w ogole nie schodzilo ponizej pewnego dobrego poziomu (to oczywiscie jest moja opinia, z ktora nikt nie musi sie zgadzac).
VN to szczytowe osiagniecie. W moim odczuciu ekipa 1013 tym epizodem doszla do muru - lepszego juz się nie da zrobic (mam na mysli tylko standalony, nie komedie, eksperymenty czy mytharcy, tylko typowe archiwowe sledztwo).
Tu moze byc tylko 10/10.
Teaser Surekil moze nie nalezy do najlepszych, ale poczatek jest na tyle ciekawy, ze zacheca do ogladania.
Niestety pozniej juz nie jest tak ciekawie.
Do Via Negativa sezon trzymal wysoki poziom, ale w koncu stalo sie to co musialo nastapic.
Nawet w najlepszych serialach trafiaja sie gorsze epizody. Jednak nie jest on az tak beznadziejny jak sadzilem. Choc rzeczywiscie Surekill bedzie chyba najgorszym odcinkiem 8 serii. Mozna sie w nim dopatrzyc paru plusow, ale sa to plusy, ktore mamy w pawie kazdym odcinku. Jak zwykle dobra gre aktorow (ale i bez przesady, graja na tyle na ile pozwala im scenariusz), niezla muzyka, nadal tez z ciekawoscia obserwuje sie nowy duet, kilka ciekawie zrealizowanych scen (fajna byla ta scena z okiem Scully, a niby nic takiego) i to chyba wszystko. Ale nawet te elementy, nie pomoga gdy scenariusz jest slaby.
Jak na razie, nie liczac Surekill, 8 jest na bardzo dobrym poziomie. Epizody sa na tyle dobre, a relacje nowego duetu na tyle ciekawym watkiem, ze glupota byloby nie docenic tego jak ekipa Ten Thirteen stara sie zrekompensowac brak DD, co im sie udaje z zaskakujaco dobrym skutkiem (ale tez musze w tym miejscu zaznaczyc, ze czekam na powot Muldera).
A co do Surekill, to zasluguje na 3/10.
Salvage - Nie lubie J.Bella, ale w tym przypadku nawet mile mnie zaskoczyl.
W moim odczuciu jednak ten przyzwoity poziom odcinka, to glownie zasluga reszty ekipy pracujacej przy Salvage.
Niezle wypadl aktor w roli metal-mana, jest tu sporo ciekawie zrealizowanych scen z efektami specjalnymi.
Ale to chyba glownie dzieki rezyserowi nie skonczylo sie porazka, jak w przypadku poprzedniego odcinka.
Udalo mu sie wykreowac z pomoca zdjec i muzyki niezly klimat.
Moze to nie taka atmosfera jak w Roadrunners, ale jak na epizod oparty na pomysle pana Bella, to wyszlo zaskakujaco ciekawie. 4/10
Badlaa - John Shiban, to najbardziej nierowny scenarzysta w Archiwum X. Raz potrafi napisac cos wspanialego, jak np.Elegy, ale ma tez na swoim koncie takie dziadostwa jak np. Walk, Teso dos Bichos i wiele innych. Trudno zgadnac, czy kolejny jego indywidualny odcinek to bedzie sukces czy porazka.
Na szczescie tym razem sie udalo. Badlaa to jedno z lepszych samodzielnych dziel Shibana.
Dobra robote wykonal tez rezyser, widac ze jego udany debiut (Via Negativa), nie byl przypadkowy.
Badlaa, to kolejny udany powrot do korzeni i kolejny epizod poswiecony Scully. Mocnym punktem jest tu zakonczenie, zreszta mozna to powiedziec o prawie kazdym odcinku (przynajmniej do tej pory)8 serii. Koncowka w ciekawy sposob spina w calosc dotychczasowe standalony, chodzi mi o zmiane pogladow S w kwestii zjawisk paranormalnych. Postac grana przez GA nie tyle wierzy, co pelnic zaczela role M (co chyba nikogo nie zaszkoczylo). Probuje tez tak jak M rozwiazywac sprawy otwartym umyslem i pomimo tej swojej wiary, to i tak nie potrafi wszystkiego zobaczyc. Ma wyrazne watpliwosci, ktorych M z pewnoscia by nie mial, a Anderson te rozterki agentki FBI pokazala tak jak tylko ona to potrafi.
Nadal tez z przyjemnoscia obserwuje sie nowy duet, pomimo wyraznej poprawy w ich relacjach.
A wydawalo mi sie, ze jak tylko polepszy sie wspolpraca nowego duetu, to ten watek zrobi sie malo ciekawy - nic bardziej mylnego. Poprzedni standalone byl calkiem dobry, jednak to nie bylo to samo, co prezentowala soba 8 do Via Negativa. Moze Badlaa nie dorownuje VN, Redrum i Roadrunners, ale tez nie mam nic przeciwko, by nie postawic tego odcinka zaraz za tak udanymi epizodami jak Patience czy Invocation.
Ocena 7/10.
The Gift to niby odc. mitologiczny. Wiadomo, fabula dotyczy choroby M, ale watek ten jest tylko jednym z elementow fabuly i wcale nie najwazniejszy. Gdyby tak nie bylo tych wszystkich scen z DD, to odc. nie bylby przez to gorszy.
Chociaz oczywiscie to dobrze, ze ekipa serialu przypomina o zaginionym agencie, ale to RP gra tu pierwsze skrzypce.
Po genialnym Via Negativa, to kolejny odc. Spotnitza skupiajacy sie wokol nowej postaci i podobnie jak w VN tak i tu pomagaja mu Skinner i Strzelcy, a D pokazal, ze swietnie radzi sobie sam w serialu.
Mamy znowu kilka dosc mocnych obrzydliwych scen, ale uwielbiam filmy gore, wiec mnie to nie przeszkadza. A to co wymyslil scenarzysta w The Gift moze byc dla nie których widzow zbyt trudne do przelkniecia.
Wielu uzna to za gruba przesade.
Jednak to co sie wydarzylo w The Gift mialo swoj cel, na pewno nie mozna tu mowic o konczeniu sie pomyslow. Spotnitz postanowil postawic Doggetta w sytuacji, w ktorej byl Mulder, i teraz tez D wie jak to jest, gdy nikt nie chce uwierzyc. Najlepiej obrazuje to scena ostatnia, gdy D ma napisac raport. Oczywiscie nikt oprocz Doggetta i Skinnera nie wie o tym co sie stalo, ale tez sam Doggett nie moze w to uwierzyc, a z drugiej strony wie pzeciez dobrze co sie wydarzylo. Wyrazna przyjemnosc sprawia scenarzystom wystawianie sceptycyzmu D na ciezka probe w tej serii.
Takie rzeczy to nawet, jesli mnie pamiec nie myli, S sie nie przytrafialy (a przy okazji wychodzi na to, ze D to chyba jeszcze wiekszy sceptyk i uparciuch niz Scully).
Ocena: 8/10.
Medusa - Nie po raz pierwszy mamy w serialu standalone o nieznanym blizej organizmie, najlepszym przykladem moze tu byc F.Emasculata. Ale za to swietnym pomyslem, bo jeszcze nigdy wczesniej nie wykorzystanym, bylo to aby akcja toczyla sie w tunelu, w metrze.
Dzieki temu mamy tu niezly klimat z elementami klaustrofobii. Na uwage zasluguje tez fakt, ze jest to odc., w ktorym element fiction nie dominuje nad science (oczywiscie przy zachowaniu odpowiednich propocji, w koncu to Archiwum X). Serial juz dawno stracil jakiekolwiek oznaki realnosci prezentowanych wydarzen (moj ulubiony przyklad, to Leonard Betts, uwielbiam scene samoodrodzenia), ale czasami sa wyjatki takie jak np.. Medusa.
Kto by sie spodziewal, ze w serii, gdzie mamy takie odcinki jak np The Gift jest miejsce na tego typu odcinek.
Juz nawet nie potrafie sobie przypomniec, kiedy ostatnio mielismy taki standalone i nie chodzi mi tylko o 8 serie (ale musze tez zaznaczyc, ze to wcale mi nie przeszkadza). Kolejnym plusem i to duzym jest nowy duet, bez nich ta Medusa nie była by az tak dobra. S i D tworza juz rownie zgrany duet co M i S, swietnie sie uzupelniaja.
Kolejna rzecz warta uwagi to oczywiscie dialogi. Jak zwykle sie nie zawiodlem, jest w czym wybierac, poczynajac od rozmowy na poczatku z Karrasem a konczac na scenie w szpitalu (a co do tej sceny w szpitalu, to wreszcie S się usmiechnela i jestem tez ciekaw, co takiego D chcial jej powiedziec na koncu odcinka; fajna byla tez reakcja obojga nim D zaczal sie przebierac).
Z jednej strony ciesze sie, ze serial wraca do klimatow UFO + konspiracja, ale z drugiej strony troche szkoda, ze to juz ostatni standalone tego typu w 8 serii. Chodzi mi o nowy duet, który stanowi na tyle interesujacy watek, ze moglby pociagnac 8 sezon do samego konca (i np. jako final 8 sezonu This is Not Happening). A wracajac do odcinka, to kolejny dobry epizod w 8 serii.
7/10
Per Manum
Dla jednych dobra wiadomosc, dla innych zla. XF wraca do swojego glownego nurtu. Jednak uwazam, ze nie tylko wielbiciele mytharcow powinni byc zadowoleni z PM (jak i 3 nastepnych), ale i widzowie rozkochani w standalonach.
I to nie tylko dlatego, ze od PM do serialu wraca DD. Po prostu czekaja nas przynajmniej bardzo dobre odcinki.
Ale jesli ktos spodziewal sie po PM epizodu w stylu Within/Without, to pewnie poczuje zawod.
Akcja toczy sie w slimaczym tempie (niektorzy uznaja ze jest nudno), ale moim skromnym zdaniem powstal jeden z lepszych mytharcow w calym serialu. CC i FS umiejetnie zawarli w scenariuszu obawy kobiety zwiazane z ciaza, a GA oczywiscie te wszystkie leki odegrala w swoim niepowtarzalnym stylu. Zreszta wszyscy graja tu wspaniale, nie tylko Anderson.
Dobra robote wykonal tez weteran serialu Manners. Atmosfera jest tu niesamowita, czuje sie narastajace z minuty na minute zagrozenie wokół Scully. Trust No One - te slowa chyba najlepiej oddaja klimat PM.
To motto mozna odniesc do kazdego tego typu odcinka, ale w malo ktorym atmosfera jest tak przytlaczajaca jak tutaj.
Dobrze jest tez widziec Muldera, chocby tylko w retrospekcjach. A co do retrospekcji, to mamy tu jedyna rzecz, ktorej brakowalo mi w 8 serii, czyli sceny z M i S. Jak juz jestem przy tych wywolujacych emocje scenach z M i S, to nalezy powiedziec, ze scenarzystom naleza się brawa za odwage (nie zaleznie od tego jakie się ma poglady na temat ich wzajemnych relacji). Jestem pewien, ze to co sie stalo w PM (a raczej poza ekranem) wywolalo wsród widzow bardzo skrajne emocje. Sam jak ogladalem kilka lat temu PM nie moglem uwierzyc w to co sie wydarzylo w retrospekcjach.
Ale musze zaznaczyc, ze dobrze sie stalo, iz nie pokazano jak S prosi M aby zostal dawca, jakos trudno wyobrazic sobie taka scene (moze po prostu CC i FS nie wiedzieli jak to pokazac?).
Rownie interesujace, choc z innych powodow, sa sceny z udzialem nowej pary. Genialny jest moment, gdy S odkrywa, iz jej nowy partner oprocz spraw archiwum niezle orientuje sie tez w jej zyciu, co oczywiscie sie jej nie podoba.
Niezla byla tez scena jak Scully powiedziala Doggettowi, ze Parenti to jej lekarz czy ta, w ktorej nie chciala mu powiedziec dlaczego wyjezdza. Musze sie przyznac, ze nie spodziewalem sie, iz az tak bardzo polubie nowego agenta. Nie przypuszczalem, ze bedzie mi go az tak szkoda, ze jego partnerka nie chce mu nic powiedziec.
Trzeba przyznac facet jest niesamowicie cierpliwy, ja bym juz dawno nie wytrzymal.
A na koniec mamy genialna scene, w ktorej oboje ( a zwlaszcza nasza ulubiona agentka) dostaja cenna lekcje, komu mozna i trzeba zaufac. I chyba w koncu wytworzyla sie miedzy nimi nic prawdziwego zaufania.
Jak widac w PM relacje agentow wcale az tak bardzo sie nie poprawily, jakby moglo sie wydawac po obejrzeniu poprzednich odcinkach (dopiero w ostatniej scenie PM widac zmiane).
W PM wrocilo to napiecie miedzy S i D, ktore mialo miejsce w serialu do Via Negativa. PM to odcinek, ktoremu bez zadnych obaw moge postawic 9/10.
This is Not Happening
Moim skromnym zdaniem Carter i spolka powinni dostac Emmy lub Zlotego Globa za 8 sezon.
A jeli juz nawet nie za caly sezon, to powinni krytycy nagrodzic 8, chocby za This Is Not Happening (no moze oprocz DD, ktorego rola ogranicza sie do lezenia trupem).
Jest wiele niezapomnianych odcinkow, ale 14 epizod 8 sezonu, to absolutnie wyjatkowe dzielo. Pamietam jak ogladalem w marcu 1998 roku Redux/Redux 2 i uswiadomilem sobie wtedy, ze wlasnie mialem ta przyjemnosc zobaczyc dwa najlepsze odcinki, nie tyle glownonurtowe, co ogolnie w calym serialu (jak sie pozniej okazalo nie tylko w 5 ale i nastepnych seriach nie byly to jedyne tak genialne perelki). Oczywiscie przed i po Reduxach byly mytharcy na wysokim poziomie, ale zaden im nie dorownal, az w koncu nadeszla pora na TINH.
Zaryzykuje stwierdzenie, ze w tym sezonie mamy najlepsza mitologie (oczywiscie w pozostalych seriach mitologii tez niczego nie brakuje), a przynajniej chyba nigdy w serialu nie bylo takich emocji jak np. w Within/Without czy TINH.
Epizod ten od pierwszych do ostatnich minut zachwyca kazdym elementem. Wiadomo swietny scenariusz i dobre dialogi napisane przez Cartera i Spotnitza .
Pieknie calosc wyrezyserowal najlepszy dla mnie rezyser w Archiwum, obok Cartera, czyli K.Manners. Swietnie tez pracuje tu kamera, w podobnym stylu zrealizowano Within/Without.
Oddzielny rozdzial w historii TINH zajmuje muzyka. Nie mam na mysli wylacznie tej z ostatnich minut, ale praktycznie w calym odcinku jest genialna. To jest jeden z tych epizodow, ktore najlepiej oglada sie bez lektora; wtedy mozna sie calkowicie wsluchac w kazdy podklad dzwiekowy stworzony przez Snowa na potrzeby odcinka.
Jest to tez kolejny odcinek, w ktorym liczy sie przede wszystkim Scully. Przez 43 minuty obserwujemy agentke w ciaglym niepokoju o los zaginionego partnera. Tak bardzo chce znalesc Muldera, ale tez dobrze wie jak poszukiwania moga sie zakonczyc. A gdy wydaje sie, ze wszystkie sily (tzn. scenarzysci) sprzysiegly sie przeciwko Scully, gdy jedyna osoba mogaca pomoc, znany nam z Talitha Cumi/Herrenvolk, Jeremiah Smith zostaje porwany, mamy okazje zobaczyc jeden z najbardziej dramatycznych cliffhangerow w serialu.
Bledem było by nie wspomniec o najwazniejszym elemencie, czyli aktorach. Wszyscy, w tym drugoplanowi, spisali sie na medal. Ale oczywiscie glowna gwiazda jest tu GA, po tym co pokazala rece same skladaja sie do oklaskow. Zreszta co tu pisac o jednym odcinku, to co ekipa Ten Thirteen i aktorka wyciskaja przez caly serial z tej postaci jest trudne do uwierzenia. W kadej serii znajdzie sie epizod, w ktorym GA pokazuje aktorstwo jak z
najlepszej strony. Ale jesli np. w Milagro jej gre okresla sie jako rewelacyjna, to co mozna powiedziec o tym co pokazala w TINH (to oczywiscie jest pytanie retoryczne)?
Anderson w TINH osiagnela szczyt mozliwosci aktorskich. Nie wiem, czy mozna zagrac jeszcze lepiej (rownie wspaniale zagala w filmie House of Mirth, odcinku William i mini serialu Bleak House).
Nie chodzi mi tylko o ten niesamowity koniec, ale o caly epizod (zakonczenie TINH jest dla mnie rownie genialne, co ostatnie sceny finalu 2 serii serialu Millennium). Moze i zakonczenie jest mocno przesadzone, ale ale jak sie to oglada. Interesujacy jest tez w TINH fakt z przeszlosci Doggetta, z ktorym wiele wspolnego ma nowa postac w serialu, agentka Monica Reyes. Nie zrobila na mnie az takiego wrazenia jak Doggett, ale jest na tyle ciekawa postacia, ze z przyjemnoscia zobacze ja w kolejnych odcinkach. Jak na drugoplanowa postac, to w zupelnosci wystarczy.
Pomimo dosyc powaznej i ciezkiej atmosfery, to jednak znalazlo sie miejsce na kilka scen, ktore dodaja odcinkowi troche lekkosci i humoru. Jest ich niewiele, ale dobre i tyle. Chodzi mi o reakcje Doggetta, gdy zobaczyl siebie na ekranie monitora w miejscu gdzie go nie bylo, kapitalna scena. Swietna byla tez reakcja Reyes gdy zobaczyla UFO.
TINH ogladalem juz tyle razy, wiec nie ma mowy, abym przesadzal z pochwalami, co innego gdybym widzial go pierwszy raz. Odcinek ten plasuje sie w scislej czolowce moich ulubionych odcinkow. 10/10
DeadAlive
W porownaniu z TINH DeadAlive wypada gorzej, ale gorszy nie musi oznaczac tego, ze odcinek jest kiepski. Po prostu, chyba niemozliwe bylo nakrecenie 2 takich arcydziel jak TINH, wiec DA jest "tylko" swietny. Tym razem nie skupiono sie wylacznie na Scully, GA juz tak nie dominuje jak w poprzednim odcinku nad reszta obsady. Oczywiscie gra wspaniale, ma kilka swietnych aktorsko scen, ale rownie wazna role odgrywaja tu Pileggi i Patrick, ktorzy tez pokazali sie jak z najlepszej strony, tak jak i reszta obsady.
DA zaczyna sie od mocnego uderzenia, bo od pogrzebu Foxa (a tak na marginesie, ktory to juz raz niby zginal Mulder?). Choc oczywiscie wiemy wszyscy dobrze, ze smierc Muldera to lipa, cos tu jest nie tak (z przebiegu wydarzen w odcinku bardziej pasuje okreslenie stan przejsciowy), zwlaszcza ze nastepuje nagly przeskok w czasie o 3 miesiace i jest to troche nie najlepszy pomysl. Na pewno lepiej było by, gdyby pokazano co sie dzialo w tym czasie z pozostalymi bohaterami, chyba nie tylko ja jestem tego ciekaw.
Ale trzeba przyznac, ze na poziom odcinka nie ma to zbytniego wplywu.
Podobnie jak Within/Without, Per Manum i This Is Not Happening odcinek 15 8 sezonu oglada na jednym oddechu, serce doslownie podchodzilo mi do gardla.
Milo bylo zobaczyc tez Kryceka (moja ulubiona postac, wole go nawet od CSM), ktory jak zwykle sporo namieszal. Dobrze tez, ze scenarzysci nie zapomnieli o przyjazni Skinnera i Kryceka, ktora rozpoczela sie w 6 serii. Swietnie wypadla konfrontacja Kryceka (jak na jednorekiego niezle obracal kierownica) i Doggetta; rownie dobra scena, co bijatyka M i K w Anasazi.
Swoje 5 minut ma tez Mulder. Dobrze go widziec takiego jak zawsze, ze swoim typowym poczuciem humorem.
A co do scen z DD i GA, to naleza one do najlepszych w serialu.
Pieknie tez zrealizowana i zagrana byla scena, gdy S rozmawia ze Skinnerem i Doggettem o tym w jakim stanie jest Mulder. Podobie jak w poprzednich odcinkach tak i w DA mamy niesamowita muzyke.
Polecam szczegolnie kawalek ze sceny o ktorej przed chwila wspomnialem, czy tytulowy utwor pojawiajacy się w pierwszej scenie z M i S oraz ten piekny kawalek pod koniec DeadAlive.
A co do Doggetta, to bardzo podobala mi sie jego postawa w TINH/DA. Caly czas imponowal lojalnoscia i troska o Scully. Najpierw na poczatku DA odrzucil propozycje Kersha, tylko dlatego aby biuro nie zostalo zamkniete po odejsciu Scully na urlop. Zreszta D coraz bardziej przypomina S z poczatku serialu. Rowniez jest niedowiarkiem, ktory nie chce uwierzyc nawet w to co widzi na wlasne oczy. Jest uparty, ale szanuje tez zdanie Scully jak kiedys
robila to Dana wzgledem Foxa. No i poswieca swoja kariere dla Archiwum X, wiec idzie rowniez w slady Scully.
Bardzo podobal mi sie tez, tak jak i w poprzednich odcinkach, nasz wicedyrektor. Zawsze go lubialem, ale w 8 serii Skinner jest jak inny czlowiek. Zreszta uwazam, ze dyrektor i Doggett z bardzo dobrym skutkiem zastepuja Scully Muldera. Lysy jest przyjacielem, a Doggett pelni role opiekuna, ochroniarza, mozna nawet powiedziec aniola stroza.
O DeadAlive, jak i o poprzednich mytharcach tej serii, mozna jeszcze dlugo pisac i pisac, a wszystko sie i tak sprowadza do jednego, ze jest to jeden z najlepszych mytharcow w serialu.
Ocena: 9/10.
Three Words, to zupelnie inny odcinek niz TINH i DA. Oczywiscie, to jest final trylogii, ale widac, ze jest troche doczepiony na sile do poprzednich epizodow. W sumie tak gdzies do skadinad niezlej sceny, w ktorej M dowiaduje sie o nowym agencie w Archiwum X i odzyskuje nagle ochote do pracy, mamy kontynuacje DA, a pozniej to juz typowa konspiracja. Ale musze przyznac, ze powrot Muldera do pracy odbyl sie troche za szybko. Dopiero co "nie mogl sie odnalesc", a juz pracuje. Jest jeszcze sprawa zakonczenia watku choroby Foxa, ktora ciagla sie w serialu od 6 serii, a w TW wystarczylo kilka zdan i dowiadujemy sie, ze juz nie ma sladu po chorobie Muldera. W podobnym stylu Carter konczyl wiele watkow w serialu, raz z lepszym (np. Sein Und Zeit/Closue), innym razem z gorszym skutkiem (Two Fathers/One Son). Widocznie CC lubi najbardziej proste rozwiazania. Moze tez irytowac w odcinku zachowanie Muldera, ale z drugiej strony wydaje mi sie, ze po tym co przeszedl, to chyba calkiem normalne, ze sie dziwnie zachowywal. Chociaz musze przyznac, ze okropnie wkurzal mnie w TW Mulder (zreszta nie pierwszy raz).
Tak bardzo, ze tylko czekalem kiedy pojawi sie Doggett i nawet nie bylbym zaskoczony gdyby widzowie uznaliby po tym odcinku, ze wola Doggetta od Muldera (najlepiej okresli to moj brat: co ten Mulder taki jakis nabuzowany?).
A co do zachowania Muldera. Chyba kazdy go lubi, ale to jest chyba jedyny przypadek w serialach, gdy glowny bohater potrafi czasem tak niezle wkurzyc (ciekawe jest tez to, jakiego robia z Foxa nieudacznika i kretyna, zwlaszcza w odcinkach komediowych). Zwlaszcza denerwuje mnie to jak on traktuje Scully w odcinkach typu Revelations, All Souls. Oprocz TW bardzo dziwnie zachowywal sie tez np. w One Son i jest to jeden z wielu przykladow. Mozna zadac pytanie: skad to dziwne zachowanie? Moze dlatego, ze M jak wiadomo jest niezbyt lubianym agentem, uznawany jest za odludka i wlasnie takimi odcinkami jak np. Three Words ekipa 1013 chce nam pokazac, dlaczego spooky nie nalezy do szczegolnie lubianych osob w FBI. Na szczescie w kolejnych odcinkach bedziemy mieli Muldera takiego jakiego lubimy. Chyba za bardzo sie przyczepilem, bo w sumie wszystkich plusow jest wiecej niz minusow. CC i FS napisali dobry scenariusz, a rezyserowi udalo sie do konca utrzymac napiecie, w czym pomogla mu tez muzyka.
Jedyna rzecz, ktorej brakowalo mi w 8 serii, to scen z M i S, i moze dlatego bardzo przypadla mi do gustu pierwsza rozmowa agentow w domu Muldera.
Interesujaco wypadly tez sceny z DD i RP. Przez ponad polowe sezonu mielismy bardzo ciekawa pare Scully-Doggett, a teraz tworzy nam sie kolejny rownie ciekawy, choc dosyc nietypowy duet jak na ten serial, Mulder-Doggett. Poczatek ich znajomosci nie wypadl moze najlepiej (rozbawilo mnie w tej scenie zachowanie Skinnera, to jak zaczal bronic Muldera, zupelnie jak w szkole), ale pewnie tez dlatego bardzo podobala mi sie ich wspolpraca w koncowce odcinka.
O aktorach tez nie mozna nic zlego powiedziec. Wszyscy graja tak jak powinni, w tym tez DD (choc przy paru scenach mogl sie bardziej postarac).
W sumie Three Words to bardzo dobry odcinek.
Ocena 8/10.
Empedocles
Gdy na poczatku 8 serii wprowadzono do serialu Doggetta, a pozniej w TINH pojawila sie kolejna nowa twarz Monika Reyes, to chyba kazdy sie domyslil, ze jesli powstanie kolejny sezon, to moga nastapic powazne zmiany w serialu.
I wlasnie Empedocles mozna nazwac poczatkiem tych zmian (oczywiscie kolejnymi takimi odcinkami sa 18, 19 i 20/21), czyli pozegnaniem ze starym, dobrym Archiwum X .
Empedocles, to kolejny odcinek skupiajacy sie wokol Doggetta. Odcinek ten rzuca tez troche swiatla na sprawe smierci Luke'a Doggetta.Wiele nowego dowiadujemy sie o postaci granej jak zwykle swietnie przez Patricka poprzez sprawe zwiazana z jego synem, ktora prowadzi agentka Reyes.
A co ze starym pokoleniem XF?
Scully jest malo, wiadomo jest w zaawansowanej ciazy, wiec nie powinno dziwic nikogo, ze rola GA jest dosyc ograniczona. Ale za to Muldera jest duzo, wiecej pomaga nawet Reyes, a Doggettowi to sie oczywiscie nie podoba.
Mamy tu kilka niezlych scen jak z horroru, np. facet zdrapujacy sobie twarz. Bardzo ciekawie wypadly tez reminiscencje, choc klimatem wydaja sie bardziej pasowac do serialu Millennium. Ale Empedocles to nie tylko trzymajaca w napieciu historia na pograniczu horroru i thrillera. Jest tez kilka wspanialych scen z M i S, ktore wypadly zaskakujaco prawdziwie.
Interesujaco wypadlo tez pierwsze spotkanie M i R (to tradycja tej serii, kazda tego typu scena jest wspaniala). A co do Reyes podobala mi sie jeszcze bardziej niz w TINH, choc i tak wole Doggetta.
Bardo podobaly mi sie tez sceny z D i R, to moze byc naprawde dobry duet (i pewnie takie same zdanie mieli w wytworni FOX, ze zdecydowali sie na 9 sezon). Zreszta podobala mi sie kazda scena ukazujaca relacje wszystkich glownych bohaterow. Ale oprocz scen z M i S oraz z D i R najbardziej przypadly mi do gustu sceny z Mulderem i Doggettem. Zreszta Mulder mial tu bardzo ciekawa role - obserwowal nowy duet i komentowal. Jest tu tez sporo dobrych dialogow i to nie tylko w wykonaniu M. Chociaz na teraz pamietam tylko zdanie o Presleyu i to ze wierzy prawie we wszystko' (ciekawe, co to jest to 'prawie'?).
Trzeba tez przyznac, ze DD zagral naprawde dobrze. Nie widze w odcinku zadnych oznak zmeczenia rola. Zreszta uwazam, ze gdyby nie bylo w Empedocles Muldera, to mimo wszystko odcinek nie bylby az tak dobry jak jest. Jego poczucie humoru bardzo tu dominowalo.
Mamy tu tez wspanialy podklad dzwiekowy, ktory swietnie wspoltworzy klimat odcinka.
Trudno uwierzyc, ze taki epizod jak Empedocles wyszedl od autora Surekill, najgorszego epizodu 8 sezonu,
Empedocles to przeciez dobra archiwowa robota.
Ocena:7/10
W Vienen wraca czarny olej, ale epizod ten nie wnosi nic w sumie nowego do tego co juz wiemy o czarnym raku. Gdyby nie zakonczenie to bylby jeden z mniej waznych odcinkow glownonurtowych.
Bardzo lubie klaustrofobiczne klimaty, gdy bohaterowie siedza w jednym miejscu, sa odcieci od swiata i oczywiscie sa w niebezpieczenstwie, i tak jest wlasnie w Vienen. S.Maeda wpadl na dobry pomysl, nigdy wczesniej nie wykorzystany w serialu, by akcja toczyla sie na platformie wiertniczej a rezyser odwalil kawal dobrej roboty, do konca epizod trzyma w napieciu.
W Three Words i Empedocles bylo kilka scen z DD i RP, z ktorych można bylo wywnioskowac, ze dobrze im sie wspolpracuje razem, a Vienen tylko to potwierdzil. Duet M-D byl tak swietny, ze zupelnie nie brakowalo mi
pary znanej z poprzednich sezonow (a trzeba zaznaczyc, ze od powrotu DD do 8 serii M i S spedzaja ze soba dosyc malo czasu na ekranie). Gdyby nie ten nowy, choc troche nietypowy jak na ten serial duet to Vienen moglby nie byc tak dobry jak jest.
Kolejna sprawa, gdy M mowi o wyrzuceniu z FBI to nawet dla osoby, ktora wiedziala o tym, oglada sie koniec z niedowierzaniem. Wspaniala scena.
A co do Kersha - zastanawia mnie, za co on tak nienawidzi Muldera. Od pierwszego spotkania jeszcze w 6 serii ciagle sie go o cos czepial. Podobalo mi sie tez, ze M specjalnie gral dyrektorowi na nerwach, gdy ten mu cos zabronil, to M i tak to zrobil na przekor, i bardzo dobrze.
W sumie Vienen to kolejne dobre 43 minuty 8 serii. 7/10
Alone - 8 seria nalezy do Franka Spotnitza (oczywiscie miedzy innymi), któremu bardzo musiala przypasc do gustu postac grana przez Patricka. Po Via Negativa, The Gift i czesciowo Medusa to kolejny odcinek specjalisty od mitologii skupiajacy sie na nowym agencie. Spotnitz napisal ciekawa historie, a do tego uwielbiam wszelkiego rodzaju mutanty, potwory i gdy akcja dzieje sie w zamknietych pomieszczeniach, w tym przypadku podziemny tunel, wiec nie pozostaje nic innego jak tylko ogladac. Trzeba zaznaczyc tez, ze Spotnitz sprawdzil sie w roli rezysera.
Doggett jak zwykle swietny, ale podobala mi sie tez jego nowa partnerka Leyla Harrison. Zreszta to byl swietny pomysl, by fanka prowadzila sledztwo razem z Doggettem. A tak sie wlasnie zachowywala, jak prawdziwa fanka serialu (znala sprawy jakie prowadzili M i S, nawet przyczepila sie do jednej z wiekszych wpadek w serialu).
Byc może dosyc narwana i naiwna, ale bardzo sympatyczna (czyzby ludzie z 1013 mieli o nas, fanach, takie zdanie).Podoba mi sie tez to w jaki sposob zlozono hold zmarlej fance, czyli Leyli Harrison.
Scully znowu malo, ale za to duzo bylo Muldera, ktory jak zwykle draznil sie z Kershem, choc juz nawet dla niego nie pracuje (szkoda, ze nie bylo w Alone dyrektora, chcialbym zobaczyc jego mine). Slyszalem opinie, ze DD jest "zmeczony w 8 serii", "nie che mu sie grac", itp. Sa to przesadone opinie. Duchovny gra dobrze i to nie tylko w debiucie rezyserskim Spotnitza, ale i w pozostalych odcinkach zagral tak jak powinien.
Alone to nie tylko kolejny udany powrot do klasyki, ale przede wszystkim kolejny po Empedocles i Vienen odcinek zamykajacy pewien rozdzial w historii serialu (panuje tu taki troche nostalgiczny pozegnalny nastroj). Bledem bylo by gdybym zapomnial o wspanialej scenie ze S i D na poczatku odcinka. Swietna tez jest scena jak Scully znajduje w swoim biurku monete z Dreamland, bryloczek z Tempus Fugit, nie zapomnieli nawet o Queequegu. A na koncu odcinka jeszcze ten wspanialy gest z bryloczkiem i dla mnie najlepszy fragment Alone, gdy M i S maja odpowiedziec na pytanie dobrze nam wszystkim znane. Genialna scena, tez dzeki DD i GA (a S oczywiscie zaprzeczyla, ze widziala UFO).
Alone pokazuje tez w jak bliskich stosunkach sa S i D (jak mu było przykro, gdy odchodzila). Zreszta stosunek Scully do Doggetta jest odzwierciedleniem tego jak widza go widzowie. Na poczatku tak jak ona mu nie ufalismy (Scully troche dluzej), z gory nie lubilismy (nawet go jeszcze nie znajac), a teraz uwielbiamy Doggetta na rowni z Mulderem i Scully (moze nie wszyscy, ale spora czesc widzow).
Alone to swietny debiut Spotnitza i chocby za te 2 sceny o których przed chwila wspomnialem z agentami (+ jeden bezrobotny) zasluguje na 9 punktow, a co dopiero za caly odcinek.
Essence zaczyna sie od jednego z najlepszych teaserow w serialu. Zreszta bardzo lubie tego typu teasery (np. poczatek Biogenesis, Trust No 1 czy Providence i wiele, wiele innych). A pozniej jest jeszcze lepiej - nie ma sie do czego przyczepic. Dobry scenariusz i dialogi, swietne zdjecia i muzyka (zwlaszcza w tych kapitalnie zrealizowanych scenach akcji), znakomita rezyseria i dobra gra aktorow (wszystkich trzeba dodac).
Akcja rozwija sie powoli, ale oglada sie bardzo dobrze. a gdy tylko pojawia sie Krycek akcja nabiera takiego tempa, ze nawet nie zauwazylem, kiedy pojawil sie napis 'ciag dalszy nastapi'.
Jak zwykle swietny byl duet M-D (tylko co Doggett tak sie slucha we wszystkim Muldera).
Milo tez bylo zobaczyc matke Scully. Ostatni raz, nie liczac teasea DeadAlive, pojawila sie w odcinku Emily.
Essence nie schodzi ponizej poziomu typoewgo dla mitologii 8 serii - jest swietny. 9/10
Essence jest swietny, ale Existence to juz totalny odjazd. Nie powiem, zeby za wiele sie wyjasnilo, w sumie jeszcze bardziej zagmatwalo, ale dzialo sie naprawde duzo. Praktycznie kazda scena jest genialna: porod Scully+ Billy Miles i jego "kumple", gonitwa superzolnierzy za agentami w budynku FBI czy morderstwo Kryceka...az mam ochote go znowu zobaczyc.
Jesli chodzi o egzekucje Alexa, to po prostu szok. Od czasow smierci informatora w Herrenvolk nie widzialem tak dramatycznej sceny zabojstwa. Przy okazji w swoim stylu CC zakonczyl jedna scena watek, ktory ciagnal sie od 6 serii (chodzi mi o spawe rozpoczęta w S.R.819).
A co do aktorow, to wszyscy grali wspaniale. Podobnie jak w poprzednich podobal mi sie tez duet M-D, ciekawie wypadly tez relaje S-R.
W Existence jest mniej Scully niz w czesci pierwszej, ale dzieki montazowi, szybko nastepujacym po sobie wydarzeniach i umiejetnosciach aktorskich Anderson wydaje sie, ze S jest tyle ile powinno byc w kazdym odcinku. Zwlaszcza nie zapomne tej sceny, gdy S krzyczy (jesli dobrze
pamietam) "to dziecko jest moje". Chociaz trzeba przyznac, ze zagranie ciezarnej kobiety chyba nie sprawilo zbyt duzo problemow aktorce.
Nie da sie ukryc, ze Existence to przede wszytskim pozegnanie ze starym XF (i poczatek czegos innego, nowego). Najlepiej to widac w scenie ostatniej z DD i GA (ten odjazd kamery na samym koncu), ktora wszystko wyjasnila.
Przesadzilem może troche, pozostalo sporo nowych pytan, w 9 serii dojda kolejne, ale z tej sceny chyba kazdy sie domyslil, ze William jest wynikiem zwiazku agentow (zreszta w swoich wypowiedziach Carter i Spotnitz wielokrotnie to potwierdzili).
Tak czy inaczej ekipa 1013 zafundowala nam zakonczenie serialu, a pzynajmniej pewnej jego czesci (roli M i S w Archiwum X) jakiego kazdy inny serial moze tylko pozazdroscic. I nie mam na mysli, choc moze sie tak wydawac, tylko i wylacznie spraw, ktore interesuja glownie shipperow).
Ocena: 10/10.

Odpowiedz

Digg   Delicious   Reddit   Facebook   Twitter   StumbleUpon  








Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości